czwartek, 29 lipca 2010

Gra w durnia

Grę w durnia rozpoczynamy przez sporządzenie odpowiedniego pisma. Potrzebna jest do tego kartka, długopis, dowolna gazeta, nożyczki oraz klej.

Bierzemy kartkę i w lewym górnym rogu piszemy swoje imię, nazwisko i adres. A w każdym razie adres. Jeżeli mamy pewność, że listonosz zawsze zastanie nas w domu możemy podać dowolne imię i nazwisko. W końcu listonosze i tak oddają listy temu, kto otworzy drzwi.

Dalej, na środku, piszemy ”Pozew do Sądu”, a następnie otwieramy gazetę, wycinamy z niej dowolnie wybrany artykuł i przyklejamy go poniżej. Wklejony wycinek możemy, według uznania, uzupełnić adnotacjami typu „kłamstwo”, albo dowolnie wybranym cytatem z dowolnie wybranej świętej księgi albo dzieła wieszcza. Poniżej piszemy „żądam naprawienia mojej krzywdy”. Tak przygotowane pismo wkładamy do koperty i wysyłamy do wybranego sądu. Najlepiej takiego, do którego mamy blisko, bo wtedy na dalszym etapie gry oszczędzimy sobie znaczkach pocztowych. Bo w tym momencie zaczyna się prawdziwa zabawa.

Pismo trafi do wydziału cywilnego sądu, do rąk jego przewodniczącego. On pewnie chciałby je z miejsca wyrzucić, ale tego mu nie wolno. Musi postąpić zgodnie z przepisami. Czyli zarządzić wpisanie sprawy do repertorium, założenie dla niej akt po czym wydać zarządzenie o wezwaniu do uzupełnienia „braków formalnych” Czyli musi nas wezwać do wskazania strony pozwanej, wskazania wartości przedmiotu sporu, sprecyzowania powództwa, złożenia odpisów pozwu. Odpowiednie pismo wysłane będzie za poświadczeniem odbioru, co będzie kosztowało Skarb Państwa 5,65 zł.

Po otrzymaniu tego pisma przygotowujemy odpowiedź na nie. Znowu bierzemy więc kartkę, piszemy na niej sygnaturę sprawy (mamy ją na wezwaniu). A poniżej wklejamy kolejny artykuł z gazety, tym razem uzupełniony o aktualny komentarz polityczny. Podpisujemy i zanosimy do sądu.

Po otrzymaniu takiego pisma przewodniczący uzna zapewne, że braków pozwu nie uzupełniono i wyda zarządzenie o jego zwrocie. Będzie ono nam doręczone (za kolejne 5,65 zł). Ale to nie oznacza końca zabawy. Bo my piszemy kolejne pismo: bierzemy kartkę, piszemy na niej sygnaturę akt, a na środku piszemy dużymi literami „NIE ZGADZAM SIĘ!!!” Po bokach przyklejamy paragony ze sklepu i zanosimy do sądu.

Sąd musi teraz ustalić, o co nam chodzi. Wezwie więc nas (5,65 zł) do sprecyzowania, czy to pismo to zażalenie na zarządzenie o zwrocie pozwu, czy ma ono inny charakter. Odpowiadamy pismem, które sporządzamy naklejając na kartce wycięte z gazet horoskopy, uzupełnione o komentarz, że w gwiazdach zapisano odpowiedzi na wszystkie pytania.

I zabawa toczy się dalej według tego samego schematu. Na każde pismo, które przychodzi z sądu (5,65 zł sztuka) odpowiadamy pismem sporządzanym w ten sposób, że na kartce papieru naklejamy wycinki z gazet, bilety autobusowe, paragony ze sklepu itp, uzupełniamy to w jakiś komentarz od siebie i zanosimy do sądu. Najlepiej też napisać że żądamy zmiany krzywdzącego orzeczenia, bo na takie pisma sąd musi jakoś odpowiedzieć. Musi wezwać chociażby do wyjaśnienia czy faktycznie jest to zażalenie i na jakie orzeczenie. Nie może po prostu go zignorować.

