<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525</id><updated>2012-02-11T01:04:56.968+01:00</updated><category term='wokanda'/><category term='przedawnienie'/><category term='jak się liczy termin'/><category term='świadek'/><category term='upominawczym'/><category term='teza dowodowa'/><category term='sprzeciw'/><category term='jak wygląda rozprawa'/><category term='zarzuty'/><category term='odwołanie'/><category term='braki formalne'/><category term='przedawniony'/><category term='proces długo trwa'/><category term='jak wnieść sprzeciw'/><category term='urzędowy formularz'/><category term='akta'/><category term='jak przyspieszyć'/><category term='awizo'/><category term='rozprawa'/><category term='e-sąd'/><category term='zwolnienie od kosztów'/><category term='sprzeciw od nakazu zapłaty w postępowaniu upominawczym'/><category term='na okoliczność'/><category term='elektroniczne postępowanie upominawcze'/><category term='odpisy'/><category term='do usunięcia braków formalnych'/><category term='co zabrać do sądu'/><category term='jak się ubrać do sądu'/><category term='sąd'/><category term='epu'/><category term='pełnomocnik z urzędu sttan majątkowy zwolnienie od kosztów adwokat'/><category term='fałszywe zeznania'/><category term='zwrot kosztów procesu'/><category term='nagrywanie rozpraw'/><category term='sprawiedliwość'/><category term='kto może być na rozprawie'/><category term='sprzeciw nakaz zapłaty wyrok świadkowie'/><category term='dowód'/><category term='przewlekłość'/><category term='przedawnia się'/><category term='nakaz zapłaty'/><title type='text'>Sub iudice</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>123</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-4023556575336728473</id><published>2012-02-10T18:32:00.000+01:00</published><updated>2012-02-10T18:32:23.499+01:00</updated><title type='text'>Wpływ wpływu na wypływ</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Postanowiłem „zrobić półkę” z „wpływem” czyli nowymi sprawami, które przydzielono mi do rozpoznania. „Zrobić” to znaczy przeczytać o co w niej chodzi i zdecydować czy wymaga ona skierowania na rozprawę, czy też nie. A jeżeli rozprawa będzie konieczna to ustalić termin, to kogo trzeba wezwać na niego, nakazać doręczenie odpisu pozwu, zażądać dołączenia akt i dokumentów itp. Biorę więc kalendarz, druki zarządzeń o wyznaczeniu rozprawy, bloczek kartek do pisania zarządzeń, i jedziemy. Najpierw wstępna selekcja. Wnioski o nadanie klauzuli wykonalności, skargi na czynności komornika, pozwy w postępowaniu nakazowym odkładam na osobną kupkę. Tego na pewno nie kieruje się na rozprawę. Reszta kolejno do analizy.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pierwsza sprawa. Eksmisja. Dużo tego ostatnio. Zobaczmy kogo i za co... No tak, rodzinka z dziećmi. A za co? Hmm... jak zwykle. Nie płacili czynszu to i miasto wypowiedziało im najem. Pieniądze potem „nagle się znalazły” i cały dług został spłacony, ale to już za późno... bo spłacenie długu samo przez się nie przyznaje prawa do lokalu. No i sprawa prosta. Jeżeli przed rozprawą nie wynegocjują z miastem podpisania nowej umowy najmu to mogą pożegnać się z&amp;nbsp;mieszkaniem. Opowiadanie historii o ciężkim życiu i braku pieniędzy na czynsz nic tu nie da. Bo to, że kogoś nie stać na czynsz nie uprawnia go do mieszkania w cudzym mieszkaniu za darmo. Nawet, gdy jest to mieszkanie komunalne. Tak samo jak brak pieniędzy na jedzenie nie uprawnia do stołowania się za darmo w restauracjach. Wyznaczyć termin, i następna sprawa.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nooo... druga eksmisja we wpływie. I to w dodatku ta sama komunalna kamienica. Czyli mamy dwupak. Ciekawe jaka jest niespodzianka... Tak... No pięknie... Ci wprawdzie płacą, ale za to nie są najemcami i nigdy nie byli. Po prostu bez zgody Miasta zajęli puste mieszkanie, a to oznacza że zajęli je bez tytułu prawnego. To z kolei oznacza eksmisję na bruk, i to bez żadnych wyjątków, i nawet bez czekania do wiosny. Bo jako „dzicy” nie mają prawa do lokalu socjalnego, ani do moratorium na wykonywanie eksmisji. Co więcej – ja nawet nie mam prawa przyznać im lokalu socjalnego, nawet jeżeli okaże się że on jest bezrobotny, ona w zagrożonej ciąży, i w dodatku mają już malutkie dziecko. Bo po ostatniej nowelizacji ustawy o ochronie praw lokatorów wyłączono ich spod ochrony jaką daje art. 14 tej ustawy. Bez żadnych wyjątków. No, ale tym nikt się nie chwalił... wszyscy natomiast zapowiadali jak to nowe przepisy będą chronić ofiary przemocy domowej. Przykre to, ale trudno. Idziemy dalej.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ooo, kogo ja widzę, znowu mój ulubiony „doradca”, Wprawdzie tym razem się nie podpisał, ale te czcionkę i durnowate wnioski poznam wszędzie. Na przykład wniosek o wyznaczenie rozprawy i powiadomienie pozwanego o jej terminie, co pan „mecenas” uzasadnia obowiązującą procedurą sądową. Odkąd pamiętam on rozdaje swoje ulotki pod sądem, a pisane przez niego pisma są stale na tym samym beznadziejnie niskim poziomie... to by było na tyle jeśli chodzi o weryfikowanie przez rynek. Co on tym razem nawypisywał... no tak znowu wniósł pozew przeciwko „Zarządowi Gospodarki Mieszkaniowej”. Znaczy pozew podlega odrzuceniu na posiedzeniu niejawnym, bo rzeczony Zarząd nie ma zdolności sądowej. Ciekawe czy i tym razem będzie kombinował w zażaleniu, że skoro Zarząd jest częścią organizacyjną miasta więc „a&amp;nbsp;maiori ad minus” też ma zdolność sądową... Sam pozew też jest bez sensu, bo jak ktoś nie spełnia przesłanek wstąpienia w stosunek najmu z art. 691 kc to nie może domagać się na podstawie art. 5 kc ustalenia że je spełnia. To zupełnie tak samo jakby ktoś, kto nie jest spadkobiercą domagał się uznania go za spadkobiercę „bo tak będzie sprawiedliwie”. Ale cóż, papier (i sąd) wszystko przyjmie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Następne akta. Pozew przeciwko ubezpieczycielowi o zapłatę odszkodowania z ubezpieczenia OC. No, widzę, że nadal ubezpieczyciele opowiadają stare dowcipy. Ten o amortyzacji części. Ten o europejskiej dyrektywie w sprawie GVO. Ten o nienależnym VAT. Ten o średnich kosztach naprawy. No tak... mówią że decyzja w 7 dni, tylko nie mówią, że odmowna. Ale sprawa prosta. Jeden termin, biegły jak go sobie zażyczą i wyrok z uzasadnieniem. A potem apelacja, w której powtórzą te same dowcipy. Ale mimo wszystko wolę takie sprawy niż te, gdzie trzeba wycenić ile warta jest złamana noga, wybite oko, albo śmierć syna. Wyznaczam termin i gotowe.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I dalej już poszło. Parę spraw po sprzeciwie od nakazu zapłaty „bo nie mam z czego zapłacić”, kilka wniosków o stwierdzenie nabycia spadku, jakiś wniosek o wyjawienie majątku... no nie, znowu? Przecież to firma krzak. Nigdy pod tym adresem nie działała, co się wydało w innej sprawie. No nic. Co tam dalej... niezapłacony czynsz za najem lokalu, jakieś pretensje do banku o źle rozliczony kredyt i żądanie zwrotu pieniędzy za wadliwy czajnik. No. To tyle. Mogę brać się za resztę. Za klauzule, skargi na komornika, nakazy i inne pilne sprawy. A jak trochę czasu zostanie to może zajrzę do akt z sesji, żeby zobaczyć co to ja mam następnym razem sądzić. Bo priorytety muszą być zachowane, Nakaz musi być wydany niezwłocznie, wniosek o klauzulę rozpoznany w trzy dni, skarga na komornika w siedem. Uzasadnienia napisane w 14 dni. A nowe sprawy nie mogą zbyt długo leżeć bez wyznaczonego terminu. Bo to jest uchwytne w Statystyce. A takie fanaberie jak przygotowywanie się do sesji czy dokształcanie nie są. Więc się nie liczą.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-4023556575336728473?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/4023556575336728473/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2012/02/wpyw-wpywu-na-wypyw.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/4023556575336728473'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/4023556575336728473'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2012/02/wpyw-wpywu-na-wypyw.html' title='Wpływ wpływu na wypływ'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-3882067961688599343</id><published>2012-02-03T18:06:00.001+01:00</published><updated>2012-02-03T18:23:58.926+01:00</updated><title type='text'>Pytania do Prezydenta RP</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="postbody"&gt;W dniu 10  października 2011 r. „Iustitia” Kwartalnik Stowarzyszenia Sędziów  Polskich przesłał Biuru Prasowemu Kancelarii Prezydenta RP listę pytań  do Pana Prezydenta Bronisława Komorowskiego. Pytania te&amp;nbsp; napłynęły do redakcji Kwartalnika od sędziów z całej Polski, stanowiąc zebrane "w pigułce" problemy, obawy i wątpliwości sędziów co do pozycji ustrojowej sądów i sędziów.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="postbody"&gt;Pytano tam o wiele rzeczy. Między innymi o to dlaczego Pan Prezydent zdecydował się podpisać ustawę &lt;/span&gt;&lt;span class="postbody"&gt;z dnia 18 sierpnia 2011 r. nowelizującą Prawo o ustroju sądów powszechnych, jakie argumenty przekonały go do tego pomimo &lt;/span&gt;&lt;span class="postbody"&gt;tego, że krytyczne opinie pod jej adresem wyrazili nie tylko sędziowie ale i przedstawiciele organy takie jak Krajowa Rada Sądownictwa, Pierwszy Prezes Sądu  Najwyższego, Prokurator Generalny, a nawet Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Pytano też, czy Pan Prezydent &lt;/span&gt;&lt;span class="postbody"&gt;popiera ideę powołania tzw.  Okrągłego Stołu dla Sądownictwa i czy gotów jest go zwołać, ewentualnie  objąć to przedsięwzięcie patronatem. &lt;/span&gt;&lt;span class="postbody"&gt;Jak Pan Prezydent ocenia propozycję przeniesienia  nadzoru administracyjnego nad sądami powszechnymi z Ministerstwa  Sprawiedliwości do Kancelarii Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego?  &lt;/span&gt;&lt;span class="postbody"&gt;Jak Pan Prezydent ocenia obecny system dochodzenia do zawodu sędziego? A nawet &lt;/span&gt;&lt;span class="postbody"&gt;czy Pan Prezydent ma wśród swoich doradców jakiegokolwiek sędziego lub sędziego w stanie spoczynku?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="postbody"&gt;(&lt;i&gt;Pełna lista pytań &lt;a href="http://sub-iudice.blogspot.com/p/pytania-do-prezydenta-rp.html" target="_blank"&gt;tutaj&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;)&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="postbody"&gt;&amp;nbsp;Poproszono mnie, bym napisał o tym na swoim blogu dlatego, że niestety do chwili obecnej Pan Prezydent nie znalazł czasu na to, by udzielić odpowiedzi na te pytania, i określić w ten sposób swe stanowisko wobec sądownictwa. 15 września 2011 r. Biuro Prasowe Kancelarii Prezydenta odpowiedziało, że:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="postbody"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="postbody"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="postbody"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;Z przykrością informujemy, że ze względu na napięty kalendarz Pana  Prezydenta udzielenie wywiadu w chwili obecnej nie będzie możliwe.  Prosimy o cierpliwość.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;Potem, na uprzejmą prośbę o udzielenie odpowiedzi na pytania chociażby tylko na piśmie, w kolejnym liście z &lt;span class="postbody"&gt;4 listopada 2011 r. napisano:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="postbody"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="postbody"&gt;z przykrością  informujemy, że powyższa informacja jest w dalszym ciągu aktualna i  dotyczy również udzielenia odpowiedzi na przesłane pytania&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;.  &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pan Prezydent jest niewątpliwie bardzo zajętą osobą. Bardzo prawdopodobne jest zatem że informacja o tym, że jakiś "niszowy" kwartalnik ma do niego jakieś pytania mogła nawet do niego nie dotrzeć, bo decyzje co do tego, czy Pan Prezydent w danej sprawie ma czas dla prasy, czy też nie podejmują pewnie pracownicy biura prasowego albo któryś z wspierających Prezydenta pracowników Kancelarii. Ciężko zatem obwiniać Pana Prezydenta za to milczenie, choć wydawałoby się, że takie kwestie jak sytuacja w wymiarze sprawiedliwości powinny być traktowane priorytetowo. Nawet gdyby miało się to odbyć kosztem innych zaplanowanych zadań, na przykład... no właśnie. Na przykład czego?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wraz z prośbą o opublikowanie tych pytań i tego tekstu podrzucono mi jako ciekawostkę listę &lt;span class="postbody"&gt;wybranych spotkań Prezydenta RP w okresie po przedstawieniu mu owej listy pytań. Tych, z których składał się jego "napięty program" który zdaniem pracowników biura prasowego Kancelarii nie pozwalał im przedstawić zadanych przez sędziów pytań Panu Prezydentowi. Zajrzałem tam. Nawet sprawdziłem dokładnie, czy na oficjalnej stronie internetowej Prezydenta RP są one wymienione. Były. A wygląda to tak:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="postbody"&gt; &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;18 października 2011 r. &lt;/b&gt;- Prezydent otworzył w Zamościu (Lubelskie) nową szkolną halę sportową.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;24 października 2011 r&lt;/b&gt;. - Prezydent podziwiał dzieła polskiego baroku.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;5 listopada 2011 r. &lt;/b&gt;- Prezydent uczestniczył w obchodach Hubertusa&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;9 listopada 2011 r.&lt;/b&gt; - Prezydent wziął udział w Gali Charytatywnej w rocznicę debiutu GPW na giełdzie, &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;29 listopada 2011 r&lt;/b&gt;. - Prezydent uczestniczył w posiedzeniu Senatu Akademii Wychowania Fizycznego&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;30 listopada 2011 r.&lt;/b&gt; - Prezydent otworzył nowy odcinek autostrady A2&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;4 grudnia 2011 r&lt;/b&gt;. - Prezydent odwiedził kopalnię węgla kamiennego „Bogdanka” k. Łęcznej&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;3 stycznia 2012 r. &lt;/b&gt;- Prezydent z Małżonką wzięli udział w uroczystej  premierze najnowszego filmu Agnieszki Holland, "W ciemności" &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na dzisiaj to tyle. Wniosków żadnych nie wyciągam. Niech każdy wyciągnie własne. &lt;/div&gt;&lt;span class="postbody"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="postbody"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-3882067961688599343?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/3882067961688599343'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/3882067961688599343'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2012/02/pytania-do-prezydenta-rp.html' title='Pytania do Prezydenta RP'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-8717441930421731511</id><published>2012-01-28T16:18:00.000+01:00</published><updated>2012-01-28T16:18:19.482+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='e-sąd'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='epu'/><title type='text'>Sąd honorowy</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jakiś czas temu na zaprzyjaźnionym &lt;a href="http://summumius.wordpress.com/2012/01/13/nie-bedzie-niczego/" target="_blank"&gt;blogu&lt;/a&gt; przeczytałem bardzo interesujące podsumowanie koncepcji i wielkiego sukcesu e-sądu mającego stanowić – w świetle tego co politycy mówią do kamer – sztandarowy przykład pozytywnych przemian w&amp;nbsp;wymiarze sprawiedliwości. Określono tam e-sąd mianem „sądu honorowego”. A to dlatego, że ów „sąd” wydając nakazy zapłaty nie sprawdza niczego, nie analizuje dowodów, nie bada czy roszczenie znajduje w nich oparcie, nie zastanawia się nawet, czy jest ono zasadne. Dlaczego? Ano dlatego, że w tym „sądzie” żeby dostać nakaz zapłaty wcale nie trzeba przedstawić dowodów, wystarczy napisać jakimi dowodami chciałoby się udowodnić to żądanie. A napisać można tam cokolwiek, bo nikt tego nie ma prawa sprawdzić, zaś samo oświadczenie co do zgłaszanych dowodów nie jest składane pod rygorem odpowiedzialności karnej za złożenie fałszywego zeznania w wypadku, gdyby zgłoszonych dowodów się nie posiadało. „Sąd” ten wydaje zatem nakazy „na słowo honoru” wierząc, że faktycznie to, co napisano w pozwie, to jest prawda. Że faktycznie jest taki dług, że istnieje faktura na daną kwotę i że dany człowiek faktycznie podpisał umowę z której wynika obowiązek zapłaty. Pytanie tylko ile wart jest honor takiego e-powoda i jego pełnomocnika. Czy faktycznie można mu ufać, bo jego słowo jest więcej warte niż pieniądze, czy też może obowiązuje tu zasada, że w biznesie wszystkie chwyty dozwolone, śmierć frajerom i takie tam. Popatrzmy zatem jak ów e-„sąd” widać z&amp;nbsp;perspektywy „prawdziwego” sądu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;No tak. Na początek może warto zapytać jak do zasady zaufania do powoda ma się na przykład wnoszenie pozwów o zapłatę, w których jako dowody przywołuje się „fakturę VAT, jeżeli ją wystawiono” albo „aneks do umowy, jeżeli go podpisano”? Czyż nie oznacza to przypadkiem tyle, że rzeczony powód, a w zasadzie jego pełnomocnik nie tylko nie wie tego, czy zgłoszone przez niego dowody potwierdzają jego roszczenie, ale nawet nie jest w stanie stwierdzić, czy one w ogóle istnieją. Czy faktycznie taki ktoś zasługuje na to, by wierzyć mu na słowo? A co z tymi, którzy jako „dowód” w&amp;nbsp;postępowaniu elektronicznym powołują tylko „umowę cesji wierzytelności” i&amp;nbsp;„oświadczenie o dokonaniu cesji”. W jaki sposób na podstawie takich „dowodów” mogą oni ocenić, czy dochodzone przez nich roszczenie w ogóle istnieje? Skąd bierze się ich przekonanie, że wierzytelności, które kupili rzeczywiście istnieją i&amp;nbsp;są&amp;nbsp;wymagalne? A to nie są przykłady brane ze spraw, w których e-sad odmówił wydania nakazu. Takie "kwiatki" trafiają do mnie po sprzeciwach od nakazów wydanych na podstawie takich "dowodów" !&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Dalej, jak długo można wierzyć na słowo powodowi, który wnosząc pozew do e-sądu zgłasza jako dowód fakturę VAT, której faktycznie nie posiada, i której pewnie nawet nie widział na oczy? A takich przypadków jest mnóstwo – wystarczy przywołać tylko te, w których po wezwaniu do przedłożenia dowodów zgłoszonych w pozwie złożonym w EPU nadchodzi pismo, w&amp;nbsp;którym pełnomocnik powoda informuje, że zgłoszonych przez siebie dowodów, to on tak naprawdę nie ma, więc wnosi, by sąd zażądał przedłożenia ich przez jakąś osobę trzecią – najczęściej zbywcę wierzytelności. I&amp;nbsp;najwidoczniej nie widzi nic złego w tym, że właśnie zażądał zasądzenia od jakiegoś człowieka sporej kwoty pieniędzy nie wiedząc nawet, czy faktura, na którą się powołał faktycznie potwierdza to, co napisał w pozwie. Nawiasem mówiąc w jednym z takich przypadków, po zapoznaniu się z samą fakturą okazało się, że wystawiono ją na panią Henrykę, a nie, jak pan mecenas raczył napisać w pozwie, pana Henryka. I cóż z tego? Ano nic. Pan mecenas napisał pismo „prostujące oczywistą omyłkę w pozwie”. Jakoś nie zauważył chyba, że największą pomyłką było tu wniesienie przez niego pozwu bez zapoznania się z dowodami, na których miał być oparty.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;A czasem bywa jeszcze gorzej. Oto po przekazaniu sprawy przez e-„sąd” prawdziwemu sądowi, okazuje się, że zamiast powołanych jako dowody „umowy”, „faktury”, „noty obciążeniowej” i takich tam pełnomocnik powoda przedstawia sądowi tylko „załącznik do umowy cesji” albo „wyciąg z wykazu wierzytelności”. Inaczej mówiąc ze&amp;nbsp;złożonego przez niego pozwu wynika, że domaga się on zapłaty takiej, a takiej kwoty, w oparciu o konkretnie wskazane faktury, ale jak przychodzi co do czego, to to&amp;nbsp;na dowód tego że powodowi należą się pieniądze przedstawia kartkę papieru, na której sam napisał, że powodowi należy się od pozwanego tyle, a tyle pieniędzy. Śmieszne? Też, ale częściej żałosne. Zwłaszcza wtedy, gdy taki "dowód" składany jest w odpowiedzi na sprzeciw od nakazu zapłaty, w którym pozwany kwestionuje istnienie długu, podnosząc, iż powód nie przedstawił żadnych dowodów. Muszę przyznać, że za każdym razem zastanawiam się, jak można robić coś takiego i się tego nie wstydzić. I jak to się ma do profesjonalizmu, etyki i takich tam haseł, którymi regularnie „korporacyjni” odpowiadają na propozycje „otwarcia zawodów prawniczych”.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czy&amp;nbsp;w&amp;nbsp;takiej sytuacji uczciwym wobec obywateli jest dalsze funkcjonowanie pseudosądu wydającego hurtowo nakazy zapłaty „na słowo honoru”, gdy ów honor jak się okazuje jest łatwo wymienialny na „interes klienta”? Wydaje się jednak, że na szybkie ucywilizowanie tej fabryki nakazów nie ma co liczyć. Zbyt duży sukces medialny, i zbyt ładnie wyglądają okrągłe liczby „załatwionych spraw”. Dopóki taki e-nakaz wydany na „słowo honoru” w oparciu być może istniejące dowody i uprawomocniony „na awizie” nie dotknie osobiście któregoś z prominentnych polityków to problemu zapewne nie będzie. Bo, to, że bicie rekordów „załatwień” w e-sądzie następuje kosztem zwykłych obywateli nikogo nie obchodzi. Ale zapewne nawet i wtedy panowie politycy zamiast uderzyć się we własne piersi, które tak gorliwie wystawiają do kamer przy okazji kolejnych „sukcesów” e-sądu będą poszukiwać winnych wśród złych, niedouczonych sędziów, którzy nie dorośli do prawidłowego korzystania z tak wspaniałego narzędzia jakim jest e-sąd, przez co ośmielili się wydać nakaz przeciwko Panu Ministrowi wyłącznie dlatego, że ktoś napisał, ze Pan Minister jest mu winien pieniądze. A to przecież oczywiste, że Pan Minister nie jest nikomu nic winien. Co świadczy o tym, że należy dalej wzmocnić nadzór polityków nad sądami, żeby do takich pomyłek nie dochodziło...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-8717441930421731511?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/8717441930421731511/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2012/01/sad-honorowy.html#comment-form' title='Komentarze (84)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/8717441930421731511'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/8717441930421731511'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2012/01/sad-honorowy.html' title='Sąd honorowy'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>84</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-5935481001685138600</id><published>2012-01-21T18:45:00.001+01:00</published><updated>2012-01-21T20:40:22.749+01:00</updated><title type='text'>Bezmózgi dureń</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Poprzednio opublikowany tu "&lt;a href="http://sub-iudice.blogspot.com/2011/09/skorumpowany-dran.html"&gt;List  skorumpowanego drania&lt;/a&gt;" zyskał wielu czytelników, a przy tej okazji  zapowiedziałem kontynuację tego cyklu. No i tak przyszła kolej na  kolejny list... a zatem Szanowna Pani...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;...napisała Pani we wniosku, że życzy sobie stwierdzenia nabycia spadku  po ojcu, na podstawie jego notarialnego testamentu. Podała w nim Pani,  że ojciec był rozwiedziony i nikogo poza Panią nie pozostawił. Załączyła  Pani do wniosku wszystkie potrzebne dokumenty, w tym ów testament i  odpisy aktu zgonu ojca oraz swego aktu małżeństwa. Wprawdzie zamiast  odpisu aktu małżeństwa załączyła pani tylko wyciąg z niego (taki wąski  pasek papieru wydany kilkadziesiąt lat temu), w którym nie podano imion  rodziców, ale to drobiazg, łatwy zresztą do poprawienia. W sumie sprawa  wyglądała na łatwą, i spodziewałem się zakończyć ją na pierwszym  terminie rozprawy, to jest za jakieś trzy miesiące. Dlaczego nie od  razu? Ano dlatego, że Pani sprawa jest jedną z ponad trzystu, które  jednocześnie rozpoznaję, tak więc musi zaczekać na swoją kolejkę. Co  zresztą wytłumaczyła Pani sędzia przewodnicząca wydziału, gdy po  otrzymaniu wezwania na rozprawę poszła Pani do niej żądać rozpoznania  sprawy „w rozsądnym terminie”. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;I tu muszę się przyznać, że popełniłem błąd, który spowodował, że sprawa  trwała dłużej, niż powinna. A mój błąd polegał na tym, że uwierzyłem  Pani na słowo. Może zmylił mnie „profesjonalnie” wyglądający wniosek i  dlatego uznałem, że Pani ma świadomość znaczenia tego, co Pani pisze, i  że wie Pani co jest istotne dla rozpoznania sprawy. Ale to nie jest  istotne. Grunt, że przyjąłem „na wiarę” to, co Pani napisała, że  spadkodawca nie pozostawił innych spadkobierców poza Panią. Bardzo  zdziwiło mnie więc pani oświadczenie złożone na rozprawie, że  spadkodawca miał jeszcze jedno dziecko, z pierwszego małżeństwa, a  zatem, że ma Pani przyrodniego brata. A to niestety oznaczało, że Pani  brat musiał zostać zawiadomiony o tym, że jest sprawa spadkowa po jego  ojcu i wezwany do udziału w tej sprawie. I to też dokładnie zrobiłem – i  odroczyłem rozprawę, zobowiązując Panią do podania adresu brata. A Pani  powiedziała, że spróbuje to jakoś ustalić, bo któraś ciotka czy ktoś  tam inny ma do niego telefon. Co mnie bardzo ucieszyło, bo poszukiwanie  takich danych drogą urzędowo-służbową to prawdziwy koszmar. No i  niestety bardzo długo trwa, bo trzeba chociażby czekać na odpowiedź z  biura adresowego – sąd nie ma bezpośredniego dostępu do tych danych,  więc musimy się tam zwracać z zapytaniami, tak jak każdy. I&amp;nbsp;nawet na  takim samym formularzu. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Gdy nadszedł kolejny termin rozprawy – znowu trzy miesiące minęły –  poinformowała mnie Pani, że adresu nie zna i nie ma go jak ustalić, bo  nie chce mieć nic wspólnego z tą osobą. Rozumiem to, ale dlaczego w  takim razie czekała Pani z tym, by mi to powiedzieć aż do rozprawy?  Gdyby powiedziała Pani, że nie może ustalić adresu sama, to wtedy  spróbowałbym ustalić ten adres z urzędu. Nie zmarnowalibyśmy tych trzech  miesięcy i może sprawa byłaby już zakończona. Bo mi naprawdę w tym  momencie potrzebny był tylko dowód na to, że Pani brat wie o rozprawie. A  to oznacza, że potrzebowałem tylko mieć w aktach podpisane przez niego  pokwitowanie odbioru zawiadomienia. A to wszystko dlatego, że testament, który Pani  przedłożyła całkowicie pomija Pani brata, a zatem pozbawia go też prawa  do należnej mu ustawowo połowy spadku. Ma on więc prawo kwestionować  ważność tego testamentu i domagać się stwierdzenia spadku na podstawie  ustawy. No więc chyba logiczne jest, że powinien wiedzieć o rozprawie,  bo jak inaczej mógłby zgłosić swoje zarzuty. Dokładnie to powiedziałem  Pani tłumacząc dlaczego muszę znowu odroczyć rozprawę, żeby odnaleźć  Pani brata. A przy okazji... droga Pani, drzwi do sali rozpraw są  cienkie, i w środku naprawdę dobrze słychać to, co mówią ludzie, którzy  przed chwilą wyszli z sali. I z całym szacunkiem, ale dla każdego, kto  ma chociażby podstawową wiedzę z zakresu anatomii jest oczywiste, że  gdybym, jak to Pani była uprzejma stwierdzić „nie miał mózgu” to raczej  nie rozmawialibyśmy ze sobą na tej rozprawie. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Proszę Pani, proszę zrozumieć, że ja nie mam najmniejszego nawet powodu  by nie wierzyć w to co Pani mówiła o swym przyrodnim bracie – że to  pijak, kryminalista, w więzieniu siedział i z ojcem nie utrzymywał  kontaktów od 30 lat. Niestety jednak nie zmienia to faktu, że zgodnie z  prawem jest on spadkobiercą ustawowym po Pani ojcu, a co za tym idzie  jest w rozumieniu przepisów prawa zainteresowany wynikiem postępowania,  więc musi być o nim powiadomiony. Ja rozumiem też, że jest testament, że  jest on notarialny, i że ojciec powołał do spadku tylko Panią, i nie  mam wcale zamiaru podważać tego testamentu, przeciwnie, nie mam na razie  żadnego powodu by sądzić, że jest on fałszywy, czy nieważny. I wcale  nie mam na celu pozbawienia Pani prawa do spadku, nie znam Pani  przyrodniego brata, nigdy go nie widziałem na oczy i nie jestem z nim w  zmowie, co jak się wydaje próbowała Pani sugerować w tym liście co go  Pani napisała do Prezesa sądu. Po prostu takie jest prawo, i ja nic na  to poradzić nie mogę. A ewentualne pretensje powinna pani zgłaszać  swojemu posłowi. Bo to on jest od stanowienia prawa. Ja je tylko  stosuję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając natomiast do samej sprawy to w tym  miejscu niestety muszę z przykrością poinformować Panią, iż Pani  przyrodni brat zmarł kilka miesięcy temu, już po tym, jak wezwałem go do  udziału w sprawie. Postępowanie w sprawie testamentu Pani ojca będzie  musiało zatem zostać zgodnie z prawem zawieszone do czasu ustalenia  danych spadkobierców Pani przyrodniego brata. Co nastąpi niezwłocznie po  rozpoznaniu Pani wniosku o wyłączenie mnie od rozpoznawania sprawy.  Tego zawartego w Pani piśmie, w którym zażądała Pani „zaprzestania  oszustw i matactw”&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Z wyrazami szacunku,&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;i&gt;Bezmózgi dureń, kombinujący jak pozbawić człowieka majątku&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-5935481001685138600?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/5935481001685138600/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2012/01/bezmozgi-duren.html#comment-form' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/5935481001685138600'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/5935481001685138600'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2012/01/bezmozgi-duren.html' title='Bezmózgi dureń'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-1901860841710262006</id><published>2012-01-13T20:00:00.001+01:00</published><updated>2012-01-13T20:12:32.705+01:00</updated><title type='text'>Likwidacja bez likwidacji</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Interesująco rozwija się sprawa likwidacji, pardon, przekształcenia ponad 100 sądów rejonowych w wydziały zamiejscowe. A dokładniej każdego dnia jej autorzy i zwolennicy prześcigają się w zapewnianiu i&amp;nbsp;zaręczaniu, że ta reforma to tak naprawdę nic nie zmieni, więc nie ma się czego bać. No i przedstawiają coraz to nowe uzasadnienia dla jej wprowadzenia mimo to. Coraz bardziej zaczyna to przypominać stary dowcip, zgodnie z którym reforma jest jak przesypywanie kartofli z jednego wiadra do drugiego – na koniec nadal mamy wiadro kartofli, ale ile przy tym hałasu...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Gdy cofniemy się do pierwszych wypowiedzi na temat „reformy przez likwidację” to zauważymy, że uzasadnieniem dla dokonania tak drastycznych cięć miały być przede wszystkim oszczędności budżetowe. Likwidacja niektórych sądów miała zmniejszyć ilość stanowisk funkcyjnych, w tym prezesów sądów, co miało dać oszczędności na wypłacanych im dodatkach funkcyjnych. Przytaczano „patologiczne” sytuacje, że wydział składa się tylko z przewodniczącego, który zarządza sam sobą, albo że wszyscy sędziowie w&amp;nbsp;sądzie są funkcyjni. I słusznie, tyle tylko, że żeby takie patologie naprawdę zlikwidować, trzeba by było zlikwidować cały sąd, a na to nie zgodziliby się wyborcy. A zwłaszcza ich wybrańcy upatrujący w tym umniejszenie znaczenia ich powiatu. Zamiast rezygnować w związku z tym z całego pomysłu (bo wycofywanie się z reform źle wygląda) postanowiono więc zmienić tylko tabliczki na drzwiach tworząc zamiast sądów wydziały zamiejscowe. Dzięki temu można było ogłosić, że likwidacja sądów nie odbije się negatywnie na prawach obywateli, bo i sądy i sędziowie zostaną tam, gdzie byli.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Problem w tym, że taka "likwidacja bez likwidacji" oznaczała też, że wszyscy funkcyjni (oprócz prezesa) zostają na miejscu, dalej pobierając swe dodatki, a to nie bardzo odpowiadało zapowiadanemu celowi, czyli Oszczędnościom Dla Budżetu. Ogłoszono więc, że oszczędności przyniesie likwidacja stanowisk prezesów, a wszelki sprzeciw wobec tej Wielkiej i Oczywiście Koniecznej Reformy powodowany jest wyłącznie strachem o stołki. Na to jednak różni tam sceptycy i takie tam różne warcholstwo skwapliwie zwróciło uwagę, że w takich sądach prezes praktycznie zawsze jest jednocześnie przewodniczącym wydziału, natomiast zgodnie z prawem pobiera tylko jeden dodatek funkcyjny, ten za prezesowanie. Jak się go zaś zdejmie ze stołka prezesa to nadal będzie pobierał dodatek, tylko tym razem ten za przewodniczenie. Nie oznacza to oczywiście, że taka zmiana nie przyniesie budżetowi oszczędności, wszak dodatek dla przewodniczącego jest niższy, więc na takiej zmianie budżet zaoszczędzi całe 186 zł miesięcznie. A to z pewnością uzasadnia wydanie kilku tysięcy złotych na wymianę tabliczek, pieczątek, druków i takich tam. Oraz poniesienie zwiększonych kosztów administracyjnych na przykład na przekazywanie pism pomiędzy sądem głównym i zamiejscowym. Albo na odprawy dla zwalnianych pracowników... ach prawda... żadnych zwolnień przecież nie będzie... przecież wyborcy nie mają się czego bać, no bo przecież wszystko zostanie po staremu. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Gdy to wszystko się wydało okazało się nagle, że od samego początku nie zrozumieliśmy intencji Pana Ministra i Przybocznych Jego, bo celem reformy wcale nie miało być oszczędzanie na dodatkach funkcyjnych, o nie, w żadnym wypadku. Chodzi o „optymalizację wykorzystania kadry sędziowskiej” czyli – mówiąc krótko – umożliwienie przesuwania sędziów z wydziału zamiejscowego do głównego sądu (i odwrotnie) jeżeli będzie taka potrzeba. Na przykład wtedy, gdy jakiś sędzia ośmieli się zachorować, albo co gorsza pójść na urlop, przez co obywatel musi czekać na sprawiedliwość. Cel to niewątpliwie słuszny, od dawna bowiem wiadomo, że obciążenie sędziów pracą w poszczególnych sądach nie jest takie samo, i zdarzają się takie sądy, w których sędziowie po prostu nie mają co robić, bo wpływa do nich za mało spraw. I faktycznie dobrze by było, gdyby te etaty i tych sędziów przeniesiono tam, gdzie będą bardziej potrzebni. Problem w tym, że jeżeli spojrzy się na listę sądów do likwidacji, pardon, połączenia to podjęte, pardon, zaplanowane decyzje w tej kwestii nijak się mają do celu, jaki owa Reforma ma osiągnąć. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Jeżeli celem likwidacji sądu miałoby być „uwolnienie rezerw kadrowych” którymi można by wzmocnić inny sąd, to osiągnięcie takiego celu wymagałoby likwidacji sądu „niedociążonego” i&amp;nbsp;przekształcenia go w wydział zamiejscowy sądu „przeciążonego”. Wtedy można by bez problemu „zabrać” sędziego który nie ma co robić, i przenieść go tam, gdzie jest robota. Kryterium wyboru sądów do likwidacji powinno być zatem obciążenie sędziów pracą, czyli – najprościej mówiąc – to, ile do danego sądu wpływa spraw w przeliczeniu na jednego sędziego, bo w ten sposób najłatwiej jest ustalić, gdzie są „moce i luzy”. Tyle tylko, że w ministerialnej „Reformie” jedynym kryterium doboru sądów do likwidacji była liczba etatów orzeczniczych – mniej niż 14 sędziów = sąd idzie pod nóż. To, czy tych 14 sędziów siedzi i się nudzi, czy może nie wie w co najpierw ręce włożyć nie miało, jak się wydaje, żadnego znaczenia. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Dobór sądów w pary także budzi pewne wątpliwości, z punktu widzenia celu, jaki owa Reforma ma podobno osiągnąć, bo w większości przypadków połączone mają być sądy mające bardzo podobny wpływ spraw. Trudno jest zaś w takiej sytuacji wskazać, skąd miałyby się wziąć owe „rezerwy kadrowe”, skoro w obu sądach sędziowie mają tyle samo do roboty. W dodatku niektóre z propozycji budzą co najmniej zdziwienie. Jak na przykład przyłączenie likwidowanego (znaczy, przekształcanego) sądu we Włodawie do oddalonego o prawie 90 km sądu w Lubartowie, zamiast do odległego o 30 km sądu w Chełmie, który w dodatku dziś (po którejś z poprzednich „reform”) rozpoznaje już sprawy z zakresu prawa pracy z rejonu Włodawy. Albo połączenie Sądu w Złotoryi z sądem w Lubinie podczas, gdy obszary właściwości tych sądów nawet ze sobą nie graniczą. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Problem nierównego obciążenia sędziów pracą nie jest nowy, i wymaga niezwłocznego rozwiązania. Ale rozwiązania w sposób przemyślany, a nie „na rympał” zlikwidujemy najmniejsze (w domyśle - nie mające co robić) sądy i zobaczymy co będzie. No cóż. Nie pierwsza to i nie ostatnia reforma... przeżyliśmy już likwidację Sądu okręgowego w Ostrołęce tylko po to, by po paru miesiącach utworzyć go na nowo. Przeżyliśmy utworzenie, a potem likwidację wydziałów zamiejscowych i sądów grodzkich... Przeżyjemy pewnie też kolejne reorganizacje i likwidacje pod hasłami usprawniania i oszczędności. Ale jeżeli miałbym sie wypowiadać, to największe oszczędności dla budżetu i najbardziej pozytywne skutki dla wymiaru sprawiedliwości przyniosłaby przede wszystkim likwidacja Ministerstwa Sprawiedliwości. Co od dawna postulują sędziowie.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-1901860841710262006?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/1901860841710262006/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2012/01/likwidacja-bez-likwidacji.html#comment-form' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/1901860841710262006'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/1901860841710262006'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2012/01/likwidacja-bez-likwidacji.html' title='Likwidacja bez likwidacji'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-6356840016859727600</id><published>2012-01-06T15:10:00.000+01:00</published><updated>2012-01-06T15:10:42.508+01:00</updated><title type='text'>Historia lubi się powtarzać?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W 2007 r. w tygodniku "Polityka" ukazał się bardzo interesujący &lt;a href="http://www.polityka.pl/kraj/219795,1,sadne-dni.read#ixzz1ibOTT4tm" target="_blank"&gt;felieton&lt;/a&gt; Andrzeja Garlickiego dotyczący relacji pomiędzy sanacyjnymi rządami a władzą sądowniczą, opisujący proces podporządkowywania sądów politykom. Myślę, że warto w tym miejscu zacytować kilka akapitów, które jednoznacznie wskazują do czego są zdolni żądni władzy politycy, jeżeli tylko się im na to pozwoli:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;"Gdy dobiegła końca kadencja parlamentu, należało powołać Głównego  Komisarza Wyborczego. Piłsudski postanowił, że będzie nim Stanisław Car.  Komisarza powoływał prezydent z&amp;nbsp;trzech kandydatów przedstawionych przez  Zgromadzenie Prezesów Sądu Najwyższego. Mimo sugestii i&amp;nbsp;nacisków  nazwisko Cara nie znalazło się na liście przedstawionej Mościckiemu.  Wola Piłsudskiego była prawem najwyższym i&amp;nbsp;prezydent, łamiąc  konstytucję, mianował Cara.&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Niepokorni prezesi ponieśli wkrótce  konsekwencje. Wydawać by się mogło, że obroni ich konstytucja, która  w&amp;nbsp;art. 77, 78 i&amp;nbsp;79 mówiła o&amp;nbsp;niezawisłości sędziów, o&amp;nbsp;ich nieusuwalności  i&amp;nbsp;nieprzenoszalności oraz sędziowskim immunitecie. &lt;u&gt;Art. 78 przewidywał  wszakże możliwość usuwania i&amp;nbsp;przenoszenia sędziów w&amp;nbsp;wypadku  postanowionej w&amp;nbsp;drodze ustawy zmiany w&amp;nbsp;organizacji sądów.&lt;/u&gt; Wprowadzono  ten przepis przewidując konieczność ujednolicenia odziedziczonej po  okresie zaborów organizacji sądownictwa.&lt;u&gt; Został wykorzystany do represji  wobec sędziów niechętnych sanacji.&lt;/u&gt;". &lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;   &lt;blockquote class="tr_bq"&gt;        &lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;   &lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dziś w Konstytucji mamy prawie taki sam przepis. Tyle tylko, że zmiana organizacji sądów następuje dzisiaj nie w drodze ustawy, lecz w drodze rozporządzenia Ministra sprawiedliwości. Aby usunąć niepokornego sędziego nie potrzeba zatem nawet ustawy. Wystarczy, aby minister jednym rozporządzeniem zlikwidował sąd, w którym orzeka sędzia, który mu się naraził, po czym w związku z tym przeniósł tego sędziego na drugi koniec Polski. Albo w stan spoczynku. Po czym ponownie utworzył sąd w tym samym miejscu. Ale czytajmy dalej...&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;"6 lutego 1928&amp;nbsp;r. Prezydent RP wydał rozporządzenie „Prawo o&amp;nbsp;ustroju  sądów powszechnych”, które wchodziło w&amp;nbsp;życie z&amp;nbsp;dniem 1 stycznia 1929&amp;nbsp;r.  Ministrem sprawiedliwości był od 22 grudnia 1928&amp;nbsp;r. Stanisław Car, który  objął tekę po Meysztowiczu. Rozporządzenie pozwalało przenosić bez  zgody zainteresowanych do innego sądu lub w&amp;nbsp;stan spoczynku sędziów Sądu  Najwyższego w&amp;nbsp;ciągu trzech miesięcy, sędziów apelacyjnych w&amp;nbsp;ciągu roku,  a&amp;nbsp;sędziów okręgowych i&amp;nbsp;grodzkich w&amp;nbsp;ciągu dwóch lat od wejścia w&amp;nbsp;życie. Jednymi  z&amp;nbsp;pierwszych zwolnionych byli I&amp;nbsp;prezes Sądu Najwyższego Władysław Seyda  i&amp;nbsp;prezes Izby Karnej SN Aleksander Mogielnicki, których przeniesiono  w&amp;nbsp;stan spoczynku. Zasada niezawisłości sędziowskiej została formalnie  utrzymana, lecz &lt;u&gt;możliwość przeniesienia sędziego do innego miasta lub  w&amp;nbsp;stan spoczynku dawała rządowi skuteczne narzędzie nacisku&lt;/u&gt;. Ta polityka kija i&amp;nbsp;marchewki spowodowała uzależnienie środowiska sędziowskiego od władz.  Była skuteczna i&amp;nbsp;dlatego 23 sierpnia 1932&amp;nbsp;r. ukazał się dekret  prezydenta ponownie zawieszający na dwa miesiące niezależność sędziów.    &lt;u&gt;Minister mógł też w&amp;nbsp;tym czasie usuwać ze stanowisk prezesów sądów.&lt;/u&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;Najdłużej trwało podporządkowanie obozowi sanacyjnemu władzy  sądowniczej [...]. Jedyną drogą wymuszenia  posłuszeństwa było podważenie zasady nieusuwalności sędziów. Uczyniono  to dwukrotnie, lecz w&amp;nbsp;każdej chwili mógł się ukazać kolejny dekret  prezydenta. Ta metoda zastraszenia okazała się skuteczna. W&amp;nbsp;ostatnich  latach istnienia II RP środowisko sędziowskie było już spacyfikowane.&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;System nadzoru administracyjnego Ministra i podporządkowania sądów politykom, został wprowadzony po raz pierwszy właśnie w USP z 1928 r. Ustawa ta obowiązywała aż do 1985 r. co świadczy o tym, że nowej władzy, która nastała w 1944 r. przyjęte w niej rozwiązania odpowiadały. Dziś słyszymy, z ust Ministra sprawiedliwości, że zrzeczenie się przez niego nadzoru administracyjnego byłoby "jak wywieszenie białej flagi". Faktycznie... trudno sobie wyobrazić, aby w demokratycznym kraju politycy zrzekali się uprawnienia, które zostało im przyznane po przewrocie wojskowym w celu podporządkowania sobie sądów.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A skoro i tak w tym wpisie zamieszczam głównie cytaty, to wkleję jeszcze jeden. Tym razem ze &lt;a href="http://www.google.pl/url?sa=t&amp;amp;rct=j&amp;amp;q=zdanie%20odr%C4%99bne%20s%C4%99dziego%20trybuna%C5%82u%20konstytucyjnego%20bohdana%20zdziennickiego%20do%20uzasadnienia%20wyroku%20trybuna%C5%82u%20konstytucyjnego%20z%20dnia%2018%20lutego%202004%20r.%20w%20sprawie%20k%2012%2F03&amp;amp;source=web&amp;amp;cd=1&amp;amp;ved=0CB4QFjAA&amp;amp;url=http%3A%2F%2Fisap.sejm.gov.pl%2FDownload%3Bjsessionid%3DCAC0295973F173469571D75F3E2EF153%3Fid%3DWDU20040340304%26type%3D1&amp;amp;ei=Sv0GT_2jEoGVswbN592CDw&amp;amp;usg=AFQjCNGFIB4EFuFlbVVD-BZaJtZaFA4mEg&amp;amp;sig2=CGVsv6aI23k3Pq4V29hbDw&amp;amp;cad=rja" target="_blank"&gt;zdania odrębnego&lt;/a&gt; sędziego &lt;span class="postbody"&gt;Trybunału Konstytucyjnego  Bohdana Zdziennickiego do uzasadnienia wyroku Trybunału Konstytucyjnego  z dnia 18 lutego 2004 r. w sprawie K 12/03.:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="postbody"&gt;"Według  opublikowanej niedawno instrukcji z 2 czerwca 1947 r. przygotowanej  przez KGB dla ambasady radzieckiej (Jacek, Julian Jadacki, Myśli o  wychowaniu narodu, Odra nr 4/2002, s. 11 i nast.) zalecane było &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="text-decoration: underline;"&gt;doprowadzenie do tego&lt;/span&gt;, aby pracownicy polskiego wymiaru sprawiedliwości otrzymywali niskie pobory&lt;/span&gt;  (pkt 9 Instrukcji). Takie zalecenie było więc dziełem przeciwników  suwerennego Państwa Polskiego, którego jednym z najważniejszych  atrybutów były niezależne sądy i niezawiśli sędziowie."&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span class="postbody"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;To tyle ode mnie. Wnioski wyciągnijcie sami...&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-6356840016859727600?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/6356840016859727600/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2012/01/historia-lubi-sie-powtarzac.html#comment-form' title='Komentarze (25)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/6356840016859727600'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/6356840016859727600'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2012/01/historia-lubi-sie-powtarzac.html' title='Historia lubi się powtarzać?'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>25</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-2332766908565671432</id><published>2012-01-01T22:47:00.001+01:00</published><updated>2012-01-01T23:57:32.068+01:00</updated><title type='text'>Nowy 2012-ty</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nadszedł kolejny rok, podobno już ostatni, bo więcej się Majom nie zmieściło na kamieniu. No i podobno można też coś o tym wydedukować z przepowiedni Nostradamusa. Mają być burze słoneczne powodujące upadek cywilizacji technicznej, rozbłyski gamma, wojny, klęski i nalot kosmitów. No i oczywiście wiadomo, że koniec świata to będzie jak Polska wyjdzie z grupy. Z pewnością będzie to natomiast (niestety) kolejny rok "reformowania" sądów przez kolejnego z rzędu polityka posadzonego w nagrodę (albo za karę) na stołku ministra sprawiedliwości.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Reformy są nieuniknione, bo w końcu tego od pana ministra oczekują Wyborcy. Zastanawiam się tylko ile jeszcze pomysłów na "poprawę sytuacji w wymiarze sprawiedliwości" wytrzymają sądy i sędziowie. Jeden minister tworzy małe sądy, żeby obywatel miał blisko, drugi je likwiduje w ramach oszczędności i lepszego gospodarowania kadrami. Jeden tworzy wyspecjalizowane wydziały by oszukany przedsiębiorca / wyzyskiwany pracownik / biedna matka samotniewychowująca mieli szansę na kompetentne obsądzenie ich sprawy, a drugi uważa, że każdy sędzia może obsądzić każdą sprawę, bo wszystkie to w zasadzie są takie same. Jeden zaostrza rygory proceduralne by przyspieszyć postępowania, a drugi je łagodzi by w pełni realizować prawo obywatela do sądu. A potem jeszcze raz to samo. I jeżeli którakolwiek z tych "reform" odniesie pozytywny skutek to jest to niewątpliwa zasługa aktualnie rządzącej partii. A jeżeli efektów nie będzie, albo zamiast się poprawić się pogorszy, to jest to niewątpliwie wina sędziów, którzy sprzeciwiają się wszelkim próbom zagonienia ich do uczciwej roboty.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na ten rok zapowiedziano likwidację 1/3 sądów rejonowych w Polsce. A dokładnie nie likwidację, tylko zamianę tabliczek i pieczątek na takie z innym napisem. Bo sądy zostaną tam, gdzie były tylko się będą nazywać "wydziały zamiejscowe". Oficjalnie miało to na celu likwidację małych sądów, które rozpoznają mało spraw, co z kolei miało pociągnąć za sobą oszczędności na dodatkach funkcyjnych, bo dzięki temu będzie mniej prezesów. Wszystko fajnie, tyle tylko, że ilość spraw wpływających rocznie do sądu nie miała żadnego znaczenia przy podejmowaniu decyzji o jego likwidacji. Liczyła się tylko liczba orzekających w danym sądzie sędziów. Odległość pomiędzy "łączonymi" sądami też nie miała znaczenia, tak więc niektóre likwidowane sądy będą przekształcone w wydziały zamiejscowe sądów położonych w miejscowościach oddalonych nawet i o 100 km. Żeby było jeszcze zabawniej w paru przypadkach sądem "macierzystym" stanie się sąd w którym orzeka mniej sędziów i położony w znacznie mniejszej miejscowości. Z tymi oszczędnościami na dodatkach to też tak wspaniale nie będzie, bo większość tych "likwidowanych" prezesów i tak jest równocześnie przewodniczącymi wydziałów. Tak więc różnica będzie taka, że zamiast dodatku funkcyjnego dla prezesa będzie brał dodatek funkcyjny dla przewodniczącego. Oszczędność dla budżetu państwa na takiej zamianie to jakieś 200 zł miesięcznie.Wygląda zatem, że rzeczywista przyczyna wprowadzanie tej reformy jest inna... po prostu panowie politycy chcą obejść zakaz wynikający z art. 180 ust 2 Konstytucji RP i uzyskać prawo do przenoszenia sędziów pomiędzy sądami. Być może faktycznie chodzi o to, by nie było tak, że w jednym sądzie siedzą i się nudzą, a w drugim nie wiedzą w co najpierw wsadzić ręce. Tylko że przepisy gwarancyjne - a do takich zalicza się art 180 Konstytucji - uchwala się przewidując najgorsze. To jest także to, że do władzy może dorwać się ktoś, kto nie będzie widział nic złego w poinformowaniu sędziego że pan premier liczy na wyrok uwzględniający interes państwa. Z sugestią, że albo pan sędzia zrozumie czego pan premier oczekuje, albo od przyszłego miesiąca pan sędzia (tudzież jego małżonka) będzie dojeżdżać do pracy 100 km w jedną stronę. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z innych pomysłów to oczekujemy (już od dwóch lat) na wprowadzenie wreszcie tego nagrywania rozpraw, bo wszyscy są niezwykle ciekawi tego jak to będzie działać. Bo jak dotąd zarówno w oficjalnych publikacjach jak i na oficjalnych szkoleniach autorzy reformy nie zdradzili jak oni wyobrażają sobie pracę z tymi nagraniami, ich odsłuchiwanie, udostępnianie. Jedyne co wiemy, to to, że na pewno nam to coś ułatwi. No i oczywiście skróci rozprawy o 1/3. Czekamy też na ucieleśnienie genialnego pomysłu sądów odmiejscowionych to jest pomysłu polegającego na tym że stadionowi kibole na będą sądzeni na stadionie przez sędziego spoglądającego na nich z ekranu telewizora. A to wszystko będzie się odbywało pod nadzorem asystenta sędziego, który zostanie zaproszony na mecz by pilnować czy telesądzenie odbywa się prawidłowo. Interesujące będzie także zapewne sprawdzenie jak to działać będą najnowsze genialne pomysły w zakresie zmian procedury cywilnej, zwłaszcza te nakazujące uzyskanie zgody na złożenie pisma do sądu. Bo na dzień dzisiejszy większość praktyków wydaje się zgodna co do tego, że nie bardzo wiadomo o co w tym wszystkim chodzi i jak te przepisy należy rozumieć. Pewnie doczekamy się też kolejnego rekordu wydajności e-sądu gdzie kolejni referendarze biją rekordy szybkości naciskania klawisza "enter" wydając w ten sposób kolejne dziesiątki nakazów zapłaty. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Będą pewnie też jeszcze inne pomysły, niby nowe, lecz tak naprawdę oparte o dokładnie to  samo założenie, które przyświecało reformatorom przez ostatnie 20 lat.  Założenie, że sprawy trwają długo, bo sędziom nie chce się wydajnie  pracować, wiec lekarstwem na to będzie zagonienie ich do roboty. Tu warto zadać pytanie. Jeżeli ta metoda pomimo jej stosowania przez tyle lat nie przyniosła żadnych rezultatów to może warto by się zastanowić, czy założenie co do przyczyny problemów jest prawidłowe. Oraz czy politycy w osobach kolejnych ministrów sprawiedliwości faktycznie powinni sprawować nadzór nad sądami... skoro po 20 latach sprawowania przez nich takowego sądownictwo wygląda tak jak wygląda. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-2332766908565671432?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/2332766908565671432/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2012/01/nowy-2012-ty.html#comment-form' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/2332766908565671432'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/2332766908565671432'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2012/01/nowy-2012-ty.html' title='Nowy 2012-ty'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-5987089268797899452</id><published>2011-12-25T12:03:00.000+01:00</published><updated>2011-12-25T12:03:40.405+01:00</updated><title type='text'>Uzasadnienie</title><content type='html'>&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:WordDocument&gt;   &lt;w:View&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:Zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:HyphenationZone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:PunctuationKerning/&gt;   &lt;w:ValidateAgainstSchemas/&gt;   &lt;w:SaveIfXMLInvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:IgnoreMixedContent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:Compatibility&gt;    &lt;w:BreakWrappedTables/&gt;    &lt;w:SnapToGridInCell/&gt;    &lt;w:WrapTextWithPunct/&gt;    &lt;w:UseAsianBreakRules/&gt;    &lt;w:DontGrowAutofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:BrowserLevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:LatentStyles DefLockedState="false" LatentStyleCount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt; /* Style Definitions */ table.MsoNormalTable {mso-style-name:Standardowy; mso-tstyle-rowband-size:0; mso-tstyle-colband-size:0; mso-style-noshow:yes; mso-style-parent:""; mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; mso-para-margin:0cm; mso-para-margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:10.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-ansi-language:#0400; mso-fareast-language:#0400; mso-bidi-language:#0400;}&lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Stan faktyczny sprawy jest bardzo trudny do ustalenia z powodu ograniczonej ilości dostępnego materiału dowodowego oraz wątpliwej wiarygodności wielu spośród dostępnych dowodów. Praktycznie cały materiał dowodowy składa się z dowodów pośrednich, lub wtórnych, jako że nie udało się ustalić i zabezpieczyć zeznań naocznych świadków. Dostępne relacje są relacjami świadków ze słyszenia i zawierają one wiele sprzeczności, zarówno wewnętrznych jak i wobec innych dostępnych w sprawie dowodów.