poniedziałek, 9 lutego 2015

Porzućcie wszelką nadzieję


Wkrótce upłynie pięć lat odkąd zacząłem pisać tego bloga. Wiele przez ten czas się w sądach zmieniło, niestety głównie na gorsze, przez co powoli zaczęło mi brakować tematów. W końcu ile razy można pisać o tych samych problemach, o tych samych absurdach, zgłaszać te same postulaty. Wraz z upływem lat zacząłem nabierać przekonania, że nikomu poza sędziami nie zależy na tym, żeby sądy dobrze działały, zaś politykom chodzi tylko o to, żeby sądy im nie przeszkadzały w rządzeniu. A na koniec zorientowałem się, że to jest najwidoczniej normalna sytuacja, bo tak zawsze w tym kraju było.

Pisałem, i to pewnie parę razy, o absurdalnej polityce budżetowej co do wymiaru sprawiedliwości, który traktowany jest jako wygodne miejsce do robienia cięć, i to w sytuacji gdy w tym samym czasie znacznie większe sumy wydatkowane są na cele, które nie wydają się ważniejsze od sprawnego sądownictwa. O tych wszystkich dziadowskich oszczędnościach na wydatkach sądów, gdy jednocześnie lekką ręką rozdaje się pieniądze na dofinansowanie kopalń albo na wspieranie przemian demokratycznych na Ukrainie, i gdy ciągle słyszymy o marnotrawstwie pieniędzy w jednym czy drugim resorcie. Ale cóż, wygląda na to, że tak to właśnie ma wyglądać, bo na taką politykę budżetową skarżył się już w dniu 3 kwietnia 1920 r. publicysta Gazety Sądowej Warszawskiej pisząc:

"Rzucone przez b. Departament Sprawiedliwości hasło oszczędności jest skrupulatnie stosowane i przez obecne ministerjum. Wydaje się, jak gdyby ministerjum postanowiło sobie, iż tak znana dobrze rozrzutność i nieszanowanie grosza publicznego w innych zarządach centralnych muszą być odkupione i zrównoważone kosztem budżetu sprawiedliwości — nędzne wynagrodzenie, a za to pracy do woli; gdzie indziej nadmiar ludzi, nie wiedzących co ze sobą robić; w sprawiedliwości — personel ciągle zbyt jest szczupły; gdzie indziej nieprodukcyjne szastanie pieniędzmi; w sprawiedliwości — wprost skąpstwo na najpilniejsze potrzeby. A skutki tego opłakane; sprawa, dziś wniesiona, zyskuje termin często po 3 miesiącach; przestępstwo, dziś popełnione, będzie sądzone po upływie roku. Gdzież tu idea szybkiego wymiaru sprawiedliwości? Wiadomo z jakim trudem tylko może adwokat wytłomaczyć klijentowi, iż tak powolny przebieg sprawy nie jest skutkiem jego niedbalstwa, lecz fizycznego niepodobieństwa wcześniejszego sądzenia sprawy."

Pisałem też o tym, że zadaniem przepisów ustrojowych sądów powinna być ochrona niezawisłości sędziów, bo bez tego nie może być mowy o prawdziwym sądownictwie. Pisałem, że powinno się je pisać tak, żeby uniemożliwiały wywieranie na sędziów nacisków, nawet gdyby ktoś bardzo chciał to zrobić. Wskazywałem, że każdy ma określoną granicę odporności na naciski po przekroczeniu której może się złamać, więc zadaniem państwa jest chronić sędziów przed takimi naciskami. I to także nie było nic nowego, bo dokładnie to samo pisał przed wojną prof. Eugeniusz Waśkowski w swym artykule "Niezawisłość sądu i jej gwarancje", opublikowanym w Gazecie Sądowej Warszawskiej z dnia 26 lipca 1924 r.

"Najpewniejszy i zarazem najprostszy sposób zapewnienia niezawisłości sędziów polega na tem, aby stworzyć dla sędziów takie warunki urzędowania, przy których nie mieliby żadnej pobudki dla łamania przysięgi. Nie kusić do grzechu, to jest najpewniejszy sposób, aby ustrzedz od grzeszenia. Ma się rozumieć, że człowiek o silnym charakterze i stałych zasadach moralnych oprze się nawet wielkiej pokusie, lecz wybitnych ludzi mało, a państwo potrzebuje znacznej ilości sędziów w celu rychłego wymiaru sprawiedliwości. Ustawodawstwo więc zmuszone jest mieć do czynienia z ludźmi średnimi, przeciętnymi, niezdolnymi do wykazywania heroizmu, aby byli w stanie zbliżyć się mniej więcej do ideału sędziego, nie narażając zbyt silnie własnych interesów; trzeba, żeby się nie obawiali nikogo, aby nikomu nie musieli się przymilać. "

Równie często chyba pisałem o  szaleństwie nadzorczym, które sprawiło, że w sądach dzisiaj ważniejsze jest pokrycie wpływu od rzetelnego rozpoznania sprawy. O tym, że za panaceum na zaległości i długotrwałość postępowań uważa się wzmocnienie nadzoru i wydanie kolejnych zarządzeń nadzorczych. Że orzekanie staje się powoli sztampowe, mechaniczne, bo nie ma czasu na szukanie drugiego dna i koronkową robotę. I znowu nie wymyśliłem nic nowego, bo na te same bolączki sądownictwa zwracał uwagę senator Aleksander Jackowski w swym przemówieniu podczas debaty budżetowej, które relacjonowała Gazeta Sądowa Warszawska w dniu 26 czerwca 1927 r.

"Ze zdumieniem przeczytałem w sprawozdaniu p. kol. Łypacewicza, że lepiej by się działo w sądach i możeby tych wielkich zaległości nie było, gdyby prezesowie byli sprawniejsi. Po cyfrach, które przytoczyłem, a z których widać, że normy pracy są wyższe niż poprzednio, i że są przekraczane w wysokim stopniu, nie wiem, czy trzeba lepszego karbowego, jak nasze ministerstwo, aby lepiej wypocić z tych sędziów ich myśli, ażeby zrobić z nich bezmyślnych automatycznych funkcjonarjuszy, którzy mają czas na napisanie, podpisanie, ale nie mają czasu na zweryfikowanie, czy do tego, co napisali, nie wkradł się błąd, nie mogą czekać, czy im później umysł po jakimś czasie zwykłej następnej pracy podświadomej nie powie błyskawiczną myślą: Omyliłeś się, sędzio, tyś źle to zrobił. My stawiamy ich w położeniu robotników fabrycznych przy automatycznych maszynach, wyrabiających pewną ilość spraw, a tego nie wolno robić. Tu musi być swoboda myślenia, uznania i swoboda stanowienia."

Wprowadzenie w 1928 r. nadzoru administracyjnego Ministra Sprawiedliwości nad sądami bynajmniej nie rozwiązało problemów, na które zwracał uwagę pan senator, bo temat sytuacji sędziów i tego jak przekłada się ona na warunki ich pracy żył w prasie przez cały okres II Rzeczypospolitej. Dokładnie to samo jedenaście lat później pisał bowiem Romuald Zalewski w zamieszczonym w miesięczniku "Głos sądownictwa", nr 12 z 1938 r., artykule pod tytułem "Przeciążenie pracą w sądownictwie": 

"Sędziowie chcą pracować w takich warunkach, aby praca ta dawała im zadowolenie, wypływające z poczucia dobrze spełnionego obowiązku. A jakże takie poczucie może mieć sędzia, który częstokroć nie ma czasu na zapoznanie się ze sprawą, a co dopiero mówić o należytym przygotowaniu się, który nie ma czasu na zapoznanie się z najnowszym orzecznictwem, który przystępuje do rozstrzygania jakiejś tam kolejnej sprawy z oznakami przemęczenia, a któremu zmorą na sercu ciążą te następne, jeszcze nie rozpoznane, a oczekujące swej kolei, który czuje i boleśnie odczuwa swoje braki, jakim jednak nie jest w stanie zaradzić. I czy w tych warunkach należy się dziwić, że tu i owdzie można się natknąć na sędziego zgorzkniałego, zdenerwowanego, mającego pretensję do całego świata, słowem, takiego, jakim w żadnym razie sędzia być nie powinien."
 
No cóż. jak widać dzisiejszy stan sądownictwa nie różni się nijak od jego stanu w latach trzydziestych. No, może nie jest aż tak źle, bo jakoś nie wyobrażam sobie, aby dzisiaj pojawiła się wzorowana na przedwojennej ustawa, która zawieszałaby niezawisłość sędziów by umożliwić rządowi pozbycie się tych, którzy mu się nie spodobali. Aktualna pozostaje jednak diagnoza Kazimierza Fleszyńskiego co do sytuacji stanu sędziowskiego w Polsce zamieszczona w artykule "Fikcje a rzeczywistość polskiego wymiaru sprawiedliwości" opublikowanym w "Głosie sądownictwa" nr 7-8 z 1931 r.:

"A sędziowie? Ludzie ledwo widzialni zza stosu akt sądowych, stale zatapiani powodzią napływających w zwiększonym tempie spraw, skrępowani jak najmocniej całym szeregiem rygorystycznych przepisów, przemęczeni, źle wynagradzani, pracujący bez zapału, stykający się wreszcie raz wraz z niemozliwemi do wykonania, pełnemi niewiary do sędziego, kazuistycznemi, bezcelowemi, powodującemi ogromne wydatki dla skarbu państwa przepisami."

wszystko się bowiem w niej zgadza. W jednym zdaniu w zasadzie zebrane wszystkie pretensje, które przez ostatnie pięć lat podawałem do publicznej wiadomości. Nadmierny wpływ. Nielogiczne procedury. Brak czasu na cokolwiek. Nieadekwatne wynagrodzenia. Brak zaufania do sędziów widoczny w treści tworzonych przepisów. Mnóstwo absurdalnych uregulowań generujących duże koszty. I tak jak wtedy tak i dziś nikomu chyba poza sędziami to nie przeszkadza, a sędziowie mają coraz mniej sił by z tym walczyć. A cierpią na tym - tak jak i przed wojną - obywatele, którzy powinni w sądach otrzymać skuteczną ochronę ich praw przed zakusami władzy. Bo władza polityczna, tak jak i przed wojną, nie jest zainteresowana tworzeniem i utrzymywaniem sądów, które mogłyby ją skutecznie kontrolować i ograniczać.

Dlatego, drodzy obywatele, porzućcie wszelką nadzieję na to, że kiedykolwiek w sądach będzie lepiej. Nie zależało na tym sanacji, nie zależy i eurodemokracji. W dodatku jest nawet gorzej niż było, bo nie zależy na tym także i wam, przynajmniej jeśli wnioskować po vox populi pojawiającym się w komentarzach do informacji o problemach w sądownictwie. W debacie sejmowej nad zmianami w prawie o ustroju sądów powszechnych, które zwiększyły uprawnienia kontrolne ministra uczestniczyło sześciu posłów. Wypowiedzi senatorów, podczas debaty o tej ustawie prowadziły do wniosku, że niektórzy z nich zupełnie nie wiedzieli nad czym obradują, więc powtarzali zasłyszane w mediach frazesy na temat sądownictwa, a na koniec podnieśli ręce tak, jak przewodnik kazał. Nie znalazł się wśród nich nikt na miarę senatora Aleksandra Jackowskiego, który w 1927 r. w tym samym senacie  powiedział wprost:

"Tylko wróg Państwa może dyskredytować swoje własne władze sędziowskie, które nie miały faktycznej możności, ażeby sprawnie wykonać to, do czego zostały powołane."

