Obsługiwane przez usługę Blogger.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sprzeciw. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sprzeciw. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 marca 2013

Nieszczęsne upominawcze


Przy okazji niedawnego medialnego polowania na e-sąd poświęciłem trochę uwagi i czasu na rozmyślania... i doszedłem do wniosku, że w tej całej dyskusji, nagonce, zapowiedziach reform i pracach nad usprawnieniem zapomniano o jednej istotnej rzeczy. A w zasadzie to minięto się z samym fundamentem problemu, przez co szanse na to, że nowo powstały budynek będzie stał prosto są raczej mizerne. Przez ten cały czas nikt (włącznie ze mną) nie zastanowił się co to w ogóle jest to postępowanie upominawcze. Na czym ono polega? Czemu służy? Jaki efekt ma za zadanie osiągnąć? Jeżeli zaś nie wiemy jak coś powinno działać, to jak możemy to naprawiać? Czy naprawdę nikt nie dostrzegł dotąd tej prostej zależności? Najwyraźniej nie, i ten błąd należy naprawić jak najszybciej... Zobaczmy więc jak to ten fundament wygląda...

Z wypowiedzi jakie pojawiały się w mediach odnośnie postępowania upominawczego (i tego w e-sądzie i tego zwykłego) można by wnioskować, że całe to postępowanie upominawcze, to jakiś rodzaj doraźnego sądu orzekającego o obowiązku zapłaty, bez rozprawy i powiadomienia pozwanego, wyłącznie na podstawie tego, co powie powód. I temu właśnie założeniu podporządkowane są wszystkie pomysły "reformatorskie", nakierowane na ograniczenie możliwości dochodzenia w tym trybie roszczeń przedawnionych i wątpliwych. Ale czy na pewno? Czy nakaz zapłaty faktycznie jest orzeczeniem stwierdzającym istnienie długu? No nie do końca. W nakazie sąd daje pozwanemu wybór - każe mu zapłacić, albo wnieść sprzeciw.  Połączmy to z zasadą, że sąd w postępowaniu upominawczym nie prowadzi postępowania dowodowego, nie bada, czy te pieniądze się powodowi faktycznie należą, i poprzez rozważania nad kodeksową nazwą tego postępowania dojdziemy do oczywistego wniosku. Do wniosku, że nakaz zapłaty, to po prostu urzędowe wezwanie do zapłaty. Sposób na upomnienie się przez wierzyciela o pieniądze, który ma tę przewagę nad zwykłym "przedsądowym" wezwaniem do zapłaty, że dłużnik nie może go bezkarnie zignorować. W ciągu dwóch tygodni od jego doręczenia musi się on jednoznacznie się opowiedzieć, czy uznaje żądanie za zasadne (i uczciwie płaci dług) czy też go nie uznaje i zgłasza jakieś zarzuty. Trzeciego wyjścia nie ma, nie ma też możliwości unikania odpowiedzi, bo milczenie oznacza zgodę.

Na taki charakter nakazu zapłaty wskazuje także to, co zgodnie z przepisami następuje po owych dwóch tygodniach, jakie pozwanemu dano do namysłu. Otóż jeżeli pozwany zgłasza sprzeciw, i wdaje się w ten sposób w spór to nakaz traci moc, jest uważany za niebyły, a sprawa zostaje skierowana do rozpoznania przez sąd. Tam powód, jeżeli chce uzyskać korzystne dla siebie rozstrzygnięcie musi przedstawić dowody, które podlegają ocenie sądu. Z punktu widzenia procedury nakaz zapłaty jest zatem skierowanym do pozwanego pytaniem, czy zaprzecza on prawdziwości faktów podanych przez powoda, i czy w związku z tym żąda by powód je udowodnił. Udzielenie odpowiedzi przeczącej na te pytania (albo nie udzielenie żadnej odpowiedzi) jest zatem równoznaczne z oświadczeniem, że pozwany zrzeka się swego prawa do zbadania przez sąd, czy żądanie powoda jest zasadne. Nakaz zapłaty, od którego nie wniesiono sprzeciwu, stanowi bowiem podstawę prowadzenia egzekucji komorniczej na równi z wyrokiem sądu wydanym po przeprowadzeniu rozprawy i zbadaniu dowodów.

Na pierwszy rzut oka rozwiązanie to wydaje się proste, jasne i logiczne, a w połączeniu z możliwościami jakie daje e-sąd pozwalające na sprawne rozwiązywanie problemów z dłużnikami, którzy myślą, że jak nie zapłacą, to nikt nie zauważy. Jednocześnie odciąża ono sądy od rozstrzygania spraw, w których nie ma sporu, a tylko upór. Pozwanych stawia się przed prostym wyborem - po otrzymaniu nakazu zapłaty mogą oni wnieść sprzeciw, albo nie robić nic, wiedząc, że milczenie będzie równoznaczne z uznaniem żądania powoda za zasadne. Dostają szansę na skorzystanie z prawa do zbadania sprawy przez sąd, a jeżeli z tego rezygnują to ich decyzja i ich wolna wola. Dlaczego więc jest tak źle skoro jest tak dobrze? Skąd te wszystkie problemy i zastrzeżenia co do funkcjonowania postępowania upominawczego, zarówno elektronicznego, jak i zwykłego? Ano diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. A w zasadzie w jednym - w doręczaniu nakazu.