Jak zabawa zacznie się nam nudzić, to możemy ją urozmaicić, np. załączając do jednego z pism tom encyklopedii albo książkę telefoniczną. Możemy też dodać trochę kolorów ozdabiając każde pismo starannie narysowanym szlaczkiem. Albo urozmaicić nasze kolaże dodając kolorowe piórka, cekiny czy wstążeczki. Albo jesienne liście. Możemy powycinać nasze pismo w piękny łowicki wzór. Sąd to wszystko przyjmie, bo nie ma innego wyjścia. Nie wolno mu wyrzucić niczego, co strony do niego przysyłają i wszystkie pisma musi traktować z taką samą powagą.

W durnia można grać indywidualnie albo zespołowo, można też urządzić konkurs na najbardziej wymyślne pismo wniesione do sądu. A w sylwestra wybrać durnia roku... Pytanie tylko kto tu jest durniem. Czy ten, kto wykorzystuje durne przepisy, czy ten kto musi się do nich stosować, czy może ten, kto te durne przepisy napisał i wprowadził.

35 komentarzy:

  1. Gratuluje pomysłu na blog. Powinno być takich więcej może wtedy i odbiór ogólnie pojętego wymiaru sprawiedliwości byłby lepszy:)

    To jest ciekawy problem. Sam się kiedyś nad tym zastanawiałem i myślę, że nie ma na to dobrego rozwiązania. To jest cena jaką trzeba zapłacić za respektowanie zasad demokratycznego państwa prawa i powszechnego prawa dostępu do sądu. Jakikolwiek zapisu w stylu "głupie pozwy pozostawia się bez rozpoznania" i tak nic nie da. Taka decyzja musiałaby być zaskarżalna, co nie zmniejszy ilości podejmowanych czynności. Poza tym jak ocenić "głupiość" pozwu? Przypadki skrajne zawsze są proste ale jest też cała masa sytuacji pośrednich, które wynikają z nieznajomości prawa, braku wykształcenia lub ogólnie jakiegokolwiek pojęcia o świecie. Według jakich zasad oceniać te sytuacje pośrednie?

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobry tekst! Warto byłoby jednak dodać, że to, co napisałeś, nie jest tylko wymysłem Twojej chorej wyobraźni i spaczonego poczucia humoru, ale wynika ze zwykłej analizy pism napływających do sądów w całej Polsce, że takie właśnie pisma trafiają do wszystkich sądów, wszystkich szczebli jak kraj długi i szeroki i niestety nie stanowią wcale takie zupełnego marginesu. A co z nimi jest roboty!

    OdpowiedzUsuń
  3. W sumie ciekawe. A czy jak ja przejdę się po sądzie i spiszę numery przypadkowych spraw z wokand, a potem poskładam do nich różne takie pisma, to sąd też ma to przyjąć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a pewnie.... wtedy gdzieniegdzie, w ramach gdy w durnia, zapoczątkujesz grę w odmowę dopuszczenia do udziału w sprawie etc....