Przyszłość widzę w czarnych barwach...


Z cytowanymi w tekście artykułami można zapoznać się korzystając z biblioteki cyfrowej UW (Gazeta Sądowa Warszawska) oraz Jagiellońskiej biblioteki cyfrowej (Głos Sądownictwa)

91 komentarzy:

  1. Jak zwykle masz rację. Nic dodać, nic ująć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystko racja...
    No może poza wynagrodzeniami. Na tle zarobków społeczeństwa nie są one niskie. Co więcej, nie są także niskie na tle tzw. zawodów prawniczych (pomijam oczywiście wielkie kancelarie, gdzie zarabia się ponadprzeciętnie). Większość pełnomocników w tym kraju z chęcią zarabiałoby miesięcznie tyle co sędziowie, nawet rejonowi. Olbrzymie wysypy mecenasów w ostatnich latach przyczynił się, co oczywiste, do spadku dochodów tejże branży...
    Oczywiście nie bez znaczenia jest stałość zatrudnienia i "zabezpieczenie emerytalne".
    Dlatego, drodzy sędziowie, na ten aspekt nie narzekajcie.
    Co najwyżej prokuratorzy zarabiają za dużo ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Orzecznicy i Urzędnicy sądowi też oddają swojemu Państwu daniny, w postaci ciężkiej pracy, za dość niewygórowane wynagrodzenie, więc chyba jednak uwagi pierwszego Komentatora są chybione!

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny post. Zawsze uważałem że jest wiele wspólnego z okresem międzywojnia. Niestety.

    OdpowiedzUsuń
  5. Panie Sędzio, pozwolę sobie zapytać wprost: czy żałuje Pan, że wybrał Pan taką ścieżkę kariery? Czy gdyby wiedział Pan to co teraz, ale pod koniec studiów prawniczych, to czy wybrałby się Pan na aplikację?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie. Ponieważ lubię tę robotę. Nie wiem jak długo jeszcze bo wypala mnie ona codziennie odrobinę bardziej. A jedyne czego chcę, to żeby pozwolono mi pracować tak jak powinienem

      Usuń
    2. Z całego serca życzę wytrwałości.

      Usuń
    3. Falkenstain pisze:
      „Dlatego, drodzy obywatele, porzućcie wszelką nadzieję na to, że kiedykolwiek w sądach będzie lepiej. Nie zależało na tym sanacji, nie zależy i eurodemokracji. W dodatku jest nawet gorzej niż było, bo nie zależy na tym także i wam, przynajmniej jeśli wnioskować po vox populi pojawiającym się w komentarzach do informacji o problemach w sądownictwie.”

      Rozumiem, że słowa te skierowane są także do mnie. Wszak jestem obywatelką RP. Odpowiadam więc Panu Sędziemu:

      NIE. Nie porzucę nadziei na to, że kiedyś w sądach będzie lepiej. Nie mogę i nie chcę porzucić tej nadziei. I nie chodzi mi tylko o mój osobisty interes. To też, ale nie głównie. Jestem osobą już niemłodą. Można powiedzieć, że mam już z górki. Chodzi mi o dobro młodego pokolenia Polaków i kolejnych pokoleń Polaków.

      Nie zgadzam się z Panem Sędzią, że obywatelom nie zależy na dobru sądownictwa i że należy tak wnioskować po vox populi pojawiającym się w komentarzach do informacji o problemach w sądownictwie. To błędny wniosek. Chodzi o to, że sędziowie znają od środka funkcjonowanie sądownictwa, dysponują wiedzą, której nie posiadają zwykli obywatele, nawet jeśli mieli styczność z sądami. Natomiast obywatele mają często wiedzę o sądownictwie, jakiej nie mają zwykli, zapracowani, uczciwi sędziowie i jakiej nie chcą nawet dopuścić do swojej świadomości.

      Problem widzę w tym, że Wy (sędziowie) nie wierzycie nam, zwykłym obywatelom, że jest aż tak źle, jeśli chodzi o wymierzanie sprawiedliwości przez sędziów w RP. Nie wierzycie, że są ludzie, którzy naprawdę są skrzywdzeni przez Waszych kolegów- sędziów i że krzywdzący wyrok nie był wynikiem błędu sędziego/sędziów, tylko został wydany z obrazą prawa celowo, świadomie. I że orzeczenia takie świadomie i celowo utrzymywane są w mocy przez sądy wyższych instancji. Nie wierzycie, bo sami tego nie doświadczacie, może poza nielicznymi niesprawiedliwymi orzeczeniami sądów dyscyplinarnych (o czym pisali niektórzy w komentarzach dotyczących postu „36 minut”). A jak mówi stare porzekadło: „syty głodnego nie zrozumie”.

      Zwykli obywatele nie wierzą z kolei Wam, że z organizacją pracy w sądach jest aż tak źle, jak to przedstawiacie. Że jesteście aż tak bardzo przepracowani, że nie macie czasu spokojnie zastanowić się nad rozpoznawaną sprawą, że musicie wykonywać wiele zbędnych czynności... .

      W efekcie jest tak, że zwykli obywatele chcą w sądownictwie zmian na lepsze i Wy (sędziowie) chcecie zmian na lepsze. Tylko dogadać się jest trudno. Tym bardziej trudno jest o współdziałanie. Niestety.

      Sędziowie reagują alergicznie na wszelkie słowa krytyki. Wręcz uważają za swoich wrogów obywateli, którzy ośmielają się krytykować sędziów, co sama zresztą odczuwam choćby na tym forum (ale nic to).
      I odwrotnie. Obywatele, którzy doświadczyli krzywdy ze strony jakichś sędziów, uznają każdy przejaw walki sędziów o niezawisłość sędziowską za ich dążenie do bezkarności. I każdy taki przejaw spotyka się z wrogim przyjęciem ze strony tych obywateli, ich rodzin, znajomych...

      A może warto zjednoczyć siły w walce o poprawę sądownictwa? Tylko jest pytanie, jak to zrobić?
      Ja nie wiem.
      sasanka

      Usuń
    4. /może warto zjednoczyć siły w walce o poprawę sądownictwa? Tylko jest pytanie, jak to zrobić?/

      Sądząc po dotychczasowych wypowiedziach, to poprzez weryfikację sędziów, przy czym vox populi za sędziów wymagających weryfikacji uzna 1) tych, którzy wydali niekorzystne dla vox populi wyroki, 2) tych którzy wydali wyroki których vox populi nie zrozumiał.

      Usuń
    5. No właśnie. Właśnie taka postawa sędziów /i ich adwokatów :) / sprawia, że obywatele nie mogą dogadać się z dobrymi sędziami.
      c.b.d.o. :-D

      Mimo wszystko staram się nie tracić nadziei.

      Powtarzam po raz kolejny, że za dobrych sędziów uważam sędziów, którzy nie popełniają zamierzonych błędów, a błędy prawdziwe popełniają nie nagminnie.
      sasanka

      Usuń
  6. Trzeci cytat genialny. Proponuję powielenie w milijonach egzemplarzy i zrzucenie z jakiejś latającej maszyny prosto na gmach MS.

    OdpowiedzUsuń
  7. Szanowny Panie Autorze
    Fakt, że treści obecnych narzekań na sądownictwo są podobne do narzekań artykułowanych w okresie międzywojennym, nie oznacza od razu, że i stan sądownictwa jest tożsamy albo zbliżony. Moim zdaniem z obecnym sądownictwem jest znacznie gorzej.
    To co w okresie międzywojennym spotykało się z krytyką lub nawet z ostrą krytyką, dziś w środowisku sędziowskim przyjmowane jest jako „nic takiego”. Słowa krytyki wyrażane są obecnie dopiero do znacznie gorszych stanów faktycznych.
    Np. słowa krytyki dot. przewlekłości tamtych postępowań: „sprawa, dziś wniesiona, zyskuje termin często po 3 miesiącach; przestępstwo, dziś popełnione, będzie sądzone po upływie roku”, raczej wywołują uśmiech na twarzy obecnego czytelnika. Czymże jest bowiem tamta przewlekłość w stosunku do dzisiejszej?

    Chyba podobnie wygląda też sprawa jeśli chodzi o pozostałe aspekty funkcjonowania sądownictwa, o których mowa w tym poście.
    sasanka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem jak było dokładnie w okresie międzywojennym. To są nieporównywalne okresy. Nie wiem czy w okresie międzywojennym tak powszechnie i w taki sposób, jak obecnie, krytykowano sędziów.

      Nie zgodzę się jednak z tym, że "to co w okresie międzywojennym spotykało się z krytyką lub nawet z ostrą krytyką, dziś w środowisku sędziowskim przyjmowane jest jako nic takiego”.

      Ja bardzo przejmuję się krytyką. Wbrew pozorom, przeżywam to, że moja praca nigdy nikogo wystarczająco nie usatysfakcjonuje. Przykro mi, jeśli słyszę, że sędziowie to hołota, banda, darmozjady, skorumpowane paniska itp., zwłaszcza jeśli widzę każdego dnia, jak sędziowie ciężko pracują. Dla innych niewystarczająco, bo nie wiedzą co oznacza praca w charakterze sędziego. Można powiedzieć, że jestem pokoleniem sędziów, które rozpoczęło pracę w czasie krytyki, dorasta w czasie krytyki i w takiej atmosferze będę dalej pracować. Szkoda mi zwłaszcza sędziów, którzy przepracowali ponad 25 lat i choć zawsze pracowali tak samo, to tylko teraz są tak strasznie krytykowani.

      Od razu nasuwa się pytanie. Czy łatwo jest pracować w takich warunkach ? Więcej, czy łatwo w ogóle o tym pisać wiedząc, że to również spotka się z krytyką ? Z tego choćby względu imponuje mi Autor tego bloga. Ja prawie każdego dnia staram się nie narzekać. Gdybym miał o tym pisać, chyba niezbyt długo bym pożył :-)

      Usuń
    2. do Sędziego A. Mączyńskiego:
      To nie jest prawdą, że Pana praca nigdy nikogo (z podsądnych) nie usatysfakcjonuje. Tak mogłoby być tylko w przypadku, gdyby zawsze wydawał Pan wyroki na zasadzie: „żeby wilk był syty i owca cała”. Wtedy jest to pewien kompromis i rzeczywiście – jak to kompromis – żadnej ze stron w pełni nie zadowoli. Ale chyba nie każda sprawa może być tak rozstrzygnięta i nie jest tak rozstrzygana. Więc strona, która sprawę wygrywa „musi” być zadowolona z rozstrzygnięcia, które Pan wydał w jej sprawie. Więc proszę nie przesadzać.

      Także strona, która sprawę słusznie przegrywa (np. wie, że jest dłużnikiem, ale nie miała pieniędzy, żeby wierzycielowi zapłacić) nie będzie sędziów nazywać „hołotą, bandą, darmozjadami, skorumpowanymi paniskami itp” tylko dlatego, że otrzymała wyrok zasądzający. Obywatele naprawdę nie są tacy głupi, jakich chcą z nich zrobić sędziowie.

