wtorek, 28 stycznia 2014

Nie wolno, ale można


Od chwili, gdy Sąd Najwyższy w uzasadnieniu do uchwały z dnia 17 lipca 2013 r. poddał w wątpliwość to czy decyzje o przeniesieniu sędziów mogą w zastępstwie ministra sprawiedliwości podpisywać podsekretarze stanu polskie sądy zaczęły dość słyszalnie trzeszczeć w posadach. Bo jeżeli decyzje takie mógł podejmować tylko osobiście minister to znaczyłoby to, że przeniesienia podpisane przez jego podręcznych są nieważne, sędziowie nimi przeniesieni nie są sędziami sądów, w których orzekali, a wydane przez nich wyroki są nieważne. Konsekwencje takiego zdarzenia byłyby zaś niewyobrażalne, bo "odkręcanie" skutków popełnionego przez ministra błędu skutecznie załamałoby sądownictwo. Z utęsknieniem wszyscy zainteresowani wyczekiwali więc uchwały pełnego składu Sądu Najwyższego, który miał rozstrzygnąć ostatecznie tę kwestię, tak jak zrobił to wcześniej, gdy w wątpliwość poddano skuteczność delegowania sędziów przez podsekretarzy. Na odpowiedź oczekiwali zwłaszcza ci sędziowie, którzy nie będąc pewnymi ważności swego przeniesienia wstrzymali się od orzekania. No i doczekaliśmy się... 

28 stycznia 2014 r. Sąd Najwyższy, obradując w pełnym składzie wydał uchwałę, która miała odpowiedzieć na pytanie, czy sądy przetrwają kolejną "wpadkę" polityków czy może czeka nas zapaść, z której będziemy się długo wygrzebywać. I odpowiedziała. Krótko i dobitnie, w prostych prawniczych słowach. A co odpowiedziała? Ano nie do końca wiadomo...

Jeżeli wierzyć temu, co zamieszczono na stronie internetowej Sądu Najwyższego podjęta uchwała brzmi:

1. W wydaniu decyzji o przeniesieniu sędziego na inne miejsce służbowe na podstawie art. 75 § 3 w związku z art. 75 § 2 pkt 1 ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. – Prawo o ustroju sądów powszechnych (jedn. tekst: Dz. U. z 2013 r., poz. 427 ze zm.) Minister Sprawiedliwości nie może być zastąpiony przez sekretarza ani podsekretarza stanu. 
2. Wykładnia dokonana w uchwale wiąże od chwili jej podjęcia.

Czyli sytuacja wydaje się jasna - decyzje o przeniesieniu sędziów może podpisać tylko minister sprawiedliwości, i nie mogą go w tym wyręczyć podsekretarze stanu ani inni pomniejsi urzędnicy. A więc takie przeniesienia są nieważne, zaś wyroki wydane przez tak przeniesionych sędziów też. Tyle tylko, że jeśli wierzyć temu, co dziennikarze napisali, rzecznik prasowy Sądu Najwyższego powiedział, że wcale nie, że zdaniem Sądu Najwyższego niezgodne z prawem będą tylko przeniesienia dokonane przez podsekretarzy w przyszłości, a te dokonane do dzisiaj są ważne i wszystko jest w porządku.

Musze przyznać, że po zapoznaniu się z tymi wypowiedziami kompletnie nie rozumiem jak to teraz ma być. Niby w uchwale jest punkt 2 stwierdzający, że "wykładnia dokonana w uchwale wiąże od chwili jej podjęcia" ale przecież wszystkie orzeczenia, w tym orzeczenia zawierające wykładnię podejmowaną przez Sąd Najwyższy wiążą dopiero od chwili ich podjęcia, więc to postanowienie jest po prostu niepotrzebne. Jeżeli zaś rozumieć to postanowienie tak, jak wynikałoby to z relacji prasowych to oznaczałoby to, że zdaniem Sądu Najwyższego podsekretarze nie mogą przenosić sędziów, ale dopiero od dzisiaj, a do dzisiaj im było wolno. A to jest przecież absurd, bo Sąd Najwyższy nie kreuje nowego stanu prawnego, a tylko interpretuje obowiązujące prawo, nie może więc decydować, że coś było zgodne z prawem do dnia wydania uchwały, a od momentu wydania jest niezgodne. No bo skoro prawo obowiązujące wczoraj było takie samo jak dzisiaj to zachowanie, które dzisiaj uznaliśmy za niezgodne z prawem wczoraj też musiało być z nim niezgodne.

