Obsługiwane przez usługę Blogger.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sąd. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sąd. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 czerwca 2013

Tort, a sprawa polska


5 czerwca 2013 roku miało miejsce wydarzenie bez precedensu. Sędzia, siedząc na sali sądowej, w urzędowym stroju, pod godłem Rzeczypospolitej Polskiej, sprawująca w imieniu Rzeczypospolitej władzę sądowniczą postanowiła, iż przesłuchanie biegłych psychiatrów na okoliczność stanu zdrowia oskarżonego odbędzie się z wyłączeniem jawności, w związku z tym nakazała publiczności opuścić salę. Publiczność odmówiła, posypały się obelgi, a gdy sędzia zarządziła w związku z tym przerwę do czasu przywrócenia porządku i opuszczała salę rzucono w nią specjalnie chyba w tym celu przyniesionym ciastem. Napadnięto na sędziego, w sądzie, na sali rozpraw, dlatego, że publiczności nie spodobała się podjęta w toku postępowania decyzja. W dodatku jak wynikało z późniejszych komentarzy czyn ten przedstawiano jako działanie „w stanie wyższej konieczności” albo wręcz jako „dopuszczalny w społeczeństwie demokratycznym nacisk na sąd".

I cóż na to pozostałe władze państwowe? Cóż na to Prezydent RP, stojący na straży Konstytucji i stabilności państwa? Nic! Cóż na to premier? Nic! A przywódca największej partii opozycyjnej? Też nic! A minister sprawiedliwości, który w ramach sprawowanego nadzoru nad sądami odpowiada także za zapewnienie sędziom bezpieczeństwa? Ano udzielił wywiadu, w którym wyraził oburzenie i zapowiedział jakieś nieokreślone działania. I koniec. Sprawy nie ma, w mediach zdjęcie sędzi z tortem na twarzy funkcjonuje tylko jako ciekawostka, jako coś śmiesznego dla rozluźnienia, a sprawca czynu jako pięciominutowy celebryta. A gdzie wyrazy świętego oburzenia z prawicy i z lewicy? Gdzie oświadczenia, że tenże zamach na sędziego świadczy o nieumiejętności rządzenia przez obecną koalicję i potrzebie oddania władzy komu innemu? Gdzie wezwania do dymisji ministra sprawiedliwości? Gdzie zapowiedzi zaostrzenia kar za zamachy na sędziów i licytacja kto da więcej? Gdzie nawoływania do surowego ukarania sprawcy? Gdzie zapowiedzi przeprowadzenia kontroli bezpieczeństwa w sądach? Gdzie to wszystko co słyszeliśmy za każdym razem, gdy pojawiał się jakiś medialny temat z pogranicza sądownictwa? Nie ma. Cisza, a nawet gdzieniegdzie pojawiają się wypowiedzi pochwalające ten "akt oporu wobec nieudolnej władzy". 

Zdarzenie to niewątpliwie stanowiło rażący wyraz naruszenia podstawowych zasad współżycia społecznego - nic bowiem nie usprawiedliwia napaści na inną osobę. Była to jednakże przede wszystkim jednoznaczna demonstracja tego, iż sprawca (a także inne osoby uczestniczące w zajściu) nie czują się zobowiązane do wykonywania poleceń sędzi sprawującej w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej władzę sądowniczą. Tenże zamach na sędziego był przez to objawem straszliwej choroby toczącej państwo polskie, jaką jest narastający brak respektu wobec sądów jako instytucji sprawującej władzę. Podporządkowanie się władzy, którego w tym przypadku zabrakło, wynika bowiem właśnie z respektu, jaki adresat polecenia czuje wobec je wydającego, respektu, który sprawia, że postępuje on zgodnie z wydanym poleceniem, niezależnie od tego, czy jest to zgodne z jego oczekiwaniami i interesami czy nie. 

