czwartek, 11 grudnia 2014

Mam powoli dość...


Coraz mniej chce mi się już strzępić klawiaturę, pisząc w kółko o tym samym, i coraz rzadziej nachodzi mnie wena.  Napisałem w końcu o tym, że przeciążenie pracą odbija się negatywnie na jakości, ale gdy zacząłem myśleć nad kolejnymi wpisami okazało się, że to wszystko już przecież napisałem. Próbowałem pisać o "raporcie" w którym "eksperci" porównali gruszki z ogórkami i wyszło im, że polscy sędziowie zarabiają więcej niż niemieccy - ale zrezygnowałem, bo wszystko na ten temat już napisano. Próbowałem pisać o kolejnej odsłonie kolejnego raportu, w którym za największy problem sądów znowu uznano to, że sędziowie nie przepraszają za opóźnienie rozprawy - ale uznałem że nie ma o czym pisać. Chciałem pisać o emesowskiej szkole legislacji, w której zasadnicze zmiany ustawy ustrojowej sądów zgłaszane są jako poprawka poselska na posiedzeniu podkomisji, po czym żarliwie i z wielkim zaangażowaniem popierane przez podsekretarzy stanu w ministerstwie, które oczywiście nie jest ich autorem - ale uznałem, że pisząc to mógłbym uchybić, bo jakoś dobierały mi się niegodne słowa na określenie tych praktyk.  Próbowałem w końcu podsumować jakoś wątek przeciążenia pracą ale jakoś nie wychodziło. Ale potem zorientowałem się, że takie podsumowanie już jest - w jednym z komentarzy zamieszczonych pod ostatnim wpisem:

Po to obywatel płaci podatki na utrzymanie sądów, żeby dostawać usługę w najwyższym standardzie. Sędzia ma być zdrów, wypoczęty, wyspany, trzeźwy, wysoko wykwalifikowany, uczciwy, kulturalny. Sąd ma być blisko, z parkingiem, przyjazny dla klienta, dostępny dla inwalidów. Procedura sądowa ma być sensowna, przejrzysta i uczciwa. I tak dalej. I psim obowiązkiem polityków jest obywatelowi ten standard zapewnić. Również to, że chory sędzia nie sądzi, bo ktoś go zastępuje, a jak się nie da, to rozprawę się odracza. O tydzień.

Jeżeli tak nie jest, to konstytucyjne prawo obywatela do korzystania z państwowego wymiaru sprawiedliwości w mniejszym czy większym stopniu zostaje naruszone. Kiedy nasi klienci zaczną się wreszcie przeciw temu buntować?
Ten komentarz zawiera wszystko, co chciałem przekazać w ostatnich wpisach.  Tu nie chodzi o to że mi jest źle,  że jestem niezadowolony z warunków pracy,  jak wydawali się sugerować ci, co zalecali mi zwolnienie się,  albo udowadniali, że inni mają gorzej.  Ja sobie zawsze jakoś poradzę,  chociażby poprzez dostosowanie się do nadzorczych oczekiwań by robić jak najwięcej,  nie ważne jak, byle szybko. Tyle tylko,  że to nie ja na tym najwięcej stracę,  mnie grożą co najwyżej wyrzuty sumienia, że żeby oszczędzić czas i wykonać normę potraktowałem sprawę sztampowo, podczas gdy ten przypadek był trochę inny i może trzeba było podejść do niego inaczej. Najwięcej na całej sytuacji tracą podsądni, bo to oni faktycznie są w ten sposób pozbawiani prawa do rzetelnego rozpoznania sprawy.

Tak jest drogi ludu podsądny i wy pozostali obywatele. To przede wszystkim w waszym interesie jest to, by sędziowie nie byli przeciążeni pracą. To wam powinno zależeć na tym, by sędzia miał dość czasu by dokładnie przeanalizować wasze stanowisko i dowody a także przeczytać publikacje naukowe i orzecznictwo na istotny dla sprawy temat. Żeby nie działał prod presją statystyki, i nie musiał dokonywać wyborów, czy skończyć sprawę sztampowo i mieć szybko zakreślony numerek, czy może pójść pod prąd i poszukać rozwiązań niezgodnych z dotychczasową linią orzeczniczą, lecz może bardziej w tym przypadku właściwych, co będzie wymagało poświęcenia dodatkowo kilku, jeśli nie kilkunastu godzin na analizowanie sprawy. To wam powinno zależeć, żeby o tym czy należy już wydać wyrok nie decydowało to, czy sędzia będzie miał czas napisać kolejne uzasadnienie. Żeby konieczność odroczenia rozprawy nie oznaczała, że kolejny termin będzie za 3-5 miesięcy, bo sędzia prowadzi jednocześnie 400-500 spraw. Żeby na rozprawę sędzia wyszedł wypoczęty, a nie po 4 godzinach snu, dwóch kawach i red bullu bo akurat kończył nikomu nie potrzebne uzasadnienie. Dopiero wtedy bowiem będziecie mieć szansę na naprawdę prawidłowe i rzetelne rozpoznanie waszej sprawy, a nie tylko na pokrycie wpływu, na który się ona składa. 

Tak, wiem, wygląda to jak przyznanie się, że sprawy prowadzone są nierzetelnie. I dobrze, bo uważam, że należy skończyć z utrzymywaną fikcją, że wszystko w tej dziedzinie jest w porządku. Należy głośno powiedzieć, że w chwili obecnej i przy takim obciążeniu fizycznie niemożliwe jest prawidłowe zbadanie wszystkich spraw. Dzisiaj sądzenie to jak chirurgia w szpitalu polowym podczas ofensywy. Tu nie ma czasu na koronkową robotę, czy  stanie całą noc nad jednym pacjentem, żeby uratować mu nogę. Tu robi się to, co pozwoli jak najszybciej pozbyć się pacjenta i zwolnić stół dla następnego, żeby w czasie zmiany zoperować jak najwięcej, bo ludzie czekają na pomoc. Robimy co możemy mając takie siły i środki jakie nam udostępniono. Czasami popełniamy błędy, bo po wielu godzinach operowania może nam omsknąć się skalpel albo pomylić lewa noga z prawą. Czasami pacjent może nie mieć szczęścia i z racji podobnych objawów zostanie potraktowany tak jak poprzednich 20 pacjentów, chociaż akurat cierpiał na coś innego. Czasami też pacjentów z cięższymi przypadkami odstawiamy na bok, by nie blokowali kolejki tym, którym można pomóc szybciej, bo przez czas potrzebny na zoperowanie jednego możemy pomóc kilku innym. Bo karetki ciągle przyjeżdżają, a dowódcy żądają od nas, żeby operować, dopóki wszystkim nie pomożemy.

Dzisiejsze realia sądzenia próbowałem przedstawić na różne sposoby. Pisałem już kiedyś o szpitalu polowym, porównywałem je do szpitala powiatowego i do warsztatu samochodowego. Wszystkie te porównania miały w założeniu uzasadniać jedną i tą samą tezę - że nie można w nieskończoność zwiększać ilości spraw, załatwienia których oczekuje się od sędziego, bo to odbije się na jakości. Jeżeli nie zwiększamy wydatków (bo "inwestycje w wymiar sprawiedliwości" idą głównie na rzeczy zbędne) to zwiększenie ilości musi skutkować obniżeniem jakości, bo nie da się jednocześnie robić dużo, szybko i dobrze. Jeśli zaś obciążenie zwiększać będziemy nadal, to w końcu dojdziemy do miejsca, w którym nawet sądząc "po łebkach" nie da się załatwić wszystkiego co wpływa. Twierdzenie w takiej sytuacji, że zaległości są wynikiem opieszałości sędziów to zupełnie jak twierdzenie, że jak ktoś dostał dwie duże pizze i nie zjadł wszystkiego to jest niejadek. I nie pomoże na to zwiększanie nadzoru, bo ilość pracy możliwej do wykonania przez konia nie wzrośnie powyżej pewnego poziomu niezależnie od tego jak mocno tłucze się go batem, a jedynym efektem  dalszego "przykręcania śruby" będzie to, że koń zdechnie. Albo ucieknie.

