niedziela, 29 czerwca 2014

Ośla siekierka


Pewnego razu panie posłanki i panowie posłowie postanowili zmienić ustawę o zakwaterowaniu Sił Zbrojnych RP, by uczynić ją bardziej "humanitarną". Dokładnie chodziło im o to, żeby zrobić tak, żeby cywile zajmujący wojskowe lokale (kwatery) - głównie rodziny zmarłych wojskowych - nie byli wyrzucani przez wojsko na bruk, tylko mogli w razie czego liczyć na lokal socjalny od gminy. No i żeby o obowiązku opuszczenia lokalu decydował niezawisły sąd, a nie bezpośrednio zainteresowany odzyskaniem lokalu wojskowy urzędnik.

Osiągnąć zamierzony cel można było bardzo łatwo. Wystarczyło zapisać w ustawie, że Dyrektor oddziału Wojskowej Agencji Mieszkaniowej (czy kogo by tam upoważniono), może zażądać od cywila opuszczenia kwatery zajmowanej bez tytułu prawnego. Do tego trzeba było zaznaczyć, że o obowiązku opuszczenia lokalu orzekają sądy powszechne, stosując odpowiednio przepisy ustawy o ochronie praw lokatorów. W tym jednym przepisie byłoby wszystko co potrzeba - wykreowanie cywilnoprawnej podstawy żądania, zastrzeżenie drogi sądowej w sądzie powszechnym i wyraźne odesłanie do przepisów dotyczących orzekania o prawie do lokalu socjalnego, żeby nie było wątpliwości że należy je stosować. Bardzo proste. Niestety nie dla panów prawodawców, którzy postanowili to zrobić po swojemu. Jak? Ano popatrzmy.

Jeżeli chodzi o pierwszą część, to wyszło im całkiem dobrze. Przepis art. 29b Ustawy o zakwaterowaniu Sił Zbrojnych RP stanowi że: 

„Osoby inne niż żołnierz zawodowy, które zamieszkują kwatery albo inne lokale mieszkalne, są obowiązane do ich opróżnienia w terminie trzydziestu dni od dnia doręczenia wezwania właściwego dyrektora oddziału regionalnego.”

Mamy więc potrzebne nam źródło cywilnoprawnego obowiązku opuszczenia lokalu. Popatrzmy jednak dalej, jak ustawodawca poradził sobie z odesłaniem roszczeń z tego tytułu na drogę sądową (ustawa o zakwaterowaniu bazuje na drodze administracyjnej) oraz z przywołaniem przepisów o lokalach socjalnych. Szukamy... szukamy... szukamy... i im bardziej wpatrujemy się w tekst ustawy tym bardziej takiego przepisu w niej nie ma... Jest tylko art. 45 ust 3, w którym - poza listą osób, których nie można usunąć z lokalu w trybie administracyjnym - zapisano:

„[...]dyrektor oddziału regionalnego kieruje do sądu powszechnego pozew o opróżnienie lokalu mieszkalnego, orzeczenie o uprawnieniu do otrzymania lokalu socjalnego, o wezwanie do udziału w postępowaniu gminy oraz zasądzenie odszkodowania”

I tyle. To wszystko. Pouczenie dla dyrektora odnośnie tego że ma "skierować" do sądu pozew o opróżnienie lokalu, i co ma w nim napisać. Coś, co powinno znaleźć się nie w ustawie, a w jakimś zarządzeniu MON, określającym jak dyrektorzy oddziałów WAM mają wykonywać swe obowiązki. Nawiasem mówiąc trudno nawet zgadnąć dlaczego ów dyrektor miałby wnosić o "wezwanie" gminy do udziału w postępowaniu, do udziału w procesie "wzywa się" bowiem osoby, które powinny być pozwanymi, a nie są (art 194, 195 kpc). Gmina natomiast, jako zainteresowana rozstrzygnięciem w przedmiocie lokalu socjalnego powinna być zawiadomiona o toczącym się postępowaniu, by umożliwić jej wstąpienie do udziału w sprawie w charakterze interwenienta ubocznego zgodnie z art. 84 kpc, dokładnie tak samo jak nakazuje to przepis art. 15 ust 2 Ustawy o ochronie praw lokatorów:

 "W sprawie o opróżnienie lokalu sąd z urzędu zawiadamia gminę właściwą ze względu na miejsce położenia lokalu podlegającego opróżnieniu w celu umożliwienia jej wstąpienia do sprawy."

