sobota, 25 lutego 2012

Jedna trzecia

Co jakiś czas na nowo słyszymy zapowiedzi rychłego skrócenia dzięki reformom czasu trwania spraw sądowych o 1/3. Zawsze gdy to słyszę to przypomina mi się bardzo stary dowcip, jak to zadano pytanie do Radia Erywań czy to prawda, że w Moskwie rozdają samochody. Na co padła odpowiedź: „Tak, ale nie samochody tylko rowery, i nie rozdają tylko kradną”. Bo tutaj jest tak samo – tylko nie sprawy, a rozprawy i nie skrócą tylko wydłużą. Dlaczego wydłużą? No, to temat na dłuższą wypowiedź, dlatego lepiej w tym miejscu zadać pytanie dlaczego akurat owo skrócenie ma nastąpić właśnie o 1/3, a nie na przykład o połowę, albo 1/4? Ano odpowiedź jest równie prosta co absurdalna.

Jeżeli cofnąć się do początków tego wszystkiego to dotrzemy do informacji, że wprowadzenie nagrywania rozpraw jest celowe, bo wyniki doświadczeń z nagrywaniem przebiegu rozprawy zamiast jej protokołowania wskazują, że przy nagrywaniu można liczyć na skrócenie czasu trwania rozprawy o 1/3 w porównaniu do rozprawy tradycyjnie protokołowanej. Tą informację podchwycono i wykorzystano w kampanii wyborczej przy okazji omawiania planów Wielkiej Reformy Sądownictwa, gdzie powtarzano ją szeroko w ramach roztaczania wizji świetlanej przyszłości. Niestety za którymś razem któryś wypowiadający się polityk chyba nie do końca zapamiętał co miał na kartce napisane no to i kłapnął do kamer, że dzięki nagrywaniu nastąpi skrócenie czasu trwania sprawy w sądzie o 1/3. Informacja poszła w świat, a naród to kupił, bo przecież wszyscy wiedzą że sprawy w sądach trwają długo, nie to co na Zachodzie, gdzie Fritzla w tydzień skazali. Słupki wzrosły, więc tekst o „skróceniu postępowań o 1/3” wszedł na stałe do zestawu tekstów stosowanych przez rządowych piarowców na potrzeby tworzenia wypowiedzi na temat sądownictwa. Dziś słyszymy już o „skróceniu o 1/3 czasu oczekiwania na wyrok” i to bynajmniej nie z powodu wprowadzenia nagrywania. O tym teraz cicho sza, bo ktoś mógłby zapytać jak to jest, że od wprowadzenia nagrywania minęły już dwa lata a w sądach nadal nie ma kamer i nie nagrywa się rozpraw. Jakiś czas temu słyszałem natomiast, że likwidacja 1/3 sądów to też jest środek mający na celu skrócenie o 1/3 oczekiwania na wyrok. Któryś polityk przystąpił nawet do licytacji zapowiadając że wspaniałe reformy szykowane przez rząd spowodują skrócenie oczekiwania na wyrok o połowę. A wszystko dlatego, że kiedyś, dawno temu, ktoś stwierdził, że nagrywana rozprawa trwa o 1/3 krócej niż protokołowana w tradycyjny sposób...

Wszystkie te „reformy” mające na celu Przyspieszenie i Skrócenie jak zwykle nic nie dadzą, bo jak zwykle powstają one w całkowitym oderwaniu od rzeczywistych przyczyn problemów. Cały czas zakłada się, że sprawy trwają długo, bo sędziom się nie chce przyłożyć do roboty, zapominając, że przy takiej ilości spraw sędziowie czasami po prostu nie mają czasu dobrze przemyśleć, czy nawet przeczytać sprawy. Krytycy zapominają bowiem, że ta sprawa do której sędzia się nie przygotował, to nie jest jedyna sprawa, którą się on zajmuje. On ma takich spraw 200-300-500 a czasami nawet i 1000 jednocześnie. Mało kto chyba też zdaje sobie sprawę z tego procedury, które sędziowie muszą stosować opierają się na założeniach opracowanych w XIX w., w czasach, gdy analfabetyzm był powszechny, więc procesy musiały toczyć się ustnie, aby nie pozbawiać niepiśmiennych prawa do sądu. Że sądy nadal bazują na papierze i długopisie, podczas, gdy duże firmy już od dawna skanują potrzebne dokumenty i przesyłają je mailami, więc nie muszą czekać kilka tygodni, aż oddział na drugim końcu Polski odszuka w swym archiwum i prześle im akta.

