piątek, 7 września 2012

Tłuczek do mięsa

Na półce leżą akta. W aktach pozew w postępowaniu nakazowym z weksla. Weksel wypełniono prawidłowo, czyli trzeba wydać nakaz zapłaty. Uruchamiam więc program zintegrowanego elektronicznego repertorium (bo w ramach nowoczesności wszystkie orzeczenia mają być sporządzane „w systemie”), myszka w rękę i klikamy.

Klik 1 – otworzyć okno „szukanie sprawy” – dobra, jest.

Klik 2 – rozwinąć listę symboli repertoriów. Nie, nie można wpisać symbolu ręcznie, bo maszyna nie zrozumie. Na przykład jak wpiszę „Nc” to najpierw mi przeskoczy na „Ns” a potem na „Co”. Jak będę naciskał dalej to wyskoczy mi „NsRej” czy jeszcze coś dziwniejszego, więc lepiej jest wybrać z listy.

Klik 3 - wybrać okienko numeru sygnatury i wpisać numer. Tylko dokładnie, bo jak coś się pomyli (np. zapomni zera przed „09”) to program wyrzuci błąd i każe napisać wszystko od początku.

Klik 4 – wybrać „OK”, to spowoduje otwarcie (po dłuższej chwili) okienka sprawy.

Klik 5 – wybrać zakładkę „orzeczenia”

Klik 6 – nacisnąć na „odśwież” bo bez tego nie wyświetlą się dane,

Klik 7 – kliknąć „dodaj”

Klik 8 – w nowym małym okienku wybrać co tak w zasadzie chcemy dodać, czy wyrok, czy postanowienie, czy może nakaz... tak, oczywiście. Już widzę te nakazy w nieprocesie, a wyroki w upominawczym, ale trudno

Klik 9 – kliknąć „OK” i zaczekać dłuższą chwilę, aż program przypomni sobie co w takiej sytuacji powinien zrobić.

Klik 10 – rozwinąć listę szablonów. Wbudowane w system szablony są w większości przypadków zupełnie nieprzydatne, ale bez nich nic wpisać się nie da, bo w wykazie wydanych w sprawie orzeczeń wyświetlane są właśnie nazwy szablonów. Dlatego przy przeglądaniu informacji o sprawie można dowiedzieć się np. że 8 marca wydano w sprawie orzeczenie o nazwie NuPKP60bzJB bo pod taką akurat nazwą zapisano szablon nakazu przygotowany dla roszczeń tego konkretnego seryjnego powoda.

Klik 11 – przesunąć listę szablonów aż znajdziemy właściwy. Niestety nie ma podziału na kategorie, np. postanowień o przekazaniu sprawy, postanowień o zawieszeniu, postanowień o umorzeniu w ramach których można by wybierać to, które akurat jest nam potrzebne. Lista jest w kolejności alfabetycznej, więc trzeba pamiętać, czy ten szablon, którego potrzebujemy zapisano jako „nakaz nakazowy” „weksel-nakaz” czy może „leasing-weksel”. Czasami trzeba parę razy poklikać, zanim znajdzie się właściwe.

Klik 12 – kliknąć „Word”, bo przecież nie będę pisać orzeczenia przy pomocy edytora wbudowanego w program, który pod względem funkcjonalności jest gdzieś pomiędzy „Notatnikiem” i „Word Padem”

Klik 13 – kliknąć „Anuluj” na okienku, którym program żąda podania kwoty sporu, kosztów sądowych i zastępstwa procesowego, bo wpisywanie tego to w tym przypadku strata czasu.

No, przebrnąłem. Po dłuższej chwili otwiera się okno nowego dokumentu Worda, a w nim formularz postanowienia. Nie wiem, kto ten formularz robił, ale ja na jego miejscu bym się wstydził. Zero formatowania, wszystko jednolitą czcionką Times New Roman z interlinią 1,5 wiersza i z odstępami po 6 pt przed i po akapicie. Brrr... Głowa mnie boli od samego patrzenia. Po chwili program zaczyna sam (wot, tiechnika!) wypełniać tenże formularz danymi z repertorium... niestety jego poglądy na sposób odmiany nazwisk i nazw własnych przez przypadki odbiegają trochę od standardów języka polskiego, więc w zasadzie jedyne co można z tak przygotowanym wzorkiem zrobić to nacisnąć Ctrl-A, żeby zaznaczyć wszystko, a potem Del, żeby go skasować, bo do niczego mi się on przyda. Tylko nie za szybko, bo skasowanie szablonu zanim program go samowypełni będzie skutkowało rozpaczliwym piskiem, że nastąpił błąd, po czym natychmiastowym zamknięciem programu i koniecznością powtórzenia wszystkich czynności od początku. No, skończył, mogę więc przekleić mój własny wzorek nakazu, i wreszcie zabrać się do właściwej roboty. Wpisuję we właściwe miejsca kto, komu i ile ma zapłacić. Drukuję. Podpisuję. Klikam dyskietkę, żeby zapisać w systemie. I bawimy się dalej.

