piątek, 6 stycznia 2012

Historia lubi się powtarzać?

W 2007 r. w tygodniku "Polityka" ukazał się bardzo interesujący felieton Andrzeja Garlickiego dotyczący relacji pomiędzy sanacyjnymi rządami a władzą sądowniczą, opisujący proces podporządkowywania sądów politykom. Myślę, że warto w tym miejscu zacytować kilka akapitów, które jednoznacznie wskazują do czego są zdolni żądni władzy politycy, jeżeli tylko się im na to pozwoli:

"Gdy dobiegła końca kadencja parlamentu, należało powołać Głównego Komisarza Wyborczego. Piłsudski postanowił, że będzie nim Stanisław Car. Komisarza powoływał prezydent z trzech kandydatów przedstawionych przez Zgromadzenie Prezesów Sądu Najwyższego. Mimo sugestii i nacisków nazwisko Cara nie znalazło się na liście przedstawionej Mościckiemu. Wola Piłsudskiego była prawem najwyższym i prezydent, łamiąc konstytucję, mianował Cara.

Niepokorni prezesi ponieśli wkrótce konsekwencje. Wydawać by się mogło, że obroni ich konstytucja, która w art. 77, 78 i 79 mówiła o niezawisłości sędziów, o ich nieusuwalności i nieprzenoszalności oraz sędziowskim immunitecie. Art. 78 przewidywał wszakże możliwość usuwania i przenoszenia sędziów w wypadku postanowionej w drodze ustawy zmiany w organizacji sądów. Wprowadzono ten przepis przewidując konieczność ujednolicenia odziedziczonej po okresie zaborów organizacji sądownictwa. Został wykorzystany do represji wobec sędziów niechętnych sanacji.".

Dziś w Konstytucji mamy prawie taki sam przepis. Tyle tylko, że zmiana organizacji sądów następuje dzisiaj nie w drodze ustawy, lecz w drodze rozporządzenia Ministra sprawiedliwości. Aby usunąć niepokornego sędziego nie potrzeba zatem nawet ustawy. Wystarczy, aby minister jednym rozporządzeniem zlikwidował sąd, w którym orzeka sędzia, który mu się naraził, po czym w związku z tym przeniósł tego sędziego na drugi koniec Polski. Albo w stan spoczynku. Po czym ponownie utworzył sąd w tym samym miejscu. Ale czytajmy dalej... 

"6 lutego 1928 r. Prezydent RP wydał rozporządzenie „Prawo o ustroju sądów powszechnych”, które wchodziło w życie z dniem 1 stycznia 1929 r. Ministrem sprawiedliwości był od 22 grudnia 1928 r. Stanisław Car, który objął tekę po Meysztowiczu. Rozporządzenie pozwalało przenosić bez zgody zainteresowanych do innego sądu lub w stan spoczynku sędziów Sądu Najwyższego w ciągu trzech miesięcy, sędziów apelacyjnych w ciągu roku, a sędziów okręgowych i grodzkich w ciągu dwóch lat od wejścia w życie. Jednymi z pierwszych zwolnionych byli I prezes Sądu Najwyższego Władysław Seyda i prezes Izby Karnej SN Aleksander Mogielnicki, których przeniesiono w stan spoczynku. Zasada niezawisłości sędziowskiej została formalnie utrzymana, lecz możliwość przeniesienia sędziego do innego miasta lub w stan spoczynku dawała rządowi skuteczne narzędzie nacisku. Ta polityka kija i marchewki spowodowała uzależnienie środowiska sędziowskiego od władz. Była skuteczna i dlatego 23 sierpnia 1932 r. ukazał się dekret prezydenta ponownie zawieszający na dwa miesiące niezależność sędziów. Minister mógł też w tym czasie usuwać ze stanowisk prezesów sądów. 

