poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Nie wiem, ale się wypowiem


 Sprawa miliona złotych wydanego na drinki w klubie GoGo doczekała się pierwszego rozstrzygnięcia. Sąd stwierdził, że czyny zarzucone przez prokuratora menadżerce klubu i tancerkom nie wyczerpywały znamion przestępstwa i odmówił zastosowania tymczasowego aresztowania. Decyzja ta odbiegała więc wyraźnie od tzw. oczekiwań społecznych, zgodnie z którymi rzeczone tancerki za popełnione zbrodnie powinny trafić za kraty. Sprawca zbrodni, o popełnieniu których społeczeństwo usłyszało w telewizji musi przecież zostać aresztowany, bo inaczej to będzie oznaczało, że za swe czyny nie poniesie żadnej kary. Społeczeństwo dało więc wyraz swemu niezadowoleniu komentując w internecie informację o motywach decyzji sądu. 

Cóż więc dowiadujemy się z komentarzy społeczeństwa na temat decyzji sądu? Ano przede wszystkim tego, że społeczeństwo nie potrzebuje czytać akt, ani nawet kodeksów, ono po prostu wie co należy zrobić. A jak sąd zrobił coś innego to znaczy że sędzia jest głupi, niedouczony, niekompetentny i oczywiście nie zna prawa: 

el bigos: "Podobno alkoholu nietrzeźwym się nie sprzedaje. Sędzia w obliczu prawa zalegalizował oszustwo. Poza tym czy transakcja nie powinna być unieważniona skoro właściciel nie miał prawa sprzedawać ALKOHOLU?" 

z.lo: "Kuriozalne, jak bardzo sędzia może ignorować prawo."
 
bokaj:"ten wyrok to prawny skandal. nie da się zaprzeczyć, że facet jest cymbałem i dał się oskubać - ale oskubanie nastąpiło w warunkach NIEZGODNYCH Z PRAWEM!!!" 
 
pinocchio: "Kolejna mega kompromitacja wymiaru sprawiedliwości. Ten sędzia po prostu stwierdził że człowieka pijanego można okraść i oszukać." 
 
wmc-33: "Esencja kompetencji polskich sędziów. Sprawa niby prosta, a wyrok absurdalny"


cromio: "To sędzia mówił??? Chyba asesor albo i aplikant sędziowski (bo nie chcę podejrzewać konszachtów). Przecież tutaj pół kodeksu karnego i ustawy o wychowaniu w trzeźwości się kłania!" 

przeciw-debilom "No proszę - sędzia idiota - to sprawa na wykluczenie go z zawodu.Upijanie się nie jest karalne, ale okradanie pijanego już tak. 

Po przeczytaniu tychże kategorycznie krytycznych opinii postanowiłem zebrać wszystko co wiem o tej sprawie. I okazało się, że jest tego niewiele. Wiem, że jakiś dyrektor był w klubie GoGo i przy tej okazji obciążono jego służbową kartę bez limitu na blisko milion złotych. Wiem też, że ideą takowych przybytków jest to, że pracujące tam "tancerki" mają zadanie namawiać gości na to, by stawiali im (i sobie) drinki, które oferowane są po horrendalnych cenach. Wiem też, że prokuratura wniosła o tymczasowe aresztowanie menedżerki klubu i kilku tancerek, ale wniosku nie uwzględniono, bo sędzia uznał, że czyn opisany we wniosku w świetle dowodów nie jest przestępstwem. Mniej więcej kojarzę też czym jest oszustwo w rozumieniu kodeksu karnego i jakie są przesłanki stosowania tymczasowego aresztowania. I tyle. Tylko tyle. Nie widziałem akt, więc nie wiem ani co zeznawał ów dyrektor, ani jakie dokumenty zebrano. Nie wiem jaki konkretnie zarzut postawiono podejrzanym, i jak go sformułowano. Nie wiem jakie dowody przedstawiono wraz z wnioskiem, ani co wyjaśniali podejrzani. To zaś oznacza, że  nie wiem ani w oparciu o co sędzia podjął decyzję, ani nawet o czym decydował - a więc i nie mogę oceniać, czy decyzja była prawidłowa czy nie. 

