Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nakaz zapłaty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nakaz zapłaty. Pokaż wszystkie posty
sobota, 23 lutego 2013
Dług, czyli co?
Pewnego razu dostałem do rozpoznania sprawę, w której wniesiony został sprzeciw od nakazu zapłaty. Była to jedna z tych seryjnych spraw toczących się z powództwa któregoś z funduszy sekurytyzacyjnych, czyli czegoś w rodzaju nowego wcielenia firm windykacyjnych. Sam pozew był standardowy - firma kupiła pakiet długów od któregoś z operatorów komórkowych, wśród nich był także dług tego konkretnego człowieka, więc domaga się teraz zasądzenia kwoty 1.382,76 zł wraz z dalszymi odsetkami od daty wniesienia pozwu do dnia zapłaty. W zasadzie nic ciekawego. Zwykle w takich sprawach sprzeciw ogranicza się do zarzutu przedawnienia (zazwyczaj słusznego), albo też jest w zasadzie tylko pokorną prośbą o umorzenie (czy częściej o "umożenie") tego długu, bo pozwany nie jest w stanie go spłacić. Ale nie tym razem - tym razem pozwany zaatakował nakaz z zupełnie innej strony... a zgłaszane przez niego zarzuty naprawdę dały mi do myślenia...
Otóż pozwany wcale nie zaprzeczał temu, że jest dłużny pieniądze, deklarował nawet, że jest gotów zapłacić wszystko co do grosza, stwierdził natomiast, że nie jest pewny, że faktycznie jest winien aż tyle, ile powód żąda. Wśród załączników do sprzeciwu znalazło się kilka wezwań do zapłaty tego konkretnego długu pochodzące od różnych firm sekukuwindykacyjnych, dowody wpłaty różnych kwot, a także jakieś pismo informujące go, że nie ma żadnego zadłużenia. Po przejrzeniu tych dokumentów trudno się mu było dziwić, że nie wie, ile ma płacić, bo dokonane wpłaty wydawały się nie mieć żadnego wpływu na wysokość długu, o którym go informowano, a i same wezwania do zapłaty wymieniały chyba jakieś przypadkowe kwoty. Trudno jest bowiem uwierzyć, że dług w ciągu 3 miesięcy urósł nagle o 30% po czym natychmiast po przejęciu sprawy przez kolejnego "windykatora" spadł o 10%. Pozostało zatem liczyć na to, że powód, po otrzymaniu sprzeciwu nam wszystko wyjaśni. W końcu zgodnie z zasadą, że dowody przedstawia ten, kto coś twierdzi, to na nim spoczywał obowiązek udowodnienia, że pozwany ma mu taką a nie inną kwotę zapłacić.
Niestety, jak się okazało, pełnomocnik powoda postąpił w sposób standardowy w sprawach tego rodzaju. Przysłał standardowe pismo, ze standardowym uzasadnieniem, w którym przedstawił standardową argumentację. Otóż stwierdził, że wysokość długu wynika z przedłożonego wyciągu z ksiąg rachunkowych funduszu sekurytyzacyjnego, który zgodnie z ustawa o funduszach inwestycyjnych ma moc dokumentu urzędowego. Z tego wywiódł, że nie ma potrzeby przedstawiania jakichkolwiek dalszych dowodów i to pozwany powinien udowodnić "fakt niweczący" to znaczy, że dług spłacił. Natomiast na wypadek, gdyby Sądowi to tłumaczenie nie wystarczyło zgłosił wniosek o dopuszczenie dowodu z opinii biegłego, który uda się do siedziby powoda, i na podstawie zgromadzonej tam dokumentacji ustali czy dług w takiej kwocie istnieje
No cóż. Najwidoczniej pełnomocnik powoda nie zauważył, że Sąd Najwyższy już jakiś czas temu raczył stwierdzić, że rzeczone wyciągi z ksiąg funduszu sekurytyzacyjnego są dowodem tylko
tego, że w tych księgach coś napisano. A to że coś zapisano w księdze nie oznacza, że jest to prawda. Sąd Najwyższy wprost stwierdził więc, że rzeczone wyciągi nie stanowią ani dowodu istnienia ani dowodu wysokości zobowiązania, ani nawet dowodu tego, że wierzytelność została skutecznie nabyta. To zaś oznacza, że wartość dowodowa takiego dokumentu w postępowaniu cywilnym jest równa mocy jednostronnego pisemnego oświadczenia co do jakiegoś faktu... a zatem praktycznie żadna. Pan mecenas nie zauważył chyba także, że Trybunał Konstytucyjny był uprzejmy uznać przepis przewidujący "moc dokumentu urzędowego" wyciągów z ksiąg funduszy sekurytyzacyjnych za niezgodny z Konstytucją RP, w zakresie, w jakim dotyczy praw i obowiązków konsumentów, więc całą swą argumentację opiera na nieobowiązującym przepisie. Natomiast co do złożenia wniosku "dowodowego" by Sąd przysłał biegłego, który
poszuka w siedzibie powoda dowodów na to, że pieniądze się powodowi należą powstrzymam się od dalszych komentarzy, bo obawiam się, że nie ma w języku ludzi kulturalnych słów, którymi można by należycie określić takie postępowanie. Przejdę więc od razu do końca tej historii, a skończyła się ona wyrokiem oddalającym z hukiem całe powództwo jako nie udowodnione co do wysokości. Bo jeżeli powód nie wie, czego żąda, to i tym bardziej sąd nie może wiedzieć, czy to mu się należy.
Dlaczego opisałem tę historię akurat teraz? Ano dlatego, że zwraca ona uwagę na inny problem dzisiejszego pospiesznego postępowania upominawczego. Czy faktycznie w tej sprawie powinien być wydany nakaz? Czy faktycznie można było stwierdzić, że "okoliczności sprawy nie budzą wątpliwości" w sytuacji, gdy sam powód nie wie, dlaczego żąda tyle, ile żąda? Pójdę jeszcze dalej: czy w ogóle sąd powinien rozpoznawać taką sprawę? W końcu jednym z warunków formalnych pozwu jest to, by było w nim "dokładnie określone żądanie", a czy można uznać z "dokładnie określone" żądanie, które sprowadza się do stwierdzenia "żądam 1.382,76 zł, nie wiem dlaczego". Jak pozwany po otrzymaniu takiego pozwu może ocenić, czy się zgadza z żądaniem czy nie? Jak potem można ocenić, czy co do tego samego roszczenia było wcześniej wydane orzeczenie, czy nie? Jeżeli żądanie ma być "dokładnie określone", to znaczy, że musi być określone nie tylko "ile" się żąda, ale trzeba też podać "czego się żąda". Czy żąda się niezapłaconej ceny, czy odsetek, czy kar umownych, czy jakichś innych opłat. Dokładne określenie żądania wymaga więc podania sposobu obliczenia żądanej kwoty, i wymienienia faktów, z których owo roszczenie ma się wywodzić. Jeżeli tego w pozwie nie ma, to należy powoda wezwać do uzupełnienia braków formalnych, a jeżeli tego nie zrobi to zwrócić mu pozew.