      Usuń
  4. hmm trzeba sie tu w piersi uderzyć!
    sam kiedyś takie coś napisałem...
    wstyd?
    no pewnie ze wstyd.
    to co prawda nie był pozew ani też wogóle nic co dałoby się nazwac inaczej niż stanowiskiem strony...
    powodem tego 15 stronicowego potwora (bez marginesu na wszyscie do akt - wiem że będę za to w piekle siedział) była opinia biegłego
    i do tego jeszcze korzystna dla mnie...
    ale jak rany...
    jak ja sie mogłem zapienić...
    całą noc siedziałem i pisałem pisałem pisałem
    po to tylko by na koniec stwierdzić (chyba anioł jakiś mi to podpowiedział) że absolutnie o nic nie wnioskuję, niczego nie żądam, niczemu się nie sprzeciwiam i wszystko pozostawiam decyzji sądu...
    ...
    człowiek jest głupi, albo co najmniej czasem bywa
    jak zobaczy, że ktoś kto powinien, nie tylko że nie umi ale jeszcze nie robi i łapę wyciaga po pieniądz to szlag go trafia...
    wiem sędzia musiał tego mojego potwora przeczytać
    i dlatego jest mi wstyd
    ze pisałem jaka jest rola biegłego...
    czyli że nie jest sedzią tylko specjalistą w swojej dziedzinie
    że przeprowadziłem analizę jego kuriozalnych stwierdzeń co do obowiazujacego prawa - analizując literalne zapisy historycznch aktów prawnych aż do znalezienia źródłowego sformuowania które sie biegłemu jakos utrwaliło
    (to były 2 nowelizacje i chyba 2 całkiem nowe ustawy)
    że itd itp.
    przynaję ponosło mnie jak sztubaka...
    pierwszy raz na oczy zobaczyłem dokument który był datowany na czas przed opisywanymi w nim czynnościami
    na zbuka jaki pewnie trafia do kazdego z sedziów z zadziwiajaca reguralnością...
    i dałem sie ponieść
    i nie miałem krzty empatii
    zaniosłem to do sądu opatrzone sygnaturą akt.
    ...
    naprawdę jest mi wstyd.
    never more

    OdpowiedzUsuń
  5. bardzo ciekawy wpis - od siebie dodam, że zaawansowani mogą urozmaicić sobie grę w durnia składając skargę do Prezesa Sądu (wciągając w grę najlepiej prezesa Sądu Okręgowego lub Apelacyjnego, a także Ministra Sprawiedliwości i koniecznie Rzecznika Praw Obywatelskich). Wówczas mamy pewność, że w grę zaangażujemy sporą grupę graczy, którzy dodatkowo będą między siebie wymieniać pisma "proszę o wyjaśnienie" oraz "w wykonaniu zarządzenia uprzejmie wyjaśniam, iż"

    OdpowiedzUsuń
  6. To nie był dobry wpis. Teraz oprócz naturalnych nienormalnych, pojawią się ci co będą się tak umyślenie zabawiać.

    OdpowiedzUsuń
  7. A niech się bawią. Jak taka zabawa się upowszechni to może wreszcie ktoś pomyśli, co zrobić, żeby tacy żartownisie nie utrudniali pracy sądu.

    OdpowiedzUsuń
  8. to nie było umyslne...
    głupie owszem...
    ba mozna powiedzieć że naturalanie nienormalne...
    ale wiecie ja aplikacji nie miałem...
    i po raz pierwszy widziałem coś takiego
    nie było nikogo kto by powiedził - no głupi jesteś, kto by zapytał "po co?"
    wiecie kiedy sprawa bezposrednio nie dotyczy nas to nie ma problemu emocji ot praca...
    co innego kiedy chodzi o nas samych
    i tu dzieją się rzeczy które znacie
    ...
    zgadzam sie z autorem bloga - trzeba uczyć od dziecka...
    powiedziałbym nawet więcej na pierwszym roku prawa obok propedeutyki
    powinien być wykład i egzamin z praktykiem
    o rzeczywistości...
    bo jak mozna dac komuś do ręki nabity karabin nie mówiąc mu ani z której strony sie go trzyma ani jak obsługuje
    nie uprzedzając ze zabija...
    ...
    powinny byc obowiazkowe praktyki w charkterze darmowych sprzątaczy, podlewaczy kwiatów a kto utalentowany protokolantów...
    i moze jeszcze jedno
    skoro już dajemy sedziemu władzę to dajmy ją naprawdę bez kazuistycznych przepisów bez bezsensownych automatyzmów i bez taśmy produkcyjnej przy której ajk w filmie Chaplina trzeba dokrecac śróbki
    przepraszam ja się nie znam
    czytam tego bloga i coraz bardziej to widzę...

    OdpowiedzUsuń
  9. eech wpis w blogu (;-)) jest dobry...
    jak mozna jakikolwiek problem rozwiązać
    zamiatając go pod dywan?