Wydaje się jednak, że nie ma co tu doszukiwać się jakiejś głębszej idei, i przy wykładni tego przepisu zamiast założenia że ustawodawca jest racjonalny i wie co robi należy zastosować narzędzie lepiej dostosowane do realiów dzisiejszej legislacji. To narzędzie to założenie, że nie należy poszukiwać ukrytego sensu przepisu, jeżeli jego brzmienie można wytłumaczyć niekompetencją ustawodawcy. Narzędzie to nazwałem - z braku lepszego pomysłu - oślą siekierką, i wygląda na to, że będzie ono w częstym użyciu. I tylko na marginesie dodam, że cytowany przepis w jego pierwotnej wersji (wprowadzonej ustawą z dnia 29 stycznia 2009 r. ) brzmiał:

"[...] dyrektor oddziału regionalnego Agencji występuje do sądu z pozwem o nakazanie opróżnienia lokalu mieszkalnego, orzeczenie o uprawnieniu do otrzymania lokalu socjalnego, o wezwanie do udziału w procesie gminy oraz określenie odszkodowania.”

Prawdziwy majstersztyk legislacji, nieprawdaż? Wręcz doskonałe zastosowanie języka prawnego... spuśćmy więc nad nim zasłonę milczenia, i wróćmy do naszych osłów i siekierek. Skończyliśmy na pouczeniu dla dyrektora, że ma "skierować" pozew do sądu, i wnosić w nim o orzeczenie o uprawnieniu do otrzymania lokalu socjalnego, "wezwanie" gminy do udziału w postępowaniu oraz zasądzenie odszkodowania. Za co ma być to odszkodowanie ustawa nie wyjaśnia, ale najwidoczniej ustawodawca wyszedł z założenia, że sąd będzie wiedział. Ale to szczegół. Zastanówmy się natomiast co sąd ma zrobić z tym pozwem, jak już zostanie do niego "skierowany". A w szczególności co zrobić z zawartym w nim wnioskiem o orzeczenie o uprawnieniu do otrzymania lokalu socjalnego.

W przypadku zwykłych "cywilnych" eksmisji orzekanie o prawie do lokalu socjalnego (lub o braku takiego prawa) opiera się o przepis art. 14 Ustawy o ochronie praw lokatorów. Przepis ten w ustępie 1 wprowadza zarówno obowiązek orzeczenia w każdym przypadku (z paroma wyjątkami wynikającymi z innych przepisów) o prawie lub braku prawa do lokalu socjalnego, jak i wskazuje, że  gmina ma obowiązek taki lokal dostarczyć:

 "w wyroku nakazującym opróżnienie lokalu sąd orzeka o uprawnieniu do otrzymania lokalu socjalnego bądź o braku takiego uprawnienia wobec osób, których nakaz dotyczy. Obowiązek zapewnienia lokalu socjalnego ciąży na gminie właściwej ze względu na miejsce położenia lokalu podlegającego opróżnieniu"

Wydaje się więc, że nie ma żadnego problemu, by wniosek dyrektora oddziału WAM o przyznanie lokalu socjalnego, "skierowany" w myśl przepisu art 45 ust 3 ustawy o zakwaterowaniu Sił Zbrojnych został rozpoznany w ten sam sposób i na tej samej podstawie prawnej. Przepis art. 14 ustawy o ochronie praw lokatorów mówi przecież tylko o opróżnieniu lokalu nie precyzując, czy ów lokal jest komunalny, spółdzielczy czy wojskowy. Logiczne? Owszem. Ale jest pewien haczyk - artykuł 1a ustawy o ochronie praw lokatorów, który mówi, że:

"Przepisów ustawy nie stosuje się do lokali będących w dyspozycji Wojskowej Agencji Mieszkaniowej."

Skoro zgodnie z wyraźnym brzmieniem art. 1a ustawy o ochronie praw lokatorów jej przepisów nie stosuje się do lokali będących w dyspozycji WAM, to znaczy że przy orzekaniu eksmisji z tych lokali nie stosuje się też jej art. 14. A art. 14 to chyba jedyny przepis w całym systemie prawa, który nakłada na gminę obowiązek dostarczenia eksmitowanemu lokalu socjalnego. Bez takiego przepisu nie można zaś nakazać jej zawarcia umowy najmu z konkretną osobą - wszak nakazanie zawarcia z kimś umowy najmu to nic innego niż ograniczenie jego prawa własności, a to może nastąpić tylko na podstawie przepisu ustawy. Co to oznacza? Ano tyle, że mamy sytuację, w której jedna ustawa (art. 45 ust. 3 ustawy o zakwaterowaniu sił zbrojnych RP) nakazuje dyrektorowi WAM wnosić o orzeczenie o prawie do lokalu socjalnego, a druga zabrania uwzględnienia tego wniosku (art. 1a w zw. z art. 14 Ustawy o ochronie praw lokatorów). 

