niedziela, 28 lutego 2016

Państwo w państwie



Przy okazji jakiegoś artykułu na temat „dobrej zmiany” w sądach napotkałem następujący komentarz czytelnika:

„Jeżeli wierzysz że sądy, prokuratura, komornicy,urzędnicy, służby skarbowe w tym kraju pracują dobrze to musisz być człowiekiem "bezgranicznej" wiary. Przecież wielu z nich nie odpowiada za swoje decyzje bo do tej pory to można im w tych związkach korporacyjnych "naskoczyć". Wielu z nich w tym "Państwie Prawa" działa poza prawem a wystarczy obejrzeć parę programów "Państwo w Państwie" na TV Polsat.”

No to obejrzałem… 

Trafiło akurat na odcinek wyemitowany w dniu 27 grudnia 2015 r. Bo akurat wtedy nie miałem nic lepszego do roboty i mogłem poświęcić trochę czasu na obejrzenie tzw. dziennikarskiego magazynu na temat prawa. Jeśli ktoś nie oglądał to może to nadrobić (jeżeli wytrzyma 5 minut obowiązkowych reklam) oglądając go na stronie programu „Państwo w państwie”. [link]

Program rozpoczyna się mocnym stwierdzeniem prowadzącego:

„Czy mężczyzna, który jest bezpłodny może zostać ojcem dziecka? Dziś w programie Państwo dowiedzą się że tak, bo tak uznał sąd”

Następnie widzimy dwie krótkie wypowiedzi, które chyba mają wprowadzać widza w temat. Najpierw widzimy panią, która mówi:

„Mój mąż jest w ogóle bezpłodny, robił badania DNA”

A następnie pana, który potwierdza jej słowa:

„Pan spadkodawca nigdy nie mógł być ojcem żadnego dziecka”

Czyli ze wstępu programu dowiadujemy się, że sąd uznał bezpłodnego mężczyznę za ojca dziecka. Ale ten sąd głupi, przecież to oczywiste, że jak ktoś jest bezpłodny, to nie może być ojcem. Tyle tylko, że nie do końca jasne jest w jakich okolicznościach miało nastąpić owo „uznanie”, czyżby chodziło o błąd przy ustaleniu ojcostwa? Jakieś przekłamanie w badaniach DNA? Popatrzmy więc dalej.

Trochę światła na sprawę rzuca pierwsza, wprowadzająca wypowiedź pana redaktora, który informuje widzów, iż:

„Pani Dorota była drugą żoną mężczyzny, który jak państwo słyszeli był pierwotnie bezpłodny, nie mógł spłodzić dziecka. Mimo to sąd uznał, że jest on ojcem dziecka z pierwszego małżeństwa. I dlatego teraz po jego śmierci pani Dorota musi oddać kilkadziesiąt tysięcy złotych domniemanemu synowi”

Oho, chyba coś świta. Coś mi się wydaje, że w grę będzie wchodzić tutaj mało znane, ale szeroko stosowane domniemanie pochodzenia dziecka od męża matki. Kwestię tę reguluje wprost art. 62 §1 Kodeksu Rodzinnego i opiekuńczego, który stanowi:

„§1 Jeżeli dziecko urodziło się w czasie trwania małżeństwa albo przed upływem trzystu dni od jego ustania lub unieważnienia, domniemywa się, że pochodzi ono od męża matki. Domniemania tego nie stosuje się, jeżeli dziecko urodziło się po upływie trzystu dni od orzeczenia separacji.”

Jeżeli zatem ów syn urodził się w trakcie małżeństwa to za jego ojca uznaje się męża matki. Koniec. Kropka. Domniemanie to stosuje się we wszystkich sprawach, niezależnie od tego, czego by one dotyczyły. Taki domniemany syn będzie zatem miał prawo dziedziczenia po mężu matki, będzie miał prawo do zachowku po nim, będzie mógł domagać się alimentów itd. Bo z punktu widzenia prawa jest on synem męża matki, zaś to czy faktycznie jest jego biologicznym dzieckiem nie ma tu nic do rzeczy. Dlaczego nie ma? Bo prawo tak stanowi. To prawo jest głupie? A, to z pretensjami w tej sprawie proszę nie do sądu tylko na Wiejską, bo to tam to prawo uchwalono. 

Oczywiście nie jest tak, że mąż matki nie ma żadnych środków obrony przed konsekwencjami niewierności swej małżonki. Jeżeli bowiem uważa, że nie mógł być ojcem dziecka to może wystąpić do sądu o zaprzeczenie swego ojcostwa. Mówi o tym art. 62 §3 Kodeksu:

„§3 Domniemania powyższe mogą być obalone tylko na skutek powództwa o zaprzeczenie ojcostwa.”

Sąd na żądanie zainteresowanego może zatem orzec, że mąż matki nie jest ojcem dziecka. Oczywiście – i tu też czasami pojawia się problem - o ile w toku postępowania zostaną przedstawione dowody, które takie prawdopodobieństwo podważą. Czyżby zatem u podstaw sprawy poruszanej w programie leżało błędne orzeczenie w postępowaniu o zaprzeczenie ojcostwa? W końcu pan redaktor powiedział, że sąd „uznał” bezpłodnego za ojca, a „uznać”, gdy chodziło o dziecko urodzone w małżeństwie (lub 300 dni po), sąd mógł tylko w postępowaniu o zaprzeczenie ojcostwa. Popatrzmy więc dalej.

Następnie oglądamy nagraną wypowiedź Pani Pokrzywdzonej, okraszoną tradycyjną smutną muzyczką. W zasadzie o niczym. Bardzo się kochali, powoli się dorabiali, żyli skromnie i oszczędnie. Dowiadujemy się też, że pierwsza żona męża Pani Pokrzywdzonej na rozprawie rozwodowej powiedziała, że zaszła w ciążę z innym mężczyzną i dlatego chce rozwodu. Niestety z dalszej części wypowiedzi Pani Pokrzywdzonej dowiadujemy się tylko że jest ona pokrzywdzona i gnębiona, także przez sąd, nie dowiadujemy się natomiast czy mąż Pani Pokrzywdzonej faktycznie wytoczył powództwo o zaprzeczenie ojcostwa. No cóż. Może dowiemy się o tym z dalszej części programu. Bo ewidentnie jest to kwestia, którą prowadzący powinien wyjaśnić, informując zgromadzonych w studio i widzów przed telewizorami co w opisywanym przypadku stanowi prawo. Wszak to program poświęcony nieprawidłowościom w działaniach organów stosujących prawo, co nie? Popatrzmy.

No cóż, Sytuacja zaczyna się rozwijać. Dowiadujemy się, że dziecko urodziło się po rozwodzie męża Pani Pokrzywdzonej z jego pierwszą żoną, a on był przekonany że nie jest ojcem dziecka. Dobra, ale to nam nic nie zmienia w sytuacji prawnej, wszak cytowany wyżej art. 62 §1 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego przewiduje domniemanie ojcostwa także dzieci urodzonych nawet na 300 dni po rozwodzie. §3 tego artykułu, również zacytowany, wyjaśnia zaś, że obalenie tego domniemania może nastąpić tylko w drodze powództwa o zaprzeczenie ojcostwa. To, co jest w tym momencie z punktu widzenia prawa istotne dla sprawy to to, czy mąż Pani Pokrzywdzonej w ogóle wytoczył powództwo o zaprzeczenie ojcostwa. Bo jeżeli nie wytoczył to w zasadzie nie mamy o czym rozmawiać. Niestety krytyczne pytanie nie pada, ponownie natomiast pada stwierdzenie pana redaktora prowadzącego iż sąd „uznał” męża Pani Pokrzywdzonej za ojca mężczyzny, który wkrótce pojawi się w programie w roli Tego Złego. Nadal jednak nie wiemy w jakich okolicznościach owo „uznanie” nastąpiło. Oglądamy więc dalej.