Ja już nie mam nadziei na to, że kiedykolwiek się to zmieni. I coraz mniej gryzie mnie sumienie, gdy wydaję wyrok wiedząc, że tak naprawdę nie poświęciłem tej sprawie tyle czasu, ile powinienem. Przykro mi, ale po tych wszystkich latach poganiania mnie, i ciągłego czytania wypocin różnych pozarządowych pseudoekspertów od sądownictwa, raportujących jak to ja jestem opieszały, niedouczony, niezorganizowany leń, mam coraz mniejszą motywację do tego, żeby weekend spędzać nad aktami, albo nad komentarzem do ustawy o własności lokali. Skoro mojego wysiłku i poświęcenia nikt nie docenia, włącznie z tymi, dla których się tak poświęcam, to ewidentnie nie warto się starać. A że na tym najbardziej stracą ludzie, którzy zamiast dostać rzetelne rozpoznanie ich sprawy dostaną szybkie pokrycie wpływu - to już nikogo nie obchodzi, z "ekspertami" włącznie. W końcu przy sądzeniu najważniejsze jest to, żeby rozprawy rozpoczynały się punktualnie, co nie?


72 komentarze:

  1. Panie Sędzio to chyba nie oznacza pożegnania z blogiem !!!! Z niecierpliwością czekałam na kolejne wpisy. Referendarz sądo wy

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawód sędziego został przeze mnie wybrany świadomie i bez tradycji rodzinnych. I w zasadzie lubię moją pracę, a czasem nawet mam z niej satysfakcję. Kiedy czytam kolejne odcinki bloga, to ogarnia mnie przerażenie, jak bardzo zawarte w nim uwagi są prawdziwe i jak bardzo nasze "demokratyczne" społeczeństwo nie rozumie, że to co się od lat dzieje w sądownictwie, dzięki naszym światłym przedstawicielom we władzy ustawodawczej i wykonawczej, jest szkodliwe nie dla sędziów, ale właśnie dla społeczeństwa. A że refleksji nie będzie, to akurat pewnik.

    OdpowiedzUsuń
  3. Panie Sędzio,
    ja też mam nadzieję, że będzie Pan jeszcze pisał...
    A na marginesie, kawa i redbull to mieszanka zabójcza! Szczególnie przy takim trybie pracy. Chce Pan zawału dostać? Skoro nie doceniają Pana pracy, to może najwyższy czas zacząć szanować swoje zdrowie, bo jest tylko jedno...

    OdpowiedzUsuń
  4. Przykro to mówić, ale sytuację tą mogą zmienić tylko sami sędziowie, solidarnie i zbiorowo przechodząc do porządku dziennego nad nadzorem i załatwiając tylko tyle spraw, ile są w stanie załatwić porządnie. Przecież nie będą wszczynać dyscyplinarek przeciwko wszystkim SSRom w Polsce (a jak będą, to się SA zakitują i jeszcze sumy ze skarg na przewlekłość może da się wycisnąć). Niestety, mam wrażenie, że wśród sędziów solidaryzm zawodowy - wbrew powszechnemu mniemaniu o "klice" i kruku, który krukowi oka nie wykole - w sumie nie istnieje. Każdego interesuje tylko jego własne podwórko.

    Jednostkowym, acz znamiennym przykładem był komentarz jednego z warszawskich sędziów do protestu Iustitii przeciwko zabraniu sędziom zwrotu kosztów dojazdu. Brzmiało to mniej więcej tak: "jak dla mnie mogą likwidować. Sędziowie prowincjonalni nie wsparli nas przy dodatku wielkomiejskim, więc nie widzę powodu, dla którego my mielibyśmy ich wspierać przy zwrocie kosztów dojazdu".

    Sytuacja sądownictwa jest bardzo trudna. Społeczeństwo to - w dużym uproszczeniu - banda idiotów, którzy nie rozumieją, że wymiar sprawiedliwości działa dla nich, a nie sam dla siebie, egzekutywa to z kolei ludzie, którzy chcą mieć możliwie największy wpływ na każdy aspekt funkcjonowania państwa - to akurat normalne.

    W tym bagnie, niezawisłość i poczucie odpowiedzialności za losy władzy sądowniczej każdy z nas musi nosić w środku. Inaczej się nie da.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zasieję trochę optymizmu, choć wiem, że to może wywołać złość. Będzie dobrze. I to powinno wystarczyć. Aktualnie trzeba robić tak, aby było dobrze i aby mieć poczucie, że zrobiło się wszystko na co w danych okolicznościach było mnie stać. Trzeba się nauczyć, aby nie przejmować się tym, co nie zależy ode mnie. Nie brać na siebie tego, co powinien zrobić ustawodawca. Nie stresować się tym, za co odpowiada ustawodawca. Jeśli dana sprawa bezwzględnie wymaga wyjątkowego potraktowania, to tak powinna być potraktowana, zaś w innych nie szukać dziury w całym. Przestać przejmować się statystyką, a raczej dążyć do tego, aby we wszystkich sprawach podejmować czynności kierując się datą ostatnio podjętej czynności. Paradoksalnie jest to droga do zmian, gdyż nikt wówczas nie zarzuci sędziemu, że jakaś sprawa jest podjęta z opóźnieniem. Wtedy wyjdzie problem systemowy, za co nie może odpowiadać indywidualny sędzia, czy sędziowie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Przestać przejmować się statystyką, a raczej dążyć do tego, aby we wszystkich sprawach podejmować czynności kierując się datą ostatnio podjętej czynności".

      Przyznam, że chyba nie do końca rozumiem to założenie metodyczne, a jeśli rozumiem - to działa tylko do ok. 400 spraw w referacie. jeśli ma się 600 - 800 to nie działa. przecież każda sprawa dojrzewa kiedyś do rozstrzygnięcia i wymga poświęcenia większej ilości czasu, anastępnie sporo z nich (coraz więcej procentowo) - napisania uzasadnienia. zresztą nie da się przy takiej liczbie spraw terminowo podejmowac we wszystkich sprawach czynności, nawet tylko pozorowanych, nie zmierzających do jak najszybszego zakończenia sprawy (co zresztą zostałoby obnażone i wytknięte przy wizytacji czy skardze na przewlekłość - a tych coraz więcej). nie da się, jeśli po powrocie ze zwykłego letniego urlopu zastaje się 1200 spraw przedłożonych do decyzji (nie mój przypadek, ale nie legenda). samo tylko segregowanie kilkuset spraw przedłożonych po urlopie na bardzo pilne, mniej pilne i mogące poczekać to kilka godzin, przy czym akta przedkłada się poprzez ułożenie w stosach na podłodze, bo żadne szafy tego nie mieszczą.
      w sekretariatach też piętrzą się stosy akt spraw do wykonania. a pomiędzy nimi przedzierają się do biurka strony chcące załatwić sprawę czy przejrzeć akta. to przecież urąga powadze instytucji państwowej. MS tymczasem na przyszły rok funduje kolejną kosztowną zabawkę - portal informacyjny sądów powszechnych, dzięki któremu "sekretariat będzie miał mniej pracy, bo ludzie nie będą dzwonić" (sic!), a w przyszłości będą mogli obejrzeć akta w formie elektronicznej. pytanie kto będzie skanował dokumenty nie sporządzone w sądzie. krasnoludki? a przeciętny klient sądu (bo nie jest nim profesjonalny pełnomocnik, przedsiębiorca czy młody, zdolny, wykształcony i obeznany z nowinkami technicznymi) i tak będzie dzwonił, przychodził, pytał i prosił o pomoc.