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Na wstępie wskazać należy, iż poważne wątpliwości dotyczą przyjętego czasu i miejsca opisywanych zdarzeń. Zgodnie z utrwaloną opinią miały one miejsce 2011 lat temu w budynku stajni położonej w pobliżu miejscowości Betlejem leżącej niedaleko Jerozolimy, na terenie terytorium określanego jako Judea będącego terytorium zależnym on Cesarstwa Rzymskiego. W tym zakresie istnieje jednakże sprzeczność z nielicznymi dostępnymi w niniejszej sprawie dowodami z dokumentów, z których wynika, iż Herod, za panowania którego miały się rozgrywać opisywane wydarzenia, zmarł co najmniej cztery lata przed przyjętą datą. Brak jest również powiązania pomiędzy wskazaną datą a wspominanym w relacjach świadków spisem powszechnym, który miał być zarządzony przez cesarza rzymskiego Augusta, brak jest bowiem w zachowanych dokumentach jakiegokolwiek potwierdzenia faktu, aby we wspomnianym okresie odbywał się jakikolwiek powszechny spis, obejmujący cały obszar cesarstwa. Nie wykluczone jednak, iż świadek powiązał przedmiotowe zdarzenie z odbywającym się wówczas lokalnym spisem, obejmującym wyłącznie teren rzymskiej prowincji Syria, tyle tylko, że ów spis odbywał się z kolei kilkanaście lat po przyjętej dacie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Za całkowicie niewiarygodne uznać należało zeznania świadka co do prezentowanych przez niego motywów odbycia przez Józefa Cieślę podróży z Galilei ku Jerozolimie. Prezentowane przez niego uzasadnienie pozostaje bowiem w rażącej sprzeczności zarówno z dostępnymi dowodami pośrednimi, jak i z zasadami logicznego rozumowania. Świadek twierdzi, iż podróż ta była związana z koniecznością zgłoszenia się do spisu powszechnego w miejscu swego pochodzenia, zaś Józef Cieśla wywodził swój ród od Dawida, który uprzednio zamieszkiwał w Betlejem. Oznacza to, że według twierdzeń świadka przyjęta w Cesarstwie Rzymskim metodyka sporządzania spisu powszechnego zakładała nakazanie wszystkim mieszkańcom opuszczenie swych domów i zgłoszenie się do rachmistrzów spisowych w miejscu zamieszkania swych przodków żyjących 1.000 lat wcześniej, a w dodatku udanie się tam wraz z całymi rodziną i w ściśle określonym momencie, nie pozwalającym na jakąkolwiek zwłokę. Absurdalność tego twierdzenia jest oczywista, sporządzanie spisu w taki sposób byłoby bowiem całkowicie nielogiczne. Informacja o „miejscu pochodzenia” osób zamieszkujących określone terytorium, zwłaszcza zaś, gdy rozumie się przez nie miejsce zamieszkania legendarnego przodka żyjącego przed wiekami, jest bowiem całkowicie nieprzydatna dla właściwego administrowania krajem. Przy sporządzaniu spisu ludności istotne znaczenie ma bowiem aktualne miejsce zamieszkania osoby, to jest miejsce, w którym można ją znaleźć, by pobrać należny podatek, tudzież dokonać poboru do przymusowej służby wojskowej lub służby innego rodzaju, jeżeli ustawodawstwo krajowe taki obowiązek przewiduje. Podobnie trudne do logicznego wytłumaczenia jest to dlaczego Józef Cieśla zabrał w tę podróż swą żonę, będącą w dodatku w zaawansowanej ciąży. Ówczesna pozycja prawna kobiet w społeczeństwie poddaje w wątpliwość konieczność uczestnictwa żony Józefa Cieśli w załatwianiu spraw urzędowych, a nadto współczesne przekazy wskazują jednoznacznie, iż obowiązek zgłoszenia się i udzielenia informacji w trakcie spisu dotyczył tylko głowy rodziny.&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Jedynym logicznym uzasadnieniem dla odbycia przez Józefa Cieślę owej podróży mogłoby być to, iż zmuszony on został do ucieczki z miejsca swego zamieszkania, wraz z całą rodziną. Przyjęcie takiej wersji pozwala bowiem jednocześnie wyjaśnić przyczynę dla której Józef Cieśla miast zatrzymać się w gospodzie lub przydrożnym zajeździe zdecydował się ukryć wraz z żoną w szopie używanej do przetrzymywania zwierząt hodowlanych. Zeznania świadków wskazujące, iż było to spowodowane brakiem wolnych miejsc noclegowych nie zasługują na wiarę. Jerozolima w ówczesnym czasie była bowiem – i pozostaje do dnia dzisiejszego – bardzo ważnym ośrodkiem kultu religijnego odwiedzanym przez licznych pielgrzymów. Miasto to dysponowało bardzo bogatą bazą noclegową, wykorzystywaną w pełni praktycznie wyłącznie w okresie głównych świąt religijnych. W okresie, w którym miały mieć miejsce opisywane zdarzenia nie odbywały się jednakże żadne uroczystości religijne, które mogłyby spowodować napływ pielgrzymów, zaś podawana przez świadków tezę o przepełnieniu kwater w związku ze spisem powszechnym nie zasługuje na wiarę z przyczyn wyjaśnionych powyżej. Niezależnie jednakże od tychże okoliczności, przemawiających za przyjęciem tezy o ucieczce, nie można tracić z pola widzenia faktu, iż ze zgromadzonych dowodów nie wynika, jaki miałby być powód takiej ucieczki. Przewijające się w analizach biegłych tezy o możliwych powiązaniach Józefa Cieśli z galilejskim ruchem niepodległościowym i jego antypaństwowej działalnością zaliczyć bowiem należy wyłącznie do kategorii spekulacji.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Reasumując powyższe stwierdzić należy iż dostępny materiał dowodowy nie pozwala w sposób jednoznaczny ustalić ani faktu zaistnienia przedmiotowych zdarzeń ani też ich rzeczywistego przebiegu. Z uwagi na to postępowanie w sprawie należy umorzyć, i życzyć wszystkim zdrowych, spokojnych i wesołych Świąt, czy to przy zastawionym stole, czy na zaśnieżonym stoku. Aby każdy w te dni znalazł to, czego mu najbardziej potrzeba i spędził je tak, jak to uważa za właściwe. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="color: #274e13; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: x-large;"&gt;&lt;b&gt;Wesołych świąt !!!&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-5987089268797899452?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/5987089268797899452/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/12/uzasadnienie.html#comment-form' title='Komentarze (23)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/5987089268797899452'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/5987089268797899452'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/12/uzasadnienie.html' title='Uzasadnienie'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>23</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-4989238634858178946</id><published>2011-12-16T18:01:00.000+01:00</published><updated>2011-12-16T18:01:00.463+01:00</updated><title type='text'>Działówki</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W poprzednim wpisie dotknąłem delikatnie tematu tzw. „działówek” czyli spraw sądowych, których przedmiotem jest podział spadku, albo majątku byłych małżonków. Teoretycznie takie sprawy są proste – trzeba ustalić skład majątku i go po równo (niekonieczne sprawiedliwie) podzielić. Tyle tylko, że o tym co w skład tego majątku wchodzi można się dowiedzieć praktycznie tylko od stron postępowania – jest to zatem podział majątku zgłoszonego przez strony do podziału. A strony ów majątek mogą zgłaszać aż do samego końca, „przypominając” sobie na każdej rozprawie o kolejnym samochodzie, rachunku bankowym, obrączce, wiertarce itp. Na zasadzie „jak on zgłasza to, to ja zgłaszam to”. A że postanowienie o podziale majątku musi obejmować cały majątek, sąd musi każde z tych „zgłoszeń” zbadać, ustalić czy ten składnik był, ile jest wart i ustalić, komu on przypada. Nawet jeżeli chodzi tylko o gumowy przepychacz do zlewu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Najgorsze są sprawy, w których jedna ze stron ma mgliste pojęcie na temat tego co tak naprawdę wchodziło w skład wspólnego majątku, natomiast ma na ten temat wybujałe wyobrażenia. Najczęściej dotyczy to przypadków, w których mąż „robił interesy” a żona nie interesowała się ani jakie, ani z kim, i gdy przychodzi do dzielenia majątkiem ona nic nie wie poza tym, że połowa powinna być dla niej. No i wpływa wtedy wniosek z którego wynika, że do podziału jest pięć samochodów osobowych, 100.000 zł na lokatach bankowych, luksusowe wyposażenie mieszkania, antyki. Na poparcie tego (i odparcie tych twierdzeń) zgłaszane są dowody z zeznań świadków (całej rodziny i znajomych), których oczywiście trzeba dokładnie przesłuchać. A zazwyczaj po ich przesłuchaniu i przejrzeniu dokumentów „zabytkowy zegar z kukułką” okazuje się być seryjnym wyrobem z lat ‘70, zaś „specjalistyczny, antyalergiczny odkurzacz” najzupełniej normalnym odkurzaczem. W dodatku te pięć samochodów to wprawdzie było, ale nie jednocześnie tylko na przestrzeni dziesięciu lat, a to, że było 5 lokat po 20.000 zł nie oznacza, że razem było 100.000 zł. Bo każdą z tych lokat otwierano dopiero po upływie terminu poprzedniej, z tych samych pieniędzy. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Gdy już po zbadaniu wszystkiego dokładnie okaże się, że majątek wspólny wcale nie jest tak wielki jak się na początku wydawało, następuje faza druga: „on musi coś mieć, tylko to ukrywa”. Do podziału zgłasza się wtedy np. samochód Audi, z uzasadnieniem „bo widziałam że były mąż nim jeździł”. Sprawdzamy w CEPiK, potem w Wydziale Komunikacji, czekamy, i okazuje się, że żadnego Audi w majątku wspólnym nie było. Kolejny wniosek - „mąż grał na giełdzie i na pewno miał akcje” – piszemy do biur maklerskich, szukamy – nie ma i nie było. „Mąż miał konto, bo nosił do banku czeki” – sprawdzamy, nie miał konta, po prostu realizował czeki, którymi mu płacono za pracę... a w dodatku to było piętnaście lat temu. Pisma krążą, czas mija, miesiąc za miesiącem...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;W trzeciej fazie następuje snucie teorii spiskowych. Pojawiają się twierdzenia, że mieszkanie siostry męża to na pewno było kupione z&amp;nbsp;pieniędzy, które ex-mąż „wyprowadził” z majątku wspólnego, albo ten samochód, co to teściowie kupili, to tak naprawdę był męża. No bo szwagierka kiedyś mówiła, że bez pomocy brata to ona by tego mieszkania nie miała. Wzywamy więc rzekomych beneficjentów, słuchamy jako świadków, i okazuje się, że mieszkanie kupione zostało na kredyt zaciągnięty na 105% wartości, a teść za samochód zapłacił pieniędzmi z odprawy emerytalnej. Żądamy pitów, dokumentów potwierdzających skąd pieniądze... Pisma krążą, sprawdzamy, czekamy...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Gdy już ustalimy wreszcie co tam jest do podziału, i że nie było żadnych pięciu samochodów, dwóch słoików złota i akcji na pół miliona przychodzi do dokonania wyceny tego co jest. W tejże czwartej fazie postępowania oczywiście każdy stary mebel jest „bezcennym antykiem”, książki „wartościowym księgozbiorem”, a wyposażenie mieszkania „z górnej półki”. Tyle tylko, że gdy strony nie ustalą między sobą wartości dzielonych przedmiotów to wszystko muszą wycenić biegli, którym trzeba będzie za to zapłacić. A wtedy naprawdę śmiesznie będzie, gdy rachunek biegłego będzie opiewał na wyższą kwotę niż ustalona przez niego wartość wycenianych przedmiotów. Podobnie wtedy gdy zadaniem biegłego będzie ustalenie wartości takich zgłoszonych przez strony do podziału „składników majątku” jak otwieracz do butelek, trzy talerze głębokie, pięć rolek tapety, przedłużacz, wężyk do pralki oraz karnisz i 24 żabki. Albo wtedy, gdy któraś ze stron nie zgodzi się z wyceną kupy piachu (znaczy „materiałów budowlanych”) na 30 zł i zgłosi świadków na okoliczność, że owa kupa jest warta co najmniej 50 zł. Wyceniamy, konfrontujemy, sprawdzamy, czekamy...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście ten opis jest mocno uproszczony. Nie zawiera on odniesienia do takich „dodatkowych atrakcji” jak ustalanie nierównych udziałów w majątku wspólnym rozliczanie nakładów z majątków osobistych na wspólny (i odwrotnie), rozliczania wzajemnych roszczeń powstałych po rozwodzie, rozliczania wartości przedmiotów, które były, ale ich już nie ma, rozliczania wartości przedmiotów przywłaszczonych przez jedną ze stron w trakcie małżeństwa itd. Oczywiście z towarzyszącymi im wnioskami dowodowymi o przesłuchanie świadków, którzy dziesięć lat temu tynkowali dom i mogą powiedzieć, że to mąż im płacił. Albo świadków co widzieli jak budowano dom na działce męża i że to musiało być ze wspólnych pieniędzy, no bo żona się bardzo budową interesowała. Do tego dwa segregatory faktur, kilometr wydruku operacji na koncie i paru biegłych wyceniających ile byłby dzisiaj wart ten samochód co to go ex-mąż po rozwodzie sprzedał. A my? My cierpliwie czekamy...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;To wszystko składa się na to, że sprawy o podział majątku trwają tyle, ile trwają. I niestety nie można nic na to poradzić, bo to, że jakieś twierdzenia wyglądają na absurdalne nie zwalnia sądu z&amp;nbsp;obowiązku wyjaśnienia danej okoliczności. Rozwiązanie problemu jest proste – wprowadzenie prekluzji co do twierdzeń stron i&amp;nbsp;wniosków dowodowych. By już na samym początku i były mąż i była żona zostali zmuszeni do jednoznacznego wskazania, jaki majątek zgłaszają do podziału i jakie dowody przedstawiają na poparcie swych twierdzeń. Oczywiście bez żadnych „furtek” w&amp;nbsp;stylu „potrzeba powołania powstała później” albo „fakt był uprzednio nieznany”. To,&amp;nbsp;w&amp;nbsp;połączeniu z obowiązkiem zapewnienia przez strony stawiennictwa na rozprawie zgłaszanych przez nich świadków, pozwoliłoby na zakończenie każdego procesu o podział majątku w kilka miesięcy. Ale do tego nigdy niestety nie dojdzie... zbyt duży „opór materii”.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-4989238634858178946?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/4989238634858178946/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/12/dziaowki.html#comment-form' title='Komentarze (73)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/4989238634858178946'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/4989238634858178946'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/12/dziaowki.html' title='Działówki'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>73</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-984967757995737846</id><published>2011-12-11T17:03:00.000+01:00</published><updated>2011-12-11T17:03:59.314+01:00</updated><title type='text'>Dzień za dniem</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W “Rzeczpospolitej” przeczytałem ostatnio &lt;a href="http://www.rp.pl/artykul/89794,767642-Rosna-skargi-na-leniwe-sady.html" target="_blank"&gt;artykuł&lt;/a&gt; odnośnie długotrwałości postępowań sądowych. Że jest coraz więcej skarg na przewlekłość postępowań, a to wszystko jest wina leniwych sędziów, którym nie chce się pracować. Zgodnie z starą dziennikarską zasadą: “jak piszesz o sądach to dokop sędziom, bo tego oczekują czytelnicy”. W tymże samym artykule pojawiła się także sugestia co powinno się zrobić, żeby procesy toczyły się szybciej. Pewien cytowany tam adwokat - w kontekście długo trwających spraw spadkowych - stwierdził, że sprawy powinny się toczyć dzień po dniu, aż do zakończenia, bo to by przyspieszyło postępowanie. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Załóżmy że postanowię zastosować się do wspomnianej sugestii pana mecenasa i prowadzić sprawę o dział spadku dzień po dniu. Co to oznacza? Ano po pierwsze pan mecenas może zapomnieć o tym, że zaraz po wpłynięciu sprawa zostanie wyznaczona na termin. Bo najpierw każę doręczyć odpisy wniosku wszystkim wskazanym uczestnikom. Jak przesyłki wrócą awizowane wyślę je ponownie, a jak i te wrócą awizowane to zwrócę się do CBA (czy jak to tam się teraz nazywa) czy adresy są aktualne. W końcu sprawa o dział spadku to nie jest jakieś hop-siup, tu dzielimy majątkami wartymi czasem grube miliony, i "na awizie" sądzić tego nie wypada. Poza tym nie ma sensu od razu rezerwować paru dni na rozpoznanie sprawy, gdy może się okazać, że sprawy nie da się prowadzić ponieważ pan mecenas zamiast adresu uczestnika podał jakiś losowo wybrany adres. Albo, że któryś uczestnik od paru lat nie żyje, co oczywiście panu mecenasowi "umknęło". &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gdy uczestnicy złożą swoje odpowiedzi na wniosek to oczywiście trzeba je podoręczać pozostałym, żeby w ten sposób mogli odpowiedzieć na twierdzenia. Złożone odpowiedzi też trzeba podoręczać, żeby wszyscy wiedzieli kto jakie stanowisko zajmuje. To wszystko zajmie nam jakieś trzy miesiące. Gdy spłyną już wszystkie odpowiedzi na wiosek zbiorę je razem i zobaczę co tam jest sporne a co nie, i przede wszystkim wypiszę wnioski dowodowe zgłoszone przez uczestników Zwłaszcza te o przesłuchanie świadków. Tych na okoliczność tego, czy babcia miała złoto, czy nie miała. Tych na okoliczność tego czy stodoła była murowana, czy drewniana. Tych na okoliczność tego czy dom babci się walił czy nie. Tych na okoliczność czy w mieszkaniu była boazeria czy nie, itp. itd... Zwrócę się też oczywiście do wszystkich banków o przedstawienie informacji, czy spadkodawca miał tam rachunek bankowy czy nie, bo w końcu któryś tam spadkobierca napisał, że spadkodawca miał gdzieś jakieś konto. Ustalę poprzez CEPiK czy "ten czarny samochód" który widział jeden ze spadkobierców to był własnością spadkodawcy, czy nie. Uzyskanie odpowiedzi potrwa pewnie za dwa miesiące, no ale niestety jeżeli mam skończyć na pierwszym terminie to wszystko trzeba zrobić zawczasu, żeby nic nas potem nie zaskoczyło.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po tym wszystkim wyznaczę rozprawę, tak jak sobie pan mecenas życzy, na trzy dni pod rząd. Zarezerwuję specjalnie salę (będzie ciężko, bo na 9 sędziów mamy tylko 4 sale), wezwę na każdy dzień tyle osób do przesłuchania ile się zmieści i stawię się punktualnie. I co? Ano nic z tego, bo jestem więcej niż pewien, że wszyscy świadkowie to nam się nie stawią. Kilka wezwań wróci awizowanych, z czego co najmniej jedno z adnotacją "adresat nieznany" albo "adresat zmarł", ponieważ panowie mecenasi nie mają w zwyczaju sprawdzać, czy adresy świadków, które podają sądowi są aktualne. Spośród tych, do których wezwania dotrą też wszyscy nie przyjdą, bo komuś jak raz wypadnie pilna wizyta u fryzjera a ktoś dostanie kataru i będzie musiał siedzieć w domu. Sami przesłuchani też pewnie trochę nam "zamieszają" bo panowie mecenasi nie mają też w zwyczaju sprawdzać, co wiedzą zgłoszeni przez nich świadkowie i co mają do powiedzenia. Jak raz okaże się więc zapewne że trzeba będzie jeszcze przesłuchać paru świadków, na przykład tych murarzy co dziesięć lat temu stawiali chlewik. Któryś z przesłuchanych spadkobierców może też sobie przypomnieć, że babcia darowała jego niewdzięcznemu bratu "pińcet dularów". Na co ów brat oświadczy, że nie chciał o tym wspominać, ale jeżeli brat to "wywleka" to on w takim razie zgłasza świadków, że babcia spłaciła karciane długi brata, i tak dalej... i tak dalej... Do tego dojdzie jeszcze konieczność powołania biegłych do wyceny domu i tej stodoły co się spaliła, a także maszyny do szycia, stołu i pięciu krzeseł, dwóch pierścionków i złotej "świnki". A jak już będą te opinie i świadkowie się stawią, to na następnej rozprawie ktoś sobie przypomni jeszcze o łące co to babcia ją odziedziczyła... albo uzna, że nie zgadza się z wyceną biegłego i zażąda przesłuchania jeszcze ośmiu świadków na okoliczność tego, że stodoła była spróchniała i się waliła, więc nie mogła być tyle warta. Ja jako sąd mam obowiązek ustalić prawdziwy stan faktyczny, więc jedziemy dalej...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Prowadzenie spraw "dzień po dniu" jest jak najbardziej pożądane, ale wprowadzenie tej metody w życie wymaga wprowadzenia najpierw dwóch rzeczy. Po pierwsze zasady, że to strona ma obowiązek sprowadzenia na salę rozpraw dowodów, na których chce się oprzeć (w tym także i świadków), a po drugie zasady ścisłej prekluzji dowodowej. Ale niestety ani na jedno, ani na drugie panowie mecenasi się nie zgodzą. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-984967757995737846?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/984967757995737846/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/12/dzien-za-dniem.html#comment-form' title='Komentarze (32)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/984967757995737846'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/984967757995737846'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/12/dzien-za-dniem.html' title='Dzień za dniem'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>32</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-1608259524414892575</id><published>2011-12-04T16:21:00.001+01:00</published><updated>2011-12-04T16:21:33.658+01:00</updated><title type='text'>Oszczędności</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Jak pisałem już w poprzednim wpisie ustawodawca postanowił, że pełnomocnik z urzędu w postępowaniu cywilnym winien należeć się temu, kto nie jest w stanie ponieść kosztów zatrudnienia pełnomocnika bez uszczerbku dla koniecznego utrzymania siebie i rodziny. Starałem się w nim też wyjaśnić, że ustalenie ile owe koszty miałyby wynosić jest praktycznie niemożliwe, bo każda sprawa jest inna, nawet jeżeli ich przedmiot jest taki sam, przez co cały ten „wzór” zaczyna tracić sens. Może dobrym rozwiązaniem by było, gdyby każdy pełnomocnik miał obowiązek przedłożenia sądowi faktury VAT opiewającej na kwotę zapłaconą przez klienta, i w oparciu o którą sąd przyznawałby zwrot kosztów zastępstwa procesowego. Wtedy sędzia miałby stały dostęp do aktualnych informacji odnośnie rynkowych stawek wynagrodzenia adwokackiego. Ale do tego raczej nie dojdzie, z oczywistych powodów... wróćmy więc do naszych baranów.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Kolejny element „wzoru na adwokata” to koszty koniecznego utrzymania. By adwokat się należał muszą one pozostawać w takiej relacji do sytuacji majątkowej wnioskującego, że konieczność poniesienia kosztów zatrudnienia adwokata powodowałaby „istotny uszczerbek w&amp;nbsp;koniecznym utrzymaniu”. Przepis o tej treści funkcjonuje w kodeksie praktycznie od samego początku, bo pojawił się już w pierwszym zunifikowanym kodeksie postępowania cywilnego z 1932 r. Od samego początku był on też źródłem problemów interpretacyjnych, które wraz z upływem lat, i zmianą realiów gospodarczych stawały się coraz większe. Problem dotyczył przy tym nie tyle interpretacji pojęcia „koniecznego utrzymania” co kwestii tego kiedy można mówić, że ktoś „nie jest w stanie” ponieść kosztów. Generalnie linia powojennego orzecznictwa szła w stronę poglądu, iż nie wystarczy nie mieć pieniędzy, ale ów brak musi być przez niemającego niezawiniony. Taki wniosek wynika chociażby z uzasadnienia postanowienia Sądu Najwyższego z dnia 24 września 1984 r.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt; (często powoływanego przy rozpoznawaniu takich wniosków) &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt; zgodnie z którym ubiegający się o pomoc państwa w ponoszeniu kosztów postępowania sądowego winien w każdym wypadku w&amp;nbsp;pierwszej kolejności poczynić oszczędności we własnych wydatkach, do granic zabezpieczenia koniecznych kosztów utrzymania siebie i rodziny. Sądowi Najwyższemu nie chodziło tu jednakże o oszczędzanie na konkretny cel, którym ma być poniesienie kosztów sądowych w tej konkretnej sprawie. Z uzasadnienia orzeczenia wynika bowiem, że wydano je w oparciu o założenie, że jak badylarz ma 12 arów pod szkłem to znaczy że przez ostatnie lata zarabiał tyle, że miał z czego oszczędzać. A jak wszystko przepił i przehulał to jego problem i łapy precz od państwowych pieniędzy. Czyli jak masz jakieś dochody, to ich nie wydawaj na bzdury tylko oszczędzaj bo może kiedyś będziesz potrzebował pieniędzy na pokrycie opłat sądowych.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Obecnie sytuacja się zmieniła. Orzecznictwo Trybunału strasburskiego wymusiło zmianę kierunku interpretacji przepisów w stronę oceny konieczności poniesienia opłat jako zapory w dostępie do wymiaru sprawiedliwości. Znaczenie zaczęło mieć zatem to, czy ktoś ma pieniądze (bądź może mieć pieniądze) na poniesienie opłat, a nie to, czy powinien mieć pieniądze. Powołane orzeczenie Sądu Najwyższego zaczęto interpretować jako nakazujące podjęcie w pierwszej kolejności próby zgromadzenia potrzebnych środków w drodze oszczędności, i wstrzymania się z wytoczeniem sprawy sądowej do czasu ich zgromadzenia – o ile okoliczności i charakter sprawy dopuszczają taką zwłokę. No i tu dochodzimy powoli do sedna problemu – do tego, że dziś istotne dla ustalenia, czy ktoś spełnia przesłanki dla otrzymania pełnomocnika z urzędu wcale nie jest to jakie ktoś ma dochody czy majątek, i czy z tych dochodów może sfinansować zatrudnienie pełnomocnika. Znaczenie ma przede wszystkim to, czy jest on w stanie zaoszczędzić bądź w inny sposób uzyskać niezbędną kwotę na pokrycie tych kosztów. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;By uwidocznić ten problem wezmę pierwszy z brzegu wniosek o zwolnienie od kosztów, razem z załączonym do niego oświadczeniem i zobaczmy, gdzie tu ewentualnie można by sobie pooszczędzać. Już na początku widać, że Minister przygotowując „ustalony wzór” oświadczenia w zasadzie całkowicie pominął tę kwestię. Prawie dwie strony zajmują w nim rubryki przeznaczone na opisanie posiadanego majątku i dochodów („nie mam”, „nie posiadam”, „nie dotyczy”), a na opisanie wydatków przeznaczone jest okienko na ćwierć strony, jako miejsce na napisanie tego, co jeszcze wnioskujący uważa za istotne. W tym przypadku owo okienko wypełnia wyszczególnienie szeregu różnych należności opiewających na kwotę wyższą niż deklarowane miesięczne dochody. Znaczy tenże podsądny wydaje więcej, niż oficjalnie zarabia, a oszczędności żadnych nie ma... Kradnie czy oszukuje? Ale zostawmy to. Wśród wydatków wymieniono opłaty za lokal, prąd i gaz, ratę kredytu hipotecznego, raty dwóch kredytów bankowych, opłaty za telefony komórkowe, a także leki, bilety miesięczne, kurs angielskiego dla dzieci itp. No i co z tego wynika? Ano że nie bardzo jest na czym oszczędzać. Większość z tychże stałych wydatków wynika z zawartych przez wnioskującego umów, z których musi się on wywiązać. Nie można przecież domagać się tego, żeby czynienie oszczędności polegało na łamaniu postanowień umownych i np. zaprzestaniu spłacania kredytów. Owszem oznacza to, że prawo do pełnomocnika z urzędu przysługiwać będzie osobie, która wydaje całe swoje dochody na spłatę kredytu zaciągniętego na zakup Jaguara XKR, no ale jakby nie patrzeć nie ma ona jak oszczędzać, bo przecież nie może przestać spłacać kredytu. Konieczność uiszczenia opłaty będzie więc dla niej zaporą w dostępie do wymiaru sprawiedliwości, a tego prawa nie można odmawiać. I to jest chyba dobra odpowiedź na pytanie dlaczego sądy przyznają pełnomocników z urzędu osobom, które jeżdżą luksusowymi samochodami.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-1608259524414892575?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/1608259524414892575/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/12/jak-pisaem-juz-w-poprzednim-wpisie.html#comment-form' title='Komentarze (27)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/1608259524414892575'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/1608259524414892575'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/12/jak-pisaem-juz-w-poprzednim-wpisie.html' title='Oszczędności'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>27</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-3859607257888666996</id><published>2011-11-25T16:42:00.000+01:00</published><updated>2011-11-25T16:42:20.484+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pełnomocnik z urzędu sttan majątkowy zwolnienie od kosztów adwokat'/><title type='text'>Wzór na adwokata</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Aby móc się ubiegać o ustanowienie pełnomocnika z urzędu strona musi złożyć oświadczenie, z którego wynika, że nie jest w stanie ponieść kosztów wynagrodzenia adwokata lub radcy prawnego bez uszczerbku utrzymania koniecznego dla siebie i&amp;nbsp;rodziny. Taka zasada wynika z przepisu art. 117 kpc. Tak, wiem, że to dotyczy tylko osób, które nie uzyskały zwolnienia z kosztów sądowych, ale to w sumie wychodzi na jedno, bo zwolnienie od kosztów też przyznaje się osobie, która wykaże, że nie jest w&amp;nbsp;stanie ponieść itd... Chodzi mi natomiast o co innego. O to komu powinien się należeć pełnomocnik z urzędu, a komu nie. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Sprawa wydaje się prosta, wystarczy podstawić dane do prostego wzoru, który wprowadza ów przepis. Bo jeżeli koszt wynagrodzenia pełnomocnika jest większy od różnicy pomiędzy dochodami a kosztami koniecznego utrzymania to pełnomocnik się należy. Problem w tym, że to równanie jest równaniem (a raczej nierównością) z trzema niewiadomymi. Aby je rozwiązać trzeba ustalić to, ile wynosi koszt wynagrodzenia pełnomocnika, jaka jest wartość dostępnych zasobów majątkowych strony, oraz ile wynoszą koszty koniecznego utrzymania jej i jej rodziny. To zaś jest w praktyce znacznie trudniejsze niż się wydaje.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Zacznijmy podstawianie do wzoru od lewej strony, czyli od tego, ile wynoszą koszty wynagrodzenia pełnomocnika, które strona musiała by ponieść, gdyby takowego zatrudniła na własną rękę. Ale skąd wziąć takie dane? Oczywiście mogę posłużyć się do tego celu rozporządzeniami Ministra Sprawiedliwości, określającymi stawki wynagrodzenia pełnomocników z urzędu. Tyle tylko, że zatrudnienie na wolnym rynku adwokata do sprawy o eksmisję z mieszkania na pewno nie kosztuje, jak chce tego owo rozporządzenie, 120 złotych, a 60 zł to kosztuje przejrzenie dokumentów, a nie prowadzenie całej sprawy o stwierdzenie nabycia spadku. Poza tym wszelkie tego rodzaju tabele i wykazy stawek są bez sensu, bo przecież sprawa jest sprawie nierówna. I pełnomocnik pełnomocnikowi też nie. Nie można patrzeć na pracę pełnomocnika jak na pracę mechanika samochodowego, i zadekretować że wymiana oleju kosztuje tyle, a wymiana tłumika tyle. Bardziej pasowałoby tu porównanie z pracą architekta projektującego dom na zamówienie, od podstaw, dopasowanego do konkretnej działki i uwzględniając życzenia, potrzeby i możliwości klienta. Tam nikomu nie przychodzi do głowy by wprowadzić jakiś „urzędowy” cennik, że zaprojektowanie domu dwupiętrowego z garażem, stojącego na zboczu o nachyleniu ponad 20% kosztuje tyle a tyle, dlaczego więc ma być urzędowo określane ile kosztuje prowadzenie sprawy sądowej danego rodzaju? A ustalanie wysokości wynagrodzenia w zależności od wartości przedmiotu sporu jest tak samo sensowne jak ustalanie wysokości składki ubezpieczeniowej w zależności od pojemności silnika. Tudzież obowiązujące w czasach minionych uzależnianie wysokości cła na importowane samochody od tego, ile samochód ważył.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Jeżeli zatem nie tabelki „urzędowych” stawek to co? Rzeczywiste stawki rynkowe? Dobrze by było, ale skąd je wziąć? Pewnego razu, gdy rozpoznawałem wniosek o przyznanie pełnomocnika z urzędu to próbowałem się dowiedzieć na jakie honorarium zgodził się pełnomocnik przeciwnej strony, żeby ustalić o jakich stawkach mówimy. Zostałem jednak poinformowany, że to jest tajemnica handlowa, klient nie wyraża zgody na ujawnienie itp. Innym razem (a w zasadzie wiele razy) o to ile kosztowałoby zatrudnienie pełnomocnika pytałem tego, który wnosił o ustanowienie takowego z urzędu. I tylko raz mi się zdarzyło, że człowiek podał konkretne kwoty. Reszta odpowiadała, że nie wie, albo że nie pytała, albo że nie interesowała się. A na pytanie, skąd w takim razie wiedzą, że ich nie stać, padała zwykle odpowiedź, że „oni słyszeli, że to drogo kosztuje”. No i jak na tej podstawie mogę ustalić czy ich faktycznie stać, czy nie? Może internet? Wszak w googlach jest przecież wszystko, co nie?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Ktoś, kto poszukuje informacji o kosztach zatrudnienia pełnomocnika w internecie może natrafić na dwa rodzaje informacji, w dodatku ze sobą sprzecznych. Z jednej strony (głównie wśród dymiących zgliszcz wokół dyskusji o „otwarciu zawodów prawniczych”) można znaleźć informację, że usługi prawne są tanie, że porada to tylko 50 zł, i że ludzie bez szemrania płacą 200 zł dentyście, a jak tyle trzeba zapłacić adwokatowi, to twierdzą że to za drogo. Z drugiej strony są informacje, że adwokat zażądał „kosmicznej” stawki, płacenia za każdą rozprawę, 20% od wygranej i jeszcze zwrotu kosztów dojazdu „no i kogo na to stać”. Prawda pewnie leży gdzieś pośrodku, ale to nie przybliża mnie nawet na krok do rozwiązania problemu. Nadal nie wiem ile wynosi koszt zatrudnienia pełnomocnika. A to dopiero początek... &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-3859607257888666996?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/3859607257888666996/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/11/wzor-na-adwokata.html#comment-form' title='Komentarze (37)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/3859607257888666996'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/3859607257888666996'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/11/wzor-na-adwokata.html' title='Wzór na adwokata'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>37</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-3644678412856088327</id><published>2011-11-19T18:55:00.000+01:00</published><updated>2011-11-19T18:55:23.293+01:00</updated><title type='text'>Pełnozurzędownicy</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Długo nosiłem się z zamiarem napisania o pełnomocnikach z urzędu, bo temat jest bardzo interesujący i to z wielu różnych stron. I wydaje się że właśnie nadeszła właściwa pora. Parę dni temu przeczytałem &lt;a href="http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/566702,adwokat_z_urzedu_nie_tylko_dla_ubogich.html" target="_blank"&gt;w prasie&lt;/a&gt; artykuł poświęcony tej tematyce, napisany – zgodnie z obowiązującą tendencją – w oparciu o tezę, że głupi sędziowie bezmyślnie przyznają pełnomocników, bo nie chce im się dobrze sprawdzać, czy takowy się należy, a to wszystko z naszych podatków. Wypowiadało się tam wiele osób, przytaczano liczne przykłady jak to na przykład ktoś dostał adwokata z urzędu a okazało się, że akuratnie jeździ sobie za granicą na nartach. Mam nadzieję tylko, że autorka tej wypowiedzi pamiętała, że przez całkiem długi czas po wyroku Trybunału Konstytucyjnego podważającym zasady przyznawania pełnomocników wcale nie trzeba było być biednym, by otrzymać pełnomocnika z&amp;nbsp;urzędu... ale to akurat jest mało istotny szczegół. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Wskazywano tam, że sądy powinny częściej korzystać z możliwości, jakie dają przepisy i przeprowadzać dochodzenia co do stanu majątkowego. A najlepiej, gdyby takie wnioski rozpoznawali dopiero po zobaczeniu jak dana osoba wygląda... Da się zrobić. Można wyznaczać posiedzenia jawne w przedmiocie wniosku o ustanowienie pełnomocnika z urzędu, przeprowadzać dochodzenia, zwracać się do US, ZUS, KRUS i innych urzędów by zweryfikować prawidłowość twierdzeń zawartych w oświadczeniu. Tyle tylko, że wtedy ci sami adwokaci, którzy dziś pomstują na sędziów, że pochopnie przyznają pełnomocników pomstowali by na nich za przewlekanie postępowań – bo posiedzenie, dochodzenie i takie tam trwałoby minimum trzy miesiące. No i pewnie jeszcze byłoby coś o zmuszaniu ubogich do poddania się „upokarzającej procedurze”. Przypomniano by też pewnie że obowiązującą ideą jest to, że państwo nie może zakładać, że obywatel chce go oszukać i takie tam. No więc jak ma być? Szybko, łatwo i z zaufaniem do obywatela, czy może wolno, trudno i zakładając, że każdy obywatel to oszust?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Zdziwiło mnie też trochę to, że jeden z komentujących sprawę adwokatów czuł się zbulwersowany tym, że sąd ustanowił obrońcę z urzędu osobie, która wcześniej miała dwóch obrońców z wyboru. Bo przecież skoro stać go było na obrońcę z wyboru to znaczy że nie należy mu się obrońca z urzędu... Ciekawe. Może więc niech Naczelna Rada Adwokacka wyda jakieś zarządzenie zabraniające adwokatom z wyboru składania wniosków o zwolnienie ich klientów od kosztów sądowych, no bo przecież skoro kogoś stać na zatrudnienie adwokata to nie należy mu się też zwolnienie od kosztów sądowych. I niech robi dyscyplinarki swoim kolegom, którzy składają oświadczenie o wypowiedzeniu pełnomocnictwa i jednocześnie wniosek o ustanowienie ich pełnomocnikami z urzędu, motywowane tym, że klientowi skończyły się pieniądze na dalsze ich zatrudnianie. A co do wypowiedzi pana mecenasa to przez grzeczność nie zapytam, czy przypadkiem w tej akurat sprawie obrona nie była obowiązkowa.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Narzekania ze strony zawodowych pełnomocników na obecny system pomocy prawnej z urzędu słychać od dłuższego czasu. Że pochopnie, że za grosze, że bez sensu, że sąd ustanawia pełnomocników osobom niezrównoważonym psychicznie ponieważ wtedy to nie on się musi z nimi dogadywać tylko musi to robić pełnomocnik. Chociaż w tym ostatnim przypadku nie bardzo rozumiem o co chodzi. Czy przypadkiem praca pełnomocnika nie polega właśnie na tym, żeby ustalić czego klient chce i przełożyć to na roszczenia, twierdzenia i zarzuty procesowe? Czy to zadaniem sądu jest praca ze stronami i ustalanie możliwych do zgłoszenia roszczeń i żądań? O nie, to jest zadanie pełnomocnika, to on jest pośrednikiem i tłumaczem pomiędzy stroną i sądem. To właśnie jego zadaniem jest pomóc stronie która jest nieporadna, niezorganizowana, bądź nie jest w stanie podejmować racjonalnych decyzji. Od tego właśnie są pełnomocnicy, i właśnie po to ustanawia się ich z urzędu. Bo nie sposób jest stwierdzić, udział pełnomocnika w sprawie, w której powód czy pozwany nie potrafi odróżnić faktów od urojeń nie jest potrzebny.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Niezależnie od powyższego zgadzam się z tym, że obecny system przyznawania pomocy prawnej z urzędu, owego „prawa ubogich” jest zły, nie działa prawidłowo, i wymaga zasadniczych zmian, i to dotykających samych fundamentów tego systemu. Nie wystarczy tutaj zmienić zasad wynagradzania pełnomocników (bo obecnie obowiązujące faktycznie są idiotyczne) czy też wprowadzić surowszych rygorów oceniania komu tenże pełnomocnik się należy a komu nie. Trzeba zmienić samą ideę leżącą u podstaw przydzielania tego rodzaju pomocy, poprzez jednoznaczne określenie, iż przyznanie pełnomocnika z urzędu jest świadczeniem z zakresu pomocy społecznej. A dlaczego? To postaram się wyjaśnić wkrótce, bo wygląda na to, że kwestii pełnomocnikowania z urzędu poświęconych będzie kolejnych kilka wpisów. Bo w końcu ile można pisać o doręczeniach przez podwójne awizo, przedsiębiorcach, którzy uważają że zadaniem sądów jest pomaganie im w ściąganiu należności od dłużników, czy też o pełnomocnikach, którzy wyręczają się sądem w gromadzeniu dowodów, albo wnoszą pozwy przeciwko fakturom. Co nie zmienia faktu że nadal uważam, że obowiązek doręczenia pozwanemu odpisu pozwu powinien spoczywać na powodzie.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-3644678412856088327?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/3644678412856088327/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/11/penozurzedownicy.html#comment-form' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/3644678412856088327'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/3644678412856088327'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/11/penozurzedownicy.html' title='Pełnozurzędownicy'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-7269219272048748478</id><published>2011-11-11T16:05:00.006+01:00</published><updated>2011-11-11T16:16:56.395+01:00</updated><title type='text'>Raport</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: small;"&gt;Parę dni temu opublikowany został &lt;a href="http://courtwatch.pl/wp-content/uploads/2011/11/FCWP_raport_2011.pdf"&gt;raport&lt;/a&gt; jakiejś fundacji "Court Watch Polska" która postanowiła uznać się za kompetentną do pilnowania czy sądy dobrze sądzą. Posłała więc do sądów "obserwatorów" którzy mieli wyrazić swoje opinie, w oparciu o które wyrażono opinie i sugestie zebrane na 160 stronach wydanych na koszt Fundacji Batorego. Prawdę mówiąc nie bardzo mnie to interesowało, bo takich raportów to pojawia się co roku kilka, a jeden głupszy od drugiego. Jak na przykład ten sprzed paru miesięcy, w którym paru wesołków stwierdziło, że dostępność do sądów jest ograniczona, bo na stronach internetowych sądów nie podano bezpośrednich numerów telefonów do sędziów, a jak strony dzwonią do sekretariatu, to sędziowie nie chcą z nimi rozmawiać. Zwrócono jednakże moją uwagę na to, że jedna z autorek owego "raportu" pozwoliła sobie zacytować w nim - i oczywiście skrytykować - jedną z moich wypowiedzi zamieszczonych jakiś czas temu na tym blogu&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: small;"&gt;. W takiej zaś sytuacji nie wypadało się do owej krytyki nie ustosunkować&lt;/span&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;W rozdziale raportu zatytułowanym "służebna rola sądu w praktyce zacytowano fragment mojej wypowiedzi zawartej we wpisie z 13 października 2011 r.&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: small;"&gt;"Sądząc, z wypowiedzi, które towarzyszą nawoływaniom do wprowadzenia takiej&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: small;"&gt;„reformy” sąd ma przestać być władzą a stać się służącym, którego zadaniem jest&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: small;"&gt;dać „obywatelowi” to, czego zażąda, a od niego samego niczego nie żądać. Ma robić&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: small;"&gt;wszystko, by „obywatel” uzyskał taki wyrok jak chce i to szybko i bez wysiłku z&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: small;"&gt;jego strony"&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: small;"&gt;pisząc iż tekst ten świadczy&amp;nbsp; o tym, że "nie każdy sędzia dobrze rozumie swoją rolę społeczną", bo przecież&lt;/span&gt;:&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: small;"&gt;“Służebna rola sądu nie sprowadza się do spełniania oczekiwań jednostek, ale do&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: small;"&gt;służenia dobru publicznemu – czasem zgodnie, a czasem wbrew oczekiwaniom&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: small;"&gt;poszczególnych osób”&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: small;"&gt;I tutaj pytanie za 100 punktów. Czym różni się ta wypowiedź od mojej. Ja też przecież pisałem o tym, że sądy nie istnieją po to by spełniać życzenia stron, chociaż moja wypowiedź odnosiła się w zasadzie do kwestii proceduralnych.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: small;"&gt;Być  może z tego powoda autorka tej części raportu nie do końca zrozumiała moją wypowiedź,  bo zakładam, że na tyle dobrze rozumie ona tekst pisany, by dostrzec,  że w cytowanej wypowiedzi nie zawarłem &lt;u&gt;mojego&lt;/u&gt; poglądu, lecz pogląd przeze mnie &lt;u&gt;krytykowany&lt;/u&gt;. Co wynika dokładnie z  dalszej części wpisu, a zwłaszcza z ostatniego akapitu, w którym  napisałem:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Sąd „dla obywatela” nie może zatem oznaczać sądu w którym można łatwo uzyskać wyrok zasądzający dochodzoną należność.&lt;/span&gt; [...] Sąd nie jest od pomagania komukolwiek i wyręczania kogokolwiek w  czymkolwiek. Bo sąd, który pomaga jednej ze stron jest sądem  stronniczym. Na ołtarzu sprawności, szybkości i usprawnienia dochodzenia  roszczeń nie wolno poświęcać praw stron do uczciwego procesu i  bezstronnego rozpoznania sprawy.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: small;"&gt;Trudno jednakże jednoznacznie się wypowiadać na temat tego jakie były motywy krytyki mojego stanowiska w tej sprawie, bo dalsza część wypowiedzi autorki - która miała "wyjaśniać" jej stanowisko niczego tak naprawdę nie wyjaśnia. Bo sprowadza się ona do tego, że zdaniem autorki istnienie zadłużenia alimentacyjnego winno stanowić negatywną przesłankę podwyższenia alimentów, a jak sądy tego nie rozumieją to znaczy że nie są "służebne". I że ogólnie sądy zasądzają za wysokie alimenty i powinny zasądzać niższe, to wtedy urząd w którym ona pracuje nie musiałby tyle płacić.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: small;"&gt;Lektura tego kawałka raportu (a czytało się to gorzej niż niejeden pieniacki pozew) spowodowała, że postanowiłem sprawdzić, czy reszta raportu jest tak samo "obiektywna" &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: small;"&gt;Wczytałem się więc dokładniej w to, co popełniono, i już na wstępie znalazłem taki o to "kwiatek"&lt;/span&gt;:&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: small;"&gt;"Najczęściej jednak przejawem deficytu kultury jawności było ustalanie celu wizyty publiczności&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: small;"&gt;oraz legitymowanie i wpisywanie nazwisk obserwatorów do akt sprawy, a więc&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: small;"&gt;działania neutralizujące rzadko spotykaną przez sędziów rejonowych sytuację,&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: small;"&gt;w której na sali znajduje się jakiś anonimowy przedstawiciel społeczeństwa."&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: small;"&gt;Że co proszę? Czy człowiek, który to napisał ma JAKIEKOLWIEK pojęcie o procedurze sądowej i COKOLWIEK wie na temat praktyki sądowej? To nawet nie jest niekompetencja, to jest totalna i absolutna ignorancja, która całkowicie dyskwalifikuje i autorów, i cały ten raport. Zapytanie o nazwiska, a także wylegitymowanie ma na celu tylko jedno - sprawdzenie, czy osoby, które zgłosiły się jako publiczność nie zostały zgłoszone jako świadkowie. Bo jeżeli tak, to należy ich usunąć z sali, by nie mogli słuchać, co mówią inni. Odnotowanie nazwisk w protokole służy temu, by w przyszłości nie było wątpliwości co do tego, czy osoba, którą zgłoszono na świadka była wcześniej obecna na rozprawach czy nie. A legitymowanie ułatwia też późniejsze dyscyplinowanie publiczności, na wypadek gdyby zachowywała się nieprawidłowo.&amp;nbsp; To jest oczywiste dla każdego, kto ma choćby podstawową praktyczną wiedzę w zakresie funkcjonowania sądów. Ale niestety nie dla przedstawicieli owej Fundacji, która automatycznie uznała, że jest to przejaw "antyobywatelskiej" postawy sędziów. No cóż, można się tego było spodziewać skoro "dokopywanie" sędziom jest w tym kraju niemal narodowym sportem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: small;"&gt;Taka "wpadka" już na samym początku podważa rzetelność także innych informacji na temat sposobu funkcjonowania "ocenianych" sądów w zakresie sposobu prowadzenia rozpraw. Przytaczane przykłady "nieprawidłowości" stwierdzone zostały bowiem, jak widać, przez ludzi, którzy nie wiedzieli na co patrzą i co widzą. To zupełnie jakby postanowili sobie poobserwować sposób przeprowadzania operacji w szpitalach i wyrażali opinię, że "niedopuszczalne jest, żeby lekarze nie reagowali na piszczenie aparatury". Nie mam nic przeciwko obecności publiczności na sali rozpraw, ale jeżeli owa publiczność przychodzi tam z zamiarem oceniania mnie (i zgłaszania potem sugestii co do "poprawy" mojego postępowania) to chciałbym, żeby były to osoby kompetentne. Na przykład wiedzące dlaczego sędzia wypytuje publiczność o nazwiska. I zdające sobie sprawę z tego, że "mamusie" płaczące na zawołanie są na porządku dziennym, i sędziowie nie takie przedstawienia na sali widzieli. A przywołanie takich "aktorów" do porządku może nastąpić tylko poprzez jednoznaczne i brutalne danie im do zrozumienia, że sędzia się na ten cyrk nie nabiera.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: small;"&gt;Dopóki zatem owa Fundacja nie znajdzie kompetentnych obserwatorów, niech ograniczy się do sprawdzania, czy w sądach są czyste łazienki. Bo do tego się akurat nadaje, o czym świadczy poświęcona temu część "raportu".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-7269219272048748478?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/7269219272048748478/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/11/raport.html#comment-form' title='Komentarze (37)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/7269219272048748478'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/7269219272048748478'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/11/raport.html' title='Raport'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>37</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-8307477702451700661</id><published>2011-11-07T20:09:00.003+01:00</published><updated>2011-11-07T20:10:57.097+01:00</updated><title type='text'>Przypadkowy człowiek</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Od pewnego czasu zauważyłem, że pisma składane przez strony trafiają do mojej szafy z coraz większym opóźnieniem. Coraz dłużej czeka się też na wykonanie zarządzeń, by kogoś wezwać, albo się gdzieś zwrócić. Znaczy sekretariat się obija, lenie nic nie robią tylko piją kawę i gadają o pieluchach no i trzeba by to wszystko wyrzucić na zbitą twarz. Tyle tylko, że gdy w niedzielę siedziałem sobie w pracy (tak to jest jak człowiekowi urlopów się zachciewa) to spotkałem tam także kilku tych leni, którzy roznosili pocztę, przygotowywali wezwania, pakowali akta dla biegłych. Bo niestety pracy jest coraz więcej, a pracowników nie przybywa. Odpowiedź na prośbę o dodatkowe etaty jest zawsze taka sama. Nie ma pieniędzy. Nigdy nie ma pieniędzy. Są pieniądze na fanaberie w stylu sądów odmiejscowionych, młotki, birety, kamery na salach, wydawanie ministerialnej gazetki, ale na pracowników sądów pieniędzy nie ma. Braki kadrowe łata się poprzez zatrudnianie ludzi na zlecenie, tudzież kombinowanie z różnymi rodzajami stażystów. Praktykanci, aplikanci i kto tam jeszcze wpada w sądowe łapy wykorzystywani są do ostateczności czy to do protokołowania, czy do „prac ręcznych” znaczy pieczątkowania, szycia i klejenia. Ale to są wszystko półśrodki, a w dodatku dopuszczanie do akt przypadkowych ludzi może skończyć się bardzo źle.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Pewnego razu w ramach takiego przymusowego naboru zatrudniono, w ramach stażu z&amp;nbsp;Urzędu Bezrobocia, człowieka, który był bardziej przypadkowy od innych. I nie wiem do dziś czy naprawdę nie nadawał się nawet do najprostszej biurowej roboty, czy też umyślnie knocił wszytko. Popracował wprawdzie tylko miesiąc, ale efekty jego „pracy” odczuwamy do dziś, bo nadal nie udało się wszystkiego „odkręcić”. Cóż takiego wyczyniał ów geniusz? No cóż. Wszywanie pism do akt sprawy nie w kolejności, wyrywkowo, czy też okazjonalnie „do góry nogami” to w zasadzie mało istotny szczegół. Mylenie adresów na kopertach, błędne wpisywanie godziny na wezwaniach (pewnemu człowiekowi wysłał wezwanie na 18:30 zamiast na 13.30) czy nawet mylenie dat rozpraw, to drobiazg. Ale to, co wyczyniał z korespondencją, która miała być przez niego dołączana do właściwych akt to prawdziwy koszmar. Robota w zasadzie prosta jak konstrukcja cepa. Należy dane pismo wziąć, włożyć do akt, których sygnaturę wskazano w piśmie a akta wraz z pismem włożyć do szafy sędziego, którego nazwisko wpisano na okładce akt. Nazwisko napisano też na szafie, więc tu nie powinno być problemu. Ale dla tego „geniusza” jednak był. Nie żeby nie wiedział co i jak ma robić, na kilka pierwszych dni otrzymał „anioła stróża” który pokazywał mu jak się „podkłada korespondencję” i wtedy nie było żadnych problemów. Potem jednak zaczął pracować samodzielnie. I się zaczęło. W paru sprawach pisma „się zawieruszyły”, i dopiero po poszukiwaniach znalazły się w szufladzie jego biurka („bo nie zdążyłem w piątek podłożyć”), w zupełnie innych aktach („musiałem się pomylić”), albo włożone do trzeciego tomu pięciotomowych akt („przecież włożyłem do akt”). Parę razy znajdowałem też na półce akta, które nie wiedziałem dlaczego się tam znalazły, po czym okazywało się, że pomiędzy podwójnymi okładkami, albo gdzieś w stosie „dyżurnych” odpisów orzeczeń leży nowe, często bardzo istotne pismo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To wszystko byłoby tylko denerwujące, gdyby nie to, że wśród takich „błądzących” pism były także odpowiedzi na pozew, wnioski o odroczenie rozprawy, pisma usprawiedliwiające nieobecność, czy wnioski o nadanie klauzuli wykonalności. Efektem było wydanie kilku wyroków zaocznych, jak również kilku zwykłych w warunkach nieważności postępowania. Jednego świadka ukarano grzywną za nieusprawiedliwione niestawiennictwo, podczas, gdy przebywał on w szpitalu i odpowiednie zaświadczenie wysłał do sądu. Wydano też kilka tytułów wykonawczych, w oparciu o błędne założenie, iż pozwany nie wniósł sprzeciwu od nakazu zapłaty. Odrzucono też kilka apelacji i zażaleń, bo nie podłożono do akt pisma zawierającego uzupełnienie braków. A gdy te wszystkie zagubione pisma się znalazły nie można było tychże postanowień tak po prostu podrzeć i wyrzucić, choć oczywiste było że są one błędne i nie powinny być w ogóle wydane. Niektóre można było uchylić w trybie art. 359 kpc. W innych trzeba było czekać na wniesienie zażalenia przez stronę i zażalenie to uwzględnić w trybie 395 kpc. Sprzeciw od wyroku zaocznego i wstrzymanie jego wykonalności załatwiało w zasadzie sprawę, o ile wniesiono go w terminie i opłacono, ale w wypadku zwykłych wyroków zmienić je lub uchylić mógł tylko sąd okręgowy. W paru sprawach niestety takie błędne orzeczenia się uprawomocniły, bo strona nie wniosła sprzeciwu, zażalenia czy apelacji. Na podstawie błędnego założenia, że orzeczenie jest prawomocne wydano też tytuły wykonawcze, które stanowiły podstawę wszczęcia egzekucji. A wina oczywiście spadła na sąd. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-8307477702451700661?