Dlaczego więc niezbyt często się tak robi? Ano zapewne dlatego, że to się statystycznie nie opłaca. Jak ma się na biurku 100 takich pozwów, to najlepszym sposobem na osiągnięcie oczekiwanego przez nadzór celu postępowania (czyli zakreślenia sprawy) jest wydanie nakazu. Wydaje się więc 100 szybkich nakazów według szablonu i wszyscy statystycznie szczęśliwi. Wpływ pokryty, zaległość nie wzrosła, krotną mamy jak trzeba i ogólnie statystycznie jest doskonale. A jak zaczniemy wzywać, to to potrwa, sprawa będzie "wisiała na brakach" na koniec miesiąca trzeba ją będzie wykazać jako nie załatwioną przez co wzrośnie zaległość. Jak zaczniemy zwracać, to będą zażalenia, sprawa się będzie wlokła, średni wiek spraw wzrośnie i ogólnie statystycznie będzie źle. Tak więc ku chwale statystyki nie kombinujmy tylko wydawajmy nakazy... przynajmniej tak długo, dopóki ktoś nie przejrzy na oczy i nie pogoni tych wszystkich nadzorców, którym się wydaje, że jedynym celem istnienia sądów jest manie dobrych wyników statystycznych...
piątek, 1 lutego 2013
Słowniczek sądowy
Dotarły do mnie wiadomymi kanałami
informacje, iż niektóre słowa używane w sądach, oraz wypowiedziach osób w
kręgach sądowych się obracających, są niezrozumiałe dla osób nie
związanych bliżej z branżą... A już całkowicie przekonałem się o tym, gdy
natrafiłem w sieci na następujące pytanie:
„Pomocy! W
aktach przeczytałem, że moją sprawę skierowano do decernatu. Czym to mi grozi,
i jak mam się przed tym bronić?”
Rozbawiło mnie to... ale z drugiej strony skąd ten człowiek miał wiedzieć co to jest ów „decernat”
skoro ja całkiem niedawno się o tym dowiedziałem... Zresztą z pytaniami i
prośbami o wyjaśnienie spotykam się praktycznie od samego początku... więc może
pora, by zebrać wszystkie odpowiedzi w jednym miejscu.
a/a –
powszechnie używany skrót wyrażenia „ad acta” czyli „do akt”. Umieszczony na
piśmie przedstawionym do decyzji sędziego oznacza polecenie dla sekretariatu,
by dane pismo załączono do akt sprawy.
Awizo – przesyłka
zwrócona przez pocztę jako nie odebrana przez adresata pomimo dwukrotnego
pozostawienia w jego skrzynce zawiadomienia. Taka przesyłka może być przez sąd
uznana za doręczoną.
Decernat – używane w
niektórych sądach (głównie w Wielkopolsce) słowo oznaczające ->referat
Dwójka – używane w
części sądów określenie oznaczające sekretarza sądowego, którego zadaniem jest wykonywanie
zarządzeń we wszystkich sprawach należących do ->referatu
konkretnego sędziego (dwójka sędziego X).
Odpis – 1. drugi egzemplarz
pisma, o takiej samej treści, kopia. Każde pismo składane do sądu musi zostać
złożone w tylu egzemplarzach, aby po doręczeniu ich pozostałym ->stronom
pozostał jeszcze jeden egzemplarz dla sądu. 2. Kopia orzeczenia wydanego przez
sąd, opatrzona pieczęcią sądu.
Pozew – pierwsze
pismo w sprawie zawierające określenie kto, od kogo, czego i dlaczego żąda.
Musi on zostać napisany w sposób zgodny z odpowiednimi przepisami prawa,
podpisany i zwykle należy od niego uiścić odpowiednią opłatę.
Referat – zbiór spraw
przydzielonych sędziemu do rozpoznania. Obejmuje wszystkie sprawy, w których
ten sędzia został wyznaczony ->referentem, a więc ma za zadanie
je rozstrzygnąć wydając orzeczenie. Zobacz także ->decernat
Referent – sędzia, któremu
powierzono do rozpoznania daną sprawę, ten który ma ją ostatecznie rozstrzygnąć.
Co do zasady tylko on ma prawo podejmowania decyzji w tej sprawie. Sprawy
przydzielone temu samemu referentowi tworzą jego ->referat.
Repertorium – księga (obecnie
coraz częściej prowadzona tylko jako elektroniczna baza danych) w której
zapisywane są sprawy rozpoznawane przez sąd. W repertorium zapisuje się
pomiędzy kim a kim jest sprawa, o co jest sprawa, oraz jak się ona zakończyła. W
każdym wydziale sądu jest kilka różnych repertoriów, przeznaczonych dla różnych
rodzajów spraw i oznaczonych różnymi symbolami literowymi. Kolejna pozycja, pod
którą zapisano sprawę w repertorium jest elementem ->sygnatury
akt.
Sesja – 1. prowadzenie
rozpraw w wyznaczonym dniu (mieć sesję w
poniedziałek). 2. Zbiór spraw rozpoznawanych w danym dniu (trudna sesja) 3. Zbiór akt spraw, które mają być rozpoznane w danym dniu (przynieść poniedziałkową sesję).
Strona – osoba tocząca
spór rozstrzygany przez sąd. Każdy spór ma co najmniej dwie strony: powoda,
czyli tego kto wniósł do sądu ->pozew żądając czegoś, oraz
pozwanego, czyli tego od kogo powód tego żąda.
Sygnatura akt –
Numer (symbol)
pod którym sprawa została zarejestrowana w -repertorium.
Symbol ten składa się z cyfry rzymskiej oznaczającej numer wydziału, symbolu
literowego oznaczającego właściwe ->repertorium oraz kolejnego numeru,
pod którym zapisano sprawę i wpisanych po ukośniku dwóch ostatnich cyfr roku, w
którym sprawa została zarejestrowana. Sygnatura akt podawana jest na każdym
orzeczeniu sądu (w lewym górnym rogu) oraz na każdym wezwaniu i innym piśmie z
sądu. Należy ją także podawać na każdym piśmie kierowanym do sądu w toku
postępowania.
Wokanda - 1. Spis
spraw rozpoznawanych w danym dniu na ->sesji. Umieszczana jest na
drzwiach sali rozpraw, albo wyświetlana na umieszczonych przy nim monitorze. 2.
w części sądów określenie oznaczające ->sesję.
Wywołanie – oficjalne
obwieszczenie, że nadszedł czas rozpoznania danej sprawy. Następuje ono przez
odczytanie przez protokolanta nazwisk stron z ->wokandy,
wraz z wezwaniem ich, by weszli na salę rozpraw.
Zwrotka – zwrotne pokwitowanie
odbioru przesyłki przesłanej przez sąd. Adresat, albo osoba odbierająca
przesyłkę kwituje odbiór na dołączonym druku, który poczta następnie przesyła
sądowi. Na tej podstawie sąd ustala, czy pismo zostało doręczone i kiedy, a
więc np. czy minął już termin, w którym adresat mógł się odwołać od decyzji
sądu.
piątek, 4 stycznia 2013
Ence pence
Wraz z nadejściem nowego roku nastąpiły w sądach pewne zmiany... i nie chodzi mi tu wcale o likwidację łamaną przez reorganizację, która dzięki zmianie nazwy wpłynie pozytywnie. Otóż chodzi o pewną drobną zmianę dotyczącą sposobu, w jaki w sądach rejestrowane są sprawy, w których wydawane są nakazy zapłaty - czyli co tym razem w Ministerstwie Statystyki i Politycznego Nadzoru Nad Sądami zrobiono z repertorium Nc. Kwestia ta jest bardzo istotna, bo spraw tego rodzaju jest bardzo dużo, więc to jak się je rejestruje i kiedy wykreśla ma bardzo istotny wpływ na statystyczne wyniki funkcjonowania sądów. A statystyka, jak wiadomo, to w sądach rzecz najważniejsza...
