Pages

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Przejściowe trudności



Minął kolejny tydzień z Nowym Lepszym Doręczycielem Sądowym Który Złamał Monopol Poczty Polskiej,  wybranym w przetargu z kryterium 100% cena. I jak na razie można powiedzieć, że wszystko działa zgodnie z zapowiedziami, przynajmniej w części dotyczącej tego, że na początku będą pewne problemy. No ale jak się wprowadza nowe rozwiązania i łamie monopol, to na początku musi być trudno, co nie?

Rzeczone, oczywiście przejściowe i chwilowe, trudności pojawiają się już na samym początku, znaczy się przy odbieraniu z sądów przesyłek do doręczenia. Na ten przykład, jak donosiła prasa, w Sądzie Rejonowym w Bytowie kuriera Nowej Lepszej Firmy podobno nie widziano od 10 dni, tak więc żadne listy z tego sądu nie wychodzą, i nie wiadomo ile to jeszcze potrwa. Oby się nie okazało, że utknął w zaspach, bo może trzeba będzie czekać do wiosny. Zresztą tam, gdzie pocztoodbieracze dotarli też idealnie nie było, bo chyba nie do końca dobrze oszacowano ilość poczty wychodzącej z sądów. No bo jak inaczej wyjaśnić fakt, iż do pewnego sądu kurierzy przyszli po wychodzącą pocztę z jednym małym woreczkiem, podczas gdy Poczta Polska listy odbierała dwa razy dziennie furgonetką. To zresztą tłumaczyło też poniekąd fakt, iż dostarczona rolka naklejek z kodami paskowym skończyła się po paru godzinach, choć miała starczyć na tydzień...

Trzeba jednak przyznać, że ostatecznie spora część przesyłek wyszła z sądów i trafiła do Nowego Tańszego Operatora. A stamtąd trafiła do rąk doręczycieli, którzy – zgodnie z zapowiedziami Szefa Firmy – mieli dołożyć wszelkich starań by przesyłkę doręczyć, a nie tylko zostawić awizo. I jeśli wierzyć zamieszczanym w internecie komentarzom to faktycznie niektórzy mocno się przyłożyli do roboty... na przykład doręczając przesyłkę do firmy obok, bo w biurze adresata nikogo nie było. Trochę szwankowało też wyszkolenie, a może to emocje były, bo jak to niektórzy opisywali niekiedy trzeba było świeżo upieczonemu doroznosicielowi poczty sądowej przypominać, że ma zażądać pokwitowania zwrotki i rzeczoną zwrotkę zabrać. Gdzieniegdzie też zaobserwowano dziwne zjawisko, polegające na tym, że gdy przesyłki dostarczał listonosz Poczty Polskiej, to przychodził codziennie i zawsze miał kilka albo i kilkanaście listów, a doręczyciel Nowego Nie-Monopolisty od paru dni się nie pojawia i awiz też nie zostawia. No ale to pewnie przejaw lepszej wydajności, skuteczności i organizacji pracy. 

Skoro jesteśmy przy awizach, to tu też ponoć zaobserwowano przejściowe trudności, których należało się spodziewać. Paru zainteresowanych otrzymało awiza z terminem odbioru 16 dni... co jednakże w zasadzie jest poprawne, gdyż tyle właśnie powinny „leżakować” przesyłki sądowe w oczekiwaniu na ich odbiorcę. Jeszcze innym zafundowano bieg na orientację w mieście, połączony z testem na spostrzegawczość, czyli jak wśród pięciu kiosków na tej samej dłuuuugiej ulicy odszukać ten oznaczony małym żółtym kółeczkiem jako „punkt awizo”. Innych wysłano na wycieczkę krajoznawczą w tereny uprzednio nie znane, w celu odnalezienia na miejskim bazarze sklepiku firmy handlującej czymśtam, i zajmującej się pokątnie wydawaniem awizowanych przesyłek sądowych. Do tego jeszcze okazało się, że sporo tychże punktów awizo mieści się w miejscach nie bardzo licujących z powagą sądu, co natychmiast stało się źródłem niewybrednych żartów. W większości dość kiepskich, chociaż pomysł, żeby wezwania w sprawach o jazdę pod wpływem doręczać za pośrednictwem sklepów monopolowych jest całkiem interesujący...