      I tak jak uczciwym sędziom przykro jest słuchać słów niesprawiedliwej krytyki, tak samo podsądnym przykro jest, i czują się bezsilni, wobec kwitowania przez sędziów wszelkiej (także uzasadnionej) krytyki dwoma utartymi argumentami-sloganami. Jednym, że krytyka wynika z niskiej świadomości prawnej podsądnych. I drugim, że bezzasadnie krytykuje sędziów podsądny, który przegrał swoją sprawę, bo nie miał racji, i nie może się z tym pogodzić.
      Owszem, takie sytuacje na pewno są i skłonna jestem nawet zgodzić się z tym, że większość podsądnych krytykujących sędziów, to właśnie takie osoby. Ale nie zmienia to faktu, że w środowisku sędziowskim są czarne owce. Śmiem stwierdzić, że są niekiedy nawet stadka czarnych owiec. A uczciwi sędziowie nic z tym nie robią.

      Osobiście jestem za jak największą niezawisłością sędziów. Gotowa jestem głosić to wszędzie i dobijać się o to u „wszystkich świętych”. Ale przecież nie można tej niezawisłości dać osobom, które nie gwarantują, że dobrze tę niezawisłość wykorzystają. Tym bardziej nie można dać niezawisłości osobom, co do których wiadomo, że będą obiektem nacisków, bo mają coś kompromitującego do ukrycia.
      sasanka

      Usuń
    3. Zgadzam się z senatorem Aleksandrem Jackowskim, że:

      "Tylko wróg Państwa może dyskredytować swoje własne władze sędziowskie, które nie miały faktycznej możności, ażeby sprawnie wykonać to, do czego zostały powołane."

      Ale uważam również, że:

      Tylko wróg Państwa może NIE dyskredytować swoich własnych władz sędziowskich, które mając faktyczną możność samooczyszczania tego nie robią.
      sasanka

      Usuń
    4. Znowu zaczynasz z tą lustracją? minęło 25 lat od upadku komuny, większość sędziów donosiło co najwyżej na kolegów że nie leżakują, a dorabianie ideologii, że jest jakiś grzech współpracy który przechodzi z pokolenia na pokolenie jest po prostu śmieszne.

      Usuń
    5. Piszę o braku samooczyszczania się środowiska sędziowskiego (w czasie teraźniejszym).
      sasanka

      Usuń
    6. taaa, oczywiście.

      A dyskredytowanie sądownictwa jest działaniem niedopuszczalnym zawsze i w każdej sytuacji. Bo sądy mają być jak żona Cezara - poza podejrzeniem. Bo jeżeli twierdzimy że można dyskredytować sądy w pewnych okolicznościach to znaczy że można to robić zawsze. A bez sądów nie będzie państwa. Niestety niektórzy tego nie rozumieją.

      Usuń
    7. Żona Cezara ma być poza podejrzeniem nie dlatego, że istnieje zakaz podejrzewania żony Cezara.
      Żona Cezara nie może dawać żadnych podstaw do tego, by ją podejrzewano o cokolwiek złego.
      sasanka

      Usuń
    8. Odnoszę wrażenie że te dyskusja zaczęła odbiegać od tematu wpisu. Znowu idziemy w stronę pretensji pod adresem sędziów, zarzutów co do jakości ich pracy, rozliczania za błędy i lustracji. Wpis, ani artykuły nie zawierają żadnych zarzutów pod adresem sędziów, przeciwnie, wskazując iż źródło problemów jest gdzie indziej.

      Zam artykuł z 1920 wskazuje jednoznacznie iż przyczyna długotrwałości postępowań leży w braku środków finansowych na prawidłowe funkcjonowanie sądów przy takim wpływie spraw.Z tej wypowiedzi zrobiony został zarzut, że dzisiaj jest znacznie gorzej a sędziowie nic z tym nie robią. Na to padła odpowiedź, że dzisiaj jest stan permanentnej krytyki pod adresem sędziów i w takich warunkach trudno jest pracować. Na to padła odpowiedź, że sędziowie są źli bo nie chcą słuchać usprawiedliwionej krytyki pod swym adresem. A z tego przeszliśmy do aluzji co do lustracji, które przy którymś wcześniejszym wpisie już czytałem.

      Nie podoba mi się to, i nie będę tego tolerował. To nie jest blog służący zgłaszaniu pretensji pod adresem sędziów, a komentarze nie są miejscem gdzie można wylewać żale wynikające z niepowodzeń w postępowaniach sądowych. A już na pewno nie życzę sobie rozmydlania takimi dyskusjami tematu, który poruszam we wpisie. Bo to, czy ludzie słusznie krytykują sędziów, i czy środowisko sędziowskie chce się oczyścić czy nie nie ma nic wspólnego z tematem wpisu.

      Nie będe tolerował dalszego trollowania tutaj.

      Usuń
    9. Przy okazji czy "sasanka" publikująca regularnie na portalu Gazety Prawnej komentarze krytykujące sędziów, którzy orzekali w jej sprawie, to zbieżność nicków?

      Usuń
    10. Nie wiedziałam, że to forum jest tylko dla tych osób, które zgadzają się z poglądami Autora bloga.

      Pisze Pan: „Wpis, ani artykuły nie zawierają żadnych zarzutów pod adresem sędziów, przeciwnie, wskazując iż źródło problemów jest gdzie indziej.”
      No właśnie. A ja uważam, w przeciwieństwie do Pana, że źródło problemów dzisiejszego sądownictwa leży nie tylko tu, gdzie Pan wskazał (podpierając się odpowiednimi cytatami), ale także gdzie indziej. I pozwoliłam sobie o tym napisać, nie wspominając zresztą ni słowem o lustracji.

      Myślałam, jak widać błędnie, że jest Pan gotów udostępniać swego bloga także osobom, które mają odwagę nie zgadzać się z sędziami zawsze i wszędzie. Osobom patrzącym na sądownictwo z drugiej strony sędziowskiego stołu, tj od strony podsądnych. Myślałam, że może to być ciekawe zderzenie poglądów i że z tego zderzenia może coś dobrego wyniknąć. Mało tego, liczyłam, że Pan – sędzia „z otwartą głową” - sam także włączy się merytorycznie do takiej trudnej (nie przeczę) dyskusji. Liczyłam na to, choć wiem, że jest to dość poważne wyzwanie i nie każdego sędziego na to stać.

      Myliłam się. Przyznaję.
      Pana interesują tylko wpisy typu: łubu dubu, olaboga, niech nam żyje Autor tego bloga.
      sasanka

      Usuń
    11. Nadal nie widzę związku z tematem wpisu. Ten wpis nie jest o jakości wyroków, zachowaniu sędziów wobec stron itp. To Pani próbuje narzucać swój kierunek dyskusji, motywowany ewidentnie osobistymi pretensjami pod adresem sądów, podejrzewam że związanymi z niepomyślnym wynikiem jakiegoś postępowania.

      Żaden z cytowanych artykułów nie odnosi się do kwestii jakości orzeczeń, jakości pracy sędziów, poza tym jednym małym fragmentem wskazującym że brak pieniędzy powoduje długotrwałość postępowań. Tematem wpisu jest sytuacja sądów i sędziów jako konsekwencja polityki władz wobec sądów, a nie "problemy z sądami", zaś jego celem było wykazanie, że te same zastrzeżenia zgłaszano już przed wojną. Wpychanie się tutaj z zarzutami że środowisko "nie chce się oczyścić", że są "czarne owce" a środowisko nic z tym nie robi to nic innego jak pisanie nie na temat.

      Ostatnie zdanie komentarza pozostawię bez komentarza z mojej strony. Czytelnicy wyciągną wnioski. Mnie zaś pozostaje odesłać do podstrony mojego bloga, gdzie znajdują się zasady komentowania artykułów. I stosowanie się do nich.

      I chciałbym dostać odpowiedź, czy dyskutuję z tą samą "sasanką", która na portalu "gazety prawnej" regularnie wypisywała pretensje pod adresem sędziów prowadzących jej sprawę, niezależnie od tego jaki był temat komentowanego artykułu?

      Usuń
    12. Jeśli "wypisywała pretensje pod adresem sędziów prowadzących jej sprawę niezależnie od tego jaki był temat komentowanego artykułu", to musiała to być inna „sasanka”. Jeżeli osoby dokonujące wpisów nie logują się (tak jak ja), to o powtarzające się nicki jest bardzo łatwo.
      sasanka

      Usuń
    13. Wpychanie się tutaj z zarzutami że środowisko "nie chce się oczyścić", że są "czarne owce" a środowisko nic z tym nie robi to nic innego jak pisanie nie na temat.

      Nie przegrałem procesu, więc sobie pozwolę na słowo szczerości bez obawy, że oskarżą mnie oskarżysz o prywatne wycieczki.

      Panie Falkenstein, w swoim blogu, w tym wpisie i w innych, ubolewa Pan nad tym, że społeczeństwo wiesza psy na sędziach. Według tego co napisałeś, społeczeństwo wiesza psy na sędziach, bo sądy źle funkcjonują. Napisałeś też dlaczego sądy źle funkcjonują. Problem w tym, że to co napisałeś to nie jest jedyny powód dla którego społeczeństwo te psy wiesza. Na to zwróciła uwagę Sassanka. Istnienie jednego powodu nie zamyka możliwości istnienia innego powodu. Podaruję sobie już dywagacje na temat logiki.

      Tak długo jak oba powody nie zostaną usunięte, to nie ziści się Pana sen o wysokim prestiżu zawodu sędziego.

      Tyle z mojego wciskania palców między drzwi a framugę. Ale jak już mam oberwać, to na całego. Jest jeszcze jeden powód dlaczego ludzie wieszają i będą wieszać psy na sędziach. Szary człowiek w Polsce się nie identyfikuje ani z tym państwem, ani z tym ustrojem społecznym, ani z tym prawem. On nie czuje, że to jest jego. Tak długo jak to się nie zmieni, to sędziowie pozostaną małymi trybikami w maszynie obcego nadzoru.