Najgorsze zaś jest to, że prawo – także to mające Przyspieszyć i Usprawnić - tworzą dziś przede wszystkim teoretycy, którzy mimo posiadania czasem nawet i profesorskich tytułów często nie mają zielonego pojęcia o realiach funkcjonowania sądów, więc tworzą prawo dla jakiegoś wyimaginowanego idealnego świata zamieszkałego przez idealnych ludzi. Świata, w którym sędzia sądzi jednocześnie tylko jedną sprawę, ma nieograniczoną ilość czasu na zajmowanie się nią, a strony postępowań postępują zawsze zgodnie z procedurą, i nigdy nie składają nielogicznych bądź bezzasadnych wniosków. Gdzie podsądni rozumieją co się do nich pisze, a sami piszą zwięźle, sensownie i na temat. Świata, w którym ludzie nie grają z sądem „w durnia”, „w hydrę”, „w tasiemca”, czy „w wyłącznik”. Gdzie nie zgłasza się do podziału sitka do herbaty, z żądaniem, by owo sitko wycenił biegły. Gdzie nie podaje się sądowi niesprawdzonych adresów, poczta nie gubi przesyłek, a świadkowie się stawiają na każde wezwanie. Ale skąd oni mogą wiedzieć jak wygląda rzeczywistość? Przecież oni nigdy nie byli „na dole”, nigdy nie uprawiali zwykłego sądowego poletka. Dla nich sprawa jest prosta – trzeba kopać starannie, i każdej sprawie poświęcać wiele uwagi, dbając o to, by przypadkiem kogoś nie skrzywdzić. Oni nigdy nie zmagali się ze szkodnikami w postępowaniach, suszą w sekretariacie, powodzią spraw i proceduralnymi chwastami.

Gdyby sędziów orzekających na samym dole, w sądach rejonowych, zapytano o to jak przyspieszyć rozpoznawanie spraw i skrócić czas trwania postępowań, to w odpowiedzi nadeszłyby dziesiątki sugestii co do koniecznych zmian ustawowych, czasem drobnych, a ale odnoszących się do problemów, z którymi faktycznie borykają się sędziowie, a które powodują że sprawa trwa dłużej niż powinna. Problemów które istnieją, a których z wysokiej profesorsko-doktrynerskiej wieży chyba nie widać. Tyle tylko, że takie pytanie nigdy tak naprawdę nie padnie. A jeżeli nawet, to propozycje praktyków, oparte o zwykłe przyziemne doświadczenie orzecznicze, i tak skończą w jakiejś szufladzie przygniecione miażdżącą opinią „autorytetów prawniczych”, którzy uznają ich wprowadzenie za niedopuszczalne bo niezgodne z ich wizją Idealnego Świata. Tak jak stało się to jakiś czas temu z przygotowanymi przez sędziów praktyków propozycjami zmian procedury karnej.

niedziela, 19 lutego 2012

Niedzielna szafa

Wpadłem do pracy w niedzielę. Tak to już bywa, że czasami tak trzeba, żeby „wyjść z szafy”, czyli podjąć decyzje w sprawie wniosków, które wpłynęły do poszczególnych spraw i wraz z ich aktami trafiły do mojej szafy na akta. W szafie jest piętnaście przegródek, a zaczynamy od tej w lewym, górnym rogu. Oznaczonej jako „korespondencja terminowa”, a zatem pisma w sprawach, w których wyznaczono termin rozprawy. I co my tam mamy...

Pierwsze akta to sprawa o odszkodowanie za śmierć syna, który na swej drodze napotkał pijanego kierowcę. Zwykle trafia do mnie z kolejnym pismem albo plikiem rachunków dowodzących rozmiar krzywdy. Ale tym razem to tylko pismo z innego sądu z prośbą o zwrot wypożyczonych akt postępowania karnego. Z szacunkiem muszę jednakże odmówić, jako że postępowanie w mojej sprawie jeszcze się nie zakończyło, a w tychże aktach są istotne dowody niezbędne dla zbadania sprawy przez biegłego. Piszę więc prośbę o przedłużenie wypożyczenia akt... ale czy nie można by tego załatwić e-mailem? Albo faksem? Bez wydawania 1,55 zł na list?

W następnych aktach jest wniosek o zabezpieczenie roszczenia o przywrócenie posiadania. Do oddalenia z miejsca, co natychmiast czynię. Bo nie można zabezpieczyć roszczenia o przywrócenie posiadania przez „tymczasowe” przywrócenie posiadania. To tak jakby domagać się zabezpieczenia roszczenia o eksmisję poprzez nakazanie "tymczasowej" eksmisji. I tyle na ten temat.