Respekt ten może wynikać z zaufania do sprawującej władzę osoby, prowadzącego do wniosku, że podejmowane przez nią decyzje są dobre. Może on wynikać z szacunku do osoby władcy, wynikającego z tradycji, religii, obyczajów. Może być wynikiem czystego wyrachowania, gdy podporządkowanie się daje lepsze korzyści niż opór. Może wreszcie wynikać wyłącznie ze strachu przed konsekwencjami niepodporządkowania się. W ramach społeczności każdy z jej członków może przy tym czuć respekt wobec władzy z innego powodu, albo z wszystkich razem. Ktoś może mieć wpojone od dziecka posłuszeństwo wobec organów państwa, ktoś może liczyć na nagrodę za dobre sprawowanie, a ktoś inny nie mieć żadnego szacunku dla organów władzy, ale obawiać się sankcji. Niezależnie jednak od tego jakie jest jego źródło bez niego nie ma podporządkowania, bez podporządkowania nie ma władzy, a bez władzy nie może istnieć także państwo.

Cóż w takim razie się stało, iż respekt wobec władzy sądowniczej sięga dzisiaj dna?  Że sądy nie są dziś traktowane jako władza, której należy się podporządkować, lecz jako rodzaj urzędu, lub wręcz placówki usługowej mającej zastosować się do poleceń klienta, i wykonać zlecenie zgodnie z jego oczekiwaniami?. Że nagminne jest ignorowanie wezwań do sądu, jak i wydawanych w toku postępowania zarządzeń i poleceń? Że coraz częściej na salach rozpraw dochodzi do kłótni, które trzeba studzić grożąc karami, bo samo napomnienie już nie wystarcza? Że orzeczenia sądów traktowane bywają jako sugestie, które można zignorować, jak nam nie odpowiadają – i nie mam tu na myśli tylko najczęściej opisywanych w tym kontekście orzeczeń ustalających kontakty z dziećmi? Ano jak zwykle nie ma jednej przyczyny, a winnych jest wielu. Winni są owszem sędziowie, gdy przedkładają wyniki statystyczne nad jakość orzeczeń i rzetelność postępowania, a także gdy pobłażliwie traktują naruszających powagę czynności sądowych. Winni są politycy sprawujący władzę ustawodawczo-wykonawczą, nie dbając o zapewnienie sądom środków umożliwiających prawidłowe wykonywanie władzy sądowniczej, umniejszając ich pozycję ustrojową, jak również publicznie krytykując bezpodstawnie sądy i pochwalając nieposłuszeństwo wobec orzeczeń. Ile razy słyszeliśmy wypowiedzi polityków, sprowadzające się do stwierdzenia „nie znam ani okoliczności sprawy ani przepisów, ale uważam że sąd postąpił w sposób karygodny, i trzeba coś z tym zrobić”? Winę ponoszą wreszcie media, szukające sensacji i „afer” w sądach, i z niezwykłą łatwością obciążające sędziów winą za zaistniałe zdarzenia. Winę ponoszą też ci wszyscy, którzy powinni stać na straży porządku konstytucyjnego i niezawisłości sędziów, lecz milczą, nie dostrzegając chyba, że w ten sposób wyrażają milczącą zgodę na niszczenia jednego z niezbędnych filarów państwa, jakim jest władza sądownicza. Ponownie bowiem należy wskazać, iż bez respektu nie ma podporządkowania, bez podporządkowania nie ma władzy, a gdy nie ma władzy nie może także istnieć państwo, którego miejsce zajmuje anarchia i chaos, jak to niezwykle boleśnie uczyły doświadczenia kolejnych rewolucji. 

Najwyższy czas się obudzić!

piątek, 4 stycznia 2013

Ence pence


Wraz z nadejściem nowego roku nastąpiły w sądach pewne zmiany... i nie chodzi mi tu wcale o likwidację łamaną przez reorganizację, która dzięki zmianie nazwy wpłynie pozytywnie. Otóż chodzi o pewną drobną zmianę dotyczącą sposobu, w jaki w sądach rejestrowane są sprawy, w których wydawane są nakazy zapłaty - czyli co tym razem w Ministerstwie Statystyki i Politycznego Nadzoru Nad Sądami zrobiono z repertorium Nc. Kwestia ta jest bardzo istotna, bo spraw tego rodzaju jest bardzo dużo, więc to jak się je rejestruje i kiedy wykreśla ma bardzo istotny wpływ na statystyczne wyniki funkcjonowania sądów. A statystyka, jak wiadomo, to w sądach rzecz najważniejsza...

