wtorek, 22 kwietnia 2014

Pocztowe światy równoległe


No cóż. Po raz kolejny okazało się, że Nowy Lepszy Doręczyciel działa dobrze, a te wszystkie żądania napływające ze wszystkich stron, żeby się wzięli do roboty to normalne czepianie się. Bo przecież Poczta też nie gwarantowała terminów doręczeń, więc czekanie tygodniami na przesyłkę to nie jest coś, za co można by się Nowego Lepszego czepiać. W końcu co to za problem, że przesyłka miejscowa (3 km od sądu), którą nadano 7 lutego jest awizowana po raz pierwszy dopiero 26  lutego. Poczta przecież lepsza nie była, listy gubiła, paczkomatów nie miała i w ogóle była taka nienowoczesna bo tabletów nie mieli. A w dodatku to te przepisy takie skomplikowane są, w każdej procedurze inne i to jest wina tego, że zdarzają się pomyłki, nad wyeliminowaniem których pracuje się pilnie, pomimo kreciej roboty i czarnego pi-aru.

No niech im będzie. Przyjmijmy, że wolno im czekać dwa tygodnie zanim awizują i dwa tygodnie zanim doręczą sądowi pokwitowaną zwrotkę. Jeżeli taki ma być standard obsługi to trudno. Dostosujemy się. Terminy się trochę wydłużą, ale to nic, damy radę. Jeżeli tylko doręczenia będą robione zgodnie z przepisami, wszystkie adnotacje zamieszczane czytelnie i rzetelnie to wszystko będzie działało. Bo w końcu w doręczeniach sądowych właśnie o to chodzi - o dopełnienie określonych procedur doręczeń mających służyć zagwarantowaniu zainteresowanym należnych im praw. To zaś, czy listy będzie nosić i rzeczonych procedur dopełniać postkomunistyczny monopolista, cypryjski konkurent, konsorcjum z udziałem poczty chińskiej, czy może zakon braci pocztowych działający pod auspicjami Opus Dei to już nie ma żadnego znaczenia.

To jak należy doręczać listy w postępowaniu cywilnym określa Rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z dnia 12 października 2010 r. „w sprawie szczegółowego trybu i sposobu doręczania pism sądowych w postępowaniu cywilnym”, w którym dokładnie napisano co z danym listem należy robić. Napisano tam jak go doręczać, jak przechowywać po awizowaniu (i gdzie) oraz kto, kiedy i co ma na tym liście napisać albo nastemplować, żeby przepisom stało się zadość, a przesyłka mogła zostać uznana za prawidłowo doręczoną. Adnotacji tych jest tyle, że niekiedy brakuje miejsca, by je zamieścić, ale trudno, tak ma być. Jak trzeba można stawiać jedne na drugie, oby tylko były czytelne. Nie jest to jednak trudne, i Nowy Lepszy, po początkowych problemach, opanował i tę sztukę, jak widać na poniższym obrazku:
 

Pozornie wszystko w porządku, no może poza tym, że pierwsze awizo zostawiono prawie trzy tygodnie po wysłaniu, ale nie o to tu chodzi. Jest adnotacja doręczyciela o awizie, datownik potwierdzający przyjęcie przesyłki, następnie adnotacje o powtórnym awizie i o zwrocie niepodjętej przesyłki, wszystko we właściwych terminach i z odpowiednimi datownikami. Popatrzmy jednak na kolejną przesyłkę, wysłaną tego samego dnia i na ten sam adres, do drugiego z pozwanych mieszkających w tym samym lokalu:


I tu nasuwa się kilka pytań:

1. dlaczego adnotacja doręczyciela o tym, że adresata nie zastano (§ 7.1 pkt 1 Rozporządzenia) na jednej przesyłce napisana jest niebieskim długopisem, a na drugiej czarnym? Doręczyciel miał dwa, i sobie zmieniał żeby się nie nudzić? A może było ich dwóch, co wyjaśniałoby także to, że adnotacje różnią się charakterem pisma?