Dowiadujemy się następnie, że domniemany ojciec Tego Złego nie chciał by on po nim dziedziczył, bo nie było między nimi żadnych kontaktów ani więzi rodzinnych, a jeśli już to bardzo złe. Dowiadujemy się też, że mąż Pani Pokrzywdzonej dokonał na jej rzecz darowizny ze zwolnieniem z obowiązku zaliczenia na schedę spadkową oraz sporządził testament w którym „wydziedziczył” swego domniemanego syna, ale sąd powiedział, że „to jest nieważne”. Czyżbyśmy więc mieli w rzeczywistości inny problem w sprawie? Mający źródło w orzeczeniu sądu w sprawie o zachowek, w którym sąd nie uznał wydziedziczenia za skuteczne? Wkrótce to się wyjaśnia, gdy od rzecznika Sądu Okręgowego dowiadujemy się, że była sprawa o zachowek, i powództwo Tego Złego przeciwko Pani Pokrzywdzonej zostało częściowo uwzględnione. Następnie zaś dowiadujemy się chyba, że sąd uznał, że wydziedziczenie było jednak nieskuteczne, gdyż nie zaistniały obiektywnie przesłanki wydziedziczenia. Problem okazuje się zatem zupełnie inny, niż sugerowałyby to pierwsze wypowiedzi w programie. Nie chodzi tu o to, czy mąż Pani Pokrzywdzonej został przez sąd uznany za ojca Tego Złego, lecz to to, że sąd uznał za nieskuteczne dokonane przez niego wydziedziczenie. Musimy więc sięgnąć do innej podstawy prawnej, to jest do art. 1008 Kodeksu Cywilnego

„Spadkodawca może w testamencie pozbawić zstępnych, małżonka i rodziców zachowku (wydziedziczenie), jeżeli uprawniony do zachowku:

1) wbrew woli spadkodawcy postępuje uporczywie w sposób sprzeczny z zasadami współżycia społecznego;
2) dopuścił się względem spadkodawcy albo jednej z najbliższych mu osób umyślnego przestępstwa przeciwko życiu, zdrowiu lub wolności albo rażącej obrazy czci;
3) uporczywie nie dopełnia względem spadkodawcy obowiązków rodzinnych.”

Przepis ten skonstruowany został (ponownie przez panie i panów na Wiejskiej, a nie przez sądy) w taki sposób, że ogranicza on prawo spadkodawcy do wydziedziczenia spadkobierców. Nie wystarczy zatem aby spadkodawca uważał, że zachowek się nie należy, musi jeszcze zaistnieć choćby jeden z wymienionych w przepisie przypadków, bo tylko wtedy wydziedziczenie jest skuteczne. Zatem by rozważać dalej, czy decyzja sądu była prawidłowa musimy wiedzieć co konkretnie zarzucał spadkodawca swemu synowi, i dlaczego sąd tego nie uznał. Dobrze by więc było, gdyby pan redaktor prowadzący był uprzejmy zacytować odpowiedni akapit z uzasadnienia krytykowanego przez niego orzeczenia. Wszak Pani Pokrzywdzona powinna być w jego posiadaniu.

Niestety, gdy przychodzi do rozmowy z ekspertami pan redaktor daje dowód na to, że kompletnie nie zdaje sobie sprawy z tego o czym tak naprawdę robi program. Co dziwi, bo przecież każdy dziennikarz dochowuje maksymalnej staranności przy przygotowywaniu materiałów, a tak przynajmniej przekonują na rozprawach ich pełnomocnicy, gdy przychodzi do bronienia się przed zarzutem naruszenia dóbr osobistych. Z ust pana redaktora pada bowiem pytanie: 

„Jak to jest, że człowiek jest pierwotnie bezpłodny, tu mamy nawet zaświadczenie lekarskie […] a sąd stwierdza, że taki mężczyzna jednak jest ojcem dziecka.

Noż kurcze przepraszam. Jakie „stwierdza”? Jakim „ojcem dziecka”? Czy pan redaktor w ogóle oglądał materiał filmowy, który przed chwilą wyświetlono? Coś mi tu się wydaje, że pan redaktor odrobinę próbuje tutaj manipulować opinią publiczną, wprowadzając do historii tak pożądany przez tzw. „Społeczeństwo” element, czyli głupi sąd który wydał idiotyczny wyrok. A tego tutaj przecież nie było! Sąd nic nie stwierdził w kwestii ojcostwa pana spadkodawcy! To sam pan spadkodawca stwierdził że rzeczone dziecko jest jego synem, bo jakby nim nie było to by go nie musiał wydziedziczać! Sąd stwierdził tylko – a przynajmniej tyle można się domyślać z tego co mówiono – że nie zaistniały okoliczności uzasadniające wydziedziczenie. Wstyd panie redaktorze!

Ciekawy więc byłem, czy ktoś z pozostałych obecnych w studiu zwróci wreszcie uwagę, że sprawa dotyczy skuteczności wydziedziczenia a nie ustalenia ojcostwa. Najpierw nastąpiła jednakże konfrontacja Pani Pokrzywdzonej z Tym Złym podczas której wymieniono szereg ciosów bez żadnego związku ze sprawą, ale potem nagle rozmowa wskoczyła na właściwe tory, to znaczy przekazano informację, że oświadczenie o wydziedziczeniu jest badane przez sąd pod kątem zasadności. Pan redaktor niestety przerwał rozwijającą się „nieprawomyślnie” wypowiedź po czym zamiast pociągnąć temat, i zapytać co ma ten temat mówi prawo zapytał co na ten temat myśli pani senator Lidia Staroń. Pani senator niestety też ewidentnie nie rozumiała o co w sprawie chodzi więc też zaczyna mówić o ustalaniu ojcostwa i o tym że Ten Zły to bardzo niedobry człowiek jest. Tematu jednak nie pociągnięto, bo w to miejsce pojawia się kolejny materiał filmowy tym razem o tym że Ten Zły zabrał Pani Pokrzywdzonej część renty przez co ona nie może spłacać kredytu. I smutną muzyczką wszystko okraszone.

Potem nastąpił kawałek poświęcony rencie rodzinnej i temu co mówi prawo na ten temat. Pan redaktor po raz kolejny popisał się przy tej okazji swoją niewiedzą pytając jakie dokumenty musiałyby zostać przedstawione, żeby udowodnić, że Ten Zły nie jest synem Pana Spadkodawcy. Po czym znowu stwierdził, że ZUS tu jednak nie jest winien, bo to sąd ustalił że Pan Spadkodawca jest ojcem , więc ZUS musiał rentę zabrać. Potem pada jednak stwierdzenie, na które czekałem. Oto pan redaktor oświadcza, że zaraz zobaczymy dlaczego sąd „pomimo wielu dowodów” uznał jednak że Pan Spadkodawca jest ojcem. Zamieniam się w słuch (i wzrok)

Na ekranie pojawia się jednak najpierw zbliżenie na „główkę” wyroku sądu okręgowego, a następnie na „główkę” wyroku sądu apelacyjnego, okraszone komentarzem Pani Pokrzywdzonej że wyrok jej się nie podoba. Potem mamy zbliżenie na coś co wygląda jakby było fragmentem części historycznej wyroku sądu apelacyjnego, z której dowiadujemy się, że Ten Zły żądał tytułem zachowku 77.166 zł ale sąd okręgowy zasądził tylko 32.377,66 zł. No ale to są wyroki w sprawie o zachowek, która nie ma absolutnie nic wspólnego z ustalaniem ojcostwa, bo w postępowaniu o zachowek kwestia ojcostwa spadkodawcy w ogóle nie była badana. Nie była, bo nie mogła być, a to dlatego, że cytowany już wyżej §3 artykułu 62 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego stanowi wyraźnie, iż podważenie domniemania pochodzenia od męża matki może nastąpić TYLKO w postępowaniu o zaprzeczenie ojcostwa. Sejm (bo senatu wtedy nie było) zabronił zatem udowadniania tego „przy okazji”. O czym my więc w ogóle mówimy? Czemu służy ten podkład dźwiękowy z powtarzaniem po raz piąty już chyba tego, że przecież matka Tego Złego sama twierdziła, że on nie jest synem męża Pani Pokrzywdzonej? Czemu służą następne wypowiedzi tyczące się kwestii badań genetycznych, zaświadczeń o niepłodności i dalsza rozmowa na ten temat? Czy w końcu dojdziemy do kwestii istotnej, czyli rozstrzygnięcia w kwestii zaistnienia lub nie przesłanek wydziedziczenia?