Jak sądy sobie radzą z tym problemem? No cóż... niestety zwykle przy pomocy oślej siekierki, czyli uznając, że ustawodawca chciał uchwalić coś innego, niż uchwalił, więc zamiast przepisu który uchwalono należy stosować ten, który powinien być uchwalony. Przyjmuje się więc, podpierając autorytetem Sądu Najwyższego, że przepis art. 45 ust. 3 ustawy o zakwaterowaniu Sił Zbrojnych RP stwierdza, że "należy orzec" o lokalu socjalnym, więc "odsyła" do art. 14 ustawy o ochronie praw lokatorów, bo ustawodawca jest racjonalny i nie tworzy "pustych" przepisów. A art. 1a nie ma tu zastosowania, bo on odnosi się do lokali my orzekamy o osobach. Można się też podeprzeć autorytetem komentatora, który w jednej z książek napisał, że "wydaje się, że art. 14 powinno się stosować". Dzięki temu można dać eksmitowanym to, co ustawodawca chciał im dać ale nie potrafił tego napisać. Ale czy naprawdę powinno się tak robić? Czy faktycznie zadaniem sądów jest poprawianie błędów ustawodawcy?

25 komentarzy:

  1. Jeden z moich wykładowców na aplikacji cytował słowa (podobno) jedengo z SSN:
    "Zakładanie że ustawodawca jest racjonalny jest myśleniem życzeniowym. Należy założyć że nie jest kompletnym idiotą."

    OdpowiedzUsuń
  2. Rzeczywisty problem powstanie, gdy "ośla sierkierka" (piękne określenie), trafi do podręczników, jako jedna z metod wykładni.

    OdpowiedzUsuń
  3. Za komentarz niech posłuży cytat z uchwały SN sygn. III CZP 16/12 -
    "Analizowany przepis nie jest pierwszym przykładem wskazującym na umiarkowaną kompetencję ustawodawcy
    w dziedzinie prawa procesowego cywilnego oraz na brak spójności w podejmowanych przez niego przedsięwzięciach legislacyjnych." W tym samym uzasadnieniu jest także o "dezorientacji doktryny". Aktualne i smutne...

    OdpowiedzUsuń
  4. " Czy faktycznie zadaniem sądów jest poprawianie błędów ustawodawcy?"

    Tak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to jest najgorsza możliwa metoda poprawiania jakości prawa. Sprawy przed sądami administracyjnymi ciągną się latami a w tym czasie zwyczajnie nie wiadomo co robić, żeby pozostać w zgodzie z prawem. Najśmieszniej jest jak ktoś miał pecha i wybrał dzisiaj interpretację X, a po pięciu latach okazuje się, że jednak dominująca jest interpretacja Y i nagle się okazuje, że kilkaset tysięcy osób ma obowiązek podatkowy sięgający 5 lat wstecz, rzecz jasna z odsetkami.

      Usuń
  5. Państwo jest dla obywatela. Obywatel nie rozróżnia i nie powinien się tym zajmować, czy coś robi sąd, czy poseł, czy jakiś urzędnik - on ma do czynienia z Państwem. Skoro posłowie tworzą głupie przepisy, to mądrzejsze sądy powinny je wykładać tak, by były mądre. Założenie racjonalnego ustawodawcy jest wątpliwe doktrynalnie i historycznie. Dyrektywa wykładni prawa stanowiąca, że nie można wykładać prawa tak, by jakiś przepis postawał pusty - jest kwintesencją sztuki wykładni prawa jako systemu Państwa.

    Czy faktycznie zadaniem sądów jest poprawianie błędów ustawodawcy?
    TAK.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pozostaje pytanie gdzie jest granica tego "poprawiania". "poprawiając" ustawę o zakwaterowaniu sił zbrojnych SN "uchylił" przepis wyłączający stosowanie przepisów ustawy o ochronie lokatorów do lokali wojskowych. Poprawiając "peselową" nowelizację KPC dodał "omyłkowo pominięty" przepis przejściowy. Co będzie dalej?

    OdpowiedzUsuń
  7. Pracowałem przez 4 lata na ustawie o zakwaterowaniu Sił Zbrojnych RP i jest ona pełna podobnych paradoksów, jako że to dziwna administracyjno-cywilna hybryda.