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/8307477702451700661/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/11/przypadkowy-czowiek.html#comment-form' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/8307477702451700661'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/8307477702451700661'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/11/przypadkowy-czowiek.html' title='Przypadkowy człowiek'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-3610358367053965777</id><published>2011-11-01T18:39:00.001+01:00</published><updated>2011-11-01T18:40:58.988+01:00</updated><title type='text'>Salem</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;15 grudnia 1991 r. należący do Samatour Shipping Company prom MV Salem Express odbił od nabrzeża portu Jeddah (Dżedda) w Arabii Saudyjskiej kierując się w stronę egipskiego portu Safaga, położonego kilkadziesiąt kilometrów na południe od znanego kurortu Hurghada. Na pokładzie według oficjalnych danych, znajdowało się 578 pasażerów i 71 członków załogi, choć nieoficjalnie mówi się, że rzeczywista liczba pasażerów była znacznie większa. Statkiem dowodził doświadczony kapitan Hassan Moro, który znał doskonale  wody (i rafy) na podejściach do Safagi. Wielokrotnie, korzystając z tej  wiedzy, prowadził on statek krótszą, choć bardziej niebezpieczną trasą  podchodząc do portu od południa, wąskim kanałem pomiędzy Hyndman Reef a  rafami przybrzeżnymi. Taką też trasę obrał i tym razem, pomimo wzmagającego się wiatru i nadchodzącego sztormu. Decyzja ta, dyktowana chęcią oszczędzenia pasażerom kilkugodzinnej żeglugi w sztormie, okazała się tragiczna w skutkach, gdy na krótko przed północą 15 grudnia 1991 r. Salem Express uderzył dziobem w południowy cypel Hyndman Reef. Uderzenie o rafę spowodowało rozszczelnienie furty dziobowej przez co woda zaczęła się wdzierać do wnętrza statku i zalewać pokład samochodowy Salem Express błyskawicznie nabrał wody, przewrócił się na prawą burtę i w ciągu 20 minut spoczął na dnie. Spośród załogi i pasażerów statku uratowało się zaledwie 180 osób, reszta, a wraz z nimi i kapitan Moro, zginęła wraz ze statkiem. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-hzZIbvECBC8/TrAj1IQ_O5I/AAAAAAAACkc/5D6QcIca_e8/s1600/IMG_0625.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="150" src="http://4.bp.blogspot.com/-hzZIbvECBC8/TrAj1IQ_O5I/AAAAAAAACkc/5D6QcIca_e8/s200/IMG_0625.JPG" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-JZE2mVo69GM/TrAj65leyRI/AAAAAAAACkw/aDhzovGjUQA/s1600/IMG_0689.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="150" src="http://1.bp.blogspot.com/-JZE2mVo69GM/TrAj65leyRI/AAAAAAAACkw/aDhzovGjUQA/s200/IMG_0689.JPG" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;Dziś "Salem Express" to wielka atrakcja dla nurków przybywających do Egiptu. Wrak leży w niewielkiej odległości od brzegu, na płytkiej wodzie, co czyni go dostępnym dla wszystkich nurków. Codziennie nad wrakiem cumuje więc kilka łodzi z nurkami a przewodnicy co chwile prowadzą kolejne grupy wzdłuż liny prowadzącej ku rufie wraku. Ja także skorzystałem z okazji by "zrobić Salema" i muszę przyznać, że robi on wrażenie. W zasadzie wystarczy zanurzyć głowę pod wodę by dostrzec masywny kadłub spoczywający na dnie, a im bliżej do niego tym wspanialej wygląda. Śruby, maszt, znak kompanijny na kominie, windy kotwiczne i sama kotwica, to wszystko wydaje się być w doskonałym stanie. Przez liczne wybite iluminatory ze statku wyglądają kolorowe ryby, które kompletnie ignorują nurków. Jak gołębie na krakowskim Rynku. Można sobie zrobić zdjęcie przy zgiętym maszcie, albo przy wyglądającej jak ażurowa kula antenie radiowej. Można usiąść na kominie. Można wsadzić głowę do sterówki i zobaczyć co tam jest. Można w zasadzie kompletnie zapomnieć, że na tym wraku ktokolwiek zginął...&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-ZpUkHU_0DRE/TrAj2ASGmFI/AAAAAAAACkg/Uj1KEUWN8t0/s1600/IMG_0631.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="150" src="http://3.bp.blogspot.com/-ZpUkHU_0DRE/TrAj2ASGmFI/AAAAAAAACkg/Uj1KEUWN8t0/s200/IMG_0631.JPG" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-CahfnjLd74c/TrAj4d37KXI/AAAAAAAACko/5YZlLRPBEfg/s1600/IMG_0681.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="150" src="http://2.bp.blogspot.com/-CahfnjLd74c/TrAj4d37KXI/AAAAAAAACko/5YZlLRPBEfg/s200/IMG_0681.JPG" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;No właśnie... poza kolorowymi rybami i interesującymi elementami wyposażenia na tym wraku można znaleźć też co innego... Dno zaścielają płaty falistej blachy, które kiedyś służyły jako zasłona przed słońcem dla pasażerów podróżujących na pokładzie. Między nimi można dostrzec łodzie ratunkowe, które zatonęły wraz ze statkiem, bo nikt ich nie opuścił na wodę. Niektóre leżą na dnie nadal przywiązane do żurawików. Na dnie można też nadal odnaleźć pozostałości przedmiotów osobistych. Walizki. Buty. Wewnątrz wraku nadal spoczywają zwłoki wielu osób, większość na dolnych pokładach z których nie mieli oni szans się wydostać. I tu pojawia się pytanie, czy powinno się w ogóle nurkować na ten wrak. Czy nie powinno się przypadkiem pozostawić wraku, i tych co na nim zginęli, w spokoju? Czy faktycznie powinno się robić z cmentarza atrakcję turystyczną? &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-lXt6PEum9jY/TrAj6EiOzbI/AAAAAAAACks/T2vBCuhst3o/s1600/IMG_0684.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="150" src="http://3.bp.blogspot.com/-lXt6PEum9jY/TrAj6EiOzbI/AAAAAAAACks/T2vBCuhst3o/s200/IMG_0684.JPG" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;Dziś w dniu Święta Zmarłych wydaje mi się, że nie ma w tym nic złego, tak długo, jak długo wszyscy go odwiedzający będą mieli świadomość tego, gdzie się znaleźli i co tak naprawdę widzą. Tak jak nie widzimy nic złego w tym, że oprowadza się wycieczki po starych Powązkach nie powinniśmy też zabraniać odwiedzania wraków. Oczywiście o ile osoby, które odwiedzają te miejsca wiedzą jak należy się tam zachować. Że nie należy skakać po grobach, że nie należy zabierać pamiątek, że należy zachować należną temu miejscu powagę. Że nie powinno się wchodzić do wnętrza wraków, by nie naruszać spokoju zmarłych i powagi tego miejsca. Bo wrak jest Ich cmentarzem, to miejsce należy do Nich. My tam jesteśmy tylko gośćmi.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-3610358367053965777?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/3610358367053965777/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/11/salem.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/3610358367053965777'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/3610358367053965777'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/11/salem.html' title='Salem'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-hzZIbvECBC8/TrAj1IQ_O5I/AAAAAAAACkc/5D6QcIca_e8/s72-c/IMG_0625.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-4719669027189682637</id><published>2011-10-18T19:15:00.000+02:00</published><updated>2011-10-18T19:15:07.620+02:00</updated><title type='text'>Lojalność</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No i tak jak przewidywałem mój tekst dotyczący rozumienia pojęcia „Sądu dla obywatela” wywołał małą burzę, i to nawet nie w szklance, ale w całym wiaderku wody. A jej wynik był dokładnie taki jak przewidywałem. Padło wiele haseł odnośnie tego, jaki tenże „przyjazny dla obywatela” sąd ma być... i one wszystkie sprowadzają się do jednego. Sąd powinien w miarę możliwości wyręczać strony (a przede wszystkim pełnomocników) we wszystkim i niczego od nich nie żądać, a raczej zrobić to samemu. Sąd ma pomagać nieporadnym, chronić słabszych, wspierać w udowadnianiu słusznych racji. Jeżeli pełnomocnicy błądzą, to powinien lojalnie im o tym powiedzieć. Jeżeli przepisy prawa stoją na przeszkodzie uwzględnieniu zgłoszonego roszczenia to powinien wyrwać się z okowów literalnej wykładni i sięgnąć do ducha prawa, dostrzec z urzędu niezgodność z Konstytucją, klauzule abuzywne i sprzeczność z zasadami współżycia społecznego. Rozbierzmy to po kolei na kawałki...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;No tak... zwłaszcza to ostatnie jest ostatnio bardzo popularne... W pozwach i ogólnie w pismach procesowych można wyczytać wiele bardzo „interesujących” koncepcji prawnych, i tu należy panom mecenasom pogratulować inwencji. Tyle tylko, że czasami czytając takie pisma zastanawiam się, czy ten człowiek naprawdę wierzy w to, co pisze, czy może obowiązuje tu zasada „klient płaci, klient wymaga, a jak już przegramy, to zwalę wszystko na głupi sąd który trzymał się sztywno przepisu”. Ileż to ja się naczytałem fantastycznych koncepcji mających na celu wykazanie, że wnuczek jednak wstępuje w stosunek najmu po dziadku. Albo że żądanie, żeby biedny płacił bogatemu jest sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Na podstawie lektury pism procesowych można by też wnosić, że klauzulą abuzywną jest każda klauzula umowna, która stoi na przeszkodzie uwzględnieniu powództwa, albo stanowi podstawę roszczenia, z którym klient pana mecenasa się nie zgadza. No i oczywiście nadużyciem prawa jest przyjęcie spadku przez kogoś, kto do tego spadku „nie ma moralnego prawa”. Czy rzeczywiście sądy, aby stać się „sądami dla obywatela” powinny poważnie traktować takie prawne fantasmagorie? Czy może, zgodnie z również podnoszoną zasadą „lojalności” sędzia powinien na sali powiedzieć pełnomocnikowi wprost, że jego twierdzenia to stek bzdur, a&amp;nbsp;uzasadnienie to jeden wielki bełkot? Że zgłaszane przez niego zarzuty są tak oczywiście bezzasadne, że szkoda nawet czasu na ich rozpoznawanie? Że to powództwo nie ma żadnych szans na uwzględnienie, co zauważyłby nawet student prawa? Zastanawiam się tylko, co by się stało po takiej wypowiedzi... czy pan mecenas wziąłby sobie krytyczne uwagi do serca i zrezygnował z popierania bezsensownego powództwa, czy może raczej wysmarowałby długaśną skargę na mnie. Że moje zachowanie było niegodne zawodu sędziego, bo pozwoliłem sobie oceniać sprawę przed jej zakończeniem, w dodatku poniżyłem go w oczach klienta, który mu zaufał jako profesjonaliście.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Idźmy dalej. Padła też sugestia, aby sąd lojalnie nie zaskakiwał pełnomocników swą oceną co do mocy poszczególnych dowodów. Ja tam się zgadzam... i mogę od razu mówić panom mecenasom co myślę o zgłaszanych przez nich dowodach. Na przykład, że złożona wraz z&amp;nbsp;pozwem makulatura nie ma żadnej wartości dowodowej, a zgłaszanie jako dowodu zasadności roszczeń powoda „szczegółowego wykazu wierzytelności” podpisanego przez tego samego powoda to po prostu kpiny. Mogę też wprost oświadczyć, że sztandarowy świadek zgłoszony przez pana mecenasa ewidentnie nic o sprawie nie wie, natomiast dużo mu się wydaje. Albo że zeznania kochanej mamusi powoda są nic nie warte, bo wszystko co ona wie, to wie od synusia. Albo że rzekomi świadkowie rzekomego testamentu ustnego łżą jak stado zapchlonych psów, a i widać, że zostali nauczeni co mają mówić. I tak dobrze ich nawet nauczono, że opisują wszystko tymi samymi słowami. I co ciekawe słowami pana mecenasa, żywcem wziętymi z uzasadnienia wniosku. Mogę dokładnie, wyraźnie, i w obecności klienta poinformować pana mecenasa co myślę o&amp;nbsp;jego wniosku o dopuszczenie dowodu z opinii „biegłego z zakresu rekonstrukcji wypadków z&amp;nbsp;udziałem pieszych” zgłoszonego na okoliczność tego, że przyczyną upadku powoda było pośliźnięcie się na oblodzonym chodniku. Albo o jego wniosku o dopuszczenie dowodu z opinii biegłego neurologa, zgłaszanym dlatego, że powód nabił sobie guza (co określono w&amp;nbsp;dokumentacji jako „obrażenia tkanek miękkich głowy”). Albo wyraźnie poinformować pana mecenasa, że napisanie w pozwie, że&amp;nbsp;odpowiedzialność pozwanego jest „bezsporna”, szkoda powoda „oczywista”, a roszczenie „ewidentnie uzasadnione” nie zastępuje przedstawienia dowodów. Ale nie wiem, czy tego właśnie panowie pełnomocnicy by oczekiwali. Spodziewam się raczej, że liczyliby na sugestie w&amp;nbsp;stylu: „te dowody to za mało, proszę zgłosić więcej, albo będzie mi przykro, że nie będę mógł uwzględnić powództwa pana klienta.” Pytanie tylko, jak tenże sam pan mecenas zareagowałby, gdybym poinformował pełnomocnika drugiej strony, że jeżeli nie przedstawi więcej dowodów to ja oddalę powództwo. Ciekawy jestem, czy byłby zadowolony z mojej lojalnej postawy, czy może raczej w te pędy złożył wniosek o wyłączenie sędziego z uwagi na stronniczość i wspieranie jednej ze stron postępowania.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Lojalność procesowa to bardzo dobre określenie... chciałbym tylko, aby dotyczyła ona zarówno sądu, jak i stron postępowania, a zwłaszcza profesjonalnych pełnomocników. By „działanie w interesie klienta” nie usprawiedliwiało przekraczania granic zdrowego rozsądku. By pełnomocnicy nie wnosili „w interesie klienta” ewidentnie bezzasadnych powództw z jeszcze głupszą argumentacją, tudzież z powołaniem się na interpretacje, które od dawna uważane są za błędne. By nie zgłaszali na świadków osób, które nic nie wiedzą w sprawie. By nie próbowali wyręczać się sądem w gromadzeniu dowodów. By nie zgłaszali absurdalnych żądań i zarzutów. Gdyby tylko to się ziściło, to wszystkim nam pracowałoby się lepiej.&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-4719669027189682637?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/4719669027189682637/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/10/lojalnosc.html#comment-form' title='Komentarze (35)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/4719669027189682637'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/4719669027189682637'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/10/lojalnosc.html' title='Lojalność'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>35</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-1403558114009855687</id><published>2011-10-13T18:12:00.000+02:00</published><updated>2011-10-13T18:12:52.939+02:00</updated><title type='text'>Sąd dla obywatela</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Co jakiś raz słyszę, że sądy powinny być „dla obywatela”. Hasło szczytne, ale co ono tak naprawdę oznacza? Na czym ma polegać owa „dlaobywatelskość” sądów? Sądząc, z wypowiedzi, które towarzyszą nawoływaniom do wprowadzenia takiej "reformy" sąd ma przestać być władzą a stać się służącym, którego zadaniem jest dać „obywatel” to, czego zażąda, a od niego samego niczego nie żądać. Ma robić wszystko, by „obywatel” uzyskał taki wyrok jak chce i to szybko i bez wysiłku z jego strony. Załóżmy, że tak właśnie powinno być, i w ramach wdrażania idei „sądów dla obywatela” spróbujemy usunąć cały ten formalizm z postępowań i zdjąć z obywateli większość obowiązków. I któż lepiej posłuży nam za tu przykład, jeżeli nie Drobni Przedsiębiorcy, Którym Długie Procesy Grożą Bankructwem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Po pierwsze bardzo poważnym problemem stającym na przeszkodzie dochodzeniu należności jest to, że z jakiegoś powodu sądy życzą sobie, żeby podać im adres dłużnika. No a jak się okaże, że ten adres z faktury to nieaktualny jest to nie chcą wydawać wyroku i jeszcze żądają, żeby to sam Przedsiębiorca szukał tego dłużnika. A on przecież nie ma czasu! On biznes musi prowadzić! No i w dodatku jak próbuje go ustalać w urzędzie to każą mu płacić! Skandal! Jak sądowi potrzebny jest jakiś „pozwany” to niech go sobie sam znajdzie! Jakoś komornicy ich przecież znajdują! A tak w ogóle to po co ich szukać? Jeszcze będą dranie robili problemy, na przykład twierdząc, że wcale nie są nic winni, albo że roszczenie się przedawniło. Dłużnika o wyroku powinien powiadamiać komornik. Najlepiej jednocześnie z wyegzekwowaniem należności. Co zresztą będzie stanowiło tylko usankcjonowanie dziś już istniejącej praktyki, że jako adres pozwanego można podać dowolnie wybrany adres, bo wtedy nakaz się uprawomocni „na awizie” i nie będzie problemów ze sprzeciwami i takimi tam.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Drugą poważną przeszkodą, którą trzeba jak najszybciej zlikwidować, jest to, że sądy żądają od Przedsiębiorców jakichś dowodów. To musi się skończyć, bo to przecież oznacza, że sądy traktują przedsiębiorców jak oszustów. Powinno się wprowadzić zasadę, że Przedsiębiorcom sądy wierzą na słowo, i jak Przedsiębiorca mówi, że pieniądze się należą, to już nic więcej nie powinno być sądowi potrzebne. A jak sąd nie wierzy, to niech sam sobie szuka dowodów, pościąga je od innych osób i urzędów, to się przekona. Albo niech przyśle biegłego, który przyjdzie do biura Przedsiębiorcy i tam poszuka sobie odpowiednich dokumentów które przekonają sąd, że te pieniądze Przedsiębiorcy się należą. Tylko szybko, żeby Przedsiębiorca nie musiał za długo czekać, bo przecież on też ma rachunki do płacenia! Tak jak dzisiaj jest w e-sądzie – pisze się, że jest faktura (albo że możliwe, że jest faktura) i sąd klepie nakaz. Bardzo nowocześnie i sprawnie. I proobywatelsko!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;No dobra. Pośmialiśmy się, a teraz na poważnie. Z całym szacunkiem dla Przedsiębiorców, Którzy Swoimi Podatkami Finansują Moją Pensję taka wersja „sądów dla obywatela” mi nie odpowiada. I nieważne w jak dużym procencie roszczenia są słuszne i jak jest „na zachodzie”. Nadal stoję na stanowisku, że proces przed sądem powinien się toczyć pomiędzy dwiema osobami, a nie pomiędzy przedsiębiorcą i fakturą. Że pozwany powinien być rzeczywiście powiadomiony o tym, że jest rozprawa w sądzie, i to powiadomiony fizycznie, faktycznie i on osobiście, a nie przez podwójne awizo na adres, pod którym listonosz nie zastał nikogo, kto mógłby powiedzieć, że taki tu nie mieszka. Że powód powinien sam zgromadzić i przedstawić sądowi dowody, a nie ograniczać się do wskazania, gdzie sąd może sobie poszukać dowodów. Bo sądy nie zostały ustanowione po to, by chronić interesy wierzycieli, one istnieją także po to, by chronić rzekomych dłużników przez bezzasadnymi roszczeniami. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Chciałbym, żeby wszyscy ci, którzy nawołują do tego, by sądy były „dla obywateli” zrozumieli, że „obywatelami” są nie tylko wierzyciele, ale i dłużnicy. Czy raczej osoby, których powodowie określają jako dłużników. Sąd „dla obywatela” nie może zatem oznaczać sądu w którym można łatwo uzyskać wyrok zasądzający dochodzoną należność. Sąd musi zapewniać dokładnie taką samą ochronę i jednej i drugiej stronie sporu. Bo to spór, a nie roszczenie jest istotą postępowania przed sądem. Powinni też zapamiętać, że sąd nie jest od pomagania komukolwiek i wyręczania kogokolwiek w czymkolwiek. Bo sąd, który pomaga jednej ze stron jest sądem stronniczym. Na ołtarzu sprawności, szybkości i usprawnienia dochodzenia roszczeń nie wolno poświęcać praw stron do uczciwego procesu i bezstronnego rozpoznania sprawy. Bo jeżeli to nastąpi to nie będzie już sądów, tylko urzędy d/s wydawania wyroków. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-1403558114009855687?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/1403558114009855687/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/10/sad-dla-obywatela.html#comment-form' title='Komentarze (57)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/1403558114009855687'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/1403558114009855687'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/10/sad-dla-obywatela.html' title='Sąd dla obywatela'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>57</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-6284511423852023760</id><published>2011-10-06T18:06:00.000+02:00</published><updated>2011-10-06T18:06:05.392+02:00</updated><title type='text'>Opowieść o pewnym długu</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Powód, zajmujący się zawodowo skupowaniem wierzytelności od kogo się da, wniósł do pewnego sądu w Polsce pozew przeciwko jednemu ze swoich dłużników. Pozew dotyczył zapłaty jakichś zaległych rachunków telefonicznych, które zresztą załączono do pozwu. Kwota nie była duża, kilkaset złotych plus trochę odsetek, w sumie jakiś tysiąc złotych z groszami. No ale w końcu mieć tysiąc i nie mieć tysiąca to razem dwa tysiące.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Sąd wydał nakaz zapłaty w postępowaniu upominawczym, i przesłał jego odpis (wraz z odpisem pozwu) na podany w pozwie adres pozwanego. Po to, by umożliwić mu – jeżeli uzna to za konieczne – wniesienie sprzeciwu i podjęcie obrony przeciwko temu żądaniu. Poczta zwróciła jednak przesyłkę kierowaną do pozwanego, z adnotacją doręczyciela, że „adresat wyprowadził się”. Sąd wezwał więc powoda, by wskazał prawidłowy adres pozwanego. No bo przecież pozwany ma prawo wiedzieć o tym, że toczy się przeciwko niemu sprawa sądowa, a sąd mu coś nakazuje. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Powód odszukał i podał prawidłowy adres. Okazało się przy tym, że ten adres był mu znany od samego początku, bo w przekazanych mu przez poprzedniego wierzyciela dokumentach znajdowało się pismo pozwanego zawiadamiające o zmianie adresu. Przesyłka wysłana na ten adres bez problemu trafiła do rąk pozwanego. A on wniósł prawidłowo sprzeciw. W terminie, na urzędowym formularzu, prawidłowo wypełnionym. I podniósł w nim tylko jeden zarzut – zarzut przedawnienia roszczenia, bo rzeczone rachunki były z 2003 r. a do tej pory nikt się o te pieniądze nie upominał.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Powód, po otrzymaniu tego sprzeciwu przesłał sądowi pismo, w którym oświadczył, iż wobec podniesienia zarzutu przedawnienia on cofa powództwo bez zrzeczenia się roszczenia. To znaczy, że uznał zarzut za słuszny, lecz wyraził wolę zachowania nadal roszczenia na wypadek, gdyby z jakiegoś powodu pozwany postanowił zrzec się zarzutu przedawnienia. Dziwniejsze rzeczy w końcu się zdarzały.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Sąd, po otrzymaniu oświadczenia o cofnięciu powództwa umorzył postępowanie i uznał sprawę za zakończoną. Akta powędrowały do archiwum, by oczekiwać na odejście na makulaturę. Także pozwany uznał sprawę za zakończoną i wyjaśnioną, zapomniał o wszystkim a dokumenty wyrzucił. Bo po co w końcu ma gromadzić jakieś papiery, gdy wszystko się wyjaśniło.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Powód uznał jednak, że to jeszcze nie koniec i postanowił spróbować jeszcze raz. Wniósł więc pozew ponownie, tym razem do e-sądu. W pozwie napisał dokładnie to samo co poprzednio, i podał dokładnie taki sam adres pozwanego. Bo jakoś umknęło mu to, że w poprzednim postępowaniu wydało się, że ten adres jest nieaktualny, a&amp;nbsp;pozwany mieszka gdzie indziej. No i że ten aktualny adres był mu znany od samego początku. Ale cóż, każdemu może się zdarzyć chwila zapomnienia.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;E-sąd wydał nakaz zapłaty i przesłał go pozwanemu na podany w e-pozwie adres. Tym razem listonosz nie zastał jednak nikogo w domu, a może nie chciało mu się dzwonić albo chodzić po schodach, więc zostawił awizo. A potem powtórne awizo, z którym nikomu nie chciało się pójść na pocztę, by powiedzieć, że taki tu nie mieszka. Albo na poczcie nikomu nie chciało się wpisać na przesyłce, że „nie mieszka” Poczta po dwóch tygodniach czekania na adresata zwróciła więc przesyłkę sądowi jako „nie podjętą w terminie” E-sąd uznał wtedy przesyłkę za doręczoną prawidłowo, i po upływie dwóch tygodni uznał nakaz zapłaty za prawomocny. A następnie umieścił w systemie e-tytuł wykonawczy, uprawniający powoda, do przymusowego wyegzekwowania należności.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Powód złożył u komornika wniosek o wszczęcie egzekucji należności, powołując się na ów e-tytuł, i wnosząc, aby komornik odszukał majątek dłużnika i zajął co się da. Komornik ustalił w ZUS gdzie dłużnik pracuje i wysłał tam pismo o zajęciu wynagrodzenia, a pracodawca zajęcie wykonał, i większość pensji dłużnika oddał komornikowi. A ten został „na lodzie” z groszami w ręku i rachunkami do zapłacenia na dwa razy tyle. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Czy ta historia miała happy end? Nie do końca. Pozwany zdołał ostatecznie „odkręcić” wszystko. Wniósł sprzeciw, wykazał nieskuteczność doręczenia zastępczego, e-sąd przekazał sprawę zwykłemu sądowi. Tam powód ponownie cofnął pozew bez zrzeczenia się roszczenia, ale na to sąd już się nie nabrał i zamiast umorzyć postępowanie po prostu oddalił powództwo, by dać pozwanemu ochronę w postaci prawomocnego wyroku. Ale co z pieniędzmi? Ano powód odmówił ich zwrotu, oświadczając, że wcale nie zrzekł się roszczenia, więc miał prawo go dochodzić ponownie. A poza tym świadczenie spełnione w wykonaniu przedawnionego zobowiązania nie może być uznane za nienależne, więc nie podlega zwrotowi. No a jeżeli pozwany się z tym nie zgadza, to może go pozwać o zapłatę i niech sąd rozstrzygnie. Sąd pewnie rozstrzygnąłby to na korzyść pozwanego, tyle tylko, że ów przedsiębiorca nie ma siedziby w Polsce, więc trzeba go pozwać przed zagranicznym sądem. A na to nasz pozwany nie ma ani sił, ani środków, ani umiejętności. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niektórzy nadal będą twierdzić, że nie ma nic złego w doręczaniu nakazów przez podwójne awizo. No bo przecież dłużnik powinien informować wierzyciela o zmianie adresu, i nie może być tak, by przez zwykłe nie odbieranie korespondencji można było unikać płacenia długów. I że jakbym poprowadził przez jakiś czas interes to bym zrozumiał jakim problemem są zatory płatnicze. Ja natomiast nadal będę twierdził, że wszelkie pisma rozpoczynające postępowanie w sprawie powinny być doręczane faktycznie i do rąk pozwanego. Bo bez tego prawo do uczciwego procesu staje się fikcją. Sądy nie istnieją po to, by umożliwić przedsiębiorcom egzekwowanie należności od dłużników. One istnieją przede wszystkim po to, by chronić zwykłych ludzi przed bezpodstawnymi roszczeniami. A to jest bardzo trudne, gdy owi ludzie nie wiedzą, że ktoś czegoś od nich żąda.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-6284511423852023760?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/6284511423852023760/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/10/opowiesc-o-pewnym-dugu.html#comment-form' title='Komentarze (29)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/6284511423852023760'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/6284511423852023760'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/10/opowiesc-o-pewnym-dugu.html' title='Opowieść o pewnym długu'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>29</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-8453916216677102302</id><published>2011-09-30T16:47:00.000+02:00</published><updated>2011-09-30T16:47:00.393+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='e-sąd'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='epu'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='elektroniczne postępowanie upominawcze'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nakaz zapłaty'/><title type='text'>Ile traktor ma kół?</title><content type='html'>.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;- Ile traktor ma kół?&lt;br /&gt;- Cztery.&lt;br /&gt;- Ile jest zepsutych?&lt;br /&gt;- Jedno.&lt;br /&gt;- To ile jest dobrych?&lt;br /&gt;- Trzy. &lt;br /&gt;- To nie można było od razu tak powiedzieć?&lt;br /&gt;- Przecież to jest to samo!&lt;br /&gt;- Ale jak ładnie brzmi! Trzy dobre!&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Ten bardzo stary skecz kabaretu TEY miał stanowić satyrę na propagandę sukcesu, w ramach której nawet totalną klapę jakiegoś przedsięwzięcia przedstawiano jako kolejny sukces socjalistycznej gospodarki. Szkoda tylko, że pozostaje on aktualny do dnia dzisiejszego. Bo na przykład pan Minister Sprawiedliwości przy okazji kampanii wyborczej pochwalił się ostatnio, jakim to wielkim sukcesem jest sąd elektroniczny, i że wpłynęło do niego już 1,8 mln spraw, a dotychczas zakończono ich już 1,5 mln. I że ogólnie jest to wielka ulga, usprawnienie i unowocześnienie. A mnie natychmiast przypomniał się wtedy ów zepsuty traktor... &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;- Ile spraw wpłynęło?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Milion osiemset tysięcy.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Ile jeszcze czeka na załatwienie?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Trzysta tysięcy.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- To ile załatwiono?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Półtora miliona.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- To nie można było tego od razu tak powiedzieć?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Przecież to jest to samo!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Ale jak ładnie brzmi! Półtora miliona załatwionych!&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Poza tym „niewinnym” manewrem polegającym na przedstawianiu zaległości sięgającej 300.000 spraw jako wielkiego sukcesu, w całej tej historii jest jeszcze parę innych niedopowiedzeń, które jak raz zupełnie zmieniają obraz sytuacji. Chociażby to, że z wypowiedzi chwalących sukces e-sądu wynika, że te półtora miliona spraw, to są sprawy, których sądzenia oszczędzono zwykłym sądom, dzięki czemu te sądy mają więcej czasu na zajmowanie się poważniejszymi sprawami. Tyle tylko, że po utworzeniu e-sądu w większości sądów nie zauważono jakiegokolwiek zmniejszenia się wpływu spraw kategorii Nc, czyli rozpoznawanych w postępowaniu upominawczym. Znacznie większy wpływ na jego zmniejszenie miało na przykład wydanie przez TK orzeczenia pozbawiającego (wreszcie!) wyciągi z ksiąg Funduszy Sekurytratatata mocy dokumentów urzędowych. A dzieje się tak zapewne dlatego, że do e-sądu w dużej części trafiają sprawy, których do normalnych sądów nigdy by nie wniesiono, bo w zwykłym sądzie powód nie miałby żadnych szans na uzyskanie nakazu zapłaty. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Skąd taki wniosek? Ano z obserwacji tego, co się dzieje po tym, jak sprawa z e-sądu trafia do „zwykłego” i powód jest wzywany do przedłożenia dowodów, na które „powołał się” występując o e-nakaz. W dziwnie dużej części spraw na takie wezwanie albo nie ma żadnej odpowiedzi, albo nadchodzi informacja, która sprowadza się do tego że „ja nie mam, ale wiem, gdzie są”. W tym przodują zwłaszcza wszelkie firmy skupujące długi, które notorycznie po wezwaniu ich do złożenia dowodów, w oparciu o które dostały nakaz w e-sądzie, informują, że oni tych dowodów nie mają ale jak sądowi są one do czegoś potrzebne, to może on sobie ich zażądać od banku czy operatora komórkowego, który sprzedał im ten dług. Bo oni wiedzą tylko tyle, co napisano w wykazie kupionych przez nich wierzytelności. W normalnym sądzie powództwo oparte wyłącznie o twierdzenie, że dłużnik powinien właśnie tyle zapłacić, bo firma od której odkupiliśmy wierzytelności powiedziała, że on był jej właśnie tyle winien zostałoby z hukiem oddalone jako nie udowodnione. Ale w e-sądzie to najwidoczniej wystarcza. Bo tam najwidoczniej dowody są niepotrzebne.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Co więcej, w wielu pozwach sam sposób, w jaki wskazywane są dowody świadczy o tym, że powód nie tylko żadnych dowodów nie ma, ale nawet nie wie, czy one istnieją. Bo wymienia się w nich jako dowód np. „aneks do umowy, jeżeli go podpisano” albo „notę obciążeniową, jeżeli ją wystawiono”. Szkoda tylko, że zbyt często na podstawie takich „dowodów” wydawane są nakazy zapłaty, które następnie egzekwują komornicy. Teoretycznie e-sąd nie powinien w takim przypadku wydawać nakazu... ale w warunkach pracy na akord, gdzie każdy z e-referendarzy ma 5 minut na „zrobienie” jednej sprawy (a w praktyce nawet mniej) trudno jest oczekiwać wysokiej jakości. Dlatego dziś w e-sądzie tak naprawdę każdy może pozwać każdego o jakiś wymyślony dług, jako „dowód” zgłosić nieistniejącą fakturę, i uzyskać nakaz zapłaty na swą rzecz. A przy odrobinie szczęścia także tytuł wykonawczy, jeżeli listonosz niosący nakaz akurat nie zastanie pozwanego i nakaz uprawomocni się na awizie. Jeżeli temu ma służyć e-sąd, to zaiste jest to wielki sukces i ułatwienie dla obywateli.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-8453916216677102302?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/8453916216677102302/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/09/ile-traktor-ma-ko.html#comment-form' title='Komentarze (31)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/8453916216677102302'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/8453916216677102302'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/09/ile-traktor-ma-ko.html' title='Ile traktor ma kół?'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>31</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-5259622388272495983</id><published>2011-09-23T16:20:00.001+02:00</published><updated>2011-09-23T16:24:06.433+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przewlekłość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='jak przyspieszyć'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='proces długo trwa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zwolnienie od kosztów'/><title type='text'>Skorumpowany drań</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przy okazji niedawnego protestu sędziów i prokuratorów przeciwko psuciu prawa i obarczaniu sędziów odpowiedzialnością za skutki ustawodawczej partaniny miałem okazję wysłuchać (i wyczytać) wiele opinii tzw. społeczeństwa. Ton tych wypowiedzi był jednolity: Sędziowie to lenie, nawet najprostszą sprawę ciągną nie wiadomo jak długo, bo nie chce im się robić. Pewna pani wypowiadając się do telewizji stwierdziła, że sądy źle działają bo ona ma sprawę w sądzie i ona trwa już dwa lata i jeszcze nic w niej nie zrobiono. No już zostawię bez komentarza to, że od „robienia” w sprawie to jest ona, a nie sąd, bo to jest jej sprawa, a nie sądu. Zamiast tego pozwolę sobie zwrócić się w tym miejscu do pewnego pana, który jakiś czas temu był uprzejmy wyrazić pisemnie oburzenie z tego powodu, że jego sprawa toczy się tak długo. Otóż Szanowny Panie...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;... faktycznie, ma Pan rację, że wniosek o wszczęcie postępowania złożył Pan w styczniu, a teraz jest już wrzesień, i sprawa nawet się jeszcze nie zaczęła. Proszę jednakże przypomnieć sobie co tak naprawdę Pan wtedy złożył. Jeżeli Pan nie pamięta to Panu przypomnę – była to kartka papieru na której napisał pan, że brat zajął mieszkanie po ojcu, nie wpuszcza Pana, a Panu chyba się coś po ojcu też należy zgodnie z Konstytucją. I że Pan domaga się przeprowadzenia postępowania w tej sprawie. Wezwałem wtedy Pana, żeby Pan wyjaśnił mi, czego się domaga. Czy chce Pan abym orzekł, że Pan też dziedziczy spadek, czy chce Pan, żebym podzielił spadek pomiędzy Pana i brata, czy może życzy Pan sobie, abym nakazał bratu, żeby Pana wpuścił do mieszkania? Dostał Pan w tej sprawie pismo, jakiś miesiąc po wniesieniu sprawy, bo akuratnie nie było Panu po drodze na pocztę i odebrał je dopiero po drugim awizie. I tak minął nam pierwszy miesiąc.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Owszem wysłał Pan pismo w terminie, i faktycznie napisał w nim Pan, że chce działu spadku. Złożył Pan też odpis pisma dla brata. Ale proszę sobie przypomnieć jaką sygnaturę akt podał Pan na tym piśmie? No właśnie - żadnej Pan nie podał, tak więc Pana pismo trafiło najpierw do sekretariatu prezesa sądu, po czym przewędrowało kolejno przez wszystkie wydziały zanim znaleziono ten, do którego trafiła Pana sprawa. A w międzyczasie ja zdążyłem już wydać zarządzenie o zwrocie Pana wniosku z powodu nie uzupełnienia w terminie braków formalnych. Jak dostałem w końcu Pana pismo to niestety jedyne co mogłem zgodnie z prawem zrobić to czekać, aż Pan wniesie zażalenie, a wtedy uznać je za słuszne i uchylić swoje zarządzenie. I dokładnie to zrobiłem, gdy wniósł Pan zażalenie. A dokładnie skargę na mnie do Prezesa Sądu, którą z litości potraktowano jako zażalenie. Tę, w której nazwał mnie Pan „skorumpowanym draniem” pamięta Pan? Ale zostawmy to, bo właśnie minął nam drugi miesiąc postępowania. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Potem, gdy już wiedziałem o co Panu chodzi, wezwałem Pana zgodnie z procedurą, by uiścił Pan opłatę sądową należną od tego konkretnego wniosku, czyli 500 zł. No i znowu miał Pan nie po drodze na pocztę, więc nim pismo do Pana dotarło był już początek kwietnia. Pan w odpowiedzi na to wniósł pismo z prośbą, by Pana zwolnić od kosztów sądowych bo jest Pan biedny. Oczywiście miał Pan do tego pełne prawo. Wszak brak pieniędzy nie może pozbawiać prawa do sądu. Szkoda tylko, że nie napisał Pan tego od razu, bo wtedy nie musiałbym Pana znowu wzywać do złożenia oświadczenia o stanie rodzinnym, majątku i dochodach, bez którego nie można rozpoznać wniosku o zwolnienie od kosztów. Tę przesyłkę odebrał Pan dość szybko, i faktycznie w kilka dni złożył potrzebny dokument. Tyle tylko, że napisał Pan w nim, że ma 12.000 zł oszczędności, a to znaczy, że stać Pana na zapłacenie 500 zł opłaty od wniosku o dział spadku. Wydałem więc postanowienie, w którym odmówiłem Panu zwolnienia od opłaty, i wezwałem Pana ponownie do jej zapłacenia w terminie 7 dni. Nim poczta zdołała doręczyć Panu to postanowienie i oddać sądowi poświadczenie doręczenia był już maj. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Nie zgodził się Pan z moim orzeczeniem. Pana prawo. Wniósł Pan na nie zażalenie. Pana prawo. Szkoda tylko, że Pan go własnoręcznie nie podpisał. Może to pośpiech, może roztargnienie, zdarza się. Tyle tylko, że przez to trzeba było Pana wezwać do poprawienia tego błędu, a Pan znowu miał tak daleko na pocztę, że awizo czekało na Pana cały tydzień. Po jego otrzymaniu poprawił Pan jednak swój błąd - co trzeba przyznać – bardzo sprawnie. Chociaż mógłby Pan darować sobie robienie przy okazji tej awantury w sekretariacie, i rozpowiadanie wszystkim na korytarzu jak to sąd „mataczy” w sprawie i jakie to Pana brat ma „chody” w sądzie. No ale mniejsza o to. Zażalenie zostało przyjęte i wysłane do Sądu Okręgowego. Nim tam dotarło nadszedł Dzień Dziecka, a nim zostało rozpoznane (bo musiało czekać na swoją kolejkę) była już połowa lipca. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Sąd Okręgowy zgodził się ze mną, że jak ktoś ma 12.000 zł oszczędności to stać go na to, by zapłacić 500 zł za rozpoznanie jego sprawy przez sąd. Wydał więc odpowiednie postanowienie, którym oddalił Pana zażalenie. Odpis tego postanowienia wysłano do Pana pocztą, tyle że akurat był Pan gdzieś na wakacjach, tak więc kierowany do Pana list po trzech tygodniach wrócił do sądu jako nie odebrany. Gdy po tym wszystkim akta sprawy powróciły już z sądu okręgowego wezwałem Pana ponownie do wpłacenia 500 zł opłaty pod rygorem zwrotu wniosku i dokładnie 1 września pan to wezwanie z poczty odebrał. A parę dni później wpłacił pieniądze gdzie trzeba. Teraz sprawa może już ruszyć z miejsca. Jak tylko rozpoznany zostanie Pana wniosek o wyłączenie mnie od sądzenia tej sprawy (chodzi o to pismo, gdzie Pan tyle pisał o „złośliwym przewlekaniu” i „matactwie”) wyznaczony będzie termin pierwszej rozprawy. Będzie to gdzieś w styczniu przyszłego roku, albo i na wiosnę, zależy od tego, czy będzie Pan wnosił zażalenie, czy nie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Z wyrazami szacunku,&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;i&gt;Skorumpowany drań, złośliwie przewlekający oczywistą sprawę&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt; &lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-5259622388272495983?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/5259622388272495983/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/09/skorumpowany-dran.html#comment-form' title='Komentarze (31)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/5259622388272495983'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/5259622388272495983'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/09/skorumpowany-dran.html' title='Skorumpowany drań'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>31</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-6513835522330240988</id><published>2011-09-18T18:04:00.001+02:00</published><updated>2011-09-18T18:06:01.405+02:00</updated><title type='text'>O tempora, o mores...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ostatnich kilka tygodni poświęciłem na pełnienie misji edukacyjnej i publikację w odcinkach poradnika dla podsądnego, a dokładnie dla osoby, która znalazła w swej skrzynce pocztowej odpis nakazu zapłaty w postępowaniu upominawczym. Poradnik wzbudził różne reakcje wśród czytelników bloga. Jedni uznali, że to świetny pomysł i powinien być jak najszerzej rozpropagowany. I chyba wcielili pomysł w życie bo od pewnego czasu w statystykach bloga widzę sporo wejść za pośrednictwem fejsbuka i różnych forów tematycznych, głównie nieprawniczych. Tak trzymać! Inni stwierdzili, że to jest nudne, bo woleliby poczytać narzekania na złych pełnomocników i doręczenia przez podwójne awizo, co byłoby bardziej „fachowe”. Jeszcze inni uznali, że piszę to specjalnie po to, by ludzie nie pisali do sądu i nie zawracali sędziom głowy, a przecież oni bronią swoich praw, więc należy im wybaczyć, że robią to w idiotyczny sposób. A ja po prostu postanowiłem spróbować trochę innego stylu pisania, i przekazać to, co miałem napisać nie w formie uwag i narzekań na to co podsądni robią źle, a w formie informacji jak powinni postępować by było dobrze i czego robić nie powinni. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oczywiście, jeżeli komuś taki styl nie odpowiada to mogę napisać jeszcze raz to samo, tylko inaczej. Najpierw ponarzekam sobie, że podsądni, którzy dostali nakaz wnoszą bezsensowne sprzeciwy, w których domagają się czegoś, czego sąd nie może im dać. Na przykład „umożenia” długu, albo przedłużenia terminu zapłaty. A zajmowanie się takimi sprzeciwami to strata cennego czasu i marnotrawstwo pieniędzy. No i że niektórzy mają pretensje, że nie dostali wezwania na rozprawę - bo nikt nigdy im nie wytłumaczył co to jest nakaz zapłaty.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W kolejnym wpisie byłyby narzekania na to, że niektórzy nawet jak napiszą, że ich zdaniem pieniądze się nie należą to kompletnie nie potrafią wyjaśnić dlaczego, i w efekcie z ich sprzeciwów wynika tylko tyle, że ich zdaniem ten drugi nie powinien żądać od nich pieniędzy. A dopiero na rozprawie okazuje się, że taki ktoś w zasadzie nie wie dlaczego jego zdaniem nie powinien płacić, poza tym, że jest mu ciężko i on nie ma z czego. No i okazuje się w ten sposób, że kolejna rozprawa była całkowicie zbędna i niczemu nie służąca, bo pozwany wnosząc sprzeciw postąpił niepoważnie. A ludzie z prawdziwymi roszczeniami, którzy naprawdę potrzebują, by sąd rozważył ich sprawę czekają na swoją kolejkę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Następnie napisałbym o bzdurnych wnioskach dowodowych, na przykład o zgłaszaniu dowodów bez głębszego zastanowienia się co konkretnie ma być nimi wykazane. Albo wręcz o tym jak to niektórzy uważają, że znalezienie dowodów i wyjaśnienie sprawy to jest problem sądu. Napisałbym o powoływaniu na świadków osób, które mogą zeznać tylko tyle, że powód (albo pozwany) mówił im przed rozprawą, że było właśnie tak. Albo o przedstawianiu pism, z których nie wynika nic ponad to, że pozwany twierdzi to, co twierdzi. I o tym jak to później wypisuje jeden z drugim, że on przedstawił tyyyyyyyyle dowodów, a sędzia ich „nie wziął pod uwagę”. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Napisałbym też o kompletnym niezrozumieniu przez podsądnych koncepcji terminu, jego znaczenia i sposobu obliczania, z przywołaniem cytatów z pism procesowych, w których jeden z drugim „przeprasza” za przekroczenie terminu i „uprzejmie prosi” by sąd nie brał pod uwagę tego, że on się spóźnił. I o tym jak to w zażaleniach, skargach i takich tam można wyczytać jak to odrzucenie sprzeciwu jest „karą niewspółmierną do zawinienia” bo on się spóźnił tylko o dzień czy dwa. A potem o tym, jak to niektórzy wypełniają formularze sprzeciwu kompletnie nie rozumiejąc, do czego służy każda z rubryk, no i oczywiście bez przeczytania pouczenia na tymże druku zamieszczonego.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A na koniec ponarzekałbym sobie na to, jak to mało kto wie jak należy się zachować w sądzie. O tych wszystkich wesołkach, co przychodzą do sądu w klapkach i koszulkach na ramiączkach. O tych, co myślą, że jak przyjdą na rozprawę z dzieckiem to sąd się nad nimi zlituje. O tych, co im się wydaje, że sędzia sobie na nich poczeka, albo że sędzia to jest ten, na którego trzeba nakrzyczeć, żeby dał nam to, czego żądamy. O fanach programu „Sędzia Anna Maria Wesołowska” albo różnych takich amerykańskich filmideł i seriali, którzy wykrzykują na sali „sprzeciw” jak coś im się nie podoba. A na koniec napisałbym o tym jak bardzo bym chciał, żeby było już to nagrywanie, bo wtedy bez zbędnych ceregieli tłukłbym takich ludzi grzywnami za obrazę sądu, aż zrozumieją, że są w sądzie a nie na bazarze. I wszyscy byliby zadowoleni. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oczywiście nie mam zamiaru pisania tego wszystkiego jeszcze raz, bo wszystko to zawarte zostało już w samym Poradniku. Sugestie i uwagi w nim zawarte wzięte zostały w większości z życia, i odnoszą się do zdarzeń i zachowań, które faktycznie miały miejsce. Przywoływana poradniku jako przykład sprawa o zapłatę czynszu była przykładem na to jak ważne jest gromadzenie dowodów i jak trudno jest bez nich udowodnić swe racje. Co w tym akurat przypadku pozwanemu się nie udało, i ostatecznie musiał zapłacić, być może drugi raz za to samo. Sprzeciwy o treści „wiem, że jestem winien, ale jestem biedny i proszę o umorzenie długu” zdarzają się nagminnie, podobnie jak sprzeciwy z wnioskiem o oddalenie powództwa bez sformułowania konkretnych zarzutów. Niewłaściwe zachowanie na sali rozpraw, nieodpowiedni strój to w zasadzie norma. Może nagrywanie coś tu zmieni, ale wątpię, bo niestety kulturę chyba trzeba wynieść z domu. Tak samo jak świadomość tego, że zachowanie, strój, forma kierowanych pism i wypowiedzi świadczy o wadze, jaką przywiązuje się do sprawy i szacunku dla drugiej strony. No ale cóż można pisać, gdy dziś niektórzy uważają chyba za powód do dumy to, że na egzamin końcowy na aplikacji przyszli sobie w swetrze. Chyba tylko to, co napisał inny komentator mojego bloga: o tempora, o mores...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-6513835522330240988?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/6513835522330240988/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/09/o-tempora-o-mores.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/6513835522330240988'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/6513835522330240988'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/09/o-tempora-o-mores.html' title='O tempora, o mores...'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-6064246061780328158</id><published>2011-09-12T19:15:00.000+02:00</published><updated>2011-09-12T19:15:46.931+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sprzeciw od nakazu zapłaty w postępowaniu upominawczym'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='jak wygląda rozprawa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rozprawa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='świadek'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fałszywe zeznania'/><title type='text'>Poradnik podsądnego - (7) - Rozprawa</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gdy twoja sprawa zostanie wywołana wejdź na salę rozpraw i zajmij właściwe miejsce. Na każdej sali sądowej przygotowane są dwie ławy po obu stronach stołu sędziowskiego i ustawione do niego bokiem. Twoje miejsce jako pozwanego jest po prawej stronie, jeżeli patrzeć z punktu widzenia osoby stojącej przed stołem sędziowskim. Powód zajmuje miejsce po lewej stronie sali. Dla publiczności przewidziane są ławy ustawione naprzeciw stołu sędziowskiego. Jeżeli jawność rozprawy nie została wyłączona to jako publiczność może przyjść każdy, kto jest pełnoletni, trzeźwy i nie uzbrojony. Czasami na sali w charakterze publiczności można spotkać studentów obserwujących rozprawy, tak więc nie zdziw się tym, że rozprawie przysłuchuje się ktoś, kogo zupełnie nie znasz.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Zapamiętaj, że zasady rządzące rozprawą są bardzo proste. Sędzia jest panem i władcą rozprawy. On decyduje kto w tym momencie ma mówić, a kto ma milczeć. Odzywanie się bez zgody sędziego, komentowanie wypowiedzi świadka czy wyrażanie swego oburzenia kłamstwami jakie padają z ust drugiej strony traktowane jest jako naruszanie porządku czynności sądowych i karane tak jak obraza sądu. Także publiczności nie wolno robić niczego, co mogłoby zakłócać porządek rozprawy, podpowiadać świadkom, komentować teatralnym szeptem, rozmawiać, kręcić się w ławach, wchodzić i wychodzić z sali. Zadbaj o to, by ci, których zaprosiłeś do sądu to wiedzieli, bo jak sędzia będzie miał problemy z publicznością, to to na pewno nie pomoże to twojej sprawie. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Jeżeli mówisz do sądu, albo gdy sędzia mówi do ciebie – wstań. Pamiętaj, że w ten sposób wyrażasz szacunek nie wobec sędziego jako osoby, ale wobec urzędu jaki on pełni. Gdy zwracasz się do sędziego zawsze używaj formy: „wysoki sądzie”. Nawet wtedy gdy sędzia jest od ciebie o głowę niższy. Nie przerywaj sędziemu. Nie dyskutuj z nim i nie próbuj się kłócić, negocjować ani też grozić mu czymkolwiek. Nie używaj na sali rozpraw słów wulgarnych, nie podnoś też głosu. Nie pstrykaj długopisem, nie pukaj, nie stukaj i ogólnie nie rób nic, co mogłoby zakłócić spokój i porządek. Nie podchodź do stołu sędziowskiego, nie spaceruj po sali, nie wychodź z niej bez zgody sędziego, nie dyskutuj z publicznością ani z powodem. I jeszcze jedno. Ani się waż wołać „sprzeciw” jak się nie zgadzasz z tym, co mówi druga strona. Wiem, że widziałeś to na filmach, ale to były filmy amerykańskie, a tam to wszystko wygląda zupełnie inaczej.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Rozprawa rozpocznie się od sprawdzenia obecności i tożsamości tych, co się stawili. Sędzia może zażądać okazania dowodu osobistego. Następnie sędzia zapyta obie strony o stanowiska w sprawie. Powód zapewne oświadczy, że podtrzymuje swe powództwo. Ty także musisz wyraźnie powiedzieć czego się domagasz – czy nadal podtrzymujesz swój sprzeciw i jakie zarzuty podnosisz.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Kolejny etap rozprawy to postępowanie dowodowe. Sąd najpierw zapozna się z&amp;nbsp;dowodami przedłożonymi przez powoda, a potem z tymi, które ty zgłosiłeś. Jeżeli stawili się wezwani na rozprawę świadkowie to będą oni kolejno proszeni na salę celem złożenia zeznania. Sędzia najpierw zapyta każdego świadka o imię, nazwisko, ile ma lat, czy jest spokrewniony z którąś ze stron, czy był karany za składanie fałszywych zeznań, gdzie mieszka i jaki jest jego zawód. Każdego świadka pouczy też, że za złożenie fałszywego zeznania grozi kara do trzech lat więzienia, zgodnie z art. 233 kodeksu karnego. Świadkowie blisko spokrewnieni z powodem albo pozwanym mogą odmówić złożenia zeznania, dlatego sędzia zapyta ich, czy chcą zeznawać. Potem sędzia zapyta strony – a więc także i ciebie jako pozwanego - czy chcesz, aby świadek złożył przyrzeczenie, że będzie mówił prawdę, całą prawdę i tylko prawdę. Kara za fałszywe zeznanie jest taka sama i dla tych co przysięgali i dla tych co nie przysięgali, więc to, czy świadek złożył przyrzeczenie czy nie nie ma żadnego znaczenia dla postępowania. Ale oczywiście jeżeli zażyczysz sobie odebrania przyrzeczenia to sędzia każe świadkowi je złożyć.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Świadek najpierw powinien opowiedzieć co mu jest wiadome w sprawie, znaczy złożyć zeznanie „swobodnie”. Potem strony będą mogły zadawać mu pytania – najpierw ten, kto go zgłosił, potem ten drugi. Będziesz więc mógł zadawać pytania świadkom zgłoszonym przez powoda, a powód będzie mógł przesłuchać twoich świadków. Pamiętaj, że świadek może zeznawać tylko o faktach, o tym co wie, więc nie pytaj go o to, co on myśli, albo co mu się wydaje. Zadawaj pytania krótkie i nie sugerujące odpowiedzi. Nie komentuj zeznań świadka i nie wygłaszaj mowy na temat tego czy twoim zdaniem świadek mówi prawdę czy nie. Dotyczy to także pytania świadka, dlaczego kłamie. Jeżeli twoje pytania będą nie na temat, albo z jakiegoś powodu niewłaściwe sędzia może je uchylić, to znaczy zdecydować, że świadek nie musi na nie odpowiadać.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;To, co będzie dalej zależy od wielu rzeczy. Jeżeli nie wszyscy świadkowie przyszli, albo potrzebne będzie zgromadzenie jeszcze jakichś dowodów to sędzia odroczy rozprawę i wyznaczy kolejny termin. W takim przypadku nie dostaniesz już wezwania pocztą, więc musisz sobie ten termin zapisać. Jeżeli jednak sędzia ma wszystkie potrzebne dowody, a wszyscy świadkowie zostali przesłuchani to sędzia zamknie rozprawę żeby wydać wyrok i uda się na naradę, by zdecydować jaki ten wyrok ma być. Ponieważ jednak zwykle przy salach rozpraw nie ma osobnych pokojów narad dla sędziów zostaniesz po prostu poproszony, żebyś wyszedł z sali i zaczekał na korytarzu na ogłoszenie orzeczenia. Gdy sędzia będzie gotowy ogłosić wyrok twoja sprawa zostanie ponownie wywołana, a ty poproszony na salę by wysłuchać wyroku.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Ogłoszenie wyroku składa się z dwóch części. Najpierw ogłaszana jest sentencja, czyli to kto wygrał, i kto ma komu zapłacić i ile. Podczas ogłaszania sentencji wszyscy obecni na sali muszą wstać i wysłuchać wyroku na stojąco. To jest oznaka szacunku dla decyzji sędziego, która wydawana jest zawsze w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej. Następnie sędzia poda tak zwane motywy wyroku, czyli spróbuje uzasadnić, dlaczego wydał taki wyrok, a nie inny. Jeżeli czegoś nie rozumiesz możesz poprosić o wyjaśnienie, a sędzia postara się to zrobić. Tylko nie proś, by wyjaśniono ci jak to może być że jest takie prawo, że przegrałeś, bo to pytanie powinieneś zadać nie sędziemu, ale swojemu posłowi. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;I na tym kończy się poradnik podsądnego. Wyrok został wydany. Sprawa jest zakończona. Jeżeli nie zgadzasz się z wyrokiem to sędzia pouczy cię, jak możesz się od niego odwołać, jak wnieść od niego apelację. I to jest jedyny sposób na uzyskanie zmiany wyroku. Nie pisz więc próśb i wniosków by ci coś umorzono, obniżono czy rozłożono na raty. Pamiętaj, że nikt - ani prezes sądu, ani Minister Sprawiedliwości, ani nawet sam Prezydent RP nie ma prawa zmienić wyroku sądu. To może zrobić tylko sąd rozpoznający twoją apelację. Jeżeli tego nie zrobi – albo jeżeli nie wniesiesz apelacji – wyrok stanie się ostateczny, i pozostanie ci tylko się mu podporządkować. I to niezależnie od tego, czy uważasz go za słuszny, czy nie. