piątek, 23 września 2016

Dzielne tatusiowanie


Jakiś czas temu zająłem się sprawą orzekania o alimentach i problemami z tego wynikającymi, dochodząc ostatecznie do wniosku, że świat nie jest czarno-biały a życie bogatsze niż wyobraźnia scenarzystów telenowel. Do powrotu do tematu konfliktoworozowodowego skłoniła mnie zaś przeczytana gdzieś wypowiedź, że jak mówią statystyki tylko 4% ojców otrzymuje prawo opieki nad dzieckiem, z czego wyprowadzono wniosek, że to dlatego, że sądy są stronnicze, faworyzują matki, dyskryminują ojców, a samiec ich wróg. No cóż. Ze statystyką nie ma co dyskutować, warto jednak zapytać czy naprawdę przyczyny owej dysproporcji są właśnie takie. I jak to naprawdę jest z tymi ojcami w sprawach rozwodowych.
 
W rzeczywistości jednak wyjaśnienie przyczyny tak znacznej dysproporcji nie wymaga tworzenia teorii spiskowych, odwoływania się do feminizacji zawodu sędziowskiego, stronniczości sędziów, mafii biegłych z RODK i takich tam ozdobników. Ojcowie po prostu nie garną się do tego, by dzieci po rozwodzie pozostały przy nich, w związku z czym w przeważającej większości przypadków pozostawienie dzieci przy matce następuje za zgodą bądź wręcz na wniosek ojca. Prawdę mówiąc nie wiem, czy są jakieś oficjalne statystyki w tej kwestii, ale ja w ostatnim roku przypadki, w których ojciec chciał, żeby dziecko zostało przy nim mógłbym policzyć na palcach jednej ręki. Nie wiem nawet czy to było choćby tylko 10% wszystkich spraw. I mniej więcej to samo usłyszałem od koleżanek i kolegów sędziów, którzy także orzekają w sprawach rozwodowych. Lamentowanie zatem, że sądy przyznają prawo opieki nad dzieckiem tylko 4% ojców jest więc jak narzekanie że jurorzy nie przyznają im nagród w konkursach, w których w ogóle nie startowali. I oczywiście, wiem że to dlatego, że ojcowie "nie chcą zaogniać konfliktu", "obawiają się represji przez izolację od dzieci", "są odwodzeni od pomysłu przez stronniczych psychologów", "nie wierzą w to, że mają szansę bo sądy są sfeminizowane" i takie tam. Może to i jest prawda, ale nie zmienia to faktu, że jak ktoś nie startuje w konkursie bo nie chce zaogniać przyjaznych stosunków z konkurentami, albo dlatego że uważa, że i tak nie wygra to niech potem nie ma pretensji że nie zdobył nagrody.