    W wielu sprawach nie było nawet pewne czy Agencja ma działać jako ona sama czy jako statio fisci:
    - z jednej strony art. 14. ust 1 "Skarb Państwa powierza Agencji wykonywanie w jego imieniu i na jego rzecz prawa własności i innych praw rzeczowych w stosunku do nieruchomości stanowiących jego własność (...)" czyli Agencja działa w imieniu SP,
    - z drugiej strony: art. 15 ust. 1. "Agencja, obejmując we władanie składniki mienia Skarbu Państwa, o których mowa w art. 14 ust. 1, wstępuje w prawa i obowiązki z nimi związane w stosunku do Skarbu Państwa oraz osób trzecich.", czyli realizuje własne prawa. Na czym ma polegać działanie w imieniu SP a jednocześnie wstąpienie w stosunku do niego w jego prawa i obowiązki?

    Kolejne nowelizacje tej ustawy często tylko komplikowały sytuację.

    Jeżeli chodzi o kwestie lokali socjalnych, to tak mniej więcej do połowy 2010 r. to sytuacja była doprawdy dziwna. Z jednej strony sądy w wyrokach eksmisyjnych przyznawały lokale socjalne, nie tłumacząc na jakiej podstawie prawnej, natomiast z drugiej oddalały pozwy o odszkodowanie za niedostarczenie lokalu socjalnego przez gminę, z powołaniem się na wyłączenie z art. 1a ustawy o ochronie praw lokatorów. Później SN wydał orzeczenie, w myśl którego wyłączenie ma charakter przedmiotowy, a nie podmiotowy i odnosi się do lokali, a nie do osób.

    Trzeba jednak przyznać, że udział w sprawach, gdzie występuje WAM to świetna argumentacji prawnej. W żadnych innych procesach nie widziałem tyle odwoływania się do reguł wykładni prawa, zasad ogólnych, Konstytucji itp.

    I na zakończenie zabawny fakt-często w sytuacji gdy do danego sądu po raz pierwszy trafia sprawa z udziałem WAM, sąd adresuje swoje pierwsze pismo do Agencji Mienia Wojskowego:) Dziwnym trafem sprawy z udziałem WAM w danym mieście praktycznie zawsze rozpoznaje ten sam sędzia, więc jeśli Szanowny Autor raz dostąpił tego zaszczytu, to już chyba na zawsze zostanie ekspertem od zakwaterowania Sił Zbrojnych:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Koncepcja SN o "przedmiotowym" a nie "podmiotowym" wyłączeniu jest owszem genialna, ale niestety pomija drobny fakt, że art 14 uopl odnosi się nie do osoby a do lokalu - a dokładniej do orzekania eksmisji z lokalu. Tak brzmi przepis. Gdyby mówił on, że "w razie orzeczenia eksmisji prawo do lokalu socjalnego przysługuje..." to można by mówić, że ma on charakter podmiotowy i wyłączenie zawarte w 1a się nie stosuje. Ale on mówi "w wyroku nakazującym opróżnienie lokalu sąd orzeka".

    Skoro 1a mówi że ustawy nie stosuje się do lokali WAM, to znaczy że art 14 nie stosuje się do eksmisji z lokali WAM. Czyli sąd nie orzeka o lokalu socjalnym, a gmina nie jest obowiązana go dostarczyć. Koniec. Kropka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przesadzajmy z tym pozytywizmem prawniczym, gdyby przepisy były idealne, zamiast sędziów mogłyby orzekać komputery. Po to jest wykładnia systemowa, celowościowa, żeby sędzia nie dopuszczał do głupich rezultatów. Dobrze by natomiast było, żeby tego rodzaju luki były możliwie szybko uzupełniane przez ustawodawcę. Szkoda, że Komisja Palikota, co to miała zwalczać absurdalne przepisy, tak szybko zakończyła działalność. Może warto byłoby powołać, powiedzmy, Komisję Falkensteina:)

      Usuń
    2. Nie zgodziłbym się z twierdzeniem, że to wykładnia contra legem. Sąd Najwyższy (oraz wiele znanych mi sądów powszechnych) posłużył się wykładnią systemową i funkcjonalną, ale nie aż do tego stopnia, żeby zanegować literalną treść przepisu.