Klik 14 – teraz trzeba zaczekać cierpliwie na pojawienie się okienka informującego o pomyślnym wykonaniu zapisu oraz niezwykle przydatną, wręcz niezbędną, informację o długości skompresowanego dokumentu w bajtach, po czym kliknąć „OK”

Klik 15 – zamknąć okno Worda, bo jak nie, to program zgłupieje.

Klik 16 – kliknąć „Koniec”. To zamknie okienko z wyborem szablonu

Klik 17 – W okienku sprawy kliknąć „odśwież”, żeby zobaczyć, czy faktycznie się zapisało. Bo potrafi się nie zapisać.

Klik 18 – kliknąć „koniec” i zamknąć w ten sposób okno sprawy. Jeżeli się tego nie zrobi, to nie będzie można nic więcej zrobić, bo program nie dopuszcza jednoczesnego otwarcia dwóch okien tego samego rodzaju, a nawet okien należących do dwóch różnych spraw. No to mogę zabrać się za kolejną sprawę. Rachunek biegłego za sporządzoną opinię. Za pracę należy się zapłata a więc otwieramy okno szukania sprawy...

Elektroniczny system rejestracji spraw i orzeczeń wspomagający pracę sądu jest niezbędny, bo bez niego niemożliwe byłoby zapanowanie nad całą tą powodzią spraw. I faktycznie od momentu, gdy udostępniono nam taki system pracuje się łatwiej niż wtedy, gdy tego systemu nie było i wszystkiego trzeba było szukać w papierowych księgach, poupychanych po różnych szafach i schowkach. Tyle tylko, że dokładnie tak samo można powiedzieć, że wbijanie gwoździ tłuczkiem do mięsa idzie nam łatwiej niż wciskanie ich gołymi rękami. Bo to, że jakieś narzędzie może być użyte do jakiegoś celu, i że praca dzięki temu staje się łatwiejsza (albo wręcz możliwa do wykonania) nie oznacza jeszcze, że jest to narzędzie odpowiednie do rodzaju wykonywanej pracy. A niestety wprowadzony w sądach program elektronicznego repertorium, który (jak mi się wydaje) jest przeróbką programu napisanego pierwotnie dla kancelarii komorniczych, przypomina właśnie adaptację tłuczka do mięsa do wbijania gwoździ. Niby kształt podobny, i też służy do uderzania, ale to jednak nie to samo. Ale cóż... cieszmy się z tego, co mamy...
 

48 komentarzy:

  1. Eee, trochę marudzisz:)
    U nas to działa od dwóch lat i dajemy radę. Wprawdzie nie napisałeś niczego niezgodnego z prawdą, ale nie położyłeś akcentu na najważniejsze: ctrl + alt + del!!! Ja mam swoje wzory i szablony na swoim dysku, więc wszystkie opisane przez Ciebie pracowicie czynności wykonuję błyskawicznie, wywalam, to co mi program proponuje, po czym wklejam własne wypociny. Kilk, pisk i gotowe!
    Korzyść płynąca z tego, że możesz wszystko na każdy temat znaleźć błyskawicznie - niewymierna!
    Uczucie, gdy okaże się, że inni - bez pytania o zgodę - kopiują efekty Twojej wielogodzinnej pracy (w sądach prawa autorskie się nie przyjęły) - nie do opisania.
    Na pocieszenie dodam, że do nas regularnie przyjeżdżają Panowie Od Programu i nawet słuchają naszych uwag i starają się wcielać je w życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że prawa autorskie w sądzie się nie przyjęły ze względu na dyspozyję art. 4 pkt 2 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, zgodnie z którym to przepisem nie stanowią przedmiotu prawa autorskiego m.in. urzędowe dokumenty, materiały, znaki i symbole.
      Wracając do elektronicznego repertorium - w moim sądzie działa System Sędzia 2, w którym ponoć też można kreować orzeczenia na podstawie szablonów dokumentów (część osób z tego korzysta). Pomimo tego "ułatwienia" (bez ironii - niektórzy sobie to chwalą)można jednak orzeczenia pisać samemu w Wordzie, korzystając przy tym z własnych wzorów. Sekretarz przekleja następnie treść orzeczenia do Systemu Sędzia 2 i wilk jest syty i owca cała.

      Usuń
    2. Szablon programu używanego do generowania dokumentów urzędowych nie jest dokumentem urzędowym.

      Usuń
    3. Ło Matko Polko!!
      Toż ten wasz program to masakra jakaś.
      U nas na szczęście jest jakiś bardziej "user friendly" i trzeba kliknąć tyko z 5 razy by nakaz się wygenerował. Program nie działa też za pomocą okienek windowsowych tylko tworzy własne środowisko i działa szybko.
      Czy coś bym zmienił.... No dużo!!