Do tego dodać należy fakt, iż nie we wszystkich sprawach, w których pojawia się spór między rodzicami co do tego, przy kim powinno zamieszkiwać dziecko kwalifikuje się do kategorii "równorzędnych pojedynków", gdzie można by w ogóle mówić, że wynik jest wynikiem sympatii czy antypatii sędziego. Kogo bym nie pytał wszystkim zapadają w pamięci głównie przypadki, w których do "walki o dziecko" stawał ojciec, którego ten sam vox populi, który potępia "sfeminizowane sądy rodzinne" uznałby za nie kwalifikującego się do przyznania mu opieki nad dzieckiem. Oczywiście o ile vox populi otrzymałby całość informacji na jego temat, a nie tylko płaczliwą historię o wielkiej miłości rodzicielskiej i złym sądzie która odbiera mu szansę na bycie ojcem. Historie, które usłyszałem spowodowały, że zacząłem się zastanawiać, czy ci ojcowie byli zaślepieni miłością rodzicielską, obdarzeni totalnym brakiem krytycyzmu, czy też po prostu postanowili z zasady nie zgadzać się na nic co proponuje żona i żądać opieki nad dziećmi tylko po to, żeby jej dopiec. Z przykładów najbardziej drastycznych słyszałem o sytuacji, gdzie do walki o dziecko stanął ojciec prawomocnie skazany za znęcanie się nad tymże dzieckiem. Oczywiście jego zdaniem wyrok był skandaliczny, sędzia był stronniczy, a świadkowie kłamali bo on nigdy ręki na dziecko nie podniósł, ale nie zmienia to faktu, że jeśli wyrok skazujący jest prawomocny to wiąże on sąd cywilny co do ustalenia faktu popełnienia przestępstwa. Uzasadnienie zaś, że przyznanie opieki nad dzieckiem znęcaczowi będzie zgodne z dobrem dziecka wymagałoby naprawdę wielkiej ekwilibrystyki prawniczej. Równie ciekawie musiałoby wyglądać uzasadnienie wyroku w sprawie, w której miejsce zamieszkania dziecka ustalono by przy ojcu aktualnie nieprawomocnie skazanym na karę kilkuletniego bezwzględnego pozbawienia wolności, i mającego jedynie nadzieję, że apelacja to zmieni, ewentualnie nadzieję na to, że sprawowanie opieki nad dzieckiem będzie mu policzone przy staraniu się o odroczenie wykonania kary. Z lżejszych przypadków trafiały się wnioski o ustalenie miejsca zamieszkania dziecka w każdorazowym miejscu zamieszkania ojca, który nie posiadał stałego miejsca zamieszkania, albo ojca który z racji robienia kariery większą część roku przebywa "w rozjazdach", w związku z czym z góry planuje, że podrzuci dzieciaka swoim rodzicom i to oni będą sprawować nad nim opiekę. Nie jest zatem tak, że odmowa uwzględnienia wniosku o ustalenie miejsca zamieszkania dziecka przy ojcu jest powodowana tylko założeniem, że matka jest lepsza od ojca bo to matka, a matka jest tylko jedna.

Oprócz narzekania na to, że sądy dyskryminują ojców przy ustalaniu miejsca zamieszkania dziecka słyszy się czasem także narzekania na "bycie weekendowym tatą", ponownie w kontekście tego że zły sąd nie rozumie potrzeb dziecka i ogranicza jego kontakty z ojcem. I ponownie muszę przyznać że nie do końca rozumiem o co w tym wszystkim chodzi. Bo jak dotąd wydawało mi się, że podobnie jak i w przypadku decyzji o miejscu zamieszkania dziecka, regulowanie kontaktów w przeważającej większości spraw następuje w sposób zgodny z wnioskiem lub zaakceptowany przez ojca. Jeżeli trafiają się jakieś spory to tyczą się one zazwyczaj szczegółów, sposobu spędzania świąt (czy Boże Narodzenie na przemian co drugi rok z każdym z rodziców czy może pół u jednego pół u drugiego), podziału wakacji (po miesiącu czy co dwa tygodnie), czy też konkretnych godzin odbioru i odprowadzenia dzieci (np. czy do 18:00 czy do 20:00). Tak zwane kontakty bieżące to zaś zwykle standardowo jedno popołudnie po szkole i co drugi weekend. I naprawdę rzadko zdarza się, aby ojcowie domagali się czegoś więcej. Wyjątkowo trafia się na przykład żądanie, aby kontakt w dzień tygodnia był "z nocowaniem" czyli nie od 15:00 do 18:00 tylko od 15:00 do odprowadzenia do szkoły następnego dnia. Żeby nie było tak że mama jest ta zła, która budzi rano i odwozi do tej nudnej szkoły, a tata ten dobry co zabiera do macdonalda i kupuje zabawki. Zresztą bywa i tak, że taki "dzielny tata" oczekuje, że nie będzie musiał nocować dziecka u siebie także w weekendy, tylko będzie je na noc odprowadzał do matki. A kontakty w wakacje rozumie jako wykupienie trzytygodniowego obozu, odebranie dziecka od matki i odwiezienie go do autokaru. Albo zawiezienie go do dziadków, którzy "odbębnią za niego" wakacje z dzieckiem. Zdarzają się oczywiście także "przegięcia" w drugą stronę, gdzie zakres żądanych kontaktów jest tak szeroki, że sprowadza się w zasadzie do zastrzeżenia, że dziecko spędza większość czasu z ojcem, i oddawane jest matce tylko do umycia i przebrania.  Jak widać zatem świat nie jest wcale taki czarno-biały, gdzie po jasnej stronie mocy stoją dzielni tatusiowie a po ciemnej złe matki wspierane przez sfeminizowane sądy rodzinne.