      Art 1a ustawy o ochronie praw lokatorów wyraźnie mówi o lokalach, a nie o lokatorach czy byłych lokatorach. Moim zdaniem oznacza, to, że ustawy nie stosuje się do lokali administrowanych przez WAM w zakresie w jakim dotyczą one kwestii, które zostały już uregulowane w ustawie . o zakwaterowaniu. Gospodarowanie tymi lokalami przez WAM odbywa się na podstawie specyficznego reżimu prawnego, związanego z celem ustawy o zakwaterowaniu tj. zabezpieczaniem potrzeb Sił Zbrojnych, stąd też niezbędne było wyłączenie nie przystających do niego przepisów ustawy o ochronie lokatorów, regulujących ten sam zakres.

      Trudno zatem uznać, że wyłączenie z art. 1a ustawy o ochronie, dotyczy wszystkich osób, które były kiedykolwiek lokatorami mieszkań, będących we władaniu WAM.

      Konieczne jest dokonanie rozróżnienia pomiędzy przepisami dotyczącymi wykonywania władztwa nad lokalami a tymi, które dotyczą ochrony praw jednostki.

      Oceniając relację ustaw o ochronie praw lokatorów i o zakwaterowaniu przez pryzmat ochrony praw jednostki, to trudno uznać za zasadny pogląd, że ustawodawca wyłączył pewną grupę obywateli spod ochrony przepisów, dotyczących fundamentalnych interesów jednostki czyli kwestii zamieszkania, ze względu na fakt zamieszkiwania w lokalach zarządzanych przez określony podmiot.

      Warto tez zauważyć, ze ustawa o zakwaterowaniu operuje pojęciem lokalu socjalnego jednak nie zawiera jego definicji, a zatem oczywiste jest, że odsyła w tym zakresie do ustawy o ochronie praw lokatorów. Ustawa o zakwaterowaniu nie reguluje kwestii związanych z zapewnieniem osobom eksmitowanym lokali socjalnych, a wyłączenie przepisów ustawy o ochronie lokatorów pozostawiałoby tę materię bez jakiegokolwiek prawnego uregulowania, co prowadziłoby do trudnych do zaakceptowania rezultatów.

      Moim zdaniem nie można uznawać, ze brak jest podstawy prawnej do zasądzenia lokalu socjalnego na rzecz osoby eksmitowanej z lokalu WAM, w sytuacji, gdy przepisy ustawy o zakwaterowaniu zobowiązują organ WAM do zawarcia w pozwie takiego żądania. Co więcej, art. 29b ustawy o zakwaterowaniu przewiduje odpowiedzialność odszkodowawczą gminy za niedostarczenie lokalu socjalnego takiej osobie.

      Usuń
    3. Jaki przepis miałby być powołany jako podstawa prawna nałożenia na gminę obowiązku przyznania lokalu socjalnego? Nie ma takiego przepisu, bo 14 uopl mówi o orzekaniu obowązku opróżnienia lokalu, a 1a, że ustawy nie stosuje się do lokali WAM. A więc art 14 nie stosuje się do orzekania o opróżnieniu lokali WAM. Kazda inna interpretacja to rozpaczliwa próba poprawiania partaniny legislacyjnej.

      Usuń
    4. I jeszcze jedno:

      "Oceniając relację ustaw o ochronie praw lokatorów i o zakwaterowaniu przez pryzmat ochrony praw jednostki, to trudno uznać za zasadny pogląd, że ustawodawca wyłączył pewną grupę obywateli spod ochrony przepisów, dotyczących fundamentalnych interesów jednostki czyli kwestii zamieszkania, ze względu na fakt zamieszkiwania w lokalach zarządzanych przez określony podmiot. "

      Ależ ten sam ustawodawca wyłączył wyraźnie spod ścisłej ochrony osoby zajmujące lokale nie należące do publicznego zasobu, jak również osoby, które zajęły lokal bez tytułu prawnego, co do których nawet nie wolno orzec o lokalu socjalnym, choćby była to niepełnosprawna małoletnia ciężarna żyjąca z zasiłki. Tak więc argument, że wszystkich należy traktować tak samo jest pozbawiony sensu.

      Usuń
    5. Analogia pomiędzy sytuacją osób zajmujących lokal bez tytułu, a lokatorami mieszkań z zasobów WAM nie jest trafna. W pierwszym przypadku wyłączenie ochrony jest swego rodzaju karą za bezprawne zajęcie lokalu, przyczyna leży więc po stronie tych osób. W drugim przypadku odmowa ochrony oparta byłaby na osobie właściciela, a nie na zachowaniu osób zajmujących lokal. Trudno racjonalnie zrównać te sytuacje.