To, jakie repertoria prowadzone są w poszczególnych wydziałach określa tzw. "instrukcja sądowa", czyli zarządzenie Ministra Sprawiedliwości określające zasady funkcjonowania sekretariatów sądowych. Początkowo były to różnego rodzaju tymczasowe i częściowe zarządzenia funkcjonujące jako "prawo powielaczowe", po czym ich miejsce zajęło zarządzenie z 22 lutego 1988 r. Zarządzenie to zostało z kolei zastąpione przez wydane już na podstawie nowego Prawa o Ustroju Sądów Powszechnych, zarządzenie z dnia 12 grudnia 2003 r., które z kolei jak dotąd zmieniano już siedemnaście razy. I to chyba nie koniec... Przyjrzyjmy się więc kolejno co w nich napisano na temat repertorium Nc, a zwłaszcza kwestii tego kiedy sprawy w nich zapisane uważa się za zakończone.
Instrukcja z 1988 r. wymieniała repertorium Nc w §80, jako to repertorium, w którym rejestrowane są sprawy rozpoznawane w postępowaniu nakazowym i upominawczym. Jednocześnie w §99 stwierdzała, że numer porządkowy sprawy wpisanej do niej zakreśla się
"po zwrocie albo odrzuceniu pozwu, umorzeniu postępowania, przekazaniu sprawy do postępowania zwykłego, a w przypadku wydania nakazu zapłaty -·po wpłynięciu zarzutów lub sprzeciwu albo po bezskutecznym upływie terminu przewidzianego do wniesienia zarzutów lub sprzeciwu."
Wykreślenie sprawy z repertorium (traktowane w statystyce jako jej zakończenie) następowało zatem gdy sprawa została faktycznie zakończona w postępowaniu nakazowym lub upominawczym - to jest albo po uprawomocnieniu się nakazu, albo po wniesieniu od niego sprzeciwu, ewentualnie, gdy sąd uznał, że sprawa nie nadaje się do rozpoznania w postępowaniu nakazowym ani upominawczym. I tak to - we względnej zgodzie ze zdrowym rozsądkiem - działało po wydaniu tej instrukcji przez kilka kolejnych lat (jeżeli nie liczyć kilkudziesięciu lat poprzedzających wydanie Instrukcji z 1988 r.). Ale potem pojawiła się Instrukcja z 2003 r. i wszystko się zmieniło. Nowa Instrukcja w §104 przewidywała bowiem zakreślenie numeru sprawy
" po uprawomocnieniu się zarządzenia o zwrocie pozwu, po wydaniu postanowienia o odrzuceniu pozwu, po umorzeniu postępowania, po przekazaniu sprawy do innego właściwego postępowania lub po wydaniu nakazu zapłaty"
To, jakie repertoria prowadzone są w poszczególnych wydziałach określa tzw. "instrukcja sądowa", czyli zarządzenie Ministra Sprawiedliwości określające zasady funkcjonowania sekretariatów sądowych. Początkowo były to różnego rodzaju tymczasowe i częściowe zarządzenia funkcjonujące jako "prawo powielaczowe", po czym ich miejsce zajęło zarządzenie z 22 lutego 1988 r. Zarządzenie to zostało z kolei zastąpione przez wydane już na podstawie nowego Prawa o Ustroju Sądów Powszechnych, zarządzenie z dnia 12 grudnia 2003 r., które z kolei jak dotąd zmieniano już siedemnaście razy. I to chyba nie koniec... Przyjrzyjmy się więc kolejno co w nich napisano na temat repertorium Nc, a zwłaszcza kwestii tego kiedy sprawy w nich zapisane uważa się za zakończone.
Instrukcja z 1988 r. wymieniała repertorium Nc w §80, jako to repertorium, w którym rejestrowane są sprawy rozpoznawane w postępowaniu nakazowym i upominawczym. Jednocześnie w §99 stwierdzała, że numer porządkowy sprawy wpisanej do niej zakreśla się
"po zwrocie albo odrzuceniu pozwu, umorzeniu postępowania, przekazaniu sprawy do postępowania zwykłego, a w przypadku wydania nakazu zapłaty -·po wpłynięciu zarzutów lub sprzeciwu albo po bezskutecznym upływie terminu przewidzianego do wniesienia zarzutów lub sprzeciwu."
Wykreślenie sprawy z repertorium (traktowane w statystyce jako jej zakończenie) następowało zatem gdy sprawa została faktycznie zakończona w postępowaniu nakazowym lub upominawczym - to jest albo po uprawomocnieniu się nakazu, albo po wniesieniu od niego sprzeciwu, ewentualnie, gdy sąd uznał, że sprawa nie nadaje się do rozpoznania w postępowaniu nakazowym ani upominawczym. I tak to - we względnej zgodzie ze zdrowym rozsądkiem - działało po wydaniu tej instrukcji przez kilka kolejnych lat (jeżeli nie liczyć kilkudziesięciu lat poprzedzających wydanie Instrukcji z 1988 r.). Ale potem pojawiła się Instrukcja z 2003 r. i wszystko się zmieniło. Nowa Instrukcja w §104 przewidywała bowiem zakreślenie numeru sprawy
" po uprawomocnieniu się zarządzenia o zwrocie pozwu, po wydaniu postanowienia o odrzuceniu pozwu, po umorzeniu postępowania, po przekazaniu sprawy do innego właściwego postępowania lub po wydaniu nakazu zapłaty"
Tak jest. Od 1 stycznia 2004 r. sprawy rozpoznawane w postępowaniu nakazowym lub upominawczym były "zakreślane" w repertorium Nc z chwilą wydania nakazu. Tak jest - wydania, a nie uprawomocnienia. I nieważne, czy od tego nakazu wniesiono sprzeciw, nieważne czy nawet go skutecznie doręczono - wystarczy że został wydany i statystycznie sprawy już nie ma. Wprowadzenie tej zmiany miało więc natychmiastowy pozytywny skutek dla sprawności postępowań sądowych (przynajmniej tej statystycznej). Tak zwana "zaległość" czyli różnica pomiędzy sprawami "wpisanymi" i sprawami "zakreślonymi" gwałtownie spadła, bo wszystkie te sprawy, które po wydaniu nakazu "wisiały na statystyce" jako nie zakończone (bo np czekały na doręczenie odpisu nakazu pozwanemu) nagle automagicznie zaczęły być traktowane jako zakończone. Po prostu cud i ewidentny sukces Ministra Sprawiedliwości w usprawnianiu postępowań sądowych...
No cóż... statystyczne wyglądało to pięknie, tyle tylko, że te sprawy wcale nie zostały zakończone i w wielu z nich nadal trzeba było podejmować czynności. A czynności w takich "zakończonych" sprawach potrafiło być bardzo wiele - począwszy od zmuszania powoda by podał prawdziwy adres pozwanego, poprzez badanie poprawności formalnej sprzeciwu, rozpoznawanie wniosków o zwolnienie od kosztów i adwokata z urzędu, aż po odrzucenie sprzeciwu. W pewnym momencie miałem w swojej szafie ponad pięćdziesiąt takich "zakończonych" spraw, które oczywiście nie były uwzględniane przy ocenie mojego obciążenia pracą, natomiast byłem skrupulatnie rozliczany z wszelkich opóźnień w podejmowaniu w nich czynności. Taka tam szara strefa, co to jest, a w oficjalnych statystykach jej nie ma... ciemna liczba, jak z tymi bezrobotnymi, którzy są, ale nie są uwzględnianiu w statystyce, bo nie są zarejestrowani... albo zostali wykreśleni z przyczyn formalnych.
