poniedziałek, 11 października 2010

Szkodniki sądowe - część 1 - Pukacze

Jednymi z najczęściej występujących szkodników sądowych są różne gatunki pukaczy. Nazwa „pukacz” pochodzi od pukania, kołatania przez przedstawicieli gatunku do wszelkich możliwych drzwi, bram, furtek, okien wszelkich możliwych instytucji. Czasami, choć rzadko, używa się także nazwy „opornik” od niezwykłej oporności przedstawicieli tej odmiany na kierowane do nich informacje, wypowiedzi i pouczenia. Ta cecha charakteryzuje jednakże wiele sądowych szkodników, jak na przykład skarżaki czy aferniki i nie można przypisywać jej tylko pukaczom.

Pukacze uaktywniają się po prawomocnym zakończeniu postępowania sądowego. Niektóre gatunki działają na ograniczonym terytorium, zwykle obejmującym jeden lub więcej sądów, które rozpoznawały ich sprawę i do tych sądów piszą. Inne zaś starają się sięgnąć tak wysoko, jak tylko dadzą radę. Piszą więc do Prezydenta, Ministra Sprawiedliwości, Rzecznika Praw Obywatelskich, do posłów, senatorów, Prezesa Sądu Najwyższego. Produkują wówczas szereg pism o różnym charakterze, kierując najróżniejsze prośby, wnioski, skargi, doniesienia, zawiadomienia. Tłumaczenie pukaczowi, iż postępowanie się zakończyło, że jedyne co może zrobić to podporządkować się orzeczeniu, mija się zupełnie z celem, gdyż pukacz nie przyjmuje do wiadomości komunikatów niezgodnych z jego sposobem pojmowania świata. To samo dotyczy prób tłumaczenia pukaczowi, że z daną sprawą winien zgłosić się gdzie indziej, bo sąd nie jest władny jej rozpoznać, albo nie ma prawnej możliwości tego uczynić. Pukacz oczekuje bowiem podjęcia konkretnego działania, i żadne inne rozwiązanie go nie satysfakcjonuje.

Wśród pukaczy rozróżnia się kilka gatunków różniących się sposobem działania, oczekiwaniami i rodzajem składanych pism. Najczęściej występującymi są pukacz pokornik, i pukacz skargownik, i te gatunki opisane zostaną bardziej szczegółowo.

Pukacz pokornik
Pukacz pokornik często uaktywnia się po wydaniu niekorzystnego dla niego orzeczenia, najczęściej nakazującego mu zapłatę. Jego pisemne wypowiedzi przepełnione są żalem, błaganiami, prośbami, historiami z życia rodzinnego i mają na celu przekonać adresata iż pukaczowi dzieje się krzywda i nakłonienie go do udzielenia mu pomocy. Odmawianie spełnienia przez Wielce Szanowny Sąd pokornych próśb pukacza, choćby towarzyszyło im powołanie i cytowanie przepisów jednoznacznie zabraniających ich uwzględnienia, także nic nie daje. Jedynym efektem takiego działania będzie bowiem pobudzenie pukacza do ich ponawiania, wraz z prośbą o ponowne rozważenie, w drodze wyjątku, bo on wprawdzie rozumie, że sąd nie może, ale mimo to bardzo prosi, bo jemu jest naprawdę bardzo ciężko.

Pukacz skargownik
Pukacz skargownik, inaczej niż pukacz pokornik nie wnosi próśb o zmianę orzeczenia, ani o to, by mimo wszystko zrobić tak jak on prosił. Skargownik, jak sama nazwa wskazuje wnosi skargi na tych, co jego prośby nie spełnili. Skargi kieruje zwykle do prezesów sądów, wizytatorów, a także do ministra sprawiedliwości (niekoniecznie tego, który aktualnie piastuje ten urząd). W skargach domaga się wyjaśnienia mu jakim prawem orzeczono nie tak jak chciał, ukarania tych co orzekli nie tak jak chciał, przeproszenia go, a nade wszystko ponownego rozpoznania jego sprawy. Każda odpowiedź inna niż: „ma Pan rację, sędzia faktycznie jest niedouczony, nie zna się na prawie, bardzo przepraszamy, oczywiście zmienimy ten niesprawiedliwy wyrok” jest niesatysfakcjonująca, i skutkuje wniesieniem skargi na tego, kto jej udzielił. A często także obsmarowaniem takiej osoby w Internecie, pod hasłami „wolności słowa”. Skargownik bowiem, inaczej niż pokornik, nie dopuszcza do siebie nawet myśli, że może nie mieć racji.