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, iż gros skarg związanych z kwestią porozwodowych kontaktów z dziećmi tyczy się nie sposobu ich ustalania, ale ich praktycznego wykonywania. Inaczej mówiąc tego, że orzeczenia sądów w tym przedmiocie nie są wykonywane, zaś ich egzekucja kuleje. Tej kwestii nie chciałbym jednakże poruszać, gdyż generalnie leży ona poza moimi kompetencjami. Nigdy nie byłem sędzią rodzinnym, nie zajmowałem się kontrolą wykonywania kontaktów, ani ich egzekucją, nie mam też dostatecznej wiedzy w kwestii tego jak uzgadniane przez rodziców rozwiązania sprawdzają się w praktyce. Jedyne co do mnie dociera to historie, po usłyszeniu których nie zawsze wiem co myśleć, poza tym że tu też życie nie jest czarno-białe. Z jednej strony słyszę bowiem historie o matkach, które żądają pieniędzy za "przygotowanie dziecka do spotkania z ojcem", a z drugiej strony o ojcach, którzy przy okazji każdego kontaktu urządzają dziecku "tour de fastfood" chociaż wiedzą, że dziecko jest na diecie bo ma paręnaście kilo za dużo. To zaś jest kolejny argument żeby może skończyć z tym czysto chrześcijańsko-narodowo-ideologicznym pomysłem żeby sprawy rozwodowe sądziły sądy okręgowe, do których grzesznikom będzie trudniej dojechać - i zwrócić je tam gdzie ich miejsce, czyli do rejonowych sądów rodzinnych, albo chociaż przekazać je do wyspecjalizowanych wydziałów rodzinnych w sądach okręgowych. Bo orzekanie w sprawach rodzinnych wymaga czegoś więcej niż tylko znajomości przepisów i umiejętności ich stosowania. No cóż, może wreszcie zrozumie to ktoś poza sędziami orzekającymi w takich sprawach i podejmie adekwatne działania. W miarę możliwości bez przeprowadzania kolejnej "reformy". No chyba, że "reforma" będzie polegała na odebraniu sędziom kompetencji podejmowania decyzji w sprawach opiekuńczych i przekazaniu jej odpowiedniemu urzędowi do spraw rodziny i dzieci, bezpośrednio podległemu ministrowi i wykonującemu jego polecenia. Skoro bowiem politycy lepiej wiedzą kiedy odbierać dzieci a kiedy nie... to niech pokażą jak to się robi.

18 komentarzy:

  1. Styczeń 2012 r., praski sąd okręgowy rozpoznaje apelację Pana Wnioskodawcy. Pan Wnioskodawca wniósł do sądu rodzinnego o zmianę orzeczenia dot. kontaktów z dziećmi (dwie córki w podstawówce), gdyż chciałby częściej się z nimi spotykać. Sąd Rejonowy odmówił zmiany kontaktów, już nie pamiętam z jakiej przyczyny. Pan Wnioskodawca złożył apelację. Już przed salą posyłał nienawistne spojrzenia i docinki swej (naówczas jeszcze) małżonce. Zaczyna się rozprawa, referat, wreszcie głos zabiera Pan Wnioskodawca. Poważnym głosem oświadcza, że podtrzymuje swoje stanowisko i złożoną apelację. Uczestniczka - małżonka Pana Wnioskodawcy oświadcza, że nie zgadza się na częstsze kontakty, bo córki tego nie chcą. W Wigilię zabrał bowiem córki do siebie i składając im życzenia powiedział, że życzy im wszystkiego najgorszego. Na to powstaje oburzony Pan Wnioskodawca. "To obrzydliwa kalumnia, Wysoki Sądzie, ja nie powiedziałem moim córkom, że życzę im wszystkiego najgorszego, tylko żeby przekazały mamie, że jej życzę wszystkiego najgorszego"...
    A to Polska właśnie, jak powiedział Wyspiański.