Następna sprawa to jedna z setek identycznych spraw toczących się w następstwie sprzeciwu wniesionego od orzeczenia Samorządowego Kolegium Odwoławczego w sprawie o ustalenie wysokości opłaty rocznej z tytułu użytkowania wieczystego. Ogrom matołectwa prawnego i zwykłego legislacyjnego idiotyzmu jaki wiąże się z postępowaniami tego rodzaju z pewnością zasługuje na osobny tekst, ale tutaj mam tylko rachunek biegłego za sporządzenie opinii. Znaczy – rozpoznać. Dziesięć minut roboty. No, dwadzieścia, bo biegły coś kręci z tymi godzinami poświęconymi na sporządzenie opinii. I jedziemy dalej.

Teraz sprzeciw po nakazie wydanym przez Lubelski Elektryczny Sąd Honorowy. A dokładniej sprzeciw, złożony przez pozwanego ponownie, tym razem w sposób właściwy dla zwykłego, papierowego postępowania uproszczonego, do czego został on wezwany zgodnie z art. 505(37) §3 kpc. To jeden z idiotyzmów proceduralnych związanych z funkcjonowaniem tego Ukochanego Dziecka Pana Ministra. Obowiązek bez sankcji i służący nie wiadomo czemu. Doręczyć drugiej stronie, i tyle.

Druga przegródka to "korespondencja bezterminowa”, czyli pisma w sprawach w których z jakiegoś powodu nie ma wyznaczonego terminu rozprawy. Co my tu mamy... No tak, Sześć spraw „do uprawomocnienia” czyli do zamieszczenia w nich adnotacji kiedy upływa termin zaskarżenia orzeczeń. Obowiązek czynienia tego wprowadzono niedawno, zarządzeniem administracyjnym „bo takie są wymagania systemu Currenda”. Robienie tego to ewidentne marnowanie mojego czasu, bo tym powinien zajmować się sekretariat. Bo to nie jest stwierdzanie prawomocności! Stwierdzanie prawomocności następuje postanowieniem i to wydawanym na wniosek strony. Kodeks jednoznacznie to stwierdza. Ale co zrobić, polecenie jest i trzeba je wykonać. Wypisuję więc odpowiednie „adnotacje” i biorę następną sprawę.

Sprawa o rentę z tytułu zwiększonych potrzeb związanych z leczeniem skutków obrażeń odniesionych w wypadku. Jest „bezterminowa” bo długo czekaliśmy na opinię biegłego. A że chirurgów naczyniowych na listach mamy jak na lekarstwo, to i na opinie czekać trzeba długo... A mnie pozostaje tylko, kazać doręczyć odpisy opinii pełnomocnikom, zarządzić by akta przesłano biegłemu kolejnej specjalności (tu akurat nie dało się robić ich jednocześnie) i wziąć następne akta.

Następne pięć akt robi tylko tłok na półce. Dwa pisma informujące, że powód zapłacił opłatę, do której sąd go wezwał. Dobra, miłe to, ale i tak dopóki nie zobaczę kwitka, że opłata wpłynęła na rachunek sądu to niczego w tej sprawie nie zrobię. W kolejnych aktach zaś zalega wniosek pełnomocnika wierzyciela o informację, co z jego wnioskiem o wyjawienie majątku. No, jakby się interesował swoją sprawą, to by wiedział, że dłużnik zmarł więc postępowanie się umorzyło. Cztery lata temu. W ostatnich dwóch leżą wnioski sąsiedniego wydziału o wypożyczenie mu akt tych (dawno zakończonych) spraw – czy naprawdę takiej decyzji nie mógłby podjąć kierownik sekretariatu? Ale trudno, jak trzeba to trzeba. Wydaję odpowiednie zarządzenie, i sięgam do kolejnej przegródki po następną porcję akt.