      Ja nie mówię, że nasze prawo jest faktycznie dyktowane przez jakiegoś obcego. Tylko, że społeczeństwo się z nim nie identyfikuje. Nawet minister w szczerej rozmowie coś palnął o państwie istniejącym jedynie wirtualnie i kupie kamieni. Wiem, znowu kolejna potrzeba brudnej pracy organicznej, której nikt nie chce odwalić. A Pan już zrobił szmat dobrej roboty pisząc poradnik podsądnego.
      PawShaker

      Usuń
  8. Czymże jest liczba spraw i poziom ich skomplikowania, z okresu międzywojennego, w stosunku do współczesności... Oj rzeczywistość aż nadto tożsama.
    Poza tym proszę nie patrzeć na sądy tylko z perspektywy dużych miast, w których obciążenie sędziów i urzędników, a także gmachów sądowych, już dawno przekroczyło granice wytrzymałości, ale MS tego nie dostrzega, licząc wyłącznie słupki i wymyślając coraz bardziej durne "kierunki nadzoru"!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Dopóki będziecie traktować mój kraj per "ten kraj" i pisać "w tym kraju" nic się nie zmieni.
    To jest nasz kraj.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jako sędzia nie od wczoraj, choć z kategorii tych, co jeszcze poprzednią epokę pamiętają, nie mogę pojąć / a może mogę, tylko nie chcę?/ dlaczego moje państwo i mój kraj nie ceni, nie szanuje i nie pomaga jednej w ważniejszych struktur demokratycznego państwa prawa, jaką są sądy powszechne. Może problem leży w tym, że nie mamy ciągników, zbędnych opon czy kulek od łożysk więc nie zrobimy rozróby, a może dlatego, że wysokim urzędnikom władzy wykonawczej i ustawodawczej zależy wyłącznie na ofierze do bicia- wystarczy posłuchać wypocin "tuzów" prawniczych z ministerstwa niesprawiedliwości, a sądy świetnie się do tego nadają. Nie rozumiem, dlaczego moje państwo nieustannie zmierza do deprecjacji roli sędziego, o czym najdobitniej świadczy właśnie przepychana przez parlament nowelizacja prawa o ustroju sądów powszechnych i nie rozumiem, dlaczego moje społeczeństwo nie rozlicza z taką samą surowością, jak sędziów, pracowitości, rzetelności, uczciwości i kompetencji swoich wybrańców w sejmie, senacie i samorządach, od których zależy dużo więcej, niż od sędziów, bo stanowienie prawa, które wszystkich nas będzie obowiązywać......
    Najgorsze jest, że boję się, że nigdy tego nie zrozumiem!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Pytanie do sędziów. Czy podwyższenie uposażenia przyczyniłoby się do poprawy sytuacji w sądownictwie ? Czy jest jakiś związek, czy jest to postulat rzucony "przy okazji" ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W mojej ocenie wysokość uposażenia stanowi chwilowo najmniejszy problem. To, co mnie osobiście boli najbardziej to brak asystentów i referendarzy. Chętnych mnóstwo, etatów zero. Dopóki jako sędzia będę musiała zajmować się każdą najdrobniejszą pierdołą, dopóty nie będę miała czasu przeczytać tego, co napisałam, ani pomyśleć nad sprawą dłużej niż skrupulatnie obliczone przez Falkensteina w którymś z poprzednich postów kilkadziesiąt minut.

      Usuń
    2. Ciężko być asystentem i żyć za 2000 zł netto. Czasem trafi się jakiś pasjonat albo desperat, ale wyfruwa, jak tylko się czegoś nauczy i złapie lepszą ofertę. Dopóki asystentura nie zostanie potraktowana poważnie (i nie mówię tu tylko o wynagrodzeniach, ale też o warunkach pracy i jasnej, sensownej ścieżce awansu), dopóty nie będzie to porządne wsparcie dla sędziów. Z drugiej strony wiem z doświadczenia, że są sędziowie, którzy traktują asystentów jak średniowiecznych parobków, którzy powinni pracować całą dobę, w tym zwłaszcza być dostępni poza godzinami pracy sądu. Zgrzytam zębami, kiedy pewna sędzia pewnego sądu przyjeżdża doń o godz. 15:30 i zleca asystentowi furę zadań "na wczoraj" albo prosi do siebie o 15:58 i gada kwadrans. Są niestety asystenci, którzy na to pozwalają, głównie ze strachu, bo są na umowach czasowych. Brak szacunku i zrozumienia ze strony sędziów to bolączka osób, które w założeniu winny ich wspierać (dotyczy to też sekretariatu, gdzie ludzie często zarabiają jeszcze mniej).

      Referendarz zarabia więcej, więc jak tylko będą etaty, będą chętni. A jakieś etaty jednak są, bo koleżanka właśnie jest w trakcie warszawskiego konkursu.

      Asystentka

      Usuń
    3. Temat wynagrodzeń pojawia się w cytowanych artykułach dlatego, że sytuacja finansowa sędziów przed wojną była uważana za trudną, dość napisać że pensje sędziów były nawet o połowę niższe niż pensje urzędników w ministerstwach. Dzisiaj natomiast temat ten żyje w zasadzie wyłącznie w mediach - od wielu lat postulat podwyżki wynagrodzeń nie pojawia się bowiem w stanowiskach organizacji sędziowskich. Jedyne o co czasami się upominamy to utrzymanie waloryzacji, ewentualnie wprowadzenie dodatków różnicujących koszty utrzymania. Bo tak jak już pisałem kiedyś - nie wszystko da się kupić za pieniądze. Powrót do pełnej szafy po urlopie boli zaś tak samo niezależnie od tego czy wraca się tam z Mielna czy z Melbourne

      Usuń
    4. Asystentom i urzędnikom faktycznie finansowo jest co najmniej ciężko, ale bez obaw MS to też nie obchodzi, bo to przecież jedna wroga siła, wraz z sędziami.....

      Usuń
  12. Kazdy chcialby zarabiac wiecej i pracowac bez poganiania, terminow i norm ilosciowych. I teraz i przed wojna. Spojrzcie jak milo by bylo byc adwokatem nieograniczonym terminami sadowymi, czy ustawowymi do tego czy owego. Czy my tez nie reprezentowalibysmy ludzi lepiej i nie odczuwalibysmy wiekszej przyjemnosci z tego co robimy..?
    To nie krytyka autora, bo wpis uwazam za niezwykle trafny. To tylko zwrocenie uwagi, ze siermieznosc zycia kreuje i kreowala opisane niedogodnosci i absurdy. Mozna na to narzekac, ale sie od nich nie ucieknie.
    Czego mi brakuje, to spostrzezenia, ze sadownictwo w znacznej mierze funkcjonuje jak korporacja, z wszelkimi jej przywarami. Czesto sedziowie sami postrzegaja to, ze niektorzy z ich kolegow z Sedziow zamieniaja sie w czlonkow korporacji. To jest nieunikniona konsekwencja tego o czym autor pisze, konsekwencja rzutujaca nastepnie na ocene calego srodowiska sedziowskiego, ktora czesto jest uproszczona i niesprawiedliwa.
    Z cytatow wynika, ze tak jak bylo, tak i teraz jest. Autor nie pisze jak to z sensem zmienic, ale sama konstatacja jest cena.
    Pozdrawiam
    PiotrPe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, czego wydają się nie zauważać niektórzy to to, że przed rozwiązywaniem problemów szczególnych - znaczy się że jest gdzieś sędzia który źle sądzi, albo koledzy kryją nieroba - należy rozwiązać problemy ogólne. które widoczne są tylko od strony sędziów, a które przekładają się następnie na problemy szczegółowe.

      Z punktu widzenia obywatela widoczne są tylko problemy jednostkowe, dotyczące jego osoby - proces trwał długo i zapadł zły wyrok. Wniosek: sędzia jest leniwy i głupi. Rozwiązanie: rozliczyć sędziego, ukarać, najlepiej wyrzucić z zawodu. Jasno i prosto, i najlepiej przez jakiś trybunał ludowym, bo przecież wiadomo że sędziowie to mafia.

      Ja jednak, z racji patrzenia przez wiele lat na to "od środka" twierdzę, że zanim będzie można wymagać od sędziów bezbłędnej pracy należy im zapewnić warunki do niej. Temu właśnie poświęcony jest ten blog, i dlatego nie godzę się na to, by dyskusja na poruszane przeze mnie tematy była sprowadzana na płaszczyznę rozliczania konkretnych sędziów za konkretne błędy.

      Usuń
    2. Nieprawda. Godzi się Pan na to, o ile sędziowie krytykują innych sędziów z powodu surowości (rzekomej surowości) karania sędziów. Mało tego, przyłącza się Pan nawet do tej krytyki.
      sasanka

      Usuń
    3. Myślę, że jest tutaj zbyt wiele emocji i to zbędnych. Pracę sędziów (i innych uczestników procesów sądowych) obserwuję jako adwokat, a wczesniej aplikant adwokacki od z górą 20 lat i to z perspektywy różnych postępowań, wygranych i przegranych, a także różnych sądów. Wiedza na temat prawidłowości lub nieprawidłowości funkcjonowania sądów nie jest tylko domeną sędziów, ale i w nie mniejszym stopniu adwokatów, radców prawnych i prokuratorów. Widzę, jak przewalają się kolejne reformy sądownictwa, czy też procedury. Widzę jak naprzemiennie rosną i skracają się okresy pomiędzy rozprawami i te same problemy, które opisywałeś powracają co parę lat (nie tylko przed wojną, ale i gdy zaczynałem aplikację było to samo). jeśli chodzi o krytykę i czepianie się sędziów, to wybacz, ale macie to wpisane w zawód. Podsądni mają prawo oceniać władzę, w tym władzę sądowniczą, w tym konkretnych sędziów przy konkretnych sprawach. Rzecz w tym jak to robią, czy rozsądnie, czy po chamsku i bezsensownie. Gdybyś był sędzią w USA miałbyś jeszcze do tego raz na pewien czas pikiety pod sądem z wypisanym swoim nazwiskiem na transparentach.
      Żeby nie było jednostronnie, z tym samym spotykają się adwokaci. Wręcz nawet jest linia orzecznicza, że mamy mieć grubszą niż inni skórę, ponieważ jako zawód zaufania pulicznego musimy się godzić na ocenę i krytykę naszej pracy. Z sędziego przynajmniej jedna strona (zwycięska) będzie zadowolona, z adwokata chyba nawet rzadziej. No bo przecież jak przegrał, to jak mógł przegrać moją sprawę, bo przecież ja miałem rację, a on pewnie nierób, a może i wziął od przeciwnika. No a skoro wygrał, to przecież i tak miałem rację, czyli łajdak jeszcze zdarł ze mnie w oczywistej sprawie.
      Z takimi ocenami my się też spotykamy i to nie jest tylko sędziowski ból.
      Na ich powstawanie największy wpływ ma niski poziom świadomości prawnej polaków oraz adekwatnie niski poziom dziennikarstwa sądowego i prawnego. Nie zapomnę procesu sprzed lat z wyrokiem, który wzburzył środowisko dziennikarskie, a był oczywiście zgodny z polskim prawem. Jedna z ikon dziennikarstwa w jednej z najpoczytniejszych gazet opiniotwórczych w Polsce zarzuciła wtedy Sędziemu moral insanity nawet nie zauważając, że jest to jednostka chorobowa w psychiatrii. Mi się wtedy na szczęście w mediach upiekło. Jak długo nie będziemy mieli reporterów sądowych mających rzeczywistą własną wiedzę prawną, tak długo tego typu komentarze będą w prasie się pojawiały bez słowa krytyki od innych dziennikarzy, bo nikt nie będzie miał wystarczająco kompetencji aby się wypowiedzieć. Jak długo nie będziemy mieli w Polsce przyzwoitej edukacji prawnej na poziomie szkoły średniej, tak długo ludzie będą pakować się w kuriozalne sytuacje i nie będą rozumieć rozstrzygnięć sądowych, a wyjaśniać je sobie będą w sposób albo spiskowy albo magiczny. I choćbyś nie wiem jak się na to wściekał lub z nie wiadomo jaką goryczą lub żalem o tym pisał, to nie przeskoczysz tego i nic na to nie poradzisz. A i nawet edukacja prawna oraz dobre dziennikarstwo prawne (w sumie jej element) jedynie problem zmniejszą, ale nigdy nie usuną go w całości.
      Na zakończenie dwie dodatkowe uwagi. Błąd jest elementem pracy sędziego, gdyby system nie zakładał błędu, to nie tworzyłby sądów wyższych instancji. Inna sprawa, że dla Ciebie podsądni, a dla mnie Klienci, nie zawsze to rozumieją.
      Szkoda, że skasowałeś moje pytanie dotyczące oceniania sędziów przez opinię publiczną, pojawiło się na marginesie głównej dyskusji, ale jak zobaczyłem to co siię pod nim pojawiło, to Twoja decyzja mnie nie zdziwiła. Tym niemniej polecam to pytanie od strony pozytywnej Twojej uwadze przy pomysłach na następne tematy.
      Ciekaw jestem Twojego poglądu, jak to rzeczywiście powinno wyglądać.
      pozdrawiam
      PiotrPe

      Usuń
    4. Panie Sędzio, nie jest prawdą to co Pan mi zarzuca. Pisze Pan: „...nie godzę się na to, by dyskusja na poruszane przeze mnie tematy była sprowadzana na płaszczyznę rozliczania konkretnych sędziów za konkretne błędy”.