Działalność pukaczy wyrządza w sądach poważne szkody, wprawdzie nie tak poważne jak te wyrządzane przez skarżaki, lecz także na tyle istotne, by walka z nimi była koniecznością. Odpowiadanie na pisma pukaczy pochłania siły i środki, zaś ich „medialna” działalność podważa autorytet sądów. Rozwiązaniem w tym zakresie mogłoby być zwracanie, lub wyrzucanie wszystkich pism wnoszonych po prawomocnym zakończeniu postępowania, a które nie zawierają wniosków możliwych do złożenia na tym etapie. Albo uzależnienie rozpoznania każdego pisma wniesionego do sądu po prawomocnym zakończeniu postępowania od uiszczenia opłaty manipulacyjnej. A w wypadku skarg żądania złożenia odpowiedniej kaucji, tudzież kocza, jak to było za Rzeczypospolitej szlacheckiej, gdy któremuś z „panów braci” przyszło do głowy „nagonić sędziego”. Jedno i drugie pod rygorem wyrzucenia pisma do kosza bez czytania. Sprawiedliwość, ani prawa obywatelskie by od tego nie ucierpiały.

32 komentarze:

  1. A o pukaczach mających rację to nie łaska wspomnieć?

    OdpowiedzUsuń
  2. Pukacz mający rację wnosi o przywrócenie terminu albo o wznowienie postępowania i ... wygrywa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobre :) niesamowita łatwość w tworzeniu nowych sformułowań.

    Popieram w pełni żeby byla jakakolwiek opłata manipulacyjna choćby 5 zł, taka sama jak do lekarza 5 zł od wizyty i od skargi, nikt by nie ucierpiał a ile byłoby korzyści :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tym tokiem myślenia pukacz "dla zasady" (i udowodnienia racji) wniósłby nawet 5 zł, więc nic by to nie zmieniło.

    A ja uważam, że każdego należy wysłuchać, nawet jeśli na 100 słuchanych tylko jeden zasłuży na uwzględnienie. Właśnie dla tego jednego jesteśmy. Właśnie dla tego jednego powierzono nam sprawowanie władzy publicznej i wymiar sprawiedliwości.

    OdpowiedzUsuń
  5. O przestępca sądowy udaje blogera i manipuluje. Oklaski dla MR

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja myślałem, że dodasz jeszcze kategorię "pukacza - pytacza" czyli osoby uchylającej jakiekolwiek drzwi w celu zadania jakiegokolwiek pytania. Jako pełnomocnik cierpliwie wystający na korytarzu jestem świadkiem działalności wielu takich szkodników. Odbija się taki jeden od ściany do ściany chwiejnym krokiem, absolutnie NIGDY nie czyta tych paru głupich białych karteczek z instrukcjami wiszących na drzwiach sąsiednich i jeśli nie natrafi na kogoś takiego jak, to włazi w pierwsze dostępne drzwi byle zapytać "a jaki ja mam panie znaczek przykleić o tu"

    OdpowiedzUsuń
  7. "Przestępca sądowy", słowa jak żywcem wyjęte z pism pukaczy skargowników. Widać uderzyłem we właściwą strunę. Więc dodam jeszcze jedno. Normalny człowiek po prawomocnym - czyli ostatecznym - zakończeniu postępowania albo godzi się z wyrokiem albo podejmuje w granicach prawa próby jego podważenia. Wnosi o wznowienie postępowania, o stwierdzenie niezgodności z prawem orzeczenia sądowego itp. Pukacz zaś pisze skargi do wizytatorów i innych nie wiadomo czego oczekując. Bo wizytator przecież orzeczenia mu nie zmieni.