2. Jak to się stało, że adnotacja pracownika placówki pocztowej o fakcie sporządzenia drugiego awiza i zwrocie przesyłki (§ 8.2 i § 10 Rozporządzenia) naniesiono akurat tym samym kolorem długopisu co adnotacje doręczyciela, iż adresata nie zastano? Jest jakiś wewnętrzny przepis w firmie, żeby dbać w ten sposób o estetykę? A może w ramach kompresji etatów przesyłki doręczają owi pracownicy, co tłumaczyłoby też fakt, że adnotacje te sporządzono takim samym charakterem pisma co adnotacja doręczyciela?

3. Jak pracownikom placówki pocztowej udaje zamieszczać te adnotacje tak, że wyglądają jakby były pisane za jednym zamachem, chociaż wiemy, że zgodnie z rzeczonym Rozporządzeniem umieszcza się jej w odstępach co najmniej tygodniowych? Przecież to wymaga nie tylko pilnowania, żeby kolejne adnotacje nanosiła ta sama osoba, ale i zadbania o to, by za każdym razem użyć tego samego długopisu. A może firma nauczyła swoich pracowników jednego standardowego charakteru pisma, na co wskazywać może choćby to, że chociaż adnotacje zamieszczane są pozornie jedną ręką, to parafki przy nich są różne?

4. dlaczego do ostemplowania tych dwóch przesyłek użyto ośmiu różnych pieczęci datowników? Pierwszy to datownik PGP o numerze 02 087 021, który potwierdza fakt nadania przesyłki - ten jest taki sam na obu przesyłkach. Następnie mamy dwa datowniki InPost o numerach 03 087 077 i 03 087 075, potwierdzające fakt przyjęcia awizowanej przesyłki od doręczyciela. To już trzy. Potem datowniki nr 05 073 007 i 03 087 051 z datą drugiego awiza i wreszcie 03 087 078 i 03 087 083 z datą zwrotu. Do tego na jednej z przesyłek jest jeszcze dodatkowy datownik o numerze 03 087 059 z datą 7 marca 2014 r. która kompletnie nam tu nie pasuje. Rozumiem, że w dużej placówce musi być dużo datowników, ale jak to się stało, że żadnego oprócz nadawczego nie użyto dwa razy?


Byłbym niezwykle ciekawy jakie odpowiedzi na tak postawione pytania wymyśliliby piarowcy Nowego Lepszego Doręczyciela, by przekonać wszystkich, że wszystko jest tu w porządku, nie ma żadnych nieprawidłowości w doręczeniach, a tak w ogóle to już teraz działają lepiej niż poczta, a będzie lepiej. Bo jak dla mnie to coś tutaj jest ewidentnie nie tak. Nie mam dostatecznych dowodów by rzucać konkretne oskarżenia, ale myślę, że każdy trzeźwo myślący człowiek jest w stanie wyciągnąć własne wnioski i sformułować własną hipotezę odnośnie tego, jak to się stało że na tych przesyłkach znalazły się takie właśnie adnotacje. Ja to już zrobiłem. I jestem przerażony potencjalnymi konsekwencjami tego, co nastąpi gdyby moje podejrzenia okazały się prawdą...

sobota, 12 kwietnia 2014

Reklamacja


Spadające z wokand sprawy urosły w mediach do rangi koronnych dowodów na to, że Nowy Lepszy Operator sobie ewidentnie nie radzi. I nie dziwię się temu, bo taka odwołana z powodu braku zwrotki sprawa to coś co można wyraźnie pokazać, policzyć i nagłośnić. Rzeczywiste problemy nie tkwią jednak w tym, że rozprawa  spadła bo operator nie wyrobił się w trzy tygodnie z odesłaniem zwrotki od adwokata, ani w tym, że jego doręczyciel nie wiedział, że skoro po tej stronie ulicy są numery od 2 do 20 to numer 3/5 najprawdopodobniej jest po drugiej stronie. Rzeczywistą skalę problemu z doręczeniami widać tam, gdzie od ustalenia tego kiedy doręczono przesyłkę adresatowi zależy to, co dalej będzie w sprawie zrobione. Czyli na bezbiegu, w międzyinstancji i w prawomocnościach.

