czwartek, 27 czerwca 2013

O szacunku, powadze i porządku słów kilka.


Po zapoznaniu się z wieloma wypowiedziami, które padły w kontekście narastającego problemu braku szacunku dla sądów doszedłem do wniosku, iż niektórzy mają chyba problem ze zrozumieniem istoty całego problemu. Dopatrują się oni bowiem w szacunku do sądu jakiejś nagrody za właściwe zachowanie sędziego, czy wydawanie wyroków zgodnych z oczekiwaniem społecznym. Raz po raz napotykałem bowiem na stwierdzenie, iż to co się dzieje w sądach - czyli "skandaliczne" (znaczy inne, niż komentator by chciał) wyroki sprawia, że sędziowie na szacunek nie zasługują. No i oczywiście dopóki sądy się nie zlustrują i nie zostaną poddane "kontroli społecznej" (chyba pod postacią jakiegoś nowego wcielenia IRChy) to nie może być mowy o szacunku dla sądów. Inaczej mówiąc sędziowie mają sobie na szacunek zasłużyć, a jeśli wsłuchać się w vox populi to najlepiej poprzez szybkie i surowe ukaranie każdego, o kim w gazetach napiszą, że coś złego komuś zrobił.

Na początku nie bardzo to rozumiałem, bo do tej pory wydawało mi się, że to wszystko, czego oczekuję od osób przychodzących do sądu to głównie przestrzeganie zwykłych reguł grzeczności i kultury w relacjach z osobą zajmującą wyższą rangę od nas. Czy faktycznie podporządkowanie się tym obowiązkom wymaga aż tak wielkich poświęceń, by wymagało to z mojej strony jakichś szczególnych zasług? Cóż takiego jest w moich oczekiwaniach, co do zachowania osób przychodzących na salę, że jakiekolwiek uchybienia z mojej strony pozbawiają mnie prawa żądania podporządkowania się im? Ano popatrzmy.

Otóż po pierwsze oczekuję zachowania powagi należnej postępowaniu sądowemu. Inaczej mówiąc oczekuję, że osoby przychodzące do sądu będą podchodziły do tego poważnie, że będą traktowały tę wizytę w sposób szczególny, jako ważne wydarzenie, że nie będą lekceważyć sądu jako instytucji, mnie jako sędziego i sprawy w której biorą udział. Od osób przychodzących do sądu oczekuję więc na przykład odpowiedniego stroju - w zagranicznych poradnikach dla podsądnych piszą, że do sądu należy się ubrać jak na ważną rozmowę w sprawie pracy i dokładnie tyle mi wystarczy. Nie żądam, by panowie stawiali się pod krawatem, a panie w garsonkach, ale przepraszam bardzo, koszulka z narysowanym przekrojem przez sedes, bermudy w kratkę i klapki to nie jest strój w którym powinno się stawać przed sądem. Oczekuję też, że osoby wchodzące na salę zostawią w szatni okrycia, siatki z zakupami i walizki na kółkach. I kategorycznie nie życzę sobie rozkładania się na ławach, trzymania rąk w kieszeniach, żucia gumy, strojenia głupich min, dowcipkowania, i innych "luzackich" zachowań.  To jest sąd, a nie knajpa.

Po drugie oczekuję zachowania porządku. Oczekuję, że strony dostosują się do zasady, że jak ja mówię, to oni słuchają. I że to ja decyduję kto mówi, a kto słucha. Nie życzę sobie dyskutowania na sali ani ze mną ani z drugą stroną. Nie chcę słyszeć "bieżących komentarzy" do zeznań świadków czy stron, jak również nie życzę sobie widzieć "wyrazów oburzenia" czy aprobaty do zeznań. Sąd to nie bazar i tu nie ma miejsca na kłótnie i targowanie się. Jeśli zaś chodzi o publiczność, to chciałbym, żeby nie zapominała, że przyszła na salę rozpraw w charakterze widzów, a nie kibiców. Mają więc zachowywać się jak widzowie, to znaczy słuchać i nie przeszkadzać. Tak jak w teatrze nie należy komentować wydarzeń na scenie, tak też i podczas rozprawy nie chcę słyszeć ze strony ław publiczności jakichkolwiek komentarzy, podpowiedzi ani gniewnych pomruków. Nie chcę słyszeć też szeptów, pisków telefonów komórkowych, szeleszczenia reklamówek, stuków, puków i szurania. Kategorycznie nie życzę sobie też jakichkolwiek demonstracji poparcia czy potępienia dla którejś ze stron - i to nieważne czy okrzykami i transparentami, czy też poprzez ustawianie na ławach zdjęć zmarłych albo noszenie koszulek z hasłami. Zresztą wymagania dotyczące adekwatnego stroju powinny tyczyć się także publiczności. I tyle. To wszystko. Czy to tak wiele?