      Proszę powiedzieć, w którym miejscu w tym wątku choć raz podniosłam jakiś konkretny zarzut/zarzuty wobec konkretnego/konkretnych sędziów w jakiejś konkretnej jednostkowej sprawie (mojej czy cudzej). Nic takiego nie ma we wpisach, które jeszcze są na forum i nie było we wpisach skasowanych.
      Wyrażałam tylko - podobnie jak Pan - poglądy natury ogólnej, dotyczące naszego krajowego sądownictwa, nikomu konkretnemu niczego nie zarzucając. Że poglądy te nie zgadzają się z Pana poglądami, to już inna sprawa.

      Założyłam – teraz już nie wiem czy słusznie – że zależy Panu na sądownictwie w RP. Bo mnie na tym bardzo zależy. Dlatego spróbowałam włączyć się do dyskusji nad kondycją tego sądownictwa na Pana blogu. Miałam odrobinę nadziei, że moje uwagi (nie-sędziego, ale magistra prawa) zostaną przynajmniej przez sędziów wzięte pod rozwagę. Że przynajmniej przez chwilę zastanowicie się nad tym, co mają w tej kwestii do powiedzenia osoby spoza Waszego sędziowskiego środowiska. Wydawało mi się, że kto jak kto, ale sędziowie, powinni mieć to we krwi, żeby przed ostatecznym wypowiedzeniem się w danej sprawie, wysłuchać wszystkich zainteresowanych stron. Pan woli niewygodne Panu stanowiska stron wyrzucać do kosza.

      Dlaczego z góry Państwo (sędziowie) zakładacie, że jestem Waszym wrogiem? To nieprawda.
      sasanka

      Usuń
    5. Mamy zupełnie inne punkty widzenia odnośnie tego, co jest poglądem ogólnym. Tak jak próbowałem wyjaśnić wyżej moim zdaniem problemem ogólnym jest utrzymywanie systemu, który uniemożliwia prawidłową pracę sędziów. Przeciążenie, złe warunki pracy, brak dostępu do szkoleń i materiałów, naciski nadzorcze, kult statystyki, złe prawo - to wszystko tworzy środowisko, które dla przetrwania wymaga przystosowania się, a to przystosowanie następuje zawsze ze szkodą dla podsądnych.

      Uważam, że bez rozwiązania tych problemów nie może być mowy o poprawie. I uważam też, ze ten problem może rozwiązać tylko nacisk obywateli na rządzących, bo apele ze strony sędziów nie działają. Takie są moje doświadczenia z obserwacji systemu "od wewnątrz" Temu służą moje wpisy na tym blogu i o tym chcę dyskutować.

      Wpisy dotyczące "oczyszczania" środowiska odbiegają całkowicie od tematu. Błędy popełniane przez konkretnych sędziów przy rozstrzyganiu konkretnych spraw nie są przyczyną aktualnej sytuacji sądownictwa. Bo wskazywanie, że środowisko nie usuwa "złych sędziów" to nic innego jak zgłaszanie pretensji do konkretnych, choć nie zindywidualizowanych orzeczników Poruszanie tej kwestii w dyskusji na temat sytuacji ustrojowej jest zatem nie na miejscu i nie stanowi "włączenia się do dyskusji nad kondycją środowiska". Jest to raczej zabieg w stylu "a u was Murzynów biją"..

      Mam świadomość istnienia "czarnych owiec", mam tez świadomość tego, że obecnie nie istnieje skuteczny sposób usuwania takich osób z zawodu. Ale wiem też, że dopóki nie zostaną stworzone warunki umożliwiające prawidłowe wykonywanie obowiązków, i dopóki nie zostanie stworzony zdrowy system nadzoru bardzo trudno będzie odróżnić "czarną owcę" od owcy w futrze ubrudzonym ciężką pracą. Wyrzucenie z pracy chirurga który po 12 godzinach przy stole operacyjnym obciął nie tą nogę co trzeba nie zapobiegnie powtórzeniu się tego problemu w przyszłości, bo problemem tu nie jest to, że chirurg jest nieuważny i się do tej roboty nie nadaje, ale to że nałożono na niego zbyt dużo zadań.

      Usuń
    6. Panie Sędzio, doszliśmy więc do tego czym różnią się nasze stanowiska. Otóż, Pan uważa, że dla uzdrowienia sądownictwa w RP należy wpierw zmienić warunki w jakich pracują sędziowie, prawo, system nadzoru itp. Ja natomiast uważam ( i inne osoby, które poparły tu moje stanowisko), że to wszystko owszem tak, ale łącznie z weryfikacją sędziów, a może nawet wpierw winna nastąpić weryfikacja sędziów a potem to, o czym Pan pisze.

      Różnimy się między sobą tym, że ja rozumiem sędziów i przyznaję im rację, gdy walczą o odpowiednie warunki pracy, o niezawisłość sędziowską, o godność i powagę urzędu sędziego i wiem, że to wszystko jest przede wszystkim w interesie zwykłych obywateli.
      Ale rozumiem też zwykłych obywateli, którzy sprzeciwiają się pełnej niezawisłości sędziowskiej, sprzeciwiają się pozostawieniu sędziów poza zewnętrznym nadzorem.

      To, że ich rozumiem nie oznacza, że się z nimi zgadzam. Zdaję sobie bowiem sprawę do czego może doprowadzić zewnętrzny nadzór polityków nad sądami/sędziami. Ale rozumiem, że osoba ewidentnie skrzywdzona przez sąd nie chce dać pełni władzy nad sobą osobom, do których nie ma zaufania. Dla mnie jest to logiczne.
      Dziwi mnie, że sędziowie nie potrafią tego zrozumieć i nawet nie starają się tego zrozumieć.
      sasanka

      Usuń
    7. /a może nawet wpierw winna nastąpić weryfikacja sędziów/

      Po pierwsze takie postawienie sprawy oznacza, że uważa się problem z sędziami za ważniejszy. Do czego oczywiście brak jakichkolwiek podstaw (co Falkenstein żmudnie i niestety bez efektu tłumaczy).
      Po drugie doświadczenie życiowe uczy, że uznanie tej kwestii za priorytetową będzie oznaczało, że na niej się zakończy. Jeśli problemy zostaną - to w mentalności prymitywnych nadzorców znaczy to tylko tyle, że za słabo weryfikowano (a nie że problem leży gdziekolwiek indziej).

      Usuń
    8. Panie Sędzio, pisze Pan: „Mam świadomość istnienia "czarnych owiec", mam tez świadomość tego, że obecnie nie istnieje skuteczny sposób usuwania takich osób z zawodu.”

      Dlaczego, Pana zdaniem, obecnie nie istnieje skuteczny sposób usuwania „czarnych owiec” z zawodu? Co stoi na przeszkodzie? Bardzo proszę o wyjaśnienie. Pytam serio.

      Chciałabym to wiedzieć. Bo tak jak w przypadku choroby, gdy pozna się jej przyczynę, wtedy łatwiej znaleźć na nią lekarstwo.
      sasanka

      Usuń
    9. @ bartoszcze
      /Po pierwsze takie postawienie sprawy oznacza, że uważa się problem z sędziami za ważniejszy/

      No tak. Ale nie stanowczo, o czym świadczy słowo „może”.

      /Do czego oczywiście brak jakichkolwiek podstaw/

      Dlaczego brak podstaw? I do tego jakichkolwiek? I do tego jeszcze oczywiście?
      A jakie są podstawy do tego, żeby uznać problem z sędziami jako drugorzędny, mniej ważny?

      Ja uważam, że jeśli nie da się tego zrobić równocześnie, to jest to kwestia dyskusyjna, co powinno być pierwsze, czy odpowiedni ludzie na odpowiednich miejscach (urzędach sędziowskich), czy odpowiednie warunki pracy dla sędziów i solidne gwarancje niezawisłości. Przyznaję szczerze, że sama nie wiem jak rozwiązać ten dylemat

      Osobiście skłaniałabym się jednak za pierwszą opcją, tj. najpierw odpowiedni ludzie na urzędach sędziowskich. Gotowa jestem to uzasadnić. Ale oczywiście otwarta jestem na argumenty Kolegi i innych dyskutantów za drugą opcją (odwrotną), lecz konkretne. Autorytet Autora bloga to dla mnie „troszku” zbyt słaby argument.

      /Po drugie doświadczenie życiowe uczy, że uznanie tej kwestii za priorytetową będzie oznaczało, że na niej się zakończy./

      I vice versa.

      sasanka

      Usuń
    10. /najpierw odpowiedni ludzie na urzędach sędziowskich/

      No więc słuchamy argumentów na "obecni ludzie na urzędach sędziowskich są nieodpowiedni". Biorąc pod uwagę ilu sędziów trafiło do zawodu w ostatnich 5/10/20 latach.
      Jednostkowe przypadki nie są argumentem do wnioskowania o ogóle, podobnie jak indywidualne oceny poszczególnych rozstrzygnięć.
      Ponieważ sensownych argumentów oczywiście nie będzie, "skłanianie się za pierwszą opcją" wypada uznać za namolne marudzenie laika pretendującego do bycia Katonem.

      Usuń
    11. @ bartoszcze
      "obecni ludzie na urzędach sędziowskich są nieodpowiedni" - to Pana teza, nie moja.
      Proszę uważniej czytać!

      Ja uważam, że w środowisku sędziowskim w RP, składającym się głównie z odpowiednich ludzi, zdarzają się nieodpowiedni ludzie, których należy wyeliminować z tego zawodu, bo szkodzą i zwykłym ludziom i dobrym sędziom, których jest większość.

      Argumenty zaś miały być na obronę stanowiska, że ważniejsze jest to kto sprawuje wielką władzę, niż to w jakich warunkach ta władza ma być sprawowana. Skoro nie da się jednocześnie osiągnąć jednego i drugiego celu. Skoro można to zrobić tylko kolejno. Czyli co ma być wcześniej – jajko czy kura.