Generalnie chodzi o to, że jak pismo wniesione do sądu ma jakieś braki formalne (np nie ma podpisu, odpisu albo nie zapłacono opłaty), to wnoszącego należy wezwać żeby ten brak uzupełnił w ciągu siedmiu dni od otrzymania wezwania. Jak się zmieści w tym terminie to dobrze. Jak się nie zmieści to jego pozew podlega zwrotowi a zażalenie odrzuceniu bez dalszego rozpoznawania. Kiedyś, dawno temu, w czasach Złego Monopolisty było tak, że jak już doręczono komuś list to zwrotne poświadczenie odbioru wracało do sądu (o ile go gdzieś nie zgubili) w ciągu tygodnia, czyli mniej więcej w takim samym terminie, w jakim do sądu winno trafić pismo z usunięciem braków formalnych. Generalnie więc jak przyszło pismo zawierające brakujące informacje, a zwrotki z doręczenia wezwania do zrobienia tego jeszcze nie było, to wiadomo było, że za parę dni przyjdzie. Sprawy czekające "na brakach" leżakowały więc w szafie góra przez miesiąc (jak było podwójne awizo), po czym wiadomo było, czy braki usunięto w terminie czy nie, i co dalej z tą sprawą.

Dzisiaj Regulamin świadczenia usług przez PGP w kwestii terminów, w jakich winno nastąpić doręczenie mówi:

§ 19.1 (b) Operator deklaruje doręczanie przesyłek listowych rejestrowanych w terminie D + 3, gdzie D jest dniem nadania do godz.16ºº.
§ 19.4 Standard D + 3 jest zrealizowany jeżeli usługa pocztowa została wykonana w ciągu trzech dni roboczych po dniu nadania przesyłki. 

Wszystko wydaje się więc wyglądać dobrze. Zwrotka traktowana jest jak przesyłka rejestrowana, więc powinna dotrzeć do sądu w terminie 3, góra 4 dni roboczych od daty nadania, czyli od daty doręczenia właściwej przesyłki adresatowi, a zatem nie powinno być żadnej różnicy pomiędzy Złym Monopolistą a Nowym Lepszym. Skoro jednak jest tak dobrze to dlaczego jest tak źle? Dlaczego trzeba było dostawić kolejną szafę na akta czekające na zwrotki, a pewien klient awanturuje się, że nadal nie rozpoznaliśmy wniosku o zabezpieczenie, bo czekamy na zwrotkę potwierdzającą, że braki formalne pozwu uzupełnił w terminie? Ano dlatego, że to D+3 jako termin doręczenia to w wielu przypadkach niestety całkowita fikcja. Nawet na terenie tego samego miasta, i przy doręczeniach do urzędów i instytucji, samo dostarczenie przesyłki trwa tydzień, a odesłanie zwrotki - nie mówiąc już o doręczeniu jej sądowi - kolejny tydzień.  Nawet zaprzestałem już dokumentowania takich przypadków, ograniczając się do uwieczniania tylko tych, gdzie okres "karencji" wynosił ponad dwa tygodnie. O zwracaniu przesyłek dwukrotnie awizowanych nawet nie chce mi się pisać. Regularnie bowiem dostaję przesyłki z adnotacją, z której wynika, że pomiędzy odnotowaną na niej datą drugiego awiza, a datą zwrotu jako nie podjętej upływa minimum dwa tygodnie. 