    OdpowiedzUsuń
  8. @ MR

    W wypadku, gdy pisma wpływają po zakończeniu postępowania nie ma możliwości jakiegokolwiek ich uwzględnienia. Nawet jednego na sto. Dlatego też czytanie ich a zwłaszcza odpowiadanie na nie jest stratą czasu. My nie jesteśmy od wysłuchiwania żalów skrzywdzonych przez los i złe sądy, tylko od rozstrzygania sporów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogi Panie Sędzio. Przypuszczalnie większość Pana orzeczeń jest należycie uzasadniona, więc nie dziwi mnie żal na pukaczy. Niestety, bardzo wielu Pana koleżanek i kolegów po fachu, zwłaszcza w sądach rejonowych, nie przykłada nie tylko należytej wagi, ale nie przykłada w ogóle wagi, żeby np. uzasadnić orzeczenie w sposób zgodny z art. 328 par. 2 kpc. Przekręcają twierdzenia stron, ustalają stan faktyczny rażąco niewłaściwie - wklejając gotowca. Piszą "Roszczenie powoda było niezasadne, dlatego też nie zasługiwało na uwzględnienie. W rezultacie sąd postanowił nie uwzględnić..." Czy jest tam choć jeden konkret? Czasem zdarza się to nawet w postępowaniu odwoławczym, gdy sąd II instancji jest - de facto - sądem I instancji - więc zdarzy mu się coś przeoczyć i nie odnieść do istotnej sprawy - bo ten sąd pierwszej instancji to może umie pisać, ale z czytaniem akt i analizą przepisów są kłopoty...niech spada do odwoławczego, po co mam się męczyć ja, jak może kolega... To jak ma nie być pukaczy?
      To nie pukacze są plagą. Plagą są *niektórzy* sędziowie pierwszoinstancyjni: nieodwołalni, niezawiśli i wyjątkowo oporni na konieczność *badania* sprawy, a nie prześlizgnięcia się po niej.

      Usuń
  9. Dodam jeszcze, że pukacz skargownik zawsze dodatkowo grozi Sztrasbergiem "jak się inaczej nie da"

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie podważając istnienia pieniaczy i pukaczy chciałbym sprostować, że jeśli chodzi o "podważanie autorytetu sądów" to sądy same pracują na podważenie swojego autorytetu tak wytrwale, że żadni pukacze nie są tutaj potrzebni. Nic bardziej nie podważa autorytetu sądów jak 30% wyroków ETPC na niekorzyść Polski w sprawach o przewlekłość postępowań sądowych, żenujący średni czas dochodzenia należności umownych (830 dni) czy stary dobry chaos organizacyjny w administracji sądów.

    Szanowni koledzy mają żal do konsumentów waszych usług o to, że ci zżymają się na działalność sądów nie wykazując empatii dla rozmaitych czynników "obiektywnych" jak biurokracja czy nieefektywne procedury. Ale uczestnik postępowania jest jak użytkownik samochodu - widzi, że nie działa i nie ma obowiązku dociekać dlaczego. Sami musicie punktować te problemy i sygnalizować je ustawodawcy (poza opisywaniem na blogu) bo nikt tego za was nie zrobi.

    Co do karteczek wiszących na ścianach to niestety, ale polska administracja - w tym sądy - również ma sporo do nadrobienia jeśli chodzi o zrozumiałą komunikację społeczną. Otóż jeśli owa biała karteczka wisi pośród 100 innych i brzmi w tym stylu: "przedmiotowe podmioty uprasza się alokację znaków płatniczych FY-11 gdyż aczkolwiek jak w niniejszym ustaleniu" to macie 100% pewności, że petenci będą pukać do skończenia świata. To trochę tak jak z informatykami, którzy zżymają się, że użytkownik nie rozumie akademickiego wywodu o entropii informacyjnej hasła.

    OdpowiedzUsuń
  11. Moi ulubieni - ludzie, którzy mają, na własne życzenie, w związku ze swoim podejściem do życia (rok bez sprawy w sądzie to rok stracony) i roszczeniowym (precyzując: najczęściej roszczenia w żaden sposób nieuzasadnione) sposobem bycia, po kilka spraw równolegle. Mniej lub bardziej, ale zazwyczaj mocno luźno powiązane - np. z jednej strony wspólnota/spółdzielnia próbuje takiego delikwenta eksmitować, a z drugiej on sam pozywa tychże o zwrot należnych mu, jego zdaniem, nadpłat. Czyli - min. 2 różne sprawy, 2 sygnatury, osobni sprawozdawcy. I co? Nic. Każde pismo - z obiema sygnaturami, i dawaj, znoszą jakiś śmieci do akt. A jak zapytasz, do której to sprawy - to się dowiesz, żeś imbecyl i idiota, nie powinieneś tu pracować, przecież wyraźnie napisał. Jak przerwiesz to zapluwanie się delikwenta, wskazując, że widzisz - ale że napisał 2 różne, a powinno być 1 pismo do 1... to już koniec. Ja np. zetknąłem się z takim, który próbuje udowodnić swoje prawo do mieszkania w kamienicy w centrum miasta... faktem otrzymania przez rodzinę tej ziemi z rąk króla Kazimierza Wielkiego. Pomysłowe, prawda? Z takimi argumentami trudno dyskutować :)

