sobota, 12 października 2013

Tonący brzydko się chwyta


8 października 2013 r. opublikowane zostało uzasadnienie do orzeczenia Sądu Najwyższego z dnia 17 lipca 2013 r. (sygn. akt III CZP 46/13). Efekt przypominał wybuch bomby atomowej, bo okazało się, że Sąd Najwyższy zakwestionował skuteczność wszystkich decyzji o przeniesieniu sędziów z sądów ze zlikwidowanych w trakcie ostatniej "reformy" do sądów, które je przejęły. Orzekł bowiem, że takie decyzje muszą być podpisane osobiście przez Ministra Sprawiedliwości, podczas gdy wszystkie zostały podpisane w jego zastępstwie przez podsekretarzy stanu. A to oznacza, że wszystkie wyroki wydane od początku roku przez sędziów orzekających w wydziałach zamiejscowych utworzonych w miejsce zlikwidowanych sądów mogą zostać uznane za nieważne, a procesy, które się w nich toczyły mogą wymagać powtórzenia. Pięciuset sędziów, dziesiątki, albo i setki tysięcy spraw i tyle samo zainteresowanych obywateli, którzy nie mogą być pewni, czy wyroki i postanowienia jakie wydano w ich sprawach są w ogóle ważne. A to wszystko dlatego, że minister zamiast osobiście podpisać decyzje kazał to zrobić swoim podwładnym.
 
Gdy wydało się, że zaniedbania urzędników Ministerstwa Sprawiedliwości doprowadziły do potencjalnej zapaści sądownictwa przystąpiono do działań mających na celu ochronę tylnych części ciała osób najbardziej winnych całego zamieszania. Zaczęto od ogłoszenia, że to jest tylko uchwała w konkretnej, jednostkowej sprawie, i ona nie wiąże innych sądów. Prawda. Nie wiąże. Sędziowie mają prawo orzekać inaczej niż orzekł Sąd Najwyższy, bo to jest element niezawisłości przy orzekaniu. Czasy wydawanych przez Sąd Najwyższy wiążących wytycznych dla wymiaru sprawiedliwości i praktyki sądowej  zaliczane są do czasów słusznie minionych. Jednakże bagatelizowanie z tego powodu uchwały składu 7 sędziów Sądu Najwyższego jest po prostu nieprzyzwoite, bo zakłada, że sądy orzekające w podobnych sprawach (a "podobne" są tu wszystkie sprawy wszystkich sędziów ze zlikwidowanych sądów, w których orzekali oni od początku 2013 r.) gremialnie zignorują stanowisko Sądu Najwyższego i argumenty zawarte w jego uzasadnieniu i uznają, że przeniesienie podpisane przez podsekretarza jest ważne. Choć można zrozumieć skąd wzięło się to przekonanie...zgodnie z medialnymi zapowiedziami do sądów poszły z Ministerstwa faksy zawierające podobno stwierdzenie, iż zdaniem Ministerstwa nic się nie stało i żądające udzielenia informacji, czy sędziowie przeniesieni przez podsekretarzy wstrzymują się od orzekania. I oczywiście nie stanowi to próby nacisku, w żadnym wypadku, chodzi tu tylko o uzyskanie obiektywnych informacji.

Oprócz bagatelizowania orzeczenia (połączonego z sugestiami, że sędziowie także powinni je zbagatelizować) przystąpiono także do ataku na Sąd Najwyższy. W anonimowym oświadczeniu na stronie internetowej Ministerstwa napisano, że Minister powierzając podpisanie dokumentów pomniejszym urzędnikom działał zgodnie z wcześniejszym orzeczeniem Sądu Najwyższego, w którym uznano to za dopuszczalne, więc Sąd Najwyższy teraz zaprzecza samemu sobie. To samo stwierdzenie zresztą pojawiło się też w oficjalnych wypowiedziach najbardziej zainteresowanych udowodnieniem, że nic się nie stało. Tyle tylko, że twierdzenie, że Sąd Najwyższy mówił wcześniej coś innego odrobinę mija się z rzeczywistością, bo Sąd Najwyższy nigdy wcześniej nie wypowiadał się co do tego, czy decyzję o przeniesieniu sędziego po likwidacji sądu może wydać podsekretarz stanu. Orzeczenie z 2007 r. na które  Ministerstwo się powołuje dotyczyło zupełnie innej kwestii - delegowania sędziego, za jego zgodą, do orzekania tymczasowo w innym sądzie.