      Niezadowolonym z systemów w wydziałach cywilnych polecam popytać ludzi z Ksiąg Wieczystych o pierwsze wersje nowego SWKW (tak z lipca/sierpnia 2010). To była dopiero porażka. Aby ZACZĄĆ robić wpis trzeba było kliknąć bodaj 21 razy (a może 23...) Liczyłem wtedy, bo pisaliśmy uwagi do MSu. Perełką było zatwierdzenie zatwierdzenia. Widać że program tworzony był przez informatyków, który użytkownika mają za kompletnego idiotę.

      Usuń
  2. Powiem tak. jakbym miał możliwość wklejenia do systemu swoich własnych szablonów i posługiwania się nimi to bym to zrobił. Ale nie mam. Zresztą system nie pozwala na to, by każdy miał swoje szablony. Nie przewidziano tego, że poszczególni użytkownicy mogą chcieć korzystać z własnych wzorów np uzasadnień do postanowień. A nie przewidziano, bo w kancelariach komorniczych ten problem nie występuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że możesz mieć własne szablony (oznaczasz je wtedy np. swoimi inicjałami i innymi tajemnymi symbolami identyfikacyjnymi, co zwiększa ilość szablonów na liście, którą musisz rozwinąć do jakichś 500), bo u nas niektórzy je tworzą. Pewnie rozwiązaniem byłoby, gdyby każdy użytkownik miał własną ich listę widoczną tylko dla siebie, ale to za 10 lat. Może.
      Pamiętaj też, że nie wszyscy sędziowie tak sprawnie posługują się komputerem jak Ty. (i ja oczywiście:) U mnie w wydziale dla niektórych to jest informatyczny Everest...

      Usuń
    2. Falki - pisząc o własnych szablonach miałem na myśli własne wzory dokumnetów wordowskich i tworzeczenie orzeczenia kompletnie poza systemem biurowym. Jedyna łączność z systemem biurowym następuje, kiedy sekretarz metoda kopiuj-wklej przekopiowuje treść orzeczenia z pliku .doc do systemu biurowości.

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem szczęściarzem-tydzień temu odkryłem z pięćset druków starych "druków"postanowień, mnóstwo nakazowych(nie ma jak remonty). Żadne tam "dwunastki czy narrow arrow roman .Macham moje gyzgzaki(standardowe postanowienie z uzasem zajmuje mi teraz do minuty ) a znakomita (znająca charakter mojego pisma Pani sekretarz) robi wszystko czego nie lubię,kopiuje wkleja,przepisuje, klika enteruje, drukuje,patrzy w ekran kompa...Ponieważ kompy sekretariat, mój pokój, są rozrzucone po całym sądzie, a hasła trzeba co miesiąc zmieniać, to jestem ...średnio godzinę trzydzieści do przodu.Piszę wtedy uzasa? Nie.Czytam sobie normalną książkową a nie komputerową wersję komentarza

    OdpowiedzUsuń
  5. piszę z punktu widzenia programisty, którym... jestem :) i chciałem napisać, że wyżej opisany program wykonałbym dokładnie tak samo jak jest opisany

    dlatego, że uważam, że taki proces przetwarzania jest prawidłowy? nie. dlatego by zrobić to użytkownikowi na złość? też nie

    zrobiłbym to dlatego, że nikogo z kim miałbym do czynienia nie obchodziłoby jakbym to zrobił. jesteś jego użytkownikiem, a z tobą w całym czasie tworzenia nie miałbym w ogóle do czynienia. jest jakiś menedżer który poda mi wytyczne co ma być wprowadzone i co ma być otrzymane. jest budżet, którego nie można przekroczyć (prawdę mówiąc pewnie budżet jest wysoki ale tu pojawia się kwestia że im mniej zrobimy tym więcej oszczędzimy na programistach, a różnica zostaje w kieszeni firmy, która to robi). nie ma za to żadnego feedbacku od użytkowników.

    i jest rynek w którym zapotrzebowanie na oprogramowanie jest większe niż podaż programistów. kolejne urzędy się informatyzują i w całym tym pędzie nie ma czasu na testy oprogramowania, jego ewaluację przed ostatecznym oddaniem do użytku.