No i doszliśmy. W drugiej połowie programu pada wreszcie stwierdzenie, z którego możemy się domyślać tego jakie były motywy rozstrzygnięcia w sprawie o zachowek. Sąd podobno orzekł bowiem, iż fakt nie utrzymywania kontaktów ze spadkodawcą był przez niego zawiniony, gdyż on sam nie chciał nawiązać tych kontaktów. Znaczy się mamy odwołanie do trzeciej przesłanki wydziedziczenia, czyli „uporczywego nie dopełniania obowiązków rodzinnych”. Uporczywego, czyli że pomimo napomnień, zachęt i inicjatywy drugiej strony spadkobierca „trwał w uporze” i nie dopełniał obowiązków rodzinnych. Dobrze by więc było, gdyby teraz zacytowano szersze fragmenty uzasadnienia, zwłaszcza te tyczące się argumentacji obu stron. Niestety pan redaktor zamiast do faktów odwołuje się do tego co myślą widzowie, po czym ponownie wracamy do kwestii zaprzeczenia ojcostwa, i tego że prokurator odmówił wytoczenia powództwa o zaprzeczenie ojcostwa. Szkoda zresztą, że tę istotną kwestię poruszono dopiero po 40 minutach programu. Bo ja już nie rozumiem o czym jest ten program. O wydziedziczeniu czy o ustalaniu ojcostwa. Pan redaktor chyba też tego nie wiedział, bo nie wyjaśnił tego do samego końca. Widzowie zaś odeszli od telewizorów z przekonaniem, że głupi sąd nie rozumie ze człowiek bezpłodny nie może mieć dzieci i może uznać kogoś za ojca chociaż ten nim nie jest i kazać płacić. 

Nie mam nic przeciwko programom interwencyjnym poświęconym problemom prawnym. Ale powinny być to programy, które niosą jakieś przesłanie, tłumaczą widzom co prawo mówi na jakiś temat, jakie mogą wynikać z tego problemy. Na kanwie tego przypadku można by wytłumaczyć jak działa domniemanie ojcostwa i że skuteczność wydziedziczenia jest uzależniona od zaistnienia określonych przesłanek. Zamiast tego pan redaktor kręcił się jak kij w przeręblu wokół kwestii tego czy Ten Zły jest synem czy nie jest, co jakiś czas powtarzając przewodnie kłamstwo programu, czyli to, że sąd „uznał” że Pana Spadkodawcę za ojca. W rezultacie zamiast programu wyjaśniającego co się stało i co prawo mówi na ten temat mieliśmy tradycyjną nagonkę na głupi sąd, który nic nie rozumie. 

I tyle. Więcej tego programu nie oglądam. Szkoda mojego czasu.

84 komentarze:

  1. Mnie się wydaje, że zasadniczym problemem jest tutaj brak konsultanta (prawnika) w tego typu programach. Co z kolei wynika z oszczędności - jak trzeba będzie opłacić konsultanta, to w kasie zostanie mniej mamony z reklam. Przy czym to samo tyczy się bardzo wielu dziedzin życia, o których "dziennikarze" robią "rzetelne" programy, dalece nie tylko prawa. Poza tym program we współczesnej telewizji (w mniemaniu autorów rzecz jasna) nie ma mieć walorów edukacyjnych, on ma być krzykliwy, nośny, medialny itd.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Unknown - bo w tych programach prawda jest akurat najważniejsza...

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozwiązanie tego problemu przez art. 86 kro jest realnie możliwe? Prokuratora w ogóle rozpatruje pozytywnie takie wnioski?

    OdpowiedzUsuń
  4. podstawą orzeczeń sądów w sprawach spadkowych jest raczej art.3 ustawy prawo o aktach stanu cywilnego,a nie przepisy kodeksu rodzinnego

    OdpowiedzUsuń
  5. @Unknown
    Czego oczekujesz od programu interwencyjnego, skoro renomowane opiniotwórcze gazety radośnie wychodzą z założenia, że konsultacja z prawnikiem jest im zbędna, bo na prawie wszyscy się znają (najwyżej potem prawnik dostaje mdłości po raz kolejny widząc pomylenie oddalenia z odrzuceniem i hipoteki z księgą wieczystą)?

    http://bartoszcze.blox.pl/2013/07/Ciemnogrod.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na prawie, na informatyce, na medycynie, na gastronomii... :)

      Usuń

  6. Problem w tym, że w takich jak ten programach pojawiają się wypowiedzi prawników, nieraz uchodzacych za ekspertów. Mówią bzdury, nie znają meritum sprawy o której się wypowiadają. Albo zła wola albo kompletny brak odpowiedzialności za słowo i poczucie bezkarności. Jakieś postępowanie dyscyplinarne (korporacyjne, uczelniane) może by się przydało.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale trzeba powiedzieć że pan sędzia Mitera, chociaż karnik i od wielu lat w ministerstwie gadał z sensem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Panie sędzio, Reprezentuje Pan postawę:
    - Ja tylko wykonuje to prawo i powinniście winić prawo a nie mnie.

    Czy to znaczy ze jak wyjdzie przepis ze w poniedziałki zamiast chodzić to trzeba na jednej nodze skakać to będzie Pan bez oporu temu posłuszny?

    Jak mnie pamięć nie myli to ci co w Katyniu w tył głowy strzelali to tez dostali taki rozkaz i tez takie było wtedy prawo (Stalinowskie)

    Kompletnie mnie ta retoryka nie przekonuje. to takie umywanie rak. "To nie ja mi kazali"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Argumentum ad Hitlerum (a tutaj raczej ad Katynium) generalnie świadczy o braku argumentów merytorycznych.

      A skoro jesteśmy w tej retoryce to zwracam uwagę, że jednego takiego co twierdził, że sędziowie powinni orzekać zgodnie z interesem narodowym a nie według prawa to sądziliśmy w Norymberdze.

      Usuń
    2. Proste pytanie.
      Czy uważna Pan ze sędziowie którzy skazywali na śmierć na podstawie "prawa 3 łanów" na Ukrainie podczas wielkiego głodu należało ukarać czy wręcz przeciwnie nagrodzić bo oni wykonywali ówczesne prawo?

      Prawo 3 łanów - Śmierć za kradzież 3 kłosów zboża z kołchozowego pola.

      Bardzo proszę o prosta odpowiedz tak/nie. bo to jest kluczowe czy wykonywanie złego prawa z "zamkniętymi oczami" jest usprawiedliwieniem, bo jeśli tak to ci w Katyniu też są usprawiedliwienie, a jeśli nie to pozostaje ustalić granice jak bardzo złego prawa nie należny wykonywać a gdzie jeszcze trzeba być posłusznym.

      Usuń
    3. Zarzucasz mi ad Hitlerum i na tej podstawie odrzuciłeś argument jako głupi. Twoja sprawa.
      TO ja cie proszę o to żebyś na to głupie pytanie odpowiedział.
      Czy ci co strzelali to są winni czy niewinni. Ot takie prawo było? Teraz prawo jest inne.

      pytanie poboczne? czy ślepe podarzanie za prawem usprawiedliwia złe czyny?

      Proste pytanie.

      Usuń
    4. Głupie pytania z zasady nie zasługują na odpowiedź.

      A jeśli chodzi o moje poglądy to jestem pozytywistą. Uważam, że jeżeli prawo jest to należy go przestrzegać. Jeżeli moje sumienie mi na to nie pozwala to mogę ustąpić z urzędu, ale nie mogę po prostu odmówić stosowania prawa, które mi się nie podoba.

      Usuń
    5. Unik bezpośredniej odpowiedzi!!!!
      ponawiam prośbę o bezpośrednia odpowiedz na pytanie o strzały w tył głowy i prawo 3 łanów !!!

      Usuń
    6. Ja prawa 3 łanów i strzałów w tył głowy wykonywać nie będę. Czy to jest równoznaczne z nieuznawaniem przepisów o domniemaniu pochodzenia dziecka bo w tej sytuacji wyszło zamieszanie? A dlaczego wyszło? Bo zmarły ojciec NIE ZAPRZECZYŁ ojcostwu. Nie chciało mu się, nie wiedział że może. Nie wiem.

      Usuń
    7. Za kradzież 3 kłosów w ZSRR nie groziła wcale kara śmierci. Nie było też prawa "3 łanów".

      Usuń
    8. Faktycznie pomyliłem się to było prawo 5 kłosów nie trzech.

      https://pl.wikipedia.org/wiki/Wielki_g%C5%82%C3%B3d_na_Ukrainie

      Dekret o pięciu kłosach

      Dla tych, którzy zostawali na wsi, częstokroć jedynym miejscem, gdzie można było coś znaleźć do jedzenia było pole kołchozowe. Jednak zerwanie tam choćby kłosa było przestępstwem przeciwko ZSRR. Mołotow i Kaganowicz na rozkaz Stalina opracowali dekret „O ochronie mienia przedsiębiorstw państwowych, kołchozów, spółdzielni oraz wzmocnieniu własności społecznej”. Opublikowany 7 sierpnia 1932 r. nazywany był potocznie prawem pięciu kłosów, gdyż za zerwanie takiej liczby groziła kara śmierci lub 10 lat łagru. Skazani nie mogli liczyć na amnestię[17]. W ciągu półtora roku skazano ponad 125 tysięcy osób[18].