Niezależnie więc od tego co twierdzą zatrudnieni przez Nowego Lepszego klakierzy i pi-arowcy, w dziedzinie szybkości i sprawności doręczeń jest zdecydowanie gorzej niż było. Czas oczekiwania na zwrotki niezbędne do nadania biegu pozwom, zażaleniom, apelacjom wydłużył się wielokrotnie. Sprawy tygodniami nie mogą otrzymać biegu, bo nie ma zwrotki i nie ma jak sprawdzić kiedy przesyłkę doręczono, bo system śledzenia przesyłek w internecie nie podaje dat dokonania poszczególnych czynności. Tylko w moim sądzie setki, jeśli nie tysiące nakazów zapłaty, wyroków zaocznych i innych orzeczeń wydawanych na posiedzeniu niejawnym nie może zostać uznane za prawomocne, bo nadal nie wiemy, czy, i kiedy je doręczono stronom. Kilkadziesiąt spraw przekazanych z e-sądu czeka na zwrotkę od pełnomocnika powoda w szafie na togi w moim pokoju, bo nie zmieściły się w szafach w sekretariacie. Owszem za czasów Złego Monopolisty też takie rzeczy się zdarzały, ale na litość Hermesa, patrona listonoszy, nie na taką skalę. 

Czy reklamowaliśmy takie opóźnione doręczenia? Oczywiście, ale nieskutecznie, bo okazało się, że Nowy Lepszy w kwestii terminów doręczeń niczego nie obiecywał i do niczego się nie zobowiązał, więc nie można mu zarzucić, że przetrzymując przesyłki robi coś źle. Cytując z odpowiedzi na jedną z reklamacji:

Warunkiem powstania opóźnienia w doręczeniu przesyłki sądowej jest objęcie tej przesyłki gwarantowanym terminem doręczenia.

Przesyłka, której reklamacja dotyczy, nie jest objęta gwarantowanym terminem doręczenia, gdyż taka gwarancja terminu doręczenia nie wynika z umowy, która była podstawa jej nadania, tj. umowy nr 67-zp-u/2013 na świadczenie usług pocztowych w obrocie krajowym i zagranicznym w zakresie przyjmowania, przemieszczania i doręczania przesyłek pocztowych oraz zwrotu przesyłek niedoręczonych, zawartej w dniu 18 grudnia 2013 r. w Warszawie, pomiędzy Skarbem Państwa, a Polską Grupą Pocztową S.A.

Wskazać należy, że zarówno postanowienia umowy, jak i załączników do niej nie przewidują gwarantowanego terminu doręczenia przesyłki objętej reklamacją. Wskazane w §19 Regulaminu świadczenia usług przez Polską Grupę Pocztową S.A. terminy są terminami deklarowanymi, a nie gwarantowanymi w rozumieniu art 88 ust 4 pkt 4) Ustawy z dnia 23 listopada 2012 r. Prawo Pocztowe [...]

Co z tego wynika? Ano dwie rzeczy. Po pierwsze to, że Nowy Lepszy może sobie doręczać przesyłkę tak długo, jak długo mu się podoba, bo nie obowiązują go żadne terminy, włącznie z tymi, które sam zadeklarował i obiecał się ich trzymać. Po drugie ewidentnie ktoś odpowiedzialny za przygotowanie umowy dał ciała na całej linii i powinien za to odpowiedzieć. Cóż więc na to Centrum Zakupów dla Sądownictwa (organ Ministerstwa Sprawiedliwości)? Ano pisze do sądów, żeby nie wnosić bezpodstawnych reklamacji, oraz że negocjuje z Nowym Lepszym, żeby ten zgodził się podpisać aneks do umowy i zgodzić się na zamianę terminów deklarowanych na gwarantowane. Czyli że prosi go, żeby zobowiązał się za te same pieniądze doręczać przesyłki  w trzy dni i płacić odszkodowania za przekroczenie terminu. Spocznij. Można się śmiać.