Jeżeli już znaleźliśmy nasz punkt awizo, czy to w kiosku, czy w mięsnym, czy w wędkarskim to nie oznaczało to jeszcze końca przygody, bo tam też mogliśmy natrafić na przejściowe trudności. Na ten przykład mogło się okazać, że bez awiza ani rusz. Znaczy się bez awiza nie wydadzą nam przesyłki, bo na awizie jest kod, który muszą wskanować, albo inaczej na system nie wejdzie. Mogło też być zupełnie odwrotnie, to znaczy że jak mamy już awizo, to nie potrzebujemy niczego więcej, i przesyłkę i tak dostaniemy, choćby ona była dla szwagra. No ale to oczywiście są tylko drobne chwilowe problemy, wynikłe z tego, że listowydawcy nie zrozumieli tego, co im podano na szkoleniu... bo przecież wszyscy zostali przeszkoleni i mają świadomość odpowiedzialności. Tak więc krążące po sieci zdjęcie awizowanej przesyłki, na której od razu odnotowano daty drugiego awiza i zwrotu jako nie podjętej to nie jest podstawa do wyciągania jakichkolwiek wniosków, i w ogóle nic się nie stało, a ewentualne niedociągnięcia zostaną rychło poprawione.

Tak więc wszystko działa dobrze, a że na początku jest trochę problemów to przecież zrozumiałe. Bo przecież jest oczywiste że teraz będzie lepiej, ludzie będą mieli bliżej po odbiór przesyłki, a tak w ogóle to Nowa Lepsza Firma stoi na stanowisku, że przesyłki należy doręczać a nie awizować i do tego motywuje swych kurierów. A tak w ogóle to poczta też ma agencje w sklepach i nikomu to nie przeszkadzało, więc dlaczego ktoś ma o to pretensje. Inaczej mówiąc jest dobrze, wszystko działa doskonale, a jak komuś coś się nie podoba to znaczy że broni postkomunistycznego monopolisty, i prowadzi nagonkę na prywatną firmę, która ośmieliła się wygrać w przetargu.


No cóż... pożyjemy, zobaczymy... chociaż doświadczenia dotychczasowe jakoś nie napawają optymizmem. Jak na razie pesymiści twierdzą, że przez najbliższe pół roku będzie totalny bałagan, a optymiści, że potrwa to tylko kwartał. Nawet spotkałem się ze stwierdzeniem, że rok 2014 będzie rokiem przywracania terminów. I coś w tym jest, bo jakoś za dużo w tym wszystkim przypadkowości i chodzenia na skróty. Do tego owy system doręczeń, to także nowe potencjalne problemy, nieprawidłowości w funkcjonowaniu systemu, których dotychczas nie było, a które mogą doprowadzić do nie zawinionego uchybienia terminu. I nie chodzi mi tu ani o doręczanie nie temu co trzeba, ani o zapominanie o zostawieniu awiza – bo to zdarzało się także poczcie. Chodzi mi raczej o to, co będzie jak się okaże, że wydawczyni listów w sklepie rybnym postanowi nie wydać przesyłki adresatowi, bo ten nie będzie miał awiza, albo nie będzie mogła znaleźć listu i powie, żeby przyjść jutro. Albo, co będzie, gdy punkt awizo, który miał być otwarty do 17:00, był tego dnia otwarty do 16:00, albo w ogóle zamknięty, bo pani kioskarka miała grypę żołądkową. Do tego dojdzie jeszcze kwestia tego, czy daty powtórnego awiza i zwrotu to daty rzeczywiste, czy wpisano je tam "dla pamięci" zaraz po pierwszym awizowaniu. No i to czy określenie "pracownik operatora", którym w rozporządzeniu o doręczeniach określono osobę uprawnioną do zamieszczania adnotacji o awizowaniu, może oznaczać także kioskarza, z którym zawarto umowę agencyjną, albo doręczyciela na umowie zlecenia. 

Ewidentnie będzie się działo...