Niestety, jak widać wielu jest takich, dla których brak podstawowych informacji wyjściowych nie stanowi przeszkody do kategorycznego wypowiadania się, że wyrok jest zły. Nie od dziś zresztą wiadomo, że zasada "nie znam się, ale się wypowiem" stanowi podstawę dyskusji publicznej. Trudno, widać taki los i nic nie da się na to poradzić. Jeżeli ktoś potrzebuje się ośmieszyć publikując pseudoprawniczy komentarz do orzeczenia to proszę bardzo. Robienie z siebie durnia nie jest zabronione prawem. 

Niestety w komentarzach znajdziemy także inne wypowiedzi:

iszaki: "Ciekawe ile prowizji ma sędzia..."   

ankhar: "Do sędziego przyszła panienka z Cocomo i zrobiła mu dobrze, czy standardowo walizeczka pieniędzy?" 

nanabun: Pan sędzia pewnie się obawiał, że straci kartę stałego klienta w tym burdelu, przepraszam "klubie". 

koko36911: "Sędzia dostał w łapę, wiec wyrok musiał być po stronie Cocomo. Taki sędzia to ma dobre życie"

kamuimac: "tu nie trzeba nic insynuować, że wziął w łapę za taki a nie inny wyrok jest pewne pytanie tylko za jak wysoka sumę się tak "zeszmacił" 

Tak jest. Autorzy owych komentarzy nie widzieli nic złego w tym, by publicznie, choć anonimowo, oskarżyć konkretnego sędziego, wymienionego w artykule z imienia i nazwiska,  o przyjęcie korzyści osobistej albo majątkowej. I to wyłącznie dlatego, że nie spodobało im się wydane orzeczenie, bo jakoś wątpię aby mieli jakiekolwiek inne powody, by rzucać tak ciężkie oskarżenia, nie mówiąc już o posiadaniu jakichkolwiek dowodów na poparcie stawianych zarzutów. Rzucanie oskarżeń to zaś coś zupełnie innego, niż bezpodstawna krytyka wydanego orzeczenia, nawet niekulturalna czy wręcz wulgarna. Prawo nazywa to zniesławieniem, a kodeks karny zalicza do przestępstw.

Dlaczego więc każdy kto tylko ma dostęp do internetu może w zasadzie bezkarnie obrzucać sędziego błotem (żeby nie nazwać tego dosadniej)? Ano dlatego, że takie postępowanie nie jest traktowane jako naruszające interes publiczny, czy też dobro wymiaru sprawiedliwości. Jeżeli więc jakiemuś sędziemu nie podoba się, że ktoś go oskarża o branie łapówek, tudzież że umieszczono go na jakiejś "czarnej liście" skorumpowanych sędziów to musi samodzielnie dochodzić swoich praw. Jako prywatna osoba która poczuła się osobiście urażona, nie jako sędzia powołany przez Prezydenta RP do orzekania w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej, któremu bezpodstawnie zarzucono niegodne urzędu postępowanie. Bo najwidoczniej Rzeczypospolita Polska nie ma nic przeciwko pomawianiu sędziów, którzy orzekają w jej imieniu.

Cóż powinno nastąpić? Ano niestety należy wprowadzić jasny przepis, który stwierdza, że jeżeli ktoś ma dowód na korupcję wobec sędziego, albo chociaż uzasadnione podejrzenie takowej, winien te informację przedstawić organom ścigania. A jeżeli tylko mu się wydaje, albo tak tylko sobie myśli, to powinien te myśli zachować dla siebie, a nie wypisywać w Internecie. Bo potrzeba zachowania autorytetu sądów, jako instytucji niezbędnej dla prawidłowego funkcjonowania państwa, nie pozwala na to, by każdy mógł sobie ot tak opowiadać że ten, czy tamten sędzia to skorumpowany idiota. I nie ważne czy będzie to robić dlatego że szczerze tak uważa, czy dlatego, że obrażanie innych jest dla niego jedynym źródłem satysfakcji w jego szarym życiu. Wolność słowa ma swoje granice, a jedną z nich wyznacza potrzeba zachowania powagi władzy sądowej (art. 10.2 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności.