Cała konstrukcja postępowania upominawczego opiera się na daniu pozwanemu możliwości podjęcia decyzji co do tego, czy zgadza się z żądaniem powoda czy nie. Otrzymał nakaz, odpis pozwu, pouczenie, miał możliwość wniesienia sprzeciwu, znał konsekwencje jego nie wniesienia. Miał prawo zażądać zbadania sprawy przez sąd, ale jeśli tego nie zrobił to najwidoczniej taka była jego wola. Ewentualne pretensje może mieć tylko do siebie. To jasne i oczywiste. O ile pozwany faktycznie do rąk własnych otrzymał nakaz i mógł się z nim zapoznać. Jeżeli bowiem tenże nakaz został mu doręczony "zastępczo"  przez podwójne awizo to cała argumentacja upada.  Jeżeli bowiem pozwany nie otrzymał faktycznie nakazu, to jak możemy mówić, że nie sprzeciwił się żądaniu? Jak możemy mówić, że pozwany zdecydował nie wdawać się w spór?  Jak możemy twierdzić, że zrzekł się prawa do zbadania sprawy przez sąd? Gdzie jest ten element jego wolnej woli, i skorzystania przez niego z prawa do zwolnienia powoda z obowiązku udowodnienia roszczenia? Ano nie ma. Nie ma ani woli, ani decyzji, ani choćby i dorozumianej zgody pozwanego na uwzględnienie roszczenia powoda pomimo nie przedstawienia przez niego jakichkolwiek dowodów. Jest tylko jednostronne żądanie powoda, które bez jakiejkolwiek kontroli ze strony sądu i w tajemnicy przed pozwanym zmienia się w prawomocne orzeczenie zasądzające należność...

Niestety, trzeba powiedzieć wyraźnie, że warunkiem prawidłowego funkcjonowania postępowania upominawczego, w zgodzie z jego założeniami, i poszanowaniem słusznych praw pozwanych jest doręczanie nakazów bezpośrednio do rąk pozwanego. Tak, by mógł on faktycznie podjąć decyzję, czy chce ten nakaz zaskarżyć, czy nie. Tylko wtedy będzie można powiedzieć, że pozwany nie sprzeciwił się żądaniu, w związku z czym nie ma potrzeby badania dowodów i można od razu wydać tytuł wykonawczy uprawniający do prowadzenia egzekucji kwoty, której powód zażądał. Każde inne rozwiązanie, każda forma doręczenia zastępczego będzie równoznaczne z wydaniem orzeczenia zasądzającego bez zbadania dowodów i bez wysłuchania drugiej strony, w dodatku w tajemnicy przed nią. A to trudno uznać za dopuszczalne w demokratycznym kraju...

Tak więc, panie posłanki i panowie posłowie, wóz albo przewóz. Albo wydajemy nakazy bez badania dowodów, ale warunkiem ich uprawomocnienia jest faktyczne doręczenie nakazu do rąk własnych pozwanego, albo dopuszczamy doręczenie przez awizo, ale warunkiem wydania nakazu jest przedstawienie wraz z pozwem wiarygodnych dowodów potwierdzających, że żądana kwota faktycznie powodowi się należy. Trzeciego wyjścia nie ma. Decydujcie.

sobota, 23 lutego 2013

Dług, czyli co?


Pewnego razu dostałem do rozpoznania sprawę, w której wniesiony został sprzeciw od nakazu zapłaty. Była to jedna z tych seryjnych spraw toczących się z powództwa któregoś z funduszy sekurytyzacyjnych, czyli czegoś w rodzaju nowego wcielenia firm windykacyjnych. Sam pozew był standardowy - firma kupiła pakiet długów od któregoś z operatorów komórkowych, wśród nich był także dług tego konkretnego człowieka, więc domaga się teraz zasądzenia kwoty 1.382,76 zł wraz z dalszymi odsetkami od daty wniesienia pozwu do dnia zapłaty. W zasadzie nic ciekawego. Zwykle w takich sprawach sprzeciw ogranicza się do zarzutu przedawnienia (zazwyczaj słusznego), albo też jest w zasadzie tylko pokorną prośbą o umorzenie (czy częściej o "umożenie") tego długu, bo pozwany nie jest w stanie go spłacić. Ale nie tym razem - tym razem pozwany zaatakował nakaz z zupełnie innej strony... a zgłaszane przez niego zarzuty naprawdę dały mi do myślenia...