Wydaje mi się, że sednem problemu jest niezrozumienie tego, czym jest, i w czym ma się przejawiać ów szacunek dla sądów. Otóż szacunek ten należy się nie sędziemu wydającemu konkretny wyrok, lecz sądowi jako instytucji sprawującej władzę sądowniczą - i należny jest on jej niezależnie od tego, kto ową władzę faktycznie wykonuje siedząc za stołem. I sędziowie, i strony postępowań, i inne osoby przychodzące do sądu mają więc obowiązek zachowywać się w sposób adekwatny do miejsca, w którym się znaleźli. Sędziowie powinni być punktualni, zawsze przygotowani do rozprawy, umiejętnie panować nad salą, zachowywać się godnie, nie podnosić bez potrzeby głosu. Strony powinny podporządkować się regułom postępowania, zachować należytą powagę, odnosić się do sędziego z szacunkiem należnym sprawowanej przez niego władzy, nie odzywać się bez udzielenia im głosu. Wszyscy inni, świadkowie, publiczność, powinni pamiętać, gdzie przyszli, zachować spokój i powstrzymywać się od zachowań naruszających porządek. Każdy ma swoje obowiązki w tym zakresie, i każdy ma obowiązek się do nich dostosować, niezależnie od tego, czy inni także się im podporządkowują. Bo powaga sądu jest ponad nimi wszystkimi.

Jeżeli komuś trudno to zrozumieć to niech zamiast sądu podstawi do tego rozważania kościół. To także miejsce szczególne, w którym należy dostosować się do określonych reguł zachowania, zachowywać się w nim godnie. Przyjść w adekwatnym stroju, zachować ciszę i spokój, wyłączyć telefon komórkowy i nie robić niczego, co mogłoby zakłócić spokój tego miejsca, i niczego, co mogłoby zostać odebrane jako obraźliwe lub lekceważące. A to wszystko nie dlatego że ksiądz ma zawsze uprasowaną sutannę, msze rozpoczyna punktualnie,  wygłasza piękne kazania, i naznacza każdemu właściwą pokutę. Po prostu szacunek należy się miejscu i władzy przyznanej duchownemu, niezależnie od tego jaką on jest osobą. I nikt chyba nie powie, że skoro ksiądz na mszę się spóźnia to nie może mieć pretensji o to, że ktoś w czasie mszy rozmawia przez telefon. Dlaczego więc spóźnianie się przez sędziego na rozprawę ma tłumaczyć niewłaściwe zachowania podsądnych?

Powaga sądu, powaga władzy sądowniczej jest wartością samą w sobie. Podważając ją podważa się sam fundament państwa prawa, które nie może istnieć bez skutecznego wymiaru sprawiedliwości. Między innymi dlatego w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka zastrzeżono, iż dla ochrony powagi władzy sądowniczej dozwolone jest nawet ograniczanie wolności słowa i swobody wypowiedzi. Szkoda tylko, że teoria sobie, a praktyka sobie...

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Stół


Przy okazji niedawnych ataków na sędziów powrócił temat zapewnienia sędziom bezpieczeństwa, jak również utrzymania porządku na sali sądowej w kontekście coraz częstszych wybryków związanych z próbami wykorzystania procesu dla celów politycznych. Zwrócono uwagę na brak skutecznych środków dyscyplinujących, brak przeszkolenia sędziów w zakresie radzenia sobie z agresywnymi osobami, nieadekwatną ochronę budynków sądowych, a także na ogólne zdziczenie obyczajów politycznych, polegające na tym, że wywieranie nacisków na sąd postrzegane jest jako troska o sprawiedliwość. Ja zaś chciałbym przy tej okazji zwrócić uwagę na pewien szczegół, który pozornie nie ma nic wspólnego z tematem. Porównajmy więc sobie to zdjęcie sali sądowej w jakimś amerykańskim mieście:



 z tym zdjęciem chyba najbardziej znanej polskiej sali sądowej.