 Najdłużej trwało podporządkowanie obozowi sanacyjnemu władzy sądowniczej [...]. Jedyną drogą wymuszenia posłuszeństwa było podważenie zasady nieusuwalności sędziów. Uczyniono to dwukrotnie, lecz w każdej chwili mógł się ukazać kolejny dekret prezydenta. Ta metoda zastraszenia okazała się skuteczna. W ostatnich latach istnienia II RP środowisko sędziowskie było już spacyfikowane.

System nadzoru administracyjnego Ministra i podporządkowania sądów politykom, został wprowadzony po raz pierwszy właśnie w USP z 1928 r. Ustawa ta obowiązywała aż do 1985 r. co świadczy o tym, że nowej władzy, która nastała w 1944 r. przyjęte w niej rozwiązania odpowiadały. Dziś słyszymy, z ust Ministra sprawiedliwości, że zrzeczenie się przez niego nadzoru administracyjnego byłoby "jak wywieszenie białej flagi". Faktycznie... trudno sobie wyobrazić, aby w demokratycznym kraju politycy zrzekali się uprawnienia, które zostało im przyznane po przewrocie wojskowym w celu podporządkowania sobie sądów.

A skoro i tak w tym wpisie zamieszczam głównie cytaty, to wkleję jeszcze jeden. Tym razem ze zdania odrębnego sędziego Trybunału Konstytucyjnego Bohdana Zdziennickiego do uzasadnienia wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 18 lutego 2004 r. w sprawie K 12/03.:

"Według opublikowanej niedawno instrukcji z 2 czerwca 1947 r. przygotowanej przez KGB dla ambasady radzieckiej (Jacek, Julian Jadacki, Myśli o wychowaniu narodu, Odra nr 4/2002, s. 11 i nast.) zalecane było doprowadzenie do tego, aby pracownicy polskiego wymiaru sprawiedliwości otrzymywali niskie pobory (pkt 9 Instrukcji). Takie zalecenie było więc dziełem przeciwników suwerennego Państwa Polskiego, którego jednym z najważniejszych atrybutów były niezależne sądy i niezawiśli sędziowie."

To tyle ode mnie. Wnioski wyciągnijcie sami...

26 komentarzy:

  1. Cóż - Historia magistra vitae est.

    OdpowiedzUsuń
  2. Napiszę, co napisałam gdzieś indziej: "Niestety tradycji niezawisłych sądów Polska po prostu nie ma.

    Swoją drogą to jest co najmniej dziwne, jak mocno idea niezawisłości tkwi w głowach nas - zwyczajnych sędziów. I skąd nam się to wzięło? :roll:

    Jak o mnie chodzi, to zindoktrynowali mnie w ten sposób nauczyciele - profesorowie UJ, ludzie wychowani i przez lata robiący karierę w PRL-u...."

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow. Ostro. Ale, niestety, sporo w tym prawdy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ok.
    Ale jak w takim razie zapewnić racjonalne wykorzystanie kadr sędziowskich?
    Przenosić nie wolno, likwidować sądy też nie...

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze jakaś nadzieja tkwi w Trybunale Konstytucyjnym. Mam nadzieję, że nie dojdzie do "zatrzymania" wymiaru sprawiedliwości, bo zacznie się prawdziwy horror.
    Osobiście mam skrajnie negatywną postawę wobec działań władzy ustawodawczej.
    1. Czuję się obrażony, bo jak czytam bajki w prasie o "równym ponoszeniu ciężarów społecznych", to mam wrażenie, że ktoś uważa mnie za idiotę.
    2. Niepokoi mnie to, że te działania są de facto popierane w społeczeństwie (poparcie dla PO rośnie) wystawiając sobie przepiękne świadectwo, bo w tym kraju historyków chyba historii (a tym bardziej prawa, socjologii, filozofii) to nikt tak na prawdę nie zna.
    3. W mojej ocenie zaczyna się pewna "gra w berka". Uchwala się ustawy, które walą po oczach niekonstytucyjnością i się czeka. Jak Trybunał dopadnie jakąś (berek), to się wypuści kolejną i zabawa zaczyna się od początku.