    Pomysł z pomysłem "pukacz-pytacz" bardzo dobry. Taki ludzik, najczęściej bardzo mało zorientowany w materii, przychodzi i zajmuje min. 15 minut, zadając bardzo drobiazgowe pytania np. odnośnie tego, jak złożyć jakiś pozew czy wniosek. Po czym, uzyskawszy i tak więcej odpowiedzi i informacji, niż powinien udzielać sekretariat - idzie sobie... I za jakiś czas powraca, z tym samym dokładnie zestawem pytań, bacznie uważając, aby zasypać nim inną osobę, niż tę, którą poprzednio udzieliła mu kompletu prawidłowych odpowiedzi.

    Na takich - sposób prosty. "Ale przecież Pan/Pani była u nas x czasu temu, i wszystkiego się pani dowiedziała - sam Panu/Pani tłumaczyłem/ew. kolega, więc proszę nie marnować naszego czasu". Skutkuje. Delikwenta zamurowuje i wypada prawie razem z drzwiami :D Tak, został rozpracowany :D

    OdpowiedzUsuń
  12. @ Adam Kłykow

    Po pierwsze wszystkie moje komentarze zawsze publikuję jako ja, a nigdy, jak zdaje się mi to Pan imputować, jako anonim. Może to pana dziwić, ale mój blog ma prawdziwych czytelników, pomimo tego, że nie spamuję linków do niego wszędzie gdzie się da. I niektórzy z nich zostawiają komentarze. To tyle.

    Po drugie. Może pan nie trudzić się i nie przesyłać mi kopii postów z pańskiego bloga, także tych niepochlebnie komentujących moje teksy albo postępowanie. Jeżeli będę miał ochotę pana czytywać to zasubskrybuję pańskiego bloga.

    po trzecie. Zadaniem KRS nie jest wyjaśnianie osobom, które przegrały proces dlaczego przegrały ani tłumaczenie motywów wyroku. Zaś ocenę pana postępowania, na podstawie tekstów zawartych na pana blogu pozostawiam moim czytelnikom

    OdpowiedzUsuń
  13. @ Pawel Krawczyk

    W zasadzie zgoda. Ale proszę wiecej nie powtarzać kłamstwa o 830 dniach potrzebnych na dochodzenie należności. Ta liczba obejmuje nie tylko postępowanie sądowe, ale przede wszystkim egzekucyjne. Etap sądowy w większości przypadków trwa nie więcej niż 180 dni.

    OdpowiedzUsuń
  14. @ Falkenstein
    Kłykow do Pana kulturalnie,a Pan - szkoda gadać. Sędziowie, merytoryczniej trochę!

    OdpowiedzUsuń
  15. Falken, publikacja komentarzy z odnośnikami na strony osób, które wypisują brednie na temat prawa jest bardzo niebezpieczne. Mówię o blogu Pana Kłyk, to jest taki poziom jak strona prawo i bezprawie. Nie godzi się aby na takim dobrym blogu takie głupoty publikować i napędzać publiki takim osobą.

    OdpowiedzUsuń
  16. Zrobiłem wyjątek dla tego pana, bo wydawało mi się to hmmm... na miejscu. W tym miejscu... Tak...

    OdpowiedzUsuń
  17. @Falkenstein

    Zgoda, że nie jest to tylko wina sądów. Z drugiej strony dlaczego wierzycieli powinny interesować szczegóły techniczne procedury, której łączy czas trwania wynosi prawie dwa i pół roku? A to jest tylko średnia, która niewiele mówi o górnej granicy czasu trwania tych postępowań.

    Gwoli ścisłości, w raporcie FOR na którym się opieram te etapy są wyszczególnione (składanie pism, obsługa administracyjna, postępowanie sądowe, postępowanie egzekucyjne). Co znowu nie zmienia faktu, że na Litwie suma ta wynosi średnio 210 dni a we Francji - 331 dni.