    OdpowiedzUsuń
  10. Tekst genialny. Oddaje absurdy naszego kpc. Ale rozwiązania znaleźć nie umiem...

    Aleksander Szczęch

    OdpowiedzUsuń
  11. Szanowny Autorze,

    Dlaczego podajesz pod rozwagę na koniec swojego tekstu, kto tu jest durniem? Czy uważasz, że jest to najistotniejsze pytanie, kwestia, czy problem opisany w twoim tekście - kto jest tu durniem?

    OdpowiedzUsuń
  12. Przemku! Zrozumiałeś to wszystko jak zatrudniłeś pełnomocnika, czy jak rozchodziłeś emocje? Sąd nie jest od robienia stronie dobrze. Sąd jest od rozstrzygania sporu między stronami. Dobrze robi wyborcy poseł na dyżurze (do czasu głosowania).

    OdpowiedzUsuń
  13. A mnie kiedyś poniosło i wezwałam do sprecyzowania żądania, wyartykułowanego nota bene na 32 stronach formatu A-4, pismem odręcznym, linijka w linijkę i dostałam... kolejne 16 stron!!! Jak sie bawić to się bawić! W durnia! Brawo Falki!

    OdpowiedzUsuń
  14. ja mam rozwiązanie - przymus adwokacki we wszystkich sprawach.

    OdpowiedzUsuń
  15. Opisana na blogu "zabawa" odbywa się niestety naprawdę i niesie dużo poważniejsze konsekwencje niż 5 zł i trochę czasu sądu. Mam na myśli uprawnienia tzw. organizacji ekologicznych (czyli najczęściej jednego lidera i kilku osób wpisujących się na listę) które mogą skutecznie przedłużyć dowolny proces inwestycyjny. Żeby nie być gołosłownym: organizacja z drugiego końca Polski przysłała list (5,65 zł) w którym po wydaniu decyzji środowiskowej zażądała uznania jej za stronę i jednocześnie napisała odwołanie od ww. decyzji do SKO NIE PODAJĄC ŻADNEGO UZASADNIENIA (bo nie musiała!). W tym momencie decyzja nie jest prawomocna, SKO procesuje, organizacja się nie odzywa (pewnie na wakacjach) a inwestor... czeka. SKO odrzuca odwołanie (po miesiącu od wpłynięcia wniosku) więc organizacja wraca z wakacji i pisze odwołanie od decyzji SKO do WSA (5,65 zł na znaczek) i ... nie odzywa się więcej. WSA proceduje ale mijają kolejne tygodnie, a inwestor musi jeszcze zdobyć decyzję lokalizacyjną i pozwolenie na budowę, gdzie również organizacja jest stroną i z drugiego końca Polski "troszczy się o stan środowiska" lepiej niż miejscowe organy, organizacje pozarządowe oraz sąsiedzi inwestycji.