Narzekania na ten system statystycznej zakańczalności spraw słychać było z wielu stron. Mówiono o fikcji, o sztucznym pompowaniu statystyk, o manipulowaniu statystyką dla tworzenia pozorów sprawności postępowania, bo w ten sposób ukrywa się rzeczywistą ilość spraw rozpoznawanych w sądach. I jak zwykle niewiele z tego wynikało. Wprawdzie zmieniono w międzyczasie §104 ale nic to nie zmieniło bo przepis o zakreślaniu numeru sprawy po wydaniu nakazu znalazł się wtedy w §124 ust 1. Ale w końcu prośby zostały wysłuchane i zarządzeniem z dnia 29 grudnia 2011 r. Minister sprawiedliwości dodał do §124 ustęp 1a, w którym zapisano:
"Po wydaniu nakazu zapłaty w postępowaniu nakazowym lub upominawczym, zakreślenie numeru porządkowego sprawy następuje po prawidłowym wniesieniu zarzutów lub sprzeciwu od nakazu zapłaty, po prawomocnym odrzuceniu sprzeciwu bądź zarzutów od nakazu zapłaty lub po upływie terminu do wniesienia sprzeciwu bądź zarzutów od nakazu zapłaty"
czyli w zasadzie wrócono do uregulowania z Instrukcji z 1988 r. i do zdrowego rozsądku. A to jeszcze nie był koniec zmian, bo w końcu ktoś zauważył, że wykreślanie sprawy z repertorium Nc i wpisywanie na nowo, tym razem do repertorium C (tym dla spraw rozpoznawanych w zwykłym postępowaniu) po wniesieniu sprzeciwu (albo stwierdzeniu, że nie da się wydać nakazu) także jest bez sensu, bo w ten sposób z jednej sprawy statystycznie robi się dwie. I że nic by się nie stało, jakby te sprawy od razu rejestrować w "C" zamiast mnożyć bez potrzeby statystyczne byty. Pan Minister Wielki Reformator wydał zatem kolejne zarządzenie o zmianie zarządzenia, tym razem w dniu 25 września 2012 r., którym zlikwidował w ogóle repertorium Nc likwidując zarazem cały problem tego kiedy należy zakreślać rozpoznawane w nim sprawy...
...a potem się z wszystkiego wycofał.
Tak jest. W dniu 21 grudnia 2012 r. to jest na tydzień przed wejściem w życie zarządzenia likwidującego repertorium Nc Minister Sprawiedliwości wydał zarządzenie o zmianie swego zarządzenia o zmianie zarządzenia którym uchylił wszystkie przepisy zarządzenia z 25 września 2012 r. dotyczące likwidacji repertorium Nc. Jednocześnie tymże nowym zarządzeniem o zmianie zarządzenia o zmianie zarządzenia nadał nowe brzmienie §124 ust 1a, który odtąd brzmi:
"W postępowaniu nakazowym lub upominawczym zakreślenie numeru porządkowego sprawy następuje po wydaniu nakazu zapłaty"
...a potem się z wszystkiego wycofał.
Tak jest. W dniu 21 grudnia 2012 r. to jest na tydzień przed wejściem w życie zarządzenia likwidującego repertorium Nc Minister Sprawiedliwości wydał zarządzenie o zmianie swego zarządzenia o zmianie zarządzenia którym uchylił wszystkie przepisy zarządzenia z 25 września 2012 r. dotyczące likwidacji repertorium Nc. Jednocześnie tymże nowym zarządzeniem o zmianie zarządzenia o zmianie zarządzenia nadał nowe brzmienie §124 ust 1a, który odtąd brzmi:
"W postępowaniu nakazowym lub upominawczym zakreślenie numeru porządkowego sprawy następuje po wydaniu nakazu zapłaty"
W ten sposób wróciliśmy z powrotem do stanu prawnego z 2004 r., do epoki kreatywnej statystyki i propagandy sukcesu. Bo nie ulega wątpliwości, że ta zmiana pozytywnie odbije się na wynikach statystycznych znacznie zmniejszając zaległość w sprawach kategorii Nc... dokładnie tak samo, jak to nastąpiło po wprowadzeniu w 2004 r. zakreślania spraw po wydaniu nakazu. I niewykluczone, że statystycznie spowoduje to skrócenie czasu rozpoznawania spraw o 1/3... ale czy naprawdę o to chodziło?
PS
Z wiarygodnego źródła otrzymałem informację, że w związku z planowaną likwidacją repertorium Nc zamówiono, wydrukowano i dostarczono do sądów nowe księgi repertorium C z innymi niż dotąd rubrykami, dostosowane do treści Instrukcji, jaka miała obowiązywać od I stycznia 2013 r. po zmianach wprowadzonych zarządzeniem z 25 września 2012 r. Po tym zaś jak się okazało, że Pan Minister się wycofał z planowanych zmian dostarczone księgi kazano oddać... na przemiał.
PS 2
Właśnie przyszło zarządzenie nakazujące zakreślić wszystkie sprawy Nc w których wydano nakaz, a których dotąd nie zakreślono, jako zakończone 20 grudnia 2012 r. Oznacza to dodatkowych kilka tysięcy spraw zakończonych w zeszłym roku. Niech żyje statystyka.
piątek, 30 września 2011
Ile traktor ma kół?
.
Ten bardzo stary skecz kabaretu TEY miał stanowić satyrę na propagandę sukcesu, w ramach której nawet totalną klapę jakiegoś przedsięwzięcia przedstawiano jako kolejny sukces socjalistycznej gospodarki. Szkoda tylko, że pozostaje on aktualny do dnia dzisiejszego. Bo na przykład pan Minister Sprawiedliwości przy okazji kampanii wyborczej pochwalił się ostatnio, jakim to wielkim sukcesem jest sąd elektroniczny, i że wpłynęło do niego już 1,8 mln spraw, a dotychczas zakończono ich już 1,5 mln. I że ogólnie jest to wielka ulga, usprawnienie i unowocześnienie. A mnie natychmiast przypomniał się wtedy ów zepsuty traktor...
Poza tym „niewinnym” manewrem polegającym na przedstawianiu zaległości sięgającej 300.000 spraw jako wielkiego sukcesu, w całej tej historii jest jeszcze parę innych niedopowiedzeń, które jak raz zupełnie zmieniają obraz sytuacji. Chociażby to, że z wypowiedzi chwalących sukces e-sądu wynika, że te półtora miliona spraw, to są sprawy, których sądzenia oszczędzono zwykłym sądom, dzięki czemu te sądy mają więcej czasu na zajmowanie się poważniejszymi sprawami. Tyle tylko, że po utworzeniu e-sądu w większości sądów nie zauważono jakiegokolwiek zmniejszenia się wpływu spraw kategorii Nc, czyli rozpoznawanych w postępowaniu upominawczym. Znacznie większy wpływ na jego zmniejszenie miało na przykład wydanie przez TK orzeczenia pozbawiającego (wreszcie!) wyciągi z ksiąg Funduszy Sekurytratatata mocy dokumentów urzędowych. A dzieje się tak zapewne dlatego, że do e-sądu w dużej części trafiają sprawy, których do normalnych sądów nigdy by nie wniesiono, bo w zwykłym sądzie powód nie miałby żadnych szans na uzyskanie nakazu zapłaty.