To, jakie repertoria prowadzone są w poszczególnych wydziałach określa tzw. "instrukcja sądowa", czyli zarządzenie Ministra Sprawiedliwości określające zasady funkcjonowania sekretariatów sądowych. Początkowo były to różnego rodzaju tymczasowe i częściowe zarządzenia funkcjonujące jako "prawo powielaczowe", po czym ich miejsce zajęło zarządzenie z 22 lutego 1988 r. Zarządzenie to zostało z kolei zastąpione przez wydane już na podstawie nowego Prawa o Ustroju Sądów Powszechnych, zarządzenie z dnia 12 grudnia 2003 r., które z kolei jak dotąd zmieniano już siedemnaście razy. I to chyba nie koniec... Przyjrzyjmy się więc kolejno co w nich napisano na temat repertorium Nc, a zwłaszcza kwestii tego kiedy sprawy w nich zapisane uważa się za zakończone.

Instrukcja z 1988 r. wymieniała repertorium Nc w §80, jako to repertorium, w którym rejestrowane są sprawy rozpoznawane w postępowaniu nakazowym i upominawczym. Jednocześnie w §99 stwierdzała, że numer porządkowy sprawy wpisanej do niej zakreśla się

"po zwrocie albo odrzuceniu pozwu, umorzeniu postępowania, przekazaniu sprawy do postępowania zwykłego, a w przypadku wydania nakazu zapłaty -·po wpłynięciu zarzutów lub sprzeciwu albo po bezskutecznym upływie terminu przewidzianego do wniesienia zarzutów lub sprzeciwu."

Wykreślenie sprawy z repertorium (traktowane w statystyce jako jej zakończenie) następowało zatem gdy sprawa została faktycznie zakończona w postępowaniu nakazowym lub upominawczym - to jest albo po uprawomocnieniu się nakazu, albo po wniesieniu od niego sprzeciwu, ewentualnie, gdy sąd uznał, że sprawa nie nadaje się do rozpoznania w postępowaniu nakazowym ani upominawczym. I tak to - we względnej zgodzie ze zdrowym rozsądkiem - działało po wydaniu tej instrukcji przez kilka kolejnych lat (jeżeli nie liczyć kilkudziesięciu lat poprzedzających wydanie Instrukcji z 1988 r.). Ale potem pojawiła się Instrukcja z 2003 r. i wszystko się zmieniło. Nowa Instrukcja w §104 przewidywała bowiem zakreślenie numeru sprawy

" po uprawomocnieniu się zarządzenia o zwrocie pozwu, po wydaniu postanowienia o odrzuceniu pozwu, po umorzeniu postępowania, po przekazaniu sprawy do innego właściwego postępowania lub po wydaniu nakazu zapłaty"

Tak jest. Od 1 stycznia 2004 r. sprawy rozpoznawane w postępowaniu nakazowym lub upominawczym były "zakreślane" w repertorium Nc z chwilą wydania nakazu. Tak jest - wydania, a nie uprawomocnienia. I nieważne, czy od tego nakazu wniesiono sprzeciw, nieważne czy nawet go skutecznie doręczono - wystarczy że został wydany i statystycznie sprawy już nie ma. Wprowadzenie tej zmiany miało więc natychmiastowy pozytywny skutek dla sprawności postępowań sądowych (przynajmniej tej statystycznej). Tak zwana "zaległość" czyli różnica pomiędzy sprawami "wpisanymi" i sprawami "zakreślonymi" gwałtownie spadła, bo wszystkie te sprawy, które po wydaniu nakazu "wisiały na statystyce" jako nie zakończone (bo np czekały na doręczenie odpisu nakazu pozwanemu) nagle automagicznie zaczęły być traktowane jako zakończone. Po prostu cud i ewidentny sukces Ministra Sprawiedliwości w usprawnianiu postępowań sądowych...