wtorek, 22 kwietnia 2014

Pocztowe światy równoległe


No cóż. Po raz kolejny okazało się, że Nowy Lepszy Doręczyciel działa dobrze, a te wszystkie żądania napływające ze wszystkich stron, żeby się wzięli do roboty to normalne czepianie się. Bo przecież Poczta też nie gwarantowała terminów doręczeń, więc czekanie tygodniami na przesyłkę to nie jest coś, za co można by się Nowego Lepszego czepiać. W końcu co to za problem, że przesyłka miejscowa (3 km od sądu), którą nadano 7 lutego jest awizowana po raz pierwszy dopiero 26  lutego. Poczta przecież lepsza nie była, listy gubiła, paczkomatów nie miała i w ogóle była taka nienowoczesna bo tabletów nie mieli. A w dodatku to te przepisy takie skomplikowane są, w każdej procedurze inne i to jest wina tego, że zdarzają się pomyłki, nad wyeliminowaniem których pracuje się pilnie, pomimo kreciej roboty i czarnego pi-aru.

No niech im będzie. Przyjmijmy, że wolno im czekać dwa tygodnie zanim awizują i dwa tygodnie zanim doręczą sądowi pokwitowaną zwrotkę. Jeżeli taki ma być standard obsługi to trudno. Dostosujemy się. Terminy się trochę wydłużą, ale to nic, damy radę. Jeżeli tylko doręczenia będą robione zgodnie z przepisami, wszystkie adnotacje zamieszczane czytelnie i rzetelnie to wszystko będzie działało. Bo w końcu w doręczeniach sądowych właśnie o to chodzi - o dopełnienie określonych procedur doręczeń mających służyć zagwarantowaniu zainteresowanym należnych im praw. To zaś, czy listy będzie nosić i rzeczonych procedur dopełniać postkomunistyczny monopolista, cypryjski konkurent, konsorcjum z udziałem poczty chińskiej, czy może zakon braci pocztowych działający pod auspicjami Opus Dei to już nie ma żadnego znaczenia.

To jak należy doręczać listy w postępowaniu cywilnym określa Rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z dnia 12 października 2010 r. „w sprawie szczegółowego trybu i sposobu doręczania pism sądowych w postępowaniu cywilnym”, w którym dokładnie napisano co z danym listem należy robić. Napisano tam jak go doręczać, jak przechowywać po awizowaniu (i gdzie) oraz kto, kiedy i co ma na tym liście napisać albo nastemplować, żeby przepisom stało się zadość, a przesyłka mogła zostać uznana za prawidłowo doręczoną. Adnotacji tych jest tyle, że niekiedy brakuje miejsca, by je zamieścić, ale trudno, tak ma być. Jak trzeba można stawiać jedne na drugie, oby tylko były czytelne. Nie jest to jednak trudne, i Nowy Lepszy, po początkowych problemach, opanował i tę sztukę, jak widać na poniższym obrazku:
 

Pozornie wszystko w porządku, no może poza tym, że pierwsze awizo zostawiono prawie trzy tygodnie po wysłaniu, ale nie o to tu chodzi. Jest adnotacja doręczyciela o awizie, datownik potwierdzający przyjęcie przesyłki, następnie adnotacje o powtórnym awizie i o zwrocie niepodjętej przesyłki, wszystko we właściwych terminach i z odpowiednimi datownikami. Popatrzmy jednak na kolejną przesyłkę, wysłaną tego samego dnia i na ten sam adres, do drugiego z pozwanych mieszkających w tym samym lokalu:


I tu nasuwa się kilka pytań:

1. dlaczego adnotacja doręczyciela o tym, że adresata nie zastano (§ 7.1 pkt 1 Rozporządzenia) na jednej przesyłce napisana jest niebieskim długopisem, a na drugiej czarnym? Doręczyciel miał dwa, i sobie zmieniał żeby się nie nudzić? A może było ich dwóch, co wyjaśniałoby także to, że adnotacje różnią się charakterem pisma?

2. Jak to się stało, że adnotacja pracownika placówki pocztowej o fakcie sporządzenia drugiego awiza i zwrocie przesyłki (§ 8.2 i § 10 Rozporządzenia) naniesiono akurat tym samym kolorem długopisu co adnotacje doręczyciela, iż adresata nie zastano? Jest jakiś wewnętrzny przepis w firmie, żeby dbać w ten sposób o estetykę? A może w ramach kompresji etatów przesyłki doręczają owi pracownicy, co tłumaczyłoby też fakt, że adnotacje te sporządzono takim samym charakterem pisma co adnotacja doręczyciela?