Jeżeli zaś przyjmiemy - a bez istotnej "falandyzacji prawa" inaczej sie nie da - że decyzje podsekretarzy o przeniesieniu sędziów były nieważne i dzisiaj, i wczoraj, i dwa miesiące temu to oznacza to, że dopóki minister nie wyda prawidłowych decyzji sędziowie przeniesieni przez podsekretarzy nie mają prawa orzekać. I tym razem nie powinno być tu żadnych wątpliwości, bo Sąd Najwyższy w pełnym składzie stwierdził w punkcie 1 Uchwały że podsekretarze nie mogą przenosić sędziów. Co więcej, skoro ta wykładnia - jak stanowi pkt 2 uchwały - obowiązuje od dzisiaj, to znaczy że od dzisiaj nie powinno też zapaść żadne orzeczenie oparte o założenie, że przeniesienie sędziego przez podsekretarza było ważne. Można by oczywiście wywodzić, że orzeczenia wydane do tej daty są ważne, ubierając to w argumentację o "zaufaniu obywatela do państwa" ale trudno będzie uzasadnić uznawanie za prawidłowe orzeczeń wydawanych od jutra. Bo w końcu skoro stwierdziliśmy, że decyzje o przeniesieniu zostały podpisane przez nieuprawnione osoby to jak możemy udawać, że są one ważne i skuteczne? Oczywiście ważnym było, żeby nie podważyć wszystkich wydanych wyroków, ale czy nie można było tego zrobić inaczej? 

Cała ta sytuacja przypomina mi kiepski dowcip zasłyszany chyba w jakimś filmie wojennym, albo wyczytany w jakiejś książce, juz nie pamiętam. A było to tak, że na pytanie żołnierzy, czy wolno rozstrzeliwać jeńców dowódca odpowiedział że "nie wolno, ale można". I najwidoczniej dokładnie to samo jest z sędziami - podsekretarzom nie wolno przenosić sędziów, ale mogą...


poniedziałek, 20 stycznia 2014

Dezawuowanie antycypacji



W zasadzie to nie wypada kopać leżącego. Jest to niegrzeczne, nieuczciwe i nieprzyzwoite. No ale jeżeli tenże sam leżący twierdzi, że wcale nie leży, a wręcz przeciwnie oświadcza, że nadal wygrywa w tym starciu, to chyba można sobie pozwolić na drobne odstępstwo od tej zasady. Tak więc zajmijmy się po raz kolejny, chociaż to już robi się nudne, Nową Lepszą Metodą Doręczania Przesyłek Sądowych.

Jedną z ciekawostek związanych z działalnością Nowego Lepszego był fakt antycypacji przez doroznosiciela (a może doawizowydawacza?) czynności przyszłych niedokonanych. Na doręczonej pewnemu pełnomocnikowi przesyłce znalazła się bowiem adnotacja nie tylko o tym, że nadejście przesyłki awizowano, ale i o tym, że za tydzień awizowano ją powtórnie, a za dwa zwrócono, bo nikt jej nie odebrał.



Oczywiście pojawienie się na doręczanych listach takich „przyszłościowych” adnotacji wzbudziło niejakie zaniepokojenie potencjalnych adresatów. I to uzasadnione, bo właśnie na podstawie tych adnotacji sędziowie ustalają, czy przesyłka była awizowana prawidłowo, i czy związku z tym została skutecznie, choć zastępczo, doręczona. Zwrócono się więc o wyjaśnienie rzeczonej kwestii do Nowego Lepszego i otrzymano następującą odpowiedź:

“Szanowni Państwo,

Serdecznie dziękujemy za wszystkie uwagi, które są dla nas źródłem cennej wiedzy.