    OdpowiedzUsuń
  2. Z doświadczenia na własnej skórze uważam że autor nie przerabiał tematu od "ojca strony". Gdy ja 6 lat temu rozpoczynałem przygodę z Sądami Rodzinnymi to już na dzień dobry SR nakazał mi wydać dziecko bez żadnego tytułu wykonawczego (później dopiero dotarło do mnie że Sąd zrobił to pogwałcając przepisy k.p.c) gdy ja pisałem wnioski o to abyśmy z żoną w równym stopniu wychowywali dziecko to zobaczyłem tylko uśmiech składu sędziowskiego gdy czytano mój wniosek... później adwokat i kolejne doświadczenia rozwiały moje wątpliwości że film "tato" jest filmem dokumentalno-instruktażowym bo właściwie według tego scenariusza jest prowadzonych większość spraw o dziecko... cały ten scenariusz psują Wam tylko "dzielni tatusiowie" którzy podejmują tą nierówną "walkę o dziecko"... tylko że to nie jest walka z Matką, a z stereotypami jakie siedzą w głowach ludzi którzy zawodowo zajmują się sprawami związanymi z dziećmi.... to waśnie prze tych ojców macie tak dużo roboty bo nie można orzekać według ustalonych schematów tylko trzeba się "pochylić nad sprawą" - na co nie każdy ma czas i ochotę.... problem polega raczej na tym że przez te stereotypy "zabija się ambitne zachowania" ojców którzy chcą się zajmować dziećmi - za to gloryfikuje się tych ojców którzy mają gdzieś swoje dzieci a ich wychowanie potomstwa sprowadza się jedynie do regularnego płacenia alimentów...

    OdpowiedzUsuń
  3. zapraszam na moją sprawę rozwodową. będę wnioskował o opiekę naprzemienną.
    będzie żywy dowód jak orzekają sądy dla 'dobra dziecka'
    jesli autor zdecyduje się to podam szczegóły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opieka naprzemienna ma sens tylko wtedy, gdy pomiędzy rodzicami nie ma sporu co do sposobu wychowania dziecka, wyboru jego drogi życiowej, stawiania mu celów i egzekwowania zakazów. Jeżeli tego nie ma ustanowienie opieki naprzemiennej może faktycznie być sprzeczne z dobrem dziecka.

      A co do szczegółów to proszę - a to dotyczy się wszystkich komentujacych - zapoznać się z zasadami komentowania.

      Usuń
    2. Szanowny Panie ... W świetle wypowiedzi Ministerstwa Sprawiedliwości opieka naprzemienna jest mozliwa nawet jeśli rodzice nie potrafią dojść do porozumiemnia w sprawie wychowania dziecka.
      W piśmie dezyderant 4 z Ministerstwa jest to wyjaśnione. Link poniżej:
      https://drive.google.com/file/d/0B_JroJEIdT-ObHM4Z2RyT216SG8/view?usp=sharing

      Oczywiście są przypadki gdy jeden dominiujacy rodzic celowo alienuje dziecko lub uniemożliwia wszelkie próby zawarcia porozumienia lub ugodowego rozstrzygnięcia sprawy, w takich przypadkach zgodnie z tym pismem powinno sie powierzać opiekę drugiemu rodzicowi...tak pisze Ministerstwo Sprawiedliwości

      Usuń
    3. Zwracam uwagę na różnicę pomiędzy stwierdzeniami "jest możliwa" i "ma sens".