    oczywiscie, że można by lepiej zaprojektować listę wyboru symboli repertoriów. i gdyby to była lista w programie, który ma na siebie zarabiać, na pewno działałby tak jak chce użytkownik. tutaj występuje ona jednak w sofcie, który został już w całości zapłacony, a firma, która go wykonała już dawno przeszłą do pracy nad kolejnym zleceniem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Konrad Karpieszuk
      A ja myślę że informatycy nie mają zupełnie wyobraźni i tyle. Pewnie ten sam efekt można zaprogramować w różny sposób, ale wypadałoby pomyśleć i wybrać taki który jest użyteczny.
      Nawet tam gdzie jest konkurencja ignorują potrzeby użytkowników.
      Taki np. Lex, wprowadza coraz głupsze ulepszenia, a to co mu się zgłasza jako nieużyteczne i bezsensowne nie poprawia. Ja na przykład ze 2 lata temu zgłosiłem uwagę do Lex że bezużyteczna jest opcja aktówki bo ewentualna jej nazwa - która można wyświetlić w programie i po której można by wybrać liczy tylko 5-6 liter (gorzej niż w Dosie normalnie). Zapewniano mnie że to poprawią. I co ? I nic. Zamiast zrobić tak prostą rzecz wymyślają jakieś durne nawigatory z obrazkami - które wyjaśniają rzeczy oczywiste dla każdego zawodowego prawnika, a to jest większość użytkowników tego programu. Dodatkowo ostatnio zmieni opcje kopiowania pod PPM - wcześniej na samej górze było kopiuj zaznaczony tekst, a teraz jest coś nowego i ciągle, z przyzwyczajenia kopiuję nie to co potrzeba.




      Usuń
    2. @Johnson: Co to znaczy użytecznie? Programista nie zna zasad obiegu dokumentów. Nie wie jakie akcje będą wykonywane najczęściej. Dostaje wytyczne od project managera i tyle. Ewentualnie dostaje do zintegrowania szablony dokumentów napisane przez studenta prawa.

      Moim zdaniem nawaliła osoba pisząca specyfikację/odbierająca to cudo... ale w naszym kraju to niestety norma. Większość instytucji spodziewa się rozwiązania z pudełka, a dystrybutorzy w sumie nie mają nic przeciwko i z chęcią zaspokajają popyt.

      Bez testów akceptacyjnych (posadzenie użytkownika końcowego w asyście przedstawiciela wykonawcy jako żywej instrukcji), na podstawie których pojawiają się poprawki, to nie ma sensu.

      Wymaga to niestety poświęcenia czasu pracowników zamawiającego na testy, a nikt nie ma czasu. Traktowanie oprogramowania jak towaru, a nie usługi to duży problem.

      Usuń
  6. Z opisu wnioskuję, że macie oprogramowanie Currendy, ino pozazdrościć ;). Zmieńcie na Sędzia 2, a zobaczycie, że istnieje również inny świat - wspomagania pracy, a nie jej utrudniania.
    Przepraszam, zapomniałem, że w dość niejasnych okolicznościach MS wybrało Currendę na dostawcę nowego, jednolitego systemu dla wszystkich, który próbują zacząć pisać od 3 lat i dalej im się nie udało. Wobec czego niektórzy decydenci mogą stwierdzić, że przecież wydawanie środków na ten cel jest teraz niezasadne, skoro już za rok, pięć, dziesięć, będzie ten nowy wszystkomogący system.
    Swoją drogą, gdyby wprowadzić system zarządzania od dostawcy Sędzia do samego MS, to mogłoby wiele ciekawych rzeczy się okazać :).

    OdpowiedzUsuń
  7. Przypomniała mi się taka oto refleksja z lektury licznych orzeczeń sądowych, może trochę na marginesie tej dyskusji. Otóż od dawna zastanawiam się, dlaczego sądy nie posługują się ujednoliconym formatowaniem tekstów orzeczeń. Parafrazując stare przysłowie, co sąd, to religia. Ba, co wydział, to religia! W tym samym sądzie możemy zatem mieć do czynienia z całym wachlarzem czcionek. Niektóre orzeczenia pisane są czcionką nadającą się najwyżej do zabaw w wordzie na lekcjach informatyki, ale na pewno nie do tworzenia dokumentów urzędowych. Różnie bywa także z odstępami pomiędzy liniami. Jest też duuży problem z justowaniem tekstu uzasadnień. Pytanie do dyskutantów: nie można tego jakoś ujednolicić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A niby dlaczego mamy coś ujednolicać? I bez przesady. Raz jeden widziałem orzeczenie SO z uzasadnieniem napisanym czcionką Comic Sans, ale to było dawno i nieprawda.

      Chociaż fakt, często wkurza mnie to, że niektórzy nie przykładają uwagi do wyglądu orzeczenia.

      Usuń
    2. Po to by to można ujednolicić aby nie było sytuacji, że ten co napisze czcionką 16 powie, że napisał dwa razy więcej od tego co napisał czcionką 11 z pojedynczym odstępem. Widać jakie są uzasadnienia pisane.

      Usuń
    3. sądząc z wyglądu polskich miast i wsi, a już zwłaszcza podmiejskich osiedli klasy średniej, jednolitość i estetyka nie jest istotną potrzebą przeciętnego Polaka; jeżeli nawet zauważyłby, to i tak nie doceni. ujednolicił się SN (ma w końcu wymagających czytelników), SA i SO też za tym przykładem są zazwyczaj znormalizowane, ale w rejonie pisanie orzeczeń 14, podwójny odstęp, 30 wierszy na stronie byłoby tylko marnacją papieru. ujednolicenie pism (w zasadzie niemożliwe w drodze inicjatywy oddolnej), czy w ogóle stworzenie dla sądów systemu identyfikacji wizualnej to naprawdę kwestia nieistotna w morzu aktualnych innych potrzeb.