      Usuń
    9. Pytania odwołujące się do przykładów z ZSRR itp. to jakiś koszmar. Ale może się trochę wtrącę i nawiąże do tematu.

      Sędziemu nic do treści przywołanego domniemania, bo przepis, który jest sensowny i zasady, został ustanowiony przez ustawodawcę i to w sposób racjonalny.

      Poniższe domniemanie, tj.:
      "Jeżeli dziecko urodziło się w czasie trwania małżeństwa albo przed upływem trzystu dni od jego ustania lub unieważnienia, domniemywa się, że pochodzi ono od męża matki."
      występuje w wielu ustawodawstwa europejskich i z czasów rzymskich. To jeden z kanonów prawa familijnego.

      Przepis przewidujący powyższe domniemanie jest bardzo potrzebny i uzasadniony, gdyż porządkuje wiele stanów faktycznych i prawnych. Paradoksalnie bardzo często służy dobru dziecka, które od razu ma ojca.

      Warto nawiązać do innej zasady, z której wynika, że "matka zawsze jest pewna". Nieco gorzej ma tatuś. Bez tego domniemania np. wielu dyskutantów, którzy mają dzieci, musieliby dochodzić przed sądem wykazania, że są ojcami dzieci urodzonych przez swoje małżonki :-)

      Na koniec. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby ewentualnie zaprzeczyć ojcostwa. Po prostu ustawodawca, kierując się między innymi względami powszechności i ochrony dziecka, odwrócił zasadę.

      Warto zatem trochę posłuchać, poczytać, zamiast niszczyć sędziów, prawników, przy jednoczesnym odwoływaniu się do absurdalnych, obraźliwych argumentów.

      Usuń
    10. To czy Pan sędzie również uzna ojcostwo na podstawie takiego domniemania jeśli dziecko będzie CZARNE??!! czy Pan sędzia zasadzi alimenty w takiej sytuacji ??!!

      zakładam ze matka i maż matki są razy białej.

      Usuń
    11. @Robert
      Oczywiście że tak.
      W dodatku jak byś chodził do szkoły lub co najm,niej słuchał na lekcjach biologii to byś wiedział ze dwoje białych ludzi może mieć czarne dziecko, i to bez zdanych domniemań.

      Usuń
    12. @Johnson
      Oczywiście ze możne pod warunkiem ze zona się puszcza.
      Podaj źródło takiej informacji.

      Usuń
    13. @ Robert... pomijając oczywisty rasizm pytania z 21:05:00...
      Tak, zgodnie z prawem będzie to dziecko "białego" ojca. Lista spraw o zaprzeczenie ojcostwa, którego "domniemany tatuś" mieszka w RP, a "tatuś realny" jest właścicielem kebaba w popularnym Lądku, woj. wielkobrytyjskie, to obecnie ponad 80 % spraw tego typu wydziałach rodzinnych w małych sądach. Co ciekawe, zdarzają się przypadki, że to matka występuje z pozwem, przy wyraźnym sprzeciwie męża "rogacza".
      Jak napisano wyżej, przepis ma na celu ochronę dziecka, które dzięki temu ma od kogo dochodzić alimentów itp.
      I nie, ten przepis nie jest tak samo bezduszny czy nieludzki jak prawo 5 kłosów... Mając takie prawo, jako sędzia starałbym się, podobnie jak Autor bloga, go nie zastosować. Jest kilka możliwości - np. art. 5 KC, gorzej w prawie karnym, ale można odwołać się do wartości konstytucyjnych bezpośrednio, albo zwrócić się do TK, albo z zapytaniem prejudycjalnym do TS UE. Zdaje się, że sędziowie w ZSRR takich możliwosci nie mieli. Kwestią sumienia jest to, czy przy tamtych przepisach, wypadało zostać sędzią/ prokuratorem. Znam człowieka, któremu zaproponowano urzad prokuratora w 1951 r... Z sukcesem prowadzi od tego czasu zakład szklarski w Poznaniu...

      Usuń
    14. @MR DEZO Jak napisano wyżej, przepis ma na celu ochronę dziecka, które dzięki temu ma od kogo dochodzić alimentów itp.

      To możne dla dobra dziecka rozciągnijmy te przepisy tak aby gdy dziecko ma ojca nieznanego, pijaka, albo ojciec zmarł przeprowadzać państwowe losowanie na ojca wśród okolicznych kawalerów. Dla dobra dziecka.

      Usuń
    15. @Johnson - doprecyzuje pytanie - czekam na potwierdzenie jaki to mechanizm genetyczny pozwala parze białych polaków (dziadkowie tez biali) mieć czarne dziecko.

      Usuń
    16. @ Robert... można i tak. Podejrzewam, że parę środowisk "feministek wojujących" nawet to podchwyci. Zdobądź 100 000 podpisów i zgłoś projekt obywatelski ustawy.
      PS. Jeśli che Pan dyskutować, prosiłbym, podobnie jak Autor bloga, o rzeczowe argumenty... Perora ad absurdum, zwana popularnie trollingiem to może na inne forum...

      Usuń
    17. Genetyka nie jest moją specjalnością :-) Faktem jest, że rodzice o czarnej cerze mogą mieć dziecko o cerze białej. Zdaje się, że jest tak, iż dziedziczenie koloru skóry u ludzi zależy od co najmniej czterech loci genów polimerycznych. Allele ciemnej barwy wykazują niepełną dominację wobec alleli jasnej barwy skóry. Jeśli tych pierwszych jest więcej, to skóra będzie ciemniejsza. Hipotetycznie jeżeli rodzice dziecka byli heterozygotami w tych czterech loci, to statystycznie pojawić się mogą w potomstwie zarówno osobniki całkiem czarne, białe jak i
      wykazujące cały wachlarz odcieni pośrednich. Dlatego chociaż oboje rodzice mają białą skórkę,to mogą mieć dziecko o czarnej karnacji. Zresztą takie przypadki są opisywane w literaturze.

      Tak na marginesie, nie zawsze można skorzystać z art. 5 k.c., jeśli miałoby to naruszyć prawa dziecka. Warto dodać, że nawet prokurator nie zawsze korzysta ze swego prawa do żądania zaprzeczenia ojcostwa.

      Obawiam się jednak, że w dyskusji biorą udział osoby, które nie chcą dostrzec złożoności problemu. Poza mężczyzną i kobietą są też najsłabsze istoty, tj. dzieci, które nie są winne temu, że rodzice pakują się w problemy. Prawo ma m.in. służyć temu, aby rozwiązywać konflikty i uwzględniać różne interesy, które bardzo często się wykluczają.

      Teraz jednak problem może odpaść, bo można skorzystać z programu 500Plus :-)

      Usuń
    18. @Robert:
      Nie rozumiesz, niestety, istoty funkcji sędziego. Albo głębiej, nie rozumiesz na czym polega trójpodział władzy.

      Usuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. z tego co mi wiadomo w polskim prawie nie obowiązuje ani zasada 3 łanów, ani 3 kłosów, ani też 5 łanów lub jakakolwiek inna która nakazywałaby sędziemu wymierzać karę śmierci za cokolwiek. O ile też się orientuje prawo w Polsce ustanawia 460 posłów i 100 senatorów, wybieranych w sposób demokratyczny. Kontrolę sprawują także organy międzynarodowe, szczególnie w zakresie zgodności naszego prawa (i jego wykonywania) z prawami człowieka. Nie można więc porównywać rzeczy nieporównywalnych, a więc prawa z krajów totalitarnych oraz rozkazów i ich wykonywania w takich krajach z sytuacją jaka funkcjonuje w państwie demokratycznym. Orzekam od wielu lat i jak dotąd bardzo niewiele było sytuacji, gdy przepis pozostawał w sporze z moim sumieniem, mimo złej jakości stanowionego prawa. Interpretując prawo zawsze sprawdzam kontekst teologiczny i systemowy. Domyślam się, że takie przepisy mogą być, np. gdyby polski ustawodawca wprowadził karę śmierci. Nie mniej jednak domniemanie ojcostwa lub reguły dotyczące zachowku nie są w żaden sposób niesprawiedliwe, wprost przeciwnie. Dobrze by było gdyby ludzie nie przerzucali obowiązków, które mają i które nakładają na nich przepisy na innych i nie winili sądu za swoje własne zaniedbania. Pani Pokrzywdzona sama jest odpowiedzialna za sytuację w jakiej się znalazła, ona i jej zmarły mąż, bo nie uregulowali swojej sytuacji. A że dziennikarz jest nierzetelny, żeby on jeden. Pytanie jest, jak przeciwdziałać takim sytuacjom?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domyślam się, że Panu Sędziemu chodziło o kontekst teleologiczny. Bo jak teologiczny, to ja się boję... ;-)