    OdpowiedzUsuń
  18. Paweł Krawczyk
    Ja tylko się odniosę do tego akapitu:
    "Co do karteczek wiszących na ścianach to niestety, ale polska administracja - w tym sądy - również ma sporo do nadrobienia jeśli chodzi o zrozumiałą komunikację społeczną. Otóż jeśli owa biała karteczka wisi pośród 100 innych i brzmi w tym stylu: "przedmiotowe podmioty uprasza się alokację znaków płatniczych FY-11 gdyż aczkolwiek jak w niniejszym ustaleniu" to macie 100% pewności, że petenci będą pukać do skończenia świata. To trochę tak jak z informatykami, którzy zżymają się, że użytkownik nie rozumie akademickiego wywodu o entropii informacyjnej hasła."

    Zgoda - są sądy, gdzie korytarze są zalepione od góry do dołu takimi papierami (niektóre wyglądają jak sprzed wojny), i wówczas jest to bez sensu, albo nieczytelne. A nierzadko - nieaktualne i skutecznie wprowadza w błąd, na zasadzie: powieszone, niech wisi, a że całą ustawę, do której się odnosi, już dawno uchylono/zmieniono w 99% - ee, detal. Natomiast nie jest tak zawsze - za czasów swojej pracy w sądzie, sam przygotowałem ok. 30 sztuk różnych: a to wzorków, jak napisać najczęściej składane wnioski, a to jednostronnicowych informacji nt. np. tego o co chodzi z przywróceniem terminu itp. Po polsku, przejrzyście, na maxa zrozumiale i ze zgodnym stanem prawnym. Da się? Pewnie. Nie trzeba miliona razy ludziom powtarzać - tylko dawać, niech przeczytają i najwyżej wrócą, jak czegoś nie zrozumieją. Tylko trzeba chcieć sobie i innym życie ułatwić.

    OdpowiedzUsuń
  19. Falken, jak łatwo się skompromitować. I po co ci to było

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardzo się cieszę z tego, co Pan Sędzia napisał. Niech Pan Sędzia sobie teraz przez chwilkę wyobrazi, że jest Profesjonalnym Pełnomocnikiem. Wiem, że może to być dla Pana bardzo trudne, jako że powszechnie wiadomo, że pełnomocnicy są leniwi (dochodzi nawet do tego, że zrzucają na sąd wzywanie świadków i powoływanie biegłych..) i głupi (że co chwila ktoś po 5 latach uniwersytetu i 4 aplikacji źle opłatę obliczy, albo jakiegoś formularza nie załączy nieuk jeden z drugim...).

    No więc jest Pan takim pełnomocnikiem i do Pana kancelarii przychodzą różne takie pukacze, skargowniki i wszelakie inne indywidua, które doskonale znają prawo, bo szwagier to miał taką sprawę, a brat męża kuzynki prawo studiuje, i wszystkie zostały albo oszukane albo w biały dzień okradzione albo też inaczej skrzywdzone przez system, bolszewickie sądy czy kogo tam jeszcze się nawinie.

    I jak Pan słusznie zauważył, każda odpowiedź inna niż "ależ oczywiście, ma Pan pełną rację, idziemy z tym do sądu!!!" ich nie zadowala.

    I teraz okazuję się coś bardzo dziwnego - otóż cała te menażeria to Pana klienci!!! Jak nie będę zadowoleni - nie będą płacić. Jak nie będą płacić - nie będzie Pan miał na chleb. Nie można jednego z drugim po prostu grzecznie wyprosić.

    I co Pan wtedy robi Panie Sędzio? Budzi się Pan z tego koszmaru i z ulgą stwierdza, że cały czas jest Pan jednak na ciepłej budżetowej posadce.

    OdpowiedzUsuń
  21. Myśle ze komentarz z ciepłą budżetowa posadką jest niesprawiedliwy, są plusy stanowiska sędziego, ale też olbrzymie minusy. I raczej to sędziowie uciekją z tych @ciepłych posadek@ niż adwokaci/radcowie stają się sędziami. Mam nadzieje że wszyscy wiedza dlaczego - bo sędziowie są kiepsko opłacani ... co prawda pewna i stabilna kasa ale w porównaniu z zarobkami adwokatow i radców słaba.