      Usuń
    2. Zgadzam się. Zamiast świadomie krzywdzić ludzi lepiej świadomie "olać" nadzór. Ale solidarnie, bo jak napisał jeden z wcześniejszych komentatorów wszystkim dyscyplinarek nie zrobią.

      Usuń
    3. Nie mógłbym się bardziej zgadzać:) Takie podejście powinien reprezentować sędzia.

      Niestety poglądy nawiązując do tytułu wpisu ja mam powoli dość czytania takich tekstów i dołączam do grona osób sugerujących Autorowi zmianę zawodu. Naprawdę jestem za tym aby sędziowie zarabiali jak najwięcej i mieli jak najlepsze warunku pracy. W swojej działalności staram się wpajać ludziom szacunek do sądów. Od lat tłumaczę różnym osobom, że sądy nie są skorumpowane, że nie przegrali sprawy bo druga strona miała znajomości w sądzie itd. Niestety teksty na tym blogu, które pewnie w założeniu poprawiać wizerunek sędziów, wywołują, przynajmniej u mnie, dokładnie odwrotny efekt. Dowiaduje się tutaj, że dla Autora ważniejszy jest święty spokój i "niekopanie się z koniem" niż rzetelne sądzenie. Naprawdę jest dla mnie przerażające, że moja sprawa może trafić do kogoś, kto nie zapoznał się rzetelnie z aktami, nie poświęcił należytego czasu na analizę prawną, jest chory itp., a wyrok osądzi ją tak, żeby nadzór się nie czepiał, a nie żeby zadośćuczynić prawu i swojemu przekonaniu o tym jakie powinno być sprawiedliwe rozstrzygnięcie.

      Niezawisłość nie powinna być tylko gwarancją konstytucyjną, że przedstawiciel innej gałęzi władzy nie poleci sądowi wydać określonego wyroku, ale i cechą osobowości osoby piastującej urząd sędziego. Jeżeli ktoś takiej cechy charakteru nie ma i przyznaje, że przedkłada swój święty spokój i zadowolenie nadzorców, to nie powinien być sędzią, ale zwykłym etatowym pracownikiem. Problem polega na tym, że z jednej strony sędziowie narzekają, że traktuje się ich jak zwykłych urzędników, a z drugiej strony sami doskonale wpisują się w tą rolę. Największym problemem sędziów są niestety sami sędziowie.

      Podejście Autora do pracy sędziego przekonuje mnie, że powinien zmienić się sposób powoływania na ten urząd. Myślę, że gdyby sędziami zostawały osoby o dużym doświadczeniu (min. 10 lat) i wypracowanej dobrej reputacji w innym zawodzie prawniczym, to ich poczucie niezawisłości zupełnie inne niż w przypadku osób, które od początku swojego zawodowego życia pracują w sądownictwie.

      Usuń
    4. Przez wiele lat poświęcałem swoje prywatne życie, wolny czas, zdrowie na to, by pomimo przytłaczającej ilości spraw nie uchybić jakości i orzekać tak jak się powinno. Wiele razy orzekałem pod prąd chociaż wiedziałem, że przysparzam sobie tym pracy. Ale pytam - jak długo jeszcze mam tak robić? Bo mnie już znudziła się zabawa w Doktora Judyma tudzież innego sądowego Winkelrieda. Wypaliłem się. Nie mam już siły walczyć przeciwko wszystkim. Zacząłem wołać, by dano mi szansę prawidłowo pełnić służbę. By przestano żądać, żebym robił byle jak byle dużo, by obudzili się ci, co najbardziej na tym tracą.

      A co usłyszałem? Że to jak zwykle moja wina, bo nie chcę już cierpieć w milczeniu za miliony, które mnie opluwają. I że jakby sędziami zostawali adwokaci którym nie wiedzie się na wolnym rynku (bo inni raczej na takich warunkach do sądu nie pójdą) to byłoby lepiej.

      No dobra. Wyżaliłem się. Wracam do pisania pierwszego z dziewięciu uzasadnień, które wpłynęły w tym tygodniu.

      Usuń
    5. myślę, znając inne publikacje Autora, że nie ma powodów do niepokoju co do jego poziomu orzecznictwa i nie ma co sugerować mu zmiany zawodu. narzeka, ale będzie dalej pracował jak dotąd, aż w końcu zejdzie przy pracy i na jego miejsce przyjdzie ktoś mniej refleksyjny. należy się Autorowi szacunek, że publicznie ma odwagę zwrócić uwagę na konsekwencje do jakich może doprowadzić dalsze nienormalne przeciążenie sędziów pracą. bo sędzia jest tylko człowiekiem, a nie świętym i robotem zarazem. gdy ludzie mówią jaki powinien być sędzia - proponuję im, wskażcie mi kogoś ze swoich znajomych, kolegów ze szkoły, rodziny, sąsiadów, nawet nie-prawnika oczywiście, kto jest kryształowego charakteru, nigdy nie rzucił papierka na ulicę, jest w stanie pracować po kilkanaście godzin dziennie, zrezygnować z rozrywek i kontaktów ze znajomymi, stale pisać i czytać. nie mają kandydata.
      zastanawiam się, coby takiego genialnego zrobili ci podeszli wiekiem i doświadczeni adwokaci, gdyby nagle objęli urząd sędziego? obrabialiby z godnością i w szczegółach pięć spraw na tydzień, a resztę zamknęli w szafach? a jakby to się w końcu wysypało, to co? wróciliby do adwokatury czy ze względu na dolegliwości somatyczne związane z wiekiem czy stan psychiczny przechodziliby w stan spoczynku? podjęliby wspólny protest? to dlaczego teraz palestra nie reaguje i nie wspomoże jakąś uchwałą sędziów i pracowników, przecież widzą jakie są realia pracy obciążonych sądów.

      Usuń
    6. Uczciwość wymaga, aby w sytuacji kiedy nie ma Pan już siły być doktorem Judymem przestać nim być, a nie udawać, że jest się nim dalej, a w rzeczywistości robić co innego. Jestem młodym adwokatem, własną działalność rozpocząłem niedawno, startując od zera i proszę mi uwierzyć, że początki nie są łatwe. Nie czuje się jednak upoważniony aby z tego powodu zaniżać standardy zawodowe, do których dochowania jestem zobowiązany i np. przyjmować sprawy, które są niemożliwe do wygrania, albo przyoszczędzić na dostępie do systemu informacji prawnej i pisać wszystko "z głowy". Również na aplikacji nie przyszłoby mi do głowy żeby np. dla świętego spokoju zrezygnować ze zgłoszenia zarzutu z art. 162 k.p.c., bo sędzia usilnie stara mi się to, mówiąc delikatnie, wyperswadować. Świadomie wybrałem swój zawód więc muszę sprostać jego wyzwaniom i próbować zmieniać to co mi się nie podoba. W wypadku gdy ktoś nie jest w stanie sprostać standardom wymaganym od przedstawicieli danej profesji, to powinien ją zmienić. Albo robimy coś dobrze albo wcale.