3. Jak pracownikom placówki pocztowej udaje zamieszczać te adnotacje tak, że wyglądają jakby były pisane za jednym zamachem, chociaż wiemy, że zgodnie z rzeczonym Rozporządzeniem umieszcza się jej w odstępach co najmniej tygodniowych? Przecież to wymaga nie tylko pilnowania, żeby kolejne adnotacje nanosiła ta sama osoba, ale i zadbania o to, by za każdym razem użyć tego samego długopisu. A może firma nauczyła swoich pracowników jednego standardowego charakteru pisma, na co wskazywać może choćby to, że chociaż adnotacje zamieszczane są pozornie jedną ręką, to parafki przy nich są różne?

4. dlaczego do ostemplowania tych dwóch przesyłek użyto ośmiu różnych pieczęci datowników? Pierwszy to datownik PGP o numerze 02 087 021, który potwierdza fakt nadania przesyłki - ten jest taki sam na obu przesyłkach. Następnie mamy dwa datowniki InPost o numerach 03 087 077 i 03 087 075, potwierdzające fakt przyjęcia awizowanej przesyłki od doręczyciela. To już trzy. Potem datowniki nr 05 073 007 i 03 087 051 z datą drugiego awiza i wreszcie 03 087 078 i 03 087 083 z datą zwrotu. Do tego na jednej z przesyłek jest jeszcze dodatkowy datownik o numerze 03 087 059 z datą 7 marca 2014 r. która kompletnie nam tu nie pasuje. Rozumiem, że w dużej placówce musi być dużo datowników, ale jak to się stało, że żadnego oprócz nadawczego nie użyto dwa razy?


Byłbym niezwykle ciekawy jakie odpowiedzi na tak postawione pytania wymyśliliby piarowcy Nowego Lepszego Doręczyciela, by przekonać wszystkich, że wszystko jest tu w porządku, nie ma żadnych nieprawidłowości w doręczeniach, a tak w ogóle to już teraz działają lepiej niż poczta, a będzie lepiej. Bo jak dla mnie to coś tutaj jest ewidentnie nie tak. Nie mam dostatecznych dowodów by rzucać konkretne oskarżenia, ale myślę, że każdy trzeźwo myślący człowiek jest w stanie wyciągnąć własne wnioski i sformułować własną hipotezę odnośnie tego, jak to się stało że na tych przesyłkach znalazły się takie właśnie adnotacje. Ja to już zrobiłem. I jestem przerażony potencjalnymi konsekwencjami tego, co nastąpi gdyby moje podejrzenia okazały się prawdą...

sobota, 12 kwietnia 2014

Reklamacja


Spadające z wokand sprawy urosły w mediach do rangi koronnych dowodów na to, że Nowy Lepszy Operator sobie ewidentnie nie radzi. I nie dziwię się temu, bo taka odwołana z powodu braku zwrotki sprawa to coś co można wyraźnie pokazać, policzyć i nagłośnić. Rzeczywiste problemy nie tkwią jednak w tym, że rozprawa  spadła bo operator nie wyrobił się w trzy tygodnie z odesłaniem zwrotki od adwokata, ani w tym, że jego doręczyciel nie wiedział, że skoro po tej stronie ulicy są numery od 2 do 20 to numer 3/5 najprawdopodobniej jest po drugiej stronie. Rzeczywistą skalę problemu z doręczeniami widać tam, gdzie od ustalenia tego kiedy doręczono przesyłkę adresatowi zależy to, co dalej będzie w sprawie zrobione. Czyli na bezbiegu, w międzyinstancji i w prawomocnościach.

Generalnie chodzi o to, że jak pismo wniesione do sądu ma jakieś braki formalne (np nie ma podpisu, odpisu albo nie zapłacono opłaty), to wnoszącego należy wezwać żeby ten brak uzupełnił w ciągu siedmiu dni od otrzymania wezwania. Jak się zmieści w tym terminie to dobrze. Jak się nie zmieści to jego pozew podlega zwrotowi a zażalenie odrzuceniu bez dalszego rozpoznawania. Kiedyś, dawno temu, w czasach Złego Monopolisty było tak, że jak już doręczono komuś list to zwrotne poświadczenie odbioru wracało do sądu (o ile go gdzieś nie zgubili) w ciągu tygodnia, czyli mniej więcej w takim samym terminie, w jakim do sądu winno trafić pismo z usunięciem braków formalnych. Generalnie więc jak przyszło pismo zawierające brakujące informacje, a zwrotki z doręczenia wezwania do zrobienia tego jeszcze nie było, to wiadomo było, że za parę dni przyjdzie. Sprawy czekające "na brakach" leżakowały więc w szafie góra przez miesiąc (jak było podwójne awizo), po czym wiadomo było, czy braki usunięto w terminie czy nie, i co dalej z tą sprawą.