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-6064246061780328158?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/6064246061780328158/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/09/poradnik-podsadnego-7-rozprawa.html#comment-form' title='Komentarze (19)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/6064246061780328158'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/6064246061780328158'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/09/poradnik-podsadnego-7-rozprawa.html' title='Poradnik podsądnego - (7) - Rozprawa'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>19</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-1108556768919519703</id><published>2011-09-07T19:14:00.000+02:00</published><updated>2011-09-07T19:14:12.748+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sprzeciw od nakazu zapłaty w postępowaniu upominawczym'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sąd'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kto może być na rozprawie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wokanda'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='jak się ubrać do sądu'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rozprawa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='co zabrać do sądu'/><title type='text'>Poradnik podsądnego - (6) - Sądny dzień</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po jakimś czasie od wniesienia sprzeciwu – o ile wniosłeś go tak jak trzeba i niczego nie trzeba było poprawiać – dostaniesz wezwanie na rozprawę. Przyjdzie ono pocztą tak jak nakaz zapłaty, na adres, który podałeś w sprzeciwie. Na wezwaniu podana będzie data, godzina i numer sali rozpraw, oraz będzie wyraźnie napisane czy na tę rozprawę musisz (stawiennictwo obowiązkowe), czy tylko możesz (stawiennictwo nieobowiązkowe) się stawić. Generalnie będziesz musiał się stawić wtedy, gdy sędzia uzna, że żeby wydać wyrok potrzebuje jeszcze zadać ci kilka dodatkowych pytań, bo na przykład nie napisałeś w sprzeciwie o czymś co jest w sprawie istotne. A jeżeli nie przyjdziesz na rozprawę to sędzia może uznać, że te dowody, które dołączyłeś do sprzeciwu to za mało, żeby wydać korzystny dla ciebie wyrok.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Pamiętaj, że konieczność przyjścia do sądu powinna mieć pierwszeństwo przed wszystkimi innymi planami. To znaczy, że nie jedziesz na koncert bo masz rozprawę w sądzie, a nie, że nie przychodzisz na rozprawę, bo jedziesz na koncert. Możesz oczywiście poprosić o zmianę terminu, jeżeli on ci nie odpowiada, ale pamiętaj, że sędzia nie ma obowiązku spełnić twojej prośby. W zasadzie na zmianę terminu możesz liczyć tylko wtedy gdy masz – i udowodnisz że masz – ważny powód, by być wtedy gdzie indziej. O tym co jest ważnym powodem, a co nim nie jest decyduje sędzia. Planowany pobyt w szpitalu, ustalona z dużym wyprzedzeniem wizyta u lekarza, zaplanowany i&amp;nbsp;opłacony wyjazd zagraniczny, ślub własny lub bliskiej osoby – to są ważne powody. Koncert, spotkanie z kumplami z wojska, czy planowany wyjazd pod namiot - to już nie koniecznie. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Przygotuj się dobrze do rozprawy. Przeczytaj jeszcze raz wszystkie dokumenty i spakuj je tak, żebyś mógł łatwo odszukać właściwy, jeżeli w sądzie będą one ci potrzebne. Jeżeli masz małe dziecko, zastanów się, z kim je zostawisz. Nie licz też na to, że jak na rozprawę przyjdziesz z dzieckiem to sędziemu zmięknie serce i przychylniej na ciebie spojrzy, a wesoły rozbrykany szkrab na sali rozpraw, tudzież słodkie płaczące bobo raczej nie poprawi twojej sytuacji. Zresztą na salę rozpraw mogą wejść tylko osoby pełnoletnie, więc jak przyjdziesz z dzieckiem, to i tak będziesz je musiał zostawić za drzwiami.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Jeżeli zgłosiłeś świadków zapytaj ich, czy dostali wezwania, i czy pamiętają, że muszą przyjść do sądu. Czasami poczta gubi wezwania, albo ktoś nie odbiera poczty. Albo akurat jak przyszedł tan list to go nie było. Jeżeli chciałbyś, żeby w sądzie towarzyszył ci ktoś z rodziny czy znajomych to oczywiście możesz go zaprosić. Rozprawy odbywają się jawnie, i może na nich być obecny każdy, kto jest pełnoletni, jest nie uzbrojony i nie został zgłoszony jako świadek. Tylko zadbaj o&amp;nbsp;to, by zaproszona przez ciebie publiczność nie wpadła na pomysł, żeby zorganizować jakąś demonstrację poparcia. Jak zaczną wykrzykiwać hasła, albo wymachiwać transparentami to sędzia wyrzuci ich za drzwi. A twojej sprawie to na pewno nie pomoże. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Nie pij alkoholu ani przed rozprawą ani dzień wcześniej. Piwko na start czy setka dla kurażu przed rozprawą może się źle skończyć. Jeżeli przyjdziesz do sądu w stanie podchmielonym albo „wczorajszym” to w najlepszym przypadku nie zostaniesz po prostu wpuszczony. Jeżeli jednak strażnik cię przepuści i wejdziesz już na salę rozpraw, to sędzia może cię ukarać wysoką grzywną, a nawet aresztem. I to wykonalnym natychmiast, to znaczy prosto z sądu trafisz do więzienia. Przyjście na rozprawę po spożyciu alkoholu – i to nie ważne ile ma się tych promili – jest uważane za poważne naruszenie powagi sądu i surowo karane. To samo dotyczy wszelkich innych środków „rozluźniających”. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Nie ma wprawdzie obowiązku, by z okazji wizyty w sądzie wkładać garnitur czy garsonkę, należy jednak ubrać się tak, jakby się szło na ważną rozmowę w sprawie pracy. Albo do kościoła. Krótkie spodenki, koszulki bez rękawów, t-shirt z głupawym napisem albo rysunkiem, a w wypadku pań ubrania bardziej odpowiednie dla tancerek hydraulicznych tudzież permanentnych autostopowiczek powinny tego dnia zostać w szafie. Jeżeli żeby pójść do sądu urywasz się na chwilę z pracy to przebierz się, a nie przychodź w poplamionym smarami kombinezonie. Nawet do Sądu pracy. Przyjście do sądu w nieodpowiednim stroju może skończyć się upomnieniem, a nawet grzywną. Albo i aresztem. Bo to także może być przez sędziego uznane za obrazę sądu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;W dniu rozprawy wyjdź z domu odpowiednio wcześnie, tak by bez problemów zdążyć na wyznaczoną godzinę. Lepiej być godzinę za wcześnie, niż pięć minut za późno. Weź pod uwagę nie tylko korki uliczne, ale i fakt, że bardzo często przy sądach nie ma parkingów, albo są one bardzo małe i może się okazać, że trzeba będzie zaparkować w dużej odległości od budynku sądu. Trochę czasu może też potrwać przejście przez bramkę kontroli bezpieczeństwa. Pamiętaj, że do sądów nie wolno wnosić broni, wszelkich noży, scyzoryków, pojemników z gazem, tak więc zostaw to w domu, albo od razu przekaż do depozytu. Nie zapomnij dowodu osobistego, bo na pewno będzie ci on potrzebny. Chociażby po to, by udowodnić, że ty to ty. Staraj się też nie przynosić do sądu niczego, co nie będzie ci tam potrzebne. Nie przychodź z siatkami pełnymi zakupów, bo może się okazać, że nie będziesz miał tego gdzie zostawić, a jak wejdziesz z całym tym majdanem na salę rozpraw sędzia może nie wykazać zrozumienia dla twojej chęci skorzystania z niewiarygodnych promocji w pobliskim sklepie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po przejściu przez kontrolę bezpieczeństwa zostaw kurtkę w szatni i odszukaj właściwą salę rozpraw. Na drzwiach każdej sali (albo gdzieś obok) wisi wokanda, czyli spis spraw wyznaczonych do rozpoznania tego dnia na tej sali Zwykle jest to kartka papieru (a czasami nawet kilka kartek) ale ostatnio w ramach nowoczesności pojawiają się także wokandy wyświetlane na monitorach. Dlatego jak już znajdziesz drzwi z właściwym numerem sprawdź, czy faktycznie dobrze trafiłeś. Jeżeli na wokandzie tej sali wymieniona twoja sprawa to wszystko w porządku. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Gdy już upewnisz się, że jesteś pod właściwą salą usiądź i cierpliwie czekaj. Przygotuj dowód osobisty. Wyłącz telefon komórkowy, i sprawdź czy jest wyłączony. Nie pukaj do drzwi sali, nie zaglądaj, ani nie wchodź do niej nie proszony, nawet jeżeli nadeszła już godzina na którą wyznaczono twoją rozprawę. Gdy nadejdzie twoja kolej ktoś wyjdzie i wywoła twoją sprawę, to znaczy ogłosi, że teraz sąd będzie rozpoznawał sprawę takiego przeciwko takiemu i wezwie wszystkich na salę. Słuchaj uważnie, która sprawa jest wywoływana, bo jeżeli nie usłyszysz swojego wezwania i nie zgłosisz się na salę rozpraw to sędzia uzna że nie przyszedłeś i może wydać wyrok pod twoją nieobecność, i bez wysłuchania tego, co masz do powiedzenia. Po wywołaniu sprawy weź głęboki wdech i wchodź. Już nic więcej zrobić nie możesz.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;W następnym odcinku wejdziemy na salę rozpraw i zobaczymy, co tam się dzieje.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-1108556768919519703?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/1108556768919519703/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/09/poradnik-podsadnego-6-sadny-dzien.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/1108556768919519703'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/1108556768919519703'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/09/poradnik-podsadnego-6-sadny-dzien.html' title='Poradnik podsądnego - (6) - Sądny dzień'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-9160317153299666807</id><published>2011-08-30T12:50:00.001+02:00</published><updated>2011-08-30T12:54:02.974+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='braki formalne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sprzeciw od nakazu zapłaty w postępowaniu upominawczym'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='jak wnieść sprzeciw'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='urzędowy formularz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zwrot kosztów procesu'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nakaz zapłaty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='awizo'/><title type='text'>Poradnik podsądnego - (5) - piszemy sprzeciw</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-top: 6.0pt; text-align: justify;"&gt;No dobra. Przemyślałeś wszystko dokładnie i jesteś pewien, że te pieniądze, które zgodnie z nakazem zapłaty masz zapłacić to się temu drugiemu nie należą. Wiesz też dlaczego się one nie należą, to znaczy to jaki zarzut chcesz zgłosić. Masz też potrzebne dowody by udowodnić przed sądem, że to co twierdzisz to jest prawda. No to teraz musisz to wszystko napisać, pamiętając oczywiście, że oprócz dobrej treści, twoje pismo musi mieć też właściwą formę. To znaczy musi być w nim napisane wszystko, co zgodnie z prawem w takim sprzeciwie powinno być. Dlatego najlepiej będzie, jak sprzeciw napiszesz na urzędowym formularzu – druku sprzeciwu. Bo po pierwsze w niektórych sprawach sprzeciw musi być napisany na formularzu albo zostanie odrzucony, a po drugie w tym formularzu jest miejsce na wpisanie wszystkiego co musi być napisane w sprzeciwie, a więc o niczym nie zapomnisz.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-top: 6.0pt; text-align: justify;"&gt;Jeżeli masz już przed sobą odpowiedni formularz (o symbolu SP) to możemy zacząć go wypełniać. Tylko pisz czytelnie i wyraźnie, bo nikt nie lubi odcyfrowywać bazgrołów. Jeżeli możesz, użyj formularza w wersji elektronicznej (ze strony internetowej Ministerstwa Sprawiedliwości) i wypełnij go w komputerze. To na pewno ułatwi sprawę temu, kto będzie go potem czytał. Jeżeli piszesz ręcznie to użyj pisaka w jakimś „poważnym” kolorze, a nie różowego z brokatem. Staraj się niczego nie skreślać ani nie dopisywać do napisanego tekstu, a jeżeli już musisz coś poprawić to przepisz wszystko jeszcze raz na czysto. Jeżeli jakieś miejsce w formularzu zostawiasz puste – przekreśl je.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-top: 6.0pt; text-align: justify;"&gt;Na samej górze pierwszej strony formularza mamy nagłówek, w którym musisz wykreślić niepotrzebne linijki. Ten sam formularz służy do wnoszenia różnych rodzajów sprzeciwów, więc musisz wyraźnie zaznaczyć, że to, co piszesz to jest sprzeciw od nakazu zapłaty. Poniżej masz pouczenie (które oczywiście powinieneś dokładnie przeczytać) i dwie rubryki – nazwa sądu i sygnatura sprawy. Do pierwszej przepisujesz nazwę sądu, który wydał nakaz. Tylko dokładnie, bo w tym samym mieście może być kilka sądów o podobnych nazwach. Tak, wiem, że to jest bez sensu, i że sąd wie jak się nazywa, ale niestety przepis mówi, że w każdym piśmie wnoszonym do sądu musi być podane do jakiego sądu się je wnosi. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-top: 6.0pt; text-align: justify;"&gt;W drugą rubrykę wpisujesz sygnaturę akt postępowania, która podana jest w lewym górnym rogu nakazu. Sygnatura to po prostu numer pod jakim sprawę zapisano w Repertorium (a nie jak niektórzy piszą – repetytorium),czyli spisie spraw. Pierwsza cyfra – rzymska - to numer wydziału w sądzie, następnie jest rodzaj sprawy – dla nakazów jest to Nc (nakaz-cywilny) - potem jest numer kolejny sprawy łamany przez rok w którym wpłynęła. Po tym numerze sąd odróżnia sprawy, tak więc przepisz go dokładnie i podawaj w każdym piśmie, które kierujesz do sądu. Pomyłka może oznaczać problemy, na przykład twoje pismo może nie trafić w terminie tam, gdzie trzeba, więc sąd uzna nakaz za prawomocny i zezwoli powodowi na wniesienie sprawy do komornika. Oczywiście da się to potem odkręcić, ale po co komplikować sobie życie? &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-top: 6.0pt; text-align: justify;"&gt;Trzecia rubryka to miejsce na wpisanie kto wnosi sprzeciw. Podajesz swoje imię i nazwisko oraz adres. Na ten adres sąd będzie wysyłał wszystkie pisma, więc podaj taki, pod którym będziesz mógł je odbierać. Nie odbieranie listów nic ci nie da, bo nawet jak listonosz napisze, że taki tu nie mieszka to i tak sąd uzna przesyłkę za prawidłowo doręczoną. Bo to ty masz obowiązek podać prawdziwy adres i jak tego nie zrobisz to to jest tylko twój problem. Pamiętaj też, że wszystkie przesyłki sądowe są polecone z poświadczeniem odbioru. Jeżeli mieszkasz gdzieś bez meldunku – znaczy pod innym adresem, niż ten wpisany do dowodu osobistego – to poczta może robić ci problemy przy wydaniu przesyłki. To samo może być jak podasz adres zameldowania pod którym nie mieszkasz. Bo o ile listonosz odda list każdemu, kto otworzy drzwi, to może się okazać, że po awizowaną przesyłkę musisz pójść na pocztę osobiście. Co może być problemem, gdy faktycznie mieszkasz 300  km dalej. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-top: 6.0pt; text-align: justify;"&gt;Piąta rubryka to miejsce na podanie nazw powoda i pozwanego. Jako pozwanego wpisujesz siebie (a jeżeli razem z tobą pozwano też inne osoby to ich też), a jako powoda tego, kto żąda od ciebie zapłaty. Też uważam, że to jest bez sensu, ale ponownie przepis mówi, że w każdym piśmie musi znaleźć się oznaczenie stron postępowania. I dlatego trzeba to wszystko jeszcze raz napisać.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-top: 6.0pt; text-align: justify;"&gt;Szósta rubryka, na drugiej stronie, jest bardzo ważna. Tam zaznaczasz, w jakiej części nie zgadzasz się z nakazem – czy w całości, czy w części. Nakaz zaskarżasz w części wtedy, gdy uważasz, że coś się powodowi należy, ale nie aż tyle. Na przykład, gdy zgadzasz się z tym, że jesteś winien za czynsz, ale nie od stycznia tylko od lutego. Albo, gdy tylko jeden z kilku długów o zapłatę którego cię pozwano jest przedawniony. Pamiętaj tylko, że musisz dokładnie napisać w jakiej części się nie zgadzasz z nakazem – na przykład „co do kwoty 500 zł czynszu za styczeń” albo „co do kwoty 297 zł z faktury nr 17/2007”. Bez tego sędziemu trudno będzie się zorientować o co ci chodzi.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-top: 6.0pt; text-align: justify;"&gt;Siódma rubryka to miejsce na zarzuty – i tylko na to. Tu w pisujesz na przykład, że zarzucasz nieistnienie zobowiązania, bo ta umowa nie została przez ciebie podpisana. Albo że zgodnie z umową za styczeń miałeś nie płacić. Albo że twoim zdaniem roszczenie jest przedawnione. Pisz krótko i jasno, najlepiej w jednym-dwóch zdaniach. To nie jest miejsce na jakieś długie wyjaśnienia. Sędzia czytając tę część sprzeciwu chce wiedzieć dlaczego twoim zdaniem nie musisz płacić, a nie co myślisz o powodzie i jego żądaniu.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-top: 6.0pt; text-align: justify;"&gt;Ósma rubryka to żądanie zwrotu kosztów procesu. Tu nie wystarczy napisać, że żądasz zwrotu kosztów. Musisz jeszcze napisać jakich kosztów, konkretnie ile i za co. Możesz żądać zwrotu kosztów zasięgnięcia porady prawnej, podróży do sądu, przygotowania sprzeciwu, ale zawsze musisz napisać ile to ma być. No i udowodnić dlaczego akurat tyle. Nie przepisuj bezmyślnie z różnych poradników, że chcesz kosztów „według norm przepisanych”, bo to oznacza tylko tyle, że chcesz zwrotu kosztów zgodnie z prawem. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-top: 6.0pt; text-align: justify;"&gt;Dziewiąta rubryka to uzasadnienie. Wypełnij ją zgodnie z podanym w niej pouczeniem. Podaj fakty, które przyznajesz że są prawdziwe - na przykład że faktycznie jechałeś tego dnia autobusem i złapał cię kontroler. Albo że wynajmowałeś mieszkanie od powoda. Następnie podaj z którymi twierdzeniami powoda się nie zgadzasz – na przykład że zaprzeczasz, że nie miałeś ważnego biletu, albo temu, że czynsz miał być płacony od stycznia. Potem napisz jak to twoim zdaniem było, jaka była umowa, jak to było z biletem itp. I jakie masz na to dowody. Pisz w punktach, zwięźle i krótko. Lepiej jest napisać jedno konkretne zdanie niż rozpisać się na pół strony o wszystkim i o niczym. Nie przeklejaj bezmyślnie do swojego sprzeciwu cytatów z przepisów Kodeksu czy orzeczeń Sądu Najwyższego. Sędzia zna przepisy i wie, gdzie szukać orzeczeń. Pamiętaj, że w większości spraw miejsce przewidziane w formularzu na uzasadnienie w zupełności wystarczy by napisać wszystko co potrzeba. Jeżeli brakuje ci miejsca to przede wszystkim pomyśl, czy naprawdę jest sens pisać to wszystko co już napisałeś. Jeżeli mimo wszystko uważasz, że nie da się zmieścić wszystkiego na formularzu napisz, ze dalszy ciąg napiszesz na osobnej kartce, i kartkę tę dołącz do sprzeciwu.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-top: 6.0pt; text-align: justify;"&gt;Rubryki 10 i 11 przeznaczone są na wnioski dowodowe. Podaj konkretnie jaki to ma być dowód i co chcesz nim udowodnić. Jeśli zgłaszasz dowód z dokumentu napisz co to za dokument. Jeśli chcesz przesłuchania świadka – podaj jego imię, nazwisko i adres na który można mu będzie wysłać wezwanie. Gdy podajesz fakt, na który zgłaszasz dowód to nie pisz że zgłaszasz go "na okoliczność niezasadności żądania”, no bo jakby miał on świadczyć o zasadności to byś go przecież nie zgłaszał. Napisz konkretnie, co ten akurat dowód twoim zdaniem potwierdzi.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-top: 6.0pt; text-align: justify;"&gt;W rubryce 12 wymień załączniki. Pierwszym i obowiązkowym jest odpis, czyli kopia twojego sprzeciwu. Pozostałe to wszystkie dokumenty, które załączasz do sprzeciwu. Nie załączaj do niego pozwu ani nakazu zapłaty które dostałeś. Te dokumenty są w aktach i powód też je ma, więc nie ma sensu składać ich jeszcze raz. Pamiętaj też, że każdy dokument musisz złożyć wraz z jego odpisem, czyli kopią dla drugiej strony. Jeden egzemplarz sprzeciwu i załączników dla ciebie, a drugi egzemplarz sprzeciwu i kopia wszystkich załączników dla drugiej strony. Wszystkiego po dwie sztuki.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-top: 6.0pt; text-align: justify;"&gt;Rubryka 13 i 14 to podpis i data. Podpis jest obowiązkowy, bez podpisu pismo jest nieważne. Musi to być podpis własnoręczny, nie wystarczy wpisać imienia i nazwiska na komputerze i tak wydrukować. Dlatego też nie możesz na przykład wnieść sprzeciwu faxem ani emailem – bo na tym co „wychodzi” w sądzie nie będzie twojego podpisu. Pamiętaj też, że podpisanie się za kogoś jego nazwiskiem – nawet za zgodą tej osoby – jest przestępstwem. Nie proś więc nikogo, by cię wyręczył w podpisaniu pisma. &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-top: 6.0pt; text-align: justify;"&gt;No. I to wszystko. Teraz zapakuj sprzeciw, załączniki i odpis w ładną kopertę i wyślij poleconym do sądu. Albo zanieś go tam sam. Nie zapomnij o zostawieniu kopii dla siebie, żeby pamiętać, co tam napisałeś. I czekaj na decyzję sądu. Jeżeli popełniłeś jakiś błąd sędzia wezwie cię żebyś go poprawił. Jeżeli wszystko będzie w porządku to otrzymasz wezwanie na rozprawę. A o tym co wtedy robić będzie mowa w kolejnym odcinku poradnika.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-9160317153299666807?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/9160317153299666807/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/08/poradnik-podsadnego-5-piszemy-sprzeciw.html#comment-form' title='Komentarze (20)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/9160317153299666807'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/9160317153299666807'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/08/poradnik-podsadnego-5-piszemy-sprzeciw.html' title='Poradnik podsądnego - (5) - piszemy sprzeciw'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>20</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-6393334408720188503</id><published>2011-08-19T10:41:00.001+02:00</published><updated>2011-08-19T10:41:44.413+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sprzeciw od nakazu zapłaty w postępowaniu upominawczym'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='do usunięcia braków formalnych'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='odpisy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='jak się liczy termin'/><title type='text'>Poradnik podsądnego - (4) - Forma i termin</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Teraz będzie o formie i terminie, czyli dwóch bardzo ważnych rzeczach, o których musisz pamiętać wnosząc sprzeciw od nakazu zapłaty. Bo w sądzie bardziej niż to, co napiszesz liczy się to, kiedy to napiszesz (termin) i jak to napiszesz (forma). Nawet najlepszy sprzeciw, najbardziej sensowny, zasadny i najlepiej udowodniony na nic się nie zda, jeżeli zostanie on złożony za późno albo będzie w nim czegoś brakowało. Bo sędzia taki sprzeciw odrzuci nawet bez czytania tego co tam w nim jest napisane. I to wcale nie oznacza, że sędzia jest w zmowie z powodem i go „kryje”. Ani też tego, że sędzia jest leniwy i dlatego woli sprawę „uwalić formalnie” niż ją dokładnie zbadać. Po prostu przepis, który tę kwestię reguluje, jest bezwzględny i stanowi, że sprzeciw spóźniony, albo wniesiony z błędami (o ile ich we właściwy sposób nie poprawiono) sąd odrzuca. Nie „może odrzucić”, tylko „odrzuca”. Tak więc sędzia nie ma tu żadnego wyboru, nie może – i nie ma prawa - podjąć innej decyzji. I żadne prośby, błagania, apele, ani skargi tego nie zmienią.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Skoro wiesz już co grozi za przekroczenie terminu, to zapamiętaj teraz co zrobić, żeby tego uniknąć. Tu odpowiedź jest prosta - musisz złożyć sprzeciw w terminie. Masz na to dwa tygodnie od dnia odebrania nakazu. Koniec tego terminu obliczyć jest bardzo łatwo - jeżeli odebrałeś nakaz w środę, to środa za dwa tygodnie jest ostatnim dniem, w którym możesz jeszcze złożyć sprzeciw. Jeżeli w ten dzień wypadnie akurat jakieś święto – znaczy dzień ustawowo wolny od pracy – to wyjątkowo możesz wtedy wnieść sprzeciw jeszcze następnego dnia. I to jest jedyny przypadek, gdy termin może zostać przedłużony ponad te ustawowe dwa tygodnie. To, że w trakcie tychże dwóch tygodni były jeszcze jakieś inne święta nie ma żadnego znaczenia, liczą się one tak samo jak dni robocze. To, że byłeś na zwolnieniu albo na urlopie także nie ma żadnego znaczenia. I nikt nie ma takiej władzy, by ten termin ci przedłużyć. Ani sędzia, ani prezes sądu, ani nawet sam Prezydent. Tak więc daruj sobie pisanie podań i próśb w tej sprawie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sprzeciw będzie złożony w terminie, jeżeli najpóźniej ostatniego dnia terminu (masz czas do północy) zaniesiesz go albo wyślesz pocztą na adres sądu. Tu liczy się data stempla pocztowego, tak więc żeby mieć pewność wyślij go listem poleconym, bo wtedy będzie on ostemplowany od razu. Jak wrzucisz go po prostu do skrzynki to może się okazać, że poczta go wyjmie i ostempluje dopiero następnego dnia, a to już będzie za późno. Przy adresowaniu koperty sprawdź dokładnie, czy wpisałeś właściwą nazwę i adres sądu. Jeżeli pomylisz adres, wpiszesz złą ulicę czy numer to poczta może uznać przesyłkę za niemożliwą do doręczenia. A wtedy odeśle ci ten list z powrotem, i tak termin ci przepadnie. To samo będzie, gdy wyślesz ten list do innego sądu niż ten, co wydał nakaz, tylko że wtedy liczyło będzie się to, kiedy ten niewłaściwy sąd odeśle list właściwemu. A to może potrwać wiele dni. Sprawdzaj więc dokładnie dokąd wysyłasz swój sprzeciw. I pamiętaj, że data stempla pocztowego liczy się tylko wtedy, gdy wysyłasz list za pośrednictwem Poczty Polskiej. Jeżeli wysyłasz je kurierem czy też przez którąś z prywatnych poczt to liczy się dopiero dzień, gdy przesyłka trafi do sądu. Dlaczego tak jest? Ano dlatego, że taki jest przepis i nic na to poradzić nie można.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wymagania co do formy, to nic innego jak tylko to, jak powinien wyglądać twój sprzeciw i co poza zarzutami powinno się w nim znaleźć. Wymagań tych jest dosyć dużo, i nie ma sensu ich kolejno wymieniać, bo i tak najprościej będzie jak sprzeciw napiszesz na specjalnym formularzu - druku sprzeciwu. Są w nim rubryki na wszystko, co jest potrzebne by dobrze napisać sprzeciw, tak więc jeżeli wypełnisz go dokładnie to możesz mieć pewność, że o niczym nie zapomniałeś. Zresztą w większości spraw sprzeciw i tak musi być napisany na takim formularzu, albo sąd go odrzuci. Formularze dostaniesz w sądzie - są za darmo - albo możesz je sobie ściągnąć i wydrukować ze strony Ministerstwa Sprawiedliwości. Tylko pamiętaj, żeby użyć właściwego formularza. Formularz sprzeciwu od nakazu zapłaty ma symbol SP, i tylko takiego powinieneś używać. Nie używaj do napisania sprzeciwu formularza formularza pozwu (P) ani też odpowiedzi na pozew (OP) bo nie do tego one służą. Uważaj też, bo w Internecie czasami można znaleźć stary formularz sprzeciwu o symbolu SpN - te formularze już od wielu lat nie są używane. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No i zostaje jeszcze ostatnia rzecz jeśli chodzi o formę sprzeciwu, czyli odpisy. Odpisy to po prostu kopie, które musisz dołączyć do każdego pisma, które wnosisz do sądu. Pamiętaj, że wszystko co wysyłasz do sądu musi zostać doręczone drugiej stronie postępowania, czyli powodowi. Dlatego i sprzeciw i wszystko co do niego dołączasz musisz złożyć w dwóch egzemplarzach, żeby sąd miał co doręczyć.  Brak kopii jakiegoś pisemka, które dołączyłeś do sprzeciwu może oznaczać, że sąd będzie musiał twój sprzeciw odrzucić. Pamiętaj, ze te kopie wcale nie są potrzebne sądowi, tylko tobie, bo to ty toczysz spór z drugą stroną, i odpowiadasz na jej żądania. Sąd się temu wszystkiemu tylko przysłuchuje, a więc to nie jest problem sądu, żeby twoje pisma skserować.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;W następnym odcinku weźmiemy formularz sprzeciwu i zaczniemy go wypełniać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-6393334408720188503?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/6393334408720188503/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/08/poradnik-podsadnego-4-forma-i-termin.html#comment-form' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/6393334408720188503'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/6393334408720188503'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/08/poradnik-podsadnego-4-forma-i-termin.html' title='Poradnik podsądnego - (4) - Forma i termin'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-7172661438488083659</id><published>2011-08-10T21:18:00.000+02:00</published><updated>2011-08-10T21:18:02.919+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='odwołanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sąd'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='na okoliczność'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dowód'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sprzeciw nakaz zapłaty wyrok świadkowie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='teza dowodowa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='świadek'/><title type='text'>Poradnik podsądnego  - (3) – Dowody</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przed sądem nie wystarczy mieć rację, trzeba jeszcze umieć to udowodnić. Nie wystarczy zatem, że zgłosisz nawet najbardziej zasadne zarzuty, musisz jeszcze przedstawić dowody na ich poparcie. Dowody na to, że zapłaciłeś, na to, że coś zrobiłeś (albo ten drugi coś zrobił), że coś było takie, a nie inne.&amp;nbsp; Znalezienie, wybranie i przedstawienie dowodów to tylko twój problem, sędzia ci w tym nie pomoże i sam dowodów szukał nie będzie. Nie oczekuj więc, że jak zgłosisz jakieś „zastrzeżenia” czy „wątpliwości” co do tego, czy powinieneś płacić to sędzia przeprowadzi jakąś "kontrolę" czy "śledztwo" w tej sprawie. Pamiętaj, że sędzia nie ma obowiązku ustalenia jak to naprawdę było, on sprawdza tylko, czy przedstawione dowody są wystarczające by uznać coś za udowodnione. A to znaczy, że jeżeli nie przedstawisz dowodu na to, że wszystko już powodowi zapłaciłeś to sędzia może ci nie uwierzyć. I będziesz musiał zapłacić jeszcze raz.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dowodem może być praktycznie wszystko, z czego można wnioskować o faktach, najczęściej jednak są to dokumenty, czyli wszelkie pisma (zarówno te na papierze jak i te elektroniczne) oraz zeznania świadków. Dowodem też może być opinia powołanego przez sąd biegłego, zdjęcia, film, nagranie rozmowy, a&amp;nbsp;w&amp;nbsp;ostateczności także twoje własne słowa, jako zeznanie strony postępowania. Zawsze jednak taki dowód musi być zgłoszony na jakąś „okoliczność”. To znaczy, że jeśli zgłaszasz jakiś dowód to musisz też napisać, co tym dowodem chcesz udowodnić. To się nazywa "teza dowodowa" I to musi być coś konkretnego, nie wystarczy napisać, że świadek „dużo wie w tej sprawie”, albo, że te dokumenty „mogą wiele wyjaśnić”.&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pamiętaj też, że fakty jakie chcesz udowodnić, i na okoliczność których zgłaszasz dowody muszą mieć znaczenie dla sprawy. To znaczy, że od tego, czy je udowodnisz czy nie będzie zależało to, jaki będzie wyrok. Na przykład to, że kontroler był chamski i cię szarpał nie zmienia faktu, że nie miałeś biletu, więc musisz zapłacić gapowe. Tak samo jak musiałbyś je zapłacić, gdyby kontroler był grzeczny i na koniec uprzejmie cię przeprosił za złapanie. Wyrok w obu przypadkach będzie taki sam, więc udowadnianie tego, że kontroler źle się zachowywał nie ma żadnego sensu. Dlatego zanim zaczniesz zgłaszać dowody zastanów się, czy przypadkiem nie próbujesz udowodnić czegoś, co w tym przypadku nie ma żadnego znaczenia. Jeżeli nie jesteś pewien co ma znaczenie – zasięgnij porady prawnika. Bo może się okazać, że zgłosisz furę dowodów, z których absolutnie nic nie wynika.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zastanów się też, czy dowód, który zgłaszasz faktycznie potwierdza to, co chcesz&amp;nbsp; nim udowodnić. Pamiętaj na przykład, że wyciąg z konta bankowego – potwierdzenie przelewu – może potwierdzać fakt, że przelałeś pieniądze za czynsz na konto właściciela mieszkania, i wtedy jest to wystarczający dowód na to, że zapłaciłeś. Jeżeli jednak płaciłeś czynsz w gotówce, a nie przelewem, to wyciągiem z banku możesz udowodnić co najwyżej to, że któregoś dnia wypłaciłeś z konta pieniądze na czynsz. A to wcale nie oznacza, że zaniosłeś je właścicielowi mieszkania. Tego ten dokument nie potwierdza, i wcale nie jest „logiczne” że skoro wypłaciłeś pieniądze to znaczy, że wydałeś je na czynsz. Bo równie dobrze mogłeś je wydać na coś innego. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pamiętaj, że wysyłane przez ciebie listy, maile, SMSy, komunikaty na Skype, GG, NK, Facebooku czy innych portalach, serwisach czy komunikatorach internetowych to jest tylko dowód tego, że ty – albo osoba korzystająca z twojego konta – coś napisała. Jeżeli chcesz je zgłosić jako dowód, to pamiętaj, że te wszystkie „dokumenty” to tylko spisanie tego, co ty kiedyś twierdziłeś. No a to, że o czymś napisałeś 10 razy to jeszcze nie oznacza, że to jest prawda. Zastanów się co by było, gdyby to twój dłużnik na każde twoje upomnienie się o zwrot pożyczki odpowiadał, że przecież umówiliście się, że on nie będzie musiał ci tych pieniędzy oddać. Czy uważałbyś takie listy, emaile czy SMSy za dowód tego, że taka była umowa między wami? &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeżeli nie masz żadnych dokumentów możesz spróbować udowodnić to, co mówisz zeznaniami świadków. Świadkiem może być tak naprawdę każdy, także mąż, żona, dzieci itp. itd., bo nie ma w zasadzie żadnego zakazu zgłaszania ich na świadków (no, jest parę wyjątków, ale tutaj nieistotnych). Pamiętaj tylko, że świadkowie mogą potwierdzić tylko to co sami widzieli albo słyszeli. Na przykład, że kolega, któremu mówiłeś, że mieszkasz od stycznia, ale płacić będziesz dopiero od lutego może potwierdzić przed  sądem tylko to, że ty mu to mówiłeś. Nie proś go więc, aby zeznał, że  zgodnie z umową miałeś płacić dopiero od lutego. Świadek, który był przy tym jak płaciłeś może potwierdzić, że faktycznie tego dnia dałeś pieniądze, komu je  dałeś i co było przy tym mówione. Ale jeżeli widział to tylko raz to nie może zeznawać, że płaciłeś  regularnie co miesiąc przez cały rok, choćby był o tym święcie przekonany. Sądu nie interesuje co świadkowie myślą, co im się wydaje i co jest dla nich oczywiste. Zadaniem świadka nie jest popieranie cię przed sądem, czy przekonywanie sędziego, że ty jesteś uczciwym człowiekiem, a ten drugi to oszust, złodziej i kanciarz. Oni mają mówić to, co wiedzą. A jeżeli nic nie wiedzą - albo wiedzą tylko to, co im powiedziałeś – to kiepski z nich dowód.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W następnym odcinku poradnika będzie mowa o formie i terminach, czyli o tym, co w sądzie jest najważniejsze.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-7172661438488083659?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/7172661438488083659/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/08/poradnik-podsadnego-3-dowody.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/7172661438488083659'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/7172661438488083659'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/08/poradnik-podsadnego-3-dowody.html' title='Poradnik podsądnego  - (3) – Dowody'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-3612428939896698063</id><published>2011-08-04T17:56:00.001+02:00</published><updated>2011-08-09T21:52:22.930+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przedawnienie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przedawniony'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zarzuty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sprzeciw'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przedawnia się'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nakaz zapłaty'/><title type='text'>Poradnik podsądnego - (2) - zarzucam, że...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Co powinieneś napisać w sprzeciwie od nakazu zapłaty? Przede wszystkim prawdę i&amp;nbsp;konkrety. Konkretne twierdzenia, z których ma wynikać, że twoim zdaniem powodowi pieniądze się nie należą. Bo sprzeciw od nakazu zapłaty służy właśnie temu, a nie składaniu błagalnych próśb o umorzenie długu, odroczenie, rozłożenie na raty albo tłumaczeń dlaczego cię nie stać na spłacenie tego długu. I&amp;nbsp;pamiętaj, to że nie masz żadnych dochodów, albo utrzymujesz się z najniższej renty to nie oznacza, że masz prawo nie płacić swoich długów. Nie wnoś więc sprzeciwu "bo jestem biedny i nie mam pieniędzy na zapłacenie tego długu" bo to nic ci nie da, a koniec końców może się okazać, że będziesz musiał zapłacić znacznie więcej.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Najważniejsze zarzuty jakie można zgłosić przeciwko żądaniu zapłaty można zebrać w jednym zdaniu:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;„Po pierwsze niczego nie pożyczałem, po drugie wszystko oddałem, po trzecie to nie była pożyczka, tylko darowizna a po czwarte to roszczenie jest przedawnione”&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Pierwszy zarzut&lt;/b&gt; – „niczego nie pożyczałem” to zarzut nieistnienia zobowiązania. Że nie było żadnej umowy pomiędzy Tobą a powodem, albo że umowa wprawdzie była, ale na razie jeszcze nie musisz nic płacić. Może tak być na przykład wtedy, gdy to nie ty jechałeś na gapę tylko ktoś się pod ciebie podszywał i podał twoje dane kontrolerowi. Albo wtedy, gdy właściciel chce czynszu za styczeń, gdy zgodnie z umową miałeś płacić od lutego. Albo, gdy miałeś zapłacić po tym jak dostaniesz towar, a towaru jeszcze nie dostałeś.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Drugi zarzut&lt;/b&gt; – „wszystko oddałem” – to zarzut spełnienia świadczenia, to znaczy, że zapłaciłeś wszystko co się powodowi należało. Pamiętaj tylko, że to ty będziesz musiał udowodnić, że faktycznie powód dostał pieniądze. Potrzebne będą pokwitowania, dowody przelewów, zeznania świadków przy tym obecnych. Jeżeli płaciłeś z ręki do ręki bez świadków i pokwitowań... to masz problem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Trzeci zarzut&lt;/b&gt; – „to nie była pożyczka tylko darowizna” – to zarzut, że wprawdzie była umowa, ale nie ustalono w niej że ty masz coś płacić. Są to na przykład wszystkie te przypadki, w których coś miało być za darmo, a teraz każą ci płacić. Tutaj jednak, zanim zgłosisz taki zarzut dokładnie przeczytaj umowę, włącznie z tym, co jest drobnym drukiem i pod gwiazdką. Bo może się okazać, że zgodnie z umową ten towar wcale nie był „darmowy”.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Czwarty zarzut&lt;/b&gt; – „roszczenie jest przedawnione” – wynika z tego, że każdy dług po pewnym czasie się przedawnia i dłużnik może odmówić jego zapłacenia. Terminy po których następuje przedawnienie są różne, zależne od tego, z czego wynika obowiązek zapłaty. To może być rok, trzy lata albo i dziesięć lat. Sąd uznaje dług za przedawniony dopiero wtedy, gdy dłużnik tego zażąda, dlatego nakaz zapłaty może dotyczyć także długów już przedawnionych. I jest to zgodne z&amp;nbsp;prawem, więc nie zawracaj przy tej okazji głowy prokuraturze zawiadomieniami o&amp;nbsp;przestępstwie „usiłowania wyłudzenia przez powoda nienależnego mu świadczenia”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeżeli nie masz pewności, czy roszczenie powoda jest zasadne, albo jakie możesz podnieść przeciwko niemu zarzuty to zasięgnij porady prawnika. Bądź ostrożny z poszukiwaniem porad w internecie, bo można tam trafić na takie propozycje, które nie tylko nie pomogą, ale mogą ci zaszkodzić. Pamiętaj też, że każda sprawa jest inna, więc nie możesz po prostu skopiować zarzutów podniesionych przez kogoś innego, bo niekoniecznie muszą one pasować do twojej sprawy.&amp;nbsp; Zastanów się też jakie dowody możesz przedstawić na poparcie swoich  twierdzeń. Pamiętaj, że obowiązek przedstawienia dowodów spoczywa na  „tym który twierdzi” a&amp;nbsp;nie na „tym, który zaprzecza”. Jeżeli więc  zaprzeczasz, że zawarłeś umowę, to powód musi udowodnić, że ją zawarłeś.  Ale jeżeli twierdzisz, że wszystko zapłaciłeś to wtedy ty musisz  przedstawić na to dowody.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zrozum też, że nic nie zyskasz na zgłaszaniu bezpodstawnych zarzutów,  albo takich, których nie jesteś w stanie udowodnić. Odwlekanie w ten  sposób sprawy nic ci nie da, bo odsetki i tak będą rosły, a w dodatku  może się okazać, że po rozpoznaniu sprawy przez sąd przyjdzie ci  zapłacić znacznie więcej, bo wzrosną koszty procesu.A jak powód po twoim  sprzeciwie weźmie sobie adwokata (co wolno mu zrobić) to jeśli sąd uzna  twój sprzeciw za bezzasadny to będziesz musiał zapłacić także koszty  wynagrodzenia adwokata, czyli kolejne kilkaset albo i kilka tysięcy  złotych.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W kolejnym odcinku „poradnika” będzie mowa o tym, jakie dowody można zgłosić na poparcie swoich twierdzeń.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-3612428939896698063?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/3612428939896698063/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/08/poradnik-podsadnego-2-zarzucam-ze.html#comment-form' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/3612428939896698063'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/3612428939896698063'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/08/poradnik-podsadnego-2-zarzucam-ze.html' title='Poradnik podsądnego - (2) - zarzucam, że...'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-819264771402387851</id><published>2011-08-01T18:35:00.002+02:00</published><updated>2011-08-01T23:51:36.952+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='upominawczym'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sprzeciw'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nakaz zapłaty'/><title type='text'>Poradnik podsądnego - (1) - A więc dostałeś nakaz...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A więc dostałeś nakaz. Listonosz przyniósł kopertę z sądu, a w niej było pismo zatytułowane „Nakaz zapłaty w postępowaniu upominawczym”, z którego wynika, że pozwany (czyli Ty) ma zapłacić powodowi (czyli temu drugiemu) tyle a tyle złotych, odsetki i koszty procesu, a to wszystko w ciągu dwóch tygodni. Oznacza to, że ktoś uznał, że nie wywiązałeś się z umowy i zwrócił się do sądu o orzeczenie, że jesteś mu winien pieniądze. A sąd uznał, że przedstawione przez niego dowody są wystarczające by nakazać ci zapłacenie długu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Tak, wiem że nie dostałeś wezwania na rozprawę. To dlatego, że nakaz zapłaty wydaje się bez przeprowadzania rozprawy i bez zawiadamiania pozwanego, wyłącznie na podstawie twierdzeń i dowodów przedstawionych przez powoda. Nie, to nie jest sprzeczne z Konstytucją. Ani z prawami człowieka. Nie zostałeś też pozbawiony prawa do sądu, ani skazany w sądzie kapturowym. To nie jest żaden relikt komunizmu i „na Zachodzie” taka procedura też jest stosowana. Nakaz może uzyskać każdy, kto dochodzi roszczenia pieniężnego, wcale nie trzeba być w zmowie w sądem i niepotrzebne są żadne układy ani też korumpowanie sędziów. Tak więc odpuść sobie teorie spiskowe, i skup się na rzeczach istotnych.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Do nakazu dołączony jest pozew i załączniki do niego. Przeczytaj go, bo z niego wynika dlaczego zdaniem powoda powinieneś mu płacić, i dlaczego aż tyle. Zwykle będzie tam jakaś faktura albo rozliczenie opłat, których zdaniem powoda nie uiściłeś. A skoro już wiesz dlaczego ktoś żąda od ciebie pieniędzy to teraz zastanów się czy zgadzasz się z tym żądaniem, czy nie. Zastanów się dobrze, czy faktycznie jesteś winien powodowi pieniądze. Pamiętaj, że tu nie chodzi o to, czy jesteś w stanie to zapłacić ani czy uważasz się za winnego powstania tego długu, ale tylko o to, czy faktycznie ów dług istnieje i czy to ty masz obowiązek go zapłacić. Na przemyślenie sprawy masz dwa tygodnie, liczone od dnia odebrania nakazu. W tym terminie – co masz wyraźnie napisane w nakazie - możesz wnieść sprzeciw od nakazu i domagać się wyznaczenia rozprawy i ponownego zbadania sprawy przez Sąd. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Zapamiętaj przy tym sobie dobrze, że sprzeciw od nakazu zapłaty powinieneś wnosić tylko wtedy, gdy nie zgadzasz się twierdzeniami powoda, że jesteś mu winien pieniądze (albo aż tyle pieniędzy). Nie wnoś sprzeciwu wówczas, gdy zgadzasz się z tym, że jesteś winien powodowi pieniądze, ale nie masz możliwości spłacenia tego długu. Pamiętaj że to, że jesteś bezrobotny, jesteś studentem bez własnych dochodów, albo że utrzymujesz się z&amp;nbsp;zasiłków z opieki społecznej to nie oznacza, że możesz nie płacić swoich długów. Więc nie licz na to, że po rozpoznaniu takiego sprzeciwu sąd zwolni cię z obowiązku płacenia. Spodziewaj się raczej, że będziesz musiał zapłacić jeszcze więcej.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Nie wnoś sprzeciwu, ani nie pisz próśb do sądu o umorzenie długu, umorzenie odsetek, zwolnienie od kosztów sądowych. &lt;u&gt;Sąd nie może zwolnić cię od obowiązku zapłaty, ani umorzyć ci długu czy odsetek&lt;/u&gt;. I to niezależnie od tego w jak tragicznej sytuacji osobistej i majątkowej się znajdujesz. Nie proś więc sądu o pomoc w tej sprawie, bo sąd żadnej pomocy udzielić ci nie może. Nie ma znaczenia, czy jesteś studentem, któremu nie starcza na piwo, czy też bezrobotnym, któremu nie starcza na chleb. Zapamiętaj, że zasądzona od ciebie kwota to nie są pieniądze sądu, tylko pieniądze powoda, i tylko on może nimi dysponować. To powód może darować ci dług w całości lub części, przedłużyć ci termin płatności, rozłożyć należność na raty albo zgodzić się na jakiś inny sposób rozwiązania tej sprawy. W końcu decyduje o swoich własnych pieniądzach, więc to jest jego sprawa co z nimi zrobi. To do niego zatem, a nie do sądu, powinieneś kierować swoje prośby w tej sprawie. Także do powoda powinieneś się zwrócić jeżeli nie jesteś w stanie zapłacić całej sumy w dwa tygodnie. Nie trać czasu na pisanie do sądu próśb o przedłużenie tego terminu. Termin zapłaty należności wynikającej z nakazu zapłaty został określony w ustawie, i sąd nie ma prawa go zmienić. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Po przemyśleniu wszystkiego podejmij decyzję czy płacisz dobrowolnie, czy negocjujesz z powodem korzystniejsze warunki spłaty długu (albo jego umorzenie), czy może nie zgadzasz się z tym, że jesteś winien pieniądze i wnosisz sprzeciw od nakazu. Ale pamiętaj, że na podjęcie decyzji masz tylko dwa tygodnie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W następnym odcinku – jakie zarzuty można podnieść w sprzeciwie od nakazu zapłaty.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-819264771402387851?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/819264771402387851/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/08/poradnik-podsadnego-1-wiec-dostaes.html#comment-form' title='Komentarze (24)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/819264771402387851'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/819264771402387851'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/08/poradnik-podsadnego-1-wiec-dostaes.html' title='Poradnik podsądnego - (1) - A więc dostałeś nakaz...'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>24</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-1017793931657634198</id><published>2011-07-27T18:52:00.000+02:00</published><updated>2011-07-27T18:52:57.484+02:00</updated><title type='text'>Misja edukacyjna</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po kolejnym dniu pracy muszę stwierdzić, że brak praktycznej wiedzy i umiejętności odnośnie sposobu „korzystania” z sądów staje się powoli bardzo poważnym problemem społecznym. Jej brak, przy powszechnej niechęci do korzystania z profesjonalnej pomocy prawnej, prowadzi tak naprawdę do pozbawienia prawa do sądu i sprawnego procesu. Uchybienie terminom, niedochowanie wymagań formalnych, nieumiejętne sformułowanie wniosków – to wszystko zwykle nie prowadzi do niczego dobrego, a może doprowadzić nawet do utraty słusznych roszczeń. Nie chodzi tu przy tym o brak umiejętności dochodzenia konkretnych roszczeń, bo nie można oczekiwać, by każdy był w stanie poprowadzić swą sprawę bez uciekania się do pomocy adwokata. Wiedza, której brakuje „podsądnym” – i używam tego określenia z premedytacją – to często wiedza najbardziej podstawowa, taka, której powinno się uczyć w szkołach. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Podsądnym brakuje wiedzy w zakresie podstawowej terminologii, chociażby co do określeń takich jak „powód” i „pozwany”, by nie zdarzały się przypadki, że – jak to głosi stara sądowa anegdota – ktoś w rubryce „powód” wpisze: „bo mąż nie daje pieniędzy na dom”. Podobnie o ile określenie „dłużnik” jest dziś chyba dla wszystkich jasne, to w wypadku „wierzyciela” jest już znacznie gorzej. Ale nie chodzi przy tym tylko o terminy czysto prawne. Ja sam ostatnio z przerażeniem stwierdziłem, że coraz więcej ludzi nie rozumie nawet słowa „spokrewniony”. Pytanie zaś czy ktoś „kwestionuje” testament czasem kończy się zrobieniem wielkich oczu przez osobę, do której to pytanie jest skierowane. Używanie słów takich jak „weryfikacja” czy nawet „modyfikacja” budzi podobne reakcje. Ale to akurat chyba jest inny, głębszy problem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;„Podsądnym” często brakuje także wiedzy o tym jak należy pisać pisma i podania, nawet nie tyle odnośnie ich treści, co formy. Brakuje wiedzy na temat tego jaki powinien być układ pisma urzędowego, co powinno się w nim znaleźć i w jaki sposób należy je wnosić. Że takie pismo powinno zawierać datę, oznaczenie autora i adresata, oznaczenie sprawy, podpis, że powinno mieć margines do wszycia do akt. Że powinno się sporządzać odpisy, a przy uzupełnianiu dokumentacji składać pisma przewodnie – to wszystko są absolutne podstawy, których powinno się uczyć w szkołach. Podobnie jak umiejętności jasnego i zwięzłego formułowania wypowiedzi. Dopiero dalej należałoby wspominać o potrzebie przekazywania wiedzy co do znaczenia terminów, potrzeby dochowania formy szczególnej, jeżeli prawo jej wymaga, zasad zachowania się na sali sądowej i tego jak przebiega postępowanie sądowe. O znaczeniu dowodu i potrzebie jego przeprowadzenia. O sposobie egzekwowania orzeczeń i&amp;nbsp;konieczności podporządkowania się nim. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Już tylko na marginesie można wskazać, że przydałaby się także nauka tego, co kiedyś, dawno temu, nazywano savoir-vivre. Bo niestety jakby zanikła dziś świadomość tego, że na rozprawę w sądzie wypada przyjść w odpowiednim stroju, że nie należy wchodzić na salę rozpraw z siatkami zakupów, że należy wyłączyć telefony komórkowe, a w żadnym wypadku nie należy z nich korzystać w trakcie rozprawy. Że nie należy pisać pism do sądu na przypadkowych kartkach wyrwanych gdzieś z zeszytu, że nie powinno się do tego celu używać papeterii w różowe misie i nie powinno się ich podpisywać jaskrawozielonym tuszem z brokatem. Dlaczego nie powinno? No cóż, współczuję tym, którzy nie potrafią odpowiedzieć sobie na to pytanie. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Kto powinien pełnić ową misję edukacyjną? W zasadzie wszyscy. Przede wszystkim szkoły. Nic by się nie stało, gdyby w szkole zamiast jednej lekcji religii była jedna lekcja przysposobienia do życia w społeczeństwie, na której uczono by praktycznego dochodzenia swych praw, załatwiania spraw urzędowych, czy nawet odpowiedzialnego korzystania z oferty banków. Praktycznych porad na temat tego jak wnosić sprawę do sądu powinno udzielać Ministerstwo Sprawiedliwości, samorządy, organizacje pozarządowe. Te porady powinny być łatwo dostępne i prezentowane w sposób zrozumiały dla przeciętnego człowieka, bo tylko w ten sposób można będzie zapewnić każdemu odpowiedni dostęp do wymiaru sprawiedliwości. Dziś bowiem takich informacji tak naprawdę nie ma, a zwykły człowiek, któremu ktoś nie oddał pożyczki, albo który właśnie odebrał nakaz zapłaty zdany jest na szczątkowe, albo i wręcz mylące informacje dostępne w kolorowej prasie albo w internecie. Pomyślałem więc, że spełniając swą misję edukacyjną spróbuję stworzyć taki poradnik dla podsądnego. Na razie dotyczący tylko sposobu postępowania po otrzymaniu nakazu zapłaty. W kolejnych odcinkach zamierzam opisać o co chodzi z tym nakazem, jak wnosi się od niego sprzeciw (i kiedy), jak przygotować się na wizytę w sądzie i jak wygląda rozprawa. Kto wie, może wyniknie z tego coś więcej.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-1017793931657634198?