Otóż pozwany wcale nie zaprzeczał temu, że jest dłużny pieniądze, deklarował nawet, że jest gotów zapłacić wszystko co do grosza, stwierdził natomiast, że nie jest pewny, że faktycznie jest winien aż tyle, ile powód żąda. Wśród załączników do sprzeciwu znalazło się kilka wezwań do zapłaty tego konkretnego długu pochodzące od różnych firm sekukuwindykacyjnych, dowody wpłaty różnych kwot, a także jakieś pismo informujące go, że nie ma żadnego zadłużenia. Po przejrzeniu tych dokumentów trudno się mu było dziwić, że nie wie, ile ma płacić, bo dokonane wpłaty wydawały się nie mieć żadnego wpływu na wysokość długu, o którym go informowano, a i same wezwania do zapłaty wymieniały chyba jakieś przypadkowe kwoty. Trudno jest bowiem uwierzyć, że dług w ciągu 3 miesięcy urósł nagle o 30% po czym natychmiast po przejęciu sprawy przez kolejnego "windykatora" spadł o 10%. Pozostało zatem liczyć na to, że powód, po otrzymaniu sprzeciwu nam wszystko wyjaśni. W końcu zgodnie z zasadą, że dowody przedstawia ten, kto coś twierdzi, to na nim spoczywał obowiązek udowodnienia, że pozwany ma mu taką a nie inną kwotę zapłacić.

Niestety, jak się okazało, pełnomocnik powoda postąpił w sposób standardowy w sprawach tego rodzaju. Przysłał standardowe pismo, ze standardowym uzasadnieniem, w którym przedstawił standardową argumentację. Otóż stwierdził, że wysokość długu wynika z przedłożonego wyciągu z ksiąg rachunkowych funduszu sekurytyzacyjnego, który zgodnie z ustawa o funduszach inwestycyjnych ma moc dokumentu urzędowego. Z tego wywiódł, że nie ma potrzeby przedstawiania jakichkolwiek dalszych dowodów i to pozwany powinien udowodnić "fakt niweczący" to znaczy, że dług spłacił. Natomiast na wypadek, gdyby Sądowi to tłumaczenie nie wystarczyło zgłosił wniosek o dopuszczenie dowodu z opinii biegłego, który uda się do siedziby powoda, i na podstawie zgromadzonej tam dokumentacji ustali czy dług w takiej kwocie istnieje

No cóż. Najwidoczniej pełnomocnik powoda nie zauważył, że Sąd Najwyższy już jakiś czas temu raczył stwierdzić, że rzeczone wyciągi z ksiąg funduszu sekurytyzacyjnego są dowodem tylko tego, że w tych księgach coś napisano. A to że coś zapisano w księdze nie oznacza, że jest to prawda. Sąd Najwyższy wprost stwierdził więc, że rzeczone wyciągi nie stanowią ani dowodu istnienia ani dowodu wysokości zobowiązania, ani nawet dowodu tego, że wierzytelność została skutecznie nabyta. To zaś oznacza, że wartość dowodowa takiego dokumentu w postępowaniu cywilnym jest równa mocy jednostronnego pisemnego oświadczenia co do jakiegoś faktu... a zatem praktycznie żadna. Pan mecenas nie zauważył chyba także, że Trybunał Konstytucyjny był uprzejmy uznać przepis przewidujący "moc dokumentu urzędowego" wyciągów z ksiąg funduszy sekurytyzacyjnych za niezgodny z Konstytucją RP, w zakresie, w jakim dotyczy praw i obowiązków konsumentów, więc całą swą argumentację opiera na nieobowiązującym przepisie. Natomiast co do złożenia wniosku "dowodowego" by Sąd przysłał biegłego, który poszuka w siedzibie powoda dowodów na to, że pieniądze się powodowi należą powstrzymam się od dalszych komentarzy, bo obawiam się, że nie ma w języku ludzi kulturalnych słów, którymi można by należycie określić takie postępowanie. Przejdę więc od razu do końca tej historii, a skończyła się ona wyrokiem oddalającym z hukiem całe powództwo jako nie udowodnione co do wysokości. Bo jeżeli powód nie wie, czego żąda, to i tym bardziej sąd nie może wiedzieć, czy to mu się należy. 

Dlaczego opisałem tę historię akurat teraz? Ano dlatego, że zwraca ona uwagę na inny problem dzisiejszego pospiesznego postępowania upominawczego. Czy faktycznie w tej sprawie powinien być wydany nakaz? Czy faktycznie można było stwierdzić, że "okoliczności sprawy nie budzą wątpliwości" w sytuacji, gdy sam powód nie wie, dlaczego żąda tyle, ile żąda? Pójdę jeszcze dalej: czy w ogóle sąd powinien rozpoznawać taką sprawę? W końcu jednym z warunków formalnych pozwu jest to, by było w nim "dokładnie określone żądanie", a czy można uznać z "dokładnie określone" żądanie, które sprowadza się do stwierdzenia "żądam 1.382,76 zł, nie wiem dlaczego". Jak pozwany po otrzymaniu takiego pozwu może ocenić, czy się zgadza z żądaniem czy nie? Jak potem można ocenić, czy co do tego samego roszczenia było wcześniej wydane orzeczenie, czy nie?  Jeżeli żądanie ma być "dokładnie określone", to znaczy, że musi być określone nie tylko "ile" się żąda, ale trzeba też podać "czego się żąda". Czy żąda się niezapłaconej ceny, czy odsetek, czy kar umownych, czy jakichś innych opłat. Dokładne określenie żądania wymaga więc podania sposobu obliczenia żądanej kwoty, i wymienienia faktów, z których owo roszczenie ma się wywodzić. Jeżeli tego w pozwie nie ma, to należy powoda wezwać do uzupełnienia braków formalnych, a jeżeli tego nie zrobi to zwrócić mu pozew. 