    OdpowiedzUsuń
  22. Kolega anonimowy z 14 października 2010 18:47 chce nam przekazać, że CELOWO naciąga klientów na koszta? Cóż za mizeria moralna....

    OdpowiedzUsuń
  23. ustawodawcy się sygnalizuje problemy, ustawodawca olewa, realizuje własną politykę [zniszczyć sądy]

    "830" dni >> dane z raportu doing buissnes - metodologia badania nader wątpliwa, a podejrzenie budzi już spojrzenie że od wielu lat te 830 tkwi w miejscu [jakie jest prawdopodobieństwo że coś co trwa 830 dni w 2004 trwa tyle samo w 2009? - ROTFL!!!]

    ... studenci i magistry w FOR(...) zielonego pojęcia nie mają na te tematy, a czasem mimo wskazania błędności metodologii danych badań i tak z tychże badań wysnuwają wnioski (obarczone genetycznie błędem)

    podobnie cytuje się dane z CEPEJ pomijąc to, że samo CEPEJ opublikowało opracowanie w którym przyznano, że zebrane dane i sposób badania tylko zamąca obraz.... ale tego nikt nie czyta { http://www.coe.int/t/dghl/cooperation/cepej/series/Etudes10Admin_en.pdf }

    OdpowiedzUsuń
  24. Kolega anonimowy z 15 października 2010 07.50 raczy przeczytać tekst ze zrozumieniem - wynika z niego coś dokładnie przeciwnego. Pomimo rozpaczliwych prób wytłumaczenia klientom, że dana sprawa to tylko niepotrzebne koszty, oni upierają się w nią brnąć. cóż za mizeria intelektualna ze strony Kolegi....

    OdpowiedzUsuń
  25. @Anonimowy 14 października 2010 18:47
    Ja właśnie nie wyobrażam sobie tego, że do mojej kancelarii przychodzi taki "trudny klient" przekonany, że ma rację (miałam z takimi osobami do czynienia na studiach w Klinice prawa).
    I dlatego ... nie mam kancelarii ;-)

    A jak taki ktoś puka do mnie do pokoju, to mówię - sekretariat jest naprzeciwko.
    Rose

    OdpowiedzUsuń
  26. @Rose

    "I dlatego ... nie mam kancelarii ;-)"

    Nie wiem czy właściwie odczytuję Twoje intencje, ale jeśli tak, to chyba trochę się nie rozumiemy.

    Autor tego bloga jest sędzią i opisuje tutaj wszelakie negatywne aspekty swojej pracy (w zdecydowanej większości przypadków ma zresztą rację). Najgłupszym komentarzem do jego tekstów jaki można by napisać jest jednakże stwierdzenie "nikt Panu nie każe być sędzią!!".

    Głupoty i totalnego braku sensu takiego stwierdzenia nie trzeba uzasadniać i nie będę tego robił.

    Ja ze swojej strony uważam, że jedną z bolączek wymiaru sprawiedliwości jest oprócz wszystkiego, co opisuje Falkenstein całkowite niezrozumienie przez sędziów warsztatu pracy pełnomocników i ich relacji z klientami, a w sprawach gospodarczych całkowite niezrozumienie biznesu. Z tego względu zamieszczam utrzymane w podobnie ironicznym jak cały blog tonie wpisy mające pokazać, że życie pełnomocników także bywa drogą przez mękę i że nie tylko sędziowie mają ciężko.

    A tak na marginesie, takich trudnych klientów, to mamy jakieś 80%. I musimy z nich żyć, jeśli chcemy - a chcemy, podobnie jak Falken i Ty - wykonywać swoją pracę. Dlatego poza byciem prawnikami musimy być psychologami, pijarowcami, negocjatorami, menedżerami kancelarii będącej firmą jak każda inna etc. To jest olbrzymia ilość wiedzy i umiejętności, jakie trzeba nabyć, aby nie zatonąć na tym rynku i pracy, jaką trzeba na co dzień wykonać, a także duże obciążenie psychiczne. Sędziowie żadnej z tych rzeczy nie widzą. Im się wydaje, że nasza praca sprowadza się do napisania pisma procesowego, a tymczasem to jest najłatwiejszym i najprzyjemniejszym jej elementem. A z punktu widzenia zadowolenia klienta, czyli źródła naszego utrzymania - często najmniej istotnym. Porównać to można do przekonania, że całość pracy sędziego to praca na sali rozpraw.