No cóż... statystyczne wyglądało to pięknie, tyle tylko, że te sprawy wcale nie zostały zakończone i w wielu z nich nadal trzeba było podejmować czynności. A czynności w takich "zakończonych" sprawach potrafiło być bardzo wiele - począwszy od zmuszania powoda by podał prawdziwy adres pozwanego, poprzez badanie poprawności formalnej sprzeciwu, rozpoznawanie wniosków o zwolnienie od kosztów i adwokata z urzędu, aż po odrzucenie sprzeciwu. W pewnym momencie miałem w swojej szafie ponad pięćdziesiąt takich "zakończonych" spraw, które oczywiście nie były uwzględniane przy ocenie mojego obciążenia pracą, natomiast byłem skrupulatnie rozliczany z wszelkich opóźnień w podejmowaniu w nich czynności. Taka tam szara strefa, co to jest, a w oficjalnych statystykach jej nie ma... ciemna liczba, jak z tymi bezrobotnymi, którzy są, ale nie są uwzględnianiu w statystyce, bo nie są zarejestrowani... albo zostali wykreśleni z przyczyn formalnych.

Narzekania na ten system statystycznej zakańczalności spraw słychać było z wielu stron. Mówiono o fikcji, o sztucznym pompowaniu statystyk, o manipulowaniu statystyką dla tworzenia pozorów sprawności postępowania, bo w ten sposób ukrywa się rzeczywistą ilość spraw rozpoznawanych w sądach. I jak zwykle niewiele z tego wynikało. Wprawdzie zmieniono w międzyczasie §104 ale nic to nie zmieniło bo przepis o zakreślaniu numeru sprawy po wydaniu nakazu znalazł się wtedy w §124 ust 1. Ale w końcu prośby zostały wysłuchane i zarządzeniem z dnia 29 grudnia 2011 r. Minister sprawiedliwości dodał do §124 ustęp 1a, w którym zapisano:

"Po wydaniu nakazu zapłaty w postępowaniu nakazowym lub upominawczym, zakreślenie numeru porządkowego sprawy następuje po prawidłowym wniesieniu zarzutów lub sprzeciwu od nakazu zapłaty, po prawomocnym odrzuceniu sprzeciwu bądź zarzutów od nakazu zapłaty lub po upływie terminu do wniesienia sprzeciwu bądź zarzutów od nakazu zapłaty" 
czyli w zasadzie wrócono do uregulowania z Instrukcji z 1988 r. i do zdrowego rozsądku. A to jeszcze nie był koniec zmian, bo w końcu ktoś zauważył, że wykreślanie sprawy z repertorium Nc i wpisywanie na nowo, tym razem do repertorium C (tym dla spraw rozpoznawanych w zwykłym postępowaniu) po wniesieniu sprzeciwu (albo stwierdzeniu, że nie da się wydać nakazu) także jest bez sensu, bo w ten sposób z jednej sprawy statystycznie robi się dwie. I że nic by się nie stało, jakby te sprawy od razu rejestrować w "C" zamiast mnożyć bez potrzeby statystyczne byty. Pan Minister Wielki Reformator wydał zatem kolejne zarządzenie o zmianie zarządzenia, tym razem w dniu 25 września 2012 r., którym zlikwidował w ogóle repertorium Nc likwidując zarazem cały problem tego kiedy należy zakreślać rozpoznawane w nim sprawy...

...a potem się z wszystkiego wycofał.

Tak jest. W dniu 21 grudnia 2012 r. to jest na tydzień przed wejściem w życie zarządzenia likwidującego repertorium Nc Minister Sprawiedliwości wydał zarządzenie o zmianie swego zarządzenia o zmianie zarządzenia którym uchylił wszystkie przepisy zarządzenia z 25 września 2012 r. dotyczące likwidacji repertorium Nc. Jednocześnie tymże nowym zarządzeniem o zmianie zarządzenia o zmianie zarządzenia nadał nowe brzmienie §124 ust 1a, który odtąd brzmi:

"W postępowaniu nakazowym lub upominawczym zakreślenie numeru porządkowego sprawy następuje po wydaniu nakazu zapłaty"

W ten sposób wróciliśmy z powrotem do stanu prawnego z 2004 r., do epoki kreatywnej statystyki i propagandy sukcesu. Bo nie ulega wątpliwości, że ta zmiana pozytywnie odbije się na wynikach statystycznych znacznie zmniejszając zaległość w sprawach kategorii Nc... dokładnie tak samo, jak to nastąpiło po wprowadzeniu w 2004 r. zakreślania spraw po wydaniu nakazu. I niewykluczone, że statystycznie spowoduje to skrócenie czasu rozpoznawania spraw o 1/3... ale czy naprawdę o to chodziło?