    OdpowiedzUsuń
  6. W moim przypadku profesorowie UG nie musieli indoktrynować, bo niezawisłość sądów jest (zawsze była) oczywistą oczywistością.
    Sądzę, że największym problemem jest edukacja, a właściwie ambiwalentny jeśli nie powiedzieć lekceważący stosunek młodzieży do niej. Nawet maksymalne uproszczenie procedur nie pomoże, jeśli ludzie nie będą znali chociaż podstaw prawa. Aż ciśnie się na usta cytat z L. Morawskiego: "W młodych demokracjach sytuację pogarsza niski poziom kultury politycznej, który powoduje, że wyborcy bardzo łatwo stają się tanim łupem demagogicznie nastawionych polityków, a co gorsza, na swoich przedstawicieli często wybierają zwykłych idiotów. (Lech Morawski, Główne problemy współczesnej filozofii prawa. Prawo w toku przemian, Warszawa 2005, s. 307).

    OdpowiedzUsuń
  7. @Anonimowy
    "Ale jak w takim razie zapewnić racjonalne wykorzystanie kadr sędziowskich?"

    Jeśli uważamy że kadry są nieracjonalnie wykorzystywane (ja osobiście tak nie bardzo uważam) to są inne mozliwości:
    1) nie dajemy etatów w sądach niedociążonych, tych etatów które wygasły (odejścia sędziów z różnych powodów) lecz przenosimy je do innych sądów - przykładowo w nimi sądzie który ma być skasowany można było tak zrobić w ubiegłym roku. Migracja etatów sędziowskich potrwa tylko nieco dłużej. [naturalne odejścia sędziów możemy zwiększyć np . poprzez obniżkę wynagrodzeń]
    2) generalnie w USP jest możliwa delacja i za zgoda sędziego i bez jego zgody na krócej
    3) skoro nie można przenieść sędziów to przenosimy sprawy :) Jakieś gminy z sądów przeciążonych przyłączamy do sądów nieodciążonych [byle z uwzględnieniem geografii]
    4) ograniczmy liczbę spraw sądowych nieodpowiednimi przepisami - dla wszystkich

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo dobre cytaty .Już pisałem na forum jaka forma protestu może być skuteczna .W/g mnie sposób uchwalania ustawy okołobudżetowej zmniejszającej faktycznie nasze pobory i uposażenia urąga Konstytucji.Pozdrawiam FALKY.Z poważaniem - Bogumił.

    OdpowiedzUsuń
  9. No falk wreszcie mi się podoba, a komentarz Johnsona świetnie tekst uzupełnia. Dark.

    OdpowiedzUsuń
  10. Teoretycznie wszystko racja, praktycznie już nie za bardzo. Sędziowie nie potrafią zjednać sobie innych prawniczych środowisk (o nieprawniczych nie wspominając) i uzyskać poparcia dla swoich postulatów. Póki tak będzie, a sądy będą działały jak działają, a przynajmniej będą utrwalały w społeczeństwie obecny obraz, to każda inicjatywa zwiększająca nadzór i kontrolę będzie cieszyła się poparciem.