Pozornie chodzi o to samo, i takie wrażenie chcą usilnie zbudować ministerialni propagandziści. Wystarczy jednakże przeczytać uzasadnienie tego orzeczenia, by zobaczyć, że jest inaczej. Sąd Najwyższy orzekał wtedy w sprawie innej wpadki Ministerstwa, która polegała na tym, iż decyzje o tymczasowym delegowaniu sędziów do orzekania w innym sądzie podpisywał nie minister, tylko podsekretarz stanu. Sprawa była gardłowa, bo uznanie, że nie miał on prawa tego robić oznaczałoby konieczność powtórzenia tysięcy procesów. Sąd Najwyższy zebrał się wtedy w pełnym składzie, by poszukać rozwiązania, które pozwoli uniknąć katastrofy. I znalazł je, stwierdzając, że skoro delegowanie następuje zgodnie z wolą samego sędziego, to minister w tym przypadku nie wykonuje nad sędzią żadnej władzy i nawet nie wydaje żadnej decyzji. Jego czynności mają charakter techniczny - sporządzenie dokumentów potwierdzających, że sędzia ma chęć orzekać gdzie indziej, a takie papiery może podpisać także pomniejszy urzędnik w ministerstwie. Naciągane? Oczywiście. I tak samo uważało ponad dwudziestu sędziów Sądu Najwyższego, którzy od tego orzeczenia złożyli zdania odrębne, stwierdzając, iż decyzje dotyczące statusu sędziego może podejmować tylko osobiście minister, a nie podlegli mu urzędnicy. Większość jednakże stanęła na stanowisku, że ważniejsze jest zachowanie stabilności systemu, niż rygorystyczne przestrzeganie ustrojowych praw sędziów. I najwidoczniej to był poważny błąd, bo władza polityczna potraktowała to jako przyzwolenie na swe działania.

Wracając do "argumentów" podnoszonych przez Ministerstwo wyraźnie widać, że jeśli weźmiemy pod uwagę to, co naprawdę orzekł Sąd Najwyższy w 2007 r. to jasnym się staje, że ostatnie orzeczenie Sądu Najwyższego nie tylko nie idzie pod prąd stanowisku zawartemu w orzeczeniu a 2007 r. ale wręcz wprost je potwierdza. Wtedy Sąd Najwyższy orzekł, że pismo delegujące sędziego może być podpisane przez podsekretarza, bo nie wiąże się to z wykonywaniem władzy nad sędzią. Decyzję o zmianie miejsca orzekania podejmuje bowiem sam sędzia, a ministerstwo wykonuje tylko techniczną czynność potwierdzenia tego faktu. Teraz orzekł, że decyzję o przeniesieniu sędziego bez jego zgody do innego sądu musi podpisać osobiście minister, bo to jest decyzja władcza podejmowana bez zgody, a nawet wbrew woli sędziego. Gdzie tu obrońcy działań Ministerstwa dostrzegają rozbieżności, czy zmianę stanowiska Sądu Najwyższego... to chyba tylko oni sami wiedzą. Zwłaszcza, że Sąd Najwyższy w uzasadnieniu do lipcowego  orzeczenia wyraźnie odnosi się do tego z 2007 r. wyjaśniając dlaczego zawartych tam rozważań nie można odnosić do decyzji o przeniesieniu sędziego. Oczywiście w stanowiskach obrońców koncepcji Ministerstwa brak jest jakiegokolwiek odniesienia do argumentacji przestawionej przez SN...