Uprzejmie informujemy, że na kopercie w miejscu zamieszczenia odcisku pieczęci stosowanej przez firmę PGP S.A. oznaczane są kolejne daty, w których wykonywane są odpowiednie czynności związane z procesowaniem danej przesyłki. W sytuacji kiedy podjęta próba doręczenia przesyłki okaże się nieskuteczną, np. z powodu nieobecności Adresata bądź osoby uprawnionej do jej odbioru, wystawiane jest Zawiadomienie (tzw. I awizo) – to pierwsza data wskazana na przesyłce. Zawiadomienie informuje między innymi o tym, w jakim terminie należy odebrać rzeczoną przesyłkę. Ponadto na przesyłce zamieszczana jest informacja – to druga data wskazana na przesyłce – określająca termin powtórnej awizacji oraz data potencjalnego zwrotu przesyłki do nadawcy – stąd trzecia informacja na pieczątce – na wypadek, gdyby przesyłka nie została odebrana przez Adresata bądź osobę uprawnioną we wskazanym terminie. 

 Informacje na pieczątce umieszczonej na przesyłce są tam zawarte w celu bieżącego monitorowania obiegu danej przesyłki w Punkcie Obsługi Klienta oraz realizacji kolejnych czynności związanych z jej procesowaniem.
Na Zawiadomieniu PGP S.A. zamieszcza drugą z dat zarejestrowanych na przesyłce wskazując tym samym ostateczny termin odbioru awizowanej przesyłki. W konsekwencji Adresat otrzymuje komunikat, który zdejmuje z Niego „presję czasu” związanego z krótkim terminem tzw. I awizacji. Posiada pełną wiedzę dotyczącą wszystkich kolejnych czynności prawnych. Po upłynięciu terminu I awizacji, w przypadku gdy Adresat bądź osoba uprawniona nie podejmie z Punktu Obsługi Klienta danej przesyłki, wystawiane jest oraz doręczane Adresatowi tzw. Zawiadomienie powtórne (tj. II awizo), wskazujące m.in.: miejsce oraz termin, w którym Adresat bądź osoba uprawniona może podjąć przesyłkę. Po tym terminie, o czym wyżej, przesyłka jest zwracana do nadawcy.

Pragniemy zauważyć, że przesyłka adresowana do Pani Mecenas, która stała się przedmiotem tak ożywionej dyskusji, jak wskazują na to adnotacje na kopercie, została podjęta przez uprawnioną osobę w Punkcie Obsługi Klienta w dniu 09.01.2014r. – próba jej doręczenia nastąpiła w dniu 08.01.2014. Proszę zwrócić też uwagę na datę nadania tej przesyłki: 07.01.2014 Próba jej doręczenia nastąpiła więc 2 od daty nadania. Państwa ocenie pozostawiamy to czy fala dezinformacji pojawiającej się w sieci jest rzeczywiście obiektywna. Będziemy dezawuować wszystkie nieuprawnione w żaden sposób mity tak, abyście Państwo otrzymali rzetelną wiedzę o zasadach świadczenia usług przez PGP S.A.

Mamy nadzieję, że objaśnienia te okażą się wystarczające.

[Cytat za: palestrapolska.wordpress.com ]

No cóż... W zasadzie nie wiem czy warto komentować te wyjaśnienia, bo ewidentnie ktoś tu chyba nie rozumie na czym polega doręczanie przesyłek sądowych, i jak duże znaczenie mają tutaj daty konkretnych czynności. A także chyba nie zna prawa, którego obowiązany jest w związku z tym przestrzegać. Spójrzmy bowiem do odnośnych przepisów regulujących rzeczoną kwestię, to jest – w tym przypadku – do Rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z dnia 12 października 2010 r. „w sprawie szczegółowego trybu i sposobu doręczania pism sądowych w postępowaniu cywilnym”. Mamy tam §7, który stanowi, że:

§ 7. 1. Po pozostawieniu zawiadomienia o możliwości odbioru przesyłki we właściwej placówce pocztowej operatora lub właściwym urzędzie gminy doręczający: 

1) dokonuje adnotacji o niedoręczeniu przesyłki na formularzu potwierdzenia odbioru oraz adnotacji "awizowano dnia" na stronie adresowej niedoręczonej przesyłki i składa swój podpis; 

2) oddaje przesyłkę niezwłocznie do właściwej placówki pocztowej operatora lub właściwego urzędu gminy. 

2. Placówka pocztowa operatora lub urząd gminy potwierdza przyjęcie od doręczającego awizowanej przesyłki przez umieszczenie na przesyłce odcisku datownika i podpisu przyjmującego pracownika. 