      Przykro mi, że Pana zdaniem jedyną motywacją dla zostania sędzią miałyby być dla adwokata warunki finansowe. Ponadto sugerując, że adwokat, który radzi sobie na rynku zarabia znacznie więcej niż sędzia daje Pan wyraz nieznajomości realiów. Wydaje mi się, że prezentuje Pan myślenie typowe niestety dla wielu przedstawicieli sfery budżetowej - co zawód, to misja i cierpienie za miliony, vide ostatnia reakcja nauczycieli na upublicznienie informacji o tym, że należy zapewnić dzieciom opiekę w okresie ferii. Coś Państwa jednak trzyma w tym cierpieniu i niedoli i nie pozwala odejść. Sam Pan już stwierdził, że nie jest to poczucie misji wymierzania sprawiedliwości, bo teraz jest Pan skłonny sobie odpuścić rzetelne podejście dla spokoju ze strony nadzoru. Czyżby więc tym co Państwa trzyma przy pracy w tych okropnych warunkach był jednak fakt, że nie są one jednak takie najgorsze i na wolnym rynku można by podobnych nie osiągnąć?

      Proszę mnie źle nie zrozumieć, nie mam intencji wpisywać się w medialną nagonkę na sądy, czy wytykać sędziom wysokość zarobków, czy tzw."przywileje". Dla mnie sędzia nie jest zwykłym etatowym pracownikiem, tylko przedstawicielem władzy równorzędnym np. prezydentowi - wykształcenie prawnicze zdobyłem pod rządami aktualnej konstytucji i jestem za młody, aby być skażonym myśleniem z poprzedniego systemu. Chciałbym jednak, aby sami sędziowie tak myśleli, a nie zachowywali się jak pracownik najniższego szczebla, dla którego jest ważna tylko wypłata i święty spokój. Szanuję pracę sędziego i nie trzeba mnie przekonywać o jej trudach, nie miałem też zamiaru Panu w niczym uchybić. Jeżeli jednak nie jest Pan w stanie dalej tych trudów znosić i wykonywać swojej pracy rzetelnie to uczciwie byłoby ją zmienić, aby nie szkodzić wymiarowi sprawiedliwości i wszystkim osobom, których dotykają Pana orzeczenia.

      Usuń
    7. /Wracam do pisania pierwszego z dziewięciu uzasadnień, które wpłynęły w tym tygodniu./

      Naprawdę usilnie postuluję, aby uzasadnienia dla powodów masowych były na pół strony. Szkoda więcej, a i tak nie będą apelować.

      Usuń
    8. Uzasadnienia dla powodów masowych piszę przez 20 minut, bo mam na nie masę wzorków. Inna rzecz, że gdybym nie oddalał ich pobożnych życzeń wyrokami zaocznymi to pewnie nie musiałbym pisać uzasadnień.

      Usuń
    9. @Maciej Sawiński
      sędzia, w odróżnieniu od adwokata, nie ma żadnego wpływu na ilość pracy do wykonania.
      i tak jak wcześniej - myślę, że wpis Autora jest tylko wyrazem desperacji, krzykiem rozpaczy, ostrzeżeniem, a nie realną groźbą, że z premedytacją zaniży standardy. jak widać, nadal wyrokami zaocznymi oddala wątpliwe powództwa, robiąc sobie przez to więcej pracy. i czy Pan naprawdę myśli, że w skali ogólnej odejście Autora z zawodu cokolwiek by zmieniło? że na jego miejsce przyszedłby ktoś, kto będzie w stanie w dłuższym okresie rzetelnie ogarnąć te tysiące (tak, to są już tysiące na jednego sędziego) spraw rocznie, których będzie zresztą coraz więcej? wobec dramatycznie rosnącego wpływu spraw cywilnych to już jest ostatni moment dla polityków by podjąć jakieś działania zaradcze, bo jeśli nie, to rychła katastrofa jest nieuchronna.

      Usuń
    10. @ Maciej Sawiński.
      Sęk w tym, Panie Kolego, że sugerowanie Panu Sędziemu konieczności zmiany zawodu odbije się w gruncie rzeczy na nas - adwokatach, a także Koleżankach i Kolegach radcach, prokuratorach, czyli na szeroko rozumianych podmiotach uczestniczących w wymiarze sprawiedliwości. Owszem, zdarzają się sędziowie, którzy "załatwiają statystykę", jednak olbrzymia większość sędziów - mimo natłoku obowiązków, w tym czasami wręcz sekretarskich (*1) - wykonuje swoją funkcję najlepiej jak potrafi. I chociaż zdarzają się im błędy (ba! nam, pełnomocnikom zdarzają się chyba jeszcze częściej...) to nie sposób jest im zarzucić złej woli. Dlatego własnie naszym (tj. adwokatów, radców, prokuratorów) obowiązkiem jest solidaryzować się z sędziami i wspierać ich dążenia do zwiększenia ilości etatów, uproszczenia procedury czy poprawy pracy sekretariatów. W innym wypadku będziemy się w dalszym ciągu wściekać, że "banalny" pozew czeka na wydanie nakazu przez kilka miesięcy.
      Nie ukrywam, że jestem w pewien sposób "spaczony pro-sędziowsko" - zarówno z przyczyn rodzinnych, (moja matka jest sędzią), jak i towarzyskich (mam wśród sędziów wielu przyjaciół). Nie zmienia to jednak faktu, że - podobnie do Pana, jak i samego Autora bloga - dostrzegam dużą ilość poważnych problemów, które trapią sądy, ale jasne jest dla mnie jedno: nasz zawód nie może istnieć bez sprawnie działających sądów, więc zamiast krytykować sądy i sędziów czy też sugerować sędziom zmianę zawodu, zmuśmy NRA do współdziałania z Krajową Radą Sądownictwa w celu wpłynięcia na Ministra Sprawiedliwości. Tylko tyle i aż tyle. Ale bez takiej inicjatywy zmian się nie doczekamy.
      *1. Nie jestem pewny, czy Autor bloga pisał kiedyś o problemie obciążenia sędziów, głównie tzw. funkcyjnych (prezes, przewodniczący wydziału), pracą typowo sekretarską czy też poprawianiem błędów sekretariatu. Problem ten w każdym razie istnieje i w gruncie rzeczy jest bardzo poważny. Dla przykładu: w najwolniej (bo najmniej obsadzonym) działającym wrocławskim wydziale cywilnym sędzia wydał zarządzenie w sprawie już drugiego dnia po wpływie wniosku. Sekretariat wysłał zarządzenie po 4 miesiącach (sic!), tłumacząc się "brakami kadrowymi".

      Usuń
    11. re: @Maciej Sawiński
      "Jeżeli jednak nie jest Pan w stanie dalej tych trudów znosić i wykonywać swojej pracy rzetelnie to uczciwie byłoby ją zmienić, aby nie szkodzić wymiarowi sprawiedliwości i wszystkim osobom, których dotykają Pana orzeczenia."

      To kto będzie sądził;) a na poważnie - praktycznie każdy sędzia ze średnim stażem rzędu 10 lat ma tego serdecznie dość. Ba - 10 lat:) Do mojego wydziału niedawno przyszła nowa SSR, po 6 latach asystentury. Referat 600. Po 2 m-cach "spuchła". Prawda jest taka, że to, że ten system jeszcze jakość funkcjonuje wynika jedynie z wysokiego etosu pracy sędziów i pracowników sekretariatów (przynajmniej tam, gdzie selekcja negatywna do sekr. nie osiągnęła niepokojących rozmiarów:). Staramy się pracować rzetelnie, a pomyłki czy długie terminy wynikają z wad systemu. Nota bene systemu, który mógłby działać sprawnie - i to bez zwiększania kosztów. Ale po co - populizm i posłowie wiedzą lepiej:) może rzeczywiście czas wbić sobie do głowy, że to tylko praca, a nie "misja" itd. Zdrowia, które w tym (...) straciłem, nikt mi nie odda. Przepraszam - kilka dioptrii z moich - 7 może dało by się uszczknąć:) Szanuję pracę adwokatów i radców, nigdy nie zdarzyło mi się niewłaściwie do nich zwrócić, a pełnomocnicy też mają problem z wypaleniem zawodowym. Z poziomem na sali też jest różnie. Samo życie. Co do niezawisłości - nie mylmy niezawisłości z wypaleniem zawodowym i przemęczeniem. To dwie zupełnie odmienne bajki. Przez cały okres mojej pracy (14 lat) nie zdarzyło mi się, aby ktokolwiek wpływał na moje orzeczenia. Orzekałem - i orzekam - zgodnie z moim sumieniem. Ale proszę wybaczyć - nie mam najmniejszej ochoty zejść na posterunku jak jedna z moich koleżanek w ubiegłym roku (SSR, wylew 40 lat), czy inna 2 lata temu - (SSR, zawał 37 lat), w zamian za wieniec za parę zł i mowę pani prezes. A Państwa Mecenasów serdecznie zapraszam - do rejonu. Chlebem i solą:) chętnie podzielę się etosem i 700 sprawami z mojego referatu:)