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  5. Przerabiałem na własnej skórze stronniczość sądu. wystarczy napisać, że ex małżonka jest zdiagnozowana psychicznie chora, z zaburzeniami osobowości, natręctwami, dwa samobójstwa, szpital psychiatryczny, a "biegła" psychiatra mówi na rozprawie wprost "nie wiadomo kiedy jej odwali, może dziś wieczorem albo za tydzień" "powinna chodzić regularnie do psychiatry" "jednorazowe badanie psychiatryczne jest nic nie warte" czym przekreśliła swoje dokonania w sprawie. RODK wykrył jeszcze jedne zaburzenia osobowości typu jak to powiedzieli histerycznego. Na mnie poza pomówieniami nic nie było. I tu zadaję pytanie - z kim jest córka i jak się to skończy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałem już wiele bredni i kłamstw ale ten artykuł chyba można uznać za nr.1 w kategorii falszerstwo/oszustwo/kłamstwo. Pisałem,błagałem,odwolywalem się by być częścią wychowania,życia swojej córki. Kochany autorze czy wiesz ,że moi rodzice wg.super rozsądnego,rozumnego sądu są za starzy by być dziadkami? Ja zaś nie mogę się opiekować wlasnym dzieckiem bo nie karmilem córki przez pierwszy miesiąc życia? Tak,tak, jestem winny tego ,ze mam cycki ale bez mleka. 90kg.proszku do prania na pół roku,16ton węgla na rok, spodenki męskie,figi damskie, 10 biustonoszy 70C, czy szlifierka kątowa to rzeczy potrzebne wg.sądu do utrzymania 1,5rocznej córki. Takie orzeczenia i fakty świadczą idealnie o sposobie i działaniom sądów rodzinnych w Polsce a to jest kropla w morzu idiotyzmow w sprawach o wychowanie dziecka. Zawyżone alimenty, 500+,dodatki z Mops itd.to zbyt czesto suma ktorej normalnie pracujacy ojciec nawet często nie zarabia. Kury znoszącej złote jajka się nie oddaje. Ojcowie nie walczą o swoje dzieci??? Bzdura. Gdy porwano mi dziecko myślałem,ze jestem jakimś cholernym wyjątkiem. Niestety ale przez 4 lata dowiedzialem się i poznałem setki jak nie tysiące ojców takich jak ja. Ojcowie walczą o swoje dzieci. Jednym z najgorszych problemów które nie pozwalają aby dzieci miały nas a my nasze dzieci są sądy rodzinne i ludzie tam orzekajacy. Tylko gdyby nie bylo tych problemów to po co tyle sądów i sadzacych? No właśnie.3/4 sędziów rodzinnych nie miało by co robić, dlatego nie trzeba daleko szukać aby się domyślić komu zależy na tym aby walki o dzieci się nie zakończyły a nie ma bardziej zawzietego diabła na świecie od ojca któremu odebrano dziecko. Autorowi zaś życzę aby jak najszybciej życie dołączyło go do naszego grona .

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  8. No cóż. Komentarze są dokładnie takie jakich się spodziewałem.Emocjonalne i nie na temat. Wygląda na to że mechanizm był tu taki: Sędzia napisał że ojcowie nie chcą opieki na dziećmi - co za drań - wygarnąć mu że kłamie bo przecież ja chcę itd. Szkoda tylko że autorzy tych najbardziej krytycznych nie przeczytali wcześniej mojego wpisu albo nie zrozumieli tego, co w nim jest zawarte.

    Pozwolę więc sobie streścić w punktach żeby nie trzeba było tracić zbyt dużo czasu przed napisaniem co sie myśli o tych złych sędziach. I jeszcze jedno. O alimentach jest inny wpis. No to jedziemy:

    1. tylko niewielki procent ojców w ogóle żąda, by dziecko po rozwodzie zostało przy nim. Wygląda więc na to, że zasadniczą przyczyną dla której w ponad 90% przypadków dziecko zostaje przy matce jest to, że ojciec o to wnosi lub się na to zgadza.