Dzisiaj Regulamin świadczenia usług przez PGP w kwestii terminów, w jakich winno nastąpić doręczenie mówi:

§ 19.1 (b) Operator deklaruje doręczanie przesyłek listowych rejestrowanych w terminie D + 3, gdzie D jest dniem nadania do godz.16ºº.
§ 19.4 Standard D + 3 jest zrealizowany jeżeli usługa pocztowa została wykonana w ciągu trzech dni roboczych po dniu nadania przesyłki. 

Wszystko wydaje się więc wyglądać dobrze. Zwrotka traktowana jest jak przesyłka rejestrowana, więc powinna dotrzeć do sądu w terminie 3, góra 4 dni roboczych od daty nadania, czyli od daty doręczenia właściwej przesyłki adresatowi, a zatem nie powinno być żadnej różnicy pomiędzy Złym Monopolistą a Nowym Lepszym. Skoro jednak jest tak dobrze to dlaczego jest tak źle? Dlaczego trzeba było dostawić kolejną szafę na akta czekające na zwrotki, a pewien klient awanturuje się, że nadal nie rozpoznaliśmy wniosku o zabezpieczenie, bo czekamy na zwrotkę potwierdzającą, że braki formalne pozwu uzupełnił w terminie? Ano dlatego, że to D+3 jako termin doręczenia to w wielu przypadkach niestety całkowita fikcja. Nawet na terenie tego samego miasta, i przy doręczeniach do urzędów i instytucji, samo dostarczenie przesyłki trwa tydzień, a odesłanie zwrotki - nie mówiąc już o doręczeniu jej sądowi - kolejny tydzień.  Nawet zaprzestałem już dokumentowania takich przypadków, ograniczając się do uwieczniania tylko tych, gdzie okres "karencji" wynosił ponad dwa tygodnie. O zwracaniu przesyłek dwukrotnie awizowanych nawet nie chce mi się pisać. Regularnie bowiem dostaję przesyłki z adnotacją, z której wynika, że pomiędzy odnotowaną na niej datą drugiego awiza, a datą zwrotu jako nie podjętej upływa minimum dwa tygodnie. 

Niezależnie więc od tego co twierdzą zatrudnieni przez Nowego Lepszego klakierzy i pi-arowcy, w dziedzinie szybkości i sprawności doręczeń jest zdecydowanie gorzej niż było. Czas oczekiwania na zwrotki niezbędne do nadania biegu pozwom, zażaleniom, apelacjom wydłużył się wielokrotnie. Sprawy tygodniami nie mogą otrzymać biegu, bo nie ma zwrotki i nie ma jak sprawdzić kiedy przesyłkę doręczono, bo system śledzenia przesyłek w internecie nie podaje dat dokonania poszczególnych czynności. Tylko w moim sądzie setki, jeśli nie tysiące nakazów zapłaty, wyroków zaocznych i innych orzeczeń wydawanych na posiedzeniu niejawnym nie może zostać uznane za prawomocne, bo nadal nie wiemy, czy, i kiedy je doręczono stronom. Kilkadziesiąt spraw przekazanych z e-sądu czeka na zwrotkę od pełnomocnika powoda w szafie na togi w moim pokoju, bo nie zmieściły się w szafach w sekretariacie. Owszem za czasów Złego Monopolisty też takie rzeczy się zdarzały, ale na litość Hermesa, patrona listonoszy, nie na taką skalę. 

Czy reklamowaliśmy takie opóźnione doręczenia? Oczywiście, ale nieskutecznie, bo okazało się, że Nowy Lepszy w kwestii terminów doręczeń niczego nie obiecywał i do niczego się nie zobowiązał, więc nie można mu zarzucić, że przetrzymując przesyłki robi coś źle. Cytując z odpowiedzi na jedną z reklamacji:

Warunkiem powstania opóźnienia w doręczeniu przesyłki sądowej jest objęcie tej przesyłki gwarantowanym terminem doręczenia.