      Usuń
  6. Ja uważam, że jedyną drogą na rozwiązanie problemu przeciążenia sądów pracą jest zatrudnienie chociażby po 2 dodatkowych sędziów na wydział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślę że czas sędziów jako decydujących o wszystkim, tj. od wydania ksero protokołu do wysłania sprawy do apelacji już powinien przeminąć. Więcej uprawnień dla służby pomocniczej.

      Usuń
    2. ale tej służbie pomocniczej należy podnieść przede wszystkim wynagrodzenia bo zarabiamy jak w kraju trzeciego świata

      Usuń
  7. Niestety, o solidarności sędziów można tylko pomarzyć...Myślałam kiedyś, że może jakiś naukowiec psycholog lub socjolog (albo i to i to) zrobiłby badania sędziów, żeby pokazać na czym polega specyfika ludzi wchodzących do tego zawodu. Z jednej strony ludzie z prawdziwym powołaniem, którzy chcą sądzić dobrze, szanujący obywateli przychodzących do sądu (słowo klient jakoś mi się w tym kontekście nie podoba), a z drugiej banda karierowiczów, którzy boją się sądzić samodzielnie, nie odstąpią od stanowiska sądu wyższej instancji w żadnej sytuacji, nigdy nie protestują przeciwko nadzorowi, podlizują się każdemu, kto cokolwiek może...No i ci ostatni z reguły nie szanują ani sekretariatu, ani asystentów.
    Praca sędziego byłaby w 200% lepsza gdyby nie nasi koledzy i koleżanki sędziowie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Podzielam niestety nastrój i prognozy Autora. Czarę goryczy w wielu przypadkach przelewa pojawiający się argument ze strony sędziów funkcyjnych, różnej maści przewodniczących i prezesów. "Jak się Panu/Pani nie podoba to zawsze można złożyć urząd sędziego i odejść".
    Dla mnie to jak plucie w twarz. Moja matka usłyszała coś takiego w latach 80-tych od jednego smutnego pana. "Jak ci się ustrój nie podoba, to wystarczy złożyć podanie o paszport". Sam nie wiem jak reagować na takie teksty a wiem, że pojawiają się one coraz częściej i są rzucane w twarz sędziom, którzy zwracają uwagę na to, że został przekroczony jakiś punkt krytyczny.
    pozdrawiam ~dsf

    OdpowiedzUsuń
  9. Szanowny Autorze,

    Proponuję, aby te 9 uzasadnień napisać konkretniej, niż to się na co dzień spotyka.
    Pozwem z dnia ... X zażądał kwoty Y.
    Pozwany wniósł o oddalenie powództwa w całości.

    Sąd zważył, że podstawa roszczenia powoda wynika z umowy Z z dnia, tj. ze stosunku najmu.
    I 3 zdania rozważań prawnych...

    Nie rozumiem, po co sędziowie rozpisują się o pierdołach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po przeczytaniu kilkudziesięciu apelacji napisanych przez panów mecenasów odpowiedź sama się nasunie.

      Usuń
  10. Stan "nie chce mi się pisać" jest znany* i nie ma się nim co przejmować, lepiej zaczekać na ciekawszy temat do opisania:)

    Natomiast czytając tę notkę mam przed oczami pewnego sędziego z mojego miasta. Przegrałem u niego w tym roku dwie sprawy, obie po piętnastominutowych rozprawach.
    W jednej podważył mocno moje zaufanie do własnego rozumienia podstaw prawa cywilnego, druga instancja już mi je przywróciła.
    W drugiej prezentując motywy wyroku nie zająknął się nawet o zarzucie stanowiącym clou stanowiska mojej strony.
    W uzasadnieniach obu wyroków (szybciutko napisanych, prawda) powtórzył się pewien motyw, sugerujący sztampowe podejście do spraw (diametralnie różnych w swoim przedmiocie).
    I teraz myślę sobie: czy po prostu pracował "na akord"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS Opisany stan jest mi znany jako blogerowi ;)

      Usuń
    2. "W jednej podważył mocno moje zaufanie do własnego rozumienia podstaw prawa cywilnego, druga instancja już mi je przywróciła."

      I tak masz dobrze. Ja tak miałem (z tym samym sędzią) w 3 kolejnych sprawach. Po 3 zmianie/uchyłce zaczął słuchać, co tam mamroczę pod nosem ;).

      Usuń
  11. Autor nie może przestać pisać !!! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Falki czytam Cię z przyjemnością i dużym pożytkiem (własnym), jako że Cię lubię, to muszę Cię ostrzec: Twoja szczerość na tym blogu Cię zgubi. Ten zawód, który wykonujesz, nie jest zawodem dla prawdomównych ludzi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale nie trzeba od razu kłamać, można godnie milczeć...
      oportunizm, tchórzostwo, hipokryzja najbardziej w cenie.

      Usuń
    2. Obawiam się że milczą prawie wszyscy i tak trwają.

      Usuń
  13. Tylko mediacja, a w sprawach gospodarczych arbitraż, mogą odciązyć sądy. Do tego jednak trzeba edukacji społeczeństwa. Mam nadzieję, że kiedyś dożyję czasów kiedy ludzie będą nastawieni na współpracę, a nie walkę.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ustawodawca wymyślił, że wszystko będą rozpatrywać sądy. Okay, niech tak będzie. Szkoda tylko, że zapominiał o tym, jakie jest to kosztowne.

    OdpowiedzUsuń
  15. Chyba jednym z podstawowych marzeń sędziego, także funkcyjnego, jest aby władza ustawodawcza i wykonawcza zmądrzały. Najbardziej przerażającą przyszłością jest to, że pewnie większość z nas tego nie doczeka. Od lat pracuję ze świetnymi sędziami i, pomimo funkcji administracyjnej mam odwagę powiedzieć, co myślę na prawdę o niektórych pismach nadzorczych i tysiącach rubryk statystyk sądowych.....

    OdpowiedzUsuń
  16. Życzę wytrwałości. Mam wrażenie, że idealiści są w Polsce skazani na wymarcie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Panie Sędzio mam wielką nadzieję, że nie jest to pożegnanie z pisaniem na blogu. Z niecierpliwością czekam na Pana wpisy i mam nadzieję, że to nie koniec.
    Wytrwałości życzę.