Skąd taki wniosek? Ano z obserwacji tego, co się dzieje po tym, jak sprawa z e-sądu trafia do „zwykłego” i powód jest wzywany do przedłożenia dowodów, na które „powołał się” występując o e-nakaz. W dziwnie dużej części spraw na takie wezwanie albo nie ma żadnej odpowiedzi, albo nadchodzi informacja, która sprowadza się do tego że „ja nie mam, ale wiem, gdzie są”. W tym przodują zwłaszcza wszelkie firmy skupujące długi, które notorycznie po wezwaniu ich do złożenia dowodów, w oparciu o które dostały nakaz w e-sądzie, informują, że oni tych dowodów nie mają ale jak sądowi są one do czegoś potrzebne, to może on sobie ich zażądać od banku czy operatora komórkowego, który sprzedał im ten dług. Bo oni wiedzą tylko tyle, co napisano w wykazie kupionych przez nich wierzytelności. W normalnym sądzie powództwo oparte wyłącznie o twierdzenie, że dłużnik powinien właśnie tyle zapłacić, bo firma od której odkupiliśmy wierzytelności powiedziała, że on był jej właśnie tyle winien zostałoby z hukiem oddalone jako nie udowodnione. Ale w e-sądzie to najwidoczniej wystarcza. Bo tam najwidoczniej dowody są niepotrzebne.
Co więcej, w wielu pozwach sam sposób, w jaki wskazywane są dowody świadczy o tym, że powód nie tylko żadnych dowodów nie ma, ale nawet nie wie, czy one istnieją. Bo wymienia się w nich jako dowód np. „aneks do umowy, jeżeli go podpisano” albo „notę obciążeniową, jeżeli ją wystawiono”. Szkoda tylko, że zbyt często na podstawie takich „dowodów” wydawane są nakazy zapłaty, które następnie egzekwują komornicy. Teoretycznie e-sąd nie powinien w takim przypadku wydawać nakazu... ale w warunkach pracy na akord, gdzie każdy z e-referendarzy ma 5 minut na „zrobienie” jednej sprawy (a w praktyce nawet mniej) trudno jest oczekiwać wysokiej jakości. Dlatego dziś w e-sądzie tak naprawdę każdy może pozwać każdego o jakiś wymyślony dług, jako „dowód” zgłosić nieistniejącą fakturę, i uzyskać nakaz zapłaty na swą rzecz. A przy odrobinie szczęścia także tytuł wykonawczy, jeżeli listonosz niosący nakaz akurat nie zastanie pozwanego i nakaz uprawomocni się na awizie. Jeżeli temu ma służyć e-sąd, to zaiste jest to wielki sukces i ułatwienie dla obywateli.
- Ile traktor ma kół?
- Cztery.
- Ile jest zepsutych?
- Jedno.
- To ile jest dobrych?
- Trzy.
- To nie można było od razu tak powiedzieć?
- Przecież to jest to samo!
- Ale jak ładnie brzmi! Trzy dobre!
Ten bardzo stary skecz kabaretu TEY miał stanowić satyrę na propagandę sukcesu, w ramach której nawet totalną klapę jakiegoś przedsięwzięcia przedstawiano jako kolejny sukces socjalistycznej gospodarki. Szkoda tylko, że pozostaje on aktualny do dnia dzisiejszego. Bo na przykład pan Minister Sprawiedliwości przy okazji kampanii wyborczej pochwalił się ostatnio, jakim to wielkim sukcesem jest sąd elektroniczny, i że wpłynęło do niego już 1,8 mln spraw, a dotychczas zakończono ich już 1,5 mln. I że ogólnie jest to wielka ulga, usprawnienie i unowocześnienie. A mnie natychmiast przypomniał się wtedy ów zepsuty traktor...
- Ile spraw wpłynęło?
- Milion osiemset tysięcy.
- Ile jeszcze czeka na załatwienie?
- Trzysta tysięcy.
- To ile załatwiono?
- Półtora miliona.
- To nie można było tego od razu tak powiedzieć?
- Przecież to jest to samo!
- Ale jak ładnie brzmi! Półtora miliona załatwionych!
Poza tym „niewinnym” manewrem polegającym na przedstawianiu zaległości sięgającej 300.000 spraw jako wielkiego sukcesu, w całej tej historii jest jeszcze parę innych niedopowiedzeń, które jak raz zupełnie zmieniają obraz sytuacji. Chociażby to, że z wypowiedzi chwalących sukces e-sądu wynika, że te półtora miliona spraw, to są sprawy, których sądzenia oszczędzono zwykłym sądom, dzięki czemu te sądy mają więcej czasu na zajmowanie się poważniejszymi sprawami. Tyle tylko, że po utworzeniu e-sądu w większości sądów nie zauważono jakiegokolwiek zmniejszenia się wpływu spraw kategorii Nc, czyli rozpoznawanych w postępowaniu upominawczym. Znacznie większy wpływ na jego zmniejszenie miało na przykład wydanie przez TK orzeczenia pozbawiającego (wreszcie!) wyciągi z ksiąg Funduszy Sekurytratatata mocy dokumentów urzędowych. A dzieje się tak zapewne dlatego, że do e-sądu w dużej części trafiają sprawy, których do normalnych sądów nigdy by nie wniesiono, bo w zwykłym sądzie powód nie miałby żadnych szans na uzyskanie nakazu zapłaty.
Skąd taki wniosek? Ano z obserwacji tego, co się dzieje po tym, jak sprawa z e-sądu trafia do „zwykłego” i powód jest wzywany do przedłożenia dowodów, na które „powołał się” występując o e-nakaz. W dziwnie dużej części spraw na takie wezwanie albo nie ma żadnej odpowiedzi, albo nadchodzi informacja, która sprowadza się do tego że „ja nie mam, ale wiem, gdzie są”. W tym przodują zwłaszcza wszelkie firmy skupujące długi, które notorycznie po wezwaniu ich do złożenia dowodów, w oparciu o które dostały nakaz w e-sądzie, informują, że oni tych dowodów nie mają ale jak sądowi są one do czegoś potrzebne, to może on sobie ich zażądać od banku czy operatora komórkowego, który sprzedał im ten dług. Bo oni wiedzą tylko tyle, co napisano w wykazie kupionych przez nich wierzytelności. W normalnym sądzie powództwo oparte wyłącznie o twierdzenie, że dłużnik powinien właśnie tyle zapłacić, bo firma od której odkupiliśmy wierzytelności powiedziała, że on był jej właśnie tyle winien zostałoby z hukiem oddalone jako nie udowodnione. Ale w e-sądzie to najwidoczniej wystarcza. Bo tam najwidoczniej dowody są niepotrzebne.
Co więcej, w wielu pozwach sam sposób, w jaki wskazywane są dowody świadczy o tym, że powód nie tylko żadnych dowodów nie ma, ale nawet nie wie, czy one istnieją. Bo wymienia się w nich jako dowód np. „aneks do umowy, jeżeli go podpisano” albo „notę obciążeniową, jeżeli ją wystawiono”. Szkoda tylko, że zbyt często na podstawie takich „dowodów” wydawane są nakazy zapłaty, które następnie egzekwują komornicy. Teoretycznie e-sąd nie powinien w takim przypadku wydawać nakazu... ale w warunkach pracy na akord, gdzie każdy z e-referendarzy ma 5 minut na „zrobienie” jednej sprawy (a w praktyce nawet mniej) trudno jest oczekiwać wysokiej jakości. Dlatego dziś w e-sądzie tak naprawdę każdy może pozwać każdego o jakiś wymyślony dług, jako „dowód” zgłosić nieistniejącą fakturę, i uzyskać nakaz zapłaty na swą rzecz. A przy odrobinie szczęścia także tytuł wykonawczy, jeżeli listonosz niosący nakaz akurat nie zastanie pozwanego i nakaz uprawomocni się na awizie. Jeżeli temu ma służyć e-sąd, to zaiste jest to wielki sukces i ułatwienie dla obywateli.
wtorek, 30 sierpnia 2011
Poradnik podsądnego - (5) - piszemy sprzeciw
No dobra. Przemyślałeś wszystko dokładnie i jesteś pewien, że te pieniądze, które zgodnie z nakazem zapłaty masz zapłacić to się temu drugiemu nie należą. Wiesz też dlaczego się one nie należą, to znaczy to jaki zarzut chcesz zgłosić. Masz też potrzebne dowody by udowodnić przed sądem, że to co twierdzisz to jest prawda. No to teraz musisz to wszystko napisać, pamiętając oczywiście, że oprócz dobrej treści, twoje pismo musi mieć też właściwą formę. To znaczy musi być w nim napisane wszystko, co zgodnie z prawem w takim sprzeciwie powinno być. Dlatego najlepiej będzie, jak sprzeciw napiszesz na urzędowym formularzu – druku sprzeciwu. Bo po pierwsze w niektórych sprawach sprzeciw musi być napisany na formularzu albo zostanie odrzucony, a po drugie w tym formularzu jest miejsce na wpisanie wszystkiego co musi być napisane w sprzeciwie, a więc o niczym nie zapomnisz.