    2. Nie wszyscy ojcowie wnoszący o przyznanie im opieki nad dzieckiem się do tego kwalifikują. Nie jest więc tak,że jeśli sąd odmawia to dlatego że jest stronniczy.

    3. W większości spraw sposób utrzymywania kontaktów z dzieckiem ustalany jest wyroku rozwodowym zgodnie z życzeniem ojca, spory dotyczą raczej szczegółów a nie zasady. To że w czyjejś konkretnej sprawie tak nie było nie oznacza że to stwierdzenie jest nieprawdziwe. I do tego do wyjątków należą sytuacje, gdy ojciec żąda kontaktów szerszych niż standardowe popołudnie po szkole i co drugi weekend.

    4. Nie poruszam w ogóle kwestii wykonywania i egzekwowania kontaktów bo się tym nigdy nie zajmowałem i nie wiem jak jest. Słyszałem jedynie, że także i tutaj świat nie jest czarno-biały.

    I jeszcze jedno na koniec. To że na forum ofiar wypadków drogowych spotykamy dziesiątki ludzi potrąconych na przejsciach dla pieszych nie oznacza, że każdy pieszy przechodzący przez jezdnię jest potrącany. Bo statystycznie rzecz biorąc niemal wszscy przechodzą bez szwanku. I właśnie o tej statystycznej większości jest ten wpis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponownie widzę to samo co na stronach samotnych matek narzekajacych na każdego faceta na świecie. Czy autor aby nie jest samotną matką? 1. Niestety nie jest to zgodne z prawdą. Autor/ka widocznie oparł swoją wiedzę na statystykach ze stron grup typu szalony feminizm. 2.% ojców którzy się nie nadają na rodziców rzeczywiście jakiś jest i tu nikt temu nie zaprzecza,jednak o % matek które dostają dzieci w sądach z automatu a jednak nie nadają się na rodziców jest...? Nikt tego nie sprawdza, autor/ka szkoda ,że tego nie podjął. 3. Jeśli by porównać życzenia ojców w stosunku do tego co orzeka sąd mielibyśmy coś takiego jak porównanie oceanu Spokojnego do Sahary. Autor/ka osąd swój jak rozumiem oparł przynajmniej na 100 sprawach w których ojcowie żądali aby kontakty z dzieckiem były o wiele większe niż to chciała matka dziecka i sąd. Jeśli nie,całość jest niezgodna z realiami. 4. Skoro piszemy o kontaktach itd.a nie sprawdzamy przy okazji wykonalności tego oraz innych szczegółów to jak przygladanie się jak ktoś robił obiad,po czym nie spróbować a następnie opisać jak smakowało. Ogólnie autor/ka wykazuje ,że zapoznał sie z tematem,problemem tylko wybiórczo i to chyba w sprawach które miały potwierdzić tezę przyjętą przez autora/ke. Ode mnie prośba : proszę nie pisać na ten temat albo zapoznać się z tematem dokładnie gdyż takie pisaniny tylko utrwalają pewne stereotypy które nijak nie mają się do rzeczywistości a co najgorsze krzywdzi to ostatecznie dzieci które są pozbawione drugiego rodzica właśnie na podstawie takich nierzetelnych artykułach. Co do zaś emocji zawartych w odpowiedziach ojców do tej pisaniny to nie znam rodzica który kocha swoje dziecko i w sprawach związanych z nim nie ukazuje emocji. Jednak emocje ojców wg.autora/ki są złe bo są ojcowskie.

      Usuń
    2. i po raz kolejny widzimy, że zdaniem niektórych przeczytanie wpisu na blogu nie jest konieczne żeby go skomentować i ocenić kompetencje autora. Wystarczy zapewne przeczytać zamieszczoną gdzieś w sieci krytykę.