      A Pan udaje, że tego nie zrozumiał.
      sasanka

      Usuń
    12. Ale to jest właśnie ta bzdura z którą walczy Falkenstein - zrzucanie całości winy za problemy sądownictwa na tych kilku nieodpowiednich ludzi, robiąc z tego najważniejszy problem. A problemem nie jest pięciu niesprawiedliwych, ale system nie pozwalający na porządną pracę osiemdziesięciu sprawiedliwym. Jeżeli Pani to rozumie, to po cóż pisze brednie o potrzebie weryfikacji dla wyeliminowania pięciu - w czym to pomoże osiemdziesięciu (zwłaszcza że zawsze można powrócić do proponowanej przez Panią bezsensownej zabawy "bo może jeszcze dwóch nie dość sprawiedliwych się plącze")? A jeśli Pani tego nie rozumie, to po co się Pani upiera że ma coś mądrego do powiedzenia?

      Usuń
    13. @ bartoszcze
      /Ale to jest właśnie ta bzdura z którą walczy Falkenstein - zrzucanie całości winy za problemy sądownictwa na tych kilku nieodpowiednich ludzi, robiąc z tego najważniejszy problem./

      Ale to jest właśnie ta bzdura, z którą ja staram się tu bezskutecznie walczyć, tj. zarzucanie mi, i mi podobnym dyskutantom, że zrzucamy CAŁĄ winę za problemy sądownictwa na tych kilku nieodpowiednich ludzi, robiąc z tego najważniejszy problem.

      W rzeczywistości i ja i inne osoby o podobnych poglądach, twierdzimy tylko, że powody problemów sądownictwa, wskazywane przez Falkensteina nie są jedyne i że likwidacja tych problemów ( wskazywanych przez Falkensteina) nie doprowadzi do uzdrowienia sądownictwa o ile zignorowany zostanie problem „jakości” sędziów.

      A jeśli już w swojej argumentacji mamy podpierać się autorytetami, to proszę:
      „Nie pytam, jakie są prawa, ale jacy są sędziowie” - (Monteskiusz).
      sasanka

      Usuń
    14. Ale ilu jest tych "złych"? Ilu? Jak ich niewłaściwe działania przekładają się na ogólną sytuację sądownictwa? Dobrze napisał to bartoszcze - Zasadniczym problemem sądownictwa, który wymaga rozwiązania nie jest to że jest pięciu złych sędziów, ale to że pozostałych dziewięćdziesięciu pięciu nie może dobrze pracować z powodu złych rozwiązań systemowych. Dlatego powtarzanie z uporem maniaka, że trzeba rozwiązać problem złych sędziów przypomina sytuację, w której do szpitala polowego w którym chirurdzy operują na raz na dwóch stołach,opatrują wypranymi bandażami bo nowych nie ma, a w międzyczasie piszą sprawozdania do dyrektora z wykonanych operacji przychodzi delegacja pacjentów i twierdzi, że dla rozwiązania problemów z jakimi boryka się ten szpital konieczne jest też wyrzucenie z pracy jednego z chirurgów, bo on nie umie operować.




      Usuń
    15. Pana przykład ze szpitalem polowym jest bardzo dobry. Naprawdę tak sądzę. Zgadzam się z tym, że w takim przypadku, jak Pan przedstawił, usunięcie złego chirurga/sędziego nie poprawi ogólnej sytuacji. Ale mi nie chodzi o taki przypadek. Nie chodzi mi o „złego” chirurga/sędziego na dole, który popełnia (prawdziwe) błędy z powodu przeciążenia pracą.

      Pozwoli Pan, że posłużę się innym przykładem:

      Jest statek na morzu, na nim liczna załoga i jeszcze liczniejsi pasażerowie. Załoga składa się z kapitana, jego zastępców, oficerów pokładowych, sterników, zwykłych marynarzy (to chyba majtkowie?) i kogo tam jeszcze... . Oczywiste jest, że od załogi zależy, aby statek bezpiecznie dotarł do celu i aby pasażerowie nie doznali szwanku. Wśród całej licznej załogi jeden lub dwóch jej członków jest złych. I teraz jest pytanie, czy wymiana tego jednego czy dwóch złych, spośród całej załogi, zmieni coś jeśli chodzi o bezpieczeństwo rejsu. Odpowiedź wydaje się oczywista: „To zależy, o którego członka załogi chodzi”. Wymiana złego majtka, którego zadaniem jest wykonywanie koniecznej, ale zwykłej, prostej, niezbyt odpowiedzialnej roboty, nic nie zmieni albo bardzo niewiele. Natomiast wymiana złego kapitana, sternika …, może radykalnie wpłynąć na poprawę bezpieczeństwa pasażerów i załogi (nie mówiąc już o bezpieczeństwie mienia = samego statku i bagażu).

      Proszę nie obrażać się za to porównanie. Nie jest bynajmniej moim celem umniejszanie roli sędziów tzw. liniowych. Chcę tylko obrazowo przedstawić o co mi chodzi.
      Zresztą Państwo (sędziowie) wielokrotnie sami wypowiadaliście się, że obecnie Wasza rola sprowadza się do pracy zwykłego wyrobnika.
      sasanka

      Usuń
  13. Kilka komentarzy sprzecznych z ustalonymi przeze mnie zasadami komentowania zostało skasowanych. Jeżeli komuś to się nie podoba - to trudno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze, ja myślałem że to blog, wymiana myśli, dyskusja, a to - sala sądowa :-D
      Falkie, wyluzuj, to nie praca

      Usuń
  14. „Przyszłość widzę w czarnych barwach...”

    Od dziecka wiedziałem, że prawnicy to nudziarze. Sprowadzenie bloga(u) do formuły-zmieńcie procedury i dajcie nam więcej kasy - musiało w końcu zaowocować zmęczeniem gospodarza.

    Ponoć Churchill kiedyś wyraził się tak: „Success consists of going from failure to failure without loss of enthusiasm." No, ale u mnie kiepsko z angielszczyzną...

    Życzmy więc autorowi więcej luzu, szerszego targetu (co za brzydkie słowo) odbiorców i ... zbliżenia do ludu. Lud jest złakniony prostego przekazu zawiłości prawnych. Jak nie gospodarz, to kto? Byłby tu znakomitym gawędziarzem. Może?

    dziatko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sedno z tym " Lud jest złakniony prostego przekazu zawiłości prawnych". TAK JEST!!! Jak mam odróżnić adwokata-fachowca od naciągacza albo lenia, jeśli sama nie mam podstaw widzy o państwie i prawie? Czytanie ustaw to nie to samo, co "brief" typu "o co to chodzi, z czym to jeść, jak to działa". Po oprady prawne idę do radcy/adwokata. Ale jednak BARDZO WAŻNE jest, by rozumieć o czym w ogóle z nim rozmawiam. W tym sensie taki blog-kaganek oświaty byłby bardzo cenny!

      Usuń
  15. „Wraz z upływem lat zacząłem nabierać przekonania, że nikomu poza sędziami nie zależy na tym, żeby sądy dobrze działały”.

    A ja wraz z upływem lat zaczęłam nabierać przekonania, że sędziom też nie zależy na tym, żeby sądy dobrze pracowały. Pozwoliłam więc sobie nieśmiało nie zgodzić się z powyższym stanowiskiem Autora. To z czego wynika to moje przekonanie wyłożyłam w kilku wpisach. Ale zniknęły. I tym sposobem stanowisko Autora jest na wierzchu. Czytelnicy maja to czarno na białym. Gratuluję!
    sasanka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby w tych postach było to napisane to by nie znikły. Ale nie było. Więc znikły, bo były nie na temat.

      Usuń
    2. Jak to nie było? Wyjaśniałam przecież, że sędziom nie zależy na tym, żeby sądy dobrze funkcjonowały, bo nie dokonują na bieżąco samooczyszczania środowiska sędziowskiego, mając ku temu możliwości i mając taki obowiązek.
      Ale takie stanowisko Szanownemu Autorowi „nie pasi” i tyle, i koniec dyskusji.
      sasanka

      Usuń
  16. Litości, proszę sasnaki!!! Albo na temat, albo może wcale, bo ciągle ww. bredzi to samo, jak zdarta płyta, a potem się obraża, że znikło!!!

    OdpowiedzUsuń
  17. Wyjątkowo udany wpis, Panie Sędzio.

    OdpowiedzUsuń
  18. Mam takie wrażenie, że Pan Sędzia Autor Bloga akceptuje tylko poglądy zbieżne z jego poglądami. Może to tylko wrażenie, ale sędzia powinien zdaje się być otwarty na argumenty innych.
    Ci, którzy ośmielają się mieć inne poglądy, w tym i ja, próbują tylko zwrócić uwagę, że na ogólny stan sądownictwa i problemy trawiące trzecią władzę ogromny wpływ mają także sami sędziowie, ich praca itp. Przecież prezesi sądów i wizytatorzy to też sędziowie, ktoś ich wybiera, ktoś staje się ich zastępcą itp.
    Dopóki postępowania sądowe oraz orzeczenia będą trzymały taki "poziom" jak obecnie, dopóty społeczeństwo będzie wieszać psy nie na ministerstwie tylko na samych sądach... ale lepiej skasować post niż zrozumieć tę prostą prawdę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy komu nie podobają się moje poglądy na temat jego poglądów ma pełne prawo założyć sobie swojego własnego bloga.

      Usuń
    2. To trochę jak Monika Olejnik, gdy odnosząc się do zarzutów dlaczego tvny i inne "akceptowalne" telewizje "dopuszczone" z kamerami do pałacu namiestnikowskiego na okoliczność zeznań prezydenta w procesie Sumlińskiego nie relacjonowały zeznań Komorowskiego na żywo, odpowiedziała swojemu rozmówcy: "niech pan sobie założy swoją telewizję to pan będzie pokazywał co będzie chciał":) Ale w sumie autor ma rację to jego blog, nie jest dziennikarzem i nie musi przestrzegać na blogu zasady pluralizmu itp. Naraża się jedynie na utratę czytelników, którym nie podoba się stosowana przez autora cenzura. Tylko czy dyskusja w zamkniętym gronie myślących tak samo doprowadzi do czegoś sensownego?

      Usuń
    3. "Tylko czy dyskusja w zamkniętym gronie myślących tak samo doprowadzi do czegoś sensownego?"

      Otóż to.
      sasanka

      Usuń
  19. Tu się z Panem Sędzią trzeba zgodzić. To jest JEGO WŁASNY Speech Corner i wolno mu pisać to co chce, a jak ktoś chce dostać 5 mln prztyczków to niech sobie sam założy bloga i jego ktoś inny wyhejtuje za każde słowo. Bo u nas w RP już tak jest , że Homo Homini Lupus.W sklepie, na ulicy, w Sądzie, w knajpie, na szosie i w samolocie ( no w tanich liniach gdzie są nienumerowane miejsca najlepiej to widać ..). Wszędzie. Być może to wina braku słońca, lub być może rozumu.......Wyrazy współczucia składam w tym miejscu naszym dzieciom, które będą obarczone spuścizną niedosłonecznionych mędrców i praw jakie wyprodukują bez używania szarych komórek......biada nam , biada, Babilon upada.......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko w RP. Jak ktoś chce zaznać chrześcijańskiej miłości bliźniego to niech pojedzie do Jerozolimy i ustawi się w kolejce w Bazylice Grobu Pańskiego. Ja tam stałem i zostałem przy okazji miłosiernie przyciśnięty do ściany, szturchnięty parę razy w żebra i kopnięty raz. Głównie przez prawosławnych :-P

      Usuń
    2. a co to ma wspólnego z tematem wpisu?:)

      Usuń
  20. http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/853016,sprawnosc-sadow-polska-w-ogonie-europy.html

    http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/852988,adwokat-wydajac-opinie-o-braku-podstaw-dla-skargi-wkracza-w-kompetencje-sadu.html

    Oba artykuły z jednego dnia. "Jesteśmy europejskim liderem, jeśli chodzi o liczbę spraw cywilnych, którymi muszą zajmować się sądy." - cytat z pierwszego.
    W pełni popieram, że kognicja Sądów w Polsce jest zbyt duża i daje narzędzie dla pieniaczy o każdą błahostkę (czytaj: rozpatrywanie nieważności uchwały spółdzielni mieszkaniowej przez SO w sprawie podwyżki o 1 grosz).