Dlaczego więc niezbyt często się tak robi? Ano zapewne dlatego, że to się statystycznie nie opłaca. Jak ma się na biurku 100 takich pozwów, to najlepszym sposobem na osiągnięcie oczekiwanego przez nadzór celu postępowania (czyli zakreślenia sprawy) jest wydanie nakazu. Wydaje się więc 100 szybkich nakazów według szablonu i wszyscy statystycznie szczęśliwi. Wpływ pokryty, zaległość nie wzrosła, krotną mamy jak trzeba i ogólnie statystycznie jest doskonale. A jak zaczniemy wzywać, to to potrwa, sprawa będzie "wisiała na brakach" na koniec miesiąca trzeba ją będzie wykazać jako nie załatwioną przez co wzrośnie zaległość. Jak zaczniemy zwracać, to będą zażalenia, sprawa się będzie wlokła, średni wiek spraw wzrośnie i ogólnie statystycznie będzie źle. Tak więc ku chwale statystyki nie kombinujmy tylko wydawajmy nakazy... przynajmniej tak długo, dopóki ktoś nie przejrzy na oczy i nie pogoni tych wszystkich nadzorców, którym się wydaje, że jedynym celem istnienia sądów jest manie dobrych wyników statystycznych...

piątek, 1 lutego 2013

Słowniczek sądowy



Dotarły do mnie wiadomymi kanałami informacje, iż niektóre słowa używane w sądach, oraz wypowiedziach osób w kręgach sądowych się obracających, są niezrozumiałe dla osób nie związanych bliżej z branżą... A już całkowicie przekonałem się o tym, gdy natrafiłem w sieci na następujące pytanie:  

„Pomocy! W aktach przeczytałem, że moją sprawę skierowano do decernatu. Czym to mi grozi, i jak mam się przed tym bronić?” 

Rozbawiło mnie to... ale z drugiej strony skąd ten człowiek miał wiedzieć co to jest ów „decernat” skoro ja całkiem niedawno się o tym dowiedziałem... Zresztą z pytaniami i prośbami o wyjaśnienie spotykam się praktycznie od samego początku... więc może pora, by zebrać wszystkie odpowiedzi w jednym miejscu. 

a/a – powszechnie używany skrót wyrażenia „ad acta” czyli „do akt”. Umieszczony na piśmie przedstawionym do decyzji sędziego oznacza polecenie dla sekretariatu, by dane pismo załączono do akt sprawy.  

Awizo – przesyłka zwrócona przez pocztę jako nie odebrana przez adresata pomimo dwukrotnego pozostawienia w jego skrzynce zawiadomienia. Taka przesyłka może być przez sąd uznana za doręczoną. 

Decernat – używane w niektórych sądach (głównie w Wielkopolsce) słowo oznaczające ->referat 

Dwójka – używane w części sądów określenie oznaczające sekretarza sądowego, którego zadaniem jest wykonywanie zarządzeń we wszystkich sprawach należących do ->referatu konkretnego sędziego (dwójka sędziego X). 

Odpis – 1. drugi egzemplarz pisma, o takiej samej treści, kopia. Każde pismo składane do sądu musi zostać złożone w tylu egzemplarzach, aby po doręczeniu ich pozostałym ->stronom pozostał jeszcze jeden egzemplarz dla sądu. 2. Kopia orzeczenia wydanego przez sąd, opatrzona pieczęcią sądu. 

Pozew – pierwsze pismo w sprawie zawierające określenie kto, od kogo, czego i dlaczego żąda. Musi on zostać napisany w sposób zgodny z odpowiednimi przepisami prawa, podpisany i zwykle należy od niego uiścić odpowiednią opłatę. 

Referat – zbiór spraw przydzielonych sędziemu do rozpoznania. Obejmuje wszystkie sprawy, w których ten sędzia został wyznaczony ->referentem, a więc ma za zadanie je rozstrzygnąć wydając orzeczenie. Zobacz także ->decernat 

Referent – sędzia, któremu powierzono do rozpoznania daną sprawę, ten który ma ją ostatecznie rozstrzygnąć. Co do zasady tylko on ma prawo podejmowania decyzji w tej sprawie. Sprawy przydzielone temu samemu referentowi tworzą jego ->referat. 

Repertorium – księga (obecnie coraz częściej prowadzona tylko jako elektroniczna baza danych) w której zapisywane są sprawy rozpoznawane przez sąd. W repertorium zapisuje się pomiędzy kim a kim jest sprawa, o co jest sprawa, oraz jak się ona zakończyła. W każdym wydziale sądu jest kilka różnych repertoriów, przeznaczonych dla różnych rodzajów spraw i oznaczonych różnymi symbolami literowymi. Kolejna pozycja, pod którą zapisano sprawę w repertorium jest elementem ->sygnatury akt.  