    OdpowiedzUsuń
  11. Dlatego zawsze uważałam, że "marszałek" doskonale pasował do Hitlera i Stalina, tylko Polacy jacyś tacy mniej pokorni niż Rosjanie i mniej zdyscyplinowani niż Niemcy.... Dlatego też ciągle ten bałagan mamy.... ihihihih :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Historia nie tylko lubi się powtarzać. Ona robi to w sposób bezczelny i bezpruderyjny. I choć minęło trochę czasu, to ludzie się nie zmienili. Demokracja nie jest wiecznym tworem danym raz na zawsze. Trzeba o nią dbać i ją pielęgnować. Nie jest ustrojem idealnym, można znaleźć na niej wiele rys. Ale została ona wypracowana i okupiona krwią wielu pokoleń Polaków, którzy ginęli w imię lepszego jutra. W imię zapewnienia przyszłości kolejnym pokoleniom. Trudno zrozumieć obecne dążenia władzy ustawodawczej. Kryzysu (na razie) nie ma, finanse mają się dobrze głównie dzięki NBP. To prawda, że dług publiczny stale rośnie (i chyba nie muszę mówić, kto przyczynił się do tak znacznego wzrostu zadłużenia). Ale mydlenie oczu obywatelom i przeprowadzanie pod płaszczykiem "reform" likwidacji sądów, prokuratur, obniżanie wynagrodzeń, likwidacja stanu spoczynku (co jeszcze? Może również immunitetów?) to działanie, które w moim mniemaniu nie przystają do "demokratycznego państwa prawnego, urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej". Jak będziemy się cofać w takim tempie, to niedługo dojdziemy do absolutyzmu, i każdy jako wasal stwierdzi: "siedzę na koniu" (zamiast za stołem).

    OdpowiedzUsuń
  13. Ech...

    Dla wszystkich wyciągających wnioski z historii: proszę wskazać młody kraj (obecnie lub w przeszłości) który nie przechodził przez takie problemy. Dla ułatwienia:

    - II RP, jak wyżej
    - USA jak najbardziej
    - Rosja po rewolucji październikowej... hmm :)
    - Przykłady europejskie ciężko znaleźć, bo większość naszych sąsiadów nie traciło ciągłości państwowej tak jak my, ale wystarczy popatrzeć na resztę demoludów i poczytać co tam się dzieje. U nas i tak nie jest źle. Porównajmy się z Bukaresztem... Tak czy siak "stare" potęgi europejskie za czasów powstawania to była ta sama kombinacja korupcji i nieudolności.
    - Grecja (gdzie do nie tak dawna rządziła junta wojskowa), cóż...
    - Włochy, kraj który po kilkuwiekowej zapaści gospodarczej de facto powstał na nowo na przełomie XIX i XX wieku, ma ok. 10% PKB pod kontrolą mafii.

    Historia lubi się powtarzać, ale pokazuje też, że te atrakcje są zazwyczaj przejściowe. Więc nie ma co uderzać w hiobowe tony, sugerując że co najlepsze to już za Polską, teraz Mesjasz Narodów chyli się ku otchłani itd. Choć warto pracować nad tym, żeby ten bałagan trwał jak najkrócej...

    OdpowiedzUsuń
  14. Stanowczo protestuję przeciwko dokonanemu przez anonimową z godz. 9.42 porównaniu Marszałka do Stalina i Hitlera! Autorka najwyrazniej nie zna historii.

    OdpowiedzUsuń
  15. Anonimowy pisze:
    [to działanie, które w moim mniemaniu nie przystają do "demokratycznego państwa prawnego, urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej"]

    "Sprawiedliwość społeczna" to hipostaza i oksymoron. Kiedy Wy, otumanieni ludzie, w końcu zrozumiecie, że takiego zwierzęcia w przyrodzie nia ma?

    OdpowiedzUsuń
  16. Szanowny przedmówco; jest w Konstytucji Polski. To był przecież cytat. I nie jest to zwierzę lecz idea ku której itd...itp...

    OdpowiedzUsuń
  17. No właśnie dlatego, że Polacy są inni niż Rosjanie i Niemcy, to nasz "marszałek" nie stał się naszym fuhrerem czy też nie miał ust słodszych od malin..., ale naprawdę czy nikt nie widzi podobieństw? A z historii parę wycinków warto sobie przypomnieć....Rzeczywiście - żeby mieć odwagę dokonać takiego porównania zamiast lukrować to ciastko pt. "marszałek".

    OdpowiedzUsuń
  18. Nadal nie widzę podobieństw między Marszałkiem a Hitlerem czy Soso. Pewien autorytaryzm tak (jak większośc rządzących), ale jakoś nie mogę nie zauważac milionów ofiar tych dwóch ostatnich. I nie chodzi o "lukrowanie" Marszałka, bo rzeczywiście wiele grzechów miał na sumieniu.