Jeżeli masz już przed sobą odpowiedni formularz (o symbolu SP) to możemy zacząć go wypełniać. Tylko pisz czytelnie i wyraźnie, bo nikt nie lubi odcyfrowywać bazgrołów. Jeżeli możesz, użyj formularza w wersji elektronicznej (ze strony internetowej Ministerstwa Sprawiedliwości) i wypełnij go w komputerze. To na pewno ułatwi sprawę temu, kto będzie go potem czytał. Jeżeli piszesz ręcznie to użyj pisaka w jakimś „poważnym” kolorze, a nie różowego z brokatem. Staraj się niczego nie skreślać ani nie dopisywać do napisanego tekstu, a jeżeli już musisz coś poprawić to przepisz wszystko jeszcze raz na czysto. Jeżeli jakieś miejsce w formularzu zostawiasz puste – przekreśl je.
Na samej górze pierwszej strony formularza mamy nagłówek, w którym musisz wykreślić niepotrzebne linijki. Ten sam formularz służy do wnoszenia różnych rodzajów sprzeciwów, więc musisz wyraźnie zaznaczyć, że to, co piszesz to jest sprzeciw od nakazu zapłaty. Poniżej masz pouczenie (które oczywiście powinieneś dokładnie przeczytać) i dwie rubryki – nazwa sądu i sygnatura sprawy. Do pierwszej przepisujesz nazwę sądu, który wydał nakaz. Tylko dokładnie, bo w tym samym mieście może być kilka sądów o podobnych nazwach. Tak, wiem, że to jest bez sensu, i że sąd wie jak się nazywa, ale niestety przepis mówi, że w każdym piśmie wnoszonym do sądu musi być podane do jakiego sądu się je wnosi.
W drugą rubrykę wpisujesz sygnaturę akt postępowania, która podana jest w lewym górnym rogu nakazu. Sygnatura to po prostu numer pod jakim sprawę zapisano w Repertorium (a nie jak niektórzy piszą – repetytorium),czyli spisie spraw. Pierwsza cyfra – rzymska - to numer wydziału w sądzie, następnie jest rodzaj sprawy – dla nakazów jest to Nc (nakaz-cywilny) - potem jest numer kolejny sprawy łamany przez rok w którym wpłynęła. Po tym numerze sąd odróżnia sprawy, tak więc przepisz go dokładnie i podawaj w każdym piśmie, które kierujesz do sądu. Pomyłka może oznaczać problemy, na przykład twoje pismo może nie trafić w terminie tam, gdzie trzeba, więc sąd uzna nakaz za prawomocny i zezwoli powodowi na wniesienie sprawy do komornika. Oczywiście da się to potem odkręcić, ale po co komplikować sobie życie?
Trzecia rubryka to miejsce na wpisanie kto wnosi sprzeciw. Podajesz swoje imię i nazwisko oraz adres. Na ten adres sąd będzie wysyłał wszystkie pisma, więc podaj taki, pod którym będziesz mógł je odbierać. Nie odbieranie listów nic ci nie da, bo nawet jak listonosz napisze, że taki tu nie mieszka to i tak sąd uzna przesyłkę za prawidłowo doręczoną. Bo to ty masz obowiązek podać prawdziwy adres i jak tego nie zrobisz to to jest tylko twój problem. Pamiętaj też, że wszystkie przesyłki sądowe są polecone z poświadczeniem odbioru. Jeżeli mieszkasz gdzieś bez meldunku – znaczy pod innym adresem, niż ten wpisany do dowodu osobistego – to poczta może robić ci problemy przy wydaniu przesyłki. To samo może być jak podasz adres zameldowania pod którym nie mieszkasz. Bo o ile listonosz odda list każdemu, kto otworzy drzwi, to może się okazać, że po awizowaną przesyłkę musisz pójść na pocztę osobiście. Co może być problemem, gdy faktycznie mieszkasz 300 km dalej.
Piąta rubryka to miejsce na podanie nazw powoda i pozwanego. Jako pozwanego wpisujesz siebie (a jeżeli razem z tobą pozwano też inne osoby to ich też), a jako powoda tego, kto żąda od ciebie zapłaty. Też uważam, że to jest bez sensu, ale ponownie przepis mówi, że w każdym piśmie musi znaleźć się oznaczenie stron postępowania. I dlatego trzeba to wszystko jeszcze raz napisać.
Szósta rubryka, na drugiej stronie, jest bardzo ważna. Tam zaznaczasz, w jakiej części nie zgadzasz się z nakazem – czy w całości, czy w części. Nakaz zaskarżasz w części wtedy, gdy uważasz, że coś się powodowi należy, ale nie aż tyle. Na przykład, gdy zgadzasz się z tym, że jesteś winien za czynsz, ale nie od stycznia tylko od lutego. Albo, gdy tylko jeden z kilku długów o zapłatę którego cię pozwano jest przedawniony. Pamiętaj tylko, że musisz dokładnie napisać w jakiej części się nie zgadzasz z nakazem – na przykład „co do kwoty 500 zł czynszu za styczeń” albo „co do kwoty 297 zł z faktury nr 17/2007”. Bez tego sędziemu trudno będzie się zorientować o co ci chodzi.
Siódma rubryka to miejsce na zarzuty – i tylko na to. Tu w pisujesz na przykład, że zarzucasz nieistnienie zobowiązania, bo ta umowa nie została przez ciebie podpisana. Albo że zgodnie z umową za styczeń miałeś nie płacić. Albo że twoim zdaniem roszczenie jest przedawnione. Pisz krótko i jasno, najlepiej w jednym-dwóch zdaniach. To nie jest miejsce na jakieś długie wyjaśnienia. Sędzia czytając tę część sprzeciwu chce wiedzieć dlaczego twoim zdaniem nie musisz płacić, a nie co myślisz o powodzie i jego żądaniu.
Ósma rubryka to żądanie zwrotu kosztów procesu. Tu nie wystarczy napisać, że żądasz zwrotu kosztów. Musisz jeszcze napisać jakich kosztów, konkretnie ile i za co. Możesz żądać zwrotu kosztów zasięgnięcia porady prawnej, podróży do sądu, przygotowania sprzeciwu, ale zawsze musisz napisać ile to ma być. No i udowodnić dlaczego akurat tyle. Nie przepisuj bezmyślnie z różnych poradników, że chcesz kosztów „według norm przepisanych”, bo to oznacza tylko tyle, że chcesz zwrotu kosztów zgodnie z prawem.