      Usuń
    4. @Falkenstein

      Przewodniczący to nie dlatego że przewodniczy w składzie wieloosobowym, tylko tak funkcja przewidziana w kpc ;)

      Usuń
    5. Tak. Ale ten sam KPC stanowi też że w składzie jednoosobowym SĘDZIA ma prawa i obowiązki przewodniczącego. Nie że jest przewodniczącym, bo nie ma czemu przewodniczyć. Dlatego jak skład jest jednoosobowy, to w wyroku wymieniać się powinno SĘDZIEGO, a nie przewodniczącego, bo w tym składzie takowego nie ma.

      Inna sprawa to to, że przewodniczący o którym mówi kpc to jednoznacznie przewodniczący składu, a nie jak się niektórym wydaje, przewodniczący wydziału. Ale to temat na inną dyskusję

      Usuń
  8. te "NsRej" nie takie egzotyczne, chyba w aferze A.G. też się przewinęły ;)
    szablon wyroku z programu sędzia2 nie ma linijki "na rozprawie".
    zawsze zastanawiały mnie też orzeczenia (z szablonów i to chyba bez możliwości wklejenia własnych, z racji zintegrowania z inną bazą): Sąd Rejonowy w... w składzie: referendarz sądowy...
    w związku z tym pojawiła się koncepcja nieważności postępowania. ciekawa. nieciekawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzorki przekazywane z pokolenia na pokolenie to inna kwestia., Ja na przykład od pewnego czasu próbuję przekonywać, że jeżeli skład jest jednoosobowy to nie ma w nim przewodniczącego, bo on nie ma czemu przewodniczyć. Jest tylko sędzia, który ma prawa i obowiązki przewodniczącego i jako taki powinien być wpisany. Czyli wyrok wydaje sąd taki a taki, sędzia taki i taki, na rozprawie w dniu takim a takim, której przebieg zaprotokołował protokolant taki a taki. Protokolant nie jest częścią składu więc nie ma powodu, by jako takiego go w wyroku wymieniać...

      Usuń
    2. wzorki uwzględniające referendarzy to nowość, niespełna piętnastoletnia, i od razu zinformatyzowana - wydziały rejestrowe operowały na komputerach w czasie gdy inne wydziały przechodziły z maszyn do pisania mechanicznych na elektryczne.
      referendarz wchodzący w skład sądu to zaś pomysł wizualnie na druku orzeczenia nieskomplikowany, ale chyba nie mający zanadto oparcia w kpc.
      Sąd w składzie przewodniczący i protokolant to ciekawy skład. najbezpieczniej ogłaszać: "sąd w składzie tu obecnym" ;)
      komparycja zarządzenia przewodniczącego też warta jest wzmianki - nie sąd w składzie przewodniczący, a przewodniczący x.y. w wydziale x w sądzie y.

      Usuń
  9. Szablony w Sędzia można sobie skonfigurować zupełnie dowolnie: może być na rozprawie i bez, w składzie i bez składu, może być również uzależnione od dnia tygodnia, kwestia inwencji (i szkoleń).
    A co do ujednolicania, ja jestem absolutnie za. To urząd a nie blog i jako taki powinien prezentować chociaż jednolitą formę, skoro treści z natury rzeczy nie może.

    OdpowiedzUsuń
  10. Z opisu wynika, że to opis programu firmy C (słyszałem że nazwę przekręcają na K..wenda) z miasta S (to miedzy Gdańskiem, a Gdynią). Istotnie programu po prostu do bani, ale w końcu w Warszawie są i inne. Choć jedno jest przerażające - faktycznie firmie która to cudo robi bez przetargu zlecono zrobienie nowego programu dla sądów. Ponoć ktoś się jednak w MS postawił i w ubiegłym roku kolejno z pięć razy pod rząd tego cuda nie odebrał bo do bani było (naprawdę podobno 5 - liczbą podam aby ktoś nie myślał, że to pomyłka). Ale oczywiście zarządcy dbają o program firmy C. i dalej nad tym pracują zamiast pogonić towarzystwo i ogłosić przetarg. A jaki mam wniosek? To co straszy teraz z bloga niedługo zacznie straszyć wszystkich. I ci co teraz sobie radzą na jakimś w miarę rozsądnym systemie i z wytwórcami słuchającymi użytkowników to takie cuda jak opisano poznają. A poza tym czyż nie dziwne jak to jest, że jedna firmę na której efekty pracy klną wszyscy nadal jednak wszystko robi?