    OdpowiedzUsuń
  18. Co do zasady podzielam wrażenia pana sędziego. Ale też myślę, że jest coraz mniej zrozumienia. Dziś, reprezentując jednostkę samorządową, wnoszę o dopuszczenie dowodu z opinii biegłego. Sąd dopuszcza dowód, ale zobowiązuje mnie do opłacenia zaliczki na poczet biegłego w terminie 14 dni. Argumentuję, że jest już wyczerpany limit na ten rok i że proszę o wydłużenie terminu do 30 dni (da się to opłacić z przyszłorocznego budżetu). Sąd jest głuchy. No więc sąd będzie musiał rozpoznać wniosek o zwolnienie od kosztów (niepodpisany przez pełnomocnika, tylko przez burmistrzów, więc z ewentualnym wezwaniem do uzupełnienia). Warto?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę się wtrącić. Proszę nie mieszać zrozumienia z wymogiem ustawowym. Termin na uiszczenie zaliczki jest terminem ustawowym i sędzia - który też jest tym terminem związany - nic z tym robić nie może. Natomiast zaprezentowane działania pełnomocnika są przykładem cwaniactwa, które nie jest wynikiem działania sądu. Proszę zatem nie usprawiedliwiać niewłaściwego zachowania pełnomocnika rzekomym niewłaściwym zachowaniem sądu.

      Usuń
    2. Termin do uiszczenia zaliczki jest terminem ustawowym? A to ciekawa koncepcja...
      P.S. Zaprezentowane działania pełnomocnika są tylko i wyłącznie wykorzystaniem przepisów k.p.c.

      Usuń
  19. Ogromny szacunek dla Pana Sędziego za tak doskonałe przepracowanie tematu i podziękowanie za sygnał, że są Ludzie w tym (szeroko pojętym) środowisku którym zależy nie tylko na własnej ...
    Łatwo powiedzieć, ale podsumowując chyba nie wolno własnego zdrowia, życia poświęcać dla innych, szczególnie tych dla których jest się "mięsem armatnim".
    (a chodzi mi o to co ostatnio Zanussi powiedział na temat tego, że jego pokolenie walczyło o wolność, którą dziś nasze pokolenie sprzedaje za grosze, bo ile jeszcze czasu swego życia trzeba by poświęcić na karmienie systemu żeby się nażarł. A ten funkcjonuje w najlepsze bo dostatecznie dużej ilości ludzi jest to na rękę a przejawia się to w tezie: ile to się trzeba narobić żeby nic nie robić).

    OdpowiedzUsuń
  20. Falky użył porównania do szpitala polowego, a w jednym z wpisów wyżej została za to skrytykowany. Z uzasadnienia krytyki wynika niezrozumienie dla kontekstu, którym posłużył się Falk. Chodziło mu jednak o to, że jednak stara się "ratować" w tych warunkach, jakie są.

    Tymczasem znam przekaz "ze spotkań nadzorczych, gdzie młodych sędziów objeżdżano (że napiszę prawdomównie..., czyli konkretnie z opcją wyszydzania orzeczeń, które nie spodobały się i tu ocena zasadności merytorycznej uwag do oceny) i podganiano do pracy hasłem "gdzie drwa rąbią i tam wióry lecą".
    Nie wiem, czy tym razem krytyk zauważy różnicę w wypowiedzi Falka i powyżej zacytowanej.
    ps. na marginesie - art. 162 kpc został źle recypowany do aktualnej praktyki, nie taka jest jego rola, jak niektórzy mi wyznaczyli, ale to już temat na konkretny tekst merytoryczny.

    pozdrawiam Falk
    W.

    OdpowiedzUsuń
  21. Pani profesor Ewa Łętowska w 1993r. sformułowała piękny dekalog dobrego sędziego- przywołam tylko 3 z 10 przykazań:
    Szóste- nie daj się wyciągnąć z sądu!
    Siódme- nie bądź niańką egzekutywy!
    Ósme- wytrzymaj, aż państwo zmądrzeje!
    Nic dodać, nic ująć, choć 21 lat minęło......

    OdpowiedzUsuń
  22. ...i dzisiaj pani Prof. chyba nie uważa już żadnego SSR za dobrego sędziego, jak zdaje się wynikać z jej wywiadów i felietonów :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Więc Państwo nie zmądrzało...

    OdpowiedzUsuń
  24. Po raz kolejny zaapeluję by czytać mając na widoku kontekst wypowiedzi, a nie tylko "pod szufladkowanie" własne lub cudze.
    Profesor Łętowska, nie kadzi, nie przyłącza się do chóru oburzonych, lecz zgodnie z wyznawanymi zasadami i standardami, stawia poprzeczkę, do której powinny dążyć sądy i sędziowie.
    ps. ciekawy był jej komentarz do koleżeństwa na spotkaniu z okazji publikacji Raportu Court Watch po ogłoszeniu Strategii dla Sądownictwa. Odwołała się do cytatu z Wańkowicza, krytykując kołtuństwo.

    A że oponenta nie przekonam, to spróbuję jeszcze tak:
    proszę spojrzeć na FB Stowarzyszenia Sędziów Iustitia do adnotacji o sympatykach. Uważani wiedzą, o czym piszę.

    ps. termin na uiszczenie zaliczki nie jest terminem ustawowym (art. 130 ust. 2 kpc nie ma tu zastosowania, to wydatek, a nie opłata) i wobec tego od sądu zależy jego określanie, przedłużanie. Tu uzasadnienie przedłużenia było sensowne, ale może nie znamy innych niuansów tej sprawy i dlatego nie doszło do określenia dłuższego terminu.
    W.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaliczka na biegłego - art 130 (4) - termin ustawowy - proszę nie wprowadzać w błąd, tylko zajrzeć do kodeksu.

      Usuń
    2. Proponuję dokładnie zacytować.
      Termin oznacza sąd, wzywa przewodniczący.
      Wobec przejawu wątpliwości proszę zajrzeć do komentarzy (ja preferują naszą klasykę komentarzy, nie obecne wariacje na temat).
      Oczywiście sama regulacja musi być w ustawie, bo procedurę co do zasady reguluje ustawa nazywana kodeksem dla podkreślenia rangi tej ustawy jako bazy postępowania przed sądem. Tak piszę z rozszerzeniem, bo przez moment aż sprawdziłam, czy doszło do nowelizacji podstaw kpc (obecnie bowiem wszystko jest możliwe).

      Usuń
    3. Proponuję przeczytać 130 (4) par. 2.
      Inna sprawą jakie byłyby konsekwencje wyznaczenia dłuższego terminu - nieważności by nie było, ale w razie skargi na przewlekłość (wniesionej nawet przez samego wnioskujacego o dłuższy termin) okres ponad dwa tygodnie mógłby zostać uznany za czas doliczany do przewlekłości.

      Usuń
    4. Proszę sobie nie kpić w żywe oczy. Przecież tam jest czarno na białym, choć trochę pożonglowano umiejscowieniem przepisów, to jest to ta sama zasada, którą stosuję orzekając od prawie 20 lat.
      Naprawdę nie rozumiem tego brnięcia wbrew doktrynie, orzecznictwo i praktyce.
      ps. proponuję doczytać literaturę do części kpc do terminów i wniosku o przywrócenie terminu, gdyż tam na ogół jest to wyłożone, kiedy jest termin ustawowy, kiedy sądowy i z jakimi skutkami.
      A mówienie przy takim zwykłym terminie o jakieś nieważności, to już w ogóle wypaczanie procesu. A nawiązywanie od razu w tym miejscu do przewlekłości, to jakaś kpina. Proces to nie instrukcja.

      Usuń
    5. Tam jest właśnie czarno na białym napisane, o czym napisałam wcześniej, Nie rozumiem tego oporu wbrew doktrynie, orzecznictwu i praktyce, w której biorę czynny udział od prawie 20 lat. Owszem trochę przeżonglowano umiejscowienie tego przepisu, ale zasada jest ta sama. Proponuję przeczytać omówienie instytucji terminu w kpc, gdyż tam wykłada się to zwykle szerzej - kiedy mamy termin ustawowy, kiedy sądowy. A pisanie o nieważności to już bluźnierstwo procesowe. A odniesienie do skargi na przewlekłość ? Proces to nie instrukcja.