Tu leżą praktycznie wyłącznie wnioski o rozstrzygnięcie zbiegu egzekucji. Idiotyczne, bezsensowne, i niczemu nie służące marnotrawstwo czasu i pieniędzy. O czym wiedzą dokładnie wszyscy, którzy z tym problemem się stykali. Niestety nie wiedzą tego chyba członkowie komisji kodyfikacyjnej, którzy zamiast zlikwidować cały ten idiotyzm przy okazji nowelizacji KPC wprowadzili przepis, zgodnie z którym takie „wyznaczenie” będzie trzeba teraz robić oddzielnie dla każdego zajętego składnika majątku dłużnika. Co uzasadniono tym, że sąd powinien „pochylić się” nad każdą taką sprawą i rozstrzygnąć, co w tym konkretnym przypadku będzie najlepsze dla wierzyciela. Jakoś chyba nie dotarło do nich, że dla wierzyciela najlepsze będzie, jak egzekucja będzie się toczyła, a nie będzie wstrzymywana na długie miesiące. Jak na przykład w pierwszej z brzegu sprawie, w której egzekucja blisko 50.000 zł długu została wstrzymana w skutek zajęcia rachunku bankowego przez Naczelnika US egzekwującego 82 zł podatku od nieruchomości. Postępowanie to, wraz z przekazywaniem według właściwości trwa łącznie już pięć miesięcy, a przez ten czas wierzyciel nie dostaje ani grosza. Niewątpliwie docenia on zatem troskę ustawodawcy o jego interesy, wyrażającą się w tym, że nie wprowadzono automatyzmu przy rozpoznawaniu takich wniosków, lecz umożliwiono sądowi pochylenie się nad każdą sprawą oddzielnie. A ja też doceniam możliwość zmarnowania dziś trzech godzin na rozpoznawanie takich wniosków.

I to tyle. Mam dość. Idę do domu. W końcu jest niedziela, co nie?

piątek, 10 lutego 2012

Wpływ wpływu na wypływ


Postanowiłem „zrobić półkę” z „wpływem” czyli nowymi sprawami, które przydzielono mi do rozpoznania. „Zrobić” to znaczy przeczytać o co w niej chodzi i zdecydować czy wymaga ona skierowania na rozprawę, czy też nie. A jeżeli rozprawa będzie konieczna to ustalić termin, to kogo trzeba wezwać na niego, nakazać doręczenie odpisu pozwu, zażądać dołączenia akt i dokumentów itp. Biorę więc kalendarz, druki zarządzeń o wyznaczeniu rozprawy, bloczek kartek do pisania zarządzeń, i jedziemy. Najpierw wstępna selekcja. Wnioski o nadanie klauzuli wykonalności, skargi na czynności komornika, pozwy w postępowaniu nakazowym odkładam na osobną kupkę. Tego na pewno nie kieruje się na rozprawę. Reszta kolejno do analizy. 

Pierwsza sprawa. Eksmisja. Dużo tego ostatnio. Zobaczmy kogo i za co... No tak, rodzinka z dziećmi. A za co? Hmm... jak zwykle. Nie płacili czynszu to i miasto wypowiedziało im najem. Pieniądze potem „nagle się znalazły” i cały dług został spłacony, ale to już za późno... bo spłacenie długu samo przez się nie przyznaje prawa do lokalu. No i sprawa prosta. Jeżeli przed rozprawą nie wynegocjują z miastem podpisania nowej umowy najmu to mogą pożegnać się z mieszkaniem. Opowiadanie historii o ciężkim życiu i braku pieniędzy na czynsz nic tu nie da. Bo to, że kogoś nie stać na czynsz nie uprawnia go do mieszkania w cudzym mieszkaniu za darmo. Nawet, gdy jest to mieszkanie komunalne. Tak samo jak brak pieniędzy na jedzenie nie uprawnia do stołowania się za darmo w restauracjach. Wyznaczyć termin, i następna sprawa.

Nooo... druga eksmisja we wpływie. I to w dodatku ta sama komunalna kamienica. Czyli mamy dwupak. Ciekawe jaka jest niespodzianka... Tak... No pięknie... Ci wprawdzie płacą, ale za to nie są najemcami i nigdy nie byli. Po prostu bez zgody Miasta zajęli puste mieszkanie, a to oznacza że zajęli je bez tytułu prawnego. To z kolei oznacza eksmisję na bruk, i to bez żadnych wyjątków, i nawet bez czekania do wiosny. Bo jako „dzicy” nie mają prawa do lokalu socjalnego, ani do moratorium na wykonywanie eksmisji. Co więcej – ja nawet nie mam prawa przyznać im lokalu socjalnego, nawet jeżeli okaże się że on jest bezrobotny, ona w zagrożonej ciąży, i w dodatku mają już malutkie dziecko. Bo po ostatniej nowelizacji ustawy o ochronie praw lokatorów wyłączono ich spod ochrony jaką daje art. 14 tej ustawy. Bez żadnych wyjątków. No, ale tym nikt się nie chwalił... wszyscy natomiast zapowiadali jak to nowe przepisy będą chronić ofiary przemocy domowej. Przykre to, ale trudno. Idziemy dalej. 