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/1017793931657634198/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/07/misja-edukacyjna.html#comment-form' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/1017793931657634198'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/1017793931657634198'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/07/misja-edukacyjna.html' title='Misja edukacyjna'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-5386569278768359846</id><published>2011-07-22T17:49:00.002+02:00</published><updated>2011-07-22T18:45:14.964+02:00</updated><title type='text'>Stawiennictwo nieobowiązkowe</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Miałem dzisiaj bardzo interesującą sesję. Na żadną z dziesięciu wyznaczonych rozpraw nie stawił się nikt. Nawet pies z kulawą nogą nie przyszedł wysłuchać co miałem do powiedzenia. Wszyscy albo wnosili o rozpoznanie pod ich nieobecność, albo informowali, że nie stawią się z uwagi na „sytuacje rodzinną” albo po prostu zignorowali skierowane do nich wezwania i zawiadomienia. I tak się zastanawiam, jaki jest sens wyznaczać rozprawę, na którą nikt nie przyjdzie. Czy nie należałoby skończyć z hołubieniem koncepcji panów profesorków teoretyków o bezwzględnej potrzebie bezpośredniości, ustności postępowania i takich tam. Skoro nawet strony uważają, że nie muszą przychodzić osobiście bo wystarczy im to, co napisali, to może warto by po prostu wprowadzić fakultatywność rozprawy? Wprowadzić zasadę, że rozprawa odbywa się wtedy, gdy strony tego zażądają, albo sąd uzna to za konieczne? &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Bardzo wiele czasu i pieniędzy można by zaoszczędzić, gdyby rozprawa odbywała się tylko wtedy, gdy jest to bezwzględnie konieczne, a chociażby tylko wtedy, gdy pozwany wda się w spór. Bo dzisiaj często jest tak, że sędzia wychodzi na salę, stwierdza, że stawił się powód, jego pełnomocnik i wszystkich ośmiu świadków, ale stawili się zupełnie niepotrzebnie bo pozwany nie złożył odpowiedzi na pozew więc można wydać wyrok zaoczny. Nic by się nie stało gdyby proces rozpoczynał się od doręczenia pozwanemu odpisu pozwu (oczywiście rzeczywistego doręczenia, a nie przez podwójne awizo), a&amp;nbsp;w&amp;nbsp;wypadku nie złożenia przez niego odpowiedzi na pozew sąd mógłby wydać na posiedzeniu niejawnym wyrok zaoczny. Na pewno nie ucierpiałyby na tym prawa pozwanego do uczciwego procesu. Bo w końcu jaka jest z punktu widzenia pozwanego różnica pomiędzy wydaniem wyroku zaocznego na rozprawie a jego wydaniem na posiedzeniu niejawnym? &amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;To, że pozwany wdaje się w spór także nie oznacza, iż rozprawa jest absolutnie konieczna dla prawidłowego rozstrzygnięcia sprawy. Stwierdziłbym nawet, że w dużej części spraw rozprawa jest całkowicie zbędna, bo strony nie mówią na niej więcej niż jest wskazane w&amp;nbsp;dokumentach. Jeżeli spór jest wyłącznie sporem o interpretację przepisu prawa to całość argumentacji można bez większego problemu przedstawić na piśmie. Wymiana pism i odpowiedzi na nie zwykle daje jednoznaczną odpowiedź na temat tego jakie stanowiska zajmują strony i jakie argumenty przedstawiają na ich poparcie. Rozprawa jest wtedy tylko „kwiatkiem do kożucha”, bo „mowy” stron ograniczają się zwykle do podtrzymania tego co napisano w pismach. To samo dotyczy także sytuacji, w której stan faktyczny jest wprawdzie sporny, ale jedynymi dowodami na podstawie których może on być ustalony są dowody z dokumentów. Te dokumenty są w aktach, zna je i sąd i strony więc po co jeszcze tutaj rozprawa? Co więcej, czasem już z tych dokumentów widać, że powództwo jest oczywiście bezzasadne i niezależnie od tego co powód powie na rozprawie to i tak nic tego nie zmieni. Po co więc wyznaczać rozprawę, jak&amp;nbsp; i tak powództwo będzie oddalone.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście jeżeli strona zażyczyłaby sobie, by odbyła się rozprawa to rozprawę należałoby wyznaczyć. Ale z zastrzeżeniem, że za niestawiennictwo na niej wymierzona będzie stronie (jak również jej pełnomocnikowi, jeśli to on o to wnosił) surowa kara. Za marnowanie czasu sądu. I z zastrzeżeniem, że jeżeli na rozprawie stawią się świadkowie zgłoszeni przez tę stronę to nie zostaną przesłuchani a dowód z ich zeznań zostanie pominięty. Należy skończyć z&amp;nbsp;sytuacjami, w których pan mecenas najpierw wnosi o przesłuchanie ośmiu świadków, a potem ma czelność wnosić o prowadzenie rozprawy pod swą nieobecność i na rozprawie się nie pojawia.&amp;nbsp; I to samo będzie dotyczyło wszystkich kolejnych rozpraw. Bo jak ktoś sobie życzy rozprawy to niech potem na nią przychodzi. W końcu czyja to jest sprawa? Strony czy sądu?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;A co jak ktoś nie będzie mógł się stawić? No to zależy z jakiego powodu. Jeżeli byłby obłożnie chory, na misji w Afganistanie, na pogrzebie kogoś bliskiego – proszę bardzo. Ale takie powody jak urlop nad morzem, komunia chrześnicy, rocznica przysięgi, kurs szydełkowania czy pielgrzymka do Jeleniej Góry to odrobinę za mało. W końcu należy wyraźnie zaznaczyć, że sąd może i jest dla ludzi, ale nakładane przez niego obowiązki są ważniejsze niż plany urlopowe czy wygoda wzywanych. Gdy przeglądałem dostępne w&amp;nbsp;Internecie informacje o funkcjonowaniu sądów w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i&amp;nbsp;Wielkiej Brytanii przewijało się tam wciąż jedno istotne zastrzeżenie – „the court does not reschedule” – sąd nie zmienia ustalonego terminu rozprawy. Na rozprawie można poprosić o więcej czasu na przygotowanie swego stanowiska, ale nie można sobie po prostu nie przyjść na nią ponieważ komuś się nie chciało, nie mógł urwać się z pracy albo miał umówioną wizytę u dentysty. Sprawa przed sądem jest ważniejsza niż wszystko inne. Świadomości tego faktu niestety bardzo brakuje.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-5386569278768359846?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/5386569278768359846/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/07/stawiennictwo-nieobowiazkowe.html#comment-form' title='Komentarze (61)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/5386569278768359846'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/5386569278768359846'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/07/stawiennictwo-nieobowiazkowe.html' title='Stawiennictwo nieobowiązkowe'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>61</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-311522617097973045</id><published>2011-07-18T17:34:00.001+02:00</published><updated>2011-07-21T20:49:50.805+02:00</updated><title type='text'>Ignorantia iuris</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak rozsądnie wskazał jeden z komentatorów mojego bloga, wiele przypadków niewłaściwego zachowania w sądzie może być spowodowanych tym, że osoba dopuszczająca się owej "zbrodni" po prostu nie wiedziała jak należy się zachować. W końcu nigdzie nie uczy się sposobu zachowania w sądzie, a jedynym źródłem powszechnie dostępnej informacji na ten temat są telewizyjne teatrzyki w stylu "Anny Marii Wesołowskiej" albo, co gorsza, amerykańskie filmy. O ile chyba każde kolorowe czasopismo ma swoją rubrykę "prawnik radzi" to rzadko kiedy pojawiają się tam informacje na temat tego co w sądzie wolno, a czego nie wolno, co sąd może zrobić a czego nie może. Brak takiej informacji nie tylko utrudnia dochodzenie swych praw przed sądem, ale może leżeć też u źródła części negatywnych opinii o sądach czy też nawet niektórych teorii spiskowych albo oskarżeń o korupcję czy stronniczość. No bo skąd zwykły człowiek może wiedzieć, że to, że jego sprawie nadano nową sygnaturę akt wcale nie ma na celu "zamotania oczywistej sprawy" tylko jest konsekwencją tego, że wniósł on sprzeciw od nakazu zapłaty? Podobnie bardzo wiele zarzutów pod adresem sądów, z którymi się spotykam jest zarzutami nie pod adresem sędziego, ale pod adresem złego prawa, które sądy, i sędziowie muszą stosować. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jako pierwszy z brzegu przykład mogę przytoczyć skargę pewnego obywatela, który poczuł się ofiarą zbrodni sądowej polegającej na tym, że sąd działając w zmowie ze spółdzielnią mieszkaniową odrzucił jego „słuszny” sprzeciw, do którego załączono dowody świadczące „w sposób oczywisty” o bezzasadności roszczenia. Może i faktycznie ów sprzeciw był zasadny, ale niestety nie został wniesiony ma urzędowym formularzu. Przepis art. 130(1) §1 kpc jednoznacznie nakazuje wówczas wezwać do złożenia sprzeciwu na formularzu („przewodniczący wzywa”) a jeżeli w wynikającym z tego samego przepisu tygodniowym terminie brak ten nie zostanie uzupełniony, to §2 tego przepisu nakazuje bezwzględnie ów sprzeciw odrzucić („sąd odrzuca”). Tu nie ma żadnego pola manewru dla sędziego, żadnej swobody decyzji, nie ma tu miejsca na jakiekolwiek negocjacje, „przymykanie oka” czy nawet zwykłą uczciwość i sprawiedliwość przy orzekaniu. Wiele razy zdarzało mi się odrzucać ewidentnie zasadne sprzeciwy. Takie, w których podnoszono skuteczne zarzuty przedawnienia, przedstawiano dowody na to, że należność została dawno temu zapłacona, czy wręcz dokumenty, z których wynikało, że umowa została zawarta przez oszusta który posłużył się danymi osobowymi pozwanego. Odrzucałem je, bo nie miałem innego, zgodnego z prawem, wyjścia. Przepis art. 5 kc, ów „zawór bezpieczeństwa” chroniący przed nadużywaniem prawa materialnego nie ma niestety swego odpowiednika w przepisach procedury. Na to zaś ani sądy ani sędziowie nie mogą nic poradzić. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Prócz problemów z dopełnieniem wymagań formalnych źródłem oskarżeń kierowanych przeciwko sądom i sędziom często jest także nieświadomość znaczenia terminów i bezwzględności skutków uchybienia im. Pewnego razu napotkałem w gdzieś w internecie na skargę obywatela, że głupi skorumpowany sąd ukarał go niewspółmiernie do winy bo odrzucił jego „zasadną” apelację tylko dlatego, że on spóźnił się jeden dzień z jej złożeniem. Kilka razy widziałem prośby i podania o przedłużenie tygodniowego terminu do uiszczenia opłaty od pozwu czy apelacji, motywowane tym, że piszący spodziewa się lada dzień przypływu gotówki. I skargi oraz listy z wyrazami oburzenia gdy sąd takiej prośby nie uwzględnił. Pewna pani skarżyła się – gdzieżby indziej – do Pana Ministra, że sąd dał jej tylko 2 tygodnie na „przygotowanie obrony” podczas, gdy cała sprawa liczy ileśtam segregatorów dokumentów. Jeszcze ktoś inny poszedł na skargę do prezesa, i wykrzyczał tam, że on sobie nie życzy, żeby „jakiśtam sędzia” nakładał na niego nierealne terminy bo on jest kombatantem i zasłużonym. Najwidoczniej ludzie ci nie zdawali sobie sprawy z tego że terminy do wniesienia apelacji czy sprzeciwu, do uzupełnienia braków formalnych czy też do wniesienia opłaty wynikają wprost z przepisu ustawy, a nie są wynikiem „widzimisię” sędziego. Nie wiedzieli też zapewne, że terminy te nie mogą zostać przedłużone ani przez sąd ani przez sędziego, a konsekwencje ich przekroczenia kodeks określa jednoznacznie. Spóźnioną apelację sąd musi odrzucić, niezależnie od tego, czy ktoś się spóźnił z jej wniesieniem o jeden dzień czy o cały miesiąc. Nie ma znaczenia, czy wnoszący ją jest zdrowy czy chory, bogaty czy biedny, czy był w depresji czy po prostu się zagapił. Nie pomogą tu żadne prośby i błagania, bo sędzia po prostu nie ma takiej władzy by je uwzględnić, choćby nawet chciał. Bezpodstawne jest zatem budowanie w oparciu o ten fakt teorii spiskowych tudzież odsądzania sędziego od czci i wiary za niewrażliwość na ludzką krzywdę.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cóż można na to poradzić? Ano tylko jedno. Edukacja. Edukacja prawna. Tłumaczenie wszystkim czym są sądy, jak działają, o co można się do nich zwrócić i jak to zrobić. To nauczanie o podstawach prawa, o znaczeniu formy i terminu, o dowodzeniu swych racji i potrzebie korzystania z pomocy prawnej. By autorytet sądów nie cierpiał na tym, że decyzje których wydanie narzucane jest przez prawo (jak np. odrzucenie spóźnionego sprzeciwu) są przez podsądnych odbierane jako przejaw stronniczości, korupcji czy prywaty sędziego. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-311522617097973045?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/311522617097973045/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/07/ignorantia-iuris.html#comment-form' title='Komentarze (28)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/311522617097973045'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/311522617097973045'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/07/ignorantia-iuris.html' title='Ignorantia iuris'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>28</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-6231328594096155958</id><published>2011-07-11T20:19:00.002+02:00</published><updated>2011-07-16T15:20:20.707+02:00</updated><title type='text'>Autorytet</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Napisałem w poprzednim wpisie, że wszystkie te nakazy, zakazy i kary z nimi związane winny służyć umocnieniu autorytetu sądów. Teraz jednakże wydaje mi się, że nie jest to właściwe słowo. Że autorytet to tylko droga do celu, którym jest osiągniecie stanu, w którym postawa poszczególnych obywateli wobec sądów, sędziów i orzeczeń sądowych będzie adekwatna do powagi sądu, godności urzędu sędziego i pozycji ustrojowej sądów. Wprowadzenie kary za ignorowanie orzeczeń sądowych nie spowoduje bowiem, że ukarany nabierze szacunku do sądu i uzna jego autorytet. On najwyżej będzie czuł respekt wobec silniejszego, posiadającego władzę karania go i podporządkuje się mu, dostosowując się do żądanego od niego wzorca zachowań z obawy przed karą. Co nie zmienia faktu, iż ostateczny efekt będzie taki sam. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jaka miałaby być owa prawidłowa postawa wobec sądów i ich orzeczeń? Trudno określić to jednym słowem, znacznie łatwiej jest wskazać, jakie postawy nie powinny być akceptowane, jakie zachowania podważają pozycję ustrojową sądów czy też kłócą się z potrzebą utrzymania należytej jego powagi. Są to wszelkie zachowania polegające na ignorowaniu lub kontestowaniu prawomocnych orzeczeń sądowych. Wszelkie te butne zapowiedzi, że ktoś nie ma zamiaru podporządkować się orzeczeniu, także niestety padające ze strony polityków z pierwszych stron gazet. Chodzi tu także o te wszystkie przypadki, w których podsądny, przeciwko któremu wydano wyrok nakazujący zrobienie czegoś oczekuje ze spełnieniem swego obowiązku do chwili, gdy zostanie do tego przymuszony. Postawa „nie mam gotówki, więc nie muszę płacić” występuje tak często, że  nie ma nawet potrzeby o tym więcej pisać. Bo płaci się nie dlatego, że sąd to nakazał, tylko dlatego, że  przyszedł komornik i zabiera. Raz zdarzyło mi się nawet, że pozwany miał&amp;nbsp; pretensje do powoda, że ten dopiero po ośmiu latach od otrzymania wyroku eksmisyjnego poszedł z nim do komornika. Reakcją na moje stwierdzenie, że to on od ośmiu lat ignoruje orzeczenie sądu było zdziwienie, bo on myślał, że musi być komornik. Jakoś nie dotarło do jego świadomości, że wyrok skierowany jest przede wszystkim do niego.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Prócz niewłaściwych postaw wobec orzeczeń sądów nagminne są niewłaściwe postawy wobec sądów jako instytucji oraz samych sędziów. Praktycznie na porządku dziennym jest ignorowanie przez świadków wezwań do stawienia się w sądzie. Regularnie widuję ludzi, którzy przyszli do sądu ubrani jak na imprezę przy grillu – krótkie spodenki, podkoszulki na ramiączkach, t-shirty z głupawymi nadrukami, panie noszące pasek zamiast spódniczki i szalik zamiast bluzki. Do tego dochodzi wielka swoboda z jaką różni „znawcy” uznają za stosowne rzucać pod adresem sądów i sędziów zarzuty o niekompetencję, korupcję, lenistwo, czy nawet popełnienie przestępstw. Wystarczy przeczytać w internecie jakikolwiek tekst w sprawie wydanego przez sąd orzeczenia i komentarze do niego. Większość z nich sprowadza się do jednego wspólnego mianownika – Nie wiem wprawdzie jak to naprawdę było i o co w sprawie chodzi, ale i tak uważam tego sędziego za niedouczonego, skorumpowanego idiotę. Nikt nie czuje żadnych oporów przed rzucaniem oskarżeń czy pomówień, bo sędziowie to tacy „chłopcy do bicia”, w końcu nikt ich nie weźmie w obronę, ani rząd, ani sejm, ani niestety nawet KRS, który powinien stać na straży pozycji ustrojowej sądów.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Budowanie w świadomości społecznej właściwych wzorców zachowań w stosunku do sądów, sędziów i wyroków sądowych wymaga współpracy wszystkich organów władzy i nie tylko. Nie wystarczy, że sędziowie nie będą się spóźniać na rozprawy, będą zawsze czytać akta przed rozprawą i zrozumiale uzasadniać swe wyroki. Nie można całego problemu ograniczać do stwierdzenia, że skoro sędziowie nie szanują obywateli to nie mają co liczyć na ich szacunek. Owszem, sędziowie powinni zapracować na szacunek obywateli pełniąc swą służbę w sposób odpowiadający godności piastowanego urzędu. Ustawodawca powinien tworzyć jasne i przejrzyste prawo wprowadzające uczciwe reguły postępowania i jednocześnie pozwalające sędziom na właściwe wykonywanie powierzonych im zadań. Rząd powinien dbać o zapewnienie odpowiednich do potrzeb sił i środków, by sądy mogły pracować sprawnie. Szkoły, organizacje pozarządowe, samorządy powinny dbać o właściwą edukację obywatelską, a rodzice uczyć swe dzieci czym są sądy. Bo niestety jeżeli komuś od najmłodszych lat nie wpojono właściwych postaw, to trudno będzie go ich później nauczyć.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I tu, na koniec tych rozważań niestety muszę stwierdzić, że nie da się uciec przed wymuszaniem właściwych postaw siłą, poprzez nakazy, zakazy i kary za ich naruszenie. Bo realia są takie, że samo apelowanie o powstrzymanie się od jakichś zachowań to za mało. Bo każdy, kto ostentacyjnie nie szanuje orzeczeń sądów czy postępuje w sposób naruszający ich powagę wywiera bardzo zły wpływ na innych. Dlatego najpierw należy wymusić właściwe postawy, a dopiero potem przekonywać obywateli, że faktycznie tak powinni postępować. Bo sztuka rządzenia to niestety także sztuka odpowiedniego stosowania przemocy, w odpowiednim miejscu i w odpowiedniej ilości, a zarówno za mało jak i za dużo przemocy nie prowadzi do niczego dobrego. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;P.S.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Bardzo interesujące rozważania dotyczące przemocy jako instrumentu rządzenia znajdują się w&amp;nbsp;książce Roberta Heinleina „Żołnierze kosmosu”. Film nakręcony na jej motywach nie oddaje całej głębi rozważań filozoficzno - socjologicznych zawartych w tej powieści. Polecam w&amp;nbsp;szczególności bardzo interesujące rozważania dotyczące prawidłowego sposobu postępowania z małoletnimi przestępcami, oraz potrzeby stosowania kar cielesnych jako odwołujących się do naturalnego, ewolucyjnego mechanizmu zapobiegania działaniom przynoszącym szkodę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-6231328594096155958?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/6231328594096155958/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/07/autorytet.html#comment-form' title='Komentarze (36)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/6231328594096155958'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/6231328594096155958'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/07/autorytet.html' title='Autorytet'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>36</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-4225159414893789164</id><published>2011-07-06T19:04:00.000+02:00</published><updated>2011-07-06T19:04:05.626+02:00</updated><title type='text'>Prośby, apele, petycje...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przez tych kilka lat gdy zasiadam za sędziowskim stołem podsądni próbowali wielu rzeczy, by w inny sposób niż merytorycznymi argumentami przekonać mnie do swych racji i do wydania orzeczenia na ich korzyść. Przedstawiano świadectwa moralności wystawione przez ks. proboszcza, fundacje, organizacje i stowarzyszenia, by przekonać mnie, że dany człowiek jest biedny ale uczciwy więc nie powinien spłacać długów. Wymachiwano mi przed oczami dziećmi i zdjęciami zabitych, płakano na komendę i zapowiadano powieszenie się na drucie pod napięciem na torach kolejowych na moście z kamieniem u szyi. Udawano ciężko niepełnosprawnych, którym każdy krok sprawia ból, urządzono nawet grupowe modły na korytarzu. O takich drobiazgach jak „grożenie” że jak coś zrobię, to złożą na mnie skargę do ministra to nawet nie warto wspominać. I nic z tego. Nie rusza mnie to, bo nie powinno. No, może nie do końca. Przyznaję, że czasami miało to wpływ na moje orzeczenia... ale bynajmniej nie tak jak niektórzy by oczekiwali. Wiem, że nie powinienem, ale czasami nie mogę się powstrzymać. Na przykład wtedy gdy pewien powód wszedł mi na salę ze zbolałą miną ciężko wspierając się na dwóch kulach, podczas, gdy pół godziny wcześniej widziałem go jak skakał między zaspami jak gazela, a potem wbiegł po schodach na piętro. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Takie teatralne sztuczki to nic wielkiego, w końcu w wielu innych sytuacjach życiowych staramy się sprawiać pozory, że jesteśmy kimś innym niż w rzeczywistości. Dopóki tej „grze” nie towarzyszy składanie wprost fałszywych zeznań to wszystko jest w&amp;nbsp;porządku. Gorzej, gdy owe próby pozamerytorycznego wpływania na sędziego podejmowane są poza rozprawą. Wielu ludzi nie dostrzega bowiem nic złego w pomyśle, że w toku postępowania „pójdą sobie do sędziego i prywatnie z nim porozmawiają, żeby mu wszystko wytłumaczyć”. Ze mną kilka razy próbowano umówić się na osobistą rozmowę, wchodzono na siłę do pokoju, zaczepiano na korytarzu, wydzwaniano do sekretariatu prosząc o połączenie ze mną. Dziwne. Wszyscy oczekują, że sędzia będzie bezstronny, ale jednocześnie chcieliby żeby im pomógł. Ciekawe jak by zareagowali, gdyby się dowiedzieli, że ich przeciwnik procesowy prywatnie rozmawiał sobie z sędzią o&amp;nbsp;sprawie, i sędzia mu powiedział co ma zrobić żeby wygrać. Czy także nie widzieliby w tym nic złego czy może natychmiast zażądali zmiany tego stronniczego, skorumpowanego sędziego?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Moim zdaniem jakiekolwiek próby wywierania nacisku na sędziego orzekającego w&amp;nbsp;sprawie, kontaktowanie się z nim poza rozprawą w związku z toczącym się procesem, apelowanie, demonstrowanie poparcia dla którejś ze stron procesu czy też dla jej stanowiska powinno być karane jako przestępstwo przeciwko wymiarowi sprawiedliwości. Dotyczyć to powinno zarówno stron procesu, jak i tych, którzy próbują ich „wspierać” poprzez kierowanie do sędziego apeli, listów otwartych i zamkniętych, urządzających demonstracje za wydaniem orzeczenia o określonej treści albo modły przed sądem, niezależnie od wyznania i&amp;nbsp;obrządku. Tak samo traktowani powinni być też ci, którzy wpadają na pomysły, by wymiar kary za konkretne przestępstwo określić w drodze zbierania podpisów pod ankietą a także dziennikarze uważający za stosowne wypowiadać się, że jeżeli w sprawie zapadnie inny wyrok niż oni uważają za właściwy to będzie to znaczyło, że macki tego czy tamtego sięgają także sądów. Może gdyby paru „lobbystów” zostało przykładnie ukaranych to inni by zrozumieli, że od wyrokowania o winie i karze, tudzież o prawach i obowiązkach stron konkretnego postępowania uprawnione są tylko sądy. A nie internetowe zgromadzenia ludowe, stowarzyszenia poszkodowanych, czy dziennikarze poczytnych (czy raczej pooglądnych z racji niewielkiej ilości tekstu) gazet lub czasopism, choćby byli oni naczelnymi redaktorami działów prawnych i uważali, że ich jest tylko racja, i to święta racja. Nie chodzi mi o to, że sędzia powinien być zamknięty w wysokiej wieży z kości słoniowej i na podsądnych patrzeć z góry, ale nie może być też tak, że każdy sobie może lobbować za wydaniem takiego a nie innego wyroku. W&amp;nbsp;momencie skierowania sprawy do sądu powinny kończyć się wszelkie dywagacje co do tego jaki powinien być wyrok. Na wszelkie pytania odnośnie tego jakiego ktoś spodziewa się wyroku, jakiego wyroku oczekuje, jaki jego zdaniem powinien zapaść wyrok powinna padać tylko jedna odpowiedź: „o tym jaki będzie wyrok zadecyduje sąd”.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-4225159414893789164?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/4225159414893789164/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/07/prosby-apele-petycje.html#comment-form' title='Komentarze (32)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/4225159414893789164'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/4225159414893789164'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/07/prosby-apele-petycje.html' title='Prośby, apele, petycje...'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>32</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-6730553751464953872</id><published>2011-07-01T18:37:00.000+02:00</published><updated>2011-07-01T18:37:26.714+02:00</updated><title type='text'>Rok z nagrywaniem</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I tak bez fanfar, konferencji prasowych, wypowiedzi do prasy i tego rodzaju fajerwerków upływa nam pierwsza rocznica wejścia w życie przepisów o sporządzaniu protokołów elektronicznych, czyli o nagrywaniu rozpraw. Był to drugi – obok Lubelskiego Sądu Elektrycznego d/s wątpliwych i przedawnionych długów – sztandarowy projekt reformatorski Pana Ministra. Kamery, mikrofony i komputery miały skrócić rozprawy i ogólnie ułatwić wszystkim życie, a Pan Minister dzięki temu mógł chodzić w glorii i chwale reformatora, modernizatora i usprawniacza sądów. Skąd więc ta dziwna cisza? Ano stąd, że na chwilę obecną Pan Minister nie ma się czym chwalić. Przez te 12 miesięcy nie nagrano bowiem jak dotąd nawet jednej minuty rozprawy. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dlaczego rozprawy nie są nagrywane? Bo po pierwsze nie mamy „armat”. Nie ma kamer. Nie ma mikrofonów. Nie ma urządzeń do nagrywania. Nie ma repozytoriów nagrań. Nie ma oprogramowania. Nie ma przeszkolonych protokolantów. Nie ma instrukcji i&amp;nbsp;regulaminów postępowania. Inaczej mówiąc, tak jak wielokrotnie prorokowano, jak dotąd cała „reforma” ogranicza się do uchwalenia zmiany kodeksu postępowania cywilnego, i wprowadzenia przepisu, zgodnie z którym rozprawy są nagrywane. Patrząc na to wszystko z perspektywy czasu nie sposób uniknąć wrażenia, że autorzy owej „reformy” nigdy nie mieli zamiaru naprawdę wprowadzić jej w życie, a na pewno nie zależało im na tym, by jej wprowadzenie usprawniło pracę sądów. Praca nad ustawą wyglądała tak, jakby autorom nowej regulacji zależało wyłącznie na jak najszybszym jej uchwaleniu, żeby można było ogłosić sukces, a potem sprawę „odfajkować” i szukać następnych sposobów na poprawienie wizerunku Pana Ministra. Skąd taki wniosek? Ano chociażby stąd, że w toku prac nad ustawą zignorowano wszelkie postulaty i propozycje praktyków, oraz głosy krytyki płynące ze wszystkich stron. Najwidoczniej jakiekolwiek rozważanie, debatowanie, poszukiwanie jak najlepszych i możliwych do wprowadzenia w praktyce rozwiązań było nie na rękę „reformatorom” bo opóźniałoby prace, no i potencjalnie groziło tym, że cały projekt mógłby pójść do kosza jako interesujący, ale niemożliwy do wprowadzenia w praktyce. Uruchomiono więc „maszynkę do głosowania” większość sejmowa podniosła ręce tak jak Partia im kazała i demokracji stało się zadość. „Reformę” wprowadzono, ogłoszono, pokazano się do kamer i to by było na tyle.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po medialnym zdyskontowaniu „reformy” Pan Minister stracił zainteresowanie całą sprawą. Stracił je do tego stopnia że nie uznał nawet za stosowne wydać zasadniczego rozporządzenia wykonawczego, bez którego wdrożenie całej „reformy” jest po prostu niemożliwe. Chodzi tu o rozporządzenie, o którym mowa w nowo wprowadzonym art. 158 §5 kpc – rozporządzenie określające „rodzaje urządzeń i środków technicznych służących do utrwalania dźwięku albo obrazu i dźwięku, sposób sporządzania zapisów dźwięku albo obrazu i dźwięku oraz sposób identyfikacji osób je sporządzających, jak również sposób udostępniania oraz przechowywania takich zapisów”. Oznacza to, że po roku od „wprowadzenia” nagrywania rozpraw nadal nie wiemy ani jakie kamery powinny być kupione, ani ile ich ma być, ani tego na czym te nagrania będą zapisywane i gdzie przechowywane. Niestety nadal nie wiemy też jak Pan Minister i Podwładni Jego wyobrażają sobie udostępnianie nagrań stronom, sądowi odwoławczemu, więźniom, biegłym i tym podobnym. Bo jak już wiele razy pisano, mówiono i zwracano uwagę w uzasadnieniu projektu ten problem został po prostu pominięty, albo sprowadzony do stwierdzenia, że nagrania „będą udostępniane”&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ach, owszem, prawie bym zapomniał... brak rozporządzenia wykonawczego nie stanowił przeszkody dla ogłoszenia przetargu na dostawę sprzętu do nagrywania rozprawdla sądów apelacyjnych i okręgowych&amp;nbsp; (&lt;a href="http://bip.ms.gov.pl/pl/ministerstwo/zamowienia-publiczne/rok-2010/news,1459,bdg-ii-3821-0110.html"&gt;zamówienie nr BDG-II-3821-01/10&lt;/a&gt;). Oczywiście tylko sprzętu do nagrywania, bo&amp;nbsp;o&amp;nbsp;odtwarzaniu nagrań autorzy „reformy” konsekwentnie zapominają. Do wzięcia w&amp;nbsp;tym przetargu było jakieś 15 milionów złotych, które zarezerwowano w budżecie na wdrożenie tego projektu. Zaiste dziwny jest to jednak sposób na wydawanie publicznych pieniędzy, bo oznacza to, że przetarg na dostawę sprzętu ogłoszono jeszcze zanim Pan Minister zdecydował co konkretnie powinno być kupione. Czyżby zamierzano dostosować treść rozporządzenia do propozycji któregoś z oferentów? &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-6730553751464953872?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/6730553751464953872/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/07/rok-z-nagrywaniem.html#comment-form' title='Komentarze (36)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/6730553751464953872'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/6730553751464953872'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/07/rok-z-nagrywaniem.html' title='Rok z nagrywaniem'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>36</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-3051958630894399883</id><published>2011-06-27T18:45:00.000+02:00</published><updated>2011-06-27T18:45:16.007+02:00</updated><title type='text'>Wyjawienie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kontynuując temat zbędnych czynności wykonywanych przez sądy chciałbym dziś napisać o wyjawianiu majątku. Jest to instytucja w ramach której wierzyciel, który nie zdołał wyegzekwować swego długu może wnosić, by sąd nakazał dłużnikowi złożenie wykazu swego majątku i złożenie uroczystego przyrzeczenia że wykaz ten jest prawdziwy. Pomysłodawcom tej regulacji wydawało się chyba, że każdy dłużnik ma gdzieś w ogrodzie pod jabłonką zakopane złoto, i nawet jeśli zataił to przed komornikiem to teraz z się do tego przyzna, tylko dlatego, że sąd go o to poprosi i każe mu wyrecytować wierszyk-obiecankę. Oczywiście rzeczywistość nie jest tak „różowa” bo często dowiedzenie się czegokolwiek o majątku dłużnika wymaga urządzenia na niego polowania z nagonką. Ja sam w jednej takiej sprawie „poluję” na dłużnika od dobrych trzech lat.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czasami owo polowanie można zakończyć zanim się jeszcze je rozpocznie. Bo bywa i tak, że wierzyciel składa wniosek o wyjawienie majątku w sytuacji, gdy egzekucja okazała się bezskuteczna wyłącznie dlatego, że nie udało się ustalić faktycznego miejsca pobytu dłużnika, co zresztą czasem wynika wprost z treści samego wniosku, albo załączonego do niego postanowienia komornika. Można wtedy uznać, że nie podanie rzeczywistego adresu zamieszkania dłużnika to brak formalny i po wezwaniu do usunięcia tego braku wniosek zwrócić. Szkoda tylko, że za świadome podanie nieprawdziwego adresu nie można nikogo ukarać, bo może wtedy panowie mecenasi nauczyliby się, że majątek wyjawiają ludzie a nie awiza, a wprowadzanie sądu w błąd nie popłaca. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeżeli z wniosku i załączonych do niego kwitów nie wynika wprost, że adres jest nieaktualny, to zaczyna się kosztowna i niczemu nie służąca zabawa. Najpierw wyznaczane jest posiedzenie, a dłużnikowi wysyła się wezwanie do osobistego stawiennictwa na nim. W części spraw dłużnik się stawia, składa wykaz majątku, z którego zwykle wynika dokładnie to samo, co ustalił komornik. Pracujący dorywczo, albo za minimalną kwotę, nie ma nieruchomości, oszczędności, rachunków bankowych, ruchomości o większej wartości, mieszka w lokalu komunalnym, z matką albo konkubiną, nie ma samochodu, nie ma w zasadzie nic co posiadałoby jakąkolwiek wartość. Nie ma ani zakopanych skarbów, ani nieujawnionych dochodów i gotów jest przysiąc, że to prawda. Wszystko to powiedział już komornikowi i komornik umorzył egzekucję. I po sprawie. Wierzyciel (którego przedstawiciela i tak na posiedzeniu nie było) wie zatem dokładnie tyle ile wiedział wcześniej. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gorzej jest, gdy dłużnik nie odbierze wezwania. Bo wtedy nie wiadomo, czy z zasady unika odbierania listów poleconych, czy akurat go nie było, czy może po prostu tam w ogóle nie mieszka, ale listonosz nie zastał nikogo, kto mógłby go o tym poinformować. Można wtedy wysłać pod wskazany adres Policję by przeprowadziła wywiad i ustaliła, czy on tam mieszka. Jeżeli mieszka ale nie odbiera wezwań to sprawa jest prosta, bo zawsze można mu zamówić niebieską (teraz to raczej srebrną) taksówkę z obstawą i przy odrobinie szczęścia na następny termin (znaczy za trzy miesiące) go przywiozą. Z kolei jeśli Policja ustali że on tam nie mieszka to wezwie się wierzyciela żeby wskazał właściwy adres pod rygorem zawieszenia.&amp;nbsp; Najgorzej jest jednak wtedy, gdy ów dłużnik w danym lokalu mieszka, ale tylko od czasu do czasu. Bo wtedy nie wiadomo co robić. Wysyłać radiowozy na chybił-trafił w nadziei, że akurat go zastaną, będzie trzeźwy a oni będą mieli siły i środki by go dowieźć? Wzywać do oporu przez pocztę i czekać, aż się zlituje i sam przyjdzie? &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sędziowie od dłuższego czasu postulują, by coś z tą sprawą zrobić, na przykład poprzez przyjęcie zasady, że złożenie wykazu majątku nakazuje komornik, zaś dłużnik może odmówić i zażądać, by ten spór rozstrzygnął sąd. W końcu jak mówił mi pewien komornik jeszcze nigdy się nie zdarzyło, aby w toku postępowania o wyjawienie majątku dowiedział się o dłużniku czegoś, czego dotąd nie wiedział. Niestety zamiast tego wprowadza się zaś na przykład obowiązek składania przez komornika sądowego wniosku o wyjawienie majątku w wypadku bezskutecznej egzekucji alimentów (art. 1086 §3 kpc). I czemu to służy? Ach, zapomniałem, przecież tu wcale nie chodzi o ustalenie czy dłużnik ma jakiś majątek, z którego można egzekwować dług, ale o to, by dostać „papierek” do Urzędu Skarbowego. Ale czy faktycznie taki „papierek” musi wydawać sędzia? Czy nasz kraj naprawdę stać na takie marnowanie czasu sędziów?&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-3051958630894399883?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/3051958630894399883/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/06/wyjawienie.html#comment-form' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/3051958630894399883'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/3051958630894399883'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/06/wyjawienie.html' title='Wyjawienie'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-227373643876989416</id><published>2011-06-22T18:33:00.000+02:00</published><updated>2011-06-22T18:33:02.603+02:00</updated><title type='text'>Zbiegi</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na mojej półce zaległa sterta akt z wnioskami o rozstrzygnięcie zbiegu egzekucji sądowej i administracyjnej. Pół dnia roboty, i to raczej mechanicznej niż orzeczniczej, którą w zasadzie mógłby wykonać referendarz czy nawet asystent. Ale nie mogą bo ustawodawca uznał, że jest to na tyle poważny problem, że powinien zajmować się nim sędzia. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Na czym ów problem polega? Otóż gdy okaże się, że ten sam rachunek bankowy, wynagrodzenie za pracę, czy emerytura zostanie zajęta i przez komornika i przez jakiś administracyjny organ egzekucyjny to egzekucja zostaje wstrzymana i nawet jeśli potrącenia są dokonywane to nikt tych pieniędzy nie dostaje. Nie ma przy tym znaczenia, ani kto pierwszy wszczął egzekucję ani nawet jaka kwota jest przez niego egzekwowana. Dopóki sąd nie rozstrzygnie, kto powinien prowadzić egzekucję dopóty wierzyciele nie zobaczą pieniędzy. A rozstrzyganie w sprawie o rozstrzygnięcie zbiegu egzekucji trwa zwykle kilka miesięcy, które dla wierzyciela mogą oznaczać po prostu bankructwo.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Teoretyczne założenie co do sposobu postępowania w takich sprawach jest bardzo dobre. Obaj egzekutorzy prześlą akta do sądu, w okręgu którego najpierw wszczęto egzekucję, sąd w ciągu 14 dni wyznaczy właściwy organ, i egzekucja potoczy się dalej. Niestety, jak to w życiu bywa, pomiędzy teorią i praktyką jest wielka przepaść, a ów 14-dniowy termin zalicza się do kategorii pobożnych życzeń teoretyków, którzy kompletnie nie zdają sobie sprawy z tego jak to wszystko w praktyce działa. Zaczyna się od tego, że organy egzekucyjne, zwłaszcza administracyjne, ale i niektórzy komornicy mają dość poważny problem z ustaleniem, który to sąd jest właściwy do rozpoznania sprawy. Więc wysyłają sprawy każdy do swojego miejscowego sądu. I tak akta komornika lądują w sądzie w Gdańsku, a akta egzekucyjne urzędu skarbowego w sądzie w Jaworznie. Sąd w Gdańsku oczywiście o tym nie wie, więc pisze do urzędu skarbowego, by ten przesłał mu akta, na co po paru ponagleniach miesiąc później otrzymuje odpowiedź, że wysłano je do sądu w Jaworznie z wnioskiem o rozstrzygnięcie zbiegu. W międzyczasie sąd w Jaworznie wydaje postanowienie o przekazaniu sprawy do sądu w Gdańsku, i doręcza je stronom. Sąd w Gdańsku oczywiście o tym nie wie, więc pisze do Jaworzna, by wypożyczono mu niezbędne akta. Zanim jednak te pisma dotrą do adresata, okazuje się, że akta zostały już przesłane do Gdańska. A sędzia, do którego trafiły zdążył już wezwać komornika do przedstawienia mu akt, które od ponad miesiąca leżą w szafie jego kolegi.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gdy akta zostaną już odnalezione, sprawy połączone i pozakreślane gdzie trzeba sędzia wydaje postanowienie stwierdzające, że wobec faktu, że komornik egzekwuje dług w kwocie 50.000 zł a naczelnik US tylko 50 zł to logicznym będzie, by całość egzekwował komornik. Ale to nie koniec zabawy. Prawo zaskarżenia tego postanowienia służy stronom, komornikowi i administracyjnemu organowi egzekucyjnemu. Trzeba więc im je doręczyć. Zanim więc cokolwiek się zrobi trzeba zaczekać, aż poczta zwróci zwrotne poświadczenia doręczenia przesyłki. Co może trwać nawet do dwóch miesięcy. Łącznie to wszystko razem z odesłaniem akt trwa lekko licząc trzy miesiące. A może trwać dłużej. Wystarczy bowiem, by dłużnik zaskarżył to postanowienie, stwierdzając na przykład, iż ten mandat co to go urząd egzekwuje został już zapłacony, albo jest nienależny. Nieważne, czy jego zażalenie jest uzasadnione, nieważne nawet czy ma sens. Trzeba go wezwać do uzupełnienia braków zażalenia, rozpoznać ewentualny wniosek o przyznanie pełnomocnika z urzędu i przesłać akta do rozpoznania Sądowi Okręgowemu. Razem potrwa to kolejne kilka miesięcy. Wszystko razem stanowi to kawał dobrej, nikomu nie potrzebnej roboty.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Sędziowie wciąż postulują dokonanie zmian ustawowych by uprościć, a najlepiej wprost zlikwidować całą tę procedurę. Celowe byłoby chociażby wprowadzenie zasady, iż wyłącznie właściwym do rozpoznania tej sprawy jest sąd właściwy dla miejsca zamieszkania lub siedziby dłużnika. Wtedy przynajmniej uniknęlibyśmy sytuacji, w której akta krążą po kraju bo komornik i administracyjni mają odmienne poglądy na temat tego, co to znaczy „sąd, w którego okręgu wszczęto egzekucję”. Bo w końcu jakie znaczenie ma to gdzie egzekucję wszczęto albo gdzie się ją prowadzi w sytuacji, gdy i tak rozstrzyga się wszystko na podstawie dokumentów? Najprostszym jednak rozwiązaniem byłoby wprowadzenie wprost zasady, że w razie zbiegu egzekucji sądowej i administracyjnej całość egzekucji przejmuje komornik. Albo, że najpierw swoje egzekwuje administracyjny a potem resztę dostaje komornik. Albo jakiekolwiek inne rozwiązanie, które będzie pozwalało na rozwiązanie tego problemu bez udziału sądu. Bo naszego kraju nie stać na marnowanie czasu sędziów na zajmowanie się takimi sprawami. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-227373643876989416?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/227373643876989416/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/06/zbiegi.html#comment-form' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/227373643876989416'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/227373643876989416'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/06/zbiegi.html' title='Zbiegi'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-1769920421625494438</id><published>2011-06-17T16:53:00.000+02:00</published><updated>2011-06-17T16:53:11.643+02:00</updated><title type='text'>Teleimprowizacja</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Do wyborów coraz bliżej, więc Pan Minister d/s Politycznej Kontroli nad Sądownictwem pracuje w pocie czoła nad poprawą swego wizerunku i zwiększeniem szans na pozostanie na stołku po wyborach. A że jego Pi-arowcy powiedzieli mu, że najlepiej będą się z nim komponowały określenia „reforma” i „modernizacja” pilnie poszukuje on coraz to kolejnych rzeczy do zreformowania i zmodernizowania. Oczywiście na jakiekolwiek rzeczywiste, przemyślane i dopracowane zmiany jest za późno i nie ma pieniędzy tak więc musi poprzestać na zadekretowaniu czegoś, a w ostateczności ogłoszeniu projektu ustawy czy jakiegoś programu modernizacji. No i oczywiście należy zrobić wszystko, by nikt nie zapytał dlaczego pomimo upływu roku od wejścia w życie przepisów o nagrywaniu rozpraw nie nagrano jeszcze nawet minuty rozprawy. I dlaczego pomimo tak wielkiego sukcesu Lubelskiego Sądu Elektrycznego wpływ spraw do sądów „ręcznych” jakoś nie zmalał.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Najnowszym pomysłem Pana Ministra jest zmiana Regulaminu wewnętrznego urzędowania sądów powszechnych. Opracowano projekt, wysłano do sądów a do prasy wypuszczono zapowiedzi jak to będzie teraz dobrze i nowocześnie. Nie będę się tu rozwodził nad zapisanymi w projekcie bajkami w stylu tworzenia osobnych wejść i korytarzy dla sędziów, bo pozostaną one jak zwykle na papierze. Pominę milczeniem proponowany (acz nie wiadomo czemu służący) system kontroli, legitymowania i rejestrowania ludzi wchodzących do sądów wraz z całym kosztownym osprzętem (który nota bene stanowi jedyny koszt wprowadzenia „reform” jaki zauważyli jej autorzy). O pokojach dla świadków i pokrzywdzonych napiszę tyle, że dobrze by było gdyby były, ale niestety w moim sądzie przerobiono je na schowki – magazyny podręczne akt, repertoriów, druków i takich tam. Bo projektant budynku nie pomyślał o zapewnieniu takich pomieszczeń. Przy wokandach elektronicznych zapytam tylko co było nie tak z papierową wokandą, że za celowe uznano zastąpienie jej telewizorem. Skupię się natomiast na kwestii udzielania telefonicznie bądź mailowo informacji o toku spraw i zapadłych orzeczeniach.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Niewątpliwie uregulowanie kwestii udzielania informacji jest krokiem w dobrym kierunku. Bo w końcu postępowanie sądowe jest jawne, jawna jest treść orzeczeń, nazwiska stron i świadków, a zatem także fakt, iż między tymi osobami toczy się postępowanie. Nie ma zatem przeszkód, by takich informacji udzielać telefonicznie czy mailowo, czy nawet umieścić na stronie internetowej sądów. W Ministerstwie Pi-aru jak zwykle jednak dostrzeżono problem (sądy nie chcą udzielać informacji przez telefon) ale nie dostrzeżono jego przyczyny. A przyczyną problemu z udzielaniem informacji przez telefon jest to, że udzielanie takich informacji jest czaso- i pracochłonne, no i odciąga pracowników od innej, znacznie pilniejszej pracy. Nawet, gdy wszystkie potrzebne dane są w komputerowej bazie danych to nie zmienia to faktu, że udzielenie odpowiedzi na pytanie zawsze zajmuje trochę czasu. A jeszcze dłużej trwa wytłumaczenie dzwoniącemu, że to nie jest informacja prawna, to nie jest infolinia reklamacyjna, a o to co trzeba napisać żeby sędzia to uwzględnił to powinno się pytać adwokata. Nic zatem dziwnego, że sekretariaty robią wszystko, żeby tego uniknąć. Owszem, można powiedzieć, że wystarczy wyznaczyć jednego pracownika, który zajmuje się tylko tym i argument o odrywaniu od pracy straci sens. Tyle tylko, że wyznaczenie pracownika zajmującego się tylko odbieraniem telefonów jest nierealne w sytuacji, gdy sądy kombinują jak tu jeszcze zakombinować z budżetem żeby zatrudnić kogoś na zlecenie łamane przez staż i posadzić go do szycia akt, bo na tym odcinku są zaległości. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Wprowadzenie w życie pomysłów informacyjnych Pana Ministra jest celowe, wskazane i potrzebne. Ale wymaga to znacznie więcej wysiłku, niż tylko „zadekretowanie” że sekretariaty mają udzielać informacji. Konieczne jest utworzenie w sądach czegoś, co w biznesie nazywa się chyba call center. To jest miejsca, gdzie specjalnie wyznaczeni pracownicy siedzą i zajmują się tylko odbieraniem telefonów i udzielaniem informacji, tudzież odpisywaniem na maile. Nie ma żadnego uzasadnienia dla tego, by tą pracą obciążać sekretarzy sądowych czy też pracowników biura obsługi interesantów. Należy zatrudnić odpowiednich ludzi, dać im odpowiedni sprzęt i odpowiednio ich przeszkolić. I wcale nie ma potrzeby, by siedzieli oni w każdym sądzie, wystarczy, że będą mieli dostęp do jego baz danych. Wystarczyło by w zasadzie jedno duże centrum na cały okręg sądowy, zatrudniające wielu pracowników i zajmujące sie wyłącznie udzielaniem informacji dzwoniącym. Pracowali by tam ludzie nie będący sekretarzami sądowymi i nie znający się na prawie, by nie ulegali pokusie udzielania porad, tak jak to dzisiaj bywa („a ja dzwoniłam do sądu i mi powiedzieli że to tak ma być”). A jeśli ktoś miałby jakąś informację do przekazania do sądu (np. że się spóźni) to ich można by je przekazywać chociażby przez komunikatory internetowe czy w ramach wewnętrznej sieci. Takie rozwiązania istnieją na rynku. Niestety są one zupełnie niemedialne, więc żaden minister nie myśli o ich wprowadzeniu w sądach.&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-1769920421625494438?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/1769920421625494438/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/06/teleimprowizacja.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/1769920421625494438'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/1769920421625494438'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/06/teleimprowizacja.html' title='Teleimprowizacja'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-6677638089484655255</id><published>2011-06-13T07:26:00.000+02:00</published><updated>2011-06-13T07:26:50.378+02:00</updated><title type='text'>Trzy przypadki</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dyskusja na temat tego, czy pozwany powinien wiedzieć, że toczy się przeciwko niemu proces zrobiła się dość ostra. Padło wiele argumentów i merytorycznych i personalnych. Ja nadal jednak jestem zdecydowanie przeciwny pozywaniu faktur, pozycji na liście wierzytelności, sald i temu podobnych przedstawicieli przyrody nieożywionej, często fikcyjnej i kreatywnie zaksięgowanej. Bo proces sądowy to nie procedura, w ramach której „przedsiębiorca” uzyskuje „przyklepanie” swego roszczenia. To nie jest procedura służąca uzyskaniu "pieczątki" potrzebnej dla rozliczenia się z podatków. W sądzie rozstrzygany jest spór dwóch równorzędnych stron o istnienie zobowiązania i obowiązku jego wykonania. Spór pomiędzy osobą podającą się za wierzyciela i domniemanym dłużnikiem. A spór toczyć się może tylko pomiędzy osobami fizycznymi lub prawnymi, a nie pomiędzy „przedsiębiorcą” i fakturą VAT albo pozycją 327 na liście wierzytelności. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Panowie przedsiębiorcy chcieliby, aby dochodzenie przez nich należności było maksymalnie ułatwione. Najlepiej jakby sąd nie żądał żadnych dowodów i poprzestał na ich solennym oświadczeniu, że pieniądze się należą. Najlepiej też jakby pozwany nic nie wiedział o tym, że zapada wyrok, bo jeszcze mógłby protestować i utrudniać odzyskanie należności, więc doręczenie powinno być przez podwójne awizo, oczywiście bez obowiązku udowadniania że adres jest właściwy. A jak już tak "bezproblemowo" uzyska się tytuł pójdzie się do komornika i zajmie dłużnikowi pensję albo konto i pieniądze odzyskane. A potem to już niech dłużnik udowadnia, że się nie należały. Niewątpliwie wtedy będzie zapewniona należyta ochrona przedsiębiorców przed niedobrymi dłużnikami, którzy uchylają się od płacenia długów. Dobrze, ale kto ochroni ludzi, których owi przedsiębiorcy uznali za dłużników? Bo niestety nie zawsze jest tak, że to, czego „przedsiębiorca” żąda mu się faktycznie należy. A obecny, tak hołubiony przez „przedsiębiorców” system nie zapewnia zwykłemu człowiekowi ochrony przed takimi przypadkami.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;Przypadek pierwszy:&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pewien człowiek dowiedział się od koleżanek z księgowości, że właśnie komornik zajął mu pensję. Człowiek ów po paru telefonach osobiście pojechał do komornika, gdzie okazano mu nakaz zapłaty, a&amp;nbsp;następnie do sądu, gdzie okazano mu akta. I okazało się, że powód podał błędny numer mieszkania więc przesyłki wracały jako awizowane, niestety bez adnotacji że adresat nie mieszka.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;Przypadek drugi:&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pewien człowiek otrzymał informację z banku, że jego wniosek o kredyt nie został uwzględniony, ponieważ rachunek bankowy, na który miały być przelane środki został zajęty przez komornika. Po zapoznaniu się z aktami okazało się, że firma telefonokomórkowa podała w pozwie adres taki, jaki był podany w&amp;nbsp;umowie, pomimo tego, że wcześniej informował ich pisemnie o zmianie adresu – i na nowy adres otrzymywał faktury.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;Przypadek trzeci: &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pewien człowiek sprawdzając stan konta w banku bardzo się zdziwił, bo brakowało mu na nim kilkunastu tysięcy złotych. Po paru nerwowych telefonach i wizycie w banku udało mu się ustalić, że pieniądze te zostały wyegzekwowane przez komornika na rzecz gminy. Z analizy akt sądowych wynikło, że dług, który od niego ściągnięto powstał wiele lat temu, gdy mieszkał on jeszcze razem z&amp;nbsp;rodzicami w komunalnym mieszkaniu. Nakaz wysłano wprawdzie na jego adres, ale niestety było to akurat wtedy, gdy był na kontrakcie za granicą tak więc go nie odebrał.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Te trzy przypadki to typowe skutki pozywania faktur oraz doręczania przez podwójne awizo. Niewłaściwe adresy, nieaktualne adresy, doręczenia w czasie nieobecności adresata. W pierwszym przypadku okazało się, że roszczenie opiera się na sfałszowanym wekslu. W drugim okazało się, że naliczenie opłat i kary umownej było sprzeczne z postanowieniami umowy stron. W trzecim żądana kwota była wprawdzie należna, ale w całości przedawniona. Sąd ostatecznie rozpoznał wniesione sprzeciwy i oddalił wszystkie powództwa. Ale co z tego, jak w pierwszym przypadku pozwany został wezwany do gabinetu szefa, gdzie poinformowano go, że pomimo wcześniejszych uzgodnień nie zostanie awansowany na kierownika działu, ponieważ dla firmy osoby, które nie wywiązują się z własnych zobowiązań są niewiarygodne. W drugim przypadku ów człowiek nie mógł wywiązać się z umowy przedwstępnej i&amp;nbsp;stracił wpłacony zadatek i szansę na kupienie wymarzonego domu. A w trzecim okazało się, że pieniądze przepadły, bo spłacenie przedawnionego roszczenia jest skuteczne i nie można żądać zwrotu. A to wszystko dlatego, że pisma z sądu doręczano przez awizo zamiast do rąk pozwanego.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dlatego wszczęcie każdego procesu sądowego powinno poprzedzać odnalezienie dłużnika i faktyczne doręczenie mu wezwania do wdania się w spór. Bo pozwanemu należy umożliwić rzeczywiste odniesienie się do żądania i przedstawienie zarzutów. Bo nie każdy powód jest faktycznie wierzycielem, i nie wszystko, czego „przedsiębiorcy” żądają faktycznie im się należy. A jak to technicznie wykonać? Otóż można doręczyć osobiście, pocztą do rąk własnych adresata, Można zapłacić za wykonywanie doręczeń Policji albo profesjonalnej służbie doręczeniowej tudzież wybrać jedno z wielu innych możliwych i stosowanych w świecie rozwiązań. Ale to już nie jest problem sądu, tylko powoda. I państwa, którego zadaniem jest stworzyć takie uregulowania prawne i warunki, w których zarówno „przedsiębiorcom” jak i zwykłym szarym obywatelom zapewniony zostanie należyty dostęp do wymiaru sprawiedliwości. Bo dzisiejszy system tego nie zapewnia. Nie wtedy, gdy wynik postępowania zależy od tego czy listonosz zastał kogoś w domu czy nie. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A co do „marginalnego problemu”. Może i jest marginalny, chociaż w mojej szafie zalega ponad 60 spraw, w których postępowania zawieszono z powodu braku aktualnego adresu pozwanego. Ale czy to oznacza, że wszystko jest w porządku? Bo jeżeli tak to proponuję zastosować tę samą metodę w postępowaniu karnym. Społeczeństwo, które płaci podatki na sądy będzie niezwykle zadowolone z tego, że sądy ułatwiają ściganie przestępców i wymuszają przestrzeganie prawa. Owszem efektem zaocznego sądzenia przez podwójne awizo będzie wsadzenie od czasu do czasu do więzienia kogoś niewinnego, ale to będą marginalne przypadki, więc nie powinno być problemu.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-6677638089484655255?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/6677638089484655255/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/06/trzy-przypadki.html#comment-form' title='Komentarze (25)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/6677638089484655255'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/6677638089484655255'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/06/trzy-przypadki.html' title='Trzy przypadki'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>25</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-8576834260793666708</id><published>2011-06-09T18:18:00.000+02:00</published><updated>2011-06-09T18:18:04.753+02:00</updated><title type='text'>W ramki i na ścianę</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po zapoznaniu się z licznymi komentarzami do poprzedniego wpisu zdecydowałem, że muszę się jakoś ustosunkować, do niektórych wypowiedzi, które padły. Nawet zacząłem już pisać nowy tekst na temat tego co myślę o „przedsiębiorcach”, którzy uważają że sąd istnieje po to by pomagać im ściągać długi, czy ogólnie co myślę o pozywaniu zmarłych, nieobecnych czy nieistniejących ludzi „bo w wykazie mamy takie nazwisko i adres”. Ale zorientowałem się, że przecież wcześniej już to wszystko pisałem więc nie ma sensu jeszcze raz tego powtarzać. W całej tej dyskusji brakowało natomiast jednej dość istotnej kwestii: czemu tak naprawdę służy wnoszenie pozwów nie przeciwko ludziom a przeciwko fakturom czy pozycjom na liście kupionych wierzytelności.