Co to ma wspólnego z obrzucaniem sędziów tortami? Ano, wbrew pozorom, dość dużo. Problem z urządzeniem typowej polskiej sali sądowej polega na tym, iż stół sędziowski jest na tyle niski, że głowa sędziego znajduje się poniżej głowy osoby stojącej przed stołem sędziowskim. Strony, pełnomocnicy, świadkowie patrzą na sędziego z góry, często stojąc dosłownie nad nim, bo w małej sali rozpraw odległość pomiędzy stołem sędziowskim a ławami stron i barierką dla świadka to zaledwie metr lub dwa. Amerykański sędzia siedzi natomiast znacznie wyżej, wyżej niż sekretarz, przysięgli i zdecydowanie wyżej niż strony. Niby drobiazg, niby nic takiego... ale czy na pewno?

Zajmowane przez daną osobę miejsce od zawsze było oznaką jej pozycji w stosunku do innych zebranych osób. Tron władcy umieszczano na podwyższeniu, tak samo stół przy którym podczas wspólnej uczty zasiadali znaczniejsi goście, a rozkazy w czasie bitwy wydawano z wysokości końskiego grzbietu. Odwoływano się w ten sposób do podświadomej reakcji, iż jeżeli ktoś jest wyżej ode mnie, to znaczy, że ma nade mną przewagę i więc muszę się podporządkować. W ten sposób przekazywany był także komunikat, iż ta osoba jest ważniejsza od innych, jej pozycja w ramach tej społeczności jest wyższa niż pozostałych, iż ma ona władzę nad nimi.  Niestety przy wyposażaniu sal sądowych zapomniano o tej prostej zasadzie umieszczając sędziego poniżej osób, które winny się podporządkować jego władzy, przez co osoby uczestniczące w rozprawie patrzą na niego z góry. Sędzia w ten sposób zostaje pozbawiony psychologicznej przewagi, co automatycznie pogarsza jego sytuację w razie ewentualnego konfliktu, stawiając go w pozycji obrony, a nie ataku. To zaś może przełożyć się na to, w jaki sposób zareaguje on na naruszenie porządku, jak również na to, jak zareaguje druga strona prowadząc do zaognienia, a nie do rozwiązania konfliktu.

Cały ten problem nie wystąpiłby, gdyby przy urządzaniu sal rozpraw zadbano o stworzenie zewnętrznych oznak pozycji sędziego, w tym o jego właściwe usytuowanie względem innych osób. Można go jednakże rozwiązać w bardzo prosty sposób, to jest poprzez podwyższenie podestu, na którym umieszczony jest stół sędziowski z dzisiejszych 20 do co najmniej 60 cm. Nawet tak niewielka poprawka umieściłaby bowiem głowę sędziego co najmniej na tej samej wysokość co głowa osoby stojącej przed stołem, niwelując negatywny efekt "przewagi" tej osoby nad sędzią. Umieszczenie sędziego w najwyższym punkcie pomieszczenia wyraźnie zaznaczyłoby także, iż to on jest na tej sali rozpraw najważniejszy, bo to on sprawuje w tym miejscu, w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej, władzę sądowniczą. To zaś przełożyłoby się z pewnością na zmianę zachowania stron postępowania, gdyż - trywializując - znacznie trudniej jest się kłócić "pod górę" niż "z góry". A już na pełno łatwiej będzie skłonić do podporządkowania się osobę, której wydano polecenie ex cathedra, niż osobę, która przechylona nad stołem "wisi" sędziemu nad głową i np domaga się wyjaśnienia jak sąd mógł jej to zrobić. 

Skoro jesteśmy przy tym, to warto wskazać także na to, iż podwyższenie stołu sędziowskiego zwiększyłoby także bezpieczeństwo sędziego. Dziś bowiem osoba stojąca przed stołem sędziowskim może z łatwością dosięgnąć sędziego pięścią, czy złapać za włosy, albo rzucić w niego czymkolwiek, co wpadnie jej w ręce. Atakując "z góry" sędziego siedzącego za stołem ma bowiem oczywistą przewagę i siły, i swobody działania. Sędziemu zaś trudno jest uchylić się przed atakiem, gdyż samo wydostanie się z za takiego stołu, to jest odepchnięcie mebla do siedzenia produkcji ZK Rawicz, jest osiągnięciem samym w sobie. Podwyższenie stołu sędziowskiego o te 40 cm zmieniłoby tu wiele - przez taki stół trudniej byłoby się przechylić, a także wskoczyć na niego, a gdyby próbowano czymś rzucać znacznie łatwiej byłoby się za niego schować i czekać na przybycie wezwanych pracowników zakładu pracy chronionej... znaczy pracowników ochrony.