3. Awizowaną przesyłkę przechowuje się w placówce pocztowej operatora lub urzędzie gminy przez siedem kolejnych dni, licząc od dnia następnego po dniu pozostawienia zawiadomienia, o którym mowa w § 6.

A zatem prawidłowa procedura awizowana przesyłki sądowej w postępowaniu cywilnym jest taka, że doręczyciel zostawia awizo, i umieszcza o tym adnotację na przesyłce, którą opatruje swoim podpisem. Natomiast placówka pocztowa (czyli w wypadku Nowego Lepszego kiosk ruchu albo sklep monopolowy) potwierdza ten fakt przybijając datownik, i składając podpis przyjmującego. A zatem przy adnotacji o pierwszym awizie powinny być dwa podpisy (doręczyciela i sprzedawcy ryb) oraz datownik przybity w kiosku tudzież sklepie. No bo skoro jak twierdzi szef Nowego Lepszego kioski są placówkami pocztowymi, to znaczy że muszą mieć datowniki. 

Czytajmy przepisy dalej...

Kolejny interesujący nas przepis to §8 ust 2, który stwierdza:

2. Jeżeli osoba uprawniona nie zgłosi się po odbiór przesyłki złożonej w placówce pocztowej operatora w terminie, o którym mowa w § 7 ust. 3, placówka pocztowa operatora: 

1) sporządza, według wzoru określonego w załączniku nr 3 do rozporządzenia, powtórne zawiadomienie o możliwości jej odbioru w terminie kolejnych siedmiu dni, licząc od dnia następnego po dniu pozostawienia zawiadomienia, które doręczający niezwłocznie pozostawia w drzwiach adresata lub w oddawczej skrzynce pocztowej; 

2) zaznacza dokonanie powtórnego zawiadomienia na adresowej stronie niedoręczonej przesyłki adnotacją "awizowano powtórnie dnia" i podpisem; 

3) przechowuje przesyłkę przez okres siedmiu dni, licząc od dnia następnego po dniu pozostawienia powtórnego zawiadomienia.


Czyli jeżeli upłynie siedem dni leżakowania przesyłki w kiosku (nie licząc dnia, gdy ją złożono) kioskarz Ruchu, tudzież sprzedawca suchej karmy na wagę, winien sporządzić drugie awizo, przekazać je doręczycielowi celem wrzucenia do skrzynki, a następnie odnotować fakt wrzucenia powtórnego awiza (czyli fakt, że doroznosiciel faktycznie to awizo wrzucił) opatrując je podpisem. Tak więc adnotacja „awizowano powtórnie” to nie jest, jak by to chciał przedstawiciel Nowego Lepszego informacja o dacie kiedy należy dokonać powtórnego awizowania, lecz poświadczenie faktu dokonania tej czynności. A jeżeli jest to fakt poświadczenia tej czynności to nie ma możliwości zamieszczenia jej wcześniej. To samo zresztą dotyczy adnotacji o zwrocie przesyłki, której zamieszczanie reguluje §10 Rozporządzenia:

Przesyłkę niepodjętą placówka pocztowa operatora opatruje na stronie adresowej adnotacją "nie podjęto w terminie" oraz odciskiem datownika i wraz z formularzem potwierdzenia odbioru odsyła sądowi wysyłającemu niezwłocznie po upływie ostatniego dnia do odbioru przesyłki.

Autorowi rzeczonej „odpowiedzi” wydaje się chyba, że termin odbioru przesyłki awizowanej wynosi dwa tygodnie od pierwszego awiza. W rzeczywistości jednak wynosi on siedem dni od pierwszego awiza, i siedem dni od drugiego awiza, które może zostać złożone do skrzynki najwcześniej ósmego dnia po pierwszym awizie. Tak więc z punktu widzenia sądu równie istotna jest data drugiego awiza, a w zasadzie to, kiedy faktycznie owo awizo do skrzynki włożono. Adnotacja na kopercie powinna więc stwierdzać ten fakt, a nie wskazywać, kiedy powinno być dokonane... bo teraz to ja już naprawdę nie wiem, czy mogę ufać adnotacjom o awizowaniu na przesyłkach, a co za tym idzie czy mogę uznawać przesyłki za doręczone. Bo skąd mam wiedzieć, czy data drugiego awiza jest faktycznie datą, w której wrzucono do skrzynki powtórne awizo, czy zapisaną "dla pamięci" datą, kiedy miano to zrobić. Skąd mam wiedzieć, czy doręczyciel faktycznie wrzucił drugie awizo do skrzynki w dniu, gdy je otrzymał, czy może się "nie wyrobił" i zaniósł je "przy okazji" parę dni później? No cóż... za parę tygodni się dowiemy, bo tyle chyba jeszcze zejdzie Nowemu Lepszemu zanim do sądu wrócą pierwsze nie podjęte w terminie..