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zwolennicy pozywania faktur jakoś zapominają o tym, że sam tytuł wykonawczy nie wystarczy żeby odzyskać należność. Że samo posiadanie wyroku czy nakazu z pieczątką klauzuli nic im nie da, bo żeby dostać swoje pieniądze i tak będą musieli znaleźć samego dłużnika. W końcu takiemu „przedsiębiorcy” borykającemu się z „zatorami płatniczymi” nie chodzi chyba o uzyskanie urzędowego zaświadczenia, że pieniądze mu się należą, tylko o odzyskanie tych pieniędzy, którymi będzie on mógł zapłacić inne zobowiązania. Co zatem przyjdzie owemu „przedsiębiorcy” z takiego „podwójnie awizowanego” nakazu skoro nie wie on gdzie znaleźć człowieka, któremu trzeba go pokazać by zażądać zapłaty? Włoży go sobie w ramki powiesi na ścianie? Przecież i tak będzie musiał ustalić prawdziwy adres dłużnika by prowadzić egzekucję bo bez tego ani rusz. Dlaczego więc „przedsiębiorcy” tak bardzo się bronią przed propozycjami, by od ustalenia prawdziwego adresu dłużnika uzależnić samo wniesienie pozwu do sądu? Jaka jest różnica pomiędzy szukaniem dłużnika by wyegzekwować od niego zasądzoną kwotę a szukaniem dłużnika by uzyskać wyrok zasądzający od niego należną kwotę?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czasami podejrzewam, że przynajmniej niektórym powodom chodzi o to, że spisanie długu na straty z powodu bezskutecznej egzekucji wygląda w papierach lepiej niż spisanie go na straty, bo dłużnik się ulotnił i nie mamy od kogo zażądać zapłaty. Ten pierwszy przypadek to biznesowa siła wyższa, natomiast drugi, oj, to już pachnie nieodpowiedzialnymi decyzjami i narażeniem firmy na straty. Ten sam mechanizm działa chyba także wtedy, gdy „przedsiębiorca” składa wniosek o nakazanie dłużnikowi wyjawienia majątku w sytuacji, gdy przyczyną bezskutecznej egzekucji było to, że miejsce zamieszkania dłużnika jest nieznane. Zastanawiam się tylko, czy tacy „przedsiębiorcy” zdają sobie sprawę z tego, że konieczność zajmowania się przez sądy takimi sprawami skutkuje tym, że postępowania w innych sprawach trwają znacznie dłużej niż powinny. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cóż proponuję? Ano zawsze to samo – obowiązek faktycznego doręczenia pozwu pozwanemu – i to do rąk własnych adresata. Nie przez podwójne awizo. Czy to zrobi sąd, czy może powód, czy osobiście czy przez doręczyciela, czy przez policję, czy przez woźnego sądowego to jest kwestia wtórna. Ale faktyczne doręczenie musi nastąpić. Bo nie może być mowy o sporze, jeżeli jedna ze stron nie wie, że ktoś od niej czegoś żąda. Jest to fundament bez którego nie może być mowy o zapewnieniu obywatelom prawa do rzetelnego rozpoznania ich sprawy. Dzisiejszy system tego nie zapewnia. Nie w sytuacji, gdy wynik postępowania zależy czasem od tego czy listonosz zastał kogoś w domu czy nie. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oczywiście zgadzam się, że istnieje pewna, nawet dość liczna kategoria spraw, w których w zasadzie nie ma sporu pomiędzy stronami, jest tylko prosty fakt nie zapłacenia przez dłużnika którejś kolejnej faktury za telefon, zaległości w opłacaniu czynszu czy innych należności wynikającej z umowy. Takie sprawy w zasadzie nie powinny w ogóle trafiać do sądów, bo w nich trudno jest mówić o rozsądzaniu czegokolwiek, o rozstrzyganiu jakiegokolwiek sporu. Dłużnik zwykle nie zaprzecza roszczeniu wierzyciela, co najwyżej żali się, że nie stać go na zapłacenie długu „Rozpoznanie” takich spraw polega wyłącznie na „przyklepaniu” roszczenia i przystawieniu pieczątki, więc czy faktycznie musi się tym zajmować sąd? Znacznie prostszym rozwiązaniem byłoby wystawianie przez wierzyciela wezwania do zapłaty należności, które następnie byłoby zaopatrywane przez referendarza sądowego czy notariusza w odpowiednią klauzulę, bez badania istnienia zobowiązania, tak jak robi to dzisiaj lubelski „elektryczny” sąd. Następnie wierzyciel musiałby owo wezwanie doręczyć dłużnikowi – ponownie do rąk własnych a nie przez podwójne awizo na adres podany w umowie sprzed 15 lat. Dłużnik miałby wtedy 30 dni od otrzymania wezwania na zapłacenie, wyjaśnienie dlaczego nie może zapłacić albo na wniesienie powództwa o ustalenie nieistnienia zobowiązania. A jeżeli nie zapłaci to po tych 30 dniach wierzyciel mógłby udać się do komornika i wszcząć egzekucję. W ten sposób do sądów trafiałyby tylko te sprawy, w których istnieje rzeczywisty spór. I w efekcie te sprawy toczyłyby się znacznie szybciej.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-8576834260793666708?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/8576834260793666708/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/06/w-ramki-i-na-sciane.html#comment-form' title='Komentarze (45)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/8576834260793666708'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/8576834260793666708'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/06/w-ramki-i-na-sciane.html' title='W ramki i na ścianę'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>45</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-5326229496770702665</id><published>2011-06-03T18:06:00.000+02:00</published><updated>2011-06-03T18:06:50.956+02:00</updated><title type='text'>Licencja sądowa</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Poprzedni wpis poświęcony otwarciu zawodów prawniczych wzbudził duże zainteresowanie, jeśli sądzić po ilości (i jakości) komentarzy oraz liczbie odwiedzin mojego bloga w ostatnim tygodniu. W szczególności wątpliwości budził pomysł umożliwienia absolutnie wszystkim występowania przed sądem. No cóż... chyba muszę się z tym zgodzić. Pozwolenie absolutnie wszystkim na bawienie się w pełnomocników skończyłoby się prawdopodobnie płaczem i zgrzytaniem zębów. Bo niestety, wbrew temu co wypowiadają się niektórzy w internetowych dyskusjach zajmowanie się „od lat” jakąś dziedziną prawa w urzędzie to odrobinę za mało, by występować przed sądem. Bo niestety przed sądem nie wystarczy mieć rację, trzeba jeszcze ją umieć udowodnić. Należycie i z poszanowaniem procedury sądowej. W zasadzie każdy, kto miał do czynienia z „partaczami” (w pierwotnym tego słowa znaczeniu) zrozumie co mam na myśli. Bo niestety czasami wydają się oni zapominać, że przedstawienie wielostronicowego rozważania na temat przesłanek wstąpienia w stosunek najmu na podstawie przepisów prawa lokalowego nie zastąpi przedstawienia dowodów na to, że powód faktycznie spełnia te przesłanki. A posiadane dowody należy złożyć, a nie zapowiadać ich złożenie "w razie potrzeby". A postanowienie o oddaleniu wniosków dowodowych jest niezaskarżalne więc nie ma sensu składać wniosków o sporządzenie jego uzasadnienia. Owszem, czasami takie „kwiatki” można odnaleźć także w pismach adwokatów i radców prawnych - pewien radca wniósł raz powództwo o zapłatę, w którym domagał się zasądzenia na rzecz swego klienta określonej kwoty jako „części spadku” – ale mimo wszystko nie aż tak często.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jakie w takim razie powinno być przyjęte rozwiązanie tego problemu? Myślę, że najlepszy byłby państwowy egzamin i licencja sądowa, uprawniająca do występowania przed sądem. Ale tylko jedna, bez jakichśtam stopni i takich tam. Egzamin musiałby zdać każdy, kto chce występować przed sądami, niezależnie od tego czy to amator, absolwent Wyższej Szkoły Prawa i Obróbki Drewna czy może egzaminowany aplikant adwokacki. Wszyscy zdają egzamin tak jak na prawo jazdy. I dokładnie taki. Powinien on obejmować wyłącznie przepisy „ruchu” to jest sprawdzać, czy dany kandydat na mecenasa wie jak działa sąd, jakimi sprawami się zajmuje i potrafi wybrać właściwy. Że potrafi napisać pismo, że wie co w nim musi być zawarte i że należy składać odpisy. Że wie co jest zaskarżalne i jakie są terminy. Że wie kiedy wejść, kiedy wstać i po której stronie usiąść. I tylko tyle. To jaką ma wiedzę merytoryczną nie powinno być przedmiotem egzaminu, bo to już jest problem jego klienta. A państwo szanuje jego wolność wyboru, gwarantując mu tylko tyle, że jego licencjonowany pełnomocnik posiada dostateczną wiedzę, by nie pogubić się w sądzie. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Taki system ma przewagę zarówno nad proponowanym systemem „licencji” jak i nad systemem totalnej swobody wyboru. Zmuszałby wszystkich tych „młodych ambitnych” do zauważenia, że oprócz prawa materialnego, które oni świetnie znają, istnieje jeszcze prawo procesowe. Jednocześnie nie zmuszałby kandydatów na mecenasów by uczyli się całego prawa, choć zamierzają zajmować się tylko jakąś jego wąską dziedziną i nie podejmować się reprezentacji w innych sprawach. Wprowadzenie licencji sądowych&amp;nbsp; pozwoliłoby jednocześnie wprowadzić określone zakazy lub nakazy – np. obowiązek zachowania tajemnicy, działania na korzyść klienta, zakaz przyjmowania zlecenia od strony przeciwnej w postępowaniu - z sankcją w postaci utraty licencji. A adwokaci? A adwokatura istnieje dalej, ale wyłącznie jako stowarzyszenie zawodowe skupiające licencjonowanych prawników, które to stowarzyszenie gwarantuje swym autorytetem, iż jego członkowie posiadają określony poziom wiedzy i umiejętności. A to samo mogą robić także inne stowarzyszenia, organizacje i związki, oferując klientom swe usługi.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ale to nigdy nie wejdzie w życie. Bo lobby adwokacko-radcowskie do tego nie dopuści. Bo straciliby wtedy monopol na występowanie przed sądami i w dodatku zostaliby sprowadzeni do roli tylko jednego ze stowarzyszeń zawodowych. Działającego na równi z Izbą Prawników Amatorów albo Kancelarią Prawdziwej Sprawiedliwości. A lobby to jest silne, o czym świadczą chociażby manewry mające na celu uchylenie przepisów nakładających na pełnomocników obowiązek wzajemnego doręczania sobie pism, tudzież wszelkich innych przepisów, które nakładają na nich jakiekolwiek obowiązki. Albo wprowadzenie przepisu, który nakładałby na sąd obowiązek pouczenia panów mecenasów jaka jest podstawa prawna zajmowanego przez nich stanowiska. Bo z punktu widzenia Panów Mecenasów najlepiej by było jakby sąd odwalił za nich całą robotę. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;- - -&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dlatego uważam, że obowiązek doręczenia pozwanemu odpisu pozwu, i sprowadzenia na salę dowodów powinien spoczywać na stronie. Zwłaszcza, gdy jest ona reprezentowana przez zawodowego pełnomocnika.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-5326229496770702665?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/5326229496770702665/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/06/licencja-sadowa.html#comment-form' title='Komentarze (40)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/5326229496770702665'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/5326229496770702665'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/06/licencja-sadowa.html' title='Licencja sądowa'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>40</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-1651054542932245932</id><published>2011-05-29T19:08:00.000+02:00</published><updated>2011-05-29T19:08:19.523+02:00</updated><title type='text'>Wielkie otwarcie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po raz kolejny (wszak zbliżają się wybory) odżyła sprawa dopuszczenia „doradców prawnych” do występowania przed sądem w postępowaniach cywilnych, tudzież jak twierdzą niektórzy likwidacji nieuzasadnionego monopolu korporacji. Prawdę mówiąc trudno jest wypowiadać się na ten temat, bo na chwilę obecną nikt chyba nie wie jaka jest aktualna propozycja zmian ustawowych. Projekt zmieniany był już tyle razy i podopisywano do niego tyle poprawek że trudno się już połapać co w nim jest, co było a co zdaniem wypowiadającego się powinno być. Cel jest szczytny – zapewnienie jak największej ilości obywateli dostępu do fachowej pomocy prawnej przy dochodzeniu ich praw przed sądami. Pomysł też jest dobry – umożliwienie bardzo licznej grupie absolwentów prawa udzielania pomocy prawnej, zwiększenie przez to konkurencji na rynku usług prawniczych, doprowadzenie w&amp;nbsp;ten sposób do spadku cen usług i zwiększenie przez to ich dostępności. Wszyscy ten pomysł popierają. Ale niestety o ile Cyryl jest jak zwykle w porządku to te jego Metody są do niczego. Zwłaszcza dlatego, że do prac ustawodawczych przystąpiono, jak się wydaje, bez jasnego pomysłu co konkretnie chce się osiągnąć. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Patrząc na to wszystko z drugiej strony stołu sędziowskiego trudno jest się wypowiadać co do tego jakie rozwiązanie winno być przyjęte. Bo cały spór sprowadza się w zasadzie do tego, czy państwo powinno dbać o to, aby obywatele przypadkiem nie powierzyli swojej Najważniejszej Sprawy w Życiu partaczowi, który wyrządzi im szkodę nieumiejętnym prowadzeniem procesu. Jest to zatem pytanie jak daleko państwo powinno dla dobra obywateli ograniczać im swobodę wyboru, zaś z mojego punktu widzenia to, jaka będzie odpowiedź na to pytanie nie ma żadnego znaczenia. Wszak sąd winien traktować obie strony równo, niezależnie od tego czy reprezentujący ich pełnomocnik to geniusz, profesjonalista czy dyletant. Dla mnie jako sędziego liczyć się powinno tylko to, czy pełnomocnik ma pełnomocnictwo czy nie. Chociaż trzeba przyznać czasami szkoda patrzeć jak strona która ewidentnie ma w sporze rację przegrywa tylko dlatego, że jej pełnomocnik to kompletny matoł w todze. Albo dlatego, że jej młody, zdolny, ambitny mgr doradca nie wie, co to jest weksel. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Gdyby przyszło mi podjąć decyzję co do tego jaki system powinien być przyjęty postulowałbym najbardziej liberalne rozwiązanie z możliwych - przewidujące, że pełnomocnikiem może być każdy, kto ma zdolność procesową. Ma pełnomocnictwo znaczy jest pełnomocnikiem a to dlaczego powód zdecydował się powierzyć prowadzenie swojej sprawy akurat panu Mieciowi hydraulikowi to to jest wyłącznie jego sprawa. Adwokaci i radcowie stanowili by wówczas tylko stowarzyszenia zawodowe, które gwarantowałoby swym autorytetem, że ich członkowie prezentują określony poziom merytoryczny i etyczny. Oczywiście byłyby to stowarzyszenia całkowicie niezależne i samorządne, mające pełne prawo decydowania kogo przyjmują a kogo nie, jakie są kryteria ubiegania się o przyjęcie i czego oczekują od swoich członków. Oczywiście nic nie stałoby na przeszkodzie, aby zawiązane zostały także inne, równorzędne stowarzyszenia, ustalające własne kryteria przyjęcia i standardy postępowania, na przykład Stowarzyszenie Prawników Śląskich, czy Izba Przeciwników Bezprawia. Albo nawet Korporacja Prawników Amatorów skupiająca pełnomocników bez wykształcenia prawniczego. A klient mógłby sobie wybrać, czy woli powierzyć sprawę pełnomocnikowi „zrzeszonemu” czy „niezrzeszonemu”. Oczywiście te stowarzyszenia musiałyby być całkowicie równorzędne, co oznacza, iż należałoby też uchylić wszystkie przepisy prawne, które nakładają jakiekolwiek dodatkowe, szczególne obowiązki na radców i adwokatów. W tym także obowiązek odrabiania pańszczyzny zwany „obroną z urzędu”, oraz wszelkie zaostrzenia standardów staranności w postępowaniu (prekluzja, obowiązek wyliczenia opłaty i takie tam). Choć w tym drugim przypadku wskazane byłoby raczej rozszerzenie ich na wszystkich pełnomocników. Wszak jak ktoś podejmuje się reprezentowania przed sądem i bierze za to pieniądze, to znaczy że zna prawo i nie potrzebuje pouczeń. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Wtedy też wszyscy, i „korporacyjni” i „niekorporacyjni” mieliby dokładnie takie same możliwości działania. Jeżeli zaś jakieś stowarzyszenie uznałoby za zasadne wprowadzenie dla swych członków zakazu reklamowania swych usług albo nakazu świadczenia w jakimś zakresie pomocy pro bono albo też maksymalne czy minimalne ceny usług to to byłaby tylko i wyłącznie decyzja jego członków. A jak komuś nie odpowiadałyby te rygory to mógłby po prostu odejść do innej korporacji, albo działać jako „wolny strzelec”. To rozwiązanie z pewnością uszczęśliwiłoby wielu zwolenników wolnego rynku i swobody wyboru – pełnomocnikiem może być każdy, a obywatel może sobie wybrać czy wybiera się do prawnika autoryzowanego przez korporację czy nie. W końcu jego pieniądze, jego sprawa i jego krzywda jak partacz mu sprawę spartaczy, więc rynek to wszystko zweryfikuje. Choć wcale nie jestem przekonany, czy faktycznie taki bojownik z korporacjami chciałby, żeby to akurat jego sprawę spartaczono. Aby to na nim i na jego sprawie rynek weryfikował partacza-dyletanta. Bo w weryfikację przez rynek ja osobiście nie wierzę. Nie po tym jak znowu dzisiaj znalazłem na półce pozew wniesiony przez pewnego Doradcę, który działa od co najmniej pięciu lat, ale nadal się nie nauczył, że Administracja Budynków Komunalnych nie ma zdolności sądowej. A art. 5 kc nie może stanowić podstawy roszczenia o zawarcie umowy najmu. Ale to nie moja sprawa tylko jego klienta. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-1651054542932245932?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/1651054542932245932/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/05/wielkie-otwarcie.html#comment-form' title='Komentarze (27)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/1651054542932245932'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/1651054542932245932'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/05/wielkie-otwarcie.html' title='Wielkie otwarcie'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>27</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-2622164434905740236</id><published>2011-05-23T21:15:00.000+02:00</published><updated>2011-05-23T21:15:55.383+02:00</updated><title type='text'>Sprzeciw</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzisiaj znalazłem w szafie półkę pełną akt postępowań, w których wpłynęły sprzeciwy od nakazów zapłaty. Nakazów wydaje się dużo, to i sprzeciwów się nazbierało. Po przerobieniu tego wszystkiego (niby nic, a cały dzień przeleciał) doszedłem do wniosku, że coś jest nie tak. No bo statystycznie niemożliwe jest przecież by sprzeciwy od nakazów wnosili tylko nierozgarnięci ćwierćinteligenci. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W zasadzie o sprzeciwach można by pisać dłuuuuuugo. O tym, że bardzo często jedynym zarzutem jest to, że „ja nie mam z czego zapłacić”, z którego to faktu skarżący wywodzi wniosek, że nie musi płacić. Albo że równie często pozwany wnosząc sprzeciw oczekuje „umorzenia długu” bo jest bezrobotny bez prawa do zasiłku. Największą zmorą pozwanych dłużników wydaję się jednak być procedura wnoszenia sprzeciwu od otrzymanego nakazu zapłaty. Chociaż nie wiem czy można nazywać „zmorą” coś, na co w zasadzie nie zwraca się uwagi. Pokutuje bowiem przekonanie, że w odpowiedzi na nakaz należy napisać odwołanie i „oni” dalej będą załatwiać. A te pouczenia, które przyszły razem z nakazem to tylko takie niezobowiązujące sugestie, bo jak sąd zapozna się z tymi dokumentami to od razu zobaczy, że to żądanie jest bezzasadne. Tyle tylko, że sąd nie zapozna się z „tymi dokumentami” ani nawet nie będzie sprawdzał jakie tam miażdżące zarzuty i argumenty powołano dopóki nie zostaną one złożone we właściwej, prawem przewidzianej formie. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przepisy Kodeksu dotyczące wymagań formalnych sprzeciwu są bezwzględne i nie zostawiają sądowi wiele swobody przy podejmowaniu decyzji. Kodeks stanowi bowiem, że sprzeciwy spóźnione czy też sporządzone z naruszeniem wymagań co do formy sąd odrzuca. „Odrzuca”, nie „może odrzucić”, tak więc bezsensowne jest pisanie do sądu pokornych próśb by przymknął oko na „drobne niedoskonałości pisma”, „darował ten dzień czy dwa spóźnienia” czy też by przyjął przeprosiny za „nieprawniczą formę wniosku”. Sprzeciw musi być sporządzony prawidłowo albo będzie odrzucony, i to niezależnie od tego, czy pozwany jest zdrowy czy chory, bogaty czy biedny, zatrudniony czy bezrobotny, i niezależnie od tego czy pozwany uważa to za sprawiedliwe, uczciwe, moralne i logiczne czy też nie. Sąd odrzuci sprzeciw nawet wtedy, gdy wyraźnie i wprost wynika z niego, że nakaz jest błędny, zasądzona kwota jest nienależna albo jej żądanie jest sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Bo na tym etapie postępowania nie liczy się co napisano, ale jak to napisano. Jeżeli komuś się to nie podoba to ze swoimi pretensjami powinien zgłosić się do swego posła i przekonać go, że prawo powinno być zmienione. Bez sensu jest natomiast pisanie skarg na sąd i sędziego albo wylewanie żali w internecie, że sądy przy pomocy „kruczków prawnych” uchylają się od rozpoznania sprawy. Tudzież głoszenie, jak to czyni jedna z moich „ólóbionych” ofiar (przekrętów) sądowych, że odrzucenie sprzeciwu z powodu braków formalnych to „kara niewspółmierna do zawinienia”. Przepis jest przepis, nie sędziowie go uchwalili, zaś jako że jest to przepis proceduralny to stosowanie go przez sądy nie podlega w żadnym wypadku ocenie pod kątem zgodności z zasadami współżycia społecznego. A odrzucenie spóźnionego sprzeciwu to nie jest „naruszenie konstytucyjnego prawa do sądu”.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Inną kwestią jest to, że dzisiaj nie zastosowanie się do pouczenia (no, może poza pouczeniem co do terminu wniesienia sprzeciwu) nie pociąga za sobą żadnych negatywnych konsekwencji. Dopiero nie zastosowanie się do wezwania do usunięcia braków wysłanego w trybie art. 130 kpc skutkuje odrzuceniem sprzeciwu. A przecież w większości przypadków nie chodzi tu o jakieś kwestie, których zrozumienie wymaga posiadania wiedzy prawniczej, ale o to, że sprzeciw ma być na urzędowym formularzu, ma być podpisany i mają być dwie kopie! Żeby zrozumieć takie instrukcje nie potrzeba wcale mieć matury, nawet tej „nowej”! Czy faktycznie prawa obywatelskie strasznie by ucierpiały, gdyby sprzeciw od nakazu zapłaty wniesiony niezgodnie z udzielonym stronie pouczeniem był odrzucany bez wzywania do poprawienia go? Czy naprawdę nie można wymagać od podsądnych tego, by czytali to, co sąd do nich pisze? Czy naprawdę nie można wymagać od obywateli dochowania choćby minimum staranności przy zajmowaniu się własnymi sprawami?&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-2622164434905740236?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/2622164434905740236/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/05/sprzeciw.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/2622164434905740236'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/2622164434905740236'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/05/sprzeciw.html' title='Sprzeciw'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-3469579530479956451</id><published>2011-05-16T18:46:00.000+02:00</published><updated>2011-05-16T18:46:25.624+02:00</updated><title type='text'>Świadki</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pewnego razu przeczytałem gdzieś w internecie, że sądy są złe, stronnicze i nieobiektywne, ponieważ opierają się tylko na dokumentach zamiast na zeznaniach świadków. Znaczy, że zdaniem państwa bojowników z bezprawiem świadkowie, w odróżnieniu od dokumentów, to obiektywne źródło prawdy. Ciekawe jest przy tym to, że zapewne ci sami ludzie wypisują także, że głupi sąd skazał ich w oparciu o zeznania fałszywych świadków, gdy mieli oni przecież dokumenty, z których jednoznacznie wynikała ich niewinność tudzież racja. No to więc jak to jest z tymi świadkami?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No cóż... pytałem wielu swoich koleżanek i kolegów co sądzą o dowodzie z zeznań świadków i ich opinie są w zasadzie jednolite. Jest to dowód wątpliwy, niewiarygodny, nieprzydatny a jego przeprowadzanie jest w wielu przypadkach stratą czasu. Bo jedyną prawdą jest to, że wszyscy kłamią. Niektórzy kłamią w żywe oczy, niektórzy jak katarynka powtarzają wyuczony tekst, a inni jeszcze zamiast mówić co wiedzą mówią co myślą. Jeszcze inni starają się mówić tylko to co ich zdaniem wyjdzie na dobre wspieranej przez nich stronie więc mocno koloryzują swe zeznania. Najczęściej zaś mają oni problem z odróżnieniem „swojej” i „cudzej” prawdy. Z odróżnieniem faktów znanych im bezpośrednio od faktów, o których dowiedzieli się on od innych osób. I zeznają, że powód mieszkał razem z matką do jej śmierci, zamiast zeznawać zgodnie z prawdą, że powód mówił im, że mieszka z matką. Albo raczej, że powód zapytał ich, czy zechcą wystąpić w sądzie i zeznać, że on mieszkał z matką. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pewnego razu w postępowaniu o podział majątku po rozwodzie „on” przedstawił mi pięciu czy sześciu świadków, którzy zeznali, że to nieprawda co mówi „ona” że działkę kupiono za pieniądze ze spadku, bo pieniądze ze spadku to poszły na remont mieszkania. Zeznania złożyli pod przysięgą, były one zgodne, zbieżne, spójne, a jeden nawet oświadczył, iż gotów jest poddać się badaniu na wykrywaczu kłamstw. Oczywiście w odpowiedzi na bezpośrednie pytanie, skąd wiedzą to, co zeznali usłyszałem typowe oświadczenie, że znają strony od lat, że byli z nimi blisko związani, że pomagali przy tym remoncie itp. Po dokładnym przesłuchaniu i zadaniu paru niewygodnych pytań okazało się jednak że tak naprawdę jedyny fakt, jaki mogą oni potwierdzić, to to, że „on” mówił im, że to jest nieprawda co „ona” mówi że działkę kupiono za pieniądze ze spadku, bo pieniądze ze spadku to poszły na remont „jej” mieszkania. Po dalszym przyciśnięciu świadkowie ci ostatecznie przyznali, że wszystko co wiedzą to wiedzą od „niego”. Że on im wszystko wytłumaczył i są przekonani, że on mówi prawdę, no bo faktycznie robili wtedy remont. I faktyczne jakby tak spojrzeć na to wszystko obiektywnie to oni w zasadzie nie wiedzą z jakich pieniędzy kupiono działkę. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nawiasem mówiąc ustalanie tego faktu skończyło się skargą na mnie, że przerywałem świadkom i nie pozwalałem im się wypowiedzieć. No i oczywiście moje pytania były tendencyjne, sugerujące a zadawałem je „pod uzasadnienie”. Zwłaszcza ten ostatni zarzut pojawia się często w wypowiedziach panów mecenasów, gdy po tym jak sąd przesłucha ich sztandarowego świadka w ten sposób, że wyda się, że ten świadek nic tak naprawdę nie wie tylko powtarza jak papuga to co usłyszał od strony. Albo że on wcale nie opisuje tego co widział, tylko tłumaczy jak to jego zdaniem było, bo całą sprawę zna tylko z opowiadań. Ale nie o to chyba chodzi, by świadek miał prawo w sposób nieskrępowany opowiedzieć sądowi swoją wersję bajeczki o Mężu Pijaku i Biednej Żonie albo o Oddanym Mężu i Rozrzutnej Żonie, tylko o to by ustalić fakty. A tu niestety trzeba czasami brutalnie. Na przykład przerywając pięknie rozwijającą się historyjkę pytaniem dlaczego świadek zapamiętał że to było właśnie 9 czerwca 2003 r. Albo prośbą, by powiedział skąd wie, że ten obraz to był prezent na rocznicę ślubu. Albo poleceniem, by wyjaśnił co rozumie pod pojęciem „wydzwaniać dniem i nocą”. Bo czasami okazuje się wtedy że datę „przypomniał” mu powód przed salą rozpraw, o obrazie powiedziała mu uczestniczka jak pytała go czy będzie zeznawał, a z tym wydzwanianiem to było tak, że pozwany to tak w zasadzie dzwonił dwa razy. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;- - -&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A poza tym uważam, że powinna być nakładana grzywna za marnowanie czasu sądu poprzez zgłaszanie na świadków osób, które nie mają żadnej wiedzy o faktach istotnych dla rozpoznania sprawy. Może wtedy jeden z drugim mecenas by się zastanowił zanim wniesie o przesłuchanie sześciu budowlańców, którzy dwanaście lat temu budowali dom na okoliczność tego czy za materiały płacił im mąż czy żona i z jakich pieniędzy.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-3469579530479956451?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/3469579530479956451/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/05/swiadki.html#comment-form' title='Komentarze (23)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/3469579530479956451'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/3469579530479956451'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/05/swiadki.html' title='Świadki'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>23</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-3148158859487732179</id><published>2011-05-07T17:58:00.000+02:00</published><updated>2011-05-07T17:58:24.935+02:00</updated><title type='text'>Telesąd</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Do mojego sądu (a jak się dowiedziałem nie tylko do mojego) dotarł egzemplarz Numeru Specjalnego Kwartalnika „Na Wokandzie” – organu Ministerstwa d/s Politycznej Kontroli Nad Sądami, znanego także jako Ministerstwo Statystyki. Numer ten poświęcony jest w całości światłym i dalekosiężnym wizjom Pana Ministra co do informatyzacji sądów, i zapowiada jak to już wkrótce będzie wspaniale, doskonale i&amp;nbsp;nowocześnie. Proponowane rozwiązania niewątpliwie ułatwią, przyspieszą, uproszczą oraz przybliżą nas do Europy i o jeden krok dalej. Wdrażanie zaś owych wspaniałych wizji świetlanej przyszłości stanowi element szeroko zakrojonego programu, przy opracowywaniu którego uczestniczyli najlepsi rządowi eksperci, a którego celem jest oczywiście Polepszenie i Zwiększenie aby wszystkim by żyło się lepiej. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Problem w tym, że w całej tej „reformie” nie chodzi wcale o polepszenie warunków pracy sędziów i zwiększenie wydajności ich pracy, lecz o polepszenie notowań Pana Ministra, i zwiększenie jego szans na pozostanie na stołku po wyborach. Prace nad propozycjami zmian prowadzą zatem nie eksperci od sądownictwa, lecz od wizerunku, kierujący się nie celowością wprowadzenia zmian z punktu widzenia funkcjonowania sądów, lecz tym, jak ogłoszenie jakiegoś pomysłu (bo na jego faktyczne wprowadzenie i tak nie ma ani czasu ani pieniędzy) przełoży się na preferencje wyborców. To zaś, co na o „reformie” myślą sędziowie, prokuratorzy, członkowie komisji kodyfikacyjnych, Krajowa Rada Sądownictwa, czy nawet Helsińska Fundacja Praw Przestępców to się nie liczy. Bo w końcu ich negatywne opinie świadczą tylko o tym, że wdrażanie Wielkiej Reformy napotyka na jak wielki opór Złych Korporantów, Któremu Pan Minister dzielnie się przeciwstawia. A to też można wykorzystać medialnie dla poprawy wizerunku Pana Ministra.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Najnowszy pomysł pi-arowców Pana Ministra K. to „sądy odmiejscowione”, których zadaniem będzie sądzenie chuliganów wszczynających burdy na stadionach. Z grubsza pomysł ten sprowadza się do tego, że danego kibola będzie się sądziło w sali rozpraw urządzonej na stadionie, tyle tylko, że sędziego się na stadion nie zaprosi, bo on będzie w swoim sądzie i będzie sądził przez telekonferencję, spoglądając na oskarżonego z ekranu telewizora ustawionego na stole sędziowskim. Okazję do obejrzenia meczu będzie miał natomiast jego asystent, albo referendarz, którego zaprosi się na stadion by pilnował, czy wszystko jest w porządku. Wszystko będzie szast-prast i chuligan już siedzi. A przy okazji zaoszczędzi się trochę pieniędzy na konwojowaniu oskarżonych do sądu. Wyborcy mogą więc czuć się bezpieczni, i spać spokojnie wiedząc, że oto Pan Minister dba o to, by chuligani, kibole i inne tałatajstwo stadionowe się nie panoszyło i raz-dwa trafiło do więzienia gdzie jego miejsce, a to wszystko nie kosztowało zbyt drogo. I o tym wyborcy powinni pamiętać, gdy będą stawiali krzyżyki.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście różni malkontenci zwracają uwagę na to, że taki oskarżony może być pijany, naćpany albo psychicznie podejrzany, że może życzyć sobie obrony przez konkretnego adwokata albo – o zgrozo – nie rozumieć po polsku. Zwracają też uwagę, że jak już dochodzi do burdy na stadionie, to uczestników takowej jest zwykle co najmniej kilkunastu albo i więcej, tak więc jeden stadionowy sędziotelewizor może nie wystarczyć. Ale na to nie ma sensu zwracać uwagi, wszak wszyscy wiedzą, że sędziowie zawsze protestują, gdy chce się ich zmusić do uczciwej pracy. I chwała Panu Ministrowi za to, że zabrał się wreszcie za tych nierobów. Inni ośmielają się też twierdzić, że odległość od stadionu do właściwego sądu to czasem zaledwie paręset metrów i na upartego oskarżonych można by nawet pogonić do sądu na piechotę. No ale przecież jakby oskarżeni mieli być doprowadzani ze stadionu do sądu, to niczym by się to nie różniło od sądów 24-godzinnych wymyślonych ongi przez pi-arowców Pana Ministra Z. więc ten pomysł całkowicie odpada. No bo trudno żeby Pan Minister K. mógł liczyć na poprawę swego wizerunku serwując wyborcom takie odgrzewane kotlety. Bo musiałby przyznać, że pomysł kojarzony z jego konkurentem do stołka nie był taki zły, a to byłoby bardzo niemedialne. Z kolei ci, co pytają po co w takim razie komplikować sprawę i wprowadzać jakąś telekonferencję, gdy można po prostu sędziego przywieźć na stadion to chyba nie rozumieją, że coś takiego trąciłoby komuną i procesami w halach fabrycznych, a to medialnie wyglądałoby bardzo źle. Natomiast przy telekonferencji są punkty i za wymyślenie czegoś nowego i za nowoczesność. A tak w ogóle to niech ci wszyscy krytykanci się nie odzywają, bo protestując przeciwko szybkiemu karaniu chuliganów popierają bandytyzm na stadionach. I to też można wykorzystać medialnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozostaje mieć tylko nadzieję, że większość tych pomysłów umrze śmiercią naturalną zaraz po wyborach albo zakończy się na „pilotażu”, gdy temat spowszednieje i nie odświeżanie go nie będzie miało wpływu na preferencje wyborców. Bo w sądownictwie można by znaleźć wiele znacznie lepszych sposobów na wydanie kilkuset milionów złotych niż kupowanie kamer i telewizorów. Na przykład remonty budynków, zakup porządnych mebli, zatrudnienie większej ilości pracowników i podwyższenie ich zarobków. No ale niestety to jest niemedialne... więc żadnemu ministrowi na tym nie zależy.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-3148158859487732179?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/3148158859487732179/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/05/telesad.html#comment-form' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/3148158859487732179'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/3148158859487732179'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/05/telesad.html' title='Telesąd'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-8311059609099057832</id><published>2011-04-27T18:10:00.000+02:00</published><updated>2011-04-27T18:10:29.369+02:00</updated><title type='text'>Kłusownictwo</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zadzwonił u mnie telefon od Bardzo Ważnej Pani Sekretarki z Okręgu z pytaniem czy przyjdę któregoś tam dnia obsądzić parę spraw na sesji odwoławczej, apelacje, tak na trzeciego do uzupełnienia składu. Taka delegacja na jeden dzień. Wszystko pięknie ładnie, akta przyślą, tak więc nie będę musiał jechać i nie będzie problemu, a sądzić będę w bardzo dobrym towarzystwie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Odmówiłem przyjęcia owej niewiarygodnie atrakcyjnej oferty, albowiem całe to „zaproszenie” w tłumaczeniu na nasze oznacza, że chcą mnie wrobić w dodatkową robotę bez prawa do dodatkowego wynagrodzenia. Wolontariat z podtekstem, że jak się spodobam, to może mnie wezmą na delegację stałą, co mi ułatwi starania o awans. Ogólnie zaś powinienem czuć się zaszczycony, że wylosowano moją kandydaturę. Oczywiście pójście na taką sesję oznacza nie tylko ten dzień „do tyłu” ale i dzień poprzedni – bo trzeba te akta przejrzeć i się naradzić – oraz parę dni później, bo trzeba napisać uzasadnienia do wyroków „okręgowych”. A następnie pojechać i popodpisywać uzasadnienia pozostałych dwóch sędziów ze składu. W dodatku w ramach cudownej Statystyki ta robota nie liczy się do obciążenia – bo to nie są „moje” sprawy - natomiast wszelkie opóźnienia w oddaniu „okręgowych” uzasadnień są dokładnie odnotowywane, no bo to przecież są moje sprawy. A to wszystko mam wykonać w wolnej chwili, niezależnie od moich zwykłych obowiązków, z terminowego wykonania których zostanę szczegółowo rozliczony.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Na pytanie dlaczego miałbym uczynić tak wielkie poświęcenie dla Służby słyszę zwykle wyjaśnienie, że „no przecież oni tam są zawaleni robotą”. No przepraszam. A ja to nie jestem zawalony? Jak mają za mało sędziów w stosunku do ilości pracy do wykonania to niech postarają się o nowy etat, ogłoszą o wolnym stanowisku, przeprowadzą prawidłowo konkurs i wyświęcą nowego okręgowego. Bo takie porywanie ludzi z rejonu bez oglądania się na to, że oni też mają swoją robotę to zwykłe kłusownictwo. A oczekiwanie, że ów delegowany będzie czuł się zaszczycony faktem, że będzie mógł pooddychać tym samym powietrzem co sędziowie okręgowi (i za darmo odwalić za nich ich robotę) to przejaw totalnej „pałacowej” megalomanii. Czy naprawdę nie można raz na zawsze skończyć z zasadą, że jak okręg się „zapycha” to się deleguje kogoś z rejonu, a jak przez to rejon się zapycha to przysyła się wizytatora, żeby pogonił tych nierobów?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Można by długo pisać o chorej instytucji delegowania sędziów do sądów wyższej instancji. Warto chociażby zwrócić uwagę na to, że wnoszący apelację mają prawo liczyć na to, że rozpozna ją sędzia sądu okręgowego, a nie jakiś wzięty z łapanki SSR-delek. Podobnie, gdy wnosi się sprawę do sądu okręgowego to winna być ona rozpoznana przez sędziego sądu okręgowego a nie SSR-delegowanego do sądu okręgowego. Instytucja delegacji, a zwłaszcza tzw. delegacji stałej to także nic innego jak tylko obejście przepisów o drodze awansu sędziów. To mianowanie de facto sędziów sądów okręgowych przez Ministra Sprawiedliwości bez jakiegokolwiek konkursu czy też oceny dotychczasowej pracy i poza wszelką kontrolą według sobie tylko znanych kryteriów. W dodatku taki delegowany „na stałe” sędzia często siedzi latami w okręgu ale formalnie widnieje „na stanie” swojego sądu rejonowego. To znaczy, że blokuje etat, jest uwzględniany w statystyce, a inni robią za niego. Jego okręgowy stołek jest zaś mocno chwiejny, bo taki SSR de facto SSO może stać się z powrotem zwykłym SSR gdy tylko Pan Minister tak postanowi. Minister ma zatem w rękach zarówno dużą marchewkę w postaci możliwości przyznania faktycznego awansu (także płacowego) i solidny kij w postaci możliwości nie przedłużenia delegacji, czy wręcz jej cofnięcia. A gdy polityk ma w ręku kij na sędziego, to obywatele powinni się bać. Bo nic nie stoi na przeszkodzie temu, by jakiś ministerialny urzędas dał sędziemu telefonicznie do zrozumienia, że albo wyda wyrok zgodny z wolą ministra, albo może pożegnać się z delegacją. A sędzia jest tylko człowiekiem, i to niekoniecznie gotowym do poświęcenia swego dobra dla dobra wyższego... zwłaszcza, gdy owo poświęcenie rzadko kiedy jest doceniane przez "naród".&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-8311059609099057832?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/8311059609099057832/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/04/kusownictwo.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/8311059609099057832'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/8311059609099057832'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/04/kusownictwo.html' title='Kłusownictwo'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-1484514440480909100</id><published>2011-04-18T20:08:00.000+02:00</published><updated>2011-04-18T20:08:44.114+02:00</updated><title type='text'>Skargi</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jakiś czas temu Pan Minister był uprzejmy ogłosić, że sądy działają bardzo źle, o czym świadczy olbrzymia ilość skarg jakie do niego wpływają. A on zatroskany (przed wyborami) losem obywateli tego pięknego kraju za punkt honoru postawił sobie zrobienie z tym porządku. Więc należy wprowadzić oceny sędziów, wzmocnić nadzór ministra nad sądami i ogólnie dobrać się do tych niedouczonych nierobów w togach. Wszystko to pięknie ładnie, gdyby nie to, że pan minister „zapomniał” podać jaka część owych skarg wniesiona została przez ludzi, którzy zamiast pogodzić się z tym że przegrali (albo wnieść przewidziany prawem środek odwoławczy) napisali na sędziego skargę. Bo niestety nadal pokutuje w społeczeństwie przekonanie, że jak „urząd” nie daje nam tego co byśmy chcieli, to trzeba napisać skargę do kierownika. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Odpisywanie na te „skargi”, co z uwielbieniem acz bezprawnie czyni szanowne Ministerstwo Statystyki, tylko utrwala ten stan, kreując postać Pana Ministra, jako dobrego cara do którego można wnieść skargi na złych urzędników. Może i wygląda to dobrze medialnie, ale nie zmienia to faktu, że Pan Minister nie ma prawa rozpatrywać tych skarg na sądy, które nie dotyczą kwestii administracyjnych, bo żaden przepis nie przewiduje tego rodzaju „środka odwoławczego”. Sprawowany przez niego jako polityka (osobiście i przez podległych mu ministerialnych „sędziów”) nadzór „administracyjny” nie ma prawa ingerować w treść wydanych przez sąd orzeczeń, a w żadnym wypadku nie ma prawa dokonywać oceny ich zgodności bądź niezgodności z prawem. Od tego jest nadzór judykacyjny sprawowany przez sądy wyższej instancji. Minister nie ma też prawa wnoszenia jakichkolwiek środków odwoławczych ani wzruszania prawomocnych orzeczeń, nie ma także prawa wydawania sędziom poleceń co do tego jakie orzeczenie powinni wydać. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na ten temat dość już jednak napisano. Aby się nie powtarzać poprzestanę na umieszczeniu to paru nie ocenzurowanych cytatów ze skarg i pism, także wpływających do ministerstwa, które różnymi drogami trafiły do mnie. Zachowano oryginalną pisownię, terminologię i słownictwo. Bez cenzury. Wszak w vox populi należy się wsłuchiwać uważnie. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;„kieruję skargę do Pana Ministra na to jak polskie kurwy sądowe z polską policją dyskryminują naród i mnie”&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;„żądam natychmiastowego zwolnienia tego bandyty-sędziego z pracy, odebrania mu emerytury i wyznaczenia do osądzenia mojej sprawy uczciwej sędziny-kobiety”&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;„ten żydowski nazista-rasista z żelbetowym mózgiem prześladuje Polaka-goja-patriotę (mnie)”&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;„wyrok ten świadczy o tym, że sąd uczestniczy w zorganizowanym procederze mordowania lokatorów mieszkań spółdzielczych.”&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;„Nie życzę sobie aby moją sprawę rozpoznawał jakiś dzieciak, który pod tą togą jeszcze szczy w gacie”&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Skargi, z których owe cytaty pochodzą zaliczono zapewne do owych 100.000 skarg, których wniesienie miało świadczyć o tym, że sądy źle działają, a zatem sędziowie powinni być oceniani, minister musi mieć nad nimi kontrolę, a tak w ogóle to trzeba ich zagonić do roboty. Są to oczywiście przypadki skrajne i niereprezentatywne, bo przeważająca większość nie zawiera aż tak „barwnych” sformułowań. Niezależenie jednak od ich formy wszelkie wnoszone do ministerstwa „skargi”, które dotyczą toku postępowania lub treści wydanych orzeczeń winny być albo kierowane wprost do akt sprawy, której dotyczą, albo odsyłane wnoszącemu z informacją, że minister nie jest kompetentny do ich rozpoznania. A że nie jest kompetentny do ich rozpoznania to i nie powinien udzielać na nie odpowiedzi. A skoro nie powinien udzielać na nie odpowiedzi to powinien oduczyć się żądania od sądów wyjaśnień dlaczego zapadło takie a nie inne orzeczenie które się „obywatelowi” nie spodobało. A wtedy można by skierować do pracy orzeczniczej całkiem sporą grupę „sędziów-urzędasów” którzy dekują się w ministerstwie i zajmują wyłącznie odpisywaniem na skargi pieniaczy i frustratów oraz zawracaniem sądom głowy żądaniami przedstawienia obszernego tłumaczenia dlaczego sąd zrobił to, co zrobił. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-1484514440480909100?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/1484514440480909100/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/04/skargi.html#comment-form' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/1484514440480909100'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/1484514440480909100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/04/skargi.html' title='Skargi'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-8753367670680838284</id><published>2011-04-02T18:53:00.000+02:00</published><updated>2011-04-02T18:53:16.835+02:00</updated><title type='text'>Bankowce</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po niedawnym orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego w sprawie wyciągów z ksiąg bankowych znów pod lupą znalazły się Bankowe Tytuły Egzekucyjne. Inaczej mówiąc wyroki wydawane przez banki we własnej sprawie, którym sąd nadaje tylko klauzulę wykonalności. Dłużnik (bądź osoba uważana przez bank za dłużnika) dowiaduje się od wszystkim dopiero od komornika, jak ten mu wejdzie na pensję albo zajmie konto w banku. Często wtedy następuje wielka konsternacja, bo jak ów człowiek zażąda okazania mu „wyroku” to dowie się, że sąd jakiś czas temu wydał postanowienie, i to z jego udziałem. Niektórzy nie rozumieją przy tym, że „z udziałem” to nie to samo co „w obecności" i wypisują później skargi i zawiadomienia do „wszystkich świętych”. Że to jest kłamstwo co napisano, że sędzia sfałszował wyrok, poświadczył nieprawdę, albo że ktoś się pod nich podszywał, bo oni przecież na żadnej sprawie o te pieniądze nie byli. Niektórych ciężko też przekonać, że to, że zostali "skazani" bez  rozprawy to nie jest ani przejaw spisku sądów z bankami ani też koronny dowód na to, że sędzia został przekupiony żeby bezprawnie pozbawić ich majątku. Bo sędzia tak w zasadzie to nie ma tu nic do gadania...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Za każdym razem, gdy pada pomysł likwidacji BTE pojawiają się kontrargumenty, że jest to niezbędne dla zapewnienia bezpieczeństwa systemu bankowego, że banki przecież pożyczają pieniądze klientów więc muszą mieć możliwość ich sprawnego odzyskania. No i oczywiście sztandarowy argument, że przecież BTE wydawane są tylko wtedy, gdy klient się na to zgadza. Zatrzymując się w tym momencie warto jednak zwrócić uwagę na to, że bank owszem wystawia BTE za zgodą swego klienta, tyle tylko, że ów klient ma do wyboru albo wyrazić zgodę albo zrezygnować z kredytu. Owszem w ramach „ochrony praw” w umowie musi być określony termin, do którego taki tytuł można wystawić i&amp;nbsp;maksymalną kwotę, która może być na jego podstawie wyegzekwowana. Tyle tylko, że i jedno i drugie ustala bank, tak więc termin zwykle odpowiada okresowi przedawnienia ewentualnego długu, a kwota jest brana „z sufitu”. Nie ma żadnych wytycznych określających ile ma ona wynosić. Niektóre banki „uczciwie” ustalają ją na dwu, czy trzykrotność kwoty kredytu, ale bywa i tak, iż by otrzymać 3.000 zł pożyczki trzeba się poddać egzekucji do kwoty 100.000 zł. Tak więc całe to „ograniczenie” jest nic nie warte.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gdy widzi się coś takiego to od razu zapalają się w głowie kontrolki z napisem „wzór umowy” i „klauzula niedozwolona”. No bo skoro są narzucone, nie podlegają w praktyce negocjacji i sprowadzają się w zasadzie do zrzeczenia się prawa do sądu to z pewnością są one abuzywne w odniesieniu do konsumenta. Może i racja, ale co z tego, skoro sąd nie ma prawa tego badać w postępowaniu o nadanie klauzuli wykonalności? Sąd nie ma nawet prawa badać, czy klient faktycznie jest dłużny tyle ile w tytule wpisano, sprawdza tylko, czy klient zgodził się na piśmie na wystawienie BTE i czy ten dług wynika z&amp;nbsp;umowy z bankiem. Jeżeli tak to nie pozostaje nic innego jak tylko nadać klauzulę. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Innym argumentem, podnoszonym zresztą także w dyskusji o wyciągach z ksiąg, jest to, że bankowi można ufać, no bo jest to poważna instytucja finansowa, ona podlega audytom, i można mieć pewność, że wszystko się tam zgadza co do grosza. Więc wystarczy, że bank powie, że jakaś kwota mu się należy, nie ma potrzeby jakiegoś szczególnego udowadniania tego faktu. No cóż, może i faktycznie w banku pieniądze się zgadzają z dokładnością do setnej części grosza. Ale czy to oznacza, że wszystko co zapisano klientowi po stronie „winien” jest zgodne zawartą umową? Co jakiś czas czytamy historie jak to bank nalicza sobie różne dziwne opłaty i kary nie wiadomo z czego wynikające. Pewnego razu widziałem sprawę, w której bank był uprzejmy bezzasadnie wypowiedzieć umowę i naliczyć odsetki karne, po czym z wypowiedzenia się wycofał ale odsetki zostały. Innym razem uznał, że klient otrzymał kiedyśtam nienależny zwrot prowizji, więc dopisał mu tę kwotę do rachunku karty kredytowej. Jeszcze innym razem bank najpierw wykonał zajęcie komornicze w ten sposób, że przelał pieniądze, których nie było robiąc w ten sposób debet na rachunku, po czym naliczył jeszcze od tego debetu odsetki karne. Księgowo wszystko się zgadzało... więc wystawiono BTE i nadano im klauzule wykonalności. I rzekomi dłużnicy musieli na własny koszt udowadniać, że nic nie są bankowi winni.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na zakończenie przytoczę pewną anegdotkę... gdy jako aplikant pisałem dziesiątki i setki projektów postanowień w sprawach o nadanie klauzuli wykonalności BTE to tłumaczono mi, że jedyne co mam robić, to prawidłowo przepisać dane stron, numer tytułu, datę wydania i kwotę ograniczenia egzekucji. No bo przecież oni tam w banku wszystko dokładnie sprawdzają, bo u nich wszystko musi się zgadzać co do grosza. I tę naukę przekazywałem kolejnym aplikantom nad którymi sprawowałem patronat. Ale jakiś czas temu pewien aplikant, po otrzymaniu wstępnego instruktażu w sprawie pisania klauzul na BTE, zapytał mnie w jaki sposób ma weryfikować prawidłowość kwot&amp;nbsp; podanych w BTE. Bo jego szef w banku mówił mu, że przy wypisywaniu BTE nie musi tego wszystkiego aż tak dokładnie sprawdzać, bo sąd i tak to musi zbadać i w razie czego poprawi.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;- - -&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;A poza tym uważam, że obowiązek doręczenia pozwanemu odpisu pozwu powinien spoczywać na powodzie.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-8753367670680838284?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/8753367670680838284/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/04/bankowce.html#comment-form' title='Komentarze (20)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/8753367670680838284'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/8753367670680838284'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/04/bankowce.html' title='Bankowce'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>20</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-8650673456277479051</id><published>2011-03-29T19:00:00.000+02:00</published><updated>2011-03-29T19:00:13.258+02:00</updated><title type='text'>Fukushinobyl</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Awaria elektrowni atomowej Fukushima Daichii w następstwie zniszczenia przez tsunami awaryjnego zasilania systemów chłodzenia spowodowała wzrost popytu na płyn Lugola i&amp;nbsp;jodynę. Bo ktoś tam gdzieś powiedział, że nad Polskę nadlatuje radioaktywny jod, cez, stront, uran, i jeszcze parę innych. Płyn Lugola teoretycznie chroni przed kumulowaniem się w tarczycy radioaktywnego jodu, natomiast nie wiem do czego miałaby służyć w tym przypadku jodyna. Najlepszym jej zastosowaniem, biorąc pod uwagę rzeczywiste rozmiary „zagrożenia”, byłoby chyba użycie jej do napisania sobie na czole „dureń”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeżeli jednak ktoś naprawdę obawia się nadlatujących ze wschodu promili to nie powinien poprzestać na smarowaniu się jodyną, tylko zabrać się do sprawy porządnie i podjąć działania konieczne dla zapewnienia sobie i swojej rodzinie możliwości przetrwania opadu radioaktywnego. Co wcale nie jest takie trudne, chociaż wymaga solidnego przygotowania. Po pierwsze należy znaleźć w domu odpowiednie pomieszczenie, które posłuży za schron przed opadem radioaktywnym. Najwyższy poziom ochrony zapewni piwnica, a jeżeli w budynku w którym mieszkamy jej nie ma to należy wybrać pomieszczenie na parterze, maksymalnie oddalone od dachu i ścian zewnętrznych budynku i takie, które ma tylko jedną ścianę zewnętrzną. W budynkach wielopiętrowych, o ile nie ma możliwości zorganizowania schronu w piwnicy, stosuje się takie same zasady, z ta różnicą, że schronu nie powinno się umieszczać na dwóch ostatnich piętrach budynku. Budynki parterowe, lub prefabrykowane, o lekkiej konstrukcji ścian nie zapewniają dostatecznej ochrony przed promieniowaniem opadu radioaktywnego i konieczne będzie znalezienie innych rozwiązań, czy to poprzez porozumienie się z osobami mieszkającymi w budynkach lepiej chroniących przed promieniowaniem, czy też poprzez wybudowanie osobnego specjalnego schronu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://1.gvt0.com/vi/N_pX-qOAULk/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/N_pX-qOAULk&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266" src="http://www.youtube.com/v/N_pX-qOAULk&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Przez dwa pierwsze dni aktywności opadu emitowane promieniowanie jest bardzo silne. Konieczne jest zatem wybudowanie wewnątrz schronu dodatkowego wewnętrznego ukrycia zaopatrzonego w osłonę z&amp;nbsp;ciężkich materiałów. Najprostszym sposobem jest oparcie o wewnętrzną ścianę kilku par drzwi, zabezpieczonych przez obsuwaniem się przy pomocy listwy przybitej do podłogi, tak by pomiędzy nimi a ścianą pozostała przestrzeń, w której można będzie się ukryć. Następnie na tych drzwiach należy ułożyć jak najwięcej ciężkiego materiału. Mogą to być worki z piaskiem lub ziemią (a jeżeli nie mamy worków – walizki, torby, poszewki na poduszki itp.), a także cegły, bloczki betonowe, książki, a w ostateczności nawet ciasno zwinięte ubrania. Do budowy ukrycia można wykorzystać także mocne stoły oraz szafy lub schowki pod schodami, za każdym razem muszą one jednak być odpowiednio osłonięte przed promieniowaniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://2.gvt0.com/vi/VmuJqKopEm4/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/VmuJqKopEm4&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266" src="http://www.youtube.com/v/VmuJqKopEm4&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Zwykłe promieniowanie opadu radioaktywnego szybko słabnie i po dwóch tygodniach jego poziom wynosi zaledwie jedną tysięczną pierwotnego poziomu. Promieniowania nie można jednak ani zobaczyć ani wyczuć, tak więc nigdy nie będziemy wiedzieć na pewno czy na zewnątrz jest bezpiecznie. Dlatego musimy polegać na informacjach podawanych przez specjalistyczne służby dysponujące odpowiednimi urządzeniami pomiarowymi, które będą w stanie w sposób kompetentny określić kiedy będzie można bezpiecznie opuścić schrony... i czy w ogóle jest sens się do nich chować.