      Usuń
  11. Panowie prawnicy, Siedzowie - bardzo mnie negatywnie zaskakuje wasze maszynowe podejście. Tu w Polsce macie te swoje immunitety i wam wszystko wolno, ja wam życzę żebyście na wycieczce do np. Zjednoczonych Emiratów arabskich albo Arabii saudyjskiej zostali zatrzymani na lotnisku z 0.00001g marihuany przyczepionej do podeszwy buta i trafili na takiego samego służbiste jak wy sami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ot i posłał... W przypadku cudzoziemca przyłapanego na posiadaniu jednej porcji narkotyków twardych na własny użytek(porcja, to ciut więcej niż podana ilość) obcokrajowcowi grozi w Emiratach, a przed rozruchami także było tak w Syrii, deportacja z zakazem powrotu. Niektórzy z nas, "maszynowych sędziów" lubią analizy prawnoporównawcze... :)
      Nasuwa mi się nieśmiertelny Lemmy: "I am The Game - you don't wanna play me"

      Usuń
    2. @MRDEZO
      Nie wspominając o tym, że ilości podanej przez trolla nie udałoby się nawet wychwycić (jedna setna miligrama).

      Usuń
    3. "maszynowe podejście"? Ze smutkiem trzeba przyznać, że niczego Pan nie rozumie. Sędzia ma przestrzegać prawa. Gdyby sędzia mógł dowolnie jeden przepis stosować a inny nie, to wtedy nie byłby sędzią.

      Poza tym, proszę ewentualnie mieć pretensje do sędziów z całej Europy a może i świata, a nie tylko do sędziów z Polski. Chodzi bowiem o przepis i zasady, które są wspólne wielu systemom prawnym. To pewnego rodzaju wspólny dorobek wielu państw.

      A z tym immunitetem, to również nie na temat. Co ma immunitet do domniemań prawnych? :-)

      Usuń
  12. Po kilkunastu latach orzekania w wydziałach karnych mogę tylko powiedzieć: jakże to prawdziwe i jakże bolesne. Ustawodawca zrobi, co zechce, uwag nie wysłucha, a na końcu winny będzie i tak bezduszny sąd. W takich sytuacjach uprzejmie sugeruję, by strona udała się do najbliższego biura poselskiego i poprosiła o podjęcie działań w celu zmiany stanu prawnego. Pozwalam sobie także poinformować stronę, że moje osobiste zapatrywania na temat racjonalności stanu prawnego nie zwalniają mnie, ani żadnego innego sędziego (poza konstytucyjnym) z obowiązku stosowania tego przepisu. Gdy kiedyś każą mi zrobić coś niedającego się pogodzić z moim sumieniem (nie tylko strzelać ludziom w tył głowy - bo taka retoryka pojawiła się w komentarzach, ale także np. zatwierdzić małżeństwo jednopłciowe - co kłóci się z moimi osobistymi przekonaniami), to ustąpię z urzędu. Ale nie sposób rezygnować z urzędu w każdej sytuacji, gdy prawo jest zwyczajnie głupie.
    Dodatkowo (już tylko w sercu, a nie na języku) ubolewam, że żyję w kraju, w którym władza (cytując nieocenionego prezesa Iustitii M. Strączyńskiego - ta prawdziwa władza, a nie jakiś tam sąd) zamiast rozwiązywania problemów, woli szukać winnych. Najlepiej ustami swoich światłych przedstawicieli, którzy co prawda sprawy nie znają, ale chętnie się wypowiedzą w "okienku".
    Z poletka karnego - przez kilka lat uderzałem gdzie się da (oczywiście w ramach obowiązującego prawa - a to sędziemu nie daje zbyt szerokiego pola manewru), by coś zrobić z art. 185a k.p.k. Teraz już nie próbuję, bo to i tak to nic nie da. I dalej muszę tolerować sytuację, w której pokrzywdzone dziecko przesłuchane po raz pierwszy bez udziału obrońcy (bo to się nagminnie powtarza) jest ponownie ciągane do sądu tylko dlatego, że oskarżony tego żąda. Czytając krytyczne komentarze chętnie zapytam. Czy mam w każdej takiej sytuacji zrzekać się urzędu. Czy może raczej zrobić wszystko, żeby temu dziecku jak najbardzej zminimalizować uciążliwości ponownego przesłuchania? Tak tylko pytam. Wiem, że i tak wszystkiemu są winne sądy. Światły ustawodawca przecież kazał przesłuchiwać tylko raz.
    Takie pesymistyczne spostrzeżenia w przerwie pasjonującej lektury kolejnego tomu z czerwonym paseczkiem przez środek.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  13. To co Robert próbuje zasugerować ma sens, ale macie racje, że porównywanie ze stalinizmem nie wzbogaca dyskusji.
    Problem polega na tym, że sędziowie narzekają na nieżyciowe regulacje tylko wtedy gdy one ich dotyczą. Gdy dotyczą kogoś innego to wtedy prawo jest święte i patrzą się w nie jak w tabernakulum. Jak ktoś krytykuje cały system wzajemnej adoracji, to pałka na niego się znajdzie. Może to być, że ignorant bo nie zna prawa, że kreuje sensacje zamiast zrobić usypiający wykład, itp. Panowie i Panie z inteligencji, bądźcie realistami: to nie plebs zmieni to prawo albo zreformuje ten zamknięty system. Pospólstwo co najwyżej zrobi rewolucję. Oczywiście, plebs nie stworzy lepszego systemu rządzenia, ale po dekadzie chaosu jakaś kolejna oligarchia przejmie władzę. A plebs będzie gnębiony jak był. Tak przynajmniej można podsumować efekty wspomnianej rewolucji bolszewickiej. Jaki jest morał: proszę nie robić gestu Piłatowego, reforma „układu zamkniętego” to nie jest sprawa kogoś innego. Jeśli się tego nie zrobi, to po pierwsze ktoś inny przejmie wasze ciepłe posadki, a po drugie naród wcale nie wyjdzie na tym lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tja. Albo zmienicie rzekomy Układ (zapewne orzekając wbrew prawu, za to zgodnie z życzeniem niesprecyzowanego X - wszak sędziowie nie mają innych instrumentów), albo się was usunie.
      Jak to należy interpretować?

      Usuń
    2. Czy zmiana układu będzie zgodna z prawem czy nie, to osobna kwestia. Już wiele razy skonstruowano prawne Paragrafy 22. Zgodna z prawem zmiana tak spreparowanego prawa jest możliwa tylko teoretycznie.

      Natomiast z pewnością nie możecie umywać rąk. Sparafrazuję tutaj tylko dwie wymówki: bo to sprawa ustawodawcy, bo to i tak nic nie da.

      Faktem jest, że prawo w Polsce miernie pasuje do rzeczywistości. Głównie widać je jak rozjeżdża frajerów i napycha kiesy cwaniakom. Pierwsi naiwnie wierzą, że prawo jest sprawiedliwe (a retoryka sędziów ich umacnia w ich naiwności). Drudzy bez skrupułów wykorzystują tą niesprawiedliwość przepisów.

      Biadolenie Falkensteina można porównać do narzekania związku zawodowego kierowców, że krzyk rozjeżdżanych frajerów źle wpływa na ich samopoczucie oraz na postrzeganie ich w społeczeństwie.

      Usuń
    3. Tja. Przedstawiciel ludowego poczucia sprawiedliwości, któremu żadne prawo już niepotrzebne. Oczywiście sprawiedliwe jest tylko to co korzystne dla niego i jego znajomych. Który to już taki...

      Usuń
    4. To co piszesz jest wewnętrznie sprzeczne. Jeśli ktoś uważa, że prawo jest „nie potrzebne” to po co postuluje konieczność i pilność jego reform?

      Czy Bartoszcze ma zwyczaj wkładania swoich słów w czyjeś usta ze względu na przynależność do legendarnego gatunku?