    Ale jaka jest reakcja Sądów na działania pełnomocników zapobiegające pieniactwu - patrz drugi artykuł. Oczywiście lepiej byłoby, żeby adwokat z urzędu wniósł do WSA oczywiście bezzasadne skargę i zawalił Sąd niepotrzebną pracą, bo tylko wtedy otrzyma wynagrodzenie. Moim zdaniem takie działanie adwokata, poniekąd pośrednio wymuszane przez Sąd, stanowiłoby naruszenie etyki zawodowej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tutaj rodzi się pytanie, czy nie ma sprzeczności w działaniach wymiaru sprawiedliwości.
      Z jednej strony chyba najszersza kognicja sądów w Euroie, która sprawia, że Polska jest rajem dla pieniaczy - co spotyka się z słuszną krytyką środowiska sędziowskiego (Autor wielokrotnie o tym wspominał na blogu).
      A z drugiej strony, jeśli pełnomocnicy podejmują działania w sprawie zapobieganiu wnoszenia oczywiście bezzasadnych żądań, to czasem mam wrażenie, że powyższe deklaracje Sędziów nijak mają się do rzeczywistości i chyba wymuszają dla siebie dodatkową pracę - nową sprawę do pokrycia wpływu.

      Usuń
    2. /W pełni popieram, że kognicja Sądów w Polsce jest zbyt duża i daje narzędzie dla pieniaczy o każdą błahostkę/

      Zaryzykuję jednak tezę, że pieniacze poradzą sobie i przy ograniczonej kognicji.
      Pytanie jakie sprawy wyrzucilibyśmy "poza sądy" i do jakiego trybu (bo problemy od tego nie znikną).

      Usuń
    3. Przede wszystkim sprawy ludzi chorych umysłowo którzy nie zagrażają swojemu życiu albo życiu oraz zdrowiu innych. Chodzi o paranoików. Ci ludzie są naprawdę przekonani, że ktoś chce im zrobić krzywdę. Jest to totalnie nieracjonalne przekonanie ale bardzo rzeczywiste. Tak zwanym dobrym pytaniem, jest jak ich zignorować, a zarazem zabezpieczyć się przed zignorowaniem przez władzę ludzi po prostu niewygodnych.
      PawShaker

      Usuń
    4. Nie do końca.
      Jak pełnomocnik wnosi skargę oczywiście bezzasadną, to sąd może nie przyznać mu wynagrodzenia.
      Ergo:
      - nie wniesiesz skargi - brak kasy
      - wniesiesz - mimo bezcelowości jej wniesienia - też brak kasy.
      A pazerne państwo polskie uważa, że zapewnia pomoc prawną... Szkoda tylko, że kosztem osób trzecich...

      Usuń
  21. należałoby podnieść opłaty sądowe. Te często występujące 30 zł (i jeszcze często ze zwrotem 3/4 - to lepiej byłoby gratis, mniej pracy dla księgowości) to żart. Na pewno ograniczyłoby trochę pieniactwo i firmy windykacyjne wnoszące pozwy na zasadzie "a nuż chwyci."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A potem będzie jeszcze więcej pracy, żeby to całe pieniactwo z kosztów zwolnić, bo przecież biedni jak myszy kościelne...

      Asystentka

      Usuń
  22. A kto wymyślił i kto egzekwuje "pokrywanie wpływu" jako fundamentalną zasadę działania Wymiaru? Marsjanie, czekiści, spadło z nieba na kamiennych tablicach?

    OdpowiedzUsuń
  23. Nieadekwatne wynagrodzenia? To ile wy chcecie zarabiać? Poczwórna pensja asystenta i tłusta doroczna podwyżka czy stał czy leżał czy chorował to jeszcze za mało?

    OdpowiedzUsuń
  24. Przepraszam, a kto taką "tłustą" podwyżkę dostał, bo ani sędziowie, ani z całą pewnością urzędnicy czy asystenci!!! Chyba się piszącemu coś z górnictwem, albo inną branżą strajkową pomyliło!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tłuste (bez cudzysłowu) doroczne podwyżki dostają sędziowie i referendarze. Ci ostatni przynajmniej wiadomo za co. Urzędnikom i asystentom faktycznie po raz kolejny nie dołożono ani grosza do ich głodowych pensyjek. Za to w związku z reorganizacją sądownictwa części nakazano dojeżdżać spory kawałek do pracy. Oczywiście o pokryciu kosztów dojazdu choćby w symbolicznym zakresie nikt się nawet nie zająknął. Z drugiej strony urzędas jako podczłowiek może swobodnie przemieszczać się środkami komunikacji publicznej, co podobno sędziemu nie przystoi.

      Usuń
    2. Wyraźnie przedmówca nie wie, o czym w zakresie podwyżek sędziów i referendarzy pisze, warto czasem zajrzeć do Konstytucji RP i ustaw,a potem się wypowiadać. A większość sędziów popiera konieczność podwyżek dla urzędników i ma wiele zastrzeżeń do działalności władzy ustawodawczej i wykonawczej. A w przekazie o dojazdach sędziów zupełnie nie chodziło o to, że nie przystoi. A na marginesie, to w wielu przypadkach możliwości dojazdu komunikacją publiczną nie istnieją!

      Usuń
    3. Przedmówca wie o czym pisze. Zajrzał do Konstytucji i w świetle art. 1 i 2 przeanalizował regulacje ustawowe dotyczące zamrożenia wynagrodzeń w sferze budżetowej oraz lex specialis dla urzędników będących sędziami. Rozumiem że dla kogoś kto inkasuje 8-10 tys. netto tysiączłotowa podwyżka może uchodzić za skromną. Należy jednak pamiętać że ta kwota przewyższa często 50% wynagrodzenia sądowego urzędnika. W dodatku przyznawana jest każdemu niezależnie od tego czy ostatni rok przepracował, przechorował czy przeopiekował się dziećmi. Cieszy fakt że sędziowie popierają konieczność podwyżek dla urzędników. Trochę szkoda że jakoś nie wykazują w tym zakresie większej żarliwości

      Usuń
    4. /Trochę szkoda że jakoś nie wykazują w tym zakresie większej żarliwości/

      Znaczy że nie pomniejszają swoich mitycznie wysokich pensji?

      Usuń
    5. Żaden sędzia w ostatnich latach nie otrzymał podwyżki 1000 zł, proszę jednak przeczytać przepisy o sposobie zmian wynagrodzeń sędziów. Poza tym większość sędziów zarabia istotnie mniej niż 7000 zł, to też regulują przepisy!!!

      Usuń
  25. Wkurza mnie mantrowanie sasanki. Zastanawiam się kim ona czy też on jest. Ale Państwo sędziowie, nie bądźcie hipokrytami. Rozejrzyjcie się wokół siebie, popatrzcie na innych linearnych, na funkcyjnych, czy wszyscy wyrabiają jak Falkenstein? A ci co są w MS to może wyrabiają, a ilu jest, czy to nie sędziowie? Jaka jest solidarność pomiędzy linearnymi? Kto się pcha na funkcyjnych. Który odmówił, jak mu proponowano, albo delegacyję jakoś? Jak się zmienia linearny na funkcjonala, to jak mu się zmienia punkt widzenia od punktu siedzenia. Nabli i Wam i mi bzdur o etyce, o godności, o innych blubrach. Zobaczcie na lekarzy. To jest solidarność. Co roku kto ulega, może lekarze? Zawsze Ministerstwo i NFZ. TO jest przykład. DOCIERA? Nic się nie zmieni. Trzeba odejść od łóżek pacjentów i to nie na 1 wokandę. Trzeba zrobić STOP i RESET na miesiąc na 2 i wtedy będą inaczej śpiewać. Dlaczego górnicy są skuteczni. Bo nie ustępują, a my jesteśmy miękkie ...... i trzęsi portasy. Oficjalnie to się nazywa godność, odpowiedzialność, etyka frezesy głoszone przez sędziów SN, TK i NSA no i jeszcze profesorków. Załamywanie rąk że jest tak samo jak prawie 100 lat temu jest po prostu śmieszne. Trzeba zrobić STOP bez względu na konsekwencje. Tylko to da nam MOC. (taką jak u króla Juliana ;) Pewnie mnie modero, blogero wytnie. Ale dobrze wie o czym tu napisałem i nie mu się śni, tak dla refleksji, że ten kto mówi o koledze, który się opier... sr... we własne gniazdo. Otóż powinien to nazywać i robić bo to jest dobrze pojmowane etyka i godność. Wymagam od siebie, wymagam od innych. Ci którzy są chorzy niech idą w spoczynek, Ci którzy leniwi nie powinni pracować tylko out albo po dobroci, albo z przytupem. Myślę, że modero jest ok. ale jak ma wokół, sam dobrze wie... Dobranoc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cd... Jeszcze kilka zdań do dodania mam. Tylko wizja zastoju i wściekłości ludzi na rządzących może jedyną słuszną władzę zmusić do konstruktywnych zmian. Dokąd my jako przedstawiciele władzy sądowniczej zmierzamy? Donikąd. Pozostała władza nas upadla, sprowadza do roli urzędasów pokornie wykonujących ich chore wymysły. Akceptujących marazm, zastój i zacofanie. Sądownictwo musi stanąć na jakiś czas, wówczas nie tylko ludzie będą wściekli, ale w UE zwrócą uwagę na to o co tutaj chodzi. Będą pytać. Trzeba będzie przyznać, że jest do du.... Żeby nie było wątpliwości nie chodzi mi tutaj o żadną podwyżkę, ja chcę tylko spokojnie pracować i móc się zastanowić nad rozstrzygnięciem, tak jako to postulowane jest w stopce tej strony. Jeden z drugim z jedynej słusznej władzy dopiero zaczyna dobrze gadać o władzy sądowniczej jak uda się wywinąć spod odpowiedzialności czy to cywilnej czy karnej. Wtedy widzi, ze warto aby Sąd był niezależny, bez nacisków, bo nie wiadomo kiedy przyjdzie stanąć na ławie oskarżonych, pomówiony, opluty. Cosik już znany redaktor telewizyjny D. śpiewa o krokach prawnych, czyżby wiara w Sądu w redaktorowi nagle wzrosła. Olaboga jak trwoga .... No teraz to już przesadziłem ;) W zasadzie można wrócić do początku, już i tak wszystko zostało powiedziane dawniej i teraz. Więc może jakieś konkluzje w końcu? Rosja nam pokazała jak prowadzić wojnę bez wojny, więc może trzeba strajkować bez strajku? ;) Oj to się chyba nazywa zapluty karzeł reakcji, czy coś ;). Jak napisał Prezes Iustiti "a kajdany proszę Państwa brzęczą..."