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Przejściowe trudności



Minął kolejny tydzień z Nowym Lepszym Doręczycielem Sądowym Który Złamał Monopol Poczty Polskiej,  wybranym w przetargu z kryterium 100% cena. I jak na razie można powiedzieć, że wszystko działa zgodnie z zapowiedziami, przynajmniej w części dotyczącej tego, że na początku będą pewne problemy. No ale jak się wprowadza nowe rozwiązania i łamie monopol, to na początku musi być trudno, co nie?

Rzeczone, oczywiście przejściowe i chwilowe, trudności pojawiają się już na samym początku, znaczy się przy odbieraniu z sądów przesyłek do doręczenia. Na ten przykład, jak donosiła prasa, w Sądzie Rejonowym w Bytowie kuriera Nowej Lepszej Firmy podobno nie widziano od 10 dni, tak więc żadne listy z tego sądu nie wychodzą, i nie wiadomo ile to jeszcze potrwa. Oby się nie okazało, że utknął w zaspach, bo może trzeba będzie czekać do wiosny. Zresztą tam, gdzie pocztoodbieracze dotarli też idealnie nie było, bo chyba nie do końca dobrze oszacowano ilość poczty wychodzącej z sądów. No bo jak inaczej wyjaśnić fakt, iż do pewnego sądu kurierzy przyszli po wychodzącą pocztę z jednym małym woreczkiem, podczas gdy Poczta Polska listy odbierała dwa razy dziennie furgonetką. To zresztą tłumaczyło też poniekąd fakt, iż dostarczona rolka naklejek z kodami paskowym skończyła się po paru godzinach, choć miała starczyć na tydzień...

Trzeba jednak przyznać, że ostatecznie spora część przesyłek wyszła z sądów i trafiła do Nowego Tańszego Operatora. A stamtąd trafiła do rąk doręczycieli, którzy – zgodnie z zapowiedziami Szefa Firmy – mieli dołożyć wszelkich starań by przesyłkę doręczyć, a nie tylko zostawić awizo. I jeśli wierzyć zamieszczanym w internecie komentarzom to faktycznie niektórzy mocno się przyłożyli do roboty... na przykład doręczając przesyłkę do firmy obok, bo w biurze adresata nikogo nie było. Trochę szwankowało też wyszkolenie, a może to emocje były, bo jak to niektórzy opisywali niekiedy trzeba było świeżo upieczonemu doroznosicielowi poczty sądowej przypominać, że ma zażądać pokwitowania zwrotki i rzeczoną zwrotkę zabrać. Gdzieniegdzie też zaobserwowano dziwne zjawisko, polegające na tym, że gdy przesyłki dostarczał listonosz Poczty Polskiej, to przychodził codziennie i zawsze miał kilka albo i kilkanaście listów, a doręczyciel Nowego Nie-Monopolisty od paru dni się nie pojawia i awiz też nie zostawia. No ale to pewnie przejaw lepszej wydajności, skuteczności i organizacji pracy. 

Skoro jesteśmy przy awizach, to tu też ponoć zaobserwowano przejściowe trudności, których należało się spodziewać. Paru zainteresowanych otrzymało awiza z terminem odbioru 16 dni... co jednakże w zasadzie jest poprawne, gdyż tyle właśnie powinny „leżakować” przesyłki sądowe w oczekiwaniu na ich odbiorcę. Jeszcze innym zafundowano bieg na orientację w mieście, połączony z testem na spostrzegawczość, czyli jak wśród pięciu kiosków na tej samej dłuuuugiej ulicy odszukać ten oznaczony małym żółtym kółeczkiem jako „punkt awizo”. Innych wysłano na wycieczkę krajoznawczą w tereny uprzednio nie znane, w celu odnalezienia na miejskim bazarze sklepiku firmy handlującej czymśtam, i zajmującej się pokątnie wydawaniem awizowanych przesyłek sądowych. Do tego jeszcze okazało się, że sporo tychże punktów awizo mieści się w miejscach nie bardzo licujących z powagą sądu, co natychmiast stało się źródłem niewybrednych żartów. W większości dość kiepskich, chociaż pomysł, żeby wezwania w sprawach o jazdę pod wpływem doręczać za pośrednictwem sklepów monopolowych jest całkiem interesujący...