      Usuń
    5. /Jeśli ktoś uważa, że prawo jest „nie potrzebne” to po co postuluje konieczność i pilność jego reform?/

      Jeżeli ktoś uważa że należy zmienić prawo, to dlaczego ma o to pretensje do sędziów, którzy są przedstawicielami władzy sądowniczej, stosującej i interpretującej prawo - a nie prawodawczej?

      /Czy Bartoszcze ma zwyczaj wkładania swoich słów w czyjeś usta ze względu na przynależność do legendarnego gatunku?/

      Nie. Zabawne że pyta ktoś, kto popadając w wewnętrzną sprzeczność oskarża o nią innych :)

      Usuń
  14. "Problem polega na tym, że sędziowie narzekają na nieżyciowe regulacje tylko wtedy gdy one ich dotyczą."

    Totalna bzdura. Przykład masz choćby wyżej co do 185a kpk. Opinie (pisane gratis, w wolnym czasie, z poczucia obywatelskiego obowiazku) do projektowanych aktów prawnych (opinii trafiajacych zapewne do kosza bez czytania przez ustawodawcę). Była nawet strona "psucie prawa".
    Jeśli chodzi o treść prawa - sędziów jako fachowców nikt nie słucha, decyduje wola polityczna.

    OdpowiedzUsuń
  15. Problem poruszony we wpisie nie dotyczy przepisów nieżyciowych. Przeciwnie - są to przepisy bardzo życiowe, a rozwiązanie w tym kształcie funkcjonuje co najmniej od 2500 lat (a podejrzewam jeszcze dłużej, bo nie sądzę, aby Rzymianie sami wpadli ten pomysł) i nikt nie wymyślił niczego lepszego. Panu Robertowi pewno nie wiadomo, że stosunki rodzinne i pochodzenie dziecka to nie zabawa i nie można co 5 minut zmieniać zdania co do ojcostwa (a są takie sprawy przed sądami rodzinnymi). Zasada jest prosta - albo dbasz o swój interes i korzystasz z przysługujących środków celem obalenia domniemania albo nie i na zawsze (prawie, bo jeszcze prokurator może się zaangażować) jesteś ojcem ze wszelkimi tego konsekwencjami. I nikt nie będzie się dostosowywał się do kogoś, komu nie chciało się w odpowiednim czasie o swój interes zadbać. Wartością jest tutaj stałość stosunków rodzinnych.
    Znamienne jest, że w przeszłości było całkiem sporo wypadków, gdy domniemanie ojcostwa zachodziło, a powszechnie wiadomo było, że ojcem był kto inny. Za przykład niech posłuży car Paweł I, który uważał, że jego ojcem biologicznym był Stanisław August Poniatowski, choć błędnie, gdyż był nim jeden z kochanków Katarzyny II. I mimo tego, że cały świat wiedział, że jego ojcem nie był Paweł III, nikt jego praw do tronu nie podważał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 2500 lat temu nie było testów DNA ani płodności. Dziś nie musimy się uciekać do metod Solomona (nastraszył, że przetnie dziecko mieczem) aby ustalić kto jest rodzicem dziecka.

      W dyskutowanym przykładzie nie było "stosunków rodzinnych" ani biologiczne ani praktyczne. Istniały one jedynie na zakurzonym papierku. Określenie "z wszystkimi konsekwencjami" jest dość nieścisłe. Raczej "wybranymi konsekwencjami" i to wybranymi przez dziecko. Proszę pamiętać, że dziecko przypomniało sobie o zakurzonym papierku dopiero gdy ojciec już nic nie potrzebował. Tyle o sprawie.

      Teraz o zjawisku którego przykładem jest sprawa. To jest wzajemne umywanie rąk. ZUS pisze, że to jest sprawa sądu. Sąd twierdzi, że to sprawa prawodawcy. Prawodawca wskazuje na furtkę prawną którą zostawił na takie niestandardowe okazje. Mianowicie, prokurator może wnieść o zaprzeczenie ojcostwa bez ograniczenia terminu. Nie wiemy czym się kierował prokurator odmawiając wszczęcia postępowania. Może za dużo władzy i odpowiedzialności zostało złożone na barki tego marnie opłacanego urzędnika? (Coś w stylu: ja mam zwał roboty a to skomplikowana sprawa i zajmie mi dużo czasu.)

      Teoretycznie system ślepej bogini miał działać, ale nie działa. Nikt się nie poczuwa do do odpowiedzialności ani za jego działanie ani za jego naprawę. Pewnie winny jest podatnik bo za mało płaci urzędnikowi i pracownikom jego sekretariatu. Na dodatek podsądni zupełnie nie rozumieją jak ten system działa i co jest w tym istotne. Oni tego nie zreformują. Oświeceni którzy wiedzą co się dzieje uważają, ze to nie ich sprawa, albo, że to za trudne.

      Usuń
    2. Aha. Czyli sądy są winne temu, że stosują prawo niekorzystne dla obywatela zamiast robić coś, żeby zostało zmienione.

      A tak w ogóle to ja nie widzę powodu, by to prawo zmieniać. Obecne przepisy są wystarczające i chronią zarówno interesy dziecka jak i domniemanego ojca. A tym, którzy uważają że należy rozgrzeszać niedbalstwo obywatel zadedykować należy paremię: Vigilantibus iura scripta sunt

      Usuń
    3. Zdaje się, że główny dyskutant nie rozumie, że prawo nie jest tworzone dla jednego człowieka, który nie potrafi zadbać o swój interes (dziękuję Panu Sędziemu za tę trafną paremię) ale dla wszystkich podlegających prawodawstwu danego państwa. 2500 lat temu również istniał problem obalenia domniemania, tyle że - to racja - jego obalenie było trudniejsze, niż dziś. Ale i wówczas istniały możliwości dowodowe, zmierzające do obalenia domniemania (ach, co to były za procesy!). To nie uboższe narzędzia ograniczały czas na wytoczenie wszczęcie takich spraw, a właśnie konserwacja stosunków rodzinnych.

      Stosunki rodzinne w naszej sprawie chyba jednak jakieś były, skoro ponoć były ze strony pociechy jakieś próby nawiązywania kontaktu. A w konserwacji pochodzenia chodzi o to, żeby nie wyciągać tych dajmy na to testów DNA wtedy, kiedy są potrzebne i ukrywać wtedy, gdy ma się w tym interes. Otóż jestem w stanie sobie wyobrazić, że spadkodawca gdyby nie umarł był, a ciężko zachorował, to by pozwał syna o alimenty, bo się należą, a przecież jest domniemanie. I to wtedy syn by występował we wszystkich telewizjach, jako pokrzywdzony.

      Odpowiadając na pytanie o zakres tych konsekwencji - to działa w obie strony: syn może domagać się alimentacji i dziedziczyć i ojciec może domagać się alimentacji i dziedziczyć. Zdarza się (i niestety nierzadko) że dziecko umiera przed rodzicem i dziedziczy wtedy rodzić (w wypadkach przewidzianych ustawą). Ciekawe ilu takich domniemanych ojców wówczas narzeka na swój los.

      Padł argument o nieznajomości prawa. Nie będę przywoływał innej znanej paremii, bo to byłoby banalne, ale powiem tylko to, co często podsądni słyszą. Porada prawna kosztuje teraz już od 100-150 zł. W kontekście odpowiedzialności za alimenty, zachowek, to nie są duże pieniądze. Z treści wpisu wynika, że na biednego nie trafiło, więc tym bardziej spadkodawcę było stać na to, aby za wiedzę zapłacić.
      To, że instytucja domniemania ojcostwa ma już z górką 2500 lat też nie jest bez znaczenia. To jest chyba na tyle długo, aby wiedza ta przesiąkła do społeczeństwa. Wystarczy choćby czytać literaturę, bo o problemie pisał już Boy-Żeleński. Nie jest to prawnicza wiedza tajemna.