Orzeczenie z 2007 r. i jego uzasadnienie było ostrzeżeniem dla Ministerstwa - tym razem stanęliśmy na rzęsach, żeby nie dopuścić do katastrofy, ale na przyszłość pamiętajcie, że sędziowie to nie podwładni ministra, a sądy nie są komórkami organizacyjnymi resortu. Jakiekolwiek decyzje dotyczące statusu sędziów, które wiążą się z korzystaniem przez ministra z uprawnień władczych wobec sędziów muszą być podejmowane osobiście przez niego, i nie może on powierzać ich podwładnym. Niestety ostrzeżenie wyraźnie nie dotarło do adresata i teraz mamy tego konsekwencje. To, co bardzo niepokoi, to to, że problem najwyraźniej dostrzegają tylko sędziowie. Powstałe po reformie Gowina wydziały zamiejscowe już przerwały pracę, bo nie ma w nich nikogo, kto byłby uprawniony do orzekania w nich, ale Ministerstwo udaje, że nic się nie stało, ewentualnie, że nie rozumie o co chodzi. Milczą też media, nikt nie podchwycił tematu, a jeśli już to niewiele z tego zrozumiał. Bezkrytycznie powtarzane są ministerialne bajki o rozbieżności w orzecznictwie Sądu Najwyższego, nikt też nie zapytał w jakim trybie Trybunał Konstytucyjny na wniosek Ministerstwa miałby orzec o niekonstytucyjności wykładni prawa przedstawionej przez Sąd Najwyższy. Jakoś bez echa przeszedł dowcip pana ministra, że zwróci się do Sądu Najwyższego o wykładnię orzeczenia wobec "rozbieżności" z poprzednim orzeczeniem. Nikt nie wyraża oburzenia w związku z naciskami ze strony ministerstwa, żeby sędziowie nie stosowali się do stanowiska Sądu Najwyższego i orzekali chociaż wiedzą, że nie mają prawa. Cisza. Nie ma sprawy. Niedługo pewnie usłyszymy, że ci sędziowie, co nie chcą orzekać to lenie, a ci, którzy uchylają orzeczenia wydane przez niewłaściwie przeniesionych sędziów działają niezgodnie z prawem i w ogóle działają na szkodę obywateli, bo to w końcu żadna różnica, czy kwity podpisał minister czy podsekretarz. Racja. Przecież nie ma też różnicy, czy ustawę podpisał prezydent czy podsekretarz stanu w kancelarii prezydenta...

43 komentarze:

  1. Stanowisko MS w skrócie:

    Nic się nie staałoo, Polacy, nic się nie staałoo...

    OdpowiedzUsuń
  2. W zeszłym tygodniu sędzia orzekający w jednym z wydziałów zamiejscowych poinformował strony, że jego decyzję podpisał minister.
    Skąd informacja, że wszystkie podpisali podsekretarze?
    Tak tylko pytam, wcale nie chodzi o skarżenie orzeczenia. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. To byłby pierwszy, któremu decyzję podpisał Minister Sprawiedliwości. Gdzie są takie cuda ?

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie piszcie takich bajek, bo w wywiadzie w TV Polsat sam były MS stwierdził, że to, że osobiście nie podpisał decyzji o przeniesieniu sędziów, to miał być taki ukłon w stronę sędziów. Dlatego właśnie polecił podpisać... sędziom. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby zostały podpisane przez sędziów to by nie było problemu. Ale podpisali je urzędnicy o nieporównywalnie niższej niż sędziowie pozycji ustrojowej (vide orzeczenie SN)

      Usuń
  5. Sędziowie w MS przestają być sędziami a stają się urzędnikami, dlatego nie mogą w czasie delegacji orzekać. to już dość dawno zostało wyjaśnione i nie jest kwestionowane przez nikogo.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czy ktoś orientuje się tak 'pi razy drzwi' jaka część sędziów wydz. zam. nie dało się ministerialnemu uniesieniu i uczyniło to, co uczynić musiało - zaprzestało orzekania, a jaka część się przestraszyła?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W okręgu wrocławskim, ZTCW, orzekał 1/3 zlikwidowane sądy. Ciekawe jak w innych częściach naszej bananowej republiki.

      Usuń
  7. Przydałoby się zamieszczać te artykułu na facebooku, aby jak największe grono ludzi to przeczytało.

    OdpowiedzUsuń
  8. Kopiujcie, linkujcie, wykopujcie, przesyłajcie, róbcie co chcecie. Im więcej tym lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  9. A u nas doszli do wniosku, że uchwała dotyczy wszystkich przeniesień. Także tych, kiedy sędzia przeprowadza się z Pcimia Dolnego do Pcimia Górnego i zmienia sąd. Albo tych gdzie likwiduje się duży SR w Pcimiu i powołuje kilka mniejszych. Znam kilka osób, które uświadomiły sobie, że być może wszystkie ich wyroki wydane od 8 lat są nieważne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgodnie z powyższym czy sędziowie z Sądu Rejonowego w Lublinie po podziale go na dwa sądy przeniesieni do Sądu Rejonowego Lublin Zachód w Lublinie i Sądu Rejonowego Lublin-Wschód w Lublinie z siedzibą w Świdniku(to nie żart taka jest nazwa i siedziba tego sądu) też powinni powstrzymać się od orzekania?