Ooo, kogo ja widzę, znowu mój ulubiony „doradca”, Wprawdzie tym razem się nie podpisał, ale te czcionkę i durnowate wnioski poznam wszędzie. Na przykład wniosek o wyznaczenie rozprawy i powiadomienie pozwanego o jej terminie, co pan „mecenas” uzasadnia obowiązującą procedurą sądową. Odkąd pamiętam on rozdaje swoje ulotki pod sądem, a pisane przez niego pisma są stale na tym samym beznadziejnie niskim poziomie... to by było na tyle jeśli chodzi o weryfikowanie przez rynek. Co on tym razem nawypisywał... no tak znowu wniósł pozew przeciwko „Zarządowi Gospodarki Mieszkaniowej”. Znaczy pozew podlega odrzuceniu na posiedzeniu niejawnym, bo rzeczony Zarząd nie ma zdolności sądowej. Ciekawe czy i tym razem będzie kombinował w zażaleniu, że skoro Zarząd jest częścią organizacyjną miasta więc „a maiori ad minus” też ma zdolność sądową... Sam pozew też jest bez sensu, bo jak ktoś nie spełnia przesłanek wstąpienia w stosunek najmu z art. 691 kc to nie może domagać się na podstawie art. 5 kc ustalenia że je spełnia. To zupełnie tak samo jakby ktoś, kto nie jest spadkobiercą domagał się uznania go za spadkobiercę „bo tak będzie sprawiedliwie”. Ale cóż, papier (i sąd) wszystko przyjmie. 

Następne akta. Pozew przeciwko ubezpieczycielowi o zapłatę odszkodowania z ubezpieczenia OC. No, widzę, że nadal ubezpieczyciele opowiadają stare dowcipy. Ten o amortyzacji części. Ten o europejskiej dyrektywie w sprawie GVO. Ten o nienależnym VAT. Ten o średnich kosztach naprawy. No tak... mówią że decyzja w 7 dni, tylko nie mówią, że odmowna. Ale sprawa prosta. Jeden termin, biegły jak go sobie zażyczą i wyrok z uzasadnieniem. A potem apelacja, w której powtórzą te same dowcipy. Ale mimo wszystko wolę takie sprawy niż te, gdzie trzeba wycenić ile warta jest złamana noga, wybite oko, albo śmierć syna. Wyznaczam termin i gotowe. 

I dalej już poszło. Parę spraw po sprzeciwie od nakazu zapłaty „bo nie mam z czego zapłacić”, kilka wniosków o stwierdzenie nabycia spadku, jakiś wniosek o wyjawienie majątku... no nie, znowu? Przecież to firma krzak. Nigdy pod tym adresem nie działała, co się wydało w innej sprawie. No nic. Co tam dalej... niezapłacony czynsz za najem lokalu, jakieś pretensje do banku o źle rozliczony kredyt i żądanie zwrotu pieniędzy za wadliwy czajnik. No. To tyle. Mogę brać się za resztę. Za klauzule, skargi na komornika, nakazy i inne pilne sprawy. A jak trochę czasu zostanie to może zajrzę do akt z sesji, żeby zobaczyć co to ja mam następnym razem sądzić. Bo priorytety muszą być zachowane, Nakaz musi być wydany niezwłocznie, wniosek o klauzulę rozpoznany w trzy dni, skarga na komornika w siedem. Uzasadnienia napisane w 14 dni. A nowe sprawy nie mogą zbyt długo leżeć bez wyznaczonego terminu. Bo to jest uchwytne w Statystyce. A takie fanaberie jak przygotowywanie się do sesji czy dokształcanie nie są. Więc się nie liczą.

piątek, 3 lutego 2012

Pytania do Prezydenta RP

W dniu 10 października 2011 r. „Iustitia” Kwartalnik Stowarzyszenia Sędziów Polskich przesłał Biuru Prasowemu Kancelarii Prezydenta RP listę pytań do Pana Prezydenta Bronisława Komorowskiego. Pytania te  napłynęły do redakcji Kwartalnika od sędziów z całej Polski, stanowiąc zebrane "w pigułce" problemy, obawy i wątpliwości sędziów co do pozycji ustrojowej sądów i sędziów. 