Przesyłka, której reklamacja dotyczy, nie jest objęta gwarantowanym terminem doręczenia, gdyż taka gwarancja terminu doręczenia nie wynika z umowy, która była podstawa jej nadania, tj. umowy nr 67-zp-u/2013 na świadczenie usług pocztowych w obrocie krajowym i zagranicznym w zakresie przyjmowania, przemieszczania i doręczania przesyłek pocztowych oraz zwrotu przesyłek niedoręczonych, zawartej w dniu 18 grudnia 2013 r. w Warszawie, pomiędzy Skarbem Państwa, a Polską Grupą Pocztową S.A.

Wskazać należy, że zarówno postanowienia umowy, jak i załączników do niej nie przewidują gwarantowanego terminu doręczenia przesyłki objętej reklamacją. Wskazane w §19 Regulaminu świadczenia usług przez Polską Grupę Pocztową S.A. terminy są terminami deklarowanymi, a nie gwarantowanymi w rozumieniu art 88 ust 4 pkt 4) Ustawy z dnia 23 listopada 2012 r. Prawo Pocztowe [...]

Co z tego wynika? Ano dwie rzeczy. Po pierwsze to, że Nowy Lepszy może sobie doręczać przesyłkę tak długo, jak długo mu się podoba, bo nie obowiązują go żadne terminy, włącznie z tymi, które sam zadeklarował i obiecał się ich trzymać. Po drugie ewidentnie ktoś odpowiedzialny za przygotowanie umowy dał ciała na całej linii i powinien za to odpowiedzieć. Cóż więc na to Centrum Zakupów dla Sądownictwa (organ Ministerstwa Sprawiedliwości)? Ano pisze do sądów, żeby nie wnosić bezpodstawnych reklamacji, oraz że negocjuje z Nowym Lepszym, żeby ten zgodził się podpisać aneks do umowy i zgodzić się na zamianę terminów deklarowanych na gwarantowane. Czyli że prosi go, żeby zobowiązał się za te same pieniądze doręczać przesyłki  w trzy dni i płacić odszkodowania za przekroczenie terminu. Spocznij. Można się śmiać.

środa, 2 kwietnia 2014

Poczta polowa

Ciąg dalszy następuje. Nudne się to już robi, ale nie bardzo mam o czym pisać. Postanowiłem więc wziąć na warsztat kolejną ciekawostkę z praktyki Nowego Lepszego Doręczyciela, to znaczy adnotacje umieszczane na przesyłkach o awizowaniu i zwrocie niepodjętej przesyłki. Nie będę - przez grzeczność - drążył tematu, czy rzeczone drugie awizo w ogóle było. Powiedzmy że wierzę, że jednak doroznościciel poczty się pofatygował i faktycznie różową karteczkę do skrzynki włożył. Interesuje mnie bardziej to, co w międzyczasie robiono z przesyłką.

Przesyłki, których adresat nie odebrał w terminie wracają zaopatrzone w liczne pieczęcie, przybite w tym ładnym dużym pustym miejscu pod zwrotką. którą należało w tym celu najpierw odkleić a potem przymocować taśmą. Co pewnie tłumaczy ciekawy przypadek, gdy dwie przesyłki wróciły z przylepionymi "cudzymi" zwrotkami. I nie, sąd się nie pomylił, bo wysłano je w różnych dniach.Tłumaczy to też pewnie zjawisko polegające na cudownej przemianie zwrotek sądowych w zwrotki inpostowe, do której parę razy doszło. Ale popatrzmy co konkretnie tam nastemplowano:


Oj, nie wygląda to dobrze. Zgodnie z odnośnym rozporządzeniem, do którego każdy doręczyciel poczty sądowej musi się stosować, nawet jeżeli się do tego nie zobowiązał wyraźnie w umowie:

Przesyłkę niepodjętą placówka pocztowa operatora opatruje na stronie adresowej adnotacją "nie podjęto w terminie" oraz odciskiem datownika i wraz z formularzem potwierdzenia odbioru odsyła sądowi wysyłającemu niezwłocznie po upływie ostatniego dnia do odbioru przesyłki.