      Usuń
    2. Proponuję pod rozwagę oświadczenie Prezesa Iustitia w tej sprawie i bardzo rozsądną wykładnię art. 180 ust. 2 KonstRP "do innej siedziby".

      Usuń
    3. Przeczytałem to stanowisko ale w nim pominięto przypadek Lublina. Sąd z siedzibą w Lublinie i sąd z siedzibą w Świdniku to chyba nie te same siedziby sądu po podziale Sądu Rejonowego w Lublinie i miejsca służbowe w dwóch ròżnych miastach?Przecież miasto Lublin i miasto Świdnik to nie to samo miasto?.

      Usuń
  10. Bałagan i Biurokracja i Bezmyślność.. Nie wróży nic dobrego. Umiejętność analizowania i oceny wszystkich możliwych skutków jakie przynosi polityczna decyzja jest już chyba niemożliwa do osiągnięcia. A obawiam się , że może być jeszcze gorzej..

    OdpowiedzUsuń
  11. Spokojnie, o co ten hałas. KRS ma już rozwiązanie. Obecny minister machnie swój podpis z datą wsteczną na każdym przeniesieniu i gra muzyka! Sam sędzia Sawiński tak stwierdził. Żadnych problemów,jaka zapaść sądownictw? Nie ma takich błędów, których nie dałoby się naprawić. To w końcu tylko podpisy na papierze, no nie?

    OdpowiedzUsuń
  12. Odnosząc się do ostatniego akapitu, donoszę że przez ostatnie dwa dni zdążyłam to już kilka razy usłyszeć. A nie jestem jedną z tych, które mają jakiekolwiek podstawy, by wstrzymywać się od orzekania. Nie wydaje mi się, aby było dobre wyjście z tej sytuacji, tj. takie które nie ściągnie na sądy nienawiści ze strony szarego człowieka, który ma gdzieś to, kto podpisał jakiś papier, a chciałby szybko i sprawnie uzyskać wyrok w swojej sprawie (o sprawach karnych nawet nie myślę, bo włos mi się na głowie jeży). Dobre wyjście powinno bowiem też stanowić jednoznaczny sygnał, że w swoich konsekwentnych działaniach zmierzających do zdeprecjonowania roli i miejsca sędziów i sądów, Ministerstwo napotkało oto na poważną przeszkodę.
    I chciałabym jeszcze zwrócić uwagę na to, że treść wyroku była znana od 17 lipca. Komu w Ministerstwie szkodziło, by - znając wszak poprzednie orzeczenie SN z 2007r., które można interpretować tylko w jeden sposób i które, jak słusznie napisał Falkenstein jest w pełni spójne z tym, które pojawiło się teraz - dać nowemu ministrowi do podpisu decyzje dotyczące wszystkich sędziów nowych wydziałów zamiejscowych? Od dawna wiedziałam, że wyroki szeregowych sądów są dla MS niczym, ale ujawnienie faktu, że mają gdzieś także Sąd Najwyższy napawa mnie grozą.
    Aha. Grozą napawa mnie też to, że już widzę iż w tej sprawie nie ma co liczyć na jednolite stanowisko wszystkich sędziów.

    OdpowiedzUsuń
  13. Podobny problem jak z Lublinem, dotyczyć może i już dotyczy sędziów w Poznaniu czy w Szczecinie. Kiedy znoszono sądy i powoływano sędziów na nowe stanowiska również nie nastąpiło to na podstawie decyzji Ministra Sprawiedliwości.Aby ratować Państwo od zapaści konieczna jest akcja KRS,Prezydenta i Premiera.Nie mogą to być jednak rozwiązania w stylu najgorszym z możliwych w postaci "antydatowania" bądź szantażowania sędziów i zmuszania ich do orzekania, wbrew obowiązującym zasadom prawa.Musi się znaleźć polityczne rozwiązanie.Ale skoro ludzie nieodpowiedzialni odkręcali wszystkie śruby mocujące koło, to tych śrub nie można wbijać na powrót młotkiem.
    Bo auto ulegnie zniszczeniu, a nie tylko odpadnie koło.