    OdpowiedzUsuń
  11. Na sobotnie podniesienie ciśnienia polecam wywiad z Panem Profesorem Koncewiczem ("Wyborcza", dostępne tylko na papierze, ewentualnie w Piano, nie sprawdzałem). Ale jakie Pan Profesor ma śliczne zdjęcie, aż się chce powiedzieć: jak ze strony kancelarii, i oczywiście kancelarię prowadzi..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do zdjęcia i kryptoreklamy: pełna zgoda.
      Co do treści: mi ciśnienia nie podniosła (no, poza jednym akapitem), bo uważam, że ma rację. Tylko co z tego, skoro uważam, że i tak nic to nie da, bo ci, którzy powinni nie wezmą tego do siebie, tylko się obrażą, a reszta (niekoniecznie sędziowie) z uwagi na wysoki poziom abstrakcji nie zrozumie przesłania. Mam nadzieję, że się mylę.

      Usuń
    2. @ bartoszcze

      A w czym prof. Koncewicz nie ma racji? Bo naprawdę trudno się w czymkolwiek z nim nie zgodzić.

      Usuń
    3. nie ma racji, jeżeli mówi o poglądach samorządu sędziowskiego na sprawę Amber Gold. Iustitia to nie samorząd. a że tak się musi wydawać to inna sprawa, bo co to jest i co może samorząd sędziowski... nie ma też racji gdy pisze o zakresie kognicji krajowego rejestru sądowego, w tym m.in. sugerując, że chodziło o brak rubryczki o niekaralności na formularzach - nie, nie o to chodziło (złożenie podpisu na wniosku o wpis jest niejako oświadczeniem o niekaralności), chodziło o brak możliwości żądania zaświadczenia z KRK. (tu zresztą okazało się, że obywatelom nie ma co ufać i systemowo przejść z zaświadczeń na oświadczenia).
      fakt, ciśnienia nie podnosi.
      a kilka stron dalej artykuł z cyklu "Jak płacimy za brak równowagi między pracą a życiem" - "Uciec z ubojni dusz"

      Usuń
    4. @ magenta

      Racja Iustitia to nie samorząd. Z formalnego punktu widzenia w kwestii KRS sędziowie postąpili prawidłowo - nie mieli obowiązku sprawdzić KRK. Ale rozumiem frustrację Koncewicza, który zetknął się z innym sposobem patrzenia na wykonywanie władzy sędziowskiej i nie jest dla niego wystarczające tłumaczenie, że sąd nie ma obowiązku badać KRK. Obowiązku nie ma, ale może to zrobić, by zapewnić prawidłowość własnych decyzji.

      Usuń
    5. A Ucieczka z ubojni dusz znakomita, choć przerażająca.

      Usuń
    6. Nie ma Pan Profesor racji w tym, że wypowiada się w temacie o którym nie ma pojęcia, a się mądrzy. Jak już jeden z przedmówców zaznaczył to nie jest kwestia rubryczki i albo Pan Profesor jest intelektualnie nieuczciwy mówiąc coś takiego bo sobie nie zadał trudu sprawdzenia, albo najzwyczajniej w świecie nieuczciwy bo wie o co chodzi a dokonuje świadomego przeinaczenia. Problem jak jest to głowach ustawodawcy powojennego (bo przedwojenny przy takiej samej kognicji sądu rejestrowego był precyzyjny i wiedział co robi), który nakłada obowiązki, nie określa, że na ich wykazanie trzeba dołączyć dokument i zostawia to na głowie sądu rejestrowego (co oznacza dziś tak na marginesie referendarzy, a nie sędziów), który albo będzie weryfikował zawsze pomimo braku przepisu co oznacza, że ma z urzędu w każdej sprawie uzasadnione wątpliwości(i narażał się na krzyki o przewlekłość w każdej sprawie) albo tylko wtedy jak te wątpliwości poweźmie czyli ryzykuje przepuszczenie czegoś. Dyskutowanie konieczności stosowania prawa wychodząc poza przepisy w wykonaniu pana Koncewicza też może być groźna w skutkach jak dojdzie do spraw zasadniczych, bo w sumie inaczej to pewnie zrobi zwolennik Palikota, a inny Tadeusza Rydzyka (że takie zaangażowane światopoglądowo bieguny wymienię).

      Usuń
    7. @ Pjaj
      Sąd rejestrowy ma wręcz obowiązek to czynić - ale jak poweźmie uzasadnione wątpliwości. Nie ma przy tym prawa mieć ich zawsze. A jak ktoś tego nie rozumie to by poczytał trochę prawniczej literatury, bo ta zasada działania sądu rejestrowego od przedwojnia się datuje.

      Usuń
    8. tak jak policjanci z drogówki mogą przeszukać bagażnik tylko w razie uzasadnionego podejrzenia, tak sąd rejestrowy nie ma prawa grzebać z urzędu w życiorysach wszystkich - to dopiero byłby krzyk, że sądy wszystkich przedsiębiorców traktują z góry jako oszustów. dołączanie do (dostępnych dla każdego!) akt rejestrowych zaświadczenia z KRK, w którym figurowałby wpisy o skazaniu za niealimentację czy jazdę po pijaku, chyba nie spotkałoby się z aprobatą profesora, bo byłoby rażąco nieproporcjonalne do celu. nie rozumiem zdania z wywiadu: "Sąd ma obowiązek sprawdzić, jakie przedsiębiorca daje gwarancje, że działalność poprowadzi w sposób uczciwy." do tego chyba wszystkim umknęło, że KRS to nie wymiar sprawiedliwości a jeno ochrona prawna.