      Usuń
  16. A czy ktoś zauważył, że w tej konkretnej sprawie winny nie jest sąd ani ustawodawca, tylko pan spadkodawca? To nasz zmarły wiedział, że przynajmniej formalnie ma dziecko (inaczej by go nie wydziedziczył). Pomimo tego, że wiedział o tym oraz o swojej bezpłodności, nie zrobił nic, aby zaprzeczyć swojemu ojcostwu (gdyby bowiem rzeczywiście był bezpłodny lub też dziecko faktycznie nie pochodziłoby od niego, to sąd musiałby uwzględnić jego żądanie zaprzeczenia ojcostwa). Jak widać także pan spadkodawca nieskutecznie próbował owo dziecko pozbawić prawa do zachowku. To dlaczego teraz winny ma być sąd, który zasądził zachowek, albo ZUS, który dokonuje potrąceń z renty na polecenie komornika?...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z tym ZUS to nie tak było, ZUS wypłacał rentę rodzinną, i jak się zgłosił synek to podzielił ją na pół między niego i żonę. A pan podobno był wtedy na kontrakcie za granicą więc dlatego nie pozwał - no ale termin liczy się od dowiedzenia się o urodzeniu dziecka. Więc faktycznie winien był pan, a nie sąd czy prokurator. No ale nie tego chcą się dowiedzieć widzowie

      Usuń
    2. Panie Sędzio, wypada pogratulować blogu. Odnośnie wspomnianego programu, to wszedłbym na starą śpiewkę, jak to niedobrze, że tak mało dziennikarzy rekrutuje się spośród prawników. Co zdaje się w 20-leciu było normą, tak dzisiaj dziennikarzem zostaje się tylko dla tej przyczyny iż ładnie się pisze.

      Kwestia kolejna, to dziennikarze podług mnie dość często nie zadają sobie pytania, czy bohater mojego reportażu kłamie? Nie potrafią krytycznie ocenić tego co się do nich mówi, i jak się mówi. A jak już dziennikarze zaczynają podchodzić do sprawy emocjonalnie, to później w życiu nie dojdą do nich racje drugiej strony, tylko skupią się na pokrzywdzeniu swojego bohatera. Z tym się łączy podług mnie kluczowa różnica śledztwa dziennikarskiego od przesłuchania sądowego. Kwestia przyrzeczenia i odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań. Przed dziennikarzem można sobie wymyślać co się chce, no a niestety przed Sądem aż takiego pola popisu nie ma.

      Można fajnie dziennikarstwo wykorzystywać do dywagacji lege ferenda i do lege lata, ot chociażby wyłapując jakieś sytuacje faktyczne, z którymi się człowiekowi na Sali sądowej nie przyszło jeszcze zmierzyć. Rekapitulując tą myśl. Jak dziennikarz porusza się jeszcze w stanie faktycznym - to niczego nie można się doczepić, ale jak zaczyna wchodzić na ocenę stanu prawnego.. to jednak powinien mieć wiedzę większą niż wstęp do prawoznawstwa na studiach dziennikarskich.

      Usuń
  17. Do tego programu nie trafiają pokrzywdzeni a w większości cwaniacy tacy jak własciciel klubów Cocomo, który pare lat temu wypłakiwał przed kamerami z mamusią sie w nim że mu US vat naliczył. A potem co zrobił? A co do domniemania ojcostwa. Nie mozna tłumaczyc istnienia w krio absurdalnego przepisu prawa materialnego prawem rzymskim.! No ludzie, uspokujcie się. facetami jesteście, nie babami! Po pierwsze mamy XXI wiek i ustalenie ojcostwa trwa dziś tydzien czasu i nie kosztuje majątku. Można to zrobić w nieprocesie tylko trzeba tym matołom w sejmie pomóc to napisać, a nie ciagle ustawodawca "dał nam to" , "dał nam tamto" , "dał nam sra...to"!!!!! Macie stać na straży rozsądku a nie absurdalnej logiki. Dwa - jak baba usiłuje faceta wmanerwować w taki numer to dla równowagi powinien istnieć przepis karny, za usiłowanie też matołom z Wiejskiej nalezy to zasugerować). Nie mozna z domniemania niszczyć osobie niewinnej życia i dodatkowo wydawac z urzedu w trybie 1082 klauzuli wykonalności. Kolejny absurd w kpc. Skoro tak wam sie podoba ta idea , która wzięła swój początek w prawie rzymskim, to może napiszę do Kaczyńskiego, żeby wprowadził u nas jakies elementy Kodeksu Hammurabiego, np, ża kradzież powyżej 2000 złotych jedyną kara jaką przewiduje kodeks karny będzie 50 batów na rynku a powstałe rany należy posypać solą. On już nigdy niczego nie ukradnie- na pewno. Będziecie musieli orzekać. Nie ma wyjścia. Podobnie jak twierdzicie, że i w stosunku do trybu art.62 krio nie macie wyjścia. A w ostateczności wprowadxmy karę smierci za np. obcięcie głowy ofierze. Będziecie musieli orzekać. Tak więc to nie jest tak jak niektórzy tu myśla, po prostu jaja trzeba mieć i nie próbowac tłamsic ludzi w imię jakiegoś bezdusznego przepisu, który nigdy prawem nie powinien być. Howk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od końca: howgh, a nie howk.
      a co "do adremu": Ok. załóżmy, że nie ma domniemania. Pani X, będąca żoną Pana X rodzi dziecko. Panu X żal jednak tego jedynie 1 500 pln na badania DNA, albo żal mu fatygi, by uznać dziecko w USC. I co wtedy? Dziecko będzie bez ojca? A dlaczego?
      Co do kodeksu Hammurabiego - poszukaj sobie o wymiarze sprawiedliwości a'la ISIS... 5-latkowi za kradzież chleba zmiażdżono rączkę kołem pick-upa. Podoba się?

      Usuń
    2. A dlaczego likwidować domniemanie które jest sensowne i spełnia swoją rolę w 99,9% przypadków? Przecież jak ktoś się do ojcostwa nie poczuwa to może zaprzeczyć. Czy dla 'wygody' tego symbolicznego 0,1% trzeba zmienić coś co dobrze działa?
      Jeśli w następnym programie będzie materiał o biednym Adamie, który mimo że był chory i powinien być ubezwłasnowolniony to ubezwłasnowolniony nie został? Jest domniemanie że każdy dorosły jest zdrowy na umyśle, nieubezwłasnowolniony i posiada pełną zdolność do czynności prawnych. Czy dla uniknięcia kilku "wpadek" prawnych należy KAŻDEGO badać (regularnie) czy nie jest chory i może zaciągać zobowiązania i czy przypadkiem nie trzeba by go ubezwłasnowolnić. Przecież to paranoja, ale można zrobić ckliwy program telewizyjny.

      Usuń
    3. Dlaczego od skrajności w skrajność....
      Domniemanie jest dobre i rozsądne. Myślę ze wielu komentującym nie podoba się limit 6 miesiecy na zaprzeczenie ojcostwa. Co jeśli przy okazji jakiś badan w wieku dziecka 10 lat okaże się ze ojcem jest sąsiad? to tu jest niesprawiedliwość. Jeśli badania DNA wykazują ze nie mężczyzna nie jest biologicznym ojcem ( pomijam przypadek adopcji, przysposobienia itp) to wówczas wynik badan plus jego wola są wystarczające. A matka może pozwać prawdziwego ojca o alimenty. Dlaczego alimenty na dziecko ma płacić były maż nie ojciec zamiast nie męża ojca.

      Usuń
    4. to wowczas wyniki badan i jego wola powinny być wystarczające.
      Dla dobra dziecka to powinien być pociągnięty do odpowiedzialności ojciec a nie maż maki. i to często były już.

      Usuń
    5. @karnista też człowiek
      Bo jest wprost odwrotnie, problemow jest 99,9% dla ochrony 0,1%. Kiedyś małżeństwa ustawały praktycznie wyłącznie z powodu śmierci. Określenie 300 dni od ustania małżeństwa w grubej większości wypadków oznaczało „po śmierci męża”. Dzisiaj całkiem sporo małżeństw kończy się separacja albo rozwodem. Więc i praktyczne znaczenie się zmieniło. Historie o ludziach którzy wskoczyli razem do łóżka nie długo przed pójściem do sądu na ogłoszenie wyroku swojego rozwodu to można włożyć między bajki. Natomiast całkiem realne są historie kiedy już dawno nastąpił rozpad małżeństwa, każdy partner ma już swoje życie i własnego partnera, a dopiero pojawienie się nowego dziecka uświadamia im, że trzeba choć minimalnie posprzątać w papierach i się rozwieść.

      Usuń
    6. @Nadworny Błazen
      Separacja nie jest końcem małżeństwa.
      I tak na marginesie, to matka też może wytoczyć powództwo o zaprzeczenie ojcostwa, w końcu najlepiej może wiedzieć o tym czy ma rację.

      Usuń
    7. "Historie o ludziach którzy wskoczyli razem do łóżka nie długo przed pójściem do sądu na ogłoszenie wyroku swojego rozwodu to można włożyć między bajki."