    OdpowiedzUsuń
  14. Co z sędziami przeniesionymi za ich zgodą, na ich wniosek z jednego sądu do drugiego, gdy decyzję o przeniesieniu podpisał sekretarz/podsekretarz stanu? Czy Taka decyzja jest również nieważna? Wydaje się, że tak. Art. 75 usp regulujący przeniesienie sędziego do innego sądu decyzją ministra nie daje podstaw, aby te dwie sytuacje (przeniesienie za zgodą i przeniesienie bez zgody) w jakikolwiek sposób różnicować. W oby przypadkach decyzję ma podpisać MS. Tak, czy nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie ... zdałem sobie sprawę, że od 1 roku i 1 miesiąca nie mam prawa do orzekania

      Usuń
  15. To może sędzia mógłby upoważnić swojego asystenta do podpisywania postanowień. To też w końcu tylko podpis....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A do nakazów to w ogóle kogoś z sekretariatu, przecież podpis to tylko czynność techniczna.

      Usuń
  16. No i zrobił się ambaras: http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/sedziowie-odstepuja-od-orzekania-po-reorganizacji-gowina,363272.html

    OdpowiedzUsuń
  17. Konkluzja: wszystko przez to że byłemu już ministrowi nie chciało się rączki męczyć.

    OdpowiedzUsuń
  18. http://gowin.salon24.pl/541260,sedziowie-nie-bojcie-sie-reform

    Minister Gowin wyjaśnia. Głowa mała.

    OdpowiedzUsuń
  19. Jakbym Ziobrę słyszał. Coś jest nie tak z kształceniem krakowskiej inteligencji.
    Chyba, że przemawia przez niego czysty cynizm.

    OdpowiedzUsuń
  20. Wypostowałam na fb. Dziękuję za wpis.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ha! Zaliczyłam właśnie pierwszą uchyłkę gowinowską. W dodatku wcale się nie prosiłam, akurat apelacja była i tak się sąd przed orkiestrę wybił. ...rwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też dzisiaj idę do SO z obawą uchyłki. Zaczyna się.. :]

      Usuń
    2. czy SO występuje o przedstawienie "aktu przeniesienia" czy też może figuruje on z urzędu w aktach Waszych spraw, albo też SO jako okoliczność notoryjną traktuje przeniesienie wszystkich sędziów z wydziałów zamiejscowych przez podsekretarza?

      Usuń
    3. U mnie potraktowali jako fakt notoryjny i oczywistą oczywistość.

      Usuń
  22. niestety w tej sprawie wygląda na to, że nikomu nie chodzi o zaradzenie powstałej sytuacji. MS popełniło błąd - co z uwagi na rzekomo wykwalifikowanych urzędników (wszak sędziów) nie powinno mieć miejsca, z drugiej strony SN ... powtarza się atmosfera gdy powstał problem asesorów, delegacji. niestety nie widzę, aby komukolwiek chodziło o rozwiązanie problemu. czy podpis sekretarza/podsekretarza stanu, a nie ministra narusza niezawisłość sędziowską - formalnie tak, a materialnie ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od SN to mi wara. Czy zadaniem SN jest zaradzenie zaistniałej sytuacji? Chce MS wykonywać administrację nad sadownictwem to niech wykonuje. Zadaniem SN - jak i każdego sądu - jest tylko i wyłącznie sprawowanie wymiaru sprawiedliwości. I to SN uchwałą niniejszą uczynił.

      Usuń
    2. "Zaradzenie powstałej sytuacji" w wykonaniu SN naruszałoby trójpodział władz.
      Przecież w naszym ustroju to jest domena władzy wykonawczej. Nikt ministrowi nie kazał tak gwałtownie likwidować sądów - mógł poczekać chociażby ze dwa lata z wejściem w zycie rozporządzenia. Wówczas i odwołania zostałyby rozpatrzone i ewentualnie poprawione i procedury prześwietlone.

      Usuń
    3. z notki nie wynika dostatecznie jasno istota uchwały SN III CZP 46/13. a sprowadza się ona do tego, że SN po raz kolejny (i urzędnicy/sędziowie MS powinni o tym pamiętać), potwierdził swoje stanowisko, że "decyzja" Ministra z art. 75 par. 3 u.s.p. nie jest decyzją administracyjną, a swoistym wykonywaniem władzy sądowniczej (mocno teoretyczna konstrukcja, choć najprawdopodobniej słuszna - a z pewnością utrwalona w judykatach SN). z racji tego takiej "decyzji" nie może podpisać sekretarz/podsekretarz stanu art. 37 ust. 1 i 5 u.o.RM. (SN stoi na stanowisku, iż przepisy te dotyczą wyłącznie wykonywania władzy wykonawczej).