Jeżeli już znaleźliśmy nasz punkt awizo, czy to w kiosku, czy w mięsnym, czy w wędkarskim to nie oznaczało to jeszcze końca przygody, bo tam też mogliśmy natrafić na przejściowe trudności. Na ten przykład mogło się okazać, że bez awiza ani rusz. Znaczy się bez awiza nie wydadzą nam przesyłki, bo na awizie jest kod, który muszą wskanować, albo inaczej na system nie wejdzie. Mogło też być zupełnie odwrotnie, to znaczy że jak mamy już awizo, to nie potrzebujemy niczego więcej, i przesyłkę i tak dostaniemy, choćby ona była dla szwagra. No ale to oczywiście są tylko drobne chwilowe problemy, wynikłe z tego, że listowydawcy nie zrozumieli tego, co im podano na szkoleniu... bo przecież wszyscy zostali przeszkoleni i mają świadomość odpowiedzialności. Tak więc krążące po sieci zdjęcie awizowanej przesyłki, na której od razu odnotowano daty drugiego awiza i zwrotu jako nie podjętej to nie jest podstawa do wyciągania jakichkolwiek wniosków, i w ogóle nic się nie stało, a ewentualne niedociągnięcia zostaną rychło poprawione.

Tak więc wszystko działa dobrze, a że na początku jest trochę problemów to przecież zrozumiałe. Bo przecież jest oczywiste że teraz będzie lepiej, ludzie będą mieli bliżej po odbiór przesyłki, a tak w ogóle to Nowa Lepsza Firma stoi na stanowisku, że przesyłki należy doręczać a nie awizować i do tego motywuje swych kurierów. A tak w ogóle to poczta też ma agencje w sklepach i nikomu to nie przeszkadzało, więc dlaczego ktoś ma o to pretensje. Inaczej mówiąc jest dobrze, wszystko działa doskonale, a jak komuś coś się nie podoba to znaczy że broni postkomunistycznego monopolisty, i prowadzi nagonkę na prywatną firmę, która ośmieliła się wygrać w przetargu.


No cóż... pożyjemy, zobaczymy... chociaż doświadczenia dotychczasowe jakoś nie napawają optymizmem. Jak na razie pesymiści twierdzą, że przez najbliższe pół roku będzie totalny bałagan, a optymiści, że potrwa to tylko kwartał. Nawet spotkałem się ze stwierdzeniem, że rok 2014 będzie rokiem przywracania terminów. I coś w tym jest, bo jakoś za dużo w tym wszystkim przypadkowości i chodzenia na skróty. Do tego owy system doręczeń, to także nowe potencjalne problemy, nieprawidłowości w funkcjonowaniu systemu, których dotychczas nie było, a które mogą doprowadzić do nie zawinionego uchybienia terminu. I nie chodzi mi tu ani o doręczanie nie temu co trzeba, ani o zapominanie o zostawieniu awiza – bo to zdarzało się także poczcie. Chodzi mi raczej o to, co będzie jak się okaże, że wydawczyni listów w sklepie rybnym postanowi nie wydać przesyłki adresatowi, bo ten nie będzie miał awiza, albo nie będzie mogła znaleźć listu i powie, żeby przyjść jutro. Albo, co będzie, gdy punkt awizo, który miał być otwarty do 17:00, był tego dnia otwarty do 16:00, albo w ogóle zamknięty, bo pani kioskarka miała grypę żołądkową. Do tego dojdzie jeszcze kwestia tego, czy daty powtórnego awiza i zwrotu to daty rzeczywiste, czy wpisano je tam "dla pamięci" zaraz po pierwszym awizowaniu. No i to czy określenie "pracownik operatora", którym w rozporządzeniu o doręczeniach określono osobę uprawnioną do zamieszczania adnotacji o awizowaniu, może oznaczać także kioskarza, z którym zawarto umowę agencyjną, albo doręczyciela na umowie zlecenia. 