PS
Z wiarygodnego źródła otrzymałem informację, że w związku z planowaną likwidacją repertorium Nc zamówiono, wydrukowano i dostarczono do sądów nowe księgi repertorium C z innymi niż dotąd rubrykami, dostosowane do treści Instrukcji, jaka miała obowiązywać od I stycznia 2013 r. po zmianach wprowadzonych zarządzeniem z 25 września 2012 r.  Po tym zaś jak się okazało, że Pan Minister się wycofał z planowanych zmian dostarczone księgi kazano oddać... na przemiał.

PS 2
Właśnie przyszło zarządzenie nakazujące zakreślić wszystkie sprawy Nc w których wydano nakaz, a których dotąd nie zakreślono, jako zakończone 20 grudnia 2012 r.  Oznacza to dodatkowych kilka tysięcy spraw zakończonych w zeszłym roku. Niech żyje statystyka.

środa, 7 września 2011

Poradnik podsądnego - (6) - Sądny dzień

Po jakimś czasie od wniesienia sprzeciwu – o ile wniosłeś go tak jak trzeba i niczego nie trzeba było poprawiać – dostaniesz wezwanie na rozprawę. Przyjdzie ono pocztą tak jak nakaz zapłaty, na adres, który podałeś w sprzeciwie. Na wezwaniu podana będzie data, godzina i numer sali rozpraw, oraz będzie wyraźnie napisane czy na tę rozprawę musisz (stawiennictwo obowiązkowe), czy tylko możesz (stawiennictwo nieobowiązkowe) się stawić. Generalnie będziesz musiał się stawić wtedy, gdy sędzia uzna, że żeby wydać wyrok potrzebuje jeszcze zadać ci kilka dodatkowych pytań, bo na przykład nie napisałeś w sprzeciwie o czymś co jest w sprawie istotne. A jeżeli nie przyjdziesz na rozprawę to sędzia może uznać, że te dowody, które dołączyłeś do sprzeciwu to za mało, żeby wydać korzystny dla ciebie wyrok.

Pamiętaj, że konieczność przyjścia do sądu powinna mieć pierwszeństwo przed wszystkimi innymi planami. To znaczy, że nie jedziesz na koncert bo masz rozprawę w sądzie, a nie, że nie przychodzisz na rozprawę, bo jedziesz na koncert. Możesz oczywiście poprosić o zmianę terminu, jeżeli on ci nie odpowiada, ale pamiętaj, że sędzia nie ma obowiązku spełnić twojej prośby. W zasadzie na zmianę terminu możesz liczyć tylko wtedy gdy masz – i udowodnisz że masz – ważny powód, by być wtedy gdzie indziej. O tym co jest ważnym powodem, a co nim nie jest decyduje sędzia. Planowany pobyt w szpitalu, ustalona z dużym wyprzedzeniem wizyta u lekarza, zaplanowany i opłacony wyjazd zagraniczny, ślub własny lub bliskiej osoby – to są ważne powody. Koncert, spotkanie z kumplami z wojska, czy planowany wyjazd pod namiot - to już nie koniecznie.

Przygotuj się dobrze do rozprawy. Przeczytaj jeszcze raz wszystkie dokumenty i spakuj je tak, żebyś mógł łatwo odszukać właściwy, jeżeli w sądzie będą one ci potrzebne. Jeżeli masz małe dziecko, zastanów się, z kim je zostawisz. Nie licz też na to, że jak na rozprawę przyjdziesz z dzieckiem to sędziemu zmięknie serce i przychylniej na ciebie spojrzy, a wesoły rozbrykany szkrab na sali rozpraw, tudzież słodkie płaczące bobo raczej nie poprawi twojej sytuacji. Zresztą na salę rozpraw mogą wejść tylko osoby pełnoletnie, więc jak przyjdziesz z dzieckiem, to i tak będziesz je musiał zostawić za drzwiami.