      uzasadnienie jest dość symptomatyczne, zaczyna się od tego, że art. 20 pkt 1 u.s.p. i art. 75 par. 3 u.s.p. są niekonstytucyjne. choć akurat TK ma w tej kwestii inne zdanie - czyja jest racji, ocenić trudno. niewątpliwie jest to kwestia sporna, a skoro tak to podejmowanie rozstrzygnięcia w oparciu o taki pogląd powinno następować ze szczególnie wnikliwą oceną jego skutków. wydaje się, że rola SN jest szersza, a i zdrowy rozsądek nakazuje, rozsądne zachowania. "reforma" co potwierdził TK Konstytucji nie naruszała.

      słowo "wara" nie pasuje mi do kulturalnej wymiany poglądów, ale wyczuwam emocje nie do końca dla mnie zrozumiałe.

      Usuń
  23. TK to osoby z politycznego nadania i coraz bardziej to widać, zaś SN to jednak doświadczeni Sędziowie, w związku z tym moja osobista wiara w ich mądrość jest większa, niż w mądrość TK- oj znamy kilka takich kwiatków, że strach.
    Poziom merytoryczny Sędziów w MS jest coraz bardziej żenujący i to się daje zauważyć!!! Do tego niektórzy bardzo chcą się przypodobać, że każdą durnotę uzasadnią!
    SN w 2007r. dał MS wyraźny sygnał, ale niestety nie zrozumiano.
    Niezależny od władzy wykonawczej sąd, w tym SN, to dobro znacznej wartości, więc proszę na niego nie pluć w imię ratowania niesłusznej sprawy!!!

    OdpowiedzUsuń
  24. Witam,
    Zgadzam się z wyrokiem SN, ale uważam, że orzeczenie, jak każde może być krytykowane. Nie zauważyłem aby ktokolwiek z osób wypowiadających się "pluł" na SN. Do "plucia" bardziej przystaje twierdzenie, że sędziowie TK to osoby z "politycznego nadania". Jestem zaskoczony taką zajadłością.
    Co do uchylania wyroków. Jeśli dobrze pamiętam, to onegdaj SN stwierdził, że sąd odwoławczy nie ma obowiązku z urzędu badać, czy sędzia orzekający w pierwszej instancji miał aktualną delegację. Zatem to strony powinny tę okoliczność wykazać. Nie rozumiem więc uchyłek na zasadzie "notoryjności". Rozumiem rozgoryczenie sędziów i chęć "dokopania" ministrowi, ale nie można zapominać, że wyroki dotyczą bardzo istotnych dla życia ludzi kwestii. W sytuacji, w której strona na tę okoliczność się nie powołuje, przekreślenie całego postępowania w pierwszej instancji może okazać się szkodliwe dla strony. "Mszcząc się" na ministerstwie, krzywdzi się obywateli. Jak zwykle cygan zawinił a kowala powiesili.

    Pozdrawiam serdecznie
    Jan

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S. poprawka - oczywiście nie wyrokiem ale uchwałą.

      Usuń
    2. Szanowny Panie!
      W komentarzu nie ma żadnej "zajadłości", jest natomiast dojmujący smutek. W zakresie powoływania sędziów TK, proponuję zajrzeć do ustawy, a potem prześledzić wyłącznie karierę zawodową obecnych sędziów TK.
      A jeżeli tak wszystkim jest zupełnie obojętne, czy osoba sądząca daną sprawę ma prawidłowe umocowanie, czy też nie, to proponuję może zwracać się o orzeczenie do dowolnie wybranego urzędu.
      Sąd pewne zasady państwa prawa i kto, jak kto, ale MS powinno ich przestrzegać. Zaś w zachowaniu Sędziów proszę się nie dopatrywać chęci "mszczenia" się, bo świadczy to o pewnym niezrozumieniu istoty problemu.

      Usuń
  25. SN zmienia pogląd. Bo co skład, to inna opinia:

    Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 15 października 2013 r.

    III KK 280/13
    To, że w składzie orzekającym zasiadał sędzia, którego decyzji o przeniesieniu do innego sądu nie podpisał osobiście minister sprawiedliwości, nie stanowi podstawy uchylenia wyroku.

    Asystentka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Atam zmienia. To wyrok trójki wydany po to, żeby była rozbieżność i można było przedstawić całej izbie. Bo argumentacji żadnej w jego uzasadnieniu za taką opinią nie ma.

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.