Wszystkie te przeróbki można by wprowadzić bardzo szybko i bardzo tanim kosztem. Na pewno kosztowałoby to znacznie mniej, niż zamontowanie w salach sądowych kamer, czy też wdrożenie któregoś z innych licznych pomysłów na usprawnienie funkcjonowania sądów. Byłaby to w zasadzie bardzo prosta robota stolarska, z wykorzystaniem paru kantówek, kilku blaszanych kątowników i paru płyt OSB, do wykonania przez średnio rozgarniętego budowlańca - cieślę w ciągu jednego dnia. Potrzeba jedynie woli wprowadzenia zmian, bo pieniądze - patrząc na co są wydawane - nie wydają się być problemem. No cóż... może się kiedyś doczekam...

piątek, 7 czerwca 2013

Tort, a sprawa polska


5 czerwca 2013 roku miało miejsce wydarzenie bez precedensu. Sędzia, siedząc na sali sądowej, w urzędowym stroju, pod godłem Rzeczypospolitej Polskiej, sprawująca w imieniu Rzeczypospolitej władzę sądowniczą postanowiła, iż przesłuchanie biegłych psychiatrów na okoliczność stanu zdrowia oskarżonego odbędzie się z wyłączeniem jawności, w związku z tym nakazała publiczności opuścić salę. Publiczność odmówiła, posypały się obelgi, a gdy sędzia zarządziła w związku z tym przerwę do czasu przywrócenia porządku i opuszczała salę rzucono w nią specjalnie chyba w tym celu przyniesionym ciastem. Napadnięto na sędziego, w sądzie, na sali rozpraw, dlatego, że publiczności nie spodobała się podjęta w toku postępowania decyzja. W dodatku jak wynikało z późniejszych komentarzy czyn ten przedstawiano jako działanie „w stanie wyższej konieczności” albo wręcz jako „dopuszczalny w społeczeństwie demokratycznym nacisk na sąd".

I cóż na to pozostałe władze państwowe? Cóż na to Prezydent RP, stojący na straży Konstytucji i stabilności państwa? Nic! Cóż na to premier? Nic! A przywódca największej partii opozycyjnej? Też nic! A minister sprawiedliwości, który w ramach sprawowanego nadzoru nad sądami odpowiada także za zapewnienie sędziom bezpieczeństwa? Ano udzielił wywiadu, w którym wyraził oburzenie i zapowiedział jakieś nieokreślone działania. I koniec. Sprawy nie ma, w mediach zdjęcie sędzi z tortem na twarzy funkcjonuje tylko jako ciekawostka, jako coś śmiesznego dla rozluźnienia, a sprawca czynu jako pięciominutowy celebryta. A gdzie wyrazy świętego oburzenia z prawicy i z lewicy? Gdzie oświadczenia, że tenże zamach na sędziego świadczy o nieumiejętności rządzenia przez obecną koalicję i potrzebie oddania władzy komu innemu? Gdzie wezwania do dymisji ministra sprawiedliwości? Gdzie zapowiedzi zaostrzenia kar za zamachy na sędziów i licytacja kto da więcej? Gdzie nawoływania do surowego ukarania sprawcy? Gdzie zapowiedzi przeprowadzenia kontroli bezpieczeństwa w sądach? Gdzie to wszystko co słyszeliśmy za każdym razem, gdy pojawiał się jakiś medialny temat z pogranicza sądownictwa? Nie ma. Cisza, a nawet gdzieniegdzie pojawiają się wypowiedzi pochwalające ten "akt oporu wobec nieudolnej władzy". 