Ewidentnie będzie się działo...

środa, 8 stycznia 2014

To jest kiosk "Ruchu", ja tu wezwania mam!


Jak wszyscy już pewnie wiedzą,  od 1 stycznia 2014 r. przesyłki wysyłane przez sądy i prokuratury doręczać będzie nie Poczta Polska, a prywatna firma doręczeniowa, bo zaproponowała w przetargu najniższą cenę. No i dobrze. W końcu ile to razy narzekaliśmy na to, że listonosze chodzą po domach wtedy, gdy uczciwi ludzie pracują, albo że listonosz zostawił awizo, chociaż ktoś był w domu, albo że zaczął od razu od drugiego awiza. Wiele razy słyszeliśmy historie jak to awiza w ogóle nie było, albo jak to awizo było, chociaż budynku nie było. A jak już dostaliśmy awizo to trzeba było stać w długiej kolejce na poczcie, bo jakiś jaskiniowiec płaci rachunki gotówką, zamiast jak człowiek cywilizowany zrobić przelew przez internet. A do tego gubili listy, przesyłkę do budynku kilometr dalej doręczali tydzień i w ogóle nie nadawali się do niczego. No ale czego się spodziewać, skoro cała ta poczta to monopolista tkwiący w poprzednim systemie, którego już dawno trzeba było pogonić.

Śledząc informacje prasowe na temat Nowego Systemu jakoś trudno jest jednak patrzeć z nadzieją w przyszłość. Po pierwsze niepokój budzą wypowiedzi szefa całego interesu, zwłaszcza te o tym, że na początku na pewno będą jakieś problemy, bo to wygląda jak przygotowywanie gruntu pod tłumaczenie się dlaczego się nie wywiązujemy z umowy.  Zamiast zapewnień, że na pewno będzie lepiej chciałbym więc usłyszeć zapewnienie, że nowy operator dysponuje środkami technicznymi umożliwiającymi doręczenie dodatkowych 4 milionów przesyłek miesięcznie, za zwrotnym poświadczeniem odbioru, i to na obszarze całego kraju, a nie tylko w dużych miastach. I nie chodzi mi tu tylko o odpowiednią ilość doręczycieli, ale o sortownie, środki transportu itp. Czy będzie on w stanie doręczać listy tak samo szybko jak Poczta Polska - i to od samego początku, a nie za pół roku jak "się wdrożą".  Muszę to wiedzieć, żeby móc ocenić, czy jest szansa na otrzymanie "zwrotki"  przed terminem rozprawy. 

Po drugie chciałbym wiedzieć, czy w ciągu tego krótkiego czasu pomiędzy podpisaniem umowy a przejęciem obowiązków doręczyciela sądowego zdołano przeszkolić wszystkich doręczycieli w jaki sposób należy doręczać przesyłki sądowe. Bo przesyłka sądowa to nie jest zwykły polecony, tutaj istotne jest nie tylko czy się doręczy, ale jak się doręczy, gdzie i komu. Chciałbym też wiedzieć czy tak samo przeszkoleni będą wszyscy podejmujący pracę doręczycieli, zarówno ci pracujący bezpośrednio na rzecz firmy jak i ci zatrudniani przez jej partnerów, agentów i podwykonawców. Bo niestety jeżeli doręczenia będą wykonywać pracownicy na umowach zlecenia, wynagradzani tylko za skuteczne doręczenia to będzie to rodziło pokusę by doręczać komukolwiek kto podpisze, aby tylko otrzymać wynagrodzenie. Mnie zaś w żaden sposób nie urządza to, że jak to się wyda, to doręczyciel będzie ukarany. Jeśli się okaże, że prowadziłem rozprawę w błędnym przekonaniu, że doręczenie było skuteczne, bo przesyłkę pokwitował dajmy na to sąsiad, albo małoletnie dziecko, to problem będzie miał nie doręczyciel, tylko ja.

