Pages

niedziela, 19 grudnia 2010

Petycja

W ostatnich dniach, różnymi drogami, dotarła do mnie informacja o petycji w sprawie surowego ukarania osób winnych znęcania się nad zwierzętami. Przyszły do mnie maile, zaproszenia na fejsbuku, prośba pojawiła się nawet w komentarzach do mojego bloga. Zajrzałem więc pod jeden z linków i przeczytałem co tam napisano. Okazało się, że przed Sądem Rejonowym w Nowym Targu toczy się proces przeciwko osobom oskarżonym o to, że w bestialski sposób zabiły psa wlokąc go za samochodem na lince. Autorzy petycji (sporządzonej także w języku angielskim) domagają się zaś, aby sąd wymierzył za ten czyn karę pozbawienia wolności bez zawieszenia.

Nie podpisałem tej petycji. Z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że sam pomysł występowania z petycją do sądu w sprawie wydania konkretnego wyroku jest dla mnie po prostu nie do pomyślenia. Nie rozumiem jak można w ogóle wpaść na pomysł apelowania do sądu – i to publicznie – o wydanie konkretnego wyroku w konkretnej sprawie? Czy autorom tego pożałowania godnego pomysłu wydaje się, że jak zbiorą te 50.000 podpisów, to wtedy sąd weźmie ich opinię pod uwagę? Że sędzia ugnie się pod „presją społeczną”? Czy naprawdę nie widzą nic złego w wywieraniu presji na sędziego, aby w sprawie zapadł wyrok skazujący? Czy oni sami chcieliby być sądzeni przez sędziego, na którego wywierana jest taka presja? W wielu krajach sama próba wywierania presji na sąd czy sędziego, wszelkie próby „lobbowania” za wydaniem konkretnego rozstrzygnięcia traktowane są jako przestępstwo. Sub iudice lis est – sprawa jest w toku, co oznacza, iż wszelkie komentarze i sugestie co do tego jaki powinien być wyrok są nie na miejscu. Bo jedyną osobą uprawnioną do orzekania w sprawie jest sędzia, a wszelkie pozaprocesowe próby wpłynięcia na jego decyzję to nic innego jak utrudnianie wymierzania sprawiedliwości.

Drugi powód mojej decyzji jest taki, że wydawanie wyroku bez znajomości wszystkich faktów i okoliczności sprawy oraz bez zapoznania się z dowodami jest działaniem skrajnie nieodpowiedzialnym. A tutaj ktoś na podstawie informacji medialnych uznał za zasadne orzec, że oskarżeni są winni, a ich wina jest tak wielka, że powinni być pozbawieni wolności. Ileż razy ja już to widziałem. Ktoś gdzieś opisał jakieś zdarzenie, a już internetowi znawcy praw wszelakich wydali wyrok. Jedynie słuszny zresztą, bo kto się temu sprzeciwia ten jest głupi albo popiera tych bandytów. A może warto by pamiętać, że właśnie po to ustanowiono sądy, by o winie i karze nie decydował tłum na podstawie plotek? By nie wieszano ludzi tylko dlatego, że ktoś powiedział, że oni coś zrobili? Za przykład niech posłuży sprawa, która kilka lat temu miała swoje „pięć minut” w internecie. Chodzi mi o sprawę chłopaka, którego rzekomo wsadzono do więzienia za jazdę na gapę. Ależ się podniósł krzyk, sędziego odsądzono od czci i wiary, przypomniano który tam „zbrodzień” co zrobił i mimo tego nie siedzi. Wtedy też chyba była jakaś petycja, gremialnie orzeczono też, że to skandal i chłopaka powinno się wypuścić, przeprosić i zapłacić odszkodowanie za bezprawne pozbawienie go wolności. A prawda była taka, że ów „biedny niewinny” wcale nie siedział za jazdę na gapę, tylko został tymczasowo aresztowany, ponieważ uporczywie nie stawiał się na rozprawę w sprawie, w której był oskarżony o podrobienie i posłużenie się podrobionym dokumentem. Inaczej mówiąc oskarżono go (a i on temu nie zaprzeczał) że sfałszował legitymację szkolną i używał jej do wyłudzania nienależnych ulg, ale on nie przychodził na rozprawy, bo uważał, że nie musi. O tym jednak dziennikarze nie napisali a „sprawiedliwy” tłum nie chciał słuchać.

Mam nadzieję, że w przyszłości (oby niezbyt dalekiej) kultura prawna w Polsce podniesie się na tyle, że sądu odzyskają należną im pozycję jako jedynego organu uprawnionego do orzekania o winie i karze. Że skończy się czas powoływania sądów ludowych ad hoc do orzekania w medialnych sprawach i ferowania wyroków przez dziennikarzy i podburzony przez nich tłum. Że skierowanie sprawy do sądu utnie wszelkie dyskusje na temat winy i właściwej kary, a wydany wyrok przyjęty zostanie z należnym mu szacunkiem.