Zdarzenie to niewątpliwie stanowiło rażący wyraz naruszenia podstawowych zasad współżycia społecznego - nic bowiem nie usprawiedliwia napaści na inną osobę. Była to jednakże przede wszystkim jednoznaczna demonstracja tego, iż sprawca (a także inne osoby uczestniczące w zajściu) nie czują się zobowiązane do wykonywania poleceń sędzi sprawującej w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej władzę sądowniczą. Tenże zamach na sędziego był przez to objawem straszliwej choroby toczącej państwo polskie, jaką jest narastający brak respektu wobec sądów jako instytucji sprawującej władzę. Podporządkowanie się władzy, którego w tym przypadku zabrakło, wynika bowiem właśnie z respektu, jaki adresat polecenia czuje wobec je wydającego, respektu, który sprawia, że postępuje on zgodnie z wydanym poleceniem, niezależnie od tego, czy jest to zgodne z jego oczekiwaniami i interesami czy nie. 

Respekt ten może wynikać z zaufania do sprawującej władzę osoby, prowadzącego do wniosku, że podejmowane przez nią decyzje są dobre. Może on wynikać z szacunku do osoby władcy, wynikającego z tradycji, religii, obyczajów. Może być wynikiem czystego wyrachowania, gdy podporządkowanie się daje lepsze korzyści niż opór. Może wreszcie wynikać wyłącznie ze strachu przed konsekwencjami niepodporządkowania się. W ramach społeczności każdy z jej członków może przy tym czuć respekt wobec władzy z innego powodu, albo z wszystkich razem. Ktoś może mieć wpojone od dziecka posłuszeństwo wobec organów państwa, ktoś może liczyć na nagrodę za dobre sprawowanie, a ktoś inny nie mieć żadnego szacunku dla organów władzy, ale obawiać się sankcji. Niezależnie jednak od tego jakie jest jego źródło bez niego nie ma podporządkowania, bez podporządkowania nie ma władzy, a bez władzy nie może istnieć także państwo.

Cóż w takim razie się stało, iż respekt wobec władzy sądowniczej sięga dzisiaj dna?  Że sądy nie są dziś traktowane jako władza, której należy się podporządkować, lecz jako rodzaj urzędu, lub wręcz placówki usługowej mającej zastosować się do poleceń klienta, i wykonać zlecenie zgodnie z jego oczekiwaniami?. Że nagminne jest ignorowanie wezwań do sądu, jak i wydawanych w toku postępowania zarządzeń i poleceń? Że coraz częściej na salach rozpraw dochodzi do kłótni, które trzeba studzić grożąc karami, bo samo napomnienie już nie wystarcza? Że orzeczenia sądów traktowane bywają jako sugestie, które można zignorować, jak nam nie odpowiadają – i nie mam tu na myśli tylko najczęściej opisywanych w tym kontekście orzeczeń ustalających kontakty z dziećmi? Ano jak zwykle nie ma jednej przyczyny, a winnych jest wielu. Winni są owszem sędziowie, gdy przedkładają wyniki statystyczne nad jakość orzeczeń i rzetelność postępowania, a także gdy pobłażliwie traktują naruszających powagę czynności sądowych. Winni są politycy sprawujący władzę ustawodawczo-wykonawczą, nie dbając o zapewnienie sądom środków umożliwiających prawidłowe wykonywanie władzy sądowniczej, umniejszając ich pozycję ustrojową, jak również publicznie krytykując bezpodstawnie sądy i pochwalając nieposłuszeństwo wobec orzeczeń. Ile razy słyszeliśmy wypowiedzi polityków, sprowadzające się do stwierdzenia „nie znam ani okoliczności sprawy ani przepisów, ale uważam że sąd postąpił w sposób karygodny, i trzeba coś z tym zrobić”? Winę ponoszą wreszcie media, szukające sensacji i „afer” w sądach, i z niezwykłą łatwością obciążające sędziów winą za zaistniałe zdarzenia. Winę ponoszą też ci wszyscy, którzy powinni stać na straży porządku konstytucyjnego i niezawisłości sędziów, lecz milczą, nie dostrzegając chyba, że w ten sposób wyrażają milczącą zgodę na niszczenia jednego z niezbędnych filarów państwa, jakim jest władza sądownicza. Ponownie bowiem należy wskazać, iż bez respektu nie ma podporządkowania, bez podporządkowania nie ma władzy, a gdy nie ma władzy nie może także istnieć państwo, którego miejsce zajmuje anarchia i chaos, jak to niezwykle boleśnie uczyły doświadczenia kolejnych rewolucji. 

Najwyższy czas się obudzić!