      Usuń
    2. do Pana Sędziego (Anonimowyponiedziałek, 16 lutego 2015 22:21:00 )

      Wkurza Pana moje mantrowanie? No i bardzo dobrze. Właśnie o to mi chodziło.
      Jestem przekonana, że bez wkurzenia Was-sędziów (tych sprawiedliwych) nie da rady nic zrobić, żeby poprawić stan naszego sądownictwa. Nie dam rady ja i nie dadzą rady inni tzw. zwykli obywatele, którym leży na sercu uzdrowienie wymiaru sprawiedliwości w RP.

      Falkenstein pisze, że sędziowie, bez poparcia obywateli, nie są w stanie niczego w tym względzie wywalczyć. Ale obywatele, bez wsparcia sędziów, też niczego nie wskórają. Ja nie widzę innego wyjścia jak tylko zjednoczyć siły. Tylko że do tego potrzebne jest wzajemne zaufanie, a tego brak. Nie da się nikogo zmusić, do darzenia innej osoby/osób zaufaniem. Ani prośbą, ani groźbą.
      Wy (sędziowie) nie ufacie nam (zwykłym obywatelom), gdy skarżymy się, że są sędziowie niesprawiedliwi, którzy świadomie i celowo wydają krzywdzące wyroki, że popełniają błędy w sposób zamierzony i że inni sędziowie to akceptują, tuszują. A my (zwykli obywatele), wobec takiej Waszej reakcji, nie ufamy Wam. I kółko się zamyka.

      A kim jestem? Już pisałam – zwykłym obywatelem, a właściwie obywatelką w wieku „dobrze dojrzałym”. Podsądną, o świadomości prawnej nieco wyższej niż znikoma :), bo skończyłam studia prawnicze. Poza tym jestem osobą rozumiejącą obywateli skrzywdzonych przez sądy i nie mogących doczekać się sprawiedliwości w RP. Ale, w przeciwieństwie do wielu innych takich obywateli, potrafię patrzeć na to „z góry”. Nabrałam już do tego pewnego dystansu. Nie pałam nienawiścią do wszystkich sędziów w RP. Potrafię wczuć się w sytuację zwykłego (dobrego) sędziego. Potrafię nawet mu współczuć, pomimo moich przykrych doświadczeń z wymiarem sprawiedliwości.
      Już nie raz na różnych forach spotkałam się z zarzutem, że na pewno nie jestem osobą pokrzywdzoną przez sądy, bo moje wypowiedzi nie są przepojone nienawiścią do sędziów, jak to zwykle spotyka się u takich osób (uważających się za skrzywdzone przez sądy). Wydaje mi się, że niektórzy dyskutantanci-sędziowi uważali mnie za pracownika MS :)). Mylili się. Tak nie jest.

      A Pana wpisy (obydwa) podobają mi się. Ciekawe jak długo powiszą na tym forum?
      Gratuluję szczerości i odwagi. Pozdrawiam serdecznie.
      sasanka

      Usuń
  26. @sasanka.
    Wypowiedzi me niestety to już rozgoryczenie i troska o kraj, społeczeństwo, a także o siebie. Sędziowie mają to poczucie, że sprawy znacząco idą w złym kierunku. Mowa tutaj w ogóle o kraju, o poziomie debaty publicznej, a także realnych problemach społecznych, które przekładają się także na sądownictwo. Truizmem jest to, że to co się dzieje w sądach jest odbiciem społeczeństwa. Przecież do sądu nie przychodzą awatary. Tymczasem jedyna władza, co nie jest wcale zaskoczeniem jest zainteresowana trwaniem, a nie oznaczaniem problemu, projektowaniem jego usunięcia i wdrożeniem. Dotykałem już w pracy zawodowej kilku sfer prawnych i w każdej z nich znajdują się studnie patologii. Co gorsze wiem jak można to poprawić i to w sumie niedużym kosztem. Tyle że nikogo to nie interesuje, a już zwłaszcza MS i jedynie słuszną władzę. Nie widziałem dziedziny, która nie zawierałaby absurdów, oraz aspołecznych rozwiązań, albo takich, które pozostały nadal systemowo w XX wieku. Coś tam się trochę dzieje pozytywnego, ale to za mało i zbyt płytko. Rozumiem, że zmiany rewolucyjne z reguły nie są dobre, ale szybka ewolucja, ba choćby nadążanie za zmieniającym się światem to by się przydała. W przeciwieństwie do Pani widzę dużo dobrych sędziów, co nie oznacza, że są i tacy, którzy tzw. prochu nie wymyślą ;). Dużo sędziów jest niestety zajechanych. Tym współczuję i ich rozumiem. Jeżeli zdrowie zaczyna szwankować to najpierw należy o nie zadbać, a potem dalsze cele. Wiele już było wpisów o tym co się z sędziami zwłaszcza rejonowymi dzieje, o fabrykach śrubek. Refleksję mam podobną do jednego z kolegów, który pod innym postem zaproponował olać nadzór, czyli :) w pewnym sensie strajk włoski. To też jest metoda, ale żeby była skuteczna wymaga solidarności, a tej nie ma. :) Łamistrajki często mają drugie połówki jako notariuszy, albo bardzo dobrze prosperujących pełnomocników zawodowych, a zdarzają się też i komornicy. Takim nie zależy na zmianach, bo nic nie uwiera, jak jest niania do każdego z dzieci, tenis, jazda konna i prywatna szkoła dla dzieci. Wówczas sędziowanie jest dla zabicia nudy i udawania, że coś się pracuje. Żeby zacytować klasyka JPII "Idą posędziować i zaraz wracają". ;). Z góry przepraszam większość szczerze i z oddaniem zap...., ale jak widać tym zap... nie zmieni się systemu. Tutaj uwaga, musimy go zmienić, bo on zmienia nas w karykatury ludzi i już nas prawie pożarł. Problemem jest jak do tego dojść. Wiele rozsądnych propozycji już było napisanych. Jak któryś z kolegów mi powiedział, przecież wszystko już zostało powiedziane, dostrzeżone choćby na tym blogu. Czy jest jakaś reakcja ze słusznie jedynej władzy. Zastanawiam się jaki poziom wpływu będzie już tym ostatecznym, gdzie tylko przepaść i zatracenie. Są takie sądy rodzinne, gdzie czeka się na termin rozprawy nawet 15 miesięcy! Bywają też obciążania na poziomie 700 do 1000 i więcej nawet spraw. Inna sprawa jest taka, że ktoś te sprawy wygenerował ;) Idę spać, bo późno. Robota sama się nie zrobi, dzieci do szkoły trza zawieźć, potem je odebrać, przypilnować lekcje, a wieczorkiem po robocie wiadomo co ...;) choć niektórzy mawiają, że toto nie zając i nie ucieknie ;) Więcej optymizmu życzę sobie i wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
  27. Ustrój. Może to i banał ale jeszcze obowiązuje zasada trójpodziału władz i system hamulców oraz nieusuwalności sędziów. Przy sprawie delegowania sędziów, miałem nadzieję że środowisko pokaże pazur. Przeważył jednak umiar i poczucie odpowiedzialności. Przy atakach na Państwową Komisję Wyborczą, zasiadających w niej sędziów oraz próbie jej upolitycznienia Komisji też o zasadach tych nie wspominano. A są one ważne. Niestety o ich randze można sobie przypomnieć jedynie wtedy gdy znikną. . Ekonomia.Sędziów zwolnić nie można bo są nieusuwalni. Sędziów trzeba powoływać bo ilość obowiązków nałożonych na sędziów stale się zwiększa. Na wymiar sprawiedliwości wydaje się określoną kwotę środków budżetowych. Ilość sędziów jest stosunkowo duża, a koszty utrzymania 1 sędziego to koszty 3-5 etatów asystentów(?). W ramach środków budżetowych nie można zatrudnić dodatkowych asystentów i personelu sądu. Zatrudnienie asystentów, delegowanie kompetencji na referendarzy spowoduje że z ekonomicznego punktu widzenia sędziów będzie za dużo. A sędziów zwolnić nie można …. Służba zdrowia, bezpieczeństwo i wymiar sprawiedliwości są w stanie wchłonąć każdą kwotę a ilość środków ograniczona, bo nie jesteśmy (jeszcze) zamożnym Państwem. Idee a sprawność i efektywność. Jeżeli zapomnimy o ideach, zanika sens istnienia pewnych instytucji. A nasza wczesnokapitalistyczna mentalność nadaje prymat sprawności i efektywności działań.
    Zarządzanie przez emocje. Polska jest zarządzana przez emocje. Aby przedstawić swoje stanowisko, zainteresować sprawą trzeba emocjonalnie wzburzyć i wywołać określony stan – najlepiej oburzenie i idącą za nim agresję. Agresja i wydzielany w tym stanie andrenalina powoduje z przyczyn biologicznych wyłączenie funkcji mózgu odpowiedzialnych za myślenie. Poznawanie świata przez emocje jest normalne u człowieka ale nie powinno mieć miejsca w przypadku prawodawcy (ktoś pamięta o zasadzie „racjonalności prawodawcy” czy to tylko apel o taką racjonalności?). Rozwiązywanie problemów. Powszechnym sposobem rozwiązywania problemów jest bowiem znalezienie winnego i napiętnowanie go oraz błyskawiczna zmiana przepisów w kierunku „zaostrzenia kary”, bądź nałożenie dodatkowych obowiązków. To tanie i szybkie rozwiązanie. Podyktowane emocjami a nie rozumową kalkulacją mającą na uwadze systemowe uwarunkowania. Pogarda dla rozumu. Bo czymże jest obarczanie sędziów – najlepiej wykształconych prawników (z bólem to mówię bo radcą jestem) – obowiązkami sprawozdawczymi i administracyjnymi i technicznymi nie wymagającymi wznoszenia się na wyżyny intelektu. Czymże jest wymuszanie przez instancje wyższe uzasadnień co do stanu faktycznego na poziomie 80% treści uzasadnienia, w związku z czym na rozważania prawne pozostaje 20 %. W mojej pracy najbardziej cieszy mnie różnorodność problemów i ich rozwiązywanie. Czy was cieszy wasza praca? Skrypty myślowe. Skutkiem powyższych jest zmęczenie i korzystanie z pewnych skryptów myślowych (np. linii orzecznictwa), celem podołania obowiązkom. Przełamanie ich wymaga znacznego wysiłku i pracy intelektualnej, na co nie ma czasu i siły. Wykładnia przepisów to przede wszystkim wykładnia literalna. Ze wzruszeniem czytam uzasadnienia wyroków sądów unijnych, w której przeważa wykładnia systemowa. Ale oni mają czas...Co do skutków stosowania skryptów myślowych – polecam wywiad z prof. Ewą Łętowską w ostatnim weekendowym numerze GW.
    No i tak to jest. No i pamiętajmy że: „ wykonuj swoją pracę z sercem jakkolwiek byłaby skromna, ją jedynie posiadasz w zmiennych kolejach losu …. wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie pełne jest heroizmu (Desiderata)). A więc keep smiling and pokrywaj wpływ.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za ten wykład. Bardzo chętnie podyskutuję, ale nie teraz. Jestem bardzo zajęta. Proszę wybaczyć.
      sasanka

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.