Jeżeli zgłosiłeś świadków zapytaj ich, czy dostali wezwania, i czy pamiętają, że muszą przyjść do sądu. Czasami poczta gubi wezwania, albo ktoś nie odbiera poczty. Albo akurat jak przyszedł tan list to go nie było. Jeżeli chciałbyś, żeby w sądzie towarzyszył ci ktoś z rodziny czy znajomych to oczywiście możesz go zaprosić. Rozprawy odbywają się jawnie, i może na nich być obecny każdy, kto jest pełnoletni, jest nie uzbrojony i nie został zgłoszony jako świadek. Tylko zadbaj o to, by zaproszona przez ciebie publiczność nie wpadła na pomysł, żeby zorganizować jakąś demonstrację poparcia. Jak zaczną wykrzykiwać hasła, albo wymachiwać transparentami to sędzia wyrzuci ich za drzwi. A twojej sprawie to na pewno nie pomoże.

Nie pij alkoholu ani przed rozprawą ani dzień wcześniej. Piwko na start czy setka dla kurażu przed rozprawą może się źle skończyć. Jeżeli przyjdziesz do sądu w stanie podchmielonym albo „wczorajszym” to w najlepszym przypadku nie zostaniesz po prostu wpuszczony. Jeżeli jednak strażnik cię przepuści i wejdziesz już na salę rozpraw, to sędzia może cię ukarać wysoką grzywną, a nawet aresztem. I to wykonalnym natychmiast, to znaczy prosto z sądu trafisz do więzienia. Przyjście na rozprawę po spożyciu alkoholu – i to nie ważne ile ma się tych promili – jest uważane za poważne naruszenie powagi sądu i surowo karane. To samo dotyczy wszelkich innych środków „rozluźniających”.

Nie ma wprawdzie obowiązku, by z okazji wizyty w sądzie wkładać garnitur czy garsonkę, należy jednak ubrać się tak, jakby się szło na ważną rozmowę w sprawie pracy. Albo do kościoła. Krótkie spodenki, koszulki bez rękawów, t-shirt z głupawym napisem albo rysunkiem, a w wypadku pań ubrania bardziej odpowiednie dla tancerek hydraulicznych tudzież permanentnych autostopowiczek powinny tego dnia zostać w szafie. Jeżeli żeby pójść do sądu urywasz się na chwilę z pracy to przebierz się, a nie przychodź w poplamionym smarami kombinezonie. Nawet do Sądu pracy. Przyjście do sądu w nieodpowiednim stroju może skończyć się upomnieniem, a nawet grzywną. Albo i aresztem. Bo to także może być przez sędziego uznane za obrazę sądu.

W dniu rozprawy wyjdź z domu odpowiednio wcześnie, tak by bez problemów zdążyć na wyznaczoną godzinę. Lepiej być godzinę za wcześnie, niż pięć minut za późno. Weź pod uwagę nie tylko korki uliczne, ale i fakt, że bardzo często przy sądach nie ma parkingów, albo są one bardzo małe i może się okazać, że trzeba będzie zaparkować w dużej odległości od budynku sądu. Trochę czasu może też potrwać przejście przez bramkę kontroli bezpieczeństwa. Pamiętaj, że do sądów nie wolno wnosić broni, wszelkich noży, scyzoryków, pojemników z gazem, tak więc zostaw to w domu, albo od razu przekaż do depozytu. Nie zapomnij dowodu osobistego, bo na pewno będzie ci on potrzebny. Chociażby po to, by udowodnić, że ty to ty. Staraj się też nie przynosić do sądu niczego, co nie będzie ci tam potrzebne. Nie przychodź z siatkami pełnymi zakupów, bo może się okazać, że nie będziesz miał tego gdzie zostawić, a jak wejdziesz z całym tym majdanem na salę rozpraw sędzia może nie wykazać zrozumienia dla twojej chęci skorzystania z niewiarygodnych promocji w pobliskim sklepie.
 