      Usuń
    9. @magenta
      /nie rozumiem zdania z wywiadu/

      Ależ przecież to proste: Ja Wiem Jak Zrobić Żeby Nie Było Amber Goldów.
      A że pan profesor nie zająknie się nawet, że w tych państwach, gdzie on pobierał nauki prawa, przestępcy we władzach spółek też się zdarzają, to przecież drobiazg.

      Usuń
  12. Ten "przewodniczący", co przewodniczy sam sobie, to zabytek z czasów papierowych formularzy orzeczeń jeszcze z czasów PRL, kiedy składy w większości spraw były wieloosobowe. Z tego samego źródła pochodzi idiotyczny zwyczaj ciachtania orzeczenia, które od początkowej daty do końca sentencji stanowi jedno zdanie, na pojedyncze linijki: "po rozpoznaniu - przerwa - na posiedzeniu niejawnym - przerwa - sprawy z powództwa AA - przerwa - przeciwko BB - przerwa - o zachowek". Jak 15 lat temu jakiś praktykant przepisał z papierowego formularza, tak zostało do tej pory, bo nikomu nie chce się ruszyć głową i zmienić oczywistej bzdury. Co do protokolanta jako członka składu orzekającego, to w sprawach karnych niektórzy potrafią jeszcze wmontować prokuratora. Pretensjonalny, ćwierćinteligencki język uzasadnień to jeszcze inny problem, o którym Falkenstein litościwie nie pisze, ale który istnieje. Miałem okazję czytać uzasadnienie wyroku sądu amerykańskiego - w porównaniu z polskimi "w związku z powyższym" to jak uniwersytet a podstawówka.

    Ale to wszystko tylko objawy, a nie istota choroby toczącej polskie sądownictwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. art. 413 k.p.k. wyraźnie reguluje, że w wyroku karnym wpisuje się oskarżyciela, więc jeżeli jest nim prokurator, to jego się tam wpisuje.

      Usuń
    2. a jaka jest istota tej choroby?

      Usuń
    3. Jako członka składu orzekającego?

      Usuń
  13. Szanowny Autorze Bloga,
    z tekstem zgadzam się - jak zwykle - w całości. Moim zdaniem powinniśmy jednak o wadach systemów komputerowych w sądach, debatować nie tylko na profesjonalnych forach internetowych, ale w ogólnopolskiej prasie. Tylko wówczas widzę szansę by:
    1) ktoś poniósł jakiekolwiek konsekwencje badziewia, które wepchał do sądów,
    2) kolejne systemy były lepsze.
    Ja sam zamierzam niedługo opublikować w "RZ" tekst o idiotyczności tysięcy kliknięć w system ksiąg wieczystych, zakończony pytaniem - kto to stworzył i kiedy MS sytuacje naprawi?
    Miło byłoby, gdyby ktoś się przyłączył z podobnym tekstem. A później trzeba publikacje - w wysokonakładowej prasie - ponawiać, aż do skutku. Może zainteresować dziennikarzy, tropiących absurdy w wydatkowaniu publicznych pieniędzy. Bez takiego "lobbingu" nic się nie zmieni.
    pozdrawiam
    Bart
    PS.
    Jak widzę wpisy pod tytułem "ja nie narzekam, bo wszystko w systemie robi sekretariat" to się zastanawiam nad kondycją intelektualną niektórych przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja tu napiszę coś z punktu widzenia osoby która różnorakie programy zawodowo tworzy.

    Problem polega na tym, że brakuje osób specjalizujących się w tworzeniu interfejsów użytkownika, tzw. projektantów interakcji. To jest specjalizacja z pogranicza informatyki. Ponieważ zaś ich brak, najczęściej muszą tą funkcję wziąć na swoje barki biedni programiści lub architekci systemów - którzy nie są w tym dobrzy. Dlaczego? Bo nie są projektantami interakcji. Analogicznie: prawnik prawa pracy pomoże w sprawie spadkowej, ale lepiej przecież udać się do specjalisty, prawda?

    Wszystko to wynika zaś z oszczędności: projektantowi interakcji trzeba zapłacić pieniądze, samo projektowanie jest też dość kosztowne. Programiści zaś zrobią interfejs użytkownika bo jakiś musi być, bez dodatkowych kosztów. Programiści myślą jednak inaczej niż inni ludzie i zazwyczaj kończy się to produktem co najmniej trudnym w użyciu dla docelowego użytkownika.