    OdpowiedzUsuń
  19. Dlatego napisałam, że w warunkach niemieckich lub sowieckich takiego rodzaju figura mogłaby się zapisać cokolwiek inaczej nie tylko przez ów "pewien autorytaryzm".... Ciekawe, że nie przeszkadza on we wspomnieniach o "marszałku", a wywołuje dość niezadowolenia w przypadku innych liderów państwowych....

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie myślał Pan kiedykolwiek aby zostać sędzią piłkarskim?

    OdpowiedzUsuń
  21. Wszystkie te tyrady to bicie piany.Weźcie lepiej załóżcie trampki i pójdźcie pobiegać albo pomóżcie staruszce przejść przez ulice.Tysiące orzeczeń SN plus Lex plus wszechmądrość życiowa 26 letniego sędziego plus wredni adwokaci plus tragiczne warunki pracy w niedogrzanym(zima) lub przegrzanym(lato)o pardon - bez klimatyzacji tyż)Sądzie plus wredne i ślepe ministerstwo plus terele morele pele mele.Można zemdleć jak się to czyta.Z drgdiej strony coś robić trzeba więc ja Pana Falkego uważam z pozytywną postać negatywnej rzeczywistości.Ale naprawdę weź Pan Falky i zakochaj się.Tak jak Kazio.Zakochaj się w czymś/kimś co sprawi że zobaczysz świat w różowych okularach.Pozdrawiam. Pracownik fizyczny (del) Sądu Najwyższego - Roman

    OdpowiedzUsuń
  22. ... mając 26 lat nie można być sędzią. Fizycznie nie da rady. 5 lat studiów + aplikacja + asesorstwo. Trzebaby było 5 lat studiów w rok zrobić. Niewykonalne.

    OdpowiedzUsuń
  23. Zapomniałem dodać: a i to przy założeniu, że po pół roku bycia asesorem się nominację dostało.

    OdpowiedzUsuń
  24. Raczej w obecnym modelu 5 lat studiów (indywidualny tok 3 lata i nie znam nikogo, kto by skończył szybciej), aplikacja ogólna 12 miesięcy, specjalizacja (ok. 50 miesięcy) i czekanie na etat. Asesorzy niezgodni z Konstytucją.

    Bycie sędzią albo prokuratorem to nie zawód, gdzie pracuje się od 7.30-15.30 i zamykając drzwi za sobą wchodzi się w przestrzeń życia prywatnego. Ten zawód do służba, w której prokuratorem a i pewnie również sędzią jest się przez 24 godziny na dobę. Wykonywanie tego zawodu wiąże się z wieloma wyrzeczeniami oraz ograniczeniami praw i wolności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewna sędzia wydała ostatnio wyrok, chodziło o tzw. "polskie obozy koncentracyjne", konkretnie o Ravensbrück. Sędzia odrzuciła pozew plagiatując uzasadnienie ze sprawy oświęcimskiej (wygooglała gdzieś to sobie). Po prostu napisała, że niemiecki dziennikarz się pomylił i użył skrótu myślowego nazywając ten obóz polskim, gdyż leży on na terenie dzisiejszej Polski. Ja, jako syn pensjonariuszki tego kurortu, nie wierzę, żeby Pani sędzia studiowała 5 lat, bo ctrl-C i ctrl-V można nauczyć się dużo szybciej. Nie wierzę też w żadną "służbę" tej Pani. Niestety, wśród sędziów też zdarzają się czarne owce a w obecnym systemie prawnym nie ma możliwości wyeliminowania ich z zawodu. Ja więc wolę już metody Dziadka.

      Usuń
  25. @Anonimowy

    A owszem, ale Falkenstein mam wrażenie, że jeszcze się na asesurę załapał.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.