Po przejściu przez kontrolę bezpieczeństwa zostaw kurtkę w szatni i odszukaj właściwą salę rozpraw. Na drzwiach każdej sali (albo gdzieś obok) wisi wokanda, czyli spis spraw wyznaczonych do rozpoznania tego dnia na tej sali Zwykle jest to kartka papieru (a czasami nawet kilka kartek) ale ostatnio w ramach nowoczesności pojawiają się także wokandy wyświetlane na monitorach. Dlatego jak już znajdziesz drzwi z właściwym numerem sprawdź, czy faktycznie dobrze trafiłeś. Jeżeli na wokandzie tej sali wymieniona twoja sprawa to wszystko w porządku.

Gdy już upewnisz się, że jesteś pod właściwą salą usiądź i cierpliwie czekaj. Przygotuj dowód osobisty. Wyłącz telefon komórkowy, i sprawdź czy jest wyłączony. Nie pukaj do drzwi sali, nie zaglądaj, ani nie wchodź do niej nie proszony, nawet jeżeli nadeszła już godzina na którą wyznaczono twoją rozprawę. Gdy nadejdzie twoja kolej ktoś wyjdzie i wywoła twoją sprawę, to znaczy ogłosi, że teraz sąd będzie rozpoznawał sprawę takiego przeciwko takiemu i wezwie wszystkich na salę. Słuchaj uważnie, która sprawa jest wywoływana, bo jeżeli nie usłyszysz swojego wezwania i nie zgłosisz się na salę rozpraw to sędzia uzna że nie przyszedłeś i może wydać wyrok pod twoją nieobecność, i bez wysłuchania tego, co masz do powiedzenia. Po wywołaniu sprawy weź głęboki wdech i wchodź. Już nic więcej zrobić nie możesz.

W następnym odcinku wejdziemy na salę rozpraw i zobaczymy, co tam się dzieje.

środa, 10 sierpnia 2011

Poradnik podsądnego - (3) – Dowody


Przed sądem nie wystarczy mieć rację, trzeba jeszcze umieć to udowodnić. Nie wystarczy zatem, że zgłosisz nawet najbardziej zasadne zarzuty, musisz jeszcze przedstawić dowody na ich poparcie. Dowody na to, że zapłaciłeś, na to, że coś zrobiłeś (albo ten drugi coś zrobił), że coś było takie, a nie inne.  Znalezienie, wybranie i przedstawienie dowodów to tylko twój problem, sędzia ci w tym nie pomoże i sam dowodów szukał nie będzie. Nie oczekuj więc, że jak zgłosisz jakieś „zastrzeżenia” czy „wątpliwości” co do tego, czy powinieneś płacić to sędzia przeprowadzi jakąś "kontrolę" czy "śledztwo" w tej sprawie. Pamiętaj, że sędzia nie ma obowiązku ustalenia jak to naprawdę było, on sprawdza tylko, czy przedstawione dowody są wystarczające by uznać coś za udowodnione. A to znaczy, że jeżeli nie przedstawisz dowodu na to, że wszystko już powodowi zapłaciłeś to sędzia może ci nie uwierzyć. I będziesz musiał zapłacić jeszcze raz.

Dowodem może być praktycznie wszystko, z czego można wnioskować o faktach, najczęściej jednak są to dokumenty, czyli wszelkie pisma (zarówno te na papierze jak i te elektroniczne) oraz zeznania świadków. Dowodem też może być opinia powołanego przez sąd biegłego, zdjęcia, film, nagranie rozmowy, a w ostateczności także twoje własne słowa, jako zeznanie strony postępowania. Zawsze jednak taki dowód musi być zgłoszony na jakąś „okoliczność”. To znaczy, że jeśli zgłaszasz jakiś dowód to musisz też napisać, co tym dowodem chcesz udowodnić. To się nazywa "teza dowodowa" I to musi być coś konkretnego, nie wystarczy napisać, że świadek „dużo wie w tej sprawie”, albo, że te dokumenty „mogą wiele wyjaśnić”.  
 