      Usuń
  9. Bardzo trafna i pogłębiona analiza Macieja Sławińskiego. Szczególnie odesłanie do uchwały SN (o wyłączeniu przedmiotowym), do art. 29b ustawy WAMowskiej, oraz do priorytetu wykładni prawa sprowadzającego się do konieczności wyłożenia przepisu nie tylko tak, by miał on sens, ale i desygnaty w rzeczywistości (żeby żaden przepis nie był pusty).
    Kontrargumentacja gospodarza bloga nie przekonuje, nie odnosi się w ogole do wskazanych przez interlokutora argumentów - sprowadza się w zasadzie do owego Nie i kropka.
    Jak mawiał Konfucjusz, tylko krowa nie zmienia zdania.
    Falki, przyznaj przed samym sobą (bo tu, przed Twoimi wiernymi czytelnikami nie musisz - nikt z nas chyba tego nie oczekuje) - że tym razem się pomyliłeś.
    Oczywiście - nie co do generalnej diagnozy niekomeptencji i nieuctwa ludzi tworzących ustawy. Ale co do właściwego wyłożenia tego potworka legislacyjnego.

    OdpowiedzUsuń
  10. Problem w tym, że to własnie owe orzecznia SN zawierają mocno naciąganą wykładnię, służąca ratowaniu ustawy. I z tym się nie zgadzam. Sąd Najwyższy interpretując ustawę pomija jej niewygodne kawałki, na przykład ten, że art 14 uopl mówi o orzekaniu eksmisji z lokalu, a nie orzekaniu eksmisji osoby. A więc, skoro 1a wyłącza stosowanie ustawy do lokali WAM, to art 14 nie ma tez zastosowania do orzekania o opróżnieniu lokalu WAM. A innego przepisu pozwalającego nałożyć na gminę obowiązek przyznania lokalu socjalnego nie ma.

    Clue całego problemu to jest to, jaka przepis, jaką podstawę prawną poda się przy nakładaniu obowiązku przyznania socjalu przez gminę. Takiego przepisu nie ma, niezaleznie od tego co SN na ten temat napisał. Bo całe to orzeczenie nie służy wykładni przepisu, ale poprawianiu ustawy. A na to nie mogę się zgodzić.

    OdpowiedzUsuń
  11. No a co stoi na przeszkodzie jako podstawę wskazać art. 14 uopl w zw. z art. 1a uopl w zw. z art. 45 ust 3 uozSZRP i art. 29b uozSZRP ?
    Falkenstein wskazuje jako podstawę oddalenia powództwa opartego na art. 14 - art. 1b uopl. A to pomija treść przepisów uozSZRP. Odtworzenie normy prawnej nie może opierać się na niektórych przepisach z wyłączeniem innych - wykładnia musi dawać taką treść, która uwzglęndia całość przepisów, a nie wyjątki z nich.
    Gospodarz bloga nadal nie odnosi się do aksjomatu wykładni prawa, jakim jest teza, że każdy przepis ma treść, że nie ma przepisów pustych - ani formalnie, ani materialnie (czyli nie tylko da się skonstruować jakąś myśl dla przepisu - tu: można wnieść pozew, ale też że przepi ma desygnat w rzeczywistości: tu: że przy spełnieniu określonych przesłanek powództwo może być uwzględnione. Tymczasem wykładnia Falkensteina sprowadza się do konkluzji: można wnieść pozew, ale powództwo będzie zawsze oddaone.
    Dopóki Gospodarz nie wskaże choćby jednego, choćby najbardziej abstrakcyjnego przykładu, w jakim uwzględni powództwo złożone w myśl art. 45 uozSZRP - Jego wykładnia jest wadliwa. Bo nie ma pustych przepisów.

    OdpowiedzUsuń
  12. Załóżmy więc, że ustawodawca w swej nieskończonej kompetencji uchwala najpierw ustawę mówiącą że obywatel może wnosić o przyznanie mu czegoś, a potem drugą, mówiącą, że obywatel nie ma prawa tego otrzymać. Co wtedy robimy z pierwszym przepisem? Albo z drugim? Nie stosujemy go, bo pierwszy byłby pusty?

    Założenie, że nie może być przepisów pustych to przy obecnej jakości legislacji nie aksjomat, lecz sofizmat. I tak też jest tutaj. Ustawa o zakwaterowaniu nie mówi ani słowem o przysługiwaniu lokalu socjalnego, o prawie do niego itp. W zasadzie w żaden sposób nie wyjaśnia po co ów dyrektor ma wnosić o jego przyznanie i na jakiej podstawie. Z drugiej strony ustawa o ochronie lokatorów wyraźnie wyłącza stosowanie art 14 przy orzekaniu eksmisji z lokali WAM - tego przeskoczyć się nie da. "orzekając o obowiązku opróżnienia lokalu" vs "nie stosuje się do lokali".