    OdpowiedzUsuń
  15. http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=gBB3ZOeUEMU

    Prowokacja dziennikarska. Wicie, rozumicie... Pan sędzia chyba jest lekko spalony w środowisku... Laurka też nie najlepsza dla całego środowiska sędziów i ogólnie wymiaru sprawiedliwości...

    Pozdrawiam,
    DK

    OdpowiedzUsuń
  16. Pozostaje wierzyć, że to marginalny, promilowy przypadek. Jeśli nie, hmmm chyba nie ma takich słów w naszym języku aby to odpowiednio opisać. Po politykach już niczego nie oczekuje, ale po Prezesie Sądu Okręgowego należały by chyba oczekiwać, iż będzie bronił przynajmniej swojej konstytucyjnej niezawisłości.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja uważam, że taki prztyczek w nos naszemu środowisku się przyda. Bo niestety ono straciło kręgosłup w zabawach w statystyki, awanse, wizytacje, nadzór administracyjny. Albo sędziowie sobie przypomną, że są niezawisłą trzecią władzą, alo lepiej w ogóle sądy rozwiązać i sędziów rozpylić na cztery wiatry.

    OdpowiedzUsuń
  18. Jak sprawy się ciągną, ludzie piszą skargi do ministra. Jak sędzie pyta ministra, czy przyspieszyć sprawę, jest afera. Nie rozumiem ....

    OdpowiedzUsuń
  19. @Hop, hop, tu Temida: święte słowa.. to co robią teraz media z prezesem SO z Gdańska, to jest jakaś paranoja. Mam nadzieję, że KRS nie ulegnie presji medialnej, bo jeżeli choćby włos temu prezesowi spadnie z głowy, to oznacza, że żyjemy w kraju jednej władzy - medialnej, której pozostałe trzy są w pełni podporządkowane....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę,że PSO w Gdańsku wyleci gdyż Gowin będzie chciał pokazać, że coś robi oprócz walko o plemniki... sprawa polityczna

      Usuń
    2. @ Trojek. Obawiam się, że niestety źle odczytałeś moje intencje. Ja na miejscu tego prezesa nie tylko zrzekłbym się stanowiska ale i poważnie rozważałbym złożenie urzędu. Zakładając, że udostępniona opinii publicznej rozmowa nie została zmanipulowana (pytania odczytuje bowiem lektor) przeraża mnie gotowość wysokiej rangi przedstawiciela trzeciej władzy do ustalania terminu posiedzenia w sprawie rozpoznania środka zaskarżenia na zastosowanie TA. Przeraża mnie, ale wiem też z czego to się bierze - ze strachu. Tak, sędziowie obecnie się boją - nadzoru, wizytacji, lustracji, postępowań służbowych i postępowań dysycplinarnych. Wyznacznikiem ich wartości jest statystyczny wskaźnik załatwialności i zaległości. Przy naborze na urząd sędziego nikt się nie zastanawia, czy kandydat ma "cojones" i da gwarancje NIEZAWISŁEGO rozpoznawania spraw. Nie, jeśli był np. refem to liczy się królowa statystyka i czy pisze dobre zarządzenia wykonawcze. Nasze środowisko goni w piętkę i to jest smutne. Bronić trzeba nie prezesa SO w Gdańsku, lecz tych co niezwiśle, niezależnie i zgodnie ze swoim sumieniem orzekali w sprawie pana P. w różnych aspektach jego działalności (karnych, rejestrowych, etc.), jeśli nie ma się dowodów, że przy rozpoznawianiu tych spraw sędzia czy referendarz sprzeniewierzył się w/w zasadom. Ale nie czy te orzeczenia były słuszne - to jest objęte zasadą Roma locuta causa finita, w szczególności gdy interesu publicznego bronił prokurator. Howgh.

      Usuń
  20. @Hop, hop, tu Temida: czy to się nam podoba czy nie, szeroko rozumiana władza wykonawcza sprawuje nadzór administracyjny nad sądami - może i MS, ale ten podlega Premierowi (szef mojego szefa jest moim szefem). Chociaż takie ustalanie jest dziwne i może wywoływać niesmak, to nie zgodzę się, że wybranie jednego z trzech terminów posiedzenia ze względu na spotkanie z Premierem jest przejawem jakiegokolwiek wpływania na wymiar sprawiedliwości czy braku niezawisłości.

    Dla mnie istotne jest, że nie było żadnego ustalania orzeczenia, ani choćby sugerowania jego treści - przynajmniej ja nic tak nie odebrałem. Ja po prostu nie widzę w tym ograniczenia niezawisłości, czy chęci okazania jakiejkolwiek uległości w zakresie orzekania.

    OdpowiedzUsuń

Przed zamieszczeniem komentarza proszę zapoznać się z zasadami opisanymi na stronie "o komentarzach"

Proszę, aby wysyłane komentarze nie były anonimowe. Pod oknem komentarzy jest opcja "Komentarz jako:" gdzie można wybrać opcję Nazwa/Adres URL i podpisać w ten sposób swój komentarz.