Pamiętaj też, że fakty jakie chcesz udowodnić, i na okoliczność których zgłaszasz dowody muszą mieć znaczenie dla sprawy. To znaczy, że od tego, czy je udowodnisz czy nie będzie zależało to, jaki będzie wyrok. Na przykład to, że kontroler był chamski i cię szarpał nie zmienia faktu, że nie miałeś biletu, więc musisz zapłacić gapowe. Tak samo jak musiałbyś je zapłacić, gdyby kontroler był grzeczny i na koniec uprzejmie cię przeprosił za złapanie. Wyrok w obu przypadkach będzie taki sam, więc udowadnianie tego, że kontroler źle się zachowywał nie ma żadnego sensu. Dlatego zanim zaczniesz zgłaszać dowody zastanów się, czy przypadkiem nie próbujesz udowodnić czegoś, co w tym przypadku nie ma żadnego znaczenia. Jeżeli nie jesteś pewien co ma znaczenie – zasięgnij porady prawnika. Bo może się okazać, że zgłosisz furę dowodów, z których absolutnie nic nie wynika.

Zastanów się też, czy dowód, który zgłaszasz faktycznie potwierdza to, co chcesz  nim udowodnić. Pamiętaj na przykład, że wyciąg z konta bankowego – potwierdzenie przelewu – może potwierdzać fakt, że przelałeś pieniądze za czynsz na konto właściciela mieszkania, i wtedy jest to wystarczający dowód na to, że zapłaciłeś. Jeżeli jednak płaciłeś czynsz w gotówce, a nie przelewem, to wyciągiem z banku możesz udowodnić co najwyżej to, że któregoś dnia wypłaciłeś z konta pieniądze na czynsz. A to wcale nie oznacza, że zaniosłeś je właścicielowi mieszkania. Tego ten dokument nie potwierdza, i wcale nie jest „logiczne” że skoro wypłaciłeś pieniądze to znaczy, że wydałeś je na czynsz. Bo równie dobrze mogłeś je wydać na coś innego.

Pamiętaj, że wysyłane przez ciebie listy, maile, SMSy, komunikaty na Skype, GG, NK, Facebooku czy innych portalach, serwisach czy komunikatorach internetowych to jest tylko dowód tego, że ty – albo osoba korzystająca z twojego konta – coś napisała. Jeżeli chcesz je zgłosić jako dowód, to pamiętaj, że te wszystkie „dokumenty” to tylko spisanie tego, co ty kiedyś twierdziłeś. No a to, że o czymś napisałeś 10 razy to jeszcze nie oznacza, że to jest prawda. Zastanów się co by było, gdyby to twój dłużnik na każde twoje upomnienie się o zwrot pożyczki odpowiadał, że przecież umówiliście się, że on nie będzie musiał ci tych pieniędzy oddać. Czy uważałbyś takie listy, emaile czy SMSy za dowód tego, że taka była umowa między wami?

Jeżeli nie masz żadnych dokumentów możesz spróbować udowodnić to, co mówisz zeznaniami świadków. Świadkiem może być tak naprawdę każdy, także mąż, żona, dzieci itp. itd., bo nie ma w zasadzie żadnego zakazu zgłaszania ich na świadków (no, jest parę wyjątków, ale tutaj nieistotnych). Pamiętaj tylko, że świadkowie mogą potwierdzić tylko to co sami widzieli albo słyszeli. Na przykład, że kolega, któremu mówiłeś, że mieszkasz od stycznia, ale płacić będziesz dopiero od lutego może potwierdzić przed sądem tylko to, że ty mu to mówiłeś. Nie proś go więc, aby zeznał, że zgodnie z umową miałeś płacić dopiero od lutego. Świadek, który był przy tym jak płaciłeś może potwierdzić, że faktycznie tego dnia dałeś pieniądze, komu je dałeś i co było przy tym mówione. Ale jeżeli widział to tylko raz to nie może zeznawać, że płaciłeś regularnie co miesiąc przez cały rok, choćby był o tym święcie przekonany. Sądu nie interesuje co świadkowie myślą, co im się wydaje i co jest dla nich oczywiste. Zadaniem świadka nie jest popieranie cię przed sądem, czy przekonywanie sędziego, że ty jesteś uczciwym człowiekiem, a ten drugi to oszust, złodziej i kanciarz. Oni mają mówić to, co wiedzą. A jeżeli nic nie wiedzą - albo wiedzą tylko to, co im powiedziałeś – to kiepski z nich dowód.


W następnym odcinku poradnika będzie mowa o formie i terminach, czyli o tym, co w sądzie jest najważniejsze.