Pytano tam o wiele rzeczy. Między innymi o to dlaczego Pan Prezydent zdecydował się podpisać ustawę z dnia 18 sierpnia 2011 r. nowelizującą Prawo o ustroju sądów powszechnych, jakie argumenty przekonały go do tego pomimo tego, że krytyczne opinie pod jej adresem wyrazili nie tylko sędziowie ale i przedstawiciele organy takie jak Krajowa Rada Sądownictwa, Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego, Prokurator Generalny, a nawet Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Pytano też, czy Pan Prezydent popiera ideę powołania tzw. Okrągłego Stołu dla Sądownictwa i czy gotów jest go zwołać, ewentualnie objąć to przedsięwzięcie patronatem. Jak Pan Prezydent ocenia propozycję przeniesienia nadzoru administracyjnego nad sądami powszechnymi z Ministerstwa Sprawiedliwości do Kancelarii Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego? Jak Pan Prezydent ocenia obecny system dochodzenia do zawodu sędziego? A nawet czy Pan Prezydent ma wśród swoich doradców jakiegokolwiek sędziego lub sędziego w stanie spoczynku?

(Pełna lista pytań tutaj

 Poproszono mnie, bym napisał o tym na swoim blogu dlatego, że niestety do chwili obecnej Pan Prezydent nie znalazł czasu na to, by udzielić odpowiedzi na te pytania, i określić w ten sposób swe stanowisko wobec sądownictwa. 15 września 2011 r. Biuro Prasowe Kancelarii Prezydenta odpowiedziało, że:

Z przykrością informujemy, że ze względu na napięty kalendarz Pana Prezydenta udzielenie wywiadu w chwili obecnej nie będzie możliwe. Prosimy o cierpliwość. 
Potem, na uprzejmą prośbę o udzielenie odpowiedzi na pytania chociażby tylko na piśmie, w kolejnym liście z 4 listopada 2011 r. napisano:

z przykrością informujemy, że powyższa informacja jest w dalszym ciągu aktualna i dotyczy również udzielenia odpowiedzi na przesłane pytania.
Pan Prezydent jest niewątpliwie bardzo zajętą osobą. Bardzo prawdopodobne jest zatem że informacja o tym, że jakiś "niszowy" kwartalnik ma do niego jakieś pytania mogła nawet do niego nie dotrzeć, bo decyzje co do tego, czy Pan Prezydent w danej sprawie ma czas dla prasy, czy też nie podejmują pewnie pracownicy biura prasowego albo któryś z wspierających Prezydenta pracowników Kancelarii. Ciężko zatem obwiniać Pana Prezydenta za to milczenie, choć wydawałoby się, że takie kwestie jak sytuacja w wymiarze sprawiedliwości powinny być traktowane priorytetowo. Nawet gdyby miało się to odbyć kosztem innych zaplanowanych zadań, na przykład... no właśnie. Na przykład czego?

Wraz z prośbą o opublikowanie tych pytań i tego tekstu podrzucono mi jako ciekawostkę listę wybranych spotkań Prezydenta RP w okresie po przedstawieniu mu owej listy pytań. Tych, z których składał się jego "napięty program" który zdaniem pracowników biura prasowego Kancelarii nie pozwalał im przedstawić zadanych przez sędziów pytań Panu Prezydentowi. Zajrzałem tam. Nawet sprawdziłem dokładnie, czy na oficjalnej stronie internetowej Prezydenta RP są one wymienione. Były. A wygląda to tak:

18 października 2011 r. - Prezydent otworzył w Zamościu (Lubelskie) nową szkolną halę sportową. 
24 października 2011 r. - Prezydent podziwiał dzieła polskiego baroku.
5 listopada 2011 r. - Prezydent uczestniczył w obchodach Hubertusa
9 listopada 2011 r. - Prezydent wziął udział w Gali Charytatywnej w rocznicę debiutu GPW na giełdzie,
29 listopada 2011 r. - Prezydent uczestniczył w posiedzeniu Senatu Akademii Wychowania Fizycznego
30 listopada 2011 r. - Prezydent otworzył nowy odcinek autostrady A2
4 grudnia 2011 r. - Prezydent odwiedził kopalnię węgla kamiennego „Bogdanka” k. Łęcznej
3 stycznia 2012 r. - Prezydent z Małżonką wzięli udział w uroczystej premierze najnowszego filmu Agnieszki Holland, "W ciemności"

Na dzisiaj to tyle. Wniosków żadnych nie wyciągam. Niech każdy wyciągnie własne.