      I jeszcze raz napiszę. Sytuacji na drogach nie należy oceniać wyłącznie w oparciu o to, co mówią członkowie stowarzyszenia poszkodowanych w wypadkach.

      Usuń
    3. Więc jeśli chodzi o statystyczną część wywodu... to racja... być może jest tak że większość ojców nie chce walczyć o swoje dzieci. I nie ma sensu nawet na siłę zmuszać ich do tego.
      Statystycznie górnikami, policjantami, żołnierzami są mężczyźni, a przedszkolanki to kobiety... co nie znaczy że są wyjątki i o tym tutaj mówimy...a nie o emocjach.
      Gdyby jednak porównywać ojców do pieszych którzy przechodzą przez przejście - to wedle tej oceny, trzeba powiedzieć że "jest sporo ofiar które zostały potrącone przez wymiar sprawiedliwości na zgodnie z prawem ustanowionym przejściu dla rozwodzących się (czytaj Sądy)..."

      Z drugiej jednak strony gdyby mówić o emocjach - to racja... faceci których znam (nie wyłączając siebie) są na pewno bardziej emocjonalni niż statystyczny ojciec i własne to powoduje że Ci ojcowie walczą tak samo zacięcie jak matki o swoje dzieci które kochają... to właśnie emocje powodują że w Sądach Rodzinnych jest tak wiele różnic i niesprawiedliwości ... bo emocje powodują że strony są różnie postrzegane podczas postępowania... tylko że to co u kobiety jest normalne ... u ojca staje się problemem... no bo kto to widział żeby ojciec walczył o możliwość wychowywania dziecka....czyż nie?
      Zresztą autor tego blogu już na wstępie zaznaczył że nie ma doświadczenia w sprawach rodzinnych, jednak przecież nawet w sprawach cywilnych lub karnych strona ze względu na płeć jest lepiej traktowana...
      tu znowu oprę się na swoich doświadczeniach w Sądach... na szczęście jest w tych akurat sprawach II instancja która opiera się na faktach i uzasadnieniu wyroku a nie uroku osobistym...

      Usuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  10. W sądzie rodzinnym jest dyskryminacja ze względu na płeć. Mówię to z pełną świadomością jako radca prawny, od 8 lat wykonujący zawód. Specjalizuje się w prawie gospodarczym i pracy, także moja sprawa rozwodowa jest moim pierwszym zderzeniem z praktyķą sądów rodzinych i nie mogę jednego dobrego słowa powiedzieć. Magiczne 4 % nie bierze się, dlatego że ojcowie nie chcą zajmować się dziećmi, ale właśnie wyłącznie z winy sądów i prawa w Polsce. Proszę zapoznać się statystykami w innych krajach np. W USA liczba wynosi 40 %. Reasumując nie zgadzam się z tym artykułem i uważam, że artykuł oparty wyłącznie na opinii sędziów, którzy ponoszą odpowiedzialność za zło, jakie wyrządzają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy jest możliwe aby dowiedzieć się jaką wiedzę prawną posiada autor bloga? Na czym oparł swoje stwierdzenia w tym konkretnym temacie? Czy i w ogóle realnie spotkał się z tym problemem lub jego wiedza polega na przeczytaniu czegoś np.na google? Czy był świadkiem choćby jednej sprawy konfliktowej np.jako znajomy lub członek grupy wspierającej przejrzystość sądownictwa w Polsce(nazwy nie wymienię)?

      Usuń
    2. Hmmm... Ciekawe pytanie... Jaką wiedzę prawną może posiadać sędzia orzekający w sprawach rozwodowych. Czy mi się wydaje czy ktoś właśnie się wygłupił?

      I nadal nikt się nie odniósł do tego co jest istotą wpisu, to jest tego że w przeważającej większości przypadków orzeczenie co do ustalenia miejsca zamieszkania przy matce zapada na zgodny wniosek obojga rodziców

      Usuń