Sesja – 1. prowadzenie rozpraw w wyznaczonym dniu (mieć sesję w poniedziałek). 2. Zbiór spraw rozpoznawanych w danym dniu (trudna sesja) 3. Zbiór akt spraw, które mają być rozpoznane w danym dniu (przynieść poniedziałkową sesję).  

Strona – osoba tocząca spór rozstrzygany przez sąd. Każdy spór ma co najmniej dwie strony: powoda, czyli tego kto wniósł do sądu ->pozew żądając czegoś, oraz pozwanego, czyli tego od kogo powód tego żąda.  

Sygnatura akt – Numer (symbol) pod którym sprawa została zarejestrowana w -repertorium. Symbol ten składa się z cyfry rzymskiej oznaczającej numer wydziału, symbolu literowego oznaczającego właściwe ->repertorium oraz kolejnego numeru, pod którym zapisano sprawę i wpisanych po ukośniku dwóch ostatnich cyfr roku, w którym sprawa została zarejestrowana. Sygnatura akt podawana jest na każdym orzeczeniu sądu (w lewym górnym rogu) oraz na każdym wezwaniu i innym piśmie z sądu. Należy ją także podawać na każdym piśmie kierowanym do sądu w toku postępowania.

Wokanda - 1. Spis spraw rozpoznawanych w danym dniu na ->sesji. Umieszczana jest na drzwiach sali rozpraw, albo wyświetlana na umieszczonych przy nim monitorze. 2. w części sądów określenie oznaczające ->sesję. 

Wywołanie – oficjalne obwieszczenie, że nadszedł czas rozpoznania danej sprawy. Następuje ono przez odczytanie przez protokolanta nazwisk stron z ->wokandy, wraz z wezwaniem ich, by weszli na salę rozpraw.

Zwrotka – zwrotne pokwitowanie odbioru przesyłki przesłanej przez sąd. Adresat, albo osoba odbierająca przesyłkę kwituje odbiór na dołączonym druku, który poczta następnie przesyła sądowi. Na tej podstawie sąd ustala, czy pismo zostało doręczone i kiedy, a więc np. czy minął już termin, w którym adresat mógł się odwołać od decyzji sądu.

czwartek, 10 stycznia 2013

Proteza

Do laski marszałkowskiej (bardzo lubię to określenie) wpłynął projekt ustawy o zmianie kodeksu postępowania cywilnego (druk sejmowy nr 988). Nie chce mi się liczyć która z rzędu nowelizacja, ale dobijamy już chyba do drugiej setki. Muszę przyznać, że czekałem na możliwość zapoznania się z tym projektem, bo miałem co do niego złe przeczucia... zapowiedzi prasowe co do pomysłów panów posłów, wskazywały bowiem na to, że mamy do czynienia z kolejnym przypadkiem radosnej twórczości legislacyjnej w odpowiedzi na publikacje prasowe, tym razem o problemach z e-sądem. I niestety okazało się, że jak zwykle miałem rację.
Weźmy "na tapetę" jedną z proponowanych zmian, to jest zmianę art. 805 kpc poprzez dodanie do niego nowego paragrafu 1 z 1 (czyli z małą jedynką na górze) stanowiącego iż:

W razie prowadzenia egzekucji na podstawie tytułu wykonawczego opartego na wyroku zaocznym, nakazie zapłaty w postępowaniu nakazowym, upominawczym, elektronicznym postępowaniu upominawczym albo europejskim nakazie zapłaty, równocześnie z doręczeniem dłużnikowi zawiadomienia o wszczęciu egzekucji komornik poucza dłużnika o:

1. możliwości wniesienia środka zaskarżenia od orzeczenia stanowiącego tytuł egzekucyjny oraz od postanowienia o nadaniu tytułowi egzekucyjnemu klauzuli wykonalności,

2. złożenia wniosku o przywrócenie terminu do wniesienia środków zaskarżenia, o których mowa w pkt 1 [...]

No cóż... jakbym miał opisać ten przepis jednym słowem to nazwałbym go chyba "wpadka". I to wpadka całkiem spora, tak w skali 1 do 10 jakieś 32,4. Panowie posłowie proponują bowiem, aby komornik pouczał każdego dłużnika egzekwowanego na podstawie wyroku zaocznego albo nakazu zapłaty o "możliwości wniesienia środka zaskarżenia". Tyle tylko, że z punktu widzenia procedury możliwość zaskarżenia orzeczenia dotyczy tylko tych orzeczeń, które nie są jeszcze prawomocne. W końcu "prawomocne" znaczy dokładnie tyle, że nie można się już od niego odwołać. Owszem, komornicy czasami prowadzą egzekucję na podstawie orzeczeń nieprawomocnych (jeżeli zaopatrzono je w tzw. "rygor natychmiastowej wykonalności") i wtedy teoretycznie mogliby pouczać o możliwości zaskarżenia tych orzeczeń, ale patrząc na uzasadnienie projektu, chyba nie o to panom posłom chodziło. Napisali w nim bowiem tak:

Tytuł egzekucyjny w postaci wyroku zaocznego, nakazu zapłaty w postępowaniu nakazowym, upominawczym, elektronicznym postępowaniu upominawczym, czy też europejskiego nakazu zapłaty jest wydawany pod jego nieobecność pozwanego i przed jego wdaniem się w spór. Tryb wydania ww. orzeczeń w praktyce może budzić wątpliwości, co do prawidłowości doręczenia dłużnikowi zawiadomienia o terminie rozprawy czy też doręczenia orzeczenia wraz z pouczeniem o przysługujących dłużnikowi środkach zaskarżenia. [...] Dążąc do uniknięcia sytuacji, w której zanim dłużnik uzyska pouczenie od sądu o możliwych czynnościach jakie może podjąć celem wyeliminowania z obrotu prawnego wadliwego orzeczenia, zakończy się postępowanie egzekucyjne prowadząc niejednokrotnie do nieodwracalnych skutków, projektuje się wprowadzenia art. 805 § 1(1). Celem projektowanego przepisu jest nałożenie na komornika obowiązku pouczenia dłużnika już przy pierwszej czynności o możliwych czynnościach procesowych, które w rezultacie mogą doprowadzić do wyeliminowania wadliwego orzeczenia z obrotu prawnego i umorzenia postępowania egzekucyjnego. 

Jak widać zamiary autorzy przepisu mieli dobre. Chcieli wyciągnąć pomocną dłoń do tych egzekwowanych dłużników, w stosunku do których wszczęto egzekucję, w oparciu o nakaz zapłaty (albo wyrok zaoczny) który został omyłkowo uznany za prawomocny, pomimo tego, że nie został prawidłowo doręczony. Chodzi tu zwłaszcza o te wszystkie nakazy uznane za doręczone 'na awizie', na nieprawidłowy adres, nie tylko w e-sądzie ale i w normalnych, papierowych sądach. W większości takich przypadków wystarczy, że pozwany wniesie sprzeciw, a nakaz upada - a wnieść sprzeciw może, bo dopóki orzeczenie nie zostanie mu prawidłowo doręczone dopóty nie biegnie mu termin do jego zaskarżenia. Tyle tylko, że wielu takich "dłużników" o tym nie wie, więc nic nie robi - a w międzyczasie egzekucja trwa w najlepsze.

No cóż, zamiary może i były dobre, ale jak zwykle w takich przypadkach Cyryl może i jest w porządku, tylko Metody nie bardzo...  Panowie posłowie nie zauważyli bowiem chyba tego, że przeważająca większość wyroków zaocznych, nakazów zapłaty itd. kierowanych do egzekucji to orzeczenia najzupełniej prawidłowo prawomocne. Doręczono je bowiem do rąk własnych pozwanego, który nie uznał za stosowne się odwołać, albo zrobił to źle, więc jego sprzeciw czy zarzuty zostały odrzucone. Udzielanie im pouczeń, że mogą nadal się odwołać jest nie tylko bez sensu, ale i będzie wprost wprowadzeniem w błąd. Co pomyśl sobie taki dłużnik, jak dostanie od komornika pouczenie, że może wnieść sprzeciw, a sąd mu ten sprzeciw odrzuci jako złożony po terminie? Takie pouczanie może miałoby sens, gdyby dotyczyło spraw, w których doręczenie nastąpiło "na awizie" - tam faktycznie teoretycznie możliwe jest, że doręczenie dokonane zostało nieprawidłowo więc taki sprzeciw teoretycznie może mieć sens. A tak zaproponowany przez panów posłów sposób rozwiązania problemu przypomina nałożenie na lekarzy obowiązku pouczania wszystkich bez wyjątku pacjentów, że mogą wystąpić o dofinansowanie na zakup protezy nogi. Jest szansa, że któryś z nich faktycznie będzie bez nogi, i wtedy informacja ta mu się przyda, ale dla większości informacja ta będzie całkowicie bezużyteczna.

I tyle. Na koniec mam tylko skromną prośbę do autorów nowelizacji. Panowie posłowie... jeżeli nie wiecie jak coś działa, to nie próbujcie tego naprawiać.

PS

Opis kolejnych "interesujących" pomysłów zawartych w owym projekcie ustawy czytelnicy mogą znaleźć na zaprzyjaźnionym blogu eMeS.watch http://emeswatch.blogspot.com/2013/02/siaaah.html

czwartek, 4 sierpnia 2011

Poradnik podsądnego - (2) - zarzucam, że...

Co powinieneś napisać w sprzeciwie od nakazu zapłaty? Przede wszystkim prawdę i konkrety. Konkretne twierdzenia, z których ma wynikać, że twoim zdaniem powodowi pieniądze się nie należą. Bo sprzeciw od nakazu zapłaty służy właśnie temu, a nie składaniu błagalnych próśb o umorzenie długu, odroczenie, rozłożenie na raty albo tłumaczeń dlaczego cię nie stać na spłacenie tego długu. I pamiętaj, to że nie masz żadnych dochodów, albo utrzymujesz się z najniższej renty to nie oznacza, że masz prawo nie płacić swoich długów. Nie wnoś więc sprzeciwu "bo jestem biedny i nie mam pieniędzy na zapłacenie tego długu" bo to nic ci nie da, a koniec końców może się okazać, że będziesz musiał zapłacić znacznie więcej.