      Usuń
    6. a czy ja pisze jaki to termin? nie. czy piszę o zagrożeniu niewaznoscia? nie. staram się rozważyć, co mogło powodować kolega, że nie wyznaczył dłuższego terminu, poza domniemaną złośliwością. bo podstawa - to starać się zrozumieć. może właśnie bał się stwierdzenia przewlekłości, a to potężny straszak, i potężne konsekwencje w razie jej stwierdzenia.
      A kpiny i bluźnierstwa - to nie w komentarzach na tym blogu. ależ emocje. nie warto.

      Usuń
    7. Powinnam się odwołać do argumentu, jaki poniżej użył Falk.
      Jednak jest zapis całej tej wymiany i subiektywne oceny go nie zmienią.
      Warto jednak prowadzić rozmowę adekwatnie do jej toku (która zaczęła się od utrzymywania, że termin jest ustawowy i to rzutuje na ocenę jego zastosowania i skutków). ps. tzn. uznałam po wpisach, że rozmowę prowadzi wciąż ta sama osoba, a że nie ma konta na necie, by go tu użyć, także pozostawiam tylko rozpoznawalność poprzez styl odpowiedzi.
      ps. i też na początku zrobiłam domniemanie, że być może przebieg sprawy uzasadniał decyzję sądu, zatem powyższe wzburzenie jest jednak dla mnie niezrozumiałe.

      Usuń
  25. Ja już straciłem nadzieje i nie gryzie mnie sumienie. Sądzę od 30 lat. Liczy się tylko załatwienie sprawy, a czy dobrze czy źle co to za różnica. Wszyscy moi koledzy, bez wyjątku, robią dokładnie tak samo. Już nie dziwi mnie że kradzież samochodu jest kwalifikowana jako włamanie, albo że rodzice małoletnich dzieci po wypiciu dwóch piw są karani za 160kk,albo fakt z ostatniej chwili: chuligański charakter czynu przypisano USIŁOWANIU popełnienia przestępstwa. Po co się narażać, po co pisać uzasadnienia. Prościej wydać orzeczenie zgodne z oczekiwaniami polityków czy prasy.

    OdpowiedzUsuń
  26. Niech Pan nie znika Panie Sędzio.Jest pan jednym z nielicznych sędziów, którzy jak widzę patrzy nie tylko na statystyki, ale i na podsądnych. Ale tutaj trzeba mieć charyzmę.Nie każdy ma tyle odwagi co Pan. Z całą sumiennością rzeknę, więcej takich Sędziów jak Pan! Pozdrawiam.A.

    OdpowiedzUsuń
  27. Szanowny Panie Sędzio! Jako skromna studentka ostatniego roku prawa, również pracownik administracji sądowej, przyłączam się z całą mocą do grupy komentatorów wyrażających prośbę o nie poddawanie się zwątpieniu i - przede wszystkim - nie porzucanie wpisów na tym, niezwykle trafnie i błyskotliwie odzwierciedlającym rzeczywistość sądów, blogu. Pana cenne uwagi wyrażają wszelkie bolączki tego upadającego systemu, stanowiąc również - mimo depresyjnego tonu ostatniego wpisu - cenne wskazówki merytoryczne dla potencjalnych, młodych adeptów zawodu (a proszę mi wierzyć, że wśród nas studentów zdarzają się częste przypadki marzących nieśmiało o "koronie zawodów prawniczych"). Z racji pracy w różnych wydziałach miałam zaszczyt i prawdziwą przyjemność poznać wielu sędziów, obserwować proces ich orzekania na sali rozpraw, a także - niestety - faktyczne zmęczenie psychiczne i fizyczne, spędzanie czasu na pisanie nikomu niepotrzebnych uzasadnień "po godzinach" (pomijam fakt warunków lokalowych, urągających godności zawodu), a z racji rozmów prywatnych - również możliwość obserwacji jak "skrzydła opadają", a misja i służba przekształca się w to niechlubne "pokrywanie wpływu" i "zaliczanie numerków". Od sędziego wymaga się rzetelnego rozpoznawania sprawy w rozsądnym (czytaj: superszybkim) czasie, zachowywania najwyższych standardów etycznych, wysokiego poziomu wiedzy merytorycznej, zachowywania spokoju i nienagannej kultury osobistej w stosunku do - często z góry uprzedzonych i przekonanych o "łapówkarstwie" sędziów - stron... słowem wymaga się, aby człowiek stał się świętym, Alfą i Omegą, Panem Bogiem w jednym..., ale chyba nawet archanioł straciłby w końcu cierpliwość, bo ile można... Wprowadzenie odpłatności za sporządzanie uzasadnień, odciążenie sędziów od kompletnie bzdurnych - z punktu widzenia ich pracy orzeczniczej - obowiązków urzędniczych, wsparcie kadrowe sekretariatów, obowiązkowy (jak jeden z komentatorów napisał) arbitraż, a ponadto powszechna i obowiązkowa edukacja prawna naszego przywiązanego do pieniactwa społeczeństwa, a wreszcie - istotne!!! - pozytywne i prawdziwe kształtowanie wizerunku sądownictwa w mediach, bo ostatni lekarz w tym "szpitalu polowym" się wykrwawi... W ramach "pomocy" proponuję przymusowe półroczne praktyki w sądach rejonowych dla naszych kreatywnych posłów, żeby mogli sobie dorobić do swoich "skromnych" pensji i mogli być "bliżej społeczeństwa", co często postulują...
    Pozdrawiam serdecznie i życzę Panu Sędziemu jak najwięcej wsparcia i skutecznej walki z "systemem"!
    Studentka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jestem ZAAAA! gdy chodzi o zgłoszone wyżej postulaty, szczególnie tyczące się ojców ojczyzny i kandydatów do takiego ojcostwa ! Uzupełniam je propozycjami, aby tacy praktykanci odbywali te praktyki tylko w sądach mających najwyższy wpływ na głowę sędziego i aby w dni niesesyjne musieli własnymi rękami po 1 szt. podawać akta z szafy / podłogi do dekretacji( to dobrze robi na rozwój mięśni rożnych i daje pojęcie, że praca sędziego nie jest tylko umysłowa...); poza tym praktykant nie wychodzi do domu przed sędzią, do którego jest przydzielony jako "niema pomoc biurowa" ...

      Usuń
  28. Szanowny Panie Sędzio,

    regularnie czytujemy Sub Iudice, cenimy sobie Pańskie cięte pióro i bloga jako źródło informacji o tym, jak rzeczywistość sądów postrzegają sędziowie. Z ostatnim wpisem chcielibyśmy jednak polemizować w dwóch kwestiach:

    - Niepotrzebna jest pełna ironii i lekceważenia krytyka organizacji pozarządowych in toto; tak jak są różni sędziowie, tak są różne organizacje: bardziej i mniej rzetelne w tym, co robią; czasem też popełniają błędy (kto ich nie popełnia?), ale czy płynie z tego wniosek, że zaangażowanie obywateli w istotne sprawy publiczne jest bez sensu? Uważamy, że zdecydowanie tak nie jest.

    - Niepotrzebne jest wyśmiewanie "ekspertów" z NGO (ekspertami zresztą często mimo woli mianują ich media - co jest paradoksem, bo obywatelom zależy właśnie nie na podejściu eksperckim, a oddającym punkt widzenia przeciętnego Kowalskiego). Czy grupa obywateli, która interesuje się danym obszarem życia publicznego (np. funkcjonowaniem sądów), a nawet próbuje go regularnie badać, nie ma do tego prawa? Eksperci są z reguły insiderami, ci zaś mają tendencję do koncentracji na problemach technicznych; nierzadko tkwią w konflikcie interesów. Zwykli obywatele mają prawo do swoich subiektywnych odczuć; ponieważ odczucia te przekładają się potem na ich działanie, warto je badać i brać pod uwagę. Często da się w ten sposób znacząco usprawnić działanie instytucji.