Podobne pytanie dotyczy także owych kioskarzy, sklepikarzy i innych uszczęśliwionych obowiązkiem wydawania awizowanych przesyłek sądowych. Czy zdołano ich wszystkich przeszkolić odnośnie tego komu można wydać przesyłkę sądową, aby doręczenie było skuteczne? Czy wszyscy wiedzą kim jest prokurent, i jak ustalić, czy onym dana osoba jest? Czy znają zasady wydawania przesyłek pełnomocnikom adresata? Błąd na tym etapie czyni doręczenie nieskutecznym, i ponownie może rodzić problemy. A to jeszcze nie koniec. Bo czy rzeczywiście wszyscy ci "agenci", czy może jak drzewiej to nazywano "ajenci", są osobami na tyle godnymi zaufania, by móc powierzyć im przesyłki sądowe? Czy mamy pewność, że będą oni przykładać należytą wagę do tych przesyłek, stanowiących tylko uboczny - i uciążliwy dodatek do działalności? Inne pytanie jest takie, czy wprowadzono jakikolwiek mechanizm który zapobiegałby powierzaniu przesyłek osobom zainteresowanym w sprawie. Czy sprawdzano czy przypadkiem dany kioskarz czy wiejski sklepikarz nie pozostaje w aktywnym zainteresowaniu sądu karnego czy prokuratury? Bo jeżeli nie, to może się okazać, że  świadek, albo co gorsza pokrzywdzony w sprawie karnej będzie musiał odbierać wezwania na rozprawę w sklepie oskarżonego.

Powierzenie doręczania korespondencji takim przypadkowym placówkom prowokuje także do pytania, jaką mamy gwarancję, że owe kioski, sklepy, cukiernie itp będą czynne w stałych godzinach przez cały okres, w którym możliwe będzie podjęcie przesyłki. A co jeśli dany kioskarz postanowi w danym dniu zamknąć kiosk wcześniej, choćby z bardzo uzasadnionej przyczyny? Cóż zrobi wtedy adresat, któremu właśnie upływa ostatni dzień terminu? A co jeśli kioskarz postanowi zrobić sobie wolne, albo - odpukać - złamie nogę i nie będzie mógł prowadzić kiosku?. Jak adresaci odbiorą wtedy przesyłki? I nie, prawo nie przewiduje możliwości przedłużenia w związku z tym okresu awizowania Skutek w postaci doręczenia przesyłki dwukrotnie awizowanej następuje wraz z upływem siódmego dnia od drugiego awizowania, i to niezależnie od tego czy kiosk był wtedy czynny, czy nie.

I tu dochodzimy do ostatniej kwestii, to jest do tego, czy przypadkiem nie należy ponownie rozważyć kwestii, czy przesyłki których nadejście dwukrotnie awizowano winny być traktowane jak doręczone. Taki skutek nie wynika wprost z przepisu art 139 kpc, przyjęto go w drodze orzecznictwa, poprzez analogię z uregulowaniami dotyczącymi składania oświadczeń woli. Istotne znaczenie miało przy tym to, że oświadczenia poczty o fakcie dokonania awizowania miały charakter urzędowy (opatrywano je datownikami poczty) w związku z czym korzystały one z domniemania prawdziwości. Inaczej mówiąc sąd miał prawo przyjąć, że przesyłkę faktycznie awizowano w określonych datach, więc adresat mógł ją odebrać i zapoznać się z jej treścią, co w świetle przepisów o oświadczeniach woli jest równoznaczne z doręczeniem. Ale teraz nie będzie już urzędowego zaświadczenia o fakcie dokonania awizacji. Będzie oświadczenie prywatnej firmy, mające wyłącznie moc dokumentu prywatnego. Krajowa Izba Odwoławcza zwolniła bowiem operatora pocztowego doręczającego przesyłki sądowe z obowiązku posiadania uprawnień do wystawiania potwierdzeń z mocą dokumentu urzędowego. Czy więc na podstawie prywatnych oświadczeń o awizowaniu można uznawać awizowane przesyłki za doręczone? No cóż... na to pytanie być może odpowie kiedyś Sąd Najwyższy. A ja na razie będę się dokładnie przypatrywał... w nadziei, że nie spełnią się proroctwa, że za pół roku wszystkie przesyłki sądowe będą musiały w trybie alarmowym wrócić na pocztę, bo okaże się, że nowy, lepszy, bo prywatny operator porwał się z motyką na słońce.