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-8650673456277479051?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/8650673456277479051/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/03/fukushinobyl.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/8650673456277479051'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/8650673456277479051'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/03/fukushinobyl.html' title='Fukushinobyl'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-2317125766549599988</id><published>2011-03-24T16:46:00.001+01:00</published><updated>2011-03-24T17:23:54.655+01:00</updated><title type='text'>Pisz pan na Berdyczów!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zarzucono mi ostatnio, że staję się monotematyczny. Że ciągle tylko piszę o doręczaniu i&amp;nbsp;o tym, że doręczać pozwy powinni adwokaci. No cóż, o pewnych rzeczach po prostu trzeba mówić na okrągło, żeby niektórzy sobie uświadomili gdzie tkwi problem. A&amp;nbsp;problemem jest to, że zbyt często podaje się sądowi błędne adresy pozwanych, świadków czy innych osób lub instytucji. A przez to sądy muszą wykonywać szereg zbędnych czynności, ponoszą koszty doręczeń, postępowania trwają dłużej niż powinny.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Najczęściej jest to spowodowane (a przynajmniej mam taką nadzieję) tym, że powód (czy jego pełnomocnik) bezkrytycznie przepisał adres z listy kupionych wierzytelności tudzież z umowy sprzed pięciu czy dziesięciu lat i nie zadał sobie trudu by sprawdzić, czy adres ten nadal jest aktualny. To jeszcze można by wybaczyć, gdyż teoretycznie można by przyjąć, że nie miał on powodu by sądzić, iż ten adres się zmienił. Choć nadal uważam, że powinno się pozywać człowieka, a nie pozycję w wykazie i przed wniesieniem pozwu sprawdzić chociażby tyle, czy dłużnik nadal żyje a jego dom nadal stoi. Czasami jednak zauważam coś znacznie gorszego - podawanie sądowi adresów, co do których powód ma uzasadnione powody, by podejrzewać, że są nieaktualne. Albo wręcz takich, co do których wie on, że nie jest to prawdziwy adres dłużnika.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;u&gt;Przykład pierwszy:&lt;/u&gt; powództwo pewnej firmy telefonokomórkowej o zapłatę paru faktur i kary za zerwanie umowy. Nakaz zapłaty wraca z adnotacją „adresat wyprowadził się”. Na wezwanie do wskazania aktualnego adresu powód przesyła kopię pisma pozwanego, datowanego trzy lata wcześniej, w którym pozwany zawiadamia go o&amp;nbsp;zmianie adresu i&amp;nbsp;podaje nowy adres. Skoro zatem powód od dawna wiedział, że pozwany zmienił adres to dlaczego w pozwie podał nieaktualny adres wzięty z umowy? Nawiasem mówiąc to postępowanie w tej sprawie, po wniesieniu przez pozwanego sprzeciwu skończyło się oddaleniem powództwa jako bezzasadnego. Czyżby ktoś liczył na to, że nakaz uprawomocni się „na awizie”? &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;u&gt;Przykład drugi: &lt;/u&gt;powództwo gminy o wydanie pomieszczenia (jakiegoś tam magazynu czy garażu) i zapłatę wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z niego. Wraz z nim złożono mnóstwo papieru dotyczącego prawa do nieruchomości, zajmowania go przez pozwanego, ustalenia opłaty itp. Wszystkie pisma kierowane do pozwanego były zwrócone jako podwójnie awizowane nie podjęte w terminie. Skąd więc przekonanie powoda, że pozwany właśnie tam mieszka? W zasadzie z przedłożonych dokumentów nie wynikało skąd powód wziął akurat ten adres. Adres zresztą – jak się okazało przy próbie doręczenia odpisu pozwu – błędny, bo przesyłka wróciła z adnotacją "adresat nieznany pod tym adresem". I na co więc liczył pełnomocnik powoda, czyżby na wyrok zaoczny uprawomocniony „na awizie”?&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;u&gt;Przykład trzeci: &lt;/u&gt;powództwo firmy leasingowej o zapłatę sumy z weksla gwarancyjnego. Kilkanaście tysięcy złotych niedopłaty po zakończeniu umowy. Wraz z pozwem złożono weksel, podano adresy wystawcy i poręczyciela (mąż i żona) i dołączono skierowane do pozwanych zawiadomienia o wypełnieniu weksla. Zwrócone przez pocztę z adnotacją „adresat nie mieszka”. Dołączono też wezwania do zapłaty. Zwrócone przez pocztę z adnotacją „adresat nieznany”. I w tym miejscu należy zapytać: skoro powód wie, że ten adres jest nieaktualny, to dlaczego podaje go sądowi jako adres pozwanego? Na co liczy, na to, że sąd tego nie zauważy? Że tym razem listonosz nie zastanie nikogo w domu i&amp;nbsp;zostawi awizo? A po drugim awizie się uprawomocni? &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;u&gt;Przykład czwarty: &lt;/u&gt;wniosek pewnego banku o wyjawienie majątku przez pewnego nieudanego przedsiębiorcę Wniosek ów uzasadniany był tym, iż postępowanie egzekucyjne zostało umorzone przez komornika z powodu jego bezskuteczności, i wierzyciel potrzebuje ustalić majątek dłużnika. Po zajrzeniu do akt komorniczych okazało się, że egzekucja była bezskuteczna, ponieważ dłużnik nie zamieszkuje ani nie prowadzi działalności pod adresem widniejącym rejestrze przedsiębiorców, a jego nowego adresu nie ustalono. Że dwa lata temu sprzedał ten dom żeby spłacić długi. To wszystko było wyraźnie napisane w uzasadnieniu postanowienia komornika o umorzeniu postępowania, co nie przeszkadzało pełnomocnikowi banku napisać, że dłużnik zamieszkuje właśnie pod tym adresem. Tu już nie wiem na co on liczył, przecież przy wyjawieniu majątku nawet podwójne awizowanie nic nie da, bo dłużnik musi fizycznie się stawić i złożyć przyrzeczenie że to jest prawda. Bez ustalenia gdzie on jest nic nie da się zrobić. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dlatego do znudzenia będę powtarzał, że obowiązek doręczenia odpisu pozwu winien spoczywać na powodzie. Jeżeli zaś to rozwiązanie wydaje się komuś zbyt ekstremalne, to alternatywnie można by zastrzec w ustawie, iż świadome, bądź wskutek niedbalstwa podanie sądowi nieprawdziwego adresu pozwanego kończy się zwrotem pozwu, przepadkiem wpłaconej opłaty i grzywną dla tego, kto pod tym pozwem się podpisał za próbę wprowadzenia sądu w błąd. Może wtedy powodowie (i ich pełnomocnicy) oduczą się podawania sądowi niesprawdzonych, wątpliwych, albo wprost nieprawdziwych adresów pozwanych. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-2317125766549599988?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/2317125766549599988/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/03/pisz-pan-na-berdyczow.html#comment-form' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/2317125766549599988'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/2317125766549599988'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/03/pisz-pan-na-berdyczow.html' title='Pisz pan na Berdyczów!'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-1752524824317144009</id><published>2011-03-19T20:08:00.000+01:00</published><updated>2011-03-19T20:08:55.487+01:00</updated><title type='text'>Fikcja</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Praktycznie każdego tygodnia otrzymuję pisma, wnioski, skargi, zażalenia, apelacje od osób które są oburzone, zbulwersowane, zdegustowane faktem że komornik zajął im pensję. Domagają się wstrzymania egzekucji, zwrotu pieniędzy, zaprzestania nękania ich a ponad wszystko wyjaśnienia jakim prawem ich skazano i przeproszenia za naruszenie ich konstytucyjnych praw. Bo oni nigdy na żadnej rozprawie nie byli, bo nigdy nie dostali żadnego wezwania, bo nigdy nie mieli długu wobec tej firmy, bo od lat pod tym adresem nie mieszkają, bo to jest wszystko skandal, i oni o tym napiszą do Pana Tuska. I do ministra. I oczywiście do Pana Sztrazburga.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Skąd to wszystko się bierze? Ano z tego, że wydany przeciwko nim nakaz zapłaty (tudzież wyrok zaoczny) uprawomocnił się „na awizie”. To znaczy, że wysłana przez sąd przesyłka zawierająca ów nakaz, nie została przez adresata odebrana pomimo dwukrotnego awizowania przez pocztę jej nadejścia, i została zwrócona jako nie podjęta w terminie. A&amp;nbsp;wówczas, w myśl art. 139 §1 kpc przyjmuje się fikcję doręczenia pisma z dniem w którym upłynął termin do odbioru pisma w urzędzie pocztowym. I od tego dnia biegnie termin do wniesienia sprzeciwu od nakazu zapłaty, a gdy on upłynie na nakaz może zostać nadana klauzula wykonalności, z którą powód może pójść do komornika i wyegzekwować zasądzoną kwotę. A dłużnik dowie się o wszystkim dopiero gdy komornik zajmie mu konto. Albo pensję. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Winą za to wszystko zwykle obciąża się zły sąd i leniwych,  skorumpowanych sędziów. No bo przecież jak komornik mógł kogoś znaleźć  to mógł to zrobić i sąd, ale pewnie mu się nie chciało. Tyle tylko, że  przy uznawaniu nakazów za prawomocne sąd nie ma praktycznie żadnej  możliwości ustalenia, czy adres podany przez powoda jest prawidłowy.  Wszystko zależy tak naprawdę od łutu szczęścia i od tego jak bardzo  poważnie doręczyciel podchodzi do swej pracy. Bo jeżeli on nie zastanie  pod&amp;nbsp; podanym adresem nikogo, kto by mu powiedział, że adresat tu nie mieszka, albo ograniczy się do wrzucenia do skrzynki awiza to i  sąd też się nie dowie, że adres jest niewłaściwy. A jeżeli z adnotacji  doręczyciela nie wynika, że adres jest błędny to i nie ma powodu by nie  uznać przesyłki za prawidłowo doręczoną. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oczywiście doręczenie „przez awizo” jest skuteczne tylko wtedy, gdy adres na który wysłano pismo jest faktycznie adresem zamieszkania pozwanego. Jeżeli zatem adres na który wysłano odpis nakazu zapłaty był błędny to znaczy, że nie został on skutecznie doręczony, a zatem nie rozpoczął jeszcze biegu termin do wniesienia sprzeciwu, a więc nakazu nie można uznać za prawomocny no i nie można na jego podstawie prowadzić egzekucji. Cóż jednak z tego, że sąd po ustaleniu tego faktu uchyli klauzulę wykonalności, przyjmie sprzeciw, rozpozna go i nawet oddali powództwo, stwierdzając, że dług jest przedawniony, został dawno spłacony albo nigdy nie istniał. Mleko się rozlało, komuś zajęto konto, przez co nie mógł uregulować ważnego zobowiązania, co z kolei skutkowało zerwaniem bardzo korzystnej umowy. Komuś zajęto pensję, co podważyło jego wiarygodność w oczach pracodawcy i skutkowało utratą szansy na awans. Komuś odmówiono udzielenia kredytu na zakup wymarzonego mieszkania, bo bank dostał zawiadomienie o zajęciu rachunku bankowego. Mnóstwo małych tragedii, do których wcale nie musiało dojść. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czy to jest zgodne z prawem? W opinii Sądu Najwyższego tak. Czy jest zgodne z konstytucją? Zdaniem Trybunału Konstytucyjnego tak. Czy to jest uczciwe? To już każdy powinien sobie odpowiedzieć we własnym zakresie. Niewątpliwie możliwość doręczania „przez awizo” pierwszego pisma w sprawie ułatwia życie powodowi, bo nie pozwala pozwanemu na unikanie procesu poprzez proste nie przyjmowanie poczty. Problemem jest niestety to, że możliwość ta jest poważnie nadużywana, zwłaszcza przez panów mecenasów-pełnomocników „seryjnych” powodów, którzy nagminnie wnoszą powództwa nie przeciwko osobom, lecz przeciwko pozycjom na liście kupionych wierzytelności. Podają więc adresy, które widnieją na owej liście bez jakiegokolwiek zastanowienia, czy owe adresy są prawdziwe, czasem nawet bez sprawdzenia, czy to co widnieje na owej liście jest zgodne z tym co było w umowie, z której owa kupiona przez nich wierzytelność ma wynikać. Pewnego razu pewien pan mecenas pełnomocnik pewnego funduszu sekujakiegośtam przyznał mi się bez żenady, że oni żadnych faktur ani umowy nie mają, bo oni kupili tylko „pakiet wierzytelności” więc wnosi, żeby sąd zwrócił się do pierwotnego wierzyciela o ich przedstawienie. Nawiasem mówiąc po zapoznaniu się z owymi dokumentami okazało się, że dłużnikiem wcale nie jest pan Henryk, tylko pani Henryka.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cóż zatem należy zrobić? Moim zdaniem jest tylko jedno rozwiązanie – obowiązek&amp;nbsp; bezpośredniego doręczenia pozwu pozwanemu, i to nie przez sąd, a przez powoda. Oczywiście rzeczywistego doręczenia, a nie przez podwójne awizo na adres wzięty z pozycji 736 załącznika&amp;nbsp; nr 4 do umowy przelewu wierzytelności. Może wtedy panowie seryjni mecenasi (i panie też) oduczą się podawania sądowi nieaktualnych adresów pozwanych i wnoszenia pozwów przeciwko zmarłym albo nieistniejącym osobom. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-1752524824317144009?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/1752524824317144009/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/03/fikcja.html#comment-form' title='Komentarze (31)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/1752524824317144009'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/1752524824317144009'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/03/fikcja.html' title='Fikcja'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>31</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-7137937023369417061</id><published>2011-03-14T20:26:00.000+01:00</published><updated>2011-03-14T20:26:47.103+01:00</updated><title type='text'>Trupi sąd</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pewnego razu dostałem do rozpoznania wniosek o zasiedzenie nieruchomości. Jak to zwykle bywa ilość uczestników takiego postępowania była dość duża, bo obejmowała wszystkich spadkobierców ostatniego, przedwojennego właściciela, a on miał szóstkę dzieci, i dwa razy tyle wnuków. Ich nazwiska i adresy pan mecenas podał we wniosku wnosząc o doręczenie im odpisów wniosku, co też przewodniczący w mojej osobie zarządził uczynić. Po tygodniu do akt wpłynęło pismo jednej z uczestniczek, która już na wstępie poinformowała sąd, iż&amp;nbsp;w&amp;nbsp;zasadzie nie ma sensu czekać na zajęcie stanowiska przez pozostałych uczestników, bo jeden od trzydziestu lat mieszka w Australii, jeden od dawna nie mieszka pod tym adresem, a jeden to nie on tylko ona. A pozostałych dziewięć osób już nie żyje – niektórzy od ponad dwudziestu lat - a ich adresy podane przez pana mecenasa są podwójnie nieaktualne, bo nie tylko adresaci nie żyją, ale i same domy, których adresy wskazano zostały parę lat temu wywłaszczone i zburzone w związku z budową obwodnicy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W tym momencie sąd (czyli ja) powinien walnąć pięścią w stół, zwrócić cały wniosek panu mecenasowi, nakładając jednocześnie na niego porządną grzywnę za kpiny z sądu i marnowanie czasu sędziego. Ale niestety trzeba było wyręczyć pana mecenasa i poszukać tych wszystkich spadkobierców, pościągać akta spraw i akta stanu cywilnego. No bo przecież w postępowaniu nieprocesowym to sąd ma obowiązek wszystko ustalić. Tak więc wdrożyłem dość długie śledztwo celem odnalezienia właściwych spadkobierców . Pan mecenas mnie w tym wspierał przysyłając co chwilę wnioski o wyznaczenie rozprawy i o przyspieszenie rozpoznawania sprawy. Jakoś chyba nie zauważył, że dopóki nie wiem kogo sprawa dotyczy dopóty&amp;nbsp; nic nie mogę w niej zrobić. Co też wyraźnie napisałem w wyjaśnieniach jakie kazano mi złożyć po tym jak pan mecenas napisał skargę na przewlekłość postępowania, bo sprawa wpłynęła ponad rok temu a do chwili obecnej nie odbyła się ani jedna rozprawa. Może i fakt, że postępowanie trwało długo, ale niestety na liście biegłych nie mamy biegłego nekromanty, za pośrednictwem którego można by wezwać na rozprawę wskazanych przez pana mecenasa uczestników i przesłuchać ich "na okoliczność wniosku o zasiedzenie".&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Takie „trupie sprawy” to wcale nie jest tak rzadkie zjawisko, o czym świadczy chociażby to, że pewnego razu przygotowałem sobie specjalny druczek zarządzenia by zwrócić się o akt zgonu pozwanego, bo nie chciało mi się w kółko wypisywać tej formułki. Przodują tu zwłaszcza „seryjni” powodowie, a w szczególności te wszystkie Fundusze Sekuratatetyzacytezazynyzacyjaine, czy inni specjaliści od starych nieściągalnych (a czasem nawet nieistniejących) długów. Praktycznie w każdej partii „zwrotek do uznania za doręczone"&amp;nbsp; (jakieś 20&amp;nbsp;dziennie), zwłaszcza tych dotyczących nie doręczonych nakazów zapłaty jest przynajmniej jedna z adnotacją listonosza „adresat zmarł”. A z aktu zgonu okazuje się zwykle, że zmarł na długo przed wniesieniem pozwu. I co wtedy robimy? Ano odrzucamy pozew z powodu braku zdolności sądowej pozwanego. Całe to postępowanie kosztuje Skarb Państwa jakieś 30 zł i to nie licząc czasu pracy sędziego, referendarza, sekretarzy. I te koszty są pokrywane z naszych podatków, bo dobry wujek sąd oddaje w takich przypadkach powodowi całą uiszczoną przez niego opłatę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jaka na to rada? Ano tylko jedna i zawsze ta sama. Wprowadzić zasadę, że to powód ma obowiązek doręczyć pozwanemu odpis pozwu. Może wtedy skończyłoby się kierowanie pozwów według listy kupionych wierzytelności. Może wreszcie zaczęto by pozywać człowieka, a nie pozycję wykazu wierzytelności. A pan mecenas przy okazji mógłby się przy okazji zorientować, że próbuje pozwać zmarłego, nieletniego, ubezwłasnowolnionego, czy wręcz człowieka, który nie istnieje i nigdy nie istniał. Że adres który chce wskazać jako adres pozwanego jest nieaktualny, bo pozwany się wyprowadził, nigdy tam nie mieszkał, budynek został zburzony, nigdy takiego budynku nie było, nie ma takiego miasta "Londyn", brakuje numeru mieszkania, albo numeracja w budynku kończy się na 120. I nie zaśmiecałby sądu sprawami, w których sąd nie ma nic do zrobienia.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-7137937023369417061?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/7137937023369417061/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/03/trupi-sad.html#comment-form' title='Komentarze (38)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/7137937023369417061'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/7137937023369417061'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/03/trupi-sad.html' title='Trupi sąd'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>38</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-9159543122782139080</id><published>2011-03-09T22:44:00.004+01:00</published><updated>2011-03-10T07:07:03.115+01:00</updated><title type='text'>Tempus fugit</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Osoba, która kieruje swą sprawę do sądu oczekuje, że rozpoznający ją sędzia będzie wiedział dokładnie o co w sprawie chodzi, miał jasną wizję jej prowadzenia a w dodatku  pamiętał który świadek co mówił i w  lot wychwytywał niezgodności. Że będzie  miał nie tylko odpowiednią wiedzę prawniczą ale i dostateczną  specjalistyczną wiedzę  techniczną, aby móc zrozumieć przedstawiane mu dowody. Oczekuje  też, że sędzia sprawę rozważy bardzo dokładnie, wyszuka najlepsze  rozwiązanie, które nie tylko będzie zgodne z prawem ale i sprawiedliwe, i które rozwiąże cały spór pomiędzy stronami.  Niestety rzeczywistość sądowa często rozmija się z&amp;nbsp; tymi oczekiwaniami, Bo często jest tak, że czyjąś Najważniejszą Sprawę w Życiu sądzi niewyspany, zrezygnowany sędzia,  który kompletnie nie pamięta o co chodzi w sprawie, nie miał czasu  przeczytać akt, nie bardzo jest na bieżąco z aktualnym orzecznictwem i w  dodatku boi się, że jak wyda wyrok to będzie musiał napisać  uzasadnienie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podczas XVI Sprawozdawczego Zebrania Delegatów SSP „Iustitia” podjęta  została uchwała, w której po raz pierwszy zwrócono uwagę na zasadniczą  wadę systemu sądownictwa, jaką jest całkowite ignorowanie kwestii czasu  potrzebnego sędziemu na prawidłowe wykonywanie ciążących na nim  obowiązków. Od wielu lat przepis stanowiący, że „czas pracy sędziego określony  jest wymiarem jego zadań” jest bowiem rozumiany przez "nadzór" w taki sposób,  że sędzia ma obowiązek wykonać niezwłocznie (czyli od razu) wszystkie nałożone na niego zadania niezależnie od tego ile by ich nie było. A jak tego nie zrobi to znaczy że nie  wypełnia swych obowiązków, i trzeba go zagonić do roboty. Problem w tym, że na wykonanie każdej  czynności, nawet najsprawniejszy i najlepiej zorganizowany sędzia  potrzebuje pewnej minimalnej ilości czasu. Ilość zadań, które jest on w  stanie wykonać każdego dnia, tygodnia, miesiąca jest więc ograniczona i zależy z jednej  strony od czasochłonności zadań na niego nałożonych a z drugiej strony  od ilości czasu jaki można poświęcić na pracę. Gdy ów "wymiar  zadań" przekracza czas dostępny na jego wykonanie aby podołać obowiązkom  (i zadowolić w ten sposób "nadzór") trzeba coś poświęcić. Najpierw  poświęca się więc czas wolny, czas dla rodziny, hobby. Gdy to nie wystarcza  poświęca się czas przeznaczony dotychczas na czynności które nie są  niezbędne dla załatwiania "wymiaru zadań" - na przykład na śledzenie  zmian w przepisach, orzecznictwie, poglądach doktryny. Potem przychodzi  czas, gdy nagle okazuje się, że po zrobieniu wszystkich "pilnych spraw"  nie ma kiedy przeczytać akt przed rozprawą więc kartkuje się je tylko  tuż przed wyjściem na salę rozpraw by zorientować się tylko mniej więcej  o co chodzi. Aż dochodzimy do momentu, gdy nie ma już czasu na nic i  robi się cokolwiek aby pozbyć się sprawy, by mieć ją "z głowy" na parę  miesięcy zanim wróci opinia biegłego, zanim rozpoznane będzie zażalenie  albo nadejdzie kolejny termin rozprawy na który wezwano świadka, którego  wcale nie było potrzeby wzywać, ale w końcu jakiś powód odroczenia  musi być. Bo gdyby oddalić wniosek o przesłuchanie tego świadka to trzeba by od razu zakończyć postępowanie i wydać  wyrok. A wyrok oznacza kolejne uzasadnienie do napisania, na które znowu  trzeba będzie zarwać noc. Przez to sprawy toczą się dłużej, nawarstwiają się i coraz trudniej je ogarnąć. Podejmuje się więc coraz więcej zbędnych czynności&amp;nbsp; co jeszcze bardziej przedłuża postępowania i tak toczy się błędne koło zaległości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jakie jest na to lekarstwo? Na pewno nie są to oceny okresowe, ani nagrywanie rozpraw ani też żaden inny sposób na "usprawnienie" procesów oparty o założenie, że sędziowie to lenie i trzeba ich zagonić do roboty.&amp;nbsp;&amp;nbsp; Ewidentnie bowiem problem nie leży w tym, że sędziowie mogliby pracować więcej ale im się nie chce, ale w tym, że sędziowie nie są w stanie pracować tyle by wykonać wszystkie nałożone na nich zadania. Nie w tym, że sędziowie za mało pracują, a w tym, że mają za dużo do zrobienia.&amp;nbsp; Poganianie, kontrolowanie, nadzorowanie nic tu nie da. Rozwiązanie jest tylko jedno - wprowadzenie limitu spraw, jakie miesięcznie mogą być powierzone sędziemu. Limitu ustalonego na takim poziomie, aby mógł on - zakładając że pracuje sprawnie - podołać im czasie nie dłuższym niż te 8 godzin dziennie, a w tym winien mieścić się czas na dokształcanie, przygotowanie do rozprawy, szczegółową analizę dowodów. A co z resztą spraw, które w tym czasie wpłynęły do sądu? Ano reszta będzie leżała i czekała na swoją kolejkę. Jeżeli zaś komuś nie będzie się podobało, że będzie musiał czekać rok zanim sprawa w ogóle trafi do sędziego to powinien zgłosić pretensje do swojego posła. Może wtedy dwu-władza polityczna zrozumie, że zapewnienie odpowiedniego dostępu do wymiaru sprawiedliwości to także ich obowiązek. A obowiązkiem sędziów jest wydawać dobre, przemyślane wyroki. A nie "załatwiać" jak najwięcej spraw, byle jak, byle szybko, żeby państwo nie musiało płacić odszkodowań za przewlekłość postępowań.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-9159543122782139080?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/9159543122782139080/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/03/tempus-fugit.html#comment-form' title='Komentarze (20)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/9159543122782139080'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/9159543122782139080'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/03/tempus-fugit.html' title='Tempus fugit'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>20</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-4547940090173461377</id><published>2011-03-03T20:21:00.000+01:00</published><updated>2011-03-03T20:21:22.324+01:00</updated><title type='text'>Socjal</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Opisując te wszystkie zakręty wyścigu właściciela lokalu do odzyskania należnego mu słusznie prawa nie napisałem o&amp;nbsp; jeszcze jednej, znacznie poważniejszej przeszkodzie. Przeszkodzie którą w zasadzie trudno nawet nazwać zakrętem, jest to raczej szlaban ustawiony tuż przed metą. A mam na myśli prawo do lokalu socjalnego. Prawo to to kolejny element systemu ochrony Biednych Lokatorów Przed Złymi Kamienicznikami wprowadzony pewnego razu przy okazji udowadniania przez władzę jak to bardzo troszczy się o wyborców. W każdym razie o tych wyborców, którzy bezprawnie zajmują cudze mieszkania. Sprowadza się ono do tego, że w odniesieniu do niektórych takich wyborców nie wystarczy, że przy eksmisji wynajmie się im na miesiąc pokój w hotelu robotniczym, by mogli spokojnie przejść ze stanu (bezprawnego) zamieszkania do stanu spokojnej bezdomności. Gmina musi im „dać” nowe mieszkanie, socjalne, do utrzymania którego będą dokładać się podatnicy. A dopóki gmina nie zaproponuje eksmitowanemu zawarcia z nim umowy najmu lokalu socjalnego dopóty nie będzie można wykonać eksmisji. A że gminy lokali socjalnych nie mają, to oczekiwanie na możność wyrzucenia z lokalu osoby bezprawnie go zajmującej może trwać i kilka lat.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;Decyzja o przyznaniu bądź odmowie przyznania prawa do lokalu socjalnego pozostawiona została sądom, choć nie do końca. Ustawodawca wymienił bowiem w ustawie szereg przypadków, w których sąd musi przyznać prawo do lokalu socjalnego, i nie ma w tym zakresie żadnej swobody. Ów obowiązek dotyczy wprawdzie wyłącznie eksmisji z lokali komunalnych i spółdzielczych, lecz wprowadza on bardzo wyraźną sugestię ustawodawcy co do tego komu sądy winny przyznawać prawo do lokalu socjalnego. Kogóż więc ustawodawca postanowił otoczyć tak wielką troską? Otóż na pierwszej pozycji są kobiety w ciąży i małoletni. Zapewne pisząc te przepisy panowie prawodawcy mieli przed oczami wizję Matki-Polki z trójką malutkich dzieci wyrzucanej na bruk przez złego kamienicznika i postanowili im pomóc. Sęk w tym, że jak zwykle wyszło im co innego niż chcieli. Bo przepis stosuje się tak samo do 7-latka jak i do 17- latka. Jest mowa po prostu o małoletnim. A w dodatku gdy już przyznaje się nu prawo do lokalu socjalnego to takie prawo trzeba przyznać także i jego rodzicom. No bo przecież małoletni nie może być sam najemcą, a wybieranie które z rodziców ma otrzymać prawo do lokalu razem z nim jest w zasadzie równoznaczne z decydowaniem, czy kocha się bardziej tatusia czy mamusię. W rezultacie pozbawienie jakiejkolwiek rodziny z dzieckiem prawa do lokalu komunalnego jest praktycznie niemożliwe – bo nawet jak gmina uzyska orzeczenie nakazujące eksmisję to i tak będzie musiała dać im inne mieszkanie. To samo dotyczy kolejnej „uprzywilejowanej” grupy bezprawnych posiadaczy lokali, to jest bezrobotnych, a dokładnie osób mających status bezrobotnego. To duża różnica, bo bezrobotnym jest człowiek, który nie ma pracy zarobkowej, zaś status bezrobotnego ma ten, który się zarejestruje w Urzędzie Bezrobocia (nie wiadomo dlaczego nazywanym Urzędem Pracy). W efekcie prawo do lokalu socjalnego nie przysługuje bezrobotnemu, który się nie zarejestrował, natomiast przysługuje człowiekowi, który pracuje na czarno, a w urzędzie zarejestrował się, żeby mieć ubezpieczenie. Oznacza to też, że osoba która stara się żyć uczciwie, poszukuje pracy, podejmuje zatrudnienie jest traktowana gorzej niż jakby leżała do góry brzuchem, żyła z zasiłków i pracowała na czarno. Bo gdyby nie poszła do pracy, to sąd musiałby dać lokal socjalny. A tak to tylko może.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W rezultacie działania tych przepisów ochrona praw właściciela stała się fikcją, gdyż zgodnie z przepisami sąd ma obowiązek wstrzymać wykonanie eksmisji – czyli zezwolić pozwanemu na dalsze bezprawne korzystanie z lokalu – dopóki gmina nie znajdzie mu lokalu socjalnego.&amp;nbsp; Gmina zaś jest w jeszcze gorszej pozycji, gdyż w praktyce nie ma możliwości pozbycia się „złego” lokatora. Bo wystarczy że ów lokator zalicza się do jednej z uprzywilejowanych grup a gmina zawsze będzie musiała dać mu mieszkanie. Mieszkanie za które on nie będzie musiał płacić, bo nawet jak go eksmitują za niepłacenie to i tak dadzą mu inny lokal. W praktyce sądowej próbuje się łagodzić te niekorzystne efekty działania złego prawa, na przykład bardzo szeroko interpretując pojęcie „możliwości zamieszkania w innym lokalu, co stanowi przesłankę negatywną przyznania prawa do lokalu socjalnego. Innym pomysłem jest założenie, że przepisy o lokalach socjalnych stosuje się tylko do lokatorów, nie mają więc one zastosowania do osób, które nigdy nie miały prawa do zajmowanego lokalu, bo albo zajęły lokal „na dziko” albo też wprowadziły się (albo urodziły) po wypowiedzeniu najmu. Bez wprowadzenia sensownych zmian ustawodawczych przywracających należną ochronę także i praw właścicieli lokali nie ma szans na poprawę sytuacji.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-4547940090173461377?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/4547940090173461377/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/03/socjal.html#comment-form' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/4547940090173461377'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/4547940090173461377'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/03/socjal.html' title='Socjal'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-9131583483327502395</id><published>2011-02-27T21:26:00.000+01:00</published><updated>2011-02-27T21:26:02.889+01:00</updated><title type='text'>Formuła X</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pisząc o eksmisjach nie sposób jest pominąć innego związanego z nimi problemu, to jest kwestii możliwości uzyskania przez właściciela faktycznej ochrony swego prawa własności. Faktycznej, to znaczy doprowadzenia do stanu, w którym osoba bezprawnie zajmująca lokal opuści go i zabierze wszystkie swoje rzeczy. Bo w końcu po to się występuje o eksmisję by odzyskać lokal, a nie po to, by uzyskać urzędowe potwierdzenie że ten drugi nie ma prawa w nim mieszkać. Pozornie może wydawać się, że nie ma tu żadnego problemu. Sąd wyda wyrok, z wyrokiem idzie się do komornika a ten wygania dzikiego lokatora z mieszkania, wywozi jego meble, a klucze do lokalu oddaje właścicielowi. W praktyce jednak droga do odzyskania swej własności jest długa i&amp;nbsp;wyboista.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Już na wstępie procesu właściciel lokalu jest na przegranej pozycji. Gdyby próbować opisać jego drogę do odzyskania mieszkania jako wyścig Formuły 1 trzeba by powiedzieć, że startuje on z alei serwisowej. Po pierwsze przed wniesieniem powództwa musi on ustalić kto tak faktycznie mieszka w tym lokalu. Bo nie wystarczy obecnie pozwać tylko głównego lokatora, czy też osobę która była najemcą lokalu, trzeba pozwać wszystkich. Zameldowanych i niezameldowanych, pełnoletnich i niepełnoletnich. Bo jeżeli w trakcie procesu okaże się, że w lokalu mieszka jeszcze ktoś to sąd będzie musiał z urzędu wezwać go do udziału w sprawie. A żeby to zrobić wezwie powoda do oznaczenia tej osoby z imienia i nazwiska. Tak więc jeżeli właścicielowi zależy na szybkim odzyskaniu mieszkania to musi najpierw zabawić się w detektywa i przy pomocy dostępnych mu środków ustalić kto tak naprawdę mieszka w należącym do niego lokalu. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Załóżmy że w drodze wywiadu u sąsiadów, skrytej obserwacji lokalu i przy wykorzystaniu szeregu technik operacyjnych udało się właścicielowi ustalić dane osób bezprawnie zajmujących jego lokal i wniósł pozew o eksmisję. Dochodzi do pierwszej rozprawy, podczas której teoretycznie wszystko powinno się skończyć. No bo sprawa jest oczywista, pozwani nie mają prawa mieszkać więc się muszą wyprowadzić, sąd wyda wyrok, komornik go wykona i po sprawie. Ale niestety owa rozprawa to nie jest ostatnia prosta za którą czeka meta w postaci odzyskania lokalu. To dopiero pierwszy zakręt, w dodatku bardzo ostry, nie oznakowany i pokryty plamami oleju. Bardzo łatwo tu wpaść w poślizg i wylądować w żwirowej pułapce. Otóż na owej rozprawie pozwany może oświadczyć, że oprócz osób wskazanych w pozwie w lokalu mieszka jeszcze małoletni wnuczek. Sąd w takiej sytuacji ma obowiązek wezwać owego wnuczka do udziału w sprawie jako pozwanego i zawiadomić o&amp;nbsp;rozprawie jego opiekuna. A tu może się okazać, że żaden z pozwanych nie ma prawa reprezentowania małoletniego. Bo to było tak, że kochana córeczka podrzuciła dzieciaka rodzicom, poszła „w Polskę” i nie wiadomo gdzie jest. Trzeba więc będzie odroczyć rozprawę i zwrócić się o ustanowienie opieki nad dla małoletnim. A na następnej rozprawie może się okazać, że córeczka marnotrawna powróciła do lokalu, tak więc do udziału w sprawie trzeba wezwać także i ją. I niestety nie da się tego zrobić bez odroczenia rozprawy bo niestety nie przyszła z rodzicami do sądu, no bo musi zajmować się dzieckiem. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gdy uda się pokonać i ten zakręt i sąd wyda wreszcie wyrok nakazujący eksmisję pozwanych z lokalu to jeszcze nie koniec wyścigu. Pozwanemu służy oczywiście prawo wniesienia apelacji, i choćby była ona oczywiście bezzasadna musi zostać rozpoznana z&amp;nbsp;pełną pompą i zadęciem. A to, przy pomyślnych wiatrach trwa minimum kilka miesięcy. No ale załóżmy że wreszcie właściciel uzyskał upragniony Tytuł Wykonawczy – wyrok nakazujący pozwanym opuszczenie lokalu opatrzony pieczęcią zaświadczającą iż podlega on przymusowemu wykonaniu przez komornika. Uszczęśliwiony właściciel idzie z nim do komornika... i wpada w kolejny śliski i niebezpieczny zakręt. A nawet dwa.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pierwszy zakręt wynika z tego, że pod hasłami ochrony praw człowieka i takimi tam podobnymi zabroniono wykonywania eksmisji „na bruk” co oznacza, że komornik nie może po prostu wystawić bezprawnie zajmującego lokal razem z meblami na podwórko. Eksmitowany musi otrzymać „pomieszczenie tymczasowe”, które musi mu wskazać gmina albo właściciel lokalu z którego jest on eksmitowany. Inaczej mówiąc jak chcemy, by ktoś wyniósł się z bezprawnie zajmowanego mieszkania musimy mu znaleźć inne mieszkanie. I to w tej samej miejscowości. Załóżmy jednak, że nasz rajdowiec jednak znalazł odpowiednie pomieszczenie i wskazał je komornikowi. Pierwszy zakręt pokonany, ale oto wpadamy w następny. Komornik przychodzi do mieszkania z wszystkimi niezbędnymi kwitami a tu okazuje się, że akuratnie synek pana lokatora wrócił z wczasów we Wronkach-Zdrój i zamieszkał z rodzicami. No a córeczka przyniosła tatusiowi w prezencie kolejnego wnusia. A że przeciwko nim wyroku eksmisyjnego nie ma, to i komornik nie może ich eksmitować, może tylko grzecznie poprosić by dobrowolnie się wyprowadzili. Bo w wypadku eksmisji z lokalu zaspokajającego potrzeby mieszkaniowe dłużnika eksmitować można tylko osoby, przeciwko którym wydano tytuł wykonawczy. Tak więc jedyne co pozostaje naszemu rajdowcowi to jechać dalej... bez gwarancji, że po kolejnym okrążeniu zobaczy kraciastą flagę. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-9131583483327502395?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/9131583483327502395/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/02/formua-x.html#comment-form' title='Komentarze (35)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/9131583483327502395'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/9131583483327502395'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/02/formua-x.html' title='Formuła X'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>35</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-7940896859278799948</id><published>2011-02-23T16:31:00.000+01:00</published><updated>2011-02-23T16:31:18.275+01:00</updated><title type='text'>X-misja</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W poprzednim wpisie napisałem jak to za sprawą wydanego wyroku stałem się nieomal zbrodniarzem przeciw ludzkości winnym pozbawienia wszelkich praw ludzkich, a także – o&amp;nbsp;ile dobrze pamiętam – usiłowania spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. W&amp;nbsp;związku z tym pan „pokrzywdzony” zażądał dla mnie łącznej kary 12 lat pozbawienia wolności, miliona złotych odszkodowania i natychmiastowego pozbawienia mnie urzędu za „sprzeniewierzenie się ideałom Sierpnia ‘80”. Chociaż nie do końca jestem pewien, czy to to akurat on, czy to ten drugi, który twierdził, że mój wyrok narusza jego swobodę sumienia i&amp;nbsp;wyznania, bo teraz nie będzie miał możliwości w godnych warunkach się modlić. Albo ten trzeci, który jednocześnie zarzucał mi działanie z pobudek rasistowskich, antypolonizm, prosemityzm, syjonizm i przynależność do ŻydoKomunoMasonoHomoLiberalnego spisku przeciwko niemu jako Prawdziwemu Polakowi.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Wszystkie te sprawy, w których dopuściłem sie owych straszliwych zbrodni były to sprawy o&amp;nbsp;eksmisję. Nic – poza oryginalnymi poglądami panów pozwanych na kształt otaczającego ich świata - w zasadzie ich nie wyróżniało z&amp;nbsp;dziesiątek i setek podobnych spraw wszczętych po tym jak gmina zaczęła robić porządki w&amp;nbsp;lokalach komunalnych. Wniesiono wtedy wiele pozwów przeciwko osobom, które zajmowały mieszkanie „po babci”, wynajmowały je od „komunalnego” lokatora (oczywiście za rynkową stawkę), „opiekowały się” mieszkaniem znajomego, czy kuzyna, który aktualnie zamieszkał „u rodziny na wsi”, czy też „dowiedziały się że jest wolne mieszkanie” i je sobie po prostu zajęły. Wystąpiono też wtedy o eksmisję tych lokatorów, którym w ciągu ostatnich kilkunastu lat wypowiedziano umowy najmu za nie płacenie czynszu, lecz dotąd ignorowali oni wezwania do wyprowadzenia się. Równolegle wypowiedziano wielu osobom umowy najmu za nie płacenie czynszu, albo za bezprawne podnajmowanie (lub&amp;nbsp;użyczanie) lokalu. A potem wystąpiono o orzeczenie ich eksmisji. No i się zaczęło.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Sama sprawa o&amp;nbsp;eksmisję jako taka jest bardzo prosta. Powód musi wykazać, że mieszkanie jest jego i&amp;nbsp;że&amp;nbsp;pozwany to mieszkanie zajmuje. I tylko tyle. Pozwany z kolei może się bronić twierdząc, że ma skuteczne wobec powoda prawo zajmowania lokalu, na przykład że wstąpił w stosunek najmu po zmarłym najemcy, albo że wypowiedzenie najmu było nieskuteczne z powodu nie dopełnienia wymagać formalnych przewidzianych dla tej czynności. Jeżeli zaś nie wykaże, że ma tytuł prawny do zajmowania lokalu to zostanie eksmitowany. I to niezależnie od tego czy uważa to za sprawiedliwe czy nie, czy ma się gdzie wyprowadzić czy nie, ani też od tego jak długo tam mieszkał, co w tym mieszkaniu wyremontował i jak bardzo jest z nim emocjonalnie związany. Liczy się tylko jedna rzecz: to, czy ma on wynikające z ustawy bądź umowy prawo do korzystania z cudzej własności. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Pojęcie tytułu prawnego do lokalu wydaje się być obce większości pozwanych w&amp;nbsp;sprawach o eksmisję. Gdy pozwany oświadcza podczas rozprawy, iż wnosi o oddalenie powództwa, zwykle pytam go, z czego w takim razie wywodzi swoje prawo do zajmowania lokalu. Odpowiedzią jest zazwyczaj głucha cisza, a gdy zaczynam naciskać to zwykle pada stwierdzenie, że on tę zaległość spłacił. Albo że podpisał ugodę w&amp;nbsp;sprawie spłaty zadłużenia. Albo że podjął pracę i zamierza tę zaległość spłacić. I dziwią się pozwani bardzo, gdy im tłumaczę, że dług muszą spłacić tak czy inaczej, i ani spłacenie długu nie ochroni ich przed eksmisją ani wykonanie eksmisji nie zwolni ich od długu. Pewnego razu pozwany zapytał mnie nawet jak to jest, że oddaje im swoje mieszkanie i jeszcze musi za to zapłacić. Widać pomimo moich wysiłków nie dotarło do niego, że mieszkanie wcale nie było jego. Że był tylko najemcą, a z chwilą wypowiedzenia umowy najmu utracił prawo do lokalu. Że odzyskać je może tylko podpisując nową umowę najmu. A właściciel lokalu wcale nie ma obowiązku takiej umowy z nim podpisać, nawet jeżeli cały dług zostanie spłacony.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Czasami słyszę też, że pozwany uważa, że ma prawo mieszkać, bo mieszka tam od urodzenia. Bo jest tam zameldowany. Bo to było mieszkanie rodziców albo babci. Bo on zrobił remont i gdyby nie on to to mieszkanie byłoby meliną. I ogólnie to jest nieuczciwe żeby go teraz wyrzucać. Może i brzmi to ładnie, tyle tylko, że ani meldunek, ani wykonanie remontu nie daje prawa do zajmowania lokalu. Prawo najmu lokalu nie jest też dziedziczne, a jeżeli rodzicom wypowiedziano umowę najmu to dzieci nie mają w co wstąpić po ich śmierci. A wnuki najemców nie wstępują w stosunek najmu niezależnie od tego jak bardzo kochali babcię i jak długo się nią opiekowali. A to, że nie mają się gdzie wyprowadzić, że to mieszkanie umożliwi im start życiowy, że bez niego będą musieli odłożyć decyzję o ślubie to to jest tylko i wyłącznie ich problem. I tylko oni, a nie sąd, mogą go rozwiązać. Bo sąd nie może odmówić właścicielowi udzielenia ochrony jego prawa własności dlatego, że byłoby to niekorzystne dla osoby bezprawnie to prawo naruszającej. Bo osoba bezprawnie zajmująca lokal narusza prawo własności tak samo jak złodziej zabierający cudzą rzecz. I jak złodziej winna ona być traktowana. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-7940896859278799948?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/7940896859278799948/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/02/x-misja.html#comment-form' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/7940896859278799948'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/7940896859278799948'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/02/x-misja.html' title='X-misja'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-957567555132177424</id><published>2011-02-18T18:24:00.001+01:00</published><updated>2011-02-18T18:50:10.558+01:00</updated><title type='text'>Ja, zbrodniarz</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;W moje ręce wpadło pismo, stanowiące chyba apelację od mojego wyroku. Chyba, bo jednoznacznie to z tego pisma nie wynika. Wynika natomiast z niego iż zdaniem pana pozwanego jestem zbrodniarzem, że przekroczyłem swe uprawnienia, nie&amp;nbsp;dopełniłem obowiązków, poświadczyłem nieprawdę, naruszyłem konstytucyjne prawo do życia, postąpiłem rażąco wbrew podstawowym prawom ludzkim, stanąłem po stronie oszustów i odrzuciłem wszystkie osiągnięcia polskiej demokracji. Polecono mi także zastanowić nad tym czy nie jestem czegoś winny społeczeństwu, czy mogę się nazywać Polakiem, a także bym udał się na kolanach do&amp;nbsp;Częstochowy błagać o wybaczenie. Nie żeby mnie to jakoś zdziwiło, już nawet nie liczę ile razy składano doniesienia o popełnieniu przeze mnie przestępstwa, o&amp;nbsp;zwykłych skargach nawet nie wspomnę. Najcięższe o co mnie oskarżono, to&amp;nbsp;udział w&amp;nbsp;zorganizowanej grupie przestępczej mającej na celu obalenie demokratycznego ustroju państwa. Samym oskarżeniem zresztą bardzo się nie przejąłem, bo sądząc z owego „doniesienia” na ławie oskarżonych zasiadłbym w bardzo dobrym towarzystwie. Zwykle jednak jest to zarzut poświadczenia nieprawdy (bo fałszywie zaświadczyłem, że ma obowiązek zapłacić), zarzut nie dopełnienia obowiązków (bo nie zbadałem dokładnie dowodów i dlatego kazałem zapłacić) albo zarzut pomocnictwa przy wyłudzeniu (bo kazałem zapłacić kwotę, której płacić nie powinien). Równie popularny jest zarzut przyjęcia korzyści majątkowej lub osobistej – bo w końcu wiadomo, że każdy sędzia jest przekupiony przez spółdzielnię, gminę, bank, komunikację miejską, PKP, Erę, Centertela i jeszcze paru innych. A jak prokurator odmawia wszczęcia postępowań to oczywiście znaczy, że prawnicza mafia kryje swoich, a tchórzliwi sędziowie kryją się przed sprawiedliwością za immunitetami. &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Co jakiś czas pojawiają się nawoływania do likwidacji immunitetu sędziowskiego, uzasadniane tym, że to komunistyczny przeżytek dzięki któremu sędziowie unikają odpowiedzialności za jazdę po pijaku „za co normalny człowiek dawno by siedział”. Ostatnio dziennikarze byli uprzejmi przypomnieć wszystkie takie przypadki z ostatnich dziesięciu lat... w sumie trzy czy cztery. Oczywiście nie miało to nic wspólnego z organizowaną od pewnego czasu na nagonką na sędziów, którzy ośmielili się sprzeciwiać próbom podporządkowania sądów politykom (bo do tego sprowadza się propozycja nowych przepisów o ustroju sądów powszechnych). Ministerstwo nadal forsuje bowiem swój pomysł uczynienia z sędziów urzędników podległych ministrowi sprawiedliwości. A „reformatorzy” domagający się likwidacji ustrojowych gwarancji niezawisłości sędziego (określanych nie wiedzieć czemu jako „przywileje”) temu przyklaskują nie zdając sobie chyba sprawy z tego jak mocny sznur kręcą na własną szyję.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Ustrojowe gwarancje niezawisłości sędziego: immunitet, zasada nieusuwalności, zakaz swobodnego przenoszenia na inne miejsce służbowe, ustawowe określenie zasad naliczania wynagrodzeń mają jeden wspólny cel – ochronić sędziego przed naciskami z zewnątrz. By nikt nie mógł wywierać na niego presji grożąc wszczęciem postępowania karnego, usunięciem z urzędu, przeniesieniem na drugi koniec Polski, obniżeniem wynagrodzenia. By nikt nie mógł zadzwonić z ministerstwa z informacją dla sędziego, że albo dostrzeże w sprawie ważny interes państwa przemawiający za uwzględnieniem powództwa, albo od przyszłego miesiąca będzie orzekał w sądzie 300 km dalej. By nikt nie mógł usuwać sędziów z urzędu tylko dlatego, że wydane przez nich wyroki były niezgodne z jego celami politycznymi. By sędzia nie obawiał się, że jeżeli orzeknie niezgodnie z tym, co pan premier ogłosił na konferencji prasowej, to po rozprawie zostanie odwiedzony w pokoju przez dwóch smutnych panów z CBA CBŚ, ABW, PCW czy POP którzy założą mu kajdanki w związku z podejrzeniem korupcji, przekroczenia uprawnień czy posiadania czegośtam. Te wszystkie gwarancje domorośli „reformatorzy” chcą zlikwidować, bo „na Zachodzie tego nie ma”. Nie wiem jak jest „na Zachodzie”, i podejrzewam, że owi „reformatorzy” też tego nie wiedzą, co nie przeszkadza im twierdzić, że tam jest lepiej. Ale warto pamiętać, że my nie jesteśmy „na Zachodzie”. Żyjemy w kraju, w którym nawet dzisiaj politycy potrafią publicznie do kamer podważać kompetencje sędziów, którzy wydali niekorzystne dla nich wyroki, tudzież żądać, by sędziowie kierowali się przy orzekaniu „interesem narodowym”. Żyjemy w kraju w którym przestępcom obiecuje się łagodny wyrok w zamian za pomawianie sędziów o korupcję. W kraju w którym środki budżetowe na wynagrodzenia sędziów przez kilkanaście kolejnych lat traktowano jak miejsce, gdzie można spokojnie i bezpiecznie dokonywać cięć budżetowych. Dlatego w Polsce sędziom potrzebne są gwarancje tego, że żaden polityk, nie ważne czy to z lewicy czy z prawicy, czy&amp;nbsp;z&amp;nbsp;partii laickiej czy katolickiej nie będzie mógł wywierać na nich nacisków, nawet gdyby bardzo chciał to zrobić. A gwarancje te potrzebne są po to, by obywatel, który zwraca się do sądu o ochronę swych praw mógł liczyć na to, że sprawa zostanie rozstrzygnięta bezstronnie, a nie po linii partyjnej aktualnie miłościwie panującego ministra sprawiedliwości.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;A gdzie ten sznur? Ano jak tak dalej pójdzie to pewnego dnia taki „reformator” który dziś na całe gardło domaga się likwidacji przywilejów i wzmożenia nadzoru nad sędziami stanie przed sędzią i będą prosić o sprawiedliwość i ochronę przed fałszywym oskarżeniem. A sądzący go sędzia będzie miał wybór – albo go szybko skazać bez zbędnego drążenia sprawy, i przy okazji następnej oceny okresowej uzyskać dodatkowe punkty za sprawność i szybkość postępowania, albo też zabrać się do sprawy porządnie, ryzykując reprymendę za to, że postępowanie trwało długo, kosztowało drogo, a w dodatku ośmielił się ostatecznie uniewinnić człowieka od zarzutu popełnienia czynu, którego ściganie i karanie Pan Minister ogłosił jako element swego programu walki z przestępczością. A wtedy będzie już za późno...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-957567555132177424?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/957567555132177424/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/02/ja-zbrodniarz.html#comment-form' title='Komentarze (30)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/957567555132177424'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/957567555132177424'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/02/ja-zbrodniarz.html' title='Ja, zbrodniarz'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>30</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-6625441889731831375</id><published>2011-02-13T15:59:00.000+01:00</published><updated>2011-02-13T15:59:29.735+01:00</updated><title type='text'>Marchewka</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dotarły do nas kolorowe tabelki, będące statystycznym przedstawieniem pracy wykonanej w zeszłym roku w wydziałach cywilnych całego okręgu. Jakieś tam współczynniki, ilość spraw wniesionych, załatwionych, przeniesionych w ramach każdej kategorie spraw. To właśnie owe tabelki stanowią podstawowy sposób oceniania pracy sądów i sędziów i w oparciu o nie podejmowane decyzje co do organizacji i praktycznego funkcjonowania sądów. Po tym jak wszystko podliczono spodziewałem się słów uznania, że pomimo faktu że obsada wydziału w skutek awansów, przeniesień, długoterminowych zwolnień i podobnych strat wojennych spadła o jedną trzecią udało nam się nie załamać pod ciężarem niemal dwukrotnie większej ilości spraw niż poprzednim roku. Że daliśmy radę pomimo konieczności pracowania za siebie i za tych co odeszli, "płynności kadry obsługi" (pracownicy z łapanki, jak tylko się czegoś nauczą to odchodzą) i&amp;nbsp; zmniejszenia budżetu co skutkowało permanentnym brakiem wszystkiego (z papierem i tonerami włącznie). Gratulacji, że w piątkę udało nam się załatwić w sumie więcej spraw niż koledzy z zaprzyjaźnionego sądu zdołali przerobić w ośmioro. I&amp;nbsp; informacji o rychłym wzmocnieniu kadrowym, skoro z tabelek wynika wyraźnie, że wpływ nowych spraw w przeliczeniu na głowę statystycznego sędziego (i referendarza) jest w naszym sądzie niemal dwukrotnie większy niż średnia okręgu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niestety, okazało się że wszystko jest po staremu. Że zasada "kija i marchewki" w sądownictwie nadal funkcjonuje w wersji uproszczonej jako zasada "kija albo innego kija". Marchewek nie przewidziano, więc nagrodą za dobrą pracę jest w najlepszym przypadku brak kary. A zazwyczaj jest to kara, tyle że za coś innego. "Ci na górze" nie zwrócili więc uwagi ani na to ile wynosi rzeczywista obsada wydziału, ani na to ile każdy z orzeczników załatwił w zeszłym roku spraw. Nie zwrócono też uwagi na to ile to nowych spraw do załatwienia przypadło na każdego z nich. Zresztą w tych wszystkich tabelkach nie ma nawet takiej pozycji jak ilość nowych spraw w przeliczeniu na jednego sędziego orzekającego w wydziale. Jak zwykle liczyło się tylko to, czy wpływ został pokryty, to znaczy czy "załatwiono" wszystkie sprawy, które wpłynęły.&amp;nbsp; A niestety tak się złożyło że zabrakło nam trochę do "pokrycia", w skutek czego inny "krytyczny" wskaźnik, czyli "pozostałość" sporo wzrósł. Uznano więc, że konieczne jest podjęcie działań mających poprawić te wyniki., bo w końcu najważniejszym zadaniem sądów jest pokrywanie wpływu. Wraz ze statystykami nadesłano więc - oprócz ostrej pisemnej reprymendy - bardzo ważne polecenia nadzorcze, w sprawie wdrożenia "programu zwalczania zaległości". &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oczywiście w owym "programie" nie ma ani słowa o przydzieleniu do wydziału nowych sędziów, referendarzy i asystentów. Nie ma też mowy o jakichkolwiek dodatkowych etatach dla sekretariatu&amp;nbsp; czy chociażby pieniądzach na zatrudnienie dodatkowych pracowników na zlecenie. Jest natomiast polecenie "wzmożenia nadzoru nad sprawnością pracy sekretariatu". Do tego wytyczne dotyczące zwiększenia ilości wyznaczanych rozpraw, niezwłocznego wyznaczania nowych spraw na rozprawę, skrócenia okresów odraczania rozpraw, i ograniczenia stosowania instytucji zawieszenia postępowania. Mamy też podjąć działania&amp;nbsp; mające na celu zmniejszenie współczynnika odraczalności i dążyć do zakończenia sprawy na pierwszym terminie. Wynika z tego zatem, że z tych wszystkich tabelek statystycznych "nadzór" wyciągnął wniosek, że skoro jest zaległość, to znaczy, że sędziowie za mało pracują.  