Pages

niedziela, 28 kwietnia 2013

Wnioski


Nadchodzi długi weekend, czas odpoczynku i relaksu. A także czas na nadrobienie zaległości w pisaniu uzasadnień od wydanych wyroków. Dużo mam do napisania, oj dużo, jak nigdy. W sumie szesnaście. Gdyby nie to, że mamy długi weekend nie dałbym rady. Ale cóż, sam sobie jestem winien. Jakbym w paru sprawach przymknął oko na spóźnienie w złożeniu wniosków dowodowych i je dopuścił zamiast oddalić, albo przychylnie spojrzał na trzeci z rzędu wniosek o odroczenie rozprawy to bym nie musiał wydawać wyroku, i nie miałbym teraz do napisania uzasadnienia. No cóż. Zachciało mi się strzeżenia sprawności postępowania to teraz mam. 

Tak, wiem, słyszałem opinie, że duża ilość uzasadnień świadczy o tym, że sędzia nie potrafi przekonać stron, że postępowanie prowadził rzetelnie i wydał słuszny wyrok. Z całym jednak szacunkiem dla panów profesorów wypowiadających takie opinie, w realnym świecie to nie do końca tak działa. Za przykład niech służą zaś cytaty z paru wniosków sporządzenie uzasadnienia:  
 
„Wnoszę o doręczenie odpisu protokołu rozprawy. Jeżeli w sprawie zapadło orzeczenie kończące postępowanie wnoszę także o sporządzenie i doręczenie jego odpisu wraz z uzasadnieniem.”
 
„z uwagi na to, że pełnomocnik powoda nie był obecny na rozprawie, wnoszę o sporządzenie i doręczenie uzasadnienia orzeczenia wydanego w niniejszej sprawie, jeżeli takowe zostało wydane. Ewentualnie wnoszę o udzielenie informacji o terminie kolejnej rozprawy.” 
 
„Wnoszę o sporządzenie i doręczenie uzasadnienia odpisu wyroku z uzasadnieniem, o ile został wydany.” 
 
„Powód wnosi o sporządzenie i doręczenie uzasadnienia orzeczenia w wypadku oddalenia powództwa w jakimkolwiek zakresie. W wypadku wyroku zasądzającego w całości powód cofa wniosek o sporządzenie uzasadnienia”

Żeby było zabawnej, ten ostatni wniosek został złożony przez pełnomocnika pewnego „seryjnego” powoda, który w tym akurat przypadku występował wyjątkowo w roli pozwanego. Tak więc wniósł on o uzasadnienie wyroku korzystnego dla swego klienta, rezygnując jednocześnie z otrzymania uzasadnienia wyroku dla niego niekorzystnego. No ale mógł się przecież pomylić, w końcu skąd miał wiedzieć o co jest sprawa, przecież na rozprawie ani razu go nie było. To jak to było, panowie profesorowie, z tym przekonywaniem do swoich racji?

Tak, słyszałem też, że to wszystko przez to, że trudno jest uzyskać informację o treści wyroku, że jakby udzielano informacji przez telefon albo internet to tego by nie było itp. Ale po pierwsze gdyby panowie mecenasi raczyli przychodzić na rozprawy (bo w końcu chyba za to klienci im płacą) to nie musieliby się potem dowiadywać jaki jest wyrok, a po drugie z mojego doświadczenia wnoszę, że to, czy szanowny pan (albo pani) mecenas wysłuchali wyroku nie ma żadnego wpływu na to, czy złożą wniosek o uzasadnienie czy nie. Dobrze wiem natomiast, że jeżeli w sprawie jest stroną jeden czy drugi podmiot, albo reprezentuje go taka albo inna kancelaria to na 100% będę musiał napisać uzasadnienie. Bo oni składają wnioski zawsze, niezależnie od tego, jaki wyrok zapadł. A robią to, ponieważ takie mają „wytyczne klienta”, bo tak zarządził dyrektor departamentu postępowań sądowych, albo taka jest „polityka firmy” itp. A że przez taką „politykę” sędziowie marnują czas na pisanie niepotrzebnych uzasadnień? A to już nie ich problem.

Owszem, już słyszę te głosy, że sędziom nie chce się robić, przecież jak ktoś zapłacił za sprawę, to uzasadnienie mu się należy i takie tam... Chciałbym jednak, żeby wszyscy zrozumieli, że czas, który sędzia marnuje na napisanie niepotrzebnego uzasadnienia do wyroku to jest czas, którego nie może on poświęcić na inne, naprawdę potrzebne czynności. Na przygotowanie do następnej rozprawy, by wiedział kogo o co pytać, i mógł podjąć prawidłową decyzję np. co do wezwania dalszych świadków. Na przemyślenie sprawy przed wydaniem wyroku, by rozstrzygnięcie było faktycznie wynikiem wnikliwego rozważenia wszystkich okoliczności, a nie pierwszym pomysłem, który wpadł do głowy o godzinie 0:42 po napisaniu ostatniego w tym dniu uzasadnienia. Na sen, by mógł wyjść na rozprawę wypoczęty i w pełni sił, a nie na trzech kawach i jednym redbulu po nocy zarwanej na pisanie uzasadnienia. Na napisanie lepszego uzasadnienia w sprawie, gdzie jest to potrzebne, by strony otrzymały wnikliwą analizę prawną sprawy, a nie parę stron sklecone na szybko metodą kopiuj-wklej, bo dzisiaj trzeba napisać jeszcze dwa inne.
 
Szacuję, że wśród uzasadnień, które napisałem w zeszłym roku (a będzie tego ponad 100 sztuk) najwyżej połowa była takich, które były faktycznie stronom potrzebne. Reszta była wyłącznie parą w gwizdek, w dodatku taką której wypuszczenie spowodowało, że właściwa maszyna nie była w stanie rozwinąć pełnej prędkości. Takim samym marnotrawstwem było także poświęcanie przeze mnie czasu na wykonywanie czynności, które mogliby spokojnie wykonać sekretarze, na pisanie bzdurnych wyjaśnień i sprawozdań ze sprawy, na ponowne czytanie każdej sprawy przed rozprawą, bo przy 300 sprawach w referacie nie jestem w stanie ich wszystkich spamiętać. Tu właśnie, w marnotrawstwie czasu i sił sędziego tkwi zasadnicza przyczyna problemów z sądami. A temu nie zapobiegnie ani ustawienie kamery na sali rozpraw, ani ponumerowanie półek w szafach, ani też przyznanie sobie przez ministra sprawiedliwości prawa wglądu do akt postępowań. Gotowe recepty na rozwiązanie problemu są znane od lat. Jedyne czego brakuje to woli politycznej by je wprowadzić.