    OdpowiedzUsuń
  16. nie zatrudniłem pełnomocnika...
    to była banalna sprawa
    a jedynym powodem tego że trafiła przed sąd
    był inny absurd...
    rzecz dotyczyła wypadku w którym uczestniczyłem
    problem polegał na tym że jego przebiegu nie pamiętałem - byłem kilka godzin nieprzytomny...
    chciałem się dowiedzieć co się stało
    pogadac z drugim uczestnikiem kolizji
    no takie zwykłe sprawy niby
    ale przecie jest ochrona danych osobowych
    z drugim kierowca spotkalem sie dopiero na rozprawie - opowiedział mi co zaszło
    oraz to że policja odmówiła mu podania jakichkolwiek moich danych
    poinformowano go jedynie że żyję
    mnie na jego temat nic nie powiedziano
    nie pokazano zdjęć z wypadku ot kazano podpisac czy się zgadzam ze jestem winny wjechania na czerwonym świetle na skrzyżowanie czy też się nie zgadzam
    pal sześć jeszcze kwestie winy - nie pamiętałem i do dziś nie wiem jak było- mozliwe że wina była moja
    ale nie dowiedzieć się co się stało?
    no żesz kurdę
    ze szpitala wyszedłem na własna prośbę żeby stosowny znany wam termin nie upłynął
    czyli chodziło o wykroczenie...
    po obejrzeniu akt mogłem się własciwie chyba poddac karze (nie wiem czy wtedy było można)
    ale procedura zastartowała...
    to pomyślałem sobie zobaczę skad mniemanie że wjechałem na czerwonym - świadków innych poza drugim kierowca nie było
    no to powołano biegłego - sirotę
    ów człowiek znaczy drugi kierowca zresztą był w szoku i mówił że tak mu się wydawało ze on jechał prawidłowo
    swoją droga gdyby nie jego szybka reakcja bym się wykrwawił tam
    tuż po wypadku szukał kogokolwiek z telefonem żeby wezwać pomoc i znalazł szczęsliwie...
    zadnych oczekiwań odszkodowawczych - obu nam ubezpieczenie wypłaciło wystarczająco...
    po prostu zwykła chęc dowiedzenia się co się stało...
    ...
    sąd oczywiście nie jest od robienia nikomu dobrze
    ale jest dla ludzi
    tak w sprawach cywilnych jak i karnych i pozostałych...
    ...
    a zrozumiałem jak mi emocje ochłoneły i jak zobaczyłem wzrok sedziego i usłyszałem pytanie czy będę się odwoływał od nagany
    zrobiło mi sie tak wstyd jak nigdy chyba dotad
    ...
    a gdybyśmy się spotkali z tym kierowcą i mieli mozliwość zamienienia kilku w sumie słów wiedziałbym co chciałem
    i nie tracił czasu ani swojego ani sądu
    bo i po co
    ...
    propos zaś rozwiazania problemu głównego
    to autor bloga coś w tym temacie sugerował
    pełną odpowiedzialność strony za jej działania
    czyli pozew nie spełniający choćby drobnego warunku powinien leżeć w koszu
    ewentualnie być może referendarz powinien podjać decyzję administracyjną o zwrocie pozwu z powodu braków formalnych (adm i jego dalszy tok byłby uważam wystarczająco dobry do stosownego odsiewu)
    nie czepiajcie się prosze - ja się nie znam