Dziewiąta rubryka to uzasadnienie. Wypełnij ją zgodnie z podanym w niej pouczeniem. Podaj fakty, które przyznajesz że są prawdziwe - na przykład że faktycznie jechałeś tego dnia autobusem i złapał cię kontroler. Albo że wynajmowałeś mieszkanie od powoda. Następnie podaj z którymi twierdzeniami powoda się nie zgadzasz – na przykład że zaprzeczasz, że nie miałeś ważnego biletu, albo temu, że czynsz miał być płacony od stycznia. Potem napisz jak to twoim zdaniem było, jaka była umowa, jak to było z biletem itp. I jakie masz na to dowody. Pisz w punktach, zwięźle i krótko. Lepiej jest napisać jedno konkretne zdanie niż rozpisać się na pół strony o wszystkim i o niczym. Nie przeklejaj bezmyślnie do swojego sprzeciwu cytatów z przepisów Kodeksu czy orzeczeń Sądu Najwyższego. Sędzia zna przepisy i wie, gdzie szukać orzeczeń. Pamiętaj, że w większości spraw miejsce przewidziane w formularzu na uzasadnienie w zupełności wystarczy by napisać wszystko co potrzeba. Jeżeli brakuje ci miejsca to przede wszystkim pomyśl, czy naprawdę jest sens pisać to wszystko co już napisałeś. Jeżeli mimo wszystko uważasz, że nie da się zmieścić wszystkiego na formularzu napisz, ze dalszy ciąg napiszesz na osobnej kartce, i kartkę tę dołącz do sprzeciwu.
Rubryki 10 i 11 przeznaczone są na wnioski dowodowe. Podaj konkretnie jaki to ma być dowód i co chcesz nim udowodnić. Jeśli zgłaszasz dowód z dokumentu napisz co to za dokument. Jeśli chcesz przesłuchania świadka – podaj jego imię, nazwisko i adres na który można mu będzie wysłać wezwanie. Gdy podajesz fakt, na który zgłaszasz dowód to nie pisz że zgłaszasz go "na okoliczność niezasadności żądania”, no bo jakby miał on świadczyć o zasadności to byś go przecież nie zgłaszał. Napisz konkretnie, co ten akurat dowód twoim zdaniem potwierdzi.
W rubryce 12 wymień załączniki. Pierwszym i obowiązkowym jest odpis, czyli kopia twojego sprzeciwu. Pozostałe to wszystkie dokumenty, które załączasz do sprzeciwu. Nie załączaj do niego pozwu ani nakazu zapłaty które dostałeś. Te dokumenty są w aktach i powód też je ma, więc nie ma sensu składać ich jeszcze raz. Pamiętaj też, że każdy dokument musisz złożyć wraz z jego odpisem, czyli kopią dla drugiej strony. Jeden egzemplarz sprzeciwu i załączników dla ciebie, a drugi egzemplarz sprzeciwu i kopia wszystkich załączników dla drugiej strony. Wszystkiego po dwie sztuki.
Rubryka 13 i 14 to podpis i data. Podpis jest obowiązkowy, bez podpisu pismo jest nieważne. Musi to być podpis własnoręczny, nie wystarczy wpisać imienia i nazwiska na komputerze i tak wydrukować. Dlatego też nie możesz na przykład wnieść sprzeciwu faxem ani emailem – bo na tym co „wychodzi” w sądzie nie będzie twojego podpisu. Pamiętaj też, że podpisanie się za kogoś jego nazwiskiem – nawet za zgodą tej osoby – jest przestępstwem. Nie proś więc nikogo, by cię wyręczył w podpisaniu pisma.
No. I to wszystko. Teraz zapakuj sprzeciw, załączniki i odpis w ładną kopertę i wyślij poleconym do sądu. Albo zanieś go tam sam. Nie zapomnij o zostawieniu kopii dla siebie, żeby pamiętać, co tam napisałeś. I czekaj na decyzję sądu. Jeżeli popełniłeś jakiś błąd sędzia wezwie cię żebyś go poprawił. Jeżeli wszystko będzie w porządku to otrzymasz wezwanie na rozprawę. A o tym co wtedy robić będzie mowa w kolejnym odcinku poradnika.
czwartek, 4 sierpnia 2011
Poradnik podsądnego - (2) - zarzucam, że...
Co powinieneś napisać w sprzeciwie od nakazu zapłaty? Przede wszystkim prawdę i konkrety. Konkretne twierdzenia, z których ma wynikać, że twoim zdaniem powodowi pieniądze się nie należą. Bo sprzeciw od nakazu zapłaty służy właśnie temu, a nie składaniu błagalnych próśb o umorzenie długu, odroczenie, rozłożenie na raty albo tłumaczeń dlaczego cię nie stać na spłacenie tego długu. I pamiętaj, to że nie masz żadnych dochodów, albo utrzymujesz się z najniższej renty to nie oznacza, że masz prawo nie płacić swoich długów. Nie wnoś więc sprzeciwu "bo jestem biedny i nie mam pieniędzy na zapłacenie tego długu" bo to nic ci nie da, a koniec końców może się okazać, że będziesz musiał zapłacić znacznie więcej.
„Po pierwsze niczego nie pożyczałem, po drugie wszystko oddałem, po trzecie to nie była pożyczka, tylko darowizna a po czwarte to roszczenie jest przedawnione”
Pierwszy zarzut – „niczego nie pożyczałem” to zarzut nieistnienia zobowiązania. Że nie było żadnej umowy pomiędzy Tobą a powodem, albo że umowa wprawdzie była, ale na razie jeszcze nie musisz nic płacić. Może tak być na przykład wtedy, gdy to nie ty jechałeś na gapę tylko ktoś się pod ciebie podszywał i podał twoje dane kontrolerowi. Albo wtedy, gdy właściciel chce czynszu za styczeń, gdy zgodnie z umową miałeś płacić od lutego. Albo, gdy miałeś zapłacić po tym jak dostaniesz towar, a towaru jeszcze nie dostałeś.
Drugi zarzut – „wszystko oddałem” – to zarzut spełnienia świadczenia, to znaczy, że zapłaciłeś wszystko co się powodowi należało. Pamiętaj tylko, że to ty będziesz musiał udowodnić, że faktycznie powód dostał pieniądze. Potrzebne będą pokwitowania, dowody przelewów, zeznania świadków przy tym obecnych. Jeżeli płaciłeś z ręki do ręki bez świadków i pokwitowań... to masz problem.
Trzeci zarzut – „to nie była pożyczka tylko darowizna” – to zarzut, że wprawdzie była umowa, ale nie ustalono w niej że ty masz coś płacić. Są to na przykład wszystkie te przypadki, w których coś miało być za darmo, a teraz każą ci płacić. Tutaj jednak, zanim zgłosisz taki zarzut dokładnie przeczytaj umowę, włącznie z tym, co jest drobnym drukiem i pod gwiazdką. Bo może się okazać, że zgodnie z umową ten towar wcale nie był „darmowy”.
Czwarty zarzut – „roszczenie jest przedawnione” – wynika z tego, że każdy dług po pewnym czasie się przedawnia i dłużnik może odmówić jego zapłacenia. Terminy po których następuje przedawnienie są różne, zależne od tego, z czego wynika obowiązek zapłaty. To może być rok, trzy lata albo i dziesięć lat. Sąd uznaje dług za przedawniony dopiero wtedy, gdy dłużnik tego zażąda, dlatego nakaz zapłaty może dotyczyć także długów już przedawnionych. I jest to zgodne z prawem, więc nie zawracaj przy tej okazji głowy prokuraturze zawiadomieniami o przestępstwie „usiłowania wyłudzenia przez powoda nienależnego mu świadczenia”.