    Ale tego wszystkiego na zewnątrz nie widać, więc wydaje się, że tego nie ma, a są tylko głupi i leniwi pełnomocnicy, którzy nie umieją napisać pisma bez literówek.

    OdpowiedzUsuń
  27. @Anonimowy - ja o tym wszystkim wiem. I dla mnie problem radzenia sobie z trudnymi klientami w kancelarii byłby na tyle zniechęcający, że wybrałam inny zawód.

    Tak samo - nie wyobrażam sobie siebie przeprowadzającej lub asystującej przy sekcji zwłok i dlatego już od dzieciństwa absolutnie skreśliłam medycynę jako przedmiot moich studiów, a potem aplikację prokuratorską.

    OdpowiedzUsuń
  28. Pukacze są także problemem w uniwersyteckich poradniach prawnych, gdzie porady są darmowe. Jeżeli pukacz dowie się o upp, to często staje się jej stałym "klientem".

    Najgorszym przypadkiem jaki nam się przydażył była wizyta ubezwłasnowolnionej pani, która twierdziła, że RP uknuło przeciwko niej spisek. Jej wizyta trawał 2-3 godziny.

    Czasami członkowie upp oświadczają, że sprawa pukacza ich przerasta (w końcu są tylko studentami) i odsyłają do samorządu adwokatów lub radców by znaleźli im jakiegoś profesjonalistę :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Gratuluję dobrego samopoczucia. nie ma to jak bezkarne wydawanie orzeczeń za wysoką gaże uzyskiwana z pieniędzy podatników .
    O tak najlepiej siedzieć przy kawce akbo czyms mocniejszym i wyrzucać pisma do kosza, to bardzo intratne zajęcie. Gdyby były przyzwoicie prowadzone sprawy, nie było by pukaczy. Trochę pokory. w końcu z tego żyjecie...

    OdpowiedzUsuń
  30. Pan sędzia mógłby mnie nazwać pukaczem skargownikiem i nie wstydzę się tego. Jak czytam tutaj wasze żale (sędzia i pełnomocnicy) to mi się śmiać chce. Jestem przedsiębiorcą i na co dzień mam kontakt z klientami z których 95% to klienci upierdliwi do bardzo upierdliwi i niestety ja nie dostanę kasy przed wykonaniem usługi (jak adwokaci) tylko po, i muszę klientowi zagwarantować efekt końcowy z czego wy się bez problemu wywijacie (niestety, niezawisły sąd tak orzekł i nie mamy na to wpływu, hahahaha) i żeby żyć muszę z tymi klientami funkcjonować i nie żalę się jak mi to jest źle. Pewnie niektórzy z was chcieliby powrotu komuny, tam to dopiero prawnicy mogli sobie poużywać, byle kto nie mógł wejść do kliki (tylko protegowani) a sędzia musiał być tylko lojalny wobec partii i był nieusuwalny a o skargach na wymiar (nie)sprawiedliwości to nawet nikt nie słyszał.
    Wracając do tematu, dlaczego jestem pukaczem skargownikiem ? otóż dlatego że nie zgadzam się z wyrokiem, który został orzeczony na podstawie widzimisię sędziego, który jest "niezawisły" i tak naprawdę może orzec co chce i nikt mu nic nie zrobi, może nie przyjąć dowodów, które ewidentnie świadczą o winie drugiej strony, jakieś uzasadnienie zawsze się znajdzie. Zakrywanie się "swobodną oceną dowodów" która tak naprawdę jest dowolna itd itp. mógłbym tu długo na ten temat pisać. Faktem jest, że w Polsce jest większość sędziów którzy mają materiał dowodowy w d...e i orzekają jak im się podoba lub z jakim pełnomocnikiem mają układ lub choćby przez samą sympatię lub antypatię do strony lub pełnomocnika.
    Dlatego nie dziwcie się że są ludzie którzy nie zgadzają się z tym i piętnują takie zachowanie, co oczywiście jest walką z wiatrakami, bo pisaniem skarg robię sobie tylko wrogów w sądzie, ale mam do gdzieś że prezes sądu lub KRS nie widzi że sędzia jest stronniczy, będę dalej pisał aż w końcu ktoś się moją sprawą zainteresuje choćby to miało trwać i 50 lat.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.