No właśnie... poza kolorowymi rybami i interesującymi elementami wyposażenia na tym wraku można znaleźć też co innego... Dno zaścielają płaty falistej blachy, które kiedyś służyły jako zasłona przed słońcem dla pasażerów podróżujących na pokładzie. Między nimi można dostrzec łodzie ratunkowe, które zatonęły wraz ze statkiem, bo nikt ich nie opuścił na wodę. Niektóre leżą na dnie nadal przywiązane do żurawików. Na dnie można też nadal odnaleźć pozostałości przedmiotów osobistych. Walizki. Buty. Wewnątrz wraku nadal spoczywają zwłoki wielu osób, większość na dolnych pokładach z których nie mieli oni szans się wydostać. I tu pojawia się pytanie, czy powinno się w ogóle nurkować na ten wrak. Czy nie powinno się przypadkiem pozostawić wraku, i tych co na nim zginęli, w spokoju? Czy faktycznie powinno się robić z cmentarza atrakcję turystyczną?
wtorek, 1 listopada 2011
Salem
15 grudnia 1991 r. należący do Samatour Shipping Company prom MV Salem Express odbił od nabrzeża portu Jeddah (Dżedda) w Arabii Saudyjskiej kierując się w stronę egipskiego portu Safaga, położonego kilkadziesiąt kilometrów na południe od znanego kurortu Hurghada. Na pokładzie według oficjalnych danych, znajdowało się 578 pasażerów i 71 członków załogi, choć nieoficjalnie mówi się, że rzeczywista liczba pasażerów była znacznie większa. Statkiem dowodził doświadczony kapitan Hassan Moro, który znał doskonale wody (i rafy) na podejściach do Safagi. Wielokrotnie, korzystając z tej wiedzy, prowadził on statek krótszą, choć bardziej niebezpieczną trasą podchodząc do portu od południa, wąskim kanałem pomiędzy Hyndman Reef a rafami przybrzeżnymi. Taką też trasę obrał i tym razem, pomimo wzmagającego się wiatru i nadchodzącego sztormu. Decyzja ta, dyktowana chęcią oszczędzenia pasażerom kilkugodzinnej żeglugi w sztormie, okazała się tragiczna w skutkach, gdy na krótko przed północą 15 grudnia 1991 r. Salem Express uderzył dziobem w południowy cypel Hyndman Reef. Uderzenie o rafę spowodowało rozszczelnienie furty dziobowej przez co woda zaczęła się wdzierać do wnętrza statku i zalewać pokład samochodowy Salem Express błyskawicznie nabrał wody, przewrócił się na prawą burtę i w ciągu 20 minut spoczął na dnie. Spośród załogi i pasażerów statku uratowało się zaledwie 180 osób, reszta, a wraz z nimi i kapitan Moro, zginęła wraz ze statkiem.
No właśnie... poza kolorowymi rybami i interesującymi elementami wyposażenia na tym wraku można znaleźć też co innego... Dno zaścielają płaty falistej blachy, które kiedyś służyły jako zasłona przed słońcem dla pasażerów podróżujących na pokładzie. Między nimi można dostrzec łodzie ratunkowe, które zatonęły wraz ze statkiem, bo nikt ich nie opuścił na wodę. Niektóre leżą na dnie nadal przywiązane do żurawików. Na dnie można też nadal odnaleźć pozostałości przedmiotów osobistych. Walizki. Buty. Wewnątrz wraku nadal spoczywają zwłoki wielu osób, większość na dolnych pokładach z których nie mieli oni szans się wydostać. I tu pojawia się pytanie, czy powinno się w ogóle nurkować na ten wrak. Czy nie powinno się przypadkiem pozostawić wraku, i tych co na nim zginęli, w spokoju? Czy faktycznie powinno się robić z cmentarza atrakcję turystyczną?