    Cały problem polega na tym, że rozpaczliwą "wykładnią" opartą o ignorowanie nie pasujących kawałków próbuje się poprawić partaninę ustawodawcy. A powinno się stosować przepisy tak, jak je uchwalono, żeby osły zrozumiały, że legislacja to nie zabawa dla amatorów.

    OdpowiedzUsuń
  13. Uważam, że podany przez Pana przykład nie jest trafny, bowiem przepisy ustawy o ochronie praw lokatorów oraz o zakwaterowaniu Sił Zbrojnych nie pozostają ze sobą w takiej zero-jedynkowej sprzeczności.

    Rozpatruje Pan przepis art. 1a ustawy o ochronie praw lokatorów w całkowitym oderwaniu przepisów ustawy o zakwaterowaniu. Przecież przepis nie zawsze jest jednoznaczny z normą. Czasem rekonstruujemy ją z kilku przepisów, posługując się wykładnią systemową lub celowościową.

    Zdecydowanie bardziej przemawia do mnie stanowisko SN.

    Co więcej, również przed wydaniem uchwały z dnia 27.05.2010 r. w żadnej ze znanych mi spraw o eksmisję z lokalu WAM ( a były ich naprawdę dziesiątki i to w obszarach kilku apelacji) sąd nie oddalił żądania przyznania lokalu socjalnego z uwagi na brak podstawy prawnej. Stanowisko SN zmieniło orzecznictwo w zakresie odszkodowania za niedostarczenie lokalu socjalnego. Część sądów uznawała, że wyłączenie dotyczy relacji WAM - gmina, ale nie miała wątpliwości, ze nie dotyczy ono relacji gmina - jednostka.

    Uważam, że pomimo marnej jakości legislacji i uzasadnionej krytyki ustawodawcy, nie możemy odchodzić od pewnych podstawowych reguł wykładni, takich jak zakaz interpretacji prowadzącej do faktycznego nieistnienia danego przepisu. Do tego natomiast sprowadza się Pana wykładnia. Z drugiej strony pogląd przeciwny nie pozbawia treści art. 1a ustawy o ochronie praw lokatorów - pozostawia całkiem szerokie pole jego zastosowania.

    Poza tym gdyby prawo było doskonałe i nie stwarzało wątpliwości interpretacyjnych, to prawnicy byliby niepotrzebni - już dawno zastąpiłby nas jakiś Google Law:)

    Reasumując, uważam że pomimo legislacyjnej niedoskonałości przepisów obu ustaw (łagodnie mówiąc) rekonstrukcja normy i odczytanie intencji ustawodawcy jest możliwe. Takie działanie jest dalece bardziej właściwe niż potraktowanie kilku przepisów per non est.

    OdpowiedzUsuń
  14. "rekonstrukcja normy" czyli orzekanie nie według tego co prawo stanowi, a według tego, co zdaniem stosującego powinno stanowić. To jest właśnie to, co mi się tu nie podoba. Nie ma przepisu pozwalającego nałożyć na gminę obowiązku przyznania prawa do lokalu socjalnego, bo jedyny taki przepis zgodnie z wyraźnym brzmieniem 1a nie może być stosowany.

    Pytanie jest takie - gdzie kończy się "rekonstrukcja normy" a gdzie zaczyna "legislacja". Moim zdaniem tutaj SN poszedł za daleko i wprowadził przepis nie istniejący w ustawie, na podstawie którego każe nakładać na gminę obowiązek przyznania lokalu socjalnego. Ten problem powinien zostać rozwiązany przez Sejm, nie przez SN, poprzez prawidłową legislację, a nie przez legislacyjną wykładnię. No, ale każdy może mieć swoje zdanie. Całe szczęście orzeczenia SN nie są prawem obowiązującym w tym kraju.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie są prawem formalnie. W praktyce mamy bardzo wiele przypadków dużo bardziej kontrowersyjnych niż lokal socjalny dla osób eksmitowanych z lokali WAM.

    Gdzie jest np. podstawa prawna do orzekania o stwierdzeniu nieistnienia uchwał spółek kapitałowych?

    Pod koniec ubiegłego roku SN uznał, że można dokonać darowizny na wypadek śmierci, chociaż przepis, który mówi, że na wypadek śmierci można rozrządzić jedynie testamentem nadal obowiązuje.