      Życie to nie bajka. I takie przypadki faktycznie się zdarzają

      Usuń
    8. Potwierdzam. Każdy z moich znajomych miał taką sprawę. Klientka mojej koleżanki przespała z mężem dzień przed rozprawą rozwodową. A po co? Po to, aby oddalić pozew o rozwód (brak przesłanek). Niechby jeszcze doszło do poczęcia, to Sąd przez kolejne 10 lat będzie oddalał pozew o rozwód z uwagi na sprzeczność z zasadami współżycia społecznego.

      Usuń
    9. Dla mnie to zachowanie bardzo cyniczne i patologiczne. Potencjalny "owoc" tej miłości na pewno będzie miał udane dzieciństwo - uprzedmiotawia się dziecko.

      Usuń
    10. Rożnie bywa. Czasem ludzie myślą, ze a nuż jeszcze się uda.

      Usuń
    11. Cynizm jest słowem - klucz dla zrozumienia spraw rodzinnych. Na prawdę nic nie uczy lepiej życia, niż zajmowanie się takimi sprawami. Gdyby ludzie nie byli podli i cyniczni (przy czym bardzo często dotyczy to wszystkich stron/uczestników postępowania), to sądy rodzinne miałyby 3/4 mniej roboty.

      Usuń
  18. Czepił sie literówek i do isis odwołał. Przeczytaj dobrze akta i w koncu babe ukaz a nie ojca

    OdpowiedzUsuń
  19. Pan Minister Prokurator proponuje potrącanie sędziom z pensji, jeżeli z winy sędziego* doszło do przewlekłości.
    Sąd Najwyższy wypowiedział się ostatnio w sprawie dyscyplinarnej, że "sędziego przerosły obowiązki związane z delegacją"
    Czy jesteśmy blisko chwili, w której sędziowie zaczną odmawiać przyjmowania nowych spraw z uwagi na niemożność terminowego przerobienia już posiadanych w referacie?

    *zastanawiam się, czy np. jeśli rozprawa spadnie z powodu niewłaściwego wykonania zarządzenia przez sekretariat - zdarza się - to będzie to wina sędziego, czy nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karnista też człowiekwtorek, 8 marca 2016 16:02:00 CET

      Co więcej mają o tym (o karach i potrąceniach wynagrodzenia) mają orzekać nie sędziowie ale ławnicy. Ciekawe kto wybierze ławników...

      Usuń
    2. Biedactwa.....
      Moze jak byście na rozprawy przygotowani bardziej przychodzili to było by w społeczeństwie większe zrozumienie waszej roli.

      Usuń
    3. Ciekawe, jak się przygotować do rozpoznawania jednocześnie 500 spraw różnych??? Oczekuję na konstruktywne propozycje, a nie trolling!!!

      Usuń
    4. Bardzo często jestem jedyną przygotowaną osobą na sali sądowej. Powód - nic nie pamięta, pełnomocnik nie wie o co chodzi bo jest z substytucji, pełnomocnik pozwanego podobnie. Na ogół nie mogę się doprosić, aby pełnomocnicy w sposób logiczny przedstawili mi swoje racje, które w pozwie jedynie zostały zarysowane i to niezbyt jasno...

      Usuń
    5. Niestety w wydziałach K podobnie. Prokurator nie wie o co chodzi, a czasem ma problem z płynnym przeczytaniem zarzutów aktu oskarżenia (nie wiem jak to możliwe, ale...), obrońca jest a jakby go nie było (tzn. czeka na apelację), oskarżonego nie ma, albo mu się sprawy pomylił, świadkowie nic nie pamiętają... Choć oczywiście czasem faktycznie są wyjątki. Niestety potwierdzające regułę.

      Usuń
    6. tak, w karnych sędzia jest jedyną osobą, której zależy na rozpoczęciu procesu, a potem na jego zakończeniu. Rozumiem, że sędziowie i pełnomocnicy mają odmienne cele, ale przygotowani mogli by być. Ostatnio zastanawiam się nad tym, aby uznać że ewidentne nieprzygotowanie (odpowiedź w stylu "jestem substytutem, otrzymałem sprawę dopiero co i nie wiem") nie traktować jako naruszenia powagi sali sądowej i nie karać z usp....

      Usuń
    7. /obrońca jest a jakby go nie było (tzn. czeka na apelację)/

      To wyjaśniałoby płacze "skandal, jak to możliwe żeby było tylko 14 dni na apelację od 500-stronowego wyroku, jak w takim czasie wyłapać sprzeczność między stroną 136 a 358".
      #radcy_nie_rozumieją

      Usuń
  20. Tak sobie myślę, trochę nie ad rem, że jak ta władza wybrana większością 18% uprawnionych do głosowania, wszystko zreformuje, to 20 lat nie wystarczy, żeby ten "bajzel" posprzątać. A wszystkie "reformy sądownictwa" "ciemny lud" kupi, bo nic a nic się na tym nie zna, ale zdanie ma i basta. Tylko tv i radia hadko słuchać!!!
    A ad rem- sądy, także rodzinne pełne są ludzkich zaniechań. A jak już płonie pod nogami, bo przez lata nic się ze swoimi sprawami nie zrobiło, to pretensje do sądu i skarga do gazety, tvnu no i oczywiście pana Zbyszka...... o pomniejszych instytucjach typu ETPCz nie wspominając.

    OdpowiedzUsuń
  21. ta władza wybrana większością 18%

    to trzeba było stworzyć inna władzę co będzie miała więcej niż 18%. bo jakoś każda inna miała mniej!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm.... Osobiście dostrzegam pewną różnicę - poprzednie rządy przez 25 lat nie twierdziły, że mają "rząd dusz" i monopol na wszystko, a kto nie z nimi, to "gorszy sort", taki, jak osoba pisząca. Spełnia się przekleństwo wieczności - obyś żył w ciekawych czasach. I to jest mój kraj, moja ojczyzna, więc mi jej żal, jak patrzę dokąd zmierza!!!!!

      Usuń
  22. Ceńcie tą władzę wybraną demokratycznie, bo następnej możecie już nie mieć. To może być ostatnia władza tak wybierana. Jak tak dalej pójdzie to za trzy lata już się będziemy bać głosować na kogokolwiek innego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Nadworny... Ano już od jakiegoś czasu w gronie znajomych sugeruję, że za 3,5 r. usłyszymy, że PAD nie zarządzi nowych wyborów parlamentarnych, bo przecież w 2015 r. Naród wybrał, a nasze sondaże (te prawdziwe) pokazują, że się poparcie nie zmieniło. Po usłyszeniu wczorajszej oracji,o Polakach "lepszej kategorii" przestaje mnie ta możliwość śmieszyć... "A kraje UE niech się zajmą swoimi sprawami, my sobie poradzimy..." "Demokracja nie jest zagrożona, bo nikt nie strzela do demonstrantów"... Stary dowcip się przypomina o Stalinie, który dziecku proszącemu o cukierka powiedział tylko "Sp..j"... a mógł zabić...

      Usuń
    2. Wystarczy, że zarządzą stan wyjątkowy. Rząd i prezydent (za przyzwoleniem 50% sejmu) mogą to zrobić kiedy chcą pod pretekstem "szczególnego zagrożenia konstytucyjnego ustroju państwa, bezpieczeństwa obywateli lub porządku publicznego". Taki stan może trwać do 150 dni a wybory nie mogą się odbyć przez kolejne 90 dni. Ale nic nie stoi na przeszkodzie aby stan wyjątkowy został wprowadzony jeszcze raz przed upływem tego terminu.

      Ciekaw jestem kto byłby władny oceniać "szczególność" tego zagrożenia oraz zgodność z konstytucją i ustawami takiego wprowadzenia stanu wyjątkowego. No chyba nie TK? (To nie jest pytanie retoryczne. Proszę mnie wyprowadzić z błędu i to jak najszybciej.)

      Usuń
    3. Oceny dokonywałby tylko Pierwszy Obywatel RP .

      Usuń
    4. na rok przed wyborami zostanie zmieniona ordynacja wyborcza. Przykładów jak to zrobić, aby było lepiej (np. poprzez odpowiednie granice okręgów wyborczych) jest wiele.

      Usuń
  23. Liczy się tylko sensacja a nie rzeczowe wyjaśnienie sprawy...

    OdpowiedzUsuń
  24. nie od dzis wiadomo ze okreslenie naszych panstwowych struktur jako panstwo w panstwie pasuje idealnie :)

    OdpowiedzUsuń
  25. ja tam w ogole nie ogladam telewizji, szkoda czasu i oczu nawet..

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.