    OdpowiedzUsuń
  17. że problem jest prawdziwy i że dotyczy nie tylko ludzi chorych (oj są oni bardzo czasem zajmujący - wiem z doświadczenia w biurze poselskim) czy złosliwych...
    wszelkie wady procedur są przecie potencjalnymi narzędziami które w jakimś celu mozna wykorzystać
    wstrzymać inwestycję?
    wystarczy jak wspomniano grupa osób święcie przekonana że powinna i wiedząca że to możliwe...
    tu zresztą otwierają sie o wiele szersze możliwości o których na blogu myślę nie raz jeden poczytamy...
    ale wad bardzo cięzko jest uniknąć...
    szczególnie przy dość wadliwym sposobie stanowienia prawa...
    cóz więc zrobić?
    ano moze trzeba by pójść w kierunku zostawienia sędziemu jak największej swobody
    w końcu i tak nie można dać już większej władzy niż ta polegająca na wydaniu orzeczenia
    na ustaleniu stanu prawnego pomiędzy stronami czy też winy i orzeczeniu kary
    nie trzeba tego sędziego krępować ani kaziustycznymi przepisami materialnymi ani kaziustycznymi przepisami proceduralnymi
    można zadbać by swoją pracę mógł wykonywać jak najlepiej ale nie wtłaczać go w prawidła niesprawnych procedur tylko zaufać jego wiedzy i doświadczeniu...
    jak rany ten zawód opiera się przecie na zaufaniu własnie
    skutki braku tegoż zaufania są...
    tematem na opasłe tomiszcza i chyba poniekad i tego bloga
    ...
    znowu wyjdzie mi długi post
    ale te 10 lat od studiów po nominację
    i całe życie zawodowe będące przecie ciagłą nauką
    to są jakieś podstawy do zaufania...
    ...
    a kiedy pojawiają się wątpliwości - czymże jest druga instancja?
    areną dogrywki?
    no jak rany...
    choć czesto traktuje się sad jako arenę gry w której się wygrywa lub przegrywa to przecie te kolokwializmy nie oddają tego że orzeczenia dotyczą nie tego czy był czy nie było gola
    ale spraw nieco istotnijszych...
    ...
    na studiach obserwowałem (zacząłem obserwować) pewną sprawe karno-skarbową która zamieniła się następnie w karną, w której w którymś momencie oskarzeni poddali się dość dotkliwej karze dobrowolnie aby tylko jej rozpoznawanie się skończyło (bo to jednak jest jakaś uciążliwość)
    niestety dość ważny świadek (było sporo swiadków) był poważnie chory - chyba dializowany był (nie pomnę już) i...
    koniec końców wyrok zapadł jakiś
    do dziś nie wiem jaki bo mnie akurat na ogłoszeniu nie było - znam jednak interwenienta który był...
    ale nie pamięta...
    i sobie nie przypomni bo akta sprawy zagineły...
    i nikt ich szukał nie będzie
    każdy kto się dowiadywał że zagineły dziękował paniom w sekretariacie
    i szybko wychodził z budynku
    sprawa trwała coś z 10 lat ja niemal skończyłem studia, sedzia odchował nieco dzieci i zdaje się (z wiadomego powodu) stał się cywilistą
    świadkowie oskarżeni pełnomocnicy etc. etc.
    zdążyli się postarzeć...
    poszkodowany zaś - cóż zafundował wszystkim w to włączonym ciekawy element życia społecznego...
    a takich spraw jest multum...
    po co?

    OdpowiedzUsuń
  18. Przemek, załóż sobie własnego bloga, co?

    OdpowiedzUsuń
  19. są tacy , to nie żart, dla których Sąd jest wart, MNIEJ NIŻ ZERO.

    OdpowiedzUsuń
  20. Czesc Fajny blog, pozdrawiam
    Robert

    wpis dobry bo chce cos zmienic :) a jedna z druga jest ta wlasnie nakreslona przez autora

    OdpowiedzUsuń
  21. Hej chyba lekka depresja dopalda Pana?
    Mozna zmienic cos, trzeba chciec, moze tak po prostu Pan chcialby zosta wydelegowany do MS i wowczas jest mozliwosc wplywanie na procedure.

    Nie oszukujmy sie, nie jest dobrze a bedzie jeszcze gorzej, bo Polacy nie ufaja sobie, wystarczylo by wprowadzic regole jak w UK IRL ze ktos pod sankcja odrzuceniu pozwu "wszystkie dokujenty sa prawdziwe i zgodne z prawda, w przeciwnym razie sankcja do 20 000 zl i juz po sprawie by bylo, tak jak jest przy ubezwlasnowolnieniu jesli sie zrobi to w zlej wierze jest kara"

    Pozdrawiam
    RObert

    OdpowiedzUsuń
  22. Piszą , że "tekst genialny".Hmmmm.Powiedzmy.Opisał Pan paranoje w swojej branży.A Ile branŻy tyle paranoi, tylko nie wszyscy tworzą na tą okoliczność blogi.Ideał nie istnieje.Wszyscy żyjemy pośród paranoi.To sztuka tak żyć.Życie jest sztuką.Nawet wsród paranoi.
    ps.A ja bym załączył do pozwu komplet garnków z Tesco.Jak gra to gra.Skoro Sąd musi to przyjąć...........Ps. 2. Swoją drogą zgrabny opis tej paranoi.