    Od lat sądy zasądzają między współwłaścicielami nieruchomości pożytki z tytułu "korzystania ponad udział", pomimo że każdy współwłaściciel jest uprawniony do korzystania z całej rzeczy wspólnej.

    Służebności przesyłu są zasiadywane skutecznie w złej wierze, chociaż instytucja pojawiła się w KC w 2008 r. i to z argumentacją, że nie mogła istnieć służebność gruntowa o takiej treści.

    Wreszcie w marcu SN uznał, że decyzję o przeniesieniu sędziów niepodpisane przez ministra do daty wydania uchwały są w porządku, a wydane po niej będą nieważne, choć bynajmniej przepisy się w międzyczasie nie zmieniły.

    Nie widzę niestety, aby sądy powszechne trzymały się sztywno Konstytucji i nie akceptowały tworzenia prawa przez SN.

    Przy czym pragnę zaznaczyć, że opisane wyżej sytuacje nie są moim zdaniem analogiczne do przypadku, o którym rozmawiamy, bo da się go rozwiązać zgodnie z podstawowymi regułami wykładni.

    Nie zgadzam się z Panem, ale jeśli Pana przekonanie jest dla Pana ważniejsze przy orzekaniu niż aktualne orzecznictwo SN, to taka postawa u sędziego zasługuje na wielki szacunek.

    Jeśli opisywany problem wyłonił się Panu podczas orzekania, to będę wdzięczny jeśli wróci Pan do tematu po wyroku sądu odwoławczego. Nie piszę tego złośliwie - naprawdę byłaby to dla mnie bardzo ciekawa informacja.

    Jest dla mnie jasne, że Pana nie przekonam więc dziękuje za dotychczasową dyskusję i już ostatecznie się z niej wycofuję. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo ciekawy wpis. Niestety naszemu ustawodawcy nadal jest daleko do ideału, czego mamy tu kolejny przykład. Dziwi mnie jednak postawa Autora w dyskusji toczącej się w komentarzach, całkowicie ignorującego argumenty pozostałych jej uczestników. Oczywiście, należy wciąż zwracać uwagę na tego rodzaju "wybryki" legislacyjne. Z drugiej jednak strony, to właśnie rolą sędziego jest odnalezienie się w tym często zbyt pokrętnym labiryncie i wyprowadzenie z tego normy prawnej. Można odnieść wrażenie, że Autor bloga uznaje jedynie wykładnie literalną i jeżeli w ten sposób nie da się wyprowadzić normy z przepisu, przepis ten jest w jego ocenie bezużyteczny. Nie wolno zapominać o roli wykładni funkcjonalnej i systemowej, nie osiągniemy bowiem nigdy stanu, w którym wykładnia językowa będzie wystarczającą metodą - dobrym przykładem jest "Google Law" Pana Macieja Sawińskiego;) Sędzia i zresztą każdy prawnik dokonujący wykładni nie jest przecież automatem. Rozumiem podejście Autora do orzecznictwa SN, jednakże nikt tu nie nazywa go prawem powszechnie obowiązującym - negowanie jednak jego roli jest zaklinaniem rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
  17. A ja zgadzam się z Falkim (a nieczęsto mi się to zdarza). Omawiana wykładnia SN to (niejedyny) przykład pomieszania roli władzy ustawodawczej z sądowniczą. Dlatego od lat postuluję inne rozwiązanie: powinien obowiązywać system, w którym sądy powszechne orzekają *wyłącznie* na podstawie prawa rozumianego pozytywistycznie. Natomiast SN powinien ingerować tylko w takich przypadkach, w których takie rygorystyczne stosowanie prawa byłoby krzywdzące i oczywiście niesprawiedliwe. SN przestałby udawać, że dokonuje jakiejkolwiek wykładni przepisów, a raczej zająłby się korygowaniem orzecznictwa z perspektywy paremii "ius est ars boni et aequi". W obecnej zaś sytuacji granica, o której pisze Falki, jest zbyt płynna. I jakoś nikt nie chce zrozumieć tej trafnej uwagi gospodarza bloga. A przecież taka sytuacja szkodzi i obywatelom, i samym sędziom, którzy już nie wiedzą, czy mają orzekać zgodnie z Konstytucją i ustawami, czy też zgodnie z orzecznictwem SN, które "no, formalnie wprawdzie nie wiąże w innej sprawie, ale.."... Falki zwraca uwagę na problem systemowy. I ma rację. Bo inaczej czy jest jeszcze aktualna postawa, której wyrazem jest powiedzenie "dura lex, sed lex"?

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.