Pages

poniedziałek, 27 listopada 2017

Szare korzenie bujnych kwiatów


Wszyscy chyba czytali "Dywizjon 303" Arkadego Fiedlera. W końcu była to lektura szkolna. Obok historii bohaterskich pilotów było tam też jeden rozdział poświęcony cichym bohaterom, o których zwykle się nie pamięta wspominając bohaterskich lotników i ich wielkie zwycięstwa. Tym, którzy sami nie walczyli, ale bez których ci walczący nie mogli by zwyciężać. Obsłudze naziemnej. Mechanikom, którzy łatali postrzelane samoloty, by rano były znów gotowe do walki, uzupełniali paliwo i amunicję, przyczyniając się w ten sposób do zwycięstw pilotów dywizjonu. Za swój wysiłek i wkład w zwycięstwo nie mogli liczyć na odznaczenia i zaszczyty, byli właśnie jak te szare korzenie, bez których nie mogło być bujnych kwiatów.

Sądy także mają i swe bujne kwiaty, i owe szare korzenie. Gdy w trudnym procesie skazywany jest jest jakiś ważny mafiozo, tudzież inny zbrodniarz, albo wydawane jest jakieś ważne orzeczenie rozstrzygające problem budzący zainteresowanie publiczne w świetle reflektorów, przed obiektywami kamer i aparatów występują tylko sędziowie. Ci, którzy wydają wyroki, w imieniu Rzeczypospolitej wymierzają sprawiedliwość, orzekając zgodnie, albo i niezgodnie ze społecznym oczekiwaniem. To o nich też wszyscy myślą, gdy mówi się o sądach, o tym co sądy robią, albo czego nie robią a powinny. Nikt zaś nie dostrzega tych, bez których sądy nie mogłyby działać, owych sądowych mechaników, którzy dbają, by sędziom stającym na linii frontu nie zabrakło paliwa i amunicji. Nikt nie widzi pracowników sądowych sekretariatów, i nikt poza sędziami (a i to nie wszystkimi) nie docenia ich pracy.

Bez sekretariatu nie ma sądu. Tak po prostu nie ma. Sami sędziowie nie wystarczą, tak samo jak i myśliwski dywizjon nie może składać się z samych pilotów. Ktoś musi wykonać tę szarą, ale niezbędną robotę, by samoloty mogły latać a procesy się toczyć. Ktoś musi protokołować rozprawę, a to naprawdę ciężka robota, wiem bo sam to robiłem, i to jeszcze w czasach, gdy protokoły pisało się ręcznie długopisem. Ktoś musi sprawy "rozpisywać" czyli po prostu wykonać zarządzenie sędziego co do tego co należy zrobić, żeby sprawa się toczyła. To znaczy przygotować, wydrukować, zapakować w koperty i nadać zawiadomienia i wezwania na rozprawę. Tak samo sporządzić, i doręczyć odpisy wydanych orzeczeń z właściwymi pouczeniami, przystawiając gdzie trzeba właściwe pieczątki. Napisać i wysłać wszystkie te pisma, którymi sędziowie zwracają się do różnych osób i instytucji o nadesłanie dokumentów koniecznych do rozpoznania sprawy, albo o wypożyczenie akt innej sprawy. I z drugiej strony otworzyć wszystkie te przesyłki, które przychodzą do sądu każdego dnia (a tego są całe worki), posortować, odszukać akta spraw, do których kierowane są pisma, wszyć je, przedstawić sędziemu do decyzji. To całe wózki sklepowe papieru dziennie, niekiedy noszone na własnych plecach po schodach i piętrach.

Wydawałoby się, że skoro pracownicy seketariatów sądowych są tak ważnymi i nieodzownymi trybikami  machinie wymiaru sprawiedliwości to odpowiedzialnym za nią winno zależeć, by mieli oni jak najlepsze warunki pracy, pozwalające im pracować wydajnie, jak również że stanowiska te będą obsadzane najlepszymi ludźmi. Ale niestety, doświadczenie wskazuje, że pracowników sekretariatów najwyższe czynniki decyzyjne w najlepszym przypadku nie zauważały, w najgorszym zaś traktowały jak zło konieczne. Dość wskazać, że w tej chwili, przynajmniej w wielkich miastach, praca na kasie w Biedronce czy Lidlu w tej chwili jest lepiej opłacana niż praca sekretarza sądowego. Ostatnia, szumnie ogłaszana podwyżka była zaś spowodowana li tylko wzrostem płacy minimalnej. Nic zatem dziwnego, że w tej chwili w wielu wielkomiejskich sądach do konkursu na pracownika sekretariatu zgłasza się mniej osób niż jest miejsc, więc ne może być mowy o jakiejkolwiek selekcji najlepszych osób do pracy. Stąd wzięło się ciekawe zjawisko w postaci stanowisk sekretarzy sądowych obsadzanych pracownikami z agencji pracy tymczasowej, co samo przez się jest wstydem dla państwa polskiego. I czy ktoś się nie zastanawia tam na górze że kiepsko opłacany pracownik może skusić się na ofertę niezbyt legalnego dorobienia sobie