Najważniejsze zarzuty jakie można zgłosić przeciwko żądaniu zapłaty można zebrać w jednym zdaniu:

„Po pierwsze niczego nie pożyczałem, po drugie wszystko oddałem, po trzecie to nie była pożyczka, tylko darowizna a po czwarte to roszczenie jest przedawnione”

Pierwszy zarzut – „niczego nie pożyczałem” to zarzut nieistnienia zobowiązania. Że nie było żadnej umowy pomiędzy Tobą a powodem, albo że umowa wprawdzie była, ale na razie jeszcze nie musisz nic płacić. Może tak być na przykład wtedy, gdy to nie ty jechałeś na gapę tylko ktoś się pod ciebie podszywał i podał twoje dane kontrolerowi. Albo wtedy, gdy właściciel chce czynszu za styczeń, gdy zgodnie z umową miałeś płacić od lutego. Albo, gdy miałeś zapłacić po tym jak dostaniesz towar, a towaru jeszcze nie dostałeś.
Drugi zarzut – „wszystko oddałem” – to zarzut spełnienia świadczenia, to znaczy, że zapłaciłeś wszystko co się powodowi należało. Pamiętaj tylko, że to ty będziesz musiał udowodnić, że faktycznie powód dostał pieniądze. Potrzebne będą pokwitowania, dowody przelewów, zeznania świadków przy tym obecnych. Jeżeli płaciłeś z ręki do ręki bez świadków i pokwitowań... to masz problem.

Trzeci zarzut – „to nie była pożyczka tylko darowizna” – to zarzut, że wprawdzie była umowa, ale nie ustalono w niej że ty masz coś płacić. Są to na przykład wszystkie te przypadki, w których coś miało być za darmo, a teraz każą ci płacić. Tutaj jednak, zanim zgłosisz taki zarzut dokładnie przeczytaj umowę, włącznie z tym, co jest drobnym drukiem i pod gwiazdką. Bo może się okazać, że zgodnie z umową ten towar wcale nie był „darmowy”.

Czwarty zarzut – „roszczenie jest przedawnione” – wynika z tego, że każdy dług po pewnym czasie się przedawnia i dłużnik może odmówić jego zapłacenia. Terminy po których następuje przedawnienie są różne, zależne od tego, z czego wynika obowiązek zapłaty. To może być rok, trzy lata albo i dziesięć lat. Sąd uznaje dług za przedawniony dopiero wtedy, gdy dłużnik tego zażąda, dlatego nakaz zapłaty może dotyczyć także długów już przedawnionych. I jest to zgodne z prawem, więc nie zawracaj przy tej okazji głowy prokuraturze zawiadomieniami o przestępstwie „usiłowania wyłudzenia przez powoda nienależnego mu świadczenia”.

Jeżeli nie masz pewności, czy roszczenie powoda jest zasadne, albo jakie możesz podnieść przeciwko niemu zarzuty to zasięgnij porady prawnika. Bądź ostrożny z poszukiwaniem porad w internecie, bo można tam trafić na takie propozycje, które nie tylko nie pomogą, ale mogą ci zaszkodzić. Pamiętaj też, że każda sprawa jest inna, więc nie możesz po prostu skopiować zarzutów podniesionych przez kogoś innego, bo niekoniecznie muszą one pasować do twojej sprawy.  Zastanów się też jakie dowody możesz przedstawić na poparcie swoich twierdzeń. Pamiętaj, że obowiązek przedstawienia dowodów spoczywa na „tym który twierdzi” a nie na „tym, który zaprzecza”. Jeżeli więc zaprzeczasz, że zawarłeś umowę, to powód musi udowodnić, że ją zawarłeś. Ale jeżeli twierdzisz, że wszystko zapłaciłeś to wtedy ty musisz przedstawić na to dowody.
Zrozum też, że nic nie zyskasz na zgłaszaniu bezpodstawnych zarzutów, albo takich, których nie jesteś w stanie udowodnić. Odwlekanie w ten sposób sprawy nic ci nie da, bo odsetki i tak będą rosły, a w dodatku może się okazać, że po rozpoznaniu sprawy przez sąd przyjdzie ci zapłacić znacznie więcej, bo wzrosną koszty procesu.A jak powód po twoim sprzeciwie weźmie sobie adwokata (co wolno mu zrobić) to jeśli sąd uzna twój sprzeciw za bezzasadny to będziesz musiał zapłacić także koszty wynagrodzenia adwokata, czyli kolejne kilkaset albo i kilka tysięcy złotych.


W kolejnym odcinku „poradnika” będzie mowa o tym, jakie dowody można zgłosić na poparcie swoich twierdzeń.

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Poradnik podsądnego - (1) - A więc dostałeś nakaz...

A więc dostałeś nakaz. Listonosz przyniósł kopertę z sądu, a w niej było pismo zatytułowane „Nakaz zapłaty w postępowaniu upominawczym”, z którego wynika, że pozwany (czyli Ty) ma zapłacić powodowi (czyli temu drugiemu) tyle a tyle złotych, odsetki i koszty procesu, a to wszystko w ciągu dwóch tygodni. Oznacza to, że ktoś uznał, że nie wywiązałeś się z umowy i zwrócił się do sądu o orzeczenie, że jesteś mu winien pieniądze. A sąd uznał, że przedstawione przez niego dowody są wystarczające by nakazać ci zapłacenie długu.