Więc należy ich zagonić do roboty. Bo jak będą więcej pracować to załatwią więcej spraw i wpływ zostanie pokryty.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedyś przyszło mi uczestniczyć w takim "programie". I szczerze współczuję ludziom, których sprawy były wówczas rozpoznawane, bo z wymiarem sprawiedliwości nie miało to wiele wspólnego. Bo gdy celem sędziego nie jest rozstrzygnięcie sporu lecz zakończenie sprawy, nie ważne jak byle szybko, nie może być mowy o wymierzaniu sprawiedliwości. Owszem są wśród nas "nieroby wymagające stałego nadzoru" którym po prostu nie chce się pracować. Statystycznie rzecz biorąc w kilkutysięcznej grupie sędziów muszą znaleźć się też i lenie. Ale dopóki nie będzie ustalonej rozsądnej ilości zadań, które można nałożyć na jednego sędziego w danym okresie, dopóki nie będzie powiedziane, że miesięcznie każdemu sędziemu można przydzielić do rozpoznania konkretną ilość spraw i ani jednej więcej, dopóty nie będzie możliwe ustalenie kto tak naprawdę jest owym leniem. Bez ustalenia rozsądnego, i równego dla wszystkich "pensum" spraw nie będzie można odróżnić tych, którzy mają zaległości bo nie chce im się pracować (albo nie potrafią zorganizować sobie pracy) od tych, którzy mają zaległości bo przy takiej ilości spraw do rozpoznania jaka na nich przypada nie mają fizycznej możliwości załatwienia wszystkich.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ale na wprowadzenie pensum nie ma co liczyć. Bo wtedy nie będzie już można zwiększać "wydajności " sądów poprzez poganianie sędziów, przypominanie im o etosie, służbie i obowiązkach wobec obywateli - a jak to nie pomoże to przez straszenie ich wizytacjami i ocenami okresowymi. Bo będzie widać, że problemem nie jest wcale to, że sędziowie za mało pracują, ale to, że jest ich za mało w stosunku do ilości spraw, które każe im się rozpoznawać. No i nie będzie już można zwalić na leniwych sędziów tego, że procesy trwają długo. Panowie ministrowie, pan premier, panowie posłowie będą musieli wziąć się za rzeczywistą naprawę sądownictwa, a nie tylko puszyć się do kamer opowiadając o nowych cudownych wynalazkach i unowocześnianiu sądów. Będą musieli znaleźć pieniądze na nowe etaty dla sędziów i referendarzy albo zmienić prawo tak, by ograniczyć ilość spraw wpływających do sądów. Liczyć się z tym, że wprowadzając przepisy przewidujące możliwość wystąpienia w jakiejś sprawie do sądu muszą przewidzieć dodatkowe środki na sfinansowanie rozpoznawania ich. A na to niestety żaden polityk nie pójdzie.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-6625441889731831375?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/6625441889731831375/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/02/marchewka.html#comment-form' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/6625441889731831375'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/6625441889731831375'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/02/marchewka.html' title='Marchewka'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-3233819507250178195</id><published>2011-02-08T19:32:00.002+01:00</published><updated>2011-02-08T19:36:42.312+01:00</updated><title type='text'>Pytania...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sądząc po ostatnich publikacjach prasowych po długotrwałej przerwie odgrzebano znowu stary projekt nowelizacji kodeksu postępowania cywilnego. No i słusznie, bo obecny Kodeks jest miejscami nielogiczny i zawiera bzdurne a nawet szkodliwe uregulowania. Problem w tym, że niektóre praktyczne problemy sądownictwa leżą chyba poza zakresem pojmowania teoretyków tworzących nowe rozwiązania prawne. Bo niestety pod skądinąd szlachetnymi hasłami urzeczywistniania prawa do sądu, jawności postępowania, lojalności, równości stron, prawa do aktywnego udziału w sprawie, ochrony interesów słabszych stron itp tworzą oni utopijne konstrukcje, które nijak nie przystają do rzeczywistości... Na przykład do niektórych z nich nie dociera chyba to, że "uzupełnienie braków formalnych w terminie 7 dni" w praktyce trwa miesiąc albo i dwa miesiące. No ale cóż... być może to ja nie rozumiem istoty głębi koncepcji sądu lojalnego&amp;nbsp; i otwartego (czy jak tam oni to w tym tygodniu nazywają). Dlatego chciałbym w tym miejscu zadać&amp;nbsp; panom prawotwórcom parę pytań o kilka rozwiązań proceduralnych cel istnienia których nie do końca wydaje mi się jasny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;ul style="text-align: justify;"&gt;&lt;li&gt;Dlaczego nałożono na sędziów obowiązek wydawania decyzji w sprawach, w których uwzględnienie wniosku zależne jest tylko od spełnienia wymagań formalnych? Czy to koniecznie sędzia musi sprawdzać, czy załączono wszystkie pełnomocnictwa i podpisano we właściwych miejscach?&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Czy koniecznie sąd musi decydować o tym, że strona jest na tyle biedna, że nie stać jej na opłacenie kosztów procesu albo adwokata? Czy to koniecznie sąd musi zatrudniać pełnomocników z urzędu i wypłacać im wynagrodzenie? Czy sądy są instytucją systemu pomocy społecznej? &lt;/li&gt;&lt;li&gt;W czym „uproszczone” jest postępowanie uproszczone? Postępowanie, w którym wyłączono możliwość stosowania niektórych „uzupełniających” instytucji (jak na przykład interwencja uboczna), to postępowanie okrojone, a nie uproszczone. Czy nie warto by zamiast tego uprościć i odformalizować samej procedury postępowania przed sądem? Na przykład nakładając na strony obowiązek powiadomienia we własnym zakresie świadków i zapewnienia ich stawiennictwa na rozprawie?&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Dlaczego sąd ma wyręczać strony w gromadzeniu dowodów? Dlaczego to sąd ma wysyłać wezwania świadkom, poszukiwać biegłych, negocjować z nimi sporządzenie opinii i wypłacać wynagrodzenie? Dlaczego to sąd ma zwracać się do szpitali o przesłanie dokumentacji? Czy nie powinni przypadkiem robić tego ci, którym zależy na przeprowadzeniu dowodu? &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Dlaczego dopuszcza się możliwość doręczania odpisu pozwu czy nakazu zapłaty poprzez podwójne jego awizowanie? Czy przypadkiem tego rodzaju przesyłki, będące w zasadzie zawiadomieniem pozwanego iż toczy się przeciwko niemu jakieś postępowanie, nie powinny być faktycznie doręczane, to znaczy fizycznie do rąk adresata? Czy przypadkiem obowiązek doręczenia odpisu pozwu nie powinien spoczywać na powodzie? W końcu to on, a nie sąd jest zainteresowany tym, by pozwany ów pozew odebrał.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Czemu służy postępowanie o wyjawienie majątku? Czy naprawdę jego pomysłodawcy uważają, że ktoś, kto ukrył majątek przed wierzycielami i komornikiem ujawni go przed sądem? Tylko dlatego, że zagrozi mu się odpowiedzialnością za fałszywe zeznanie i każe przysiąc, że mówi prawdę?&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Dlaczego w pismach procesowych można bezkarnie ubliżać sądowi, stronom i całemu światu? Dlaczego sąd ma obowiązek doręczania stronom postępowań pism zawierających obelgi i pomówienia pod ich adresem? Czy takich pism nie powinno się po prostu wyrzucić do kosza, i to niezależnie od tego jaką treść zawierają?&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Dlaczego sprawy o zapłatę kwoty ponad 75.000 zł uznaje się „automatycznie” za dostatecznie skomplikowane, by rozpoznawał je sąd okręgowy, a jednocześnie powierza się sądom rejonowym dokonywanie podziału majątku i działu spadku często wielomilionowej wartości? Czy faktycznie stopień skomplikowania sprawy rośnie wraz z ilością zer na umowie?&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Czy nie wystarczy raz udzielić stronie pouczenia, jak powinno wyglądać pismo procesowe? Czy koniecznie takiego pouczenia należy udzielać za każdym razem, gdy strona popełni ten sam błąd? Czy naprawdę nie można oczekiwać od strony, by uczyła się na swych błędach? Czy naprawdę nie można wymagać od stron by przeczytały przesyłane jej pouczenia i zastosowały się do nich?&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Dlaczego egzekwowanie zasądzonych grzywien i innych należności Skarbu Państwa spoczywa na barkach sądów i sędziów? Dlaczego dziesiątki sędziów i pracowników sądu w kraju marnuje codziennie czas na użeranie się z dłużnikami i komornikami? Czy dochodzeniem należności Skarbu Państwa nie powinny przypadkiem zajmować się urzędy skarbowe? &lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;ul style="text-align: justify;"&gt;&lt;/ul&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie oczekuję odpowiedzi... nawet się jej nie spodziewam... nie liczę też na to, że w jakimś rozsądnym czasie wprowadzone zostaną zmiany rozwiązujące sygnalizowane tu problemy. Bo niestety skutkiem ich wprowadzenia byłoby przede wszystkim ułatwienie pracy sędziom pierwszoinstancyjnym. A to, – przynajmniej zdaniem&amp;nbsp; ekspertów opiniujących przedstawiony niedawno przez sędziów projekt nowelizacji procedury karnej – stanowi najwidoczniej wystarczający powód, by uznać ich wprowadzenie za niecelowe. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-3233819507250178195?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/3233819507250178195/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/02/pytania.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/3233819507250178195'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/3233819507250178195'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/02/pytania.html' title='Pytania...'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-6662383127443141074</id><published>2011-02-03T17:51:00.000+01:00</published><updated>2011-02-03T17:51:52.479+01:00</updated><title type='text'>System</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po opublikowaniu poprzedniego wpisu zwrócono mi uwagę, iż moja wiara w ludzi może być bardzo naiwna. Że eksperyment z wręczeniem komuś kluczyków do samochodu, do którego przytroczono na lince „mordercę psa” może faktycznie skończyć się tym, że samochód ruszy z piskiem opon pociągając „zbrodniarza” za sobą. No cóż, jest to dosyć niepokojące. Bo jeżeli dzisiaj bez żadnych zahamowań wygłaszane są zapowiedzi dokonania linczu i w dodatku uzyskują one szerokie poparcie, któremu towarzyszy wywieranie presji na sądy to znaczy, że coś jest nie tak. Warto zatem zastanowić się co jest nie tak z polskim wymiarem sprawiedliwości kryminalnej, jak to kiedyś, na wzór francuski, nazywano sądzenie przestępców. Najważniejszy zarzut od wielu lat jest taki sam: procesy trwają długo przez co sprawcy latami pozostają bezkarni. Mniej więcej stała, przynajmniej w „społecznym” czy „medialnym” odczuciu, jest także opinia o&amp;nbsp;przyczynie takiego stanu – leniwi, skorumpowani, nieuczciwi sędziowie, którzy mogliby pracować lepiej, ale im się nie chce. Nieczęsto przy wypowiadaniu się o przyczynach kryzysu sądownictwa mówi się natomiast, że sędziowie (i ci lepsi, i ci gorsi) funkcjonują w ramach pewnego narzuconego im systemu, który niestety skutecznie uniemożliwia prawidłowe funkcjonowanie sądów. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Na ów system składa się wiele elementów, dotyczących obejmujących zarówno wprost przepisy prawa określające sposób funkcjonowania sądów, jak i pewne założenia ideologiczne w oparciu o które owe przepisy są tworzone. Wśród nich wymienić należy przede wszystkim z gruntu wadliwą procedurę postępowania przed sądami. W imię ochrony praw i gwarancji procesowych oskarżonego - w tym jego bezwzględnego i absolutnego prawa do obrony - zapisano w niej chociażby to, iż oskarżonemu wolno bezkarnie kłamać przed sądem, że może domagać się przeczytania mu na głos całych akt, choćby miało to trwać kilka miesięcy, że proces musi toczyć się w jego obecności i to niezależnie od tego, czy on sobie tego życzy czy nie. Jednocześnie jednak z tych samych przepisów wynika też, że sąd nie może uniewinnić oskarżonego wyłącznie dlatego, że oskarżyciel nie przedstawił dostatecznych dowodów jego winy. Sąd nie może bowiem przy poprzestać na zbadaniu dowodów przedstawionych przez strony i wydać orzeczenia na ich podstawie, on ma obowiązek wszechstronnego wyjaśnienia wszystkich okoliczności sprawy. Co oznacza, że jeżeli sędziemu nie podobają się dowody przedstawione przez prokuratora to ma obowiązek sam sobie znaleźć lepsze.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To wszystko nie byłoby jeszcze takie złe, gdyby nie to, że zgodnie z innym założeniem przyświecającym twórcom polskiego prawa karnego absolutnie każda sprawa musi trafić do sądu i być obsądzona z pełną pompą i zadęciem, a żaden czyn nie może pozostać bezkarny. Zasada ta jest oczywiście słuszna, ale nie wtedy, gdy oznacza to, że te same sądy co wymierzają kary za zgwałcenia i rozboje orzekają także w sprawach o tak straszliwe zbrodnie jak wyprowadzanie psa bez kagańca, nieodśnieżenie chodnika czy hałasowanie po 22:00. Nie wtedy, gdy oznacza to, że człowieka odbywającego karę 25 lat więzienia za morderstwo trzeba sądzić dalej, na przykład za to, że jak go zatrzymano to oprócz zakrwawionego noża i obciętych uszu ofiary miał przy sobie także 2 gramy marihuany. Albo za to, że kiedyś tam podczas kontroli drogowej wydmuchał 0,62 promila. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;To właśnie są rzeczywiste problemy, które stoją na przeszkodzie sprawnemu funkcjonowaniu sądów karnych w Polsce. Na te problemy nie pomoże zamontowanie kamer na salach, wprowadzenie ocen okresowych sędziów, montowanie telewizorów do wyświetlania wokand, ubranie sędziów w birety czy wyposażenie ich w tłuczki do mięsa. To co jest potrzebne to zdrowy rozsądek prawodawców, by przy uchwalaniu prawa słuchali praktyków, a nie teoretyków-fantastów. I to, by przepisów nie zmieniano tylko dlatego że istnieje ku temu doraźna potrzeba polityczna.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;- - -&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pewnego razu zarzucono mi, że tylko narzekam zamiast coś robić żeby zmienić krytykowany stan rzeczy. A cóż miałbym zrobić? Sędziowie od lat postulują dokonanie zmian w tym zakresie, oponują wobec nieodpowiedzialnych nowelizacji, apelują o poprawienie złych rozwiązań. A jaki jest efekt? Żaden. Przygotowany przez sędziów projekt nowelizacji procedury karnej likwidujący wiele proceduralnych absurdów został skrytykowany przez komisję kodyfikacyjną jako mający na celu wyłącznie ułatwienie pracy sędziom pierwszoinstancyjnym. Oczywiście komisja nie wyjaśniła dlaczego uważa ułatwianie sędziom pracy za coś złego... podobnie jak i nie wyjaśniła dlaczego nie aprobuje większości proponowanych rozwiązań ograniczając się do stwierdzenia, że „nie, bo nie”. Cóż z tego że sędziowie negatywnie opiniują kolejne projekty ustaw, gdy o potrzebie ich uchwalenia decydują rządowi piarowcy, kierujący się nie tym, czy dany pomysł będzie działać, ale tym czy ogłoszenie wprowadzenia danej „reformy” będzie miało przełożenie na preferencje wyborców. &lt;br /&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-6662383127443141074?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/6662383127443141074/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/02/system.html#comment-form' title='Komentarze (24)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/6662383127443141074'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/6662383127443141074'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/02/system.html' title='System'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>24</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-1118482317226495874</id><published>2011-01-29T22:19:00.000+01:00</published><updated>2011-01-29T22:19:17.277+01:00</updated><title type='text'>Zbrodnia i kara</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Do napisania tego wpisu zabierałem się kilka razy, i za każdym razem jakoś nie wychodziło. Zbyt wiele chciałem w nim zawrzeć rzeczy, których nie sposób jest opisać. Porzuciłem więc te bezowocne próby i tak znalazłem się w sytuacji, w której nie wiedziałem co napisać. Bo przecież nie będę pisał o sianiu paniki przez dziennikarzy mocno zatroskanych losem turystów w Egipcie w związku z zamieszkami, które mają miejsce 500 km od ich hoteli. Ale temat jak zwykle pojawił się sam. Otóż dotarł do mnie kolejny apel bym poparł petycję w sprawie wymierzenia surowej kary krzywdzicielom zwierząt, tym razem chodzi o jakiegoś podpalonego kota. W zasadzie wszystko to samo, tyle tylko że autor twierdzi dodatkowo, że ta straszliwa zbrodnia przedawnia się z końcem 2011 r. a nawet nie wyznaczono jeszcze rozprawy. Tak więc, jak mnie z kolei przekonywał autor przesłanego mi maila z apelem,&amp;nbsp; należy zmusić sąd do zajęcia się sprawą, żeby przestał kryć tych bandytów. Sęk w tym że przestępstwo miało być popełnione w 2009 r. co, jeżeli pamięć mnie nie myli, oznacza, że przedawnienie wyrokowania nastąpi w 2019 r. Nie wiem skąd autorowi tej kolejnej pożałowania godnej petycji ubzdurało się, że przedawnienie następuje po dwóch latach... natomiast wiem, że w petycji mającej na celu ochronę praw zwierząt można napisać dowolną bzdurę, ale i tak wiele tysięcy ludzi się pod tym podpisze.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;To co zwróciło moją uwagę po zapoznaniu się z ową petycją (oraz&amp;nbsp; komentarzami do niej zamieszczanymi w Internecie) to to, jak łatwo niektórym przychodzi żądać wymierzenia&amp;nbsp; surowych kar, do kary śmierci włącznie.&amp;nbsp; Oraz to jak łatwo przychodzi im deklarowanie woli czynnego udziału w samosądzie na tym czy innym "zbrodniarzu". Jeśli bowiem wierzyć w to co wypisują&amp;nbsp; to oznacza to, że otaczają nas ludzie gotowi własnoręcznie zabić innego człowieka, tylko dlatego, że przeczytali w internecie, że on zabił kota. Zastanawiam się jednak co by się stało, gdyby pewnego  razu z tłumu domagającego się powieszenia jakiegoś zbrodniarza wyrwano  losowo jedną osobę i kazano jej osobiście pociągnąć za dźwignię zapadni.  Osobiście powiesić tego człowieka, którego śmierci przed chwilą na całe  gardło się domagała. Tak samo ciekawy jestem co by było, gdyby  przytroczono „mordercę psa” na lince holowniczej do haka samochodu i  wręczono kluczyki jednemu z tych anonimowych internautów, którzy  domagali się ukarania sprawców według zasady „oko za oko”. Czy  faktycznie wsiadłby on do samochodu i „ciągnął drania, aż łeb by mu się  urwał”? Czy faktycznie, gdyby dać mu związanego "podpalacza kota" kanister benzyny i zapałki to "zrobiłby z nim to samo co on z tym biednym kotem"? Odpowiedź wydaje się zbędna.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Oczywiście to są przypadki skrajne, ale tak samo można zadać pytanie, czy gdyby któremuś z tych „walczących o sprawiedliwość” przyszło osobiście podpisać polecenie uwięzienia innej osoby na dwa lata, to czy zrobiłby on to z taką samą pewnością siebie z jaką dziś wygłasza żądania wymierzenia takiej kary. Moja kariera jako sędziego „karnego” była dosyć krótka, ale mimo tego zdołałem wysłać „za kratki” całkiem sporą grupkę ludzi.&amp;nbsp; Szli "siedzieć" za różne rzeczy, głównie za kradzieże. Na początku wszystko wydawało się proste – złodziej powinien siedzieć, więc wysyłam go siedzieć, nie można tego tolerować, należy skończyć z tą pobłażliwością dla bandytów. Ale potem pojąłem, że za aktami każdej z tych spraw jest człowiek,&amp;nbsp; i każdy z nich jest inny. Niektórzy ewidentnie kradli po to, by znowu trafić do aresztu, gdzie mieli dach nad głową, jedzenie i opiekę lekarską na koszt podatnika. Inni kradli by zdobyć pieniądze na alkohol czy narkotyki. Jeszcze inni kradli jedzenie bo nie widzieli innego sposobu by napełnić pusty żołądek. Zdarzali się też ludzie kradnący „dla sportu”, dla rozrywki, adrenalinki, żeby udowodnić sobie albo innym jacy to oni są „twardzi”. Każdego z nich, choć kodeks umieszcza ich wszystkich w tej samej szufladce, trzeba było traktować inaczej. Każdego nich można było wysłać do więzienia. Ale czy w każdym z tych przypadków mogłem podpisać taki wyrok pozostając w zgodzie z własnym sumieniem? Czasem podjęcie decyzji co do rodzaju i wymiaru kary przychodziło bardzo trudno. Kto sam nigdy tego nie robił, kto nie znalazł się w sytuacji, gdy ma władzę nad drugim człowiekiem i musi z tej władzy skorzystać. Bo władza jest jak narkotyk, potrafi opętać i uderzyć do głowy. Trzeba stale się pilnować, żeby nie dać się ponieść i nie zapomnieć o tym, że skazujemy człowieka, a nie numerek. Człowieka, a nie medialny fakt.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-1118482317226495874?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/1118482317226495874/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/01/zbrodnia-i-kara.html#comment-form' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/1118482317226495874'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/1118482317226495874'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/01/zbrodnia-i-kara.html' title='Zbrodnia i kara'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-2827454539336021344</id><published>2011-01-22T19:23:00.000+01:00</published><updated>2011-01-22T19:23:20.577+01:00</updated><title type='text'>Krowa</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No i stało się, „mordercy psa” wymierzono karę 10 miesięcy pozbawienia wolności bez warunkowego zawieszenia jej wykonania. Tak jak życzyło sobie 100.000 internautów, którzy wprawdzie nic o sprawie nie wiedzieli, ale uznali, że to wystarczy by móc wydać wyrok. Myślałem, że po ogłoszeniu tego wyroku „społeczeństwo” będzie z niego zadowolone i choć raz wypowie się pozytywnie o sądach. Ale nie, jak zwykle w komentarzach, opiniach i&amp;nbsp;„jedynie słusznych” poglądach sąd obrzucono błotem, oblano pomyjami i porównano do najgorszych. Dlaczego? Bo kara za niska! Co to jest 10 miesięcy? Powinni dostać dwa lata! Mało dwa lata, pięć lat! Powinno się ich ukarać jak za zabicie człowieka! Powiesić! Pociągnąć za samochodem! I tego niedouczonego sędziego też! I żeby jego samego coś takiego spotkało, to zobaczymy jak by wtedy orzekał! Wszak seryjni mordercy zaczynali od znęcania się nad zwierzętami! Toż więcej dostaje się za posiadanie trawki, a komu to szkodzi! I tak dalej, i tak dalej, i tak dalej... Ogólnie rzecz biorąc uznano, że to skandal, że kara wynosi „tylko” 10 miesięcy pozbawienia wolności. Bo karać powinno się oczywiście surowo, a&amp;nbsp;najlepiej to wieszać i kastrować, niekoniecznie w tej kolejności.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ja także kiedyś uważałem, że kary powinny być surowe, oburzałem się gdy słyszałem informacje, że sąd skazał kogoś na karę w zawieszeniu albo na „tylko” dwa lata więzienia. Jak poznałem prawo i zdecydowałem, że chcę zostać sędzią, obiecywałem sobie, że ja będę karał porządnie, surowo, nie to co teraz. Miałem nawet plan, żeby każdemu dawać karę maksymalną, chyba że będą jakieś okoliczności łagodzące. Inaczej mówiąc moje poglądy nie odbiegały od poglądów „społeczeństwa”. Ale potem dostałem się na aplikację sądową i nagle okazało się, że świat wcale nie jest taki jaki myślałem że jest. Lektura dziesiątek, setek i tysięcy akt spraw sądowych dała mi dużo do myślenia. Po pierwsze zorientowałem się, że owo powszechne żądanie surowego karania przestępców odnosi się tylko do „obcych” przestępców. Bo jeżeli już komuś zdarzy się popełnić przestępstwo, albo przytrafi się to komuś mu bliskiemu, to nagle okazuje się, że surowe ukaranie go będzie czymś złym. Że absurdalne jest tak surowe karanie za takie drobiazgi, no bo przecież nikomu tak naprawdę nie stała się krzywda, a ten drugi to w zasadzie sam był sobie winien. Ci sami ludzie, którzy jeszcze niedawno krzyczeli, że to skandal, że za rozbój sąd dał wyrok w&amp;nbsp;zawieszeniu, teraz z równym przekonaniem głoszą, że zamykanie młodego człowieka do więzienia za jednorazowy wybryk to rażąco surowa kara, nieuzasadniona, że to złamie mu życie, że powinno się dać mu szansę na poprawę. Ci sami, którzy domagali się surowego karania pijanych kierowców dowodzą że pół promila, to prawie nic, w&amp;nbsp;Niemczech wolno mieć 0,8, a poza tym to było nieumyślnie bo skąd mógł wiedzieć, że po tylu godzinach jeszcze mu coś zostanie. No a ci sami, którzy domagali się bezwzględnego więzienia dla zabójców psa, krzyczą na cały głos, że „to był tylko pies”. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Być może z punktu widzenia „szarego” człowieka tego tak nie widać, ale z wysokości sędziowskiego stołu już tak. Bo o ile „na ulicy” znacznie silniejszym głosem mówią zwolennicy surowego karania, to w sądzie spotyka się głównie tych drugich, łatwo jest zatem, patrząc w dodatku z boku na to wszystko, porównać obie te postawy. I dojść do wniosku, że wszystkie podporządkowane są one jednej prostej zasadzie: „Jak Kali ukraść krowa to dobrze, ale jak krowę ukraść Kalemu to źle”. A dokładniej: „jak Kalemu ukraść krowa, to złodzieja należy powiesić, ale jak Kali ukraść krowa, to Kalemu należy wybaczyć i pamiętać, że on miał trudne dzieciństwo”. Dlatego warto pamiętać, że sędzia wymierzając karę musi zadbać o to, by i Kali był syty i krowa cała, by wymierzona kara ani nie była za surowa ani za łagodna. A w nagrodę za ten wysiłek zwykle obrywa mu się od obu stron.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-2827454539336021344?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/2827454539336021344/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/01/krowa.html#comment-form' title='Komentarze (20)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/2827454539336021344'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/2827454539336021344'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/01/krowa.html' title='Krowa'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>20</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-4614097481556173591</id><published>2011-01-17T01:37:00.003+01:00</published><updated>2011-01-17T08:06:24.072+01:00</updated><title type='text'>Vox Populi</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Licznik odwiedzin mojego bloga osiągnął 50.000. Musze przyznać, że nie spodziewałem się tego, gdy 13 lutego 2010 r. zamieściłem pierwszy tekst. Początkowo pisałem tylko dla siebie i niewielkiej grupki czytelników, ot tak, by wyrzucić coś z siebie i poprawić samopoczucie. To były dobre czasy. A potem, pewnego dnia wszystko się zmieniło. O jednym z moich tekstów napisano w Gazecie Prawnej i nagle na mojego bloga trafiły tysiące ludzi. A ja doświadczyłem pierwszego ciężkiego zderzenia z VOX POPULI.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Nie żeby była to dla mnie nowość. Głos ludu podsądnego miast i wsi towarzyszy mi w pracy praktycznie codziennie. Ale to było moje spokojne miejsce, taki cichy zakątek, do którego nagle władowało mi się dziesięć autokarów pełnych turystów. I zaczęli wszystko na głos komentować.&amp;nbsp; Czego to ja się nie naczytałem w komentarzach... O akcji Temida, i bezprawiezus (cokolwiek by to nie było), o tajnej instrukcji nakazującej oddalanie powództw osobom zwolnionym od kosztów sądowych, o fałszerstwach protokołów sądowych, o łamaniu prawa przez sądy, oj dużo tego było. Odezwał się też pewien pan, który kiedyś rozbawił mnie do łez dowodząc, że odrzucenie jego wniosku o uzasadnienie to "kara rażąco niewspółmierna do zawinienia". Bo on przecież on wniosek o odpis wyroku złożył w terminie,&amp;nbsp; tyle tylko, że wtedy nie napisał, że chce dostać ten odpis wraz z uzasadnieniem, a za tak "drobne uchybienie" nie można go przecież pozbawiać prawa do sądu. Pojawili się też publicyści pewnego internetowego "czasopisma" zajmującego się głównie pomawianiem sędziów o popełnianie przestępstw (oczywiście w imię wolności słowa, prawa do sprawiedliwego procesu i jeszcze paru innych artykułów Konstytucji). Była pani, którą "w sposób przestępczy" uznano za psychicznie chorą po tym, jak wykryła "wielomiliardową" aferę w ministerstwie finansów. Był pan od nagrywania rozpraw, jakiś wesołek proponujący obywatelskie komisje do weryfikacji pracy sędziów, cały tłum "bojowników z korporacjami" i&amp;nbsp; wielu im podobnych. Najpierw nie wiedziałem o co chodzi, potem próbowałem ich wyrzucić, a na koniec postanowiłem przeczekać. Lektura&amp;nbsp; owego "głosu ludu", choć bardzo męcząca, była inspiracją dla opublikowanej później na blogu serii poświęconej szkodnikom sądowym. Jak również przyjęcia przeze mnie pewnych zasad&amp;nbsp; rządzących moim blogiem... zasad, których niektórzy do dziś sobie nie przyswoili.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;W pewnym momencie miałem już dość czytania tych wszystkich pomyj i teorii spiskowych i myślałem nawet nad wyłączeniem możliwości dodawania komentarzy i chyba nawet to zrobiłem.&amp;nbsp; Wszak blog to nie grupa dyskusyjna i nie służy on wymianie poglądów i prowadzeniu dyskusji. Ale potem włączyłem je ponownie bo zrozumiałem, że nie wszyscy czytelnicy i komentatorzy mojego bloga to wyznawcy teorii Wielkiego Zbrodniczego Spisku&amp;nbsp; Sądów Przeciwko Mnie. I nie wszyscy uważają się za Wybitnych Znawców Problemów Sądownictwa Które&amp;nbsp; Oczywiście Jest Skorumpowane. Ale zastrzegłem dla siebie dyktatorską władzę co do tego jakie komentarze będą opublikowane a jakie nie. Parę razy pytano mnie, w kolejnych komentarzach, dlaczego to jakiś komentarz (oczywiście zawierający "prawdę o sądach") się nie ukazał, jakie to zasady on naruszał... A on nie naruszał żadnych zasad, tylko po prostu mi się nie spodobał bo był nudny, nie na temat, albo bez sensu. Albo był poniżej pewnego akceptowanego przeze mnie poziomu, jak na przykład ten, gdzie żądano ode mnie odpowiedzi, czy Sąd Rodzinny to sąd, w którym pracują członkowie jednej rodziny. Parę razy zdarzyło mi się też po prostu kliknąć nie ten przycisk co trzeba i w efekcie skasować czyjś komentarz zamiast go opublikować. Trudno. Bywa i tak. Nie wszystkie moje decyzje przeszły jednak bez echa, najpierw zostałem bowiem obsmarowany na pewnym blogu za cenzorskie praktyki, po czym pewien "komentator" oskarżył mnie publicznie i internecie o ograniczanie swobody wypowiedzi. A o co poszło? Otóż o to, że zarzucił mi, że tylko narzekam na moje obciążenie zamiast&amp;nbsp; "wysyłać wnioski, petycje i skargi do odpowiednich osób, instytucji, organów, aby te sytuacje naprawiono". Zapytałem więc do jakiej to instytucji mógłbym wnieść "wniosek, petycję lub skargę" w sprawie tego, że mam w referacie za dużo spraw i w odpowiedzi zostałem odesłany do art 118 Konstytucji. I już wtedy wiedziałem, że dalsza dyskusja nie ma sensu... i jak się później okazało przeczucie mnie nie myliło, biorąc pod uwagę to, gdzie ukazał się potępiający mą decyzję "artykuł". I tyle na ten temat.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Po paru miesiącach przyzwyczaiłem się do okazjonalnej obecności i działalności przedstawicieli tej szczególnej kategorii "podsądnego ludu". Jednakże parę dni temu mój spokojny zakątek najechał inny rodzaj "turystów", którzy znowu zmienili mój spokojny zakątek nie do poznania. I znowu stało się to dzięki potędze internetu. Ano ktoś uznał za stosowne powołać się na moją wypowiedź zawartą w tekście z 19 grudnia 2010 r. przy okazji "wykopanej" przez kogoś innego petycji w sprawie surowego ukarania oskarżonych o zabicie psa. No cóż... liczyłem na to, że mój tekst przekona tych co nie podpisali tej idiotycznej petycji, że nie powinni tego robić, a ci co podpisali zrozumieją, jaki popełnili błąd.&amp;nbsp; Chodziło mi przy tym&amp;nbsp; o to, by odbiorcy zrozumieli, że o ile organizowanie petycji, demonstracji i happeningów celem zwrócenia uwagi na jakiś problem jest w porządku, to czynienie tego w związku z konkretną sprawą jest nie na miejscu. Że wyrokowanie o winie i karze na podstawie wypowiedzi rzecznika prasowego Policji jest działaniem skrajnie nieodpowiedzialnym. Że wszelkie próby naciskania na sąd to pierwszy krok do anarchii i linczów. Nie dotarło. Bo Vox Populi orzekł, że jestem nie lepszy od tych bandytów, mnie też  powinno się pociągnąć za samochodem, tych bandytów należy powywieszać a  sądy to kryją oprawców zwierząt, a ja jak tego nie widzę, to znaczy, że to  popieram. &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;A jaki z tego morał... ano taki, że ciężki jest los człowieka "władzy", nawet tak drobnej i nieistotnej jak władza sądownicza. Że Vox Populi, tudzież ludzie wypowiadający się "w imieniu społeczeństwa", wcale nie przedstawiają "prawdy objawionej" a to że jest ich 20, 50 czy 100 tysięcy nie oznacza, że to co twierdzą jest prawdą. To tak pod rozwagę tym, co sposób na naprawę wymiaru sprawiedliwości widzą w powołaniu ludowych komisji kontrolujących sędziów, czy też chcieliby oceniać pracę sędziów w oparciu o skargi jakie wnosi na nich "społeczeństwo".&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-4614097481556173591?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/4614097481556173591/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/01/vox-populi.html#comment-form' title='Komentarze (28)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/4614097481556173591'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/4614097481556173591'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/01/vox-populi.html' title='Vox Populi'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>28</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-2687931560773627244</id><published>2011-01-11T21:48:00.001+01:00</published><updated>2011-01-11T21:54:19.930+01:00</updated><title type='text'>Wysłuchanie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dziś w sali kolumnowej w budynku Sejmu odbyło się posiedzenie sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, którego przedmiotem było wysłuchanie publiczne w przedmiocie projektu zmiany ustawy o ustroju sądów powszechnych. A ja tam byłem, wodę mineralną piłem i słuchałem co na ten temat publiczność miała do powiedzenia. A publiczność stawiła się licznie. Był I Prezes SN, praktycznie cała Krajowa Rada Sądownictwa, Krajowa Rada Prokuratorów, SSP Iustitia, Stowarzyszenie Sędziów Rodzinnych, organizacje prokuratorów, referendarzy sądowych, asystentów, Helsińska Fundacja Praw Człowieka, a nawet Stowarzyszenie Przeciw Bezprawiu (polegającemu na tym, że sądy orzekają inaczej niż oni by chcieli). Wygłoszono wiele mów, lepszych i gorszych, ale przesłanie było jedno. Projekt jest zły, nawet szkodliwy, a proponowane zmiany nie tylko nie przyniosą założonych przez Ministerstwo skutków, ale mogą wręcz pogorszyć dzisiejszą trudną sytuację wymiaru sprawiedliwości.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ponownie powtórzono wielokrotnie już przedstawiane zarzuty pod adresem tego projektu, począwszy od tego, że starą ustawę nowelizowano już tyle razy, ze nie tylko zasady prawidłowej sztuki legislacyjnej ale i zwykła przyzwoitość nakazywała by raczej napisać ją od nowa. Gremialnie potępiono pomysł wprowadzenia dwuwładzy w sądach w skutek czego prezes sądu aby zwolnić swoją sekretarkę musiałby prosić o to dyrektora, bo sam nie miał by władzy by podjąć taką decyzję. A dyrektor mógłby się nie zgodzić, bo nie. Podobnie potraktowano pomysł likwidacji osobnych wydziałów rodzinnych i "wrzucenia" tych spraw do wydziałów cywilnych, który porównano do prób połączenia w jedną jednostki wojsk lotniczych i jednostki wojsk pancernych. A argument, że ma to sprzyjać "zwiększeniu płynności kadry", bo przecież sędziowie powinni sobie poradzić z każdym rodzajem sprawy skomentowano sugestią, że w takim razie należałoby zlikwidować także specjalizacje wśród lekarzy, bo przecież w końcu każdy lekarz powinien umieć wyleczyć wszystko. W kwestii ocen okresowych sędziów i prokuratorów, choć mówcy różnili się co do potrzeby ich wprowadzenia,&amp;nbsp; wszyscy byli oni zgodni&amp;nbsp; co do tego, że w takiej postaci jak proponuje to Ministerstwo są one nie do przyjęcia. Zwrócono przede wszystkim uwagę na to, iż w sytuacji, gdy kryteria oceny ma ustalić minister nic nie stoi na przeszkodzie temu, by zapisano w nich, że pozytywną ocenę może uzyskać tylko sędzia, który popiera politykę rządu, Wskazano także, że jedyną nagrodą jaką ów proponowany system ocen okresowych przewiduje za dobrą prace jest brak kary. Oprócz tego wskazywano na oczywistą niezgodność z Konstytucją uregulowań dotyczących Komisji Konkursowej, uchybienia proceduralne przy pracach nad ustawą (pierwsze czytanie na posiedzeniu komisji, zamiast na posiedzeniu plenarnym), nielogiczności i brak koniecznych uregulowań dotyczących asystentów i referendarzy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Do tego wszystkiego co powiedziano chciałbym dodać także parę słów od siebie. Otóż największym złem jakie niesie za sobą ów projekt ustawy jest to, że kontynuuje on działania zmierzające do odebrania sądom należnej im pozycji w strukturach władzy publicznej. Monteskiuszowska zasada trójpodziału władzy zakłada istnienie władzy ustawodawczej, wykonawczej i&amp;nbsp; sądowniczej jako trzech równorzędnych, odrębnych i&amp;nbsp; niezależnych od siebie władz, wzajemnie się równoważących dla dobra powszechnego. Niestety dzisiaj polskie sądy trudno nazwać odrębną, niezależną władzą, a już bardzo trudno uznać ją za władzę równorzędną dwóm pozostałym. Po dwudziestu latach traktowania sądów jak urzędów podległych Ministerstwu Sprawiedliwości i służących realizacji polityki rządu sądy zostały niemal całkowicie podporządkowane Ministrowi. Dziś praktycznie wszystkie decyzje istotne z punktu widzenia funkcjonowania sądów, jak również dotyczące drogi zawodowej każdego sędziego podejmuje albo Minister Sprawiedliwości, albo osoba, którą on sobie wybrał i mianował na stanowisko. W rezultacie sądownictwo zostało oplecione siecią wzajemnych podległości, nieformalnych zależności i powiązań, której wszystkie nitki zbiegają się ostatecznie w rękach Ministra. Sędziowie w takim układzie są dla Ministra petentami&amp;nbsp; zdanymi w zasadzie na jego łaskę i niełaskę. Nic poza poczuciem odpowiedzialności za państwo (o co u polityków czasami bardzo trudno) nie powstrzymuje Ministra (tudzież urzędnika działającego w jego imieniu) przed wykorzystaniem tak powstałego stosunku zależności. Na przykład przed daniem sędziemu do zrozumienia że uwzględnienie jego wniosku o przeniesienie do innego sądu zależy od tego jaki wyrok wyda w takiej czy innej sprawie. Albo przed poinformowaniem prezesów sądów, że sądy, które nie orzekają zgodnie z interesem narodowym (na przykład zwracając "późnym przesiedleńcom" odebraną im bezprawnie ziemię) nie zostaną uwzględnione w przyszłorocznym planie inwestycyjnym. Niestety o tym dziennikarze nie piszą, łykają za to bez popijania historyjki, jak to minister zamierza wziąć się za leniwych sędziów i zagonić ich do roboty, żeby żyło się lepiej. A tak zwane społeczeństwo to wszystko kupuje... nie zdając sobie sprawy z tego że za parę lat, gdy przyjdą do sądu prosząc o sprawiedliwość może się okazać, że to właśnie oni są tymi, których minister ogłosił "tymi złymi" a siedzący przed nimi sędzia może już nie mieć siły i ochoty na kopanie się z ministerialnym koniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wynik głosowania nad projektem nowelizacji ustawy da odpowiedź na pytanie, czy panom posłom faktycznie zależy na tym, by sądy w Polsce były niezależne i niezawisłe, czy też ich wolą jest, aby pozostały one faktycznie przybudówką Ministerstwa Sprawiedliwości. Obawiam się jednakże, że i tym razem interes partyjny i potrzeba osiągnięcia Medialnego Sukcesu przeważy nad interesem publicznym. No cóż... zobaczymy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-2687931560773627244?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/2687931560773627244/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/01/wysuchanie.html#comment-form' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/2687931560773627244'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/2687931560773627244'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/01/wysuchanie.html' title='Wysłuchanie'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-5552287396124497155</id><published>2011-01-05T18:12:00.000+01:00</published><updated>2011-01-05T18:12:02.225+01:00</updated><title type='text'>Anioł stróż</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Odebrałem dzisiaj telefon z Mojego Banku. Bardzo miła pani telemarketerka (czy jak tam się to teraz nazywa) złożyła mi specjalną tylko dla mnie ofertę jedyną w swoim rodzaju informując mnie, że Mój Bank jest gotów pożyczyć mi nawet 92.000 złotych bez żadnych zaświadczeń i poręczeń. Warunki oczywiście są niezwykle korzystne, bo oprocentowanie wynosi tylko 12,5%. A to zdziercy. Jak ja im pożyczam pieniądze (nazywa się to dla niepoznaki lokatą terminową) to płacą mi ledwo 3,5%. Nie byłem zainteresowany, więc grzecznie skończyłem rozmowę nie zmuszając pani telekonsultantki do przyznania, że te 12,5 % to dopiero początek, bo do tego dochodzi jeszcze prowizja banku, ubezpieczenie i takie tam śmakie owakie. Ale dalej tego tematu rozwijać nie będę, bo finanse i bankowość to nie moja działka. Chciałbym natomiast wrócić do opisywanej już kiedyś kwestii problemów z oddawaniem długów i spojrzeć na ten problem trochę z innej strony.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To, na co chciałbym już na wstępie zwrócić uwagę, to to że we wszystkich ofertach, reklamach i propozycjach najróżniejszych banków i podmiotów podobnych rzadko kiedy mówi się o oddawaniu pożyczonych pieniędzy. Oglądając reklamy słyszymy tylko, że pożyczkę można dostać od ręki, czasami nawet nie ruszając się z domu. I nagle wszystkie problemy znikają. Synek może pojechać na obóz, i mieszkanie się wyremontuje, a w święta będzie można zastawić stół tak, że sąsiadów i rodzinę aż skręci z zazdrości. I jak tanio, tylko 12 procent, i w dodatku można się ubezpieczyć żeby w razie czego nie płacić. Jakoś nie przypominam sobie reklam, w których mówiono by, że pożyczkę będzie trzeba spłacać po 200 czy 300 złotych miesięcznie przez następne trzy lata, nie mówiąc już to tym, że razem z tymi wszystkimi prowizjami i opłatami&amp;nbsp; spłacić będzie trzeba trzy razy tyle ile się dostało. Jeżeli już mówią coś o oddawaniu, to tylko o tym, że pieniądze dostaje się teraz, a spłacać zaczyna dopiero po świętach czy wakacjach. A potem to wszystko trafia do mnie... jako wnioski o nadanie klauzuli bankowym tytułom egzekucyjnym... jako pozwy o zapłatę... jako sprzeciwy od nakazów zapłaty... jako skargi na czynności komornika... Bo zaciągnąć kredyt jest łatwo, ale spłacić go to już nie taka prosta sprawa.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Podsądnych w tych sprawach można podzielić na różne kategorie. Są wśród nich pechowcy, którym wszystko szło dobrze dopóki nie stracili pracy, nie podupadli na zdrowiu czy też nie spadło na nich jakieś inne nieszczęście. Są ludzie którzy zawierzyli komuś bliskiemu i wzięli dla niego na kredyt jakiś towar, a ten ktoś przestał spłacać. Są oszuści, którzy nigdy nie mieli zamiaru spłacać kredytu, ale nauczyli się, że pieniądze na wódkę dają w banku na dowód. Są ludzie, którzy brali pożyczki nie wiedząc jak i kiedy je spłacą, bo nie widzieli innego sposobu na zdobycie pieniędzy na życie. I są też ludzie nieodpowiedzialni, którzy zaciągali pożyczki bez zastanawiania się, czy będą w stanie je spłacić, na zasadzie, że jak dają to trzeba brać. Zwykle to nie są duże kwoty, ot tyle ile jest potrzebne na rozwiązanie jakichś bieżących problemów, ale ziarnko do ziarnka... i w końcu okazuje się, że jak zsumować raty za telewizor, nową lodówkę, kino domowe, raty kredytu zaciągniętego na remont mieszkania, spłatę pożyczki świątecznej i kredytu wziętego na wakacje to nagle okazuje się, że po zapłaceniu tego wszystkiego z pensji, emerytury czy renty&amp;nbsp; już nic nie zostało. I nagle zaczynają się problemy. Taki "przekredytowany" dłużnik nie ma z czego płacić więc nie płaci. Zaczynają się więc telefony z banku, przychodzą monity, potem pojawia się komornik. I nagle okazuje się, że dłużnik jest w sytuacji bez wyjścia. Nie może ogłosić upadłości konsumenckiej, bo nie stać go na pokrycie kosztów postępowania. Pieniądze zabierane co miesiąc przez komornika z jego pensji czy emerytury, po odliczeniu kosztów mogą nie wystarczyć nawet na zapłatę odsetek za ten miesiąc, więc dług stale rośnie. Koniec końców to wszystko może skończyć się zlicytowaniem jego mieszkania żeby spłacić kilka tysięcy złotych długu. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"Przekredytowany" dłużnik czasem przyjmuje postawę fatalistyczną, czasem próbuje walczyć o wyjście z sytuacji, a czasem miota się jak pies w beczce skarżąc wszystko i wszystkich i naokoło i poszukując winnych sytuacji, w której się znalazł. Oczywiście winni zawsze są "oni" - zły bank, zły komornik, zły prokurator kryjący przestępców, zły skorumpowany sąd, który też jest w zmowie. A to wszystko to jest wielki spisek, oszustwo, działanie sprzeczne z Konstytucją i prawami człowieka. I tu dochodzimy (długą i okrężną drogą) do sedna problemu, który chciałbym poruszyćm to jest do tego kto tak naprawdę powinien dbać o to, by do takich przypadków nie dochodziło. Wielu "przekredytowanych" uważa bowiem, że winę za ich sytuację ponosi bank który udzielił im pożyczki, bo powinien był wiedzieć, że ich nie będzie stać na spłacanie rat. Ale czy naprawde to bank powinien dbać o to, by człowiek, który do niego przychodzi nie wpakował się w kłopoty? Czy naprawde powinniśmy traktować dorosłych ludzi jak małe dzieci, które nie są w stanie podjąć świadomej decyzji? Czy naprawdę kazdy powinien mieć przydzielonego państwowego "anioła stróża" od pilnowania, czy przypadkiem nie robi on czegoś głupiego czy nieodpowiedzialnego? I gdzie jest granica takiej opieki? Dziś słyszymy, że Komisja Nadzoru Finansowego powinna dbać o to, by kredytobiorca przypadkiem nie wpakował się w kłopoty zaciągając więcej kredytów niż może spłacić. A co będzie jutro? Czy przypadkiem Policja (albo jakaś Inspekcja Ruchu Drogowego) nie powinna dbać o to, by kierowcom nie sprzedawano pojazdów, nad którymi nie będą w stanie zapanować? W końcu ten dealer powinien mieć obowiązek sprawdzenia, czy klient ma dość doświadczenia by jeździć tak szybkim samochodem. Tak samo fastfoodowe restauracje przed sprzedaniem komuś swoich wyrobów (bo jedzeniem tego nazwać nie można) powinny sprawdzać, czy ich klient nie ma przypadkiem przeciwwskazań zdrowotnych do ich spożywania. A kierownik USC powinien dokładnie przepytać narzeczonych, żeby ustalić, czy naprawdę się kochają. No i oczywiście odmówić udzielenia ślubu, gdy uzna, że zawarcie tego małżeństwa może być dla jednej z tych osób życiowym błędem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czy naprawdę chcemy, żeby ktoś za nas myślał i decydował co będzie dla nas najlepsze? &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-5552287396124497155?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sub-iudice.blogspot.com/feeds/5552287396124497155/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/01/anio-stroz.html#comment-form' title='Komentarze (28)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/5552287396124497155'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7608516783975415525/posts/default/5552287396124497155'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sub-iudice.blogspot.com/2011/01/anio-stroz.html' title='Anioł stróż'/><author><name>Falkenstein</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>28</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7608516783975415525.post-5577703119262223026</id><published>2010-12-31T16:39:00.001+01:00</published><updated>2011-01-01T00:51:54.852+01:00</updated><title type='text'>Podsumowanie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No i tak kończy się rok 2010 według rachuby Chrześcijan, rok 5770 według wyznawców judaizmu i 1431 według Mahometan. Rok 2763 liczony od założenia Rzymu, 22 rok ery Heisei. Ale nie ważne jaki ma numer i kiedy się kończy. Pytanie, czy to był dobry rok.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_tqWV0RGLtKY/TR3wJfl0HDI/AAAAAAAABa0/txA9btt8QjI/s1600/IMG_0859.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://4.bp.blogspot.com/_tqWV0RGLtKY/TR3wJfl0HDI/AAAAAAAABa0/txA9btt8QjI/s200/IMG_0859.JPG" width="150" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No cóż... jak wynika z różnorakich tabelek spośród 24.000 spraw jakie w tym roku wpłynęły do mojego wydziału mnie osobiście przypadło rozpoznać 1.860 sztuk. I &amp;nbsp; prawie się udało bo załatwiłem ich równe 1.800 sztuk, a przyszły rok rozpocznę z 450 sprawami w szafie. No, to sporo więcej niż w zeszłym roku, zwłaszcza, że w większości to sprawy wymagające wyznaczenia na rozprawy. Tak więc jeśli ktoś dzisiaj wniesie pozew to może się spodziewać rozprawy gdzieś w połowie czerwca. A czy to był dobry rok? No cóż... kolejny rok spędzony przy tym samym tandetnym biurku, na tym samym tandetnym krześle w tym samym pokoju z widokiem na ślepy mur. Kolejny rok wykonywania w sporej części zbędnej pracy, w upale latem i w zimnie zimą.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_tqWV0RGLtKY/TR3jDlLv4eI/AAAAAAAABac/jD-lR0QPySI/s1600/katastrofa+10+IV+2010+022.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/_tqWV0RGLtKY/TR3jDlLv4eI/AAAAAAAABac/jD-lR0QPySI/s200/katastrofa+10+IV+2010+022.jpg" width="150" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No ale że nie samą pracą człowiek żyje, to warto ów mijający rok pamiętać także z innych powodów. W kwietniu, po katastrofie samolotu prezydenckiego miałem zaszczyt uczestniczyć we wspaniałym wydarzeniu jakim było spontaniczne zgromadzenie pod pałacem prezydenckim. Na samym początku, gdy zebranych tam ludzi łączył smutek i świadomość wielkie straty, a nie polityczne sympatie wobec jednej czy drugiej partii. Gdy obecność tam nie była jeszcze sposobem wyrażania politycznych sympatii lub antypatii. Zanim pojawili się tam ci, którzy Polaków dzielili na prawdziwych i nieprawdziwych, na patriotów i agentów czy też po prostu na swoich i obcych. Zanim potrzebne były barierki, ochroniarze, pałki, i gaz pieprzowy. To było uczucie jedyne w swoim rodzaju.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_tqWV0RGLtKY/TR3oc2HQvjI/AAAAAAAABas/6t52LPrF2v8/s1600/Anglia+2010+843.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://2.bp.blogspot.com/_tqWV0RGLtKY/TR3oc2HQvjI/AAAAAAAABas/6t52LPrF2v8/s200/Anglia+2010+843.jpg" width="133" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Latem wykorzystując resztki urlopu pozostałe mi z 2008 i&amp;nbsp; kawałek należnego za 2009 r. odwiedziłem Cambridgeshire. Przez ten tydzień zwiedziłem dokładnie siedzibę jednego z najstarszych uniwersytetów świata, z jego ogrodem botanicznym, w którym podstaw nauk przyrodniczych uczył się Karol Darwin. Odwiedziłem też muzeum lotnictwa w Duxford gdzie miałem przyjemność dotknąć skrzydła SR-71, wspiąć się do kabiny bombowca B-52 i przyjrzeć się z bliska pociskowi V1. Wyskoczyłem też na dzień do Londynu, gdzie po zrobieniu zdjęcia Big Benowi przeczekałem lejący się z nieba upał w klimatyzowanych wnętrzach Imperial War Museum, a potem wybrałem się na rejs po Tamizie, by wzorem wszystkich turystów zrobić sobie zdjęcie z jedną nogą na półkuli wschodniej a drugą na zachodniej.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_tqWV0RGLtKY/TR3vJ1_M9-I/AAAAAAAABaw/0Tk01CSlnuE/s1600/Sp%25C5%2582yw+Krutyni%25C4%2585+2010+335a.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://4.bp.blogspot.com/_tqWV0RGLtKY/TR3vJ1_M9-I/AAAAAAAABaw/0Tk01CSlnuE/s200/Sp%25C5%2582yw+Krutyni%25C4%2585+2010+335a.jpg" width="144" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Poza tym, spędziłem miło czas na miłych spotkaniach ze innymi członkami mafii w togach, podczas których dyskutowane były oczywiście dotychczasowe wyniki wdrażania akcji Temida, akcji kryptonim bezprawiezus&amp;nbsp; oraz Operacji Rugowania Prawdziwych Polaków Z Ich Mieszkań Żeby Zrobić Miejsce Dla Tych Co Przyjadą Z Izraela. Ogłoszono także najnowsze wytyczne co do tego kogo prześladować a kogo nie, kogo zamykać a kogo wypuścić, jak również&amp;nbsp; zatwierdzono listę osób których zawiadomienia o fałszerstwach dokonywanych przez prezesów spółdzielni mieszkaniowych będą ignorowane. W międzyczasie popływaliśmy sobie kajakami, połaziliśmy po górach i innych przyjemnych zakątkach naszego kraju nabierając sił dla dalszego czynienia swej powinności.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_tqWV0RGLtKY/TR3xrqfOFMI/AAAAAAAABa4/gCmnS9DszZA/s1600/Hurghada+2010+386.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://4.bp.blogspot.com/_tqWV0RGLtKY/TR3xrqfOFMI/AAAAAAAABa4/gCmnS9DszZA/s200/Hurghada+2010+386.jpg" width="150" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jesienią wybrałem się do Egiptu pozwiedzać tamtejszy podwodny świat. Nie jest to najlepsza pora na taki wyjazd, bo wieczory robią się już chłodne a na morzu mocno buja, ale mimo wszystko było warto. Miło czasem się&amp;nbsp; tak oderwać i pojechać gdzieś, gdzie można naprawdę odpocząć. Zanurzyć się w toni, zapomnieć o pracy, o szafie, o aktach i po prostu wypocząć. Pogonić rybki, pogłaskać delfina, poklepać żółwia morskiego. Stanąć na dziobie łodzi i odstawić&amp;nbsp; scenę z Titanica. Albo po prostu położyć się na pokładzie i wystawić do słońca. A wieczorem ruszyć w miasto. Potargować się i kupić jakąś zupełnie niepotrzebną rzecz za ćwierć tego, co żądano na początku. Na przykład prawie prawdziwego Rolexa za pięć dolarów albo autentyczny papirus toaletowy. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I tak zakończył się ten rok... czy był dobry? Chyba tak, a przynajmniej nie całkiem zły. Było w nim i dobrze i źle. Nie wszystko było tak, jakbym sobie zapragnął, ale cóż teraz mogę na to poradzić? Nadchodzi nowy rok, i to na nim trzeba się skupić. Bo jaki on będzie zależy i ode mnie i od nas wszystkich.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;u&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: x-large;"&gt;Szczęśliwego nowego 2011 roku !!!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/u&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7608516783975415525-5577703119262223026?l=sub-iudice.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel=