 (§10 Rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z dnia 12 października 2010 r. „w sprawie szczegółowego trybu i sposobu doręczania pism sądowych w postępowaniu cywilnym”)
A więc adnotacja o zwrocie do nadawcy powinna znaleźć się z przodu, a nie z tyłu przesyłki. A że się nie mieści? Znaczy trzeba zrobić mniejszą pieczątkę. Poczta Polska jakoś się mieściła, a listy dostawali takie same. A to dopiero początek. Popatrzmy na same datowniki, które mają potwierdzać fakt dokonania poszczególnych czynności w doręczeniu. Są trzy, po jednym dla każdej daty, i każdy ma inny numer seryjny, bo Nowy Lepszy swoje pieczątki numeruje, jak jakaś ściśle tajna poczta polowa. Datownik potwierdzający przyjęcie awizowanej przesyłki ma numer 03 087 051, datownik drugiego awiza numer 03 087 073, a datownik potwierdzający dokonanie zwrotu 03 087 061. Muszę przyznać, że trochę mnie dziwi to, że ta sama placówka pocztowa Nowego Lepszego operuje trzema różnymi datownikami. Zwłaszcza, że rzeczoną placówką miałby być kiosk, sklep mięsny, tudzież lombard. I nie żeby to był jakiś jednostkowy przypadek, bo jak spojrzymy tutaj:
 
to mamy tu dokładnie to samo, czyli adnotację na odwrocie (sama zwrotka zresztą zaginęła w akcji). i trzy różne datowniki o numerach 03 087 060, 03 087 066 i 05 073 007. Na kolejnej przesyłce:


też trzy różne datowniki. Data pierwszego awizo podbita pieczątką 03 087 062, drugiego pieczątką 03 087 059 a zwrot pieczątką 03 087 069. I to samo znajdziemy na większości zwracanych przesyłek. Różne kombinacje, ale bardzo rzadko trzy takie same pieczątki. No i właśnie - po co byłyby trzy pieczątki w jednym kiosku? Mało to prawdopodobne. Już bardziej sensowne wydaje się, że rzeczone stemple bite są seryjnie w jakiejś "centrali" a dopiero po obiciu listy kierowane są do punktów odbioru... tyle tylko, że takie postępowanie byłoby chyba nie do końca zgodne z cytowanym już wyżej rozporządzeniem, które stanowi:

Placówka pocztowa operatora lub urząd gminy potwierdza przyjęcie od doręczającego awizowanej przesyłki przez umieszczenie na przesyłce odcisku datownika i podpisu przyjmującego pracownika. 

Awizowaną przesyłkę przechowuje się w placówce pocztowej operatora lub urzędzie gminy przez siedem kolejnych dni, licząc od dnia następnego po dniu pozostawienia zawiadomienia, o którym mowa w § 6.

(§7 ust 2 i 3 Rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z dnia 12 października 2010 r. „w sprawie szczegółowego trybu i sposobu doręczania pism sądowych w postępowaniu cywilnym”)

Oczywiście można stwierdzić, że rzeczony przepis nie mówi, że listy mają być przechowywane w tej samej placówce, w której się je stempluje, ale jeżeli ów stempel ma potwierdzać datę dokonania czynności (no bo temu przecież on służy) to wypadałoby, aby tak było. W końcu dla oceny skuteczności doręczenia nie liczy się to, kiedy przesyłkę ostemplowano w "centrali" ale kiedy fizycznie złożono ją w placówce oddawczej. Bo to tam list ma oczekiwać przez siedem dni od dnia awizowania. Poza tym jakoś nie bardzo wierzę w to, że list z kiosku wraca regularnie do "centrali" aby tam go zaopatrzono w kolejny stempel, na przykład ten o powtórnym awizie. Ciekawy też jestem czy dość istotne rozbieżności pomiędzy datą doręczenia przesyłki a datą na  datowniku zwrotnym nie świadczą przypadkiem o tym że są one stemplowane nie w "placówkach oddawczych" lecz w jakieś "centrali". I chyba zaczynam rozumieć dlaczego na stemplach nowego lepszego są tylko numery poczty polowej...
 
(cdn... jeszcze raz, może dwa, każdy dzień przynosi coś nowego...)