Jeżeli nie masz pewności, czy roszczenie powoda jest zasadne, albo jakie możesz podnieść przeciwko niemu zarzuty to zasięgnij porady prawnika. Bądź ostrożny z poszukiwaniem porad w internecie, bo można tam trafić na takie propozycje, które nie tylko nie pomogą, ale mogą ci zaszkodzić. Pamiętaj też, że każda sprawa jest inna, więc nie możesz po prostu skopiować zarzutów podniesionych przez kogoś innego, bo niekoniecznie muszą one pasować do twojej sprawy. Zastanów się też jakie dowody możesz przedstawić na poparcie swoich twierdzeń. Pamiętaj, że obowiązek przedstawienia dowodów spoczywa na „tym który twierdzi” a nie na „tym, który zaprzecza”. Jeżeli więc zaprzeczasz, że zawarłeś umowę, to powód musi udowodnić, że ją zawarłeś. Ale jeżeli twierdzisz, że wszystko zapłaciłeś to wtedy ty musisz przedstawić na to dowody.
Zrozum też, że nic nie zyskasz na zgłaszaniu bezpodstawnych zarzutów, albo takich, których nie jesteś w stanie udowodnić. Odwlekanie w ten sposób sprawy nic ci nie da, bo odsetki i tak będą rosły, a w dodatku może się okazać, że po rozpoznaniu sprawy przez sąd przyjdzie ci zapłacić znacznie więcej, bo wzrosną koszty procesu.A jak powód po twoim sprzeciwie weźmie sobie adwokata (co wolno mu zrobić) to jeśli sąd uzna twój sprzeciw za bezzasadny to będziesz musiał zapłacić także koszty wynagrodzenia adwokata, czyli kolejne kilkaset albo i kilka tysięcy złotych.
W kolejnym odcinku „poradnika” będzie mowa o tym, jakie dowody można zgłosić na poparcie swoich twierdzeń.
poniedziałek, 1 sierpnia 2011
Poradnik podsądnego - (1) - A więc dostałeś nakaz...
A więc dostałeś nakaz. Listonosz przyniósł kopertę z sądu, a w niej było pismo zatytułowane „Nakaz zapłaty w postępowaniu upominawczym”, z którego wynika, że pozwany (czyli Ty) ma zapłacić powodowi (czyli temu drugiemu) tyle a tyle złotych, odsetki i koszty procesu, a to wszystko w ciągu dwóch tygodni. Oznacza to, że ktoś uznał, że nie wywiązałeś się z umowy i zwrócił się do sądu o orzeczenie, że jesteś mu winien pieniądze. A sąd uznał, że przedstawione przez niego dowody są wystarczające by nakazać ci zapłacenie długu.
Tak, wiem że nie dostałeś wezwania na rozprawę. To dlatego, że nakaz zapłaty wydaje się bez przeprowadzania rozprawy i bez zawiadamiania pozwanego, wyłącznie na podstawie twierdzeń i dowodów przedstawionych przez powoda. Nie, to nie jest sprzeczne z Konstytucją. Ani z prawami człowieka. Nie zostałeś też pozbawiony prawa do sądu, ani skazany w sądzie kapturowym. To nie jest żaden relikt komunizmu i „na Zachodzie” taka procedura też jest stosowana. Nakaz może uzyskać każdy, kto dochodzi roszczenia pieniężnego, wcale nie trzeba być w zmowie w sądem i niepotrzebne są żadne układy ani też korumpowanie sędziów. Tak więc odpuść sobie teorie spiskowe, i skup się na rzeczach istotnych.
Do nakazu dołączony jest pozew i załączniki do niego. Przeczytaj go, bo z niego wynika dlaczego zdaniem powoda powinieneś mu płacić, i dlaczego aż tyle. Zwykle będzie tam jakaś faktura albo rozliczenie opłat, których zdaniem powoda nie uiściłeś. A skoro już wiesz dlaczego ktoś żąda od ciebie pieniędzy to teraz zastanów się czy zgadzasz się z tym żądaniem, czy nie. Zastanów się dobrze, czy faktycznie jesteś winien powodowi pieniądze. Pamiętaj, że tu nie chodzi o to, czy jesteś w stanie to zapłacić ani czy uważasz się za winnego powstania tego długu, ale tylko o to, czy faktycznie ów dług istnieje i czy to ty masz obowiązek go zapłacić. Na przemyślenie sprawy masz dwa tygodnie, liczone od dnia odebrania nakazu. W tym terminie – co masz wyraźnie napisane w nakazie - możesz wnieść sprzeciw od nakazu i domagać się wyznaczenia rozprawy i ponownego zbadania sprawy przez Sąd.
Zapamiętaj przy tym sobie dobrze, że sprzeciw od nakazu zapłaty powinieneś wnosić tylko wtedy, gdy nie zgadzasz się twierdzeniami powoda, że jesteś mu winien pieniądze (albo aż tyle pieniędzy). Nie wnoś sprzeciwu wówczas, gdy zgadzasz się z tym, że jesteś winien powodowi pieniądze, ale nie masz możliwości spłacenia tego długu. Pamiętaj że to, że jesteś bezrobotny, jesteś studentem bez własnych dochodów, albo że utrzymujesz się z zasiłków z opieki społecznej to nie oznacza, że możesz nie płacić swoich długów. Więc nie licz na to, że po rozpoznaniu takiego sprzeciwu sąd zwolni cię z obowiązku płacenia. Spodziewaj się raczej, że będziesz musiał zapłacić jeszcze więcej.
Nie wnoś sprzeciwu, ani nie pisz próśb do sądu o umorzenie długu, umorzenie odsetek, zwolnienie od kosztów sądowych. Sąd nie może zwolnić cię od obowiązku zapłaty, ani umorzyć ci długu czy odsetek. I to niezależnie od tego w jak tragicznej sytuacji osobistej i majątkowej się znajdujesz. Nie proś więc sądu o pomoc w tej sprawie, bo sąd żadnej pomocy udzielić ci nie może. Nie ma znaczenia, czy jesteś studentem, któremu nie starcza na piwo, czy też bezrobotnym, któremu nie starcza na chleb. Zapamiętaj, że zasądzona od ciebie kwota to nie są pieniądze sądu, tylko pieniądze powoda, i tylko on może nimi dysponować. To powód może darować ci dług w całości lub części, przedłużyć ci termin płatności, rozłożyć należność na raty albo zgodzić się na jakiś inny sposób rozwiązania tej sprawy. W końcu decyduje o swoich własnych pieniądzach, więc to jest jego sprawa co z nimi zrobi. To do niego zatem, a nie do sądu, powinieneś kierować swoje prośby w tej sprawie. Także do powoda powinieneś się zwrócić jeżeli nie jesteś w stanie zapłacić całej sumy w dwa tygodnie. Nie trać czasu na pisanie do sądu próśb o przedłużenie tego terminu. Termin zapłaty należności wynikającej z nakazu zapłaty został określony w ustawie, i sąd nie ma prawa go zmienić.
Po przemyśleniu wszystkiego podejmij decyzję czy płacisz dobrowolnie, czy negocjujesz z powodem korzystniejsze warunki spłaty długu (albo jego umorzenie), czy może nie zgadzasz się z tym, że jesteś winien pieniądze i wnosisz sprzeciw od nakazu. Ale pamiętaj, że na podjęcie decyzji masz tylko dwa tygodnie.
W następnym odcinku – jakie zarzuty można podnieść w sprzeciwie od nakazu zapłaty.
Subskrybuj:
Posty (Atom)