    OdpowiedzUsuń
  23. Masz prawo napisać, że w każdej branży są paranoje. Tylko weź pod uwagę, że jak poziom Twojej paranoi osiągnie stan krytyczny to na końcu idziesz do Sądu udowadniać swoje racje. I nagle okazuje się, że Twoja NAJWAŻNIEJSZA NA ŚWIECIE SPRAWA jest dla Sądy jedną z 1000 innych. Co więcej, Sąd nie ma możliwości pochylić się nad nią i przeznaczyć na to dużo czasu - bo właśnie obrabia 800 bzdur w stylu "gry w durnia".
    Czujesz różnicę?

    --
    gbplde

    OdpowiedzUsuń
  24. cudowny post! sama prawda ;) pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  25. W prokuraturze też gra w durnia kwitnie i owocuje.

    OdpowiedzUsuń
  26. My byśmy do takiego pisma pizzę dołączyli. Też by zatrzymali w aktach sprawy?

    OdpowiedzUsuń
  27. Ponoć, tylko ponoć, choć informację mam z dość pewnego źródła, pewne systemy prawne, europejskie choć nie kontynentalne mają sposób na bezzasadne powództwa. Taki delikwent, który pozwy wnosi dla rozrywki i domaga się zwrotu kopy jaj od myszki miki otrzymuje zakaz zawracania głowy, który dla uproszczenia można nazwać banem. Ban działa w ten sposób, że wszelkie pisma delikwenta lądują w koszu (czy też specjalnym koszu dla zbanowanych), o czym delikwent nie jest zawiadamiany. Po prostu składa pismo i kamień w wodę. Może się jednak okazać, że również taki zbanowany amator sądownictwa zostanie w swoim życiu faktycznie pokrzywdzony. Wtedy może bardzo ładnie poprosić o zdjęcie bana. Jeśli jednak po zdjęciu bana znowu zażąda kopy jaj od myszki miki ban wraca i jest dożywotni. Zatem da się.
    Wydaje się, że takiego bana, gdyby go wprowadzić w polskim systemie prawnym, nadaje się postanowieniem – oczywiście niezaskarżalnym.

    OdpowiedzUsuń
  28. Ty jestes duren, ze pokazujesz ze tak mozna okradac skarb panstwa (koszt to nie 5zl od pisma, tylko przelicz to na pensje sedziow oraz innych osob ktore dostarczaja durne przesylki). Wg. mnie za cos takiego 500zl kary za "zawracanie dupy"
    A jak znalazles luke to napisz w odpowiednie miejsce niech sie tym zajma, a nie chwal sie na forum publicznym. Myslisz, ze jestes fajny a jestes chujowy :D

    OdpowiedzUsuń
  29. Witam wszystkich. Na swoim przykładzie wiem że to nie działa. Rok temu zostało przesłane pismo do e-sądu w lublinie z prośbą wyłania dokumentów źródłowych na podstawie których został wydany wyrok zaoczny do sprawy o syg...itd. Mamy zwrotkę a odpowiedzi brak do tej pory. Część pieniędzy na koncie zablokowane przez komornika przez rok.Sprawa w martwym punkcie. Ch..j d...a i kamieni kupa. Takie Państwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tą historią są dwa problemy:

      1. e-sąd nie wydaje wyroków zaocznych tylko nakazy zapłaty.
      2. e-sąd nie posiada żadnych "dokumentów źródłowych", poza elektronicznie wypełnionym formularzem pozwu.

      a na przyszłość radzę korzystać z fachowych porad prawnych. Mecenas Google się nie liczy

      Usuń
  30. Świetny tekst, Panie Sędzio.

    OdpowiedzUsuń
  31. Panie Sędzio, bardzo mi przykro, ale przez "kolegów" referendarzy chyba - jako adwokat - zacznę grać z sądami w durnia i składać wszystko, jak bezsensowne by nie było - na pociechę powiem, że tylko w urzędówkach: http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/852988,adwokat-wydajac-opinie-o-braku-podstaw-dla-skargi-wkracza-w-kompetencje-sadu.html . Przepraszam i proszę mi nie mieć tego za złe, a podziękować "kolegom" referendarzom.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.