    Do tej pory, w Fundacji Court Watch Polska przeszkoliliśmy i zachęciliśmy do wizyty w sądzie ponad 1500 zwykłych obywateli; wiemy, że zdecydowana większość z nich - mimo początkowych obaw - w następstwie wizyt w sądzie nabrała zaufania do sądu oraz szacunku dla pracy sędziów. Wiemy, że nasza praca to tylko drobny wycinek bardzo złożonej układanki, jaką jest wymiar sprawiedliwości. Ale to nie powód, by osoby, które próbują osobiście poznać jak sąd rzeczywiście działa, wyśmiewać. Czy obywatele rzeczywiście powinni pozostać bierni i zostawić sędziów samych z tym bałaganem, który Pan tak trafnie opisuje na swoim blogu?

    Z poważaniem,

    Bartosz Pilitowski
    Stanisław Burdziej
    Kamila Popiela

    zarząd Fundacji Court Watch Polska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę sprawdzić w google hasło "sofizmat rozszerzenia" i więcej tego nie robić.

      Mając na uwadze powyższe nie uważam za stosowne polemizować z tą wypowiedzią.

      Usuń
    2. Na wstępie muszę przyznać, że jestem zwolennikiem organizacji pozarządowych. Sam byłem kiedyś członkiem Komitetu Ochrony Praw Dziecka. Wiem, jakie to trudne zadanie rzetelnie wypełniać cele statutowe, zwłaszcza jeśli jest się wolontariuszem. Jednakże obawiam się jednego w działaniu Fundacji Court Watch Polska. Jeśli się mylę, to proszę mnie wyprowadzić z błędu. Mam wrażenie, że oceny działalności sędziów i sądów mają charakter mocno wybiórczy. Ocena pracy sędziów i działania sądów jest dokonywana niejako z zewnątrz. Ocena pracy sędziego skupia się na jego wizerunku w trakcie wokandy. Jest to naprawdę niewielki ułamek jego pracy. Dalej jednak pokutuje stereotyp, że sędzia pracuje wtedy, jeśli jest na wokandzie. Mimo to przedstawianie opinie stwarzają wrażenie, że dokonana została całościowa ocena pracy sędziów. Taki jest bowiem
      wydźwięk takich ocen. Bez względu na to, czy takie było zamierzenie, czy też nie. Może zamiast oceniać toalety w sądach, czy uśmiech sędziego na rozprawie dałoby się sprawdzić warunki pracy sędziów, pracowników sekretariatów w kontekście ilości spraw przypadających na danego sędziego i urzędnika sądowego. To rzeczywiste problemy. To są dane, których - mam wrażenie - nikt nie chce pozyskać. Takie też - mam takie wrażenie - jest m.in. przesłanie tego bloga.

      Usuń
    3. @Artur Mączyński: miałam dokładnie takie samo wrażenie na temat raportu Court Watch Polska. Brak jest danych na temat warunków pracy sędziów, obłożenia, itp.

      Usuń
    4. Rzeczona fundacja po prostu rozpaczliwie poszukiwała jakiegoś obiektywnie mierzalnego kryterium oceny pracy sędziów,bo bez tego ich raport byłby "niekompletny". A że przypadkowi "obserwatorzy" nie potrafią ocenić prawidłowości podejmowanych czynności procesowych to wymyślili sobie, że będą mierzyć sędziom czas, i dorobili do tego ideologię, że spóźniający się sędzia powoduje powstanie wrażenia złej organizacji pracy co u stron powstaje wątpliwość co do rzetelności rozpoznania sprawy.

      Ale będą to robić dalej, bo owo mierzenie czasu to jedyne co powoduje, że ich pomysł w ogóle istnieje w mediach, reszta nikogo nie obchodzi. Zwłaszcza że pozostała część raportu bynajmniej nie odnosi się do tego jak sądy są przyjazne dla obywatela, ale do tego jak są przyjazne dla obserwatora fundacji CWP. Bo z całym szacunkiem możliwość dowiedzenia się jakie rozprawy będą w przyszłym tygodniu to nie jest coś, co jest potrzebne przeciętnemu klientowi sądu

      Usuń
  29. Szczegółowe dane dotyczące obciążenia sędziów i referendarzy są pozyskane. Ale ponieważ są szokujące i niewygodne, leżą gdzieś w szufladach czy na serwerach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. żeby było jeszcze milej :(
      http://www.prawnik.pl/wiadomosci/sedziowie/artykuly/842397,okrojona-lista-lektur-dla-sedziow-w-2015-roku.html
      Bez komentarza (nomen omen ;)

      Usuń
  30. Dlaczego pozyskane dane leżą u was w szufladach? co w nich jest niewygodne i dla kogo? Na co czekacie? Czyżby prawdą było, że działacie tylko wtedy i w takim kierunku, jak wam wasi polityczni patroni każą????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję umiejętności czytania ze zrozumieniem. Dane ma MS, sędziowie w gabinetach nieraz nawet szuflad nie mają...

      Usuń
  31. Widzę, że zaczynają się teorie spiskowe, więc czuję się obowiązany coś wrzucić: http://www.coe.int/t/dghl/cooperation/cepej/evaluation/2014/Rapport_2014_en.pdf (uwaga, j. angielski).
    Jest to obszerny raport dot. sądownictwa w krajach należących do Rady Europy. Są tam dane nt. płac, obciążenia sędziów widzianych w różne strony (prokuratorów też) i wiele, wiele innego.

    Ale uwaga, pamiętajmy o pierwszej zasadzie statystyki. Sędzia z Warszawy-Mokotowa może mieć większe obłożenie niż sędzia z Augustowa :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Statystyka i statystyka. Pamiętam jak pewien ktoś w czasie wywiadu powiedział na czym ona polega: "W pokoju znajduje się pies i jego opiekun. Statystycznie mają po trzy nogi" :-) Coś na wzór tego jest w sądownictwie.

    OdpowiedzUsuń
  33. Mam nadzieję, że ten wpis nie jest pożegnaniem z blogiem. Może by tak w ramach odskoczni jakieś anegdoty z sali sądowej :-)?

    OdpowiedzUsuń
  34. Nie można wykluczyć że rzeczywiście autor bloga "ma powoli tego dość ...". Warto zauważyć że w lutym minie już 5 lat od pojawienia się pierwszego wpisu a z licznika odwiedzających blog wynika że było ich już niemal 500 000.
    Zachęcam zatem do dalszego publikowania tych felietonów właśnie z uwagi na ich popularność.

    OdpowiedzUsuń
  35. W 2016 roku Ministerstwo zapewne kupi do wszystkich sądów okulary holograficzne. Poprawi to w założeniu szybkość spraw o 1/3. Po wystartowaniu nowego kpk i wprowadzenia e protokołu, które też zwiększą szybkość o 1/3, razem szybkość zwiększy się o 3/3, zniesie się i wyniesie 0. 40.000.000 spraw będzie mogła wtedy bez problemu rozpatrzeć wystarczająca ilość sędziów - 7.000.

    OdpowiedzUsuń
  36. "Kiedy nasi klienci zaczną się wreszcie przeciw temu buntować?"

    Nigdy. Bo nasi "klienci" dzielą się na silnych i słabych. Silni - na bałaganie po prostu korzystają (anomia otwiera pole do narzucania swoich reguł), a słabi - wszystko co umieją to tym pierwszym w pas się kłaniać.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.