Tak, wiem że nie dostałeś wezwania na rozprawę. To dlatego, że nakaz zapłaty wydaje się bez przeprowadzania rozprawy i bez zawiadamiania pozwanego, wyłącznie na podstawie twierdzeń i dowodów przedstawionych przez powoda. Nie, to nie jest sprzeczne z Konstytucją. Ani z prawami człowieka. Nie zostałeś też pozbawiony prawa do sądu, ani skazany w sądzie kapturowym. To nie jest żaden relikt komunizmu i „na Zachodzie” taka procedura też jest stosowana. Nakaz może uzyskać każdy, kto dochodzi roszczenia pieniężnego, wcale nie trzeba być w zmowie w sądem i niepotrzebne są żadne układy ani też korumpowanie sędziów. Tak więc odpuść sobie teorie spiskowe, i skup się na rzeczach istotnych.

Do nakazu dołączony jest pozew i załączniki do niego. Przeczytaj go, bo z niego wynika dlaczego zdaniem powoda powinieneś mu płacić, i dlaczego aż tyle. Zwykle będzie tam jakaś faktura albo rozliczenie opłat, których zdaniem powoda nie uiściłeś. A skoro już wiesz dlaczego ktoś żąda od ciebie pieniędzy to teraz zastanów się czy zgadzasz się z tym żądaniem, czy nie. Zastanów się dobrze, czy faktycznie jesteś winien powodowi pieniądze. Pamiętaj, że tu nie chodzi o to, czy jesteś w stanie to zapłacić ani czy uważasz się za winnego powstania tego długu, ale tylko o to, czy faktycznie ów dług istnieje i czy to ty masz obowiązek go zapłacić. Na przemyślenie sprawy masz dwa tygodnie, liczone od dnia odebrania nakazu. W tym terminie – co masz wyraźnie napisane w nakazie - możesz wnieść sprzeciw od nakazu i domagać się wyznaczenia rozprawy i ponownego zbadania sprawy przez Sąd.

Zapamiętaj przy tym sobie dobrze, że sprzeciw od nakazu zapłaty powinieneś wnosić tylko wtedy, gdy nie zgadzasz się twierdzeniami powoda, że jesteś mu winien pieniądze (albo aż tyle pieniędzy). Nie wnoś sprzeciwu wówczas, gdy zgadzasz się z tym, że jesteś winien powodowi pieniądze, ale nie masz możliwości spłacenia tego długu. Pamiętaj że to, że jesteś bezrobotny, jesteś studentem bez własnych dochodów, albo że utrzymujesz się z zasiłków z opieki społecznej to nie oznacza, że możesz nie płacić swoich długów. Więc nie licz na to, że po rozpoznaniu takiego sprzeciwu sąd zwolni cię z obowiązku płacenia. Spodziewaj się raczej, że będziesz musiał zapłacić jeszcze więcej.

Nie wnoś sprzeciwu, ani nie pisz próśb do sądu o umorzenie długu, umorzenie odsetek, zwolnienie od kosztów sądowych. Sąd nie może zwolnić cię od obowiązku zapłaty, ani umorzyć ci długu czy odsetek. I to niezależnie od tego w jak tragicznej sytuacji osobistej i majątkowej się znajdujesz. Nie proś więc sądu o pomoc w tej sprawie, bo sąd żadnej pomocy udzielić ci nie może. Nie ma znaczenia, czy jesteś studentem, któremu nie starcza na piwo, czy też bezrobotnym, któremu nie starcza na chleb. Zapamiętaj, że zasądzona od ciebie kwota to nie są pieniądze sądu, tylko pieniądze powoda, i tylko on może nimi dysponować. To powód może darować ci dług w całości lub części, przedłużyć ci termin płatności, rozłożyć należność na raty albo zgodzić się na jakiś inny sposób rozwiązania tej sprawy. W końcu decyduje o swoich własnych pieniądzach, więc to jest jego sprawa co z nimi zrobi. To do niego zatem, a nie do sądu, powinieneś kierować swoje prośby w tej sprawie. Także do powoda powinieneś się zwrócić jeżeli nie jesteś w stanie zapłacić całej sumy w dwa tygodnie. Nie trać czasu na pisanie do sądu próśb o przedłużenie tego terminu. Termin zapłaty należności wynikającej z nakazu zapłaty został określony w ustawie, i sąd nie ma prawa go zmienić.

Po przemyśleniu wszystkiego podejmij decyzję czy płacisz dobrowolnie, czy negocjujesz z powodem korzystniejsze warunki spłaty długu (albo jego umorzenie), czy może nie zgadzasz się z tym, że jesteś winien pieniądze i wnosisz sprzeciw od nakazu. Ale pamiętaj, że na podjęcie decyzji masz tylko dwa tygodnie.

W następnym odcinku – jakie zarzuty